Blog poświęcony Anime Durarara!! Znajdziesz tu opowiadania yaoi (mężczyzna x mężczyzna) Shizaya (Shizuo x Izaya), Izuo (Izaya x Shizuo) i IzaKida/Kizaya (Izaya x Kida). Jeśli nie tego szukałeś i treści tu przedstawiane ci nie odpowiadają prosimy o opuszczenie tego bloga. Pozostałych zapraszamy do czytania.

środa, 11 września 2013

Shizaya - Zdrada?

Hejo~! Strasznie dziękuję za wszystkie wspaniałe komentarze pod "Zakazaną miłością" i szczerze jestem rozdarta... bo komentarze mówią jedno ankieta pokazuje drugie więc mam prośbę jeśli ktoś zaznaczył "NIE" w ankiecie z jakiegokolwiek innego powodu niż coś w stylu " nie podoba mi się że nie ma znaków barmanów i gangów i współczesnego Tokio" to mógłby napisać w komentarzu co mu się nie podobało.... albo jak macie jakieś sugestie, widzicie błędy ( obstawiam, że retoryczne bo to jedyna część którą koryguję ja, te w pisowni to robota inu-chan) czy cokolwiek to napiszcie ( to była prośba do wszystkich) dobra~?
No to ankieta kończy się za 3 dni wtedy pewnie zastanowię się czy to kontynuować czy nie, a puki co macie one-shot pisany w wakacje i miał nigdy nie ujrzeć światła dziennego, ale no cóż Inu-chan mnie namówiła
A teraz ważne informacje :) Mamy wreszcie harmonogram dodawania notek na najbliższy czas teraz powinno się już pojawiać coś co jakieś 2/3 dni
A teraz zapraszam~!

Shizaya- Zdrada?


- Jak dobrze, że wróciłeś~! Wiesz jak nudno było przez te dni~? – ziewnął Izaya, przysuwając się bliżej do swojego partnera. Wreszcie po tygodniu samotności miał się do kogo przytulić i z kim spać, a jego ogromne mieszkanie nie wydawało się takie… zimne i puste.
- Taa… - westchnął Shizuo, obejmując swojego kochanka i przysuwając go bliżej. Cieszył się, że odwiedził brata i jego narzeczoną, ale równie bardzo cieszył się, że ma znów przy sobie kleszcza.
- I teraz pewnie mam ci pomóc się rozpakować, prawda~? – spytał sennie, ale szczęśliwie. W końcu pamiętał wielką akcje pakowania Shizuo, jaką jego mieszkanie przeżywało przed wyjazdem blondyna do Osaki.
- Za chwilkę, na razie śpię, zmęczony jestem po podróży… i nocy. – westchnął, ziewając i bardziej wtulił się w poduszkę.
- Dobrze było, nie~? Może chcesz to powtórzyć~? – zażartował, wtulając się w tors blondyna.
- Ile ty masz siły Izaya… Nie, potem znów będziesz narzekał, że cię tyłek boli. – mruknął w poduszkę.
- No masz wybór, albo moje późniejsze narzekanie, albo pomoc w rozpakowaniu~! – zaproponował. Tak czy siak zaczynało mu się nudzić leżenie w łóżku, musiał się ruszać, bierny odpoczynek nie był dla niego.
- A nie możesz mi pomóc potem? – westchnął, klejąc się do wszystkiego co miękkie. Był zmęczony, kilka godzin w samolocie jednak wykańcza.
- Mam klienta Shizu-chan, moje życie to nie tylko ty, wiesz~?
- No i co w związku z tym? – zapytał ziewając, jakoś jeszcze nie kontaktował.
- Przeraziłby się, widząc mojego największego wroga, który jak gdyby nigdy nic krząta się po moim apartamencie i układa na półeczkach swoje rzeczy… A no i jeszcze od czasu do czasu będzie się denerwował na mój system układania rzeczy.
- No bo niby w jakiej to logice, katalogować kawę pod S?
- Bo ona jest sssypana. - Zasyczał, by uzmysłowić to blondynowi. - A wracając do rzeczy, myślisz, że nie zdziwiłby się, gdybyś przerwał nam spotkanie wpadając do gabinetu z wkurzoną miną, w ręku trzymając pudełka po chińszczyźnie i pizzy i drąc się…
- TO TAK WYGLĄDA TWOJE ZDROWE ODŻYWIANIE TAK?! -  wrzasnął, nie przejmując się tym, że brunet w aktualnej chwili jest w połowie zdania. Izaya popatrzył na niego i zaklaskał w ręce.
- O właśnie, właśnie, coś takiego byś powiedział~!
- Izaya…
- No przecież nie kto inny. – westchnął zrezygnowany. – Z kim innym mógłbyś wylądować w łóżku?
- A z wieloma osobami. – Uśmiechnął się tajemniczo.
- Shizu-chan? Shizu-chan~! Shizu-chan… - Izaya zaciął się na jednym słówku, powtarzając je jednak w różnych kontekstach, jakby nie mógł się zdecydować, czy uznać słowa swojego chłopaka za żart, czy raczej nie. Na końcu jednak uznał, że się po prostu naburmuszy. Przecież to blondyn będzie przepraszał jego. – Hmm, w takim razie niech te „wiele osób” ci pomoże, bo ja właśnie straciłem ochotę.
Wstał i poszedł do łazienki z zamiarem zmycia z siebie śladów ubiegłej nocy. Odkręcił wodę, nalał jej do wanny dość sporo, dodając też jakiś zapaszek. Nie interesował się za bardzo jaki, to już była taka tradycja. Opłukał się, jak to w japońskim zwyczaju leży, a potem rozsiadł się w wannie.
- Głupi Shizu-chan… - burknął. - …Czemu mi coś takiego powiedział… To nie może być prawda… Chociaż… Jak wszedł to czuć od niego było damskie perfumy. Nie mówcie mi, że MÓJ Shizuo zakochał się w jakiejś lafiryndzie z planu jego braciszka… On taki nie jest prawda? To był wybryk bardziej w moim stylu. – Owinął rękoma zgięte nogi, siadając tym samym w pozycji embrionalnej. – Nie zrobiłby mi tego, mówił, że mnie kocha, to niemożliwe, nad czym ja się zastanawiam? – Puknął się delikatnie w głowę i spróbował uśmiechnąć, ale jakoś nie potrafił. Wyszedł z wanny i spojrzał w lustro… Widział szklące się oczy, coś stanęło mu w gardle i nie mógł normalnie przełknąć śliny. – Czy tak właśnie czuje się osoba, która ma się za chwilę rozpłakać? – zapytał się swojego odbicia, jakby ono mogło mu odpowiedzieć. – Przez Shizu-chan’a?... Stałem się naprawdę taki słaby, że mam ochotę płakać, bo ten idiota przespał się z inną??? Przecież od początku to miało być tylko dla zabawy, dla przyjemności… Kiedy ja się do cholery do niego tak przywiązałem… Głupi Shizu-chan, głupia lafirynda i najgłupszy z nich wszystkich JA bo się tym przejmuję.
Odkręcił zimną wodę i opłukał twarz. – Nie dam ci tej satysfakcji Shizu-chan, nie zobaczysz mnie w tak okropnym stanie. – Odetchnął parę razy głęboko, uspokajając się.
Od czasu nieszczęsnego żartu (Nie w mniemaniu Izayi, który postanowił wziąć to na serio) we wspólnym mieszkaniu panowała napięta atmosfera. Shizuo nie miał pojęcia, czemu jego chłopak tak się zachowuje. Na samym początku uznawał, że to po prostu przemęczenie. Jednak po tygodniu do jego jaźni delikatnie zaczęła się przebijać niepewna myśl, która insynuowała, iż Izaya prawdopodobnie, być może jest troszeczkę zdenerwowany na Shizuo, a nie na swoją pracę.
- Przesuń się…- burknął brunet, starając się dojść do blatu kuchennego. Oczywiście blondyn tylko bardziej zastąpił mu drogę. – Shizu-chan! – Podniósł głos, jednak to nie poskutkowało.
- Nie, Izaya, wyjaśnij o co ci chodzi, co takiego zrobiłem?- zapytał, siląc się na względny spokój. Od tygodnia wytrzymywał humory swojego chłopaka starając się być wyrozumiałym… ale miał już tego serdecznie dość. – Mów co się stało, co zrobiłem, że jesteś taki cięty. – warknął.
- Nie jestem cięty… Chyba jestem nawet dla ciebie zbyt miły, powinienem cię z mieszkania wywalić a ja łaskawie pozwalam dalej ci tu mieszkać, okaż wdzięczność i podaj mi kawę. – fuknął, zakładając ręce na piersi.
- Co??? Czemu chciałeś mnie wywalić, powiedz chociaż co zrobiłem! – Podniósł głos. – Powiedz, albo wyleję tę twoją ukochaną kawę do zlewu. – zagroził.
- To sobie wylewaj, właśnie mi się odechciało pić. – fuknął, odwrócił się na pięcie i rozeźlony wyszedł z kuchni.
Izaya poszedł do swojego gabinetu, odpalił komputer i okręcił się na swoim obrotowym krześle. Od jakiegoś tygodnia przestało mu to sprawiać radość. Podwinął kolana pod brodę, nadal wirując na krześle i burknął do siebie „głupi Shizu-chan”. Chciał sobie tak posiedzieć, nie wiedział jak długo, do czasu aż zniknie to dziwne uczucie smutku. Spojrzał na wielkie okno i tysiące ludzi na ulicach. Pogrążył się w rozmyślaniach, jednak nie ważne jak starał się odciągnąć swoje myśli od sytuacji w jakiej się znajdował, nie potrafił. Nie ważne od czego zaczynał swoje rozmyślania i tak koniec końców dochodził do Shizu-chan’a. Zaczął więc zagłębiać się w ten temat. Shizu-chan pewnie przyciągał uwagę kobiet, jest przecież przystojny, no i pewnie którąś tam wyrwał, może nawet nie jedną... Koło planu jest hotel, zaciągnął ją tam? To trochę nie w jego stylu, może to ona go zaciągnęła… Tak, to podobne do tych babsztyli z „wielkiego świata magii kina”. Jak on mógł… Przecież mówił że mu ze mną dobrze… Że jest szczęśliwy… Głupi jestem, że wierzyłem, że możemy być razem, ja zawsze będę sam. - Westchnął cicho, czując na policzkach łzy. - Co? Znowu? – zapytał sam siebie, ścierając kropelki z twarzy.
- Izaya do cholery musimy pogadać!!! - wrzasnął Shizuo, otwierając z impetem drzwi od jego gabinetu… wyleciały z futryny. – Ups. Dobra nieważne, słuchaj!!! – warknął zły ustawiając drzwi prowizorycznie na miejscu i podszedł do bruneta zasłaniającego dłońmi twarz. – Ale patrz na mnie jak mówię! – warknął, siłą chwytając ręce i odciągając je od twarzy bruneta. – Izaya ty beczysz? – Zdziwił się, ale i uspokoił trochę. – Hej, co się stało?- zapytał już spokojniej, kucając przy brunecie. Nigdy nie widział go w takim stanie. Zawsze dumny i arogancki siedział teraz w pozycji embrionalnej, nie mogąc pohamować łez. Patrzył się ze zdziwieniem w oczy Shizuo. Blondyn podniósł powoli rękę chcąc zetrzeć z policzka Izayi kolejną łzę. Jednak jego ręka szybko została odtrącona, a on sam obrzucony zdenerwowanym i wyniosłym spojrzeniem.
- I co myślisz sobie, że mnie teraz udobruchasz i będziesz miał dwie dziwki do zabawy?! – Spojrzał na niego wkurzony. Już dawno nie dał się ponieść emocjom, ale teraz nie panował nad sobą. Bo kto byłby w stanie? – Wyjdź z tego pokoju, wyjdź z tego domu i nie wracaj! – wysyczał wręcz. - Idź do tej swojej lafiryndy niech ci zrobi dobrze, bo ja nie mam zamiaru już więcej się dawać. – warknął. – A skoro i tak masz to gdzieś to mogę ci powiedzieć. Kocham się idioto, nadal mimo wszystko, ale nie toleruję zdrady więc wynoś się, bo najwyraźniej nie czujesz tego samego skoro się puszczasz z jakąś aktorką, którą znasz raptem kilka dni!
- Izaya ale o co ci… - Popatrzył z niezrozumieniem na bruneta. Nadal klęczał, próbując zrozumieć sytuację. – Z nikim się nie przespałem!!! – krzyknął, chwytając Izayę za ramiona i potrząsając nim lekko. – Kto ci takich bzdur naopowiadał, zależy mi tylko na tobie kleszczu!!! – wydarł się.
- Kłamiesz, musisz kłamać. – wychlipał, pozwalając się ponieść płaczowi. – Jak wszedłeś do mieszkania, przytuliłem cię, czuć było damskie perfumy, potem powiedziałeś, że możesz wylądować w łóżku z wieloma osobami, nie wierzę ci. – Strząsnął sobie z barków dłonie blondyna i podszedł do włączonego już komputera. – I jeszcze wyobraź sobie kilka dni temu znalazłem to. – Pokazał mu obrazek, na którym Shizuo przytula się na lotnisku z jakąś kobietą.
- To dziewczyna mojego brata. – powiedział trochę zdziwiony blondyn.
- O, no to musisz się pochwalić braciszkowi, że masz romans z jego narzeczoną, na pewno będzie wniebowzięty – sarknął dalej rozeźlony informator.
– A tak w ogóle to skąd ty to masz? – zapytał autentycznie ciekawy Shizuo.
- Z kamery na lotnisku. Następnym razem jak coś będziesz chciał ukryć to nie obściskuj się z kimś tak na widoku. – warknął.
- Kleszczu – westchnął, chwytając go w pasie – uspokój się, to było tylko na pożegnanie. Z Celty przed odlotem też się ściskałem a nic do niej nie masz. – westchnął, uśmiechając się.
- Ale od ciebie nie czuć jej perfum… Poza tym całe Ikebukuro jest usiane kamerami i zawsze mogę sprawdzić, co robicie jak jedziecie razem na motorze.
- Daj spokój, nie złość się, przed wylotem spryskałem się perfumami Kasuki, tylko, że to nie były jego tylko jej. – Pokazał dziewczynę na monitorze.
- Dobra. - westchnął. – A co z...
- Daj spokój, nie masz dowodów, bo nigdy nic z nią nie zrobiłem. - westchnął, nadal uśmiechnięty przytulając się bardziej do pleców informatora. – Nie musisz być zazdrosny, mam tylko ciebie, nikogo na boku nie mam i nie planuję mieć. – westchnął ponownie, całując jego szyję. Tak dawno tego nie robił... Tak dawno nie mógł tego chłopaka przytulać ani całować. W sumie to...
Przekręcił głowę informatora w taki sposób, by móc go pocałować i zrobił to. Delikatnie, szybko, ledwo dotknął jego warg własnymi. Wiedział, że Izaya raczej na nic więcej mu nie pozwoli, ale liczył, że przynajmniej nie będzie już taki cięty.
- Na pewno? - zapytał, nadal trochę niepewny. Choć w sumie wiedział, że i tak wybaczy blondynowi.
- Na pewno, nikogo innego. – westchnął uśmiechnięty.
- No to co Shizu-chan~! Sex na zgodę~? – zapytał szczęśliwy, a widząc zdziwioną minę swojego chłopaka jego uśmiech tylko się powiększył. – Żartowałem kochanie~! Mam pracę i kilku klientów, może wieczorem~! I liczę, że nie wylałeś tej kawy~! – krzyknął, wychodząc już z pokoju.
Shizuo zaśmiał się opadając na krzesło, podjechał na nim do biurka i spojrzał na kadr z kamery na lotnisku. Kliknął czerwony przcisk z "X" w prawym górnym rogu, zamykając zdjęcie. Spojrzał jeszcze na otwarty folder i na chwilę zapomniał jak się oddycha.
- I-za-ya!!! Co to ma być do cholery?! – wrzasnął cały czerwony.
- No co~? – zdziwił się, podchodząc do biurka z kubkiem parującej kawy w dłoni. – Folder ze zdjęciami, nie widać~? – zapytał szczęśliwy, odstawiając kawę w bezpieczne miejsce, a samemu uwieszając się na blondynie.
- No tyle to widzę, ale czemu ty masz pełno moich zdjęć!!!… Gdy jestem nagi. – dodał z zażenowaniem.
- Bo to są wycinki z kamer…. A ty lubisz chodzić po moim mieszkanku jak cię pan Bóg… albo diabeł, jeszcze nie wiem, stworzył~! – Uśmiechnął się po swojemu.
- A gdzie twoje takie zdjęcia, co? – zapytał z szatańskim uśmiechem.
- A po co mnie~? – zdziwił się. – Mam lustro~! – westchnął, szczęśliwy.
- Ale ja bym sobie chętnie popatrzył. – mruknął perswazyjnie, przyciskając chłopaka swoimi biodrami do stołu.
- I tak widzisz co wieczór. – westchnął dalej uśmiechnięty, zupełnie nie interesując się tym, że został uwięziony między stołem a napaloną Bestią z Ikebukuro.
- Przez tydzień miałem przerwę. – pożalił się. – A i jeszcze wcześniej na czas wyjazdu.
- Widzisz, jak byś mnie nie zostawiał to nie byłoby problemu~! – Uśmiechnął się zadziornie, wciskając się pomiędzy Shizuo a swoje biurko i wieszając mu dłonie na szyi.
- Ta, ale dziś to sobie odbiję. – westchnął, przysuwając się bliżej Izayi. – Albo nawet teraz. – Posadził chłopaka na stoliku, co sprawiło, że byli mniej więcej tego samego wzrostu, i pocałował go. Głęboko, brutalnie, zachłannie, tak jak Izaya uwielbiał. Brunet przysunął się się bliżej swojego chłopaka owijając mu nogi naokoło bioder. Mruczał z przyjemności, oboje mruczeli, obu było przyjemnie i oboje mogliby tak zostać na bardzo długi czas.
Drzwi od pokoju cicho skrzypnęły, jednak migdaląca się na stole parka nawet nie zwróciła uwagi. Dopiero głośnie odchrząkniecie przybyłego sprawiło, że szczątki rozproszonej uwagi informatora zauważyły kogoś obcego. Oderwał się od Shizuo, ale ani nie odskoczył, ani nie zmienił pozycji, dalej przylegał do niego całym ciałem.
- O, jak miło cię widzieć Seiji-san~! Mógłbyś poczekać momencik~? – Uśmiechnął się słodko do przybyłego.
- To… To ja... – zaczął się jąkać, palcem pokazując korytarz. – To ja poczekam, albo przyjdę później. – wykrzyknął na jednym wydechu, wręcz wybiegając przez drzwi. Trzasnął nimi biegnąc dalej, nie przejmując się nawet, że te wypadły z zawiasów. Był zbyt przerażony tym, co zobaczył.
- Oi Shizuo, na czym skończyliśmy~? – Uśmiechnął się zadziornie. – A właśnie, potem montujesz mi nowe drzwi. – zarządził, znowu całując blondyna.

sobota, 7 września 2013

Shizaya "zakazana miłość"

No więc tak... przepraszam ze nic ostatnio nie było dodawane ale nowa szkoła, blokada, smutek związany z końcem wakacji... no i głównie przez ten smutek nie miałam/ nie mogłam napisać kolejnego God's Game. Inu-chan natomiast ma teraz mniej czasu na betowanie i puki co wszystko co napisze jest w kolejce "do sprawdzenia" wiec wybaczcie, że wszystko pojawia się rzadziej postaramy się to zmienić. No ale do rzeczy jako że mam blokadę przed napisaniem 8 rozdziału postanowiłam napisać coś innego. Pomysł wpadł mi do głowy czytając książkę, nie wiem czy jest dobry czy nie sami to osądzicie. No wiec to co widzicie poniżej jest takim początkiem tego opowiadanka przy czym jeśli pomysł wam się nie spodoba to usunę. Po boku pojawi się ankieta z pytaniem czy to kontynuować czy nie ->
No to jeszcze tak pokrótce wyjaśnię, jest to Shizaya osadzona w czasach feudalnej Japoni ale są tu normalni Shizuo i Izaya przy czym osadzeni w innych rolach, nie wiem czy istnieją takie ich alterego które by tu pasowało, ale jedno jest pewne na pewno mało jest obrazków z nimi w tej odsłonie -.-" No więc proszę zagłosujcie po przeczytaniu tego i chciałabym też poznać waszą opinię na temat tego czegoś.
A teraz zapraszam~!




 - Japonia, schyłek okresu feudalnego 1586

Prefektura Yamaguchi, piękne i malownicze miejsce. Pełne zielonych wzgórz i ryżowych pól, gdzieniegdzie jakaś mała osada. Skupisko drewnianych chatek, wszystkie idealnie wysprzątane i schludne. Chłopi wraz z synami właśnie wyruszają na pola, prawdopodobnie zasiać ryż. Cóż, Yamaguhi słynie właśnie z pewnej odmiany ryżu, prawda? Ach, nie jestem zorientowany zbyt dobrze w państwie. Być może niektórzy uznają to za ujmę na samurajskim honorze i wcale nie będzie ich interesować, że pochodzę z innej strony Japonii i nie muszę się orientować w szczególnych dokonaniach z każdego regionu. Oczywiście odkąd skończyła się wojna mamy więcej czasu na naukę i rozrywki, jednak nie równa się to z tym, że każdy samuraj przewyższać będzie wszystkich uczonych. W końcu nawet tak wykształceni ludzie specjalizują się tylko w jednej dziedzinie. 
Spokój i cisza takich małych i malowniczych miejsc zawsze działały na mnie kojąco. Hamowały moją agresję, tłumiły złość. Koło mnie przebiegło kilkoro dzieci, prawdopodobnie bawiły się w berka lub coś podobnego. Chłopczyk w lnianych spodniach i podkoszulku widząc mnie przystanął i popatrzył się na mnie. Później szybko się ukłonił i pobiegł do rodziców. "Mamo, mamo do naszej wioski przybył dziwny samuraj... ma blond włosy, czy to nie jest jakiś demon?" - chłopiec był autentycznie przestraszony, ale to nie upoważniało go jeszcze do tak jawnego obrażania mnie, prawda? Nie jestem potworem. To prawda, mam dość niespotykany kolor włosów, ale to jeszcze nie czyni mnie akumą czy kimś takim, bez przesady. Warknąłem cicho, zirytowany, przyspieszając nieco kroku. Jednak nie zdołałem uniknąć zaciekawionych spojrzeń reszty dzieci, które w ślad za chłopcem pobiegły do własnych rodziców donosząc o niezwykłym złotowłosym samuraju. Może jednak powinienem ubrać słomiany kapelusz, by choć trochę ukryć moją niezwykłość? Do tej pory nie widziałem takiej potrzeby, w końcu słońce dopiero wychylało się zza wzgórz i wiał przyjemny letni wiaterek, nie było gorąco i nie trzeba było ochraniać głowy przed palącym słońcem.  Jednak widząc zdziwienie otaczających mnie ludzi naprawdę zastanawiałem się nad jego założeniem. No cóż, może później, teraz to i tak pewnie niewiele zmieni.
Już zaczynałem się denerwować, a ponoć samuraj powinien być mędrcem chłodno oceniającym każdą sytuację. Ale to nie ja. Ja byłem stworzony do walki, z moją nadludzką siłą i gorącym temperamentem nie miałem szans na chłodną kalkulację czy rozważanie koanów, to było po prostu nie dla mnie.
Podeszła do mnie kobieta, farmerka, za rekę trzymała swojego synka. Tak, tak właśnie, tego który pierwszy się mnie wystraszył. Skłoniła się nisko i zaczęła przepraszać za syna i prosić o wybaczenie. Czyżby w tej wiosce wszyscy aż tak szanowali samurajów? Wyjaśniłem jej pokrótce, że się nie gniewam i nie mam tego nikomu za złe, bo wcześniej się już z czymś takim spotkałem. Przeprosiła raz jeszcze i podziękowała a następnie skłoniła/zmusiła syna do tego samego. Chłopiec ze skwaszoną miną również się skłonił, burcząc przeprosiny. Pożegnałem ich szybko i ruszyłem w dalszą drogę, odprowadzony jedynie spojrzeniami ludzi. No na pewno urozmaiciłem ich monotonne życie, choć nie mogę powiedzieć, by cieszyli się na mój widok, ale nie byli nastawieni także wrogo, co było całkiem miłe.  Dowiedziałem się jeszcze od jednego z mieszkańców, że rezydencja daymio* Shiki'ego znajduje się za wzniesieniem. Podziękowaniem mu i ruszyłem w tamtą stronę. Czułem niemiły dreszcz na plecach już od jakiegoś czasu, jednak nie wiedziałem z czym powiązać to uczucie. Jakbym je już skądś kojarzył. I wtedy przypomniałem sobie sobie - ninja. Tajemniczy ludzie-cienie, których obecność jest wyczuwalna, a przy tym niezidentyfikowana. Podłe szumowiny które nie wiedzą, czym jest honor, duma, czym jest bushido.
Zjeżyłem się cały i spiąłem. Muszę odejść jak najdalej od wioski, by tym ludziom się nic nie stało. Ciekawe, czego on może chcieć - odruchowo zacisnąłem rękę na rękojeści katany, na szczęście nie zgniotłem jej.
Od 10 minut mnie śledzi, gdzieś tu jest, wyczuwam to, ale czemu nie atakuje, chce żebym stracił czujność? Może liczy, że uznam to za zwykłe przywidzenie? Ale jest tu, czuję wyraźnie, tylko gdzie? Zezłoszczonym wzrokiem omiotłem wszystkie krzaki i drzewa. Widziałem jakiś cień na jednym z konarów. Odruchowo odwróciłem głowę w tamtym kierunku.
- Ju-chu panie samuraju, zgubił pan coś~? - Usłyszałem szyderczy głos wydobywający się z pomiędzy drzew. Cienia na konarze już nie było, jednak na drzewie obok siedziała postać w zielonym shinobi-shozoku*. Zdjął maskę, ukazując typowo japońskie czarne włosy, choć twarz miał dość bladą jak na nasz klimat. Zmrużyłem oczy, by przyjrzeć się wyraźniej. Jednak w tym właśnie momencie ów osobnik cisnął we mnie całą serię gwiazdek shuriken. Odruchowo wyciągnąłem katanę i odbiłem jego broń, potem następną i kolejną. - Oi, czyli to nie było twoje, no trudno, peszek~!- zaszydził poraz kolejny, bawiąc się shirukenem. - To może to, co~?- zapytał i cisnął nim we mnie. Uniknąłem, no cóż nie było to trudne. Ostrze wbiło się w ziemię. Wyglądało to jakby... wcale nie celował we mnie. Odwróciłem się zdenerwowany. Do broni była przyczepiona mała kuleczka. Nie wiedziałem co powinienem zrobić, jednak pułapki ninja działają tak szybko, by człowiek dobrze się nie namyślił. Czarna kuleczka wybuchnęła, otaczając mnie chmurą czarnego dymu. Zasłoniłem sobie usta rękawem i powoli wyszedłem z czarnego obłoczku. Pokaszlałem trochę, jednak dym nie był ani trujący, ani nie miał właściwości nasennych. A ninja mimo, że wyglądał na żartownisia i szydercę, nie dodał tu substancji wywołujących swędzenie, kichanie, czy łzawienie oczu. Ciekawe, myślałem, że będzie chciał jeszcze trochę pożartować. Ninja nie mają honoru, naprawdę, oślepić przeciwnika a później niepostrzeżenie zwiać - i dla tego ich nie lubię, zimne kreatury bez serca będące na pograniczu świata ludzi i duchów. Bez serca i mrugnięcia okiem zabijają niewinnych ludzi, by wykonać zlecenie jakiegoś człowieka. Nie obchodzi ich nic, tylko zapłata, ci okrutni... Nie warto nazywać ich ludźmi, są robactwem tego świata. Jak można tak żyć, bez zgody z własnym sumieniem, bez honoru, jak oni śpią po nocach i odprawiają modły z tak nieczystym sumieniem??? Im to nawet beczka soli by nie pomogła*.
Warknąłem poirytowany, jeszcze raz omiatając wzrokiem całą okolicę. Po tym żartownisiu nie było nawet śladu - jak przystało na ninja.
Ruszyłem więc do zamku daymiyo, jeszcze przez jakiś czas wyklinając na to niemiłe urozmaicenie mojej podróży.
Przed wejściem powitało mnie dwóch służących w prostych, białych kimonach. Ukłonili się nisko, wyrażając swój szacunek do mojej osoby. Odkłoniłem się jednak bez przesadnego uniżania się (Dokładnie 43 stopnie, podczas gdy oni byli zgięci w ukłonie na stopni 78. - dop. Kiasarin ). Natychmiast rozsunięto dla mnie bramę i wprowadzono do przydomowego ogrodu pana tego regionu. Przeszedłem piękną, brukowaną alejką obsadzoną po bokach precyzyjnie przyciętymi krzewami. Wprowadzono mnie na werandę i odsunięto przede mną shoi. Zdjąłem buty i w samych tylko skarpetkach ruszyłem dalej. Dom, czy może raczej powinienem powiedzieć dwór, był schludny, panował tu wyjątkowo japonski minimalizm, jednak niewielka ilość mebli pozwalała skupić sie na poszczególnym pięknie każdego z nich. Każdy obraz, każda szafa, stolik czy pufa były idealnie dobrane tak, by pasowały do zasad feng-shui i obecnego stylu architektonicznego... Przynajmniej tak mówiono w szkole na lekcjach medytacji, a jako że nie byłem stworzony do tego przedmiotu to po prostu zapamiętywałem formułki.
Zapatrzyłem się na wielki miecz wykonany z czarnej stali, jaki leżał w jednej z gablot. Z zamyslenia wyrwał mnie czyjś głos:
- Ach, Shizuo-san, to dla mnie zaszczyt, że w mych progach pojawił się tak wspaniały samuraj. - Jak na komendę odwróciłem się napotykając spojrzenie pana domu.
- Shiki-sama. - Ukłoniłem się, wyrażając szacunek. - Proszę mi wybaczyć, zagapiłem się, nie spostrzegłem pana. Ten miecz jest doprawdy niesamowity.
- Ach tak, "oko diabła", mój  największy skarb. - Westchnął, spoglądajac na ostrze. Oczy zaświeciły mu się niebezpiecznie, jednak zaraz gdy odsunął rękę od gabloty na powrót stały się spokoje. - Dobrze, zapraszam do pokoju do reprezentacyjnego. Porozmawiamy o twoim zadaniu. Nie będzie problemem byś pracował z jeszcze jedną zaufaną osobą, jak mniemam? - zapytał głosem, jakby stwierdzał coś ,a za sprzeciwnienie się jego słowom czekać będzie sroga kara.
- Nie, oczywiście to będzie dla mnie zaszczyt. - Odkłoniłem się poraz kolejny i ruszyłem za nim.
Jeden ze służących otworzył shoi i przeszliśmy do pokoju.
- Ne co tak długo Shiki-kun~! - jęknął... ten podły ninja, który wcześniej tak bezczelnie mnie napadł, a teraz sobie bezczelnie siedział na poduszce daimyo... Czy on nie ma wstydu?! A no tak, zapomniałem, to przecież ninja...
- Izaya! - Daimyo poraz pierwszy w mojej obecności podniósł głos, a ninja... tylko ziewnął, próbując umościć się wygodniej. - Zejdź, to moja poduszka. - westchnął, zirytowany.
- Ej, byłem pierwszy~! - Zaczął wykłócać się jak dzieciak. - Poza tym wybrałem ją, bo liczyłem, że będzie miększa niż pozostałe, a nadal uwiera w tyłek~!
- Czy ciebie w ogóle interesuje z kim rozmawiasz?
- Ne, daj spokój Shiki-kun~! Przyszedłem tu, bo sam tego chciałeś, więc powinieneś mi zapewnić dobre warunki~! - jęknął niepocieszony. - Ale przynajmniej mi fajnego partnera znalazłeś~! - Usiadł na poduszce po turecku... co było już okropnie bezczelne, i zaczął bujać się to w jedną, to w drugą stronę. - Szybki, silny, niezwykły i przystojny~! Ach, jak ty mnie dobrze znasz~! - zachichotał.
Już od dłuższego czasu zaciskałem dłoń na rękojeści miecza licząc, że ten się nie wygnie i błagałem w myślach, bym dostał rozkaz zabicia tego szkodnika, jednak ku mojemu zaskoczeniu nic takiego nie miało miejsca. Potężny władca ziemski westchnął tylko i rozmasował sobie skroń.
- Shizuo-sama, to jest Izaya, będzie wykonywał z tobą misję. Może i jest denerwujący i nierozgarnięty, ale to najlepszy szpieg i informator jakiego widziała Japonia.
- Shizuo... Shizuo... Będę cię nazywał Shizu-chan~! - Zdecydował szybko brunet, dalej huśtając się na poduszce. - Ne, podoba ci się Shizu-chan~? - Jak na złość powtarzał to denerwujące zdrobnienie, a ja nie mogłem nic zrobić. Jakim cudem tak wspaniała osoba jak daimyo może korzystać z usług tego plugastwa, którego imię jak się chwilę temu dowiedziałem to Izaya?! Choć dla mnie będzie kleszczem, robakiem, pchłą, robactwem i nikim więcej.


* Sól jest uznawana w Japonii za symbol oczyszczenia.
* Daimyo - pan feudalny średniowiecznej Japonii.
* Shinobi-shozoku - strój, jaki zakładają ninja. Może być zielony lub brązowy, rzadziej czarny, wbrew powszechnemu stereotypowi.

niedziela, 1 września 2013

Lepszy dzień

Ohayooo minna~! :3
Więc tak~... Dziś to już 5 miesięcy bloga i 4 miesiące mojego pobytu na nim~! :33
Jednocześnie cieszę się i jest mi głupio~... :c To wszystko dlatego, że obiecywałam, że "Dzień z życia Shizuo i Izayi" pojawi się jeszcze przed dniem dzisiejszym, tymczasem~... Nie było go wcześniej i nie ma dziś~... Ale nadrobimy to jakoś, naprawdę~! X3"
Poza tym chciałam wyjaśnić~... Zwykłych notek też dawno nie było, ale to akurat przez koniec wakacji~... Wybaczcie, to taki zastój weny u nas obu, z powodu tej przykrej myśli o czekającej nas nauce. :'c Tylko mnie wen kopnął przedwczoraj, a to z powodu Was, Waszych cudownych komentarzy, a szczególnie motywacji od dark_doom~!!! :3 Dziękuję wam~! :3 Może i czasu z wenem mi nie starczyło na napisanie czegoś porządnego, ale przynajmniej wiem już, o czym mam pisać przez następne tygodnie~! :33
No to tyle ogłoszeń~... Teraz jeszcze tylko jedna sprawa~!

Być może o tym nie wiecie/jeszcze nie sprawdziliście, ale istnieje autorka, pisząca Shizayę~... Dopiero niedawno zaczęła publikować swoje dzieła, ale już można śmiało powiedzieć, że to co pisze jest niesamowite~! :33 I właśnie dlatego Kiasarin i ja chciałyśmy podać wam linka do jej bloga~! 
Teraz każdy kto to przeczytał ma czuć się zobowiązany do kliknięcia, przeczytania i pozostawienia chociaż jednego komentarza~! Inaczej się obrażę~! *groźna minka* Poważnie...

Dobra~... Rozpisałam się~... ;3 A więc teraz~...
Enjoy~!


Uwaga~! Zawiera "opis"~! Poza tym pisane nie na trzeźwo, bo do 4 w nocy pod kołdrą z telefonu~!



     Ten dzień był paskudny. Shizuo nie miał ani chwili spokoju - odkąd wstał, po jego mieszkaniu rozlegały się odgłosy remontu u sąsiadów. Do tego w pracy dłużnicy stosowali wyjątkowo denne i irytujące wykręty, a Tom poprosił go o dłuższe pomaganie w pracy. Po powrocie Shizuo miał serdecznie dosyć ludzi i ich głupoty. Chciał już tylko posiedzieć przed telewizorem, poczytać gazetę, albo może zdrzemnąć się i zadzwonić do Kasuki. Ledwo wyszedł spod prysznica i sięgnął po ręcznik, żeby jakoś się otrzeć ze spływających po nim kropelek, zadzwonił telefon. Ręka Shizusia zmieniła więc tor lotu i zagłębiła się w kieszeni spodni leżących obok. Otworzył klapkę i przystawił komórkę do ucha.
- Moshi moshi? - mruknął niechętnie.
- Cześć Shizuo. - przywitał się Kadota. - Słuchaj, mam propozycję.
- No, słucham. - westchnął. Gdyby nie to, że ciekaw był propozycji znajomego, pewnie odmówiłby na starcie.
- Jest dziś impreza. Będą Shinra z Celty, no i będzie moja paczka. No i kilka innych osób. Impreza raczej niewielka, fajnie by było, jakbyś wpadł.
- Sorry Kadota, ale dziś wolę posiedzieć sam. Wiesz, męczący dzień. - Westchnął.
- No, to możesz się z nami upić. - prychnął ze śmiechem. - Impreza bez alkoholu to nie to samo, nie? Trzeba tylko pilnować Eriki i Walkera, żeby trzymali się z dala, poza tym mamy luz. Więc jak?
- Dobra... Wpadnę. - poddał się. - Na trochę.
- Dobra, to widzimy się o 19... - Podyktował mu adres, pożegnali się i rozłączyli.
     Shizuo poszedł poszukać sobie jakiegoś odpowiedniego stroju - nawet jeśli zamierzał tylko popić i trochę pogadać, wypadało ubrać się na tyle, żeby nie odstawać od reszty.
     Godzinę później, ubrany w granatowe jeansy spięte paskiem, luźną białą koszulę i zwykły czarny krawat zwisający luźno pod szyją, wpakował do kieszeni trochę forsy, telefon i wyszedł z mieszkania. Schował jeszcze klucz do kieszeni i ruszył w drogę.
     Westchnął chłodnym, orzeźwiającym powietrzem poraz ostatni i wpakował się do domu, w którym miała być impreza. Zaleta była jedna - dom, mimo że niedaleko centrum, był jednorodzinny i można było puścić głośną muzykę bez narażania się sąsiadom.
     Zapukał. Po krótkiej chwili drzwi otworzyła mu Erika.
- Shizuo-san! Więc jednak Dotachin cię namówił! - krzyknęła wesoło i wpuściła go do środka.
     Wewnątrz siedziało już kilka osób. Kadota, Togusa, Walker, Erika, która właśnie podeszła do głośnika, no i jeszcze chyba paręnaście osób, chodzących sobie po nienaturalnie wręcz dużym pokoju.
- Shizuo! - Podszedł do niego Dotachin. - Hej. Barek jest tam. - Uśmiechnął się i wskazał mu jedną ze ścian. - Kręci się tu trochę osób, jakby co to się zapoznaj. Chyba, że nie chcesz, to nie zmuszam. - Wzruszył ramionami z lekkim uśmiechem.
- Mam wyczuwać podstęp, czy sam mi powiesz, skąd ta beztroska? - Blondyn uniósł brew.
- Lepszy dzień. - Klepnął go w ramie. - Tobie też by się taki przydał.
- Rozległ się dźwięk dzwonka u drzwi. - Baw się dobrze. - dodał i poszedł otworzyć.
- Przydałby się... co? - Uniósł lekko kącik ust i ruszył w stronę barku.
     Na razie spróbuję pomóc szczęściu. - Pomyślał, siadając przy jednym z nielicznych stolików i biorąc sobie jakiś napój.

- Yo, Kadota! - mruknął Izaya, szczerząc się w charakterystycznym dla siebie uśmiechu. - Spóźniłem się?
- Nie, brakuje dwóch osób.
- Coś mnie zatrzymało, sorry. Byłbym pierwszy. - Wszedł do środka. - Jest ktoś ciekawy?
- Żadnych gangów, ale ale ciebie pewnie wszyscy są ciekawi. - uśmiechnął się szatyn.
- Racja~! - zaśmiał się informator, zmierzając w sam środek tłumu zebranego na sali.
- No to miłej zabawy. - mruknął Dotachin praktycznie do siebie. Orihara już zagadał się z jakąś dziewczyną.
     Gospodarz podrapał się po głowie.
     Kto go zaprosił...? - Zastanowił się. - Erika! - Olśniło go. Jednak nic nie mógł na to poradzić, więc przysiadł się tylko do baru, starając się wyczuć ich konfrontację i jakoś jej zapobiec.
     Heiwajima w ciszy popijał jakąś kolorową mieszankę z procentami, czekając właściwie tylko na jej wspaniałe skutki uboczne - spokój i wesołość.
- Pijesz sam, czy mogę dołączyć? - zapytał Kadota, uśmiechając się jakoś nieswojo.
- Znów podstęp? - mruknął Shizuś w odpowiedzi.
- Nie... - Nim skończył rozległ się dzwonek do drzwi i do pomieszczenia weszły ostatnie dwie osoby. Shinra z Celty.
- Shizuo! Nie spodziewaliśmy się, że też przyjdziesz~! - ucieszył się doktorek.
- "Dzięki za zaproszenie. Chociaż właściwie to za pozwolenie przyjścia." - napisała Celty bez cienia złośliwości i podstawiła PDA pod nos Dotachin'owi.
- Nie ma sprawy... Celty, tak? - Mruknął przyjaźnie.
- Tak~! A teraz pozwólcie, że pójdziemy zmienić muzykę... Za spokojna ta impreza! - zaśmiał się Kishitani i poprowadził swoją partnerkę w stronę wieży.
- Wow, Shinra z nią chodzi? - Kadota zwrócił się do Shizuo.
- Masz amnezję? - odpowiedział blondyn, uśmiechając się.
- Aaa, racja! - Jego towarzysz też się uśmiechnął i wziął drinka. - No to teraz opowiadaj, co u ciebie.

     Izaya zaczynał nudzić się towarzystwem. Praktycznie wszyscy byli podpici i nikt nie gadał z sensem. Przekonanie kogoś, by skoczył z mostu, było dziecinnie proste.
- To nie tak, że piję, bo musze. - tłumaczył się właśnie jego rozmówca. - Piję, bo jees impreza. A wiesz... Nie wybada omawiać... Odmawiać...
- Raczej przychodzisz na imprezę, żeby się napić. Żałosne. - skwitował spokojnie, rozglądając się po sali. - Wiesz, jest tyle zajęć, tyle hobby, tylu ludzi, żeby jakoś znaleźć sobie ciekawych przyjaciół. A ty się wpraszasz i spijasz. Jestem pewien, że wybłagałeś, żeby cię tu przyjęli, co? - W końcu spojrzałna chłopaka przed sobą. Wzrok informatora pełen był ostrej kpiny. - Jesteś naprawdę żałosny~! - westchnął z uśmiechem i odsunął się, szukając kogoś ciekawszego do rozmowy.
     Oczywiście, sam też właśnie popijał drinka. Jednak on nie pił tyle, by o czymś zapomnieć, przestać orientować się gdzie jest góra a gdzie dół, czy zacząć dzielić się tajemnicami swoimi bądź kogokolwiek innego. Pił tylko tak, dzięki czemu czuł się szczęśliwszy i bardziej rozmowny niż zazwyczaj.
- Ej, uważaj, gdzie leziesz! Jeszcze wpadniesz na kogoś i pomyśli, że to podryw! - zachichotał jakiś gość za jego plecami. Właśnie zaczepił o niego ramieniem.
- A co, jeśli to miał być podryw? - Brunet odwrócił się i przechylił lekko głowę, ciekaw, jak zareaguje ten człowiek. Widać było, że jest jedynie lekko podpity, mruży oczy lustrując go podejrzliwie, a lekkie nachylenie głowy do przodu sugerowało zainteresowanie, więc... Jaki mógł wywołać efekt?
- Może niezbyt subtelny, ale całkiem niezłe początki. - skinął zaczepiony gość. Udawał obojętny ton głosu, jednak uśmiechał się lekko. - Może próbuj dalej, powiem ci, czy skutkuje. - dodał.
- Więc może... Odsuńmy się trochę od ludzi? - zasugerował melodyjnym głosem Izaya.
- No, to brzmiało dużo bardziej zachęcająco. - zielonowłosy rozmówca zaśmiał się, a następnie nawet się nie oglądając, skierował się w kierunku jednej ze ścian. Machnął ręką, żeby brunet za nim poszedł. Orihara ruszył za nim z ciekawością wymalowaną na obliczu. W końcu zatrzymał się, stając pod ścianą.
- ... - Przystanął przed nim i zlustrował go uważnym, lekko zaczepnym wzrokiem.
     Niby czego on oczekiwał?
- Wolisz być na górze, czy na dole? - zapytał koleś prosto z mostu.
- A ty? - prychnął Izaya, uśmiechając się. Oczywiście wyglądało to, jakby się droczył.
- Mogę i tak i tak. - Wzruszył ramionami i zbliżył się nieco z drapieżnym błyskiem w oku.
- Ja też. - odparł Izaya, dając unieść swój podbródek i nachalnie się pocałować. Objął nieznanego mu nawet chłopaka za szyję i odwzajemnił pocałunek. Chwilę potem, przyciśnięty do ściany, czuł badające jego ciało dłonie, mocny zapach potu i alkoholu i zastanawiał się, jak mógł przegapić, że gość jednak jest wstawiony. Jednak nie przejmował się tą pomyłką. Pieszczoty nie były zbyt nachalne. Szło się przyzwyczaić. Musiał tylko później zatroszczyć się chociaż zaciągnięciem gościa do toalety, na podwórko, albo gdziekolwiek poza salę.
     Przynajmniej było w tym coś, co wymagało drobnego wysiłku i umiejętności. Załapał ciekawą okazję.

     Shizuo siedział sobie spokojnie na taborecie i rozmawiał z Dotachin'em. Popił nieco z kolejnego kubka z drinkiem. Nie, nie miało to na niego aż takiego wpływu. Tylko czuł się świetnie i śmiał się z niczego. Miła odmiana. Szkoda tylko, że wywołana sztucznie. - wzdychał w myślach.
- Wiesz, ona potrafi być naprawdę nie do rozgryzienia, jak zaczyna gadać o anime. Ale jakby nie było, jestem na bierząco z każdą jej ulubioną serią. - Mruknął Kadota, wciąż powolutku sącząc pierwszy kubeczek z jakimś drinkiem. - Miałeś kiedyś kogoś, kto 24 na dobę nawijałby ci o swoim hobby? - zapytał, zaciekawiony.
- Taaa... Shinrę, oczywiście! - z nieznanych nawet sobie powodów, blondyn zaśmiał się krótko. - Wiem chyba wszystko o zszywaniu ran, rodzajach ran, opatrunkach, trudnościach w jego pracy. No i oczywiście o jego życiu osobistym w kwestiach urlopu czy miłości też całkiem sporo. Ale wiesz, taki los osoby, która przychodzi do niego conajmniej raz w tygodniu. - westchnął, przestając się uśmiechać. - Nie, żebym miał coś przeciwko, w końcu to mój przyjaciel.
- Ale...? Jakoś się nie cieszysz.
- Gdyby nie ta menda, nie przeszkadzałbym mu tyle. - wyrzucił z siebie Heiwajima.
- Aaa... To cię męczy. - Poklepał go po ramieniu. - Nie martw się, na 100 procent cieszy się, kiedy cię widzi. Lepsze to, niż zupełnie nic nie wiedzieć o twoim stanie i się zamartwiać, nie sądzisz? - zapytał retorycznie.
- Taa, może i masz rację...
- Nee, Dotachin, pomóż... Mamy problem... - Nagle jak spod ziemi pojawiła się Erika, przeszkadzając im w rozmowie.
- Co jest? - zapytał, marszcząc brwi.
- Walker przecholował... A mówiłam, że ma słabą głowę, ale on musiał się uprzeć... Stwierdził, że gdyby był soperbohaterem, mógłby wypić ile by chciał, więc czas najwyższy to wypróbować... Sprawdzić się... Czy coś takiego... No chodź, pogadaj z nim! - Złożyła ręce w błagalnym geście i zaraz zaczęła ciągnąć go za rękę w stronę z której przyszła.
- Sorka Shizuo, wrócę jak będę mógł. - rzucił blondynowi na odchodne i ruszył za Eriką.
- Ok... - mruknął Shizuś, uśmiechając się lekko. Wstał i dla odmiany postanowił wypatrzeć kogoś znajomego w tłumie. Rozglądał się dokładnie, dostrzegając tylko niektórych w przytłumionym, dyskotekowym świetle. Shinrę z Celty tańczących powolnego gdzieś w kącie, Togusę niosącego najwidoczniej butelkę wody i coś jeszcze w zaciśniętej ręce, czyjąś bardzo znajomą sylwetkę przy ścianie, przy której stał... Osobę, której postać dobrze znał z racji tego, ile razy ją widywał...
- Hanako? - zapytał z niedowierzaniem, podchodząc. - Co ty tutaj robisz?
- O, Shizuo-kun! Jak widać, dla odmiany przyszłam na imprezę. Togusa mnie zaprosił. A co TY robisz na imprezie? Nie pilnujesz brata na planie? - zapytała z autentyczną ciekawością
- Nie, Kasuka świetnie sobie beze mnie radzi. Impreza to tak dla odmiany... Wiesz, ile można siedzieć w domu. - uśmiechnął się wesoło.
- Wow, wypiłeś. - Wyszczerzyła perliście białe ząbki w szerokim uśmiechu. - Ciężki dzień?
- Dotąd tak. - zaśmiał się. - Czekasz na kogoś? Kasuka ci się znudził? - zapytał zaczepnie, ale też półserio.
- On mi się nigdy nie znudzi! - pisnęła przekornie. - Czekam na Miho, miała mi przynieść coś do picia...
- Jasne. A dasz się namówić na resztkę powolnego, czy martwisz się, że Miho poczuje się zdradzona?
- Ona? No coś ty! - Zarzuciła mu ręce na szyję i zaczęli bezładnie lawirować i podrygiwać, nie do końca czując rytm.
- Hahaha, dwa słonie! - Po chwili dało się słyszeć ten głośny wybuch radości tuż obok nich.
- Miho! - Hanako rzuciła się na kubek w dłoni swojej towarzyszki i napiła się solidnego łyka. - Umierałam, wiesz? - Rzuciała z udawaną pretensją.
- Jak dla mnie świetnie się bawiłaś. - Zaśmiała się drobna blondynka. Muzyka się skończyła, ruszyło coś żywszego. - O, Alice Nine, to tańczysz ze mną! - Pociągnęła ją w stronę parkietu. - Do zobaczenia,
Shizuo-san!
     Blondyn jednak już jej nie słuchał. Autentycznie zszokowany wpatrywał się w jedną z par przy przeciwległej ścianie. Na dobrą sprawę nie zwróciłby na nich nawet uwagi, gdyby nie to... Że tej osoby nie dało się pomylić z żadną inną. Nawet częściowo zasłonięta twarz, a także fakt, że był obłapiany przez jakiegoś chłopaka, nie mogły zmylić Shizusia. To NAPRAWDĘ był Izaya!!!
- Hej, kleszczu! - rzucił kpiąco, nie wiadomo kiedy przepchnąwszy się przez tłum.
     Brunet pod ścianą nadal miał półprzymknięte z przyjemności powieki i oderwał się od ust swojego partnera tylko po to, by dać sobie zrobić malinkę koło obojczyka. Obłapiająca o ręka podsunęła jego koszulkę lekko do góry, przez co nawet w nikłym, pulsującym świetle można było zobaczyć płaski, delikatnie umięśniony brzuch. Z niewiadomych mu powodów, Shizuo nie patrzył na to z odrazą, a jakimś rodzajem zaciekawienia.
- Izaya! - Dopiero teraz informator leniwie otworzył oczy i spojrzał na Shizusia pytająco. Gdy w jego tęczówkach pojawił się błysk zrozumienia, natychmiast został zastąpiony kpiącym wzrokiem. Izaya odsunął od siebie lekko swojego tymczasowego "partnera".
- Och, Shizu-chan, któż to nas zaszczycił~! - Liczył na to, by w razie czego zasłonić się tłumem ludzkich ciał. Nikogo poza nim Shizuś na pewno by nie uderzył!
- Co ty wyprawiasz, kleszczu? - zapytał spokojnie, bez swojej zwyczajowej wrogości. Aż sam się zdziwił.
- Shizu-chan? Nie denerwujesz się? - Odepchnął chłopaka, który znów chciał się do niego przystawiać. Ten fuknął niezadowolony, rzucił kilka niezrozumiałych słów i odszedł dumnym krokiem. - Widzisz, przez ciebie uciekła mi zabawka! - jęknął niezadowolony brunet.
- Hahahaha! - Blondyn zaczął się niekontrolowanie śmiać. Nachylił się lekko i dopiero po chwili odzyskał zdolność mowy. - Nie masz pojęcia, jak dziwnie brzmi to w twoich ustach. - odezwał się w końcu. - Skarżysz się jak dzieciak.
- No ale Shizu-chan, kto mnie teraz zadowoli~? - popatrzył na niego z zaciekawieniem. Dlaczego ten potwór się śmieje, zamiast się denerwować???
- A co, aż tak potrzebujesz? - znów wybuchnął śmiechem. Nie wiedział, skąd ta wesołość, powinien był zabić Izayę, a zamiast tego rozważał, jak on to sobie wyobraża.
- No... Może? - Brunet przysunął się i otoczył Shizuo ramionami w pasie. - To co, zastąpisz go~? - zapytał tonem, jakim zazwyczaj flirtował.
     A co tam~! No ciekawe, co na to potwór! Hahaha, a kiedy już wytrzeźwieje, chyba lepiej nie pokazywać się w Ikebukuro jakiś czas~!
- No nie wiem... - Heiwajima udał, że się namyśla, a w gruncie rzeczy już podjął decyzję. Kleszcza nie było mu szkoda uszkodzić, gdyby stracił nad sobą panowanie. W gruncie rzeczy nie miał przy nim skrupółów, poza tym wydawało mu się to teraz bardzo zabawną wizją. Chciał spróbować!
- Będzie ci dobrze... - zachichotał Orihara, ocierając się nieco swoim ciałem w krocze swojego wroga. - Więc jak? - Wydął wargi, czekając na decyzję Heiwajimy.
- No to czemu nie? - Pychnął ze śmiechem Shizuś.
     Izaya momentalnie odsunął się od niego i chwycił go za krawat, ciągnąc do wyjścia. Po drodze, mimo błyskającego oświetlenia, Izaya dostrzegł flesz aparatu. Erika nie odważyła się przeszkodzić im bardziej, no chyba, że zamierzała po cichu podglądać. To akurat było mu obojętne, byle nie piszczała, bo to akurat była jego domena, jeśli już miał być na dole.
     W końcu wyszli na chłodne, rześkie powietrze.
- Izaya, gdzie idziemy? - mruknął odrobinę przytomniej Shizuś.
- Niedaleko. - zapewnił go i pociągnął za dom, nieco wgłąb parku. W końcu, gdy uważał, że są dość daleko, przystanął pod jednym z drzew i bezceremonialnie przyciągnął blondyna do siebie za krawat, który cały ten czas trzymał. Ich usta złączyły się, ale, o dziwo, Shizuo nie całował nachalnie. Zaczął od delikatnych, wyszukanych pieszczot i zagłębił się dopiero po chwili.
     Brunet odetchnął głęboko czystym powietrzem i poczuł, jak z zadziwiająco spokojnego, pocałunek staje się namiętniejszy, ale wręcz tylko bardziej przyjemny. Nie pamiętał już, kiedy ostatnio czuł coś takiego, co aż tak pobudziłoby jego zmysły i nieco go to zaniepokoiło. W końcu to miała być zwykła przygoda, a przygody nie mogą być tak przyjemne.
     Heiwajima sięgnął dłonią pod jego koszulkę, badając jego tors i drażniąc sutki. Sądził, że będzie chciał tylko się zabawić, ale od dawna nie miał tej przyjemności i chciał to robić możlwie najdłużej, by było mu jak najprzyjemniej. Kolano wsunął między jego nogi i znalazł się na tyle blisko, by nogą naciskać na jego męskość. Z przyjemnością wsłuchał się w jęk, jakim został nagrodzony. Po chwili poczuł, jak zwinne palce rozpinają jego pasek i rozporek, aż w końcu wsuwają się pod materiał bielizny, od razu zaspokajając też jego potrzeby.
     Shizuo dość szybko zabrał nogę i rozpiął rozporek bruneta. Pozwolił jego spodniom opaść i dopiero wtedy upewnił się, że Orihara nie miał na sobie bielizny. Stał teraz przed nim od pasa w dół jak go natura stworzyła. I rzeczywiście miał się czym pochwalić.
     Blondyn już na końcu języka miał pytanie, czy on tak chodzi zawsze czy tylko okazyjnie, ale brunet znów przyciągnął go do siebie i wpił się w jego usta. Dłoń, która dotąd pieściła blondyna, teraz ściągnęła z niego bieliznę. Orihara oparł jedną nogę na jego biodrze licząc, że sam zrozumie aluzję.
     Ex-barman przyparł go mocniej do drzewa i oparł obie jego nogi na swoich biodrach. Gdy już objął go ciasno nogami, sam poślinił dwa palce i zaczął powoli je w niego wpychać. Jednak Izaya tylko pokręcił lekko tyłkiem i oderwał się od jego ust.
- Chcę już... - Jęknął prosząco.
- Ale... To przecież...!
- No już! - jęknął ponownie, samemu wypinając się w odpowiednią stronę.
- Mhm... - Ponownie zaczął go całować, tłumiąc wszelkie jęki w swich ustach. Zaczął w niego wchodzić zupełnie bez przygotowania. To musiało zaboleć.
     Czarnowłosy jęczał z bólu i podniecenia, zadowolony, że potworek pomyślał o stłumieniu tego. Jeszcze ktoś by im przerwał, a tego nie chcieli. Wypiął się najbardziej jak mógł. Mimo dość powolnego tempa czuł każdą chwilę aż do samego końca.
     Shizuś zamruczał, zadowolony z ciepłego, ciasnego i chętnego partnera. W tej chwili zapomniał nawet, kim jest ta osoba i starał się dać całą przyjemność im obojgu. Izaya z początku niemal krzyczał, jednak odkąd blondyn trafił na "magiczny punkt" już tylko jęczał błogo z rozkoszy. W końcu nie wytrzymał i doszedł, zaciskając mocno palce na ramionach Shizuo i przy okazji wbijając paznokcie w jego skórę, co akurat blondynowi nie zrobiło różnicy. Ledwie poczuł. Sam poruszył się jeszcze kilka razy i obficie się w nim rozlał. Stał tak przez chwilę, opierając czoło o pień drzewa, a w końcu wyszedł i ostrożnie postawił informatora na wciąż drżących nogach. Jednak ten szybko doszedł do siebie. Uśmiechnął się kpiąco i klęknął, plecami opierając się jednak o drzewo. Był wykończony.
- Przyjemność za przyjemność. - wyjaśnił, widząc zdziwione spojrzenie Shizusia.
     Shizuś szybko załapał, co ten próbuje zrobić. Nie zaprotestował. Jedynie pokiwał głową, starając się nie dać po sobie poznać zażenowania. Poczuł, że jego spodnie razem z bielizną opadają aż do kostek i że Izaya nachyla się, wydychając ciepłe powietrze wprost na jego skórę, powodując przy tym przyjemne dreszcze. Shizuo zagryzł wargi, gdy poczuł pierwsze, długie liźnięcie, a po nim kolejne i następne. Czegoś takiego jeszcze nikt dla niego nie zrobił. Czuł jednocześnie przyjemność i dezorientację. A gdy Izaya w końcu postanowił poważnie wziąć go do ust, jedyne na czym był w stanie się skupić to przyjemność.
     Izaya poczuł dłonie wplatające się w jego włosy i pociągające lekko. To było nawet przyjemne. Zerknął w górę. Shizuś przygryzał dolną wargę i przymknął oczy. Czyli podobało mu się. Orihara nie zamierzał przestawać. Nasycony samozadowoleniem, doprowadził nawet do pojedynczego jęku Shizusia i do wyszeptania jego imienia. Tak, dokładnie, do wyszeptania "Izaya" w momencie, kiedy blondyn dochodził. Czuł się baaardzo zadowolony. Wspomnienia Heiwajimy nie będą obejmowały tylko tego, jak informator jęczał pod nim, ale też, jak to on jęczał przez Oriharę. Izaya już nie mógł się doczekać zdenerwowania Shizuo po wytrzeźwieniu.
     Z drugiej strony - rozmyślał - taka przyjemność nie zdarza się często, a nawet nie zdarza się dwa razy. Coś czuł, że powinien dokładnie zapamiętać tę chwilę, bo to mógł być ten najprzyjemniejszy raz w jego życiu. Tym bardziej miał sobie za złe, że przez alkohol istnieje ryzyko, że o czymś zapomni. A nawet gdyby próbował manipulować blondynem i wymusić na nim obietnicę następnego razu, on z pewnością by się na to nie zgodził. W końcu zawsze robił inaczej, niż przewidział to informator.
- Mmm... - zamruczał blondyn, podnosząc go na nogi i oblizując jego usta. - Izaya? - wymruczał, schylając się nieco bardziej i ssąc lekko skórę na szyi bruneta.
- Taak, Shizu-chan? - odparł informator ostrożnie.
- To była tylko przygoda, tak? - zapytał bez cienia sugestii czy groźby w głosie.
- Tak, Shizu-chan. - westchnął, nie dając po sobie poznać, że żałuje, że to tylko jednorazowe. Może gdyby ich życie potoczyło się inaczej... Ale nie było co gdybać.
- A co byś powiedział, gdybym chciał to zrobić jeszcze kiedyś? - zapytał spokojnie, wręcz jak nie on.
- Bez alkoholu pewnie prędzej byś mnie zabił. - odpowiedział swobodnie, choć czuł w tej chwili ciężki szok. Jak to, Shizuś wogóle dopuszczał taką myśl?!
- Może i nie. - nachylił się i liznął płatek jego ucha. - Musiałbym mieć tylko lepszy dzień.
- Nie zabiłbyś mnie? - odparł powątpiewająco, a na jego twarzy wykwitł sarkastyczny uśmiech.
- Wtedy nie.
- Zobaczymy, co da się zrobić z tym lepszym dniem. - uśmiechnął się weselej i uniósł dłoń. To stało się jakoś samo, nim jeszcze zdołał to przemyśleć. Pogłaskał Shizuo po policzku.
- Skąd... - Blondyn najwidoczniej czuł się zdezorientowany tą delikatnością. Orihara właśnie zorientował się, co robi i szybko zabrał rękę. - Nie... Czekaj, to przyjemne. - Duża, ciepła dłoń chwyciła go za nadgarstek i przyciągnęła do swojego policzka. Izaya z lekkim przerażeniem znów pogłaskał jego policzek.
     Co się z nim działo...??? On nie robił takich rzeczy... Nie pisał się na to... To, że ktoś okazał mu odrobinę czułości nie oznaczało, że od razu musiał robić to samo! Zazwyczaj wtedy niszczył takiego człowieka od środka! To nie powinno się stać! Dlaczego akurat ten potwór?!
- Shizu-chan, nie...
- Cicho. - objął go w talii w pewnym, lecz delikatnym uścisku. - Ja też nie rozumiem.




PS: Zapomniałam napisać na początku~... Przepraszam osoby, które komentuję, a jeszcze nie skomentowałam~... Obiecuję nadrobić, jak tylko będę w stanie. Póki co jestem w nienajlepszym nastroju i nie mogę z siebie wykrzesać absolutnie nic... Nie wiem, ile to potrwa~... Przepraszam. :c

środa, 21 sierpnia 2013

Shizaya - God's game 7

Hej, jak może już wiecie "Kajdanki" w obecnym kształcie się na blogu nie pojawią. Dziękuję tej jednej osobie która kliknęła na nie~! Choć według Inu-chan to było perfidne, ale co tam~! Pewnie będziemy próbowały napisać to jeszcze raz.... tym razem jak nie będą ginęły mi postaci które lubię w anime :c No to dziś rozdział 7 opowiadanie jest długie ale postaram się je skończyć jak najszybciej i dać coś co większej części z was się spodoba. A teraz nie przedłużając rozdział 7:

Po kilku komplikacjach i zmierzeniu tego wrednego gongu piorunującym spojrzeniem (niestety się nie rozpuścił, szkoda) jednak zaczął się nasz pościg~! Ach, jak ja się za tym stęskniłem, nie goniliśmy się od.... wczoraj, ale ja już chciałem znowu. Ta rozgrywka ze Shizu-chan'em jest uzależniająca~! I bardzo przyjemna~! Choć w Russia Sushi mam raczej mało miejsca... No trudno~! Jakoś sobie poradzę, w końcu to wielki i wspaniały JA~! Jak mógłbym sobie nie poradzić~? To przecież niemożliwe, jestem bogiem a bogowi wszystko wychodzi~!
- Ej gnido, masz mi powiedzieć co wczoraj się stało, tak na serio!!!! - wydarł się, rzucając we mnie krzesłem. Nie pamiętał, a mimo to twierdził, że nie mógł mnie pocałować, a to dziwne, ten jego instynkt jest taki... nie racjonalny, że ciężko określić co za chwilę się stanie~! Jakie to ekscytujące~!
Zamyśliłem się trochę i dopiero w ostatniej chwili zrobiłem unik przed nadlatującym krzesłem.
- Ej uważaj, mogłeś mnie zabić Shizu-chan~! - krzyknąłem, udając smutek.
- I taki był plan!!!
- To ty jednak czasem coś planujesz~? Twój jednokomórkowy móżdżek się jeszcze od tego nie przegrzał~? Jestem pełen podziwu~! - zaśmiałem się, robiąc unik... tym razem przed porcją sushi. O, ootoro~! Złapałem w locie mój przysmak i wsadziłem sobie du ust. Mmm~! Pycha~! Delektowałem się chwilę tym cudownym smakiem tuńczyka... Może zbyt długą chwilę, bo Shizu-chan zdążył mnie złapać... W dość dziwny sposób... Czy on chciał mnie przytulić~? - Shizu-chan, puść~! Miażdżysz mnie~! - pisnąłem, próbując się uwolnić... bezskutecznie. Z taką siłą nie tylko z łatwością by mnie powstrzymał, ale może i przy okazji połamałby mi żebra~! W sumie to ciekawe, czemu on jeszcze nad sobą panuje... No, trochę panuje~!
- Mam cię puścić? - zapytał, zdziwiony. - Złapałem cię, teraz jesteś mój, a ty chcesz mi teraz zwiać? Zapomnij Izaya, nie puszczę cię, przenigdy cię nie puszczę!!! - wrzasnął.
- Czy to ma być jakieś miłosne wyznanie~? - zapytałem z przekąsem. W sumie to dość głupie w obecnej chwili się z nim droczyć, ale przecież mnie jeszcze nie zabił, czyli czegoś chce, a skoro tak to mogę się trochę zabawić~! - Bo wiesz nie sądziłem, że od nie naćpanego Shizusia usłyszę coś takiego~! - mruknąłem, uśmiechając się szerzej. - Simon, zamontowałeś monitoring, prawda~? - krzyknąłem do Rosjanina. On spojrzał się na nas i zrobił wielkie oczy. Uśmiechnął się wesoło i odkrzyknął: - Jasne Izaya!!! - po czym zwrócił się do Tanaki, ale na tyle głośno byśmy i my usłyszeli: - Ja wreszcie rozumieć czemu Izaya mówić na Shizuo, Shizu-chan. - Uśmiechnął się jeszcze szerzej. Tom prawdopodobnie spytał "Dlaczego?", bo Simon po chwili znów przemówił: -  Ja chodzić na lekcje japońskiego i sensei mówić, że "-chan" mam używać tylko jak to być dziewczyna, albo moja miłość. Więc ja w to nie wierzyć dopóki ich nie zobaczyć. - Wskazał na nas ręką z dumą... W sumie to Shizuś dalej mnie przytulał... No tak, to w jakiś dziwny i pokręcony sposób ma sens~!
Spojrzałem na obecnych. Tom wypluł sushi, które właśnie miał w ustach. Simon wrzasnął "Tanaka-san sushi się zmarnować!" i zrobił niepocieszoną minę, a Shizuś? Shizuś skamieniał poraz kolejny. Chyba naprawdę nie lubi jak go określają mianem mojego chłopaka, a to szkoda~! Bo będę się w to jeszcze trochę bawił~! Kolejny raz rozluźnił uścisk, dzięki czemu mogłem się jakoś uwolnić. Wysmyknąłem się dołem. Shizu-chan jakby wtedy oprzytomniał, bo chciał mnie znowu złapać... No i cóż złapał... Choć raczej nie o to mu chodziło.
- Nie obmacuj mnie idioto, jest środek dnia i miejsce publiczne~! Ja wiem, że lubisz mój tyłek, ale poczekałbyś do wieczora~! - westchnąłem, odsuwając się na bezpieczną odległość. Nie wiadomo co takiemu perwersowi, który chwyta ludzi za pośladki w biały dzień, przyjdzie do głowy. Fuknąłem, udając obrażonego. W sumie to było strasznie zabawne, Shizu-chan i ten zbieg okoliczności i ta sytuacja która mi idealnie pasuje do kolejnego wkręcenia Shizusia, życie jest piękne~! A los zawsze jest po stronie boga~! Spojrzałem na blondynka.
- O ho ho, Shizu-chan dorobił się rumieńca... Nie spodziewałbym się tego po tobie~! Może będę go mógł zobaczyć też następnym razem, jak będziemy robić "to"~! Do kiedyś potworku~! - zachichotałem i wyszedłem z baru, zostawiając mojego skołowanego potworka samego z tymi zniszczeniami. A niech się pomęczy... Pewnie Simon i tak mu wybaczy twierdząc, że to "w imię miłości". Jak ja kocham ludzi~!
Przemierzałem tanecznym kokiem ulice Ikebukuro w poszukiwaniu pewnego wan'a. Jesli się chcesz dowiedzieć czegoś fajnego o gangach, to najlepiej znaleźć Dota-chin'a~! Poza tym, musiałbym jeszcze dowiedzieć się paru rzeczy od Eriki... Choć to zrobię przy okazji~! O, widzę ich, wychodzą ze sklepu~! A ta postać obładowana mangami i torbami to pewnie Dota-chin... Jak oni biedaczka wykorzystują... Oby mi się tylko nie wykończył, bo kto wtedy by mi dawał informacje~?
- Ohayo wszystkim~! - krzyknąłem, podbiegając do nich i robiąc piruet... Jak ja kocham zdziwione miny~!
- Iza-iza~! - pisnęła szczęśliwa brunetka.
- Izaya to ty? - spytał chłopak zza sterty komiksów. - Jakiś wesoły jesteś, stało się coś? - zapytał, próbując tak trzymać stosik mang, by ten nie przechylił się w żadną ze stron.
- Informacje za informacje~! - uśmiechnąłem się, zabierając z jego rąk tyle książeczek, by mógł zobaczyć mój perfidny uśmieszek. Wsadziłem je w ręce Togusy, który do tej pory stał beztrosko obracając w dłoniach kluczyki od wan'a.  - Ale moje wspaniałe życie to temat na naprawdę długą rozmowę, a nie mam tyle czasu, więc mogę opowiedzieć co najwyżej krótko... Ale najpierw ty mi coś powiesz, co ty na to, Dota-chin~? - zapytałem, idąc koło całej paczki.
- Wolałbym, żebyś zamiast tych "informacji" nazywał mnie Kadota. - westchnął.
- Na to przystać niestety nie mogę, zawsze będziesz dla mnie Dota-chin'em i dla wszystkich naokoło też~! - Uśmiechnąłem się, widząc samochód.
Gdy podeszliśmy jeszcze bliżej Togusa wcisnął mangi Erice, a sam otworzył bagażnik. Dota-chin nie czekał na nic więcej, po prostu wrzucił książeczki do środka i zostawił je na wielkiej kupie... Mimo usilnych protestów Waker'a.
- No to teraz możemy pogadać~! - Zaklaskałem w ręce i pociągnąłem kolegę z liceum do ławki. Posadziłem go na niej, a sam położyłem się na niej, głową na jego kolanach.
- Od liceum nadal tak robisz? - westchnął, już nawet mnie nie zrzucając... To jakiś postęp~!
- Dota-chin jest wygodny~! Poza tym w tej pozycji nie kłamiesz~!
- Czy kiedykolwiek cię okłamałem?
- Nie, a kiedykolwiek rozmawialiśmy w innej pozycji o czymś w czym mogłeś mnie okłamać~? - zapytałem retorycznie. Odpowiedź była przecież oczywista~!
- Nie. - westchnął. - No więc co chcesz wiedzieć?
- Hmmm powiedz mi, myślisz że dałoby się Shizusia wcisnąć w taki kolorowy krawat~? - zapytałem zaciekawiony. W tym samym czasie Erika pisnęła, nie wiem czy czytała jakąś mangę, a może widziała nas, albo tak jak ja wyobrażała sobie Shizusia w różowej koszuli i krawacie~!
- Na ten temat się nie wypowiem. - Zamachał rękoma w geście "ja nic nie wiem, nic nie powiem, nie chcę zginąć". No i w sumie mu się nie dziwiłem, wszyscy boją się szału Shizusia~! No, wszyscy oprócz mnie~!
- No dobra, to może inaczej, znasz kogoś kto mógłby mi załatwić taki fajny tęczowy krawat~?
- Nie musisz szukać daleko. - westchnął Walker. - Erika sympatyzuje z tym gangiem, pewnie ma z 5 takich krawatów.
- Walker~! - Brunetka przytuliła się do niego, zostawiając na jego szyi ślad w postaci krawata. To samo zrobiła z resztą jej paczki, ostatni dostał się mnie~!
- He he he jak wyglądam~? - zapytałem, siadając na Dota-chin'ie.
- Świetnie, ale zamiast Dota-chin'a powinien tu być Shizuo. - Zamyśliła się.
- Nie Dota-chin tylko Kadota... Zaraz, czemu Shizuo??? - zapytał wystraszony.
- Nie uważacie, że oni byliby świetną parą??? - rozemocjonowała sie dziewczyna. - Ale teraz to wygląda tak jakby Iza-iza zdradzał Shizusia, więc macie przestać tak siedzieć. - zażądała. Posłusznie zszedłem z kolan mojej byłej poduszki.
- Nie martw się Erika-chan~! Shizuś to zupełnie inna liga~! - zachichotałem. - Nie powiem ci nic więcej, dopóki się nie dowiem wszystkiego o kolorowych krawatach~! - zastrzegłem.
- Oby było warto. - westchnęła.
- Obiecuję ci, że nie pożałujesz~! - zapewniłem, uśmiechając się chytrze. - I jest nawet dowód na potwierdzenie moich słów... No więc jak~? - zapytałem, pewien wygranej.
- No dobra~! - Uśmiechnęła się i zaczęła opowiadać o tęczowych krawatach. Dowiedziałem się, że faktycznie są na "wojennej ścieżce" z czarnymi beretami, że prawdopodobnie każdy bar dla gejów w tej okolicy jest jakoś z nimi powiązany (Fajnie co nie~? Zaczęli od rozrywki dość... niszowej... ale jako, że to Japonia to nikt im nie zabroni~!), że oba gangi mają porównywalną ilość członków i że większość ludzi do nich należących to przedział wiekowy 17- 26... To Shizuś się jeszcze mieści~! Poza tym krawaty obawiają się, że czarne berety poproszą o pomoc żółte szaliki~! No cóż, Kida wiadomo po której stronie stanie... A ja go tylko zachęciłem, pokazując mu dziś rano, że jestem "zainteresowany" Shizusiem nie tylko jako wrogiem~! To mądry chłopak, na pewno będzie chciał mi zrobić na złość i będzie walczył przeciw krawatom... A wtedy interweniuje Erika, a potem ja i zobaczymy co zrobi biedny, skołowany Masaomi~! Jak ja uwielbiam tego chłopaka~! Jest takim dobrym pionkiem~! I takim zabawnym~!
- No Iza-iza teraz twoja kolej~! - pisnęła szczęśliwa.
- Jeszcze nie wiem wszystkiego, co chcę... Ale zgoda, umowa to umowa~! Shizu-chan mnie dziś przytulił i pocałowałem dzisiaj Shizu-chan'a... I zrobił coś jeszcze, o czym raczej wstyd opowiadać~... - Tu spiekłem udawanego buraka. Ja ja kocham moje umiejętności aktorskie~! Spojrzałem na zdziwione twarze moich przyjacół.
- Nie wierzę, gdzie masz jakiś dowód? - Walker oskarżycielsko wskazał na mnie palcem. Kolejny blondyn, który we mnie nie wierzy... Zacznę mieć zaraz jakieś kompleksy~!
- Uspokój się~! - westchnąłem, unosząc w górę ręce w obronnym geście. - Nie musisz mi wierzyć~! A dowód mam, powiem wam nawet gdzie, ale najpierw chcę jeszcze usłyszeć jedną ciekawą rzecz~! Ne Karisawa, odpowiesz mi na to pytanko~?
- Tak, już zaraz tylko powiedz gdzie dowód~! - piszczała podekscytowana dziewczyna.
- No więc...~! Powiedz mi, czy wiesz kim jest "wielki seme"~? - zachichotałem. Jak można tak nazwać przywódcę gangu~? - A jeśli nie wiesz, to mam też inne pytanko, zamiast tego~!
- Więc daj inne, lidera nigdy nie widziałam. - zasmuciła się. - Można go spotkać tylko na zamkniętych spotkaniach gangu... Daj to inne pytanie!!! - prawie błagała. Jakie to fajne~! Człowiek tak desperacko pragnący czegoś co wiem tylko ja, piękne~!
- No więc powiedz mi w takim razie... W sumie Dota-chin na to również może odpowiedzieć~! Czy te wasze gangi kupowały ostatnio coś wielkiego~?
- No tak, wykupywali magazyn w porcie~! - Uśmiechnęła się, znając odpowiedź. - Choć nie wiem dlaczego... A teraz gdzie to jest!!! - wrzasnęła, potrząsając mną.
- Poproś Simona o monitoring z dzisiejszego poranka w Russia Sushi... I weź kopie dla mnie~! - krzyknąłem, wyrywając się jej z uścisku - A i dam ci dobrą radę... Jak nie chcesz, żeby Shizuś rozwalił pół miasta, to lepiej żeby nikt mu nie proponował wstąpienia do tęczowych krawatów. Na razie~! - Pomachałem im, wspinając się na pobliską drabinkę przeciwpożarową.
- Iza-iza skąd wiedziałeś o czym myślałam~? - zapytała ciekawa.
- Obchodzi cię bardziej to, czy wideo w którym Shizuś mnie obmacuje~? - zapytałem się szczęśliwy. Widziałem 3 zdziwione i skołowane spojrzenia... I jedną Erikę, która dostała krwotoku z nosa. No cóż, jakoś sobie poradzi~! Wspiąłem się na dach słysząc jeszcze...
- Togusa pakuj swój tyłek do auta, Walker uprzątnij te mangi, Dota-chin pomóż mu, za 3 minuty ruszamy do Simona!!!
Zachichotałem, odbiegając dalej. Jak to cudownie po raz kolejny wrabiać Shizu-chan'a~! O właśnie, moja bestyjka~! Gdzie też on mógł pójść~? Przeskoczyłem jeszcze przez dachy kilku budynków, nim zobaczyłem złotą czuprynę idącą boczną uliczką do mieszkania pewnego potworka~! No to musi być on~! Podszedłem bliżej i słuchałem~! Nie do wiary, Shizuś tak zamyślony, że mnie nie wyczuwa, to jakiś cud~!
- Przespałem się z Izayą, przespałem się z Izayą, przespałem się z Izayą... - powtarzał jak mantrę, idąc dalej. Pusty wzrok wbił w ulicę przed sobą... Dziwnie było widzieć go takim... Nie wkurzonym... To było nienormalne, no weź potworku wracaj, drzyj się na pół dzielnicy, ja się za tym tak stęskniłem~! -  I CO NAJGORSZE TEGO NIE PAMIĘTAM!!! - Jakby na moją prośbę wydarł się. Krzyknął i złapał się za głowę, kucając. Prychnąłem, oddalając się jak najszybciej.
- Jakby cię najbardziej bolało Shizuś, że właśnie nie pamiętasz. - fuknąłem, idąc dalej. - Przecież mnie nienawidzisz, powinieneś się cieszyć... Oi oi potworku, bo jeszcze pomyślę, że czujesz do mnie coś innego niż nienawiść... Głupie co nie~? - zapytałem sam siebie, zeskakując z jednego z niższych budynków już w Shinjuku.
Do mojego mieszkania wszedłem cały w skowronkach.
- Namie jesteś genialna~! - krzyknąłem, przytulając się do niej. W sumie to dziś rano zapomniałem jej okazać swoją miłość, teraz czas to naprawić~! Puściłem ją i zrobiłem kolejny piruet. Życie jest piękne gdy plany idą po naszej myśli~! - Nieumyślnie podsunęłaś mi pomysł na wspaniałą zabawę~! Jesteś cudna~! - Dalej rozsiewałem radość po całym pomieszczeniu. Powinienem sobie sprawić koszyczek z konfetti żeby świętować w takich chwilach jak ta~! Choć pewnie Namie byłaby wkurzona, musząc to sprzątać~! Widząc, że moja sekretarka już otwiera usta by mi odpowiedzieć, szybko dodałem: - Ale nie licz na podwyżkę~! - Puściłem jej oczko, siadając na moim krzesełku. Okręciłem się na nim kilka razy i znowu na mojej twarzy widniał ten według innych "perfidny" uśmieszek, a według mnie po prostu mój firmowy Izayowaty uśmieszek~! - A jak tam się sprawy mają z Kasuką~?
- Masz z nim spotkanie, jutro w Tokio... A i jesteś inwestorem zainteresowanym jego najnowszym filmem. - powiedziała spokojnie, choć ja wiedziałem, że ona chce mnie po prostu zdenerwować. Bo muszę teraz wyłożyć kasę na ten film~! Niestety nie pomyślała o tym, że będę miał udziały w zyskach a film... No nie oszukujmy się, za Kasuką piszczą wszystkie małolaty w Tokio... i Shizuś~! Więc zyski pewnie będą spore~! Biedna Namie, nie przemyślała tak prostego planu, jednak w emocjach ludzie stają się głupsi i bardziej przewidywalni~! Chciała mnie wkurzyć, ale no trudno, nie udało się jej~!
- Namie, nawet nie sądziłem, że rozegrasz to tak korzystnie dla mnie, jesteś wspaniała~! Masz półgodzinną przerwę~! Trzymaj mały prezencik~! - wyciągnąłem z szuflady kopertę i rzuciłem jej ją. - To nie kasa, ale raczej się ucieszysz~! - zapewniłem. Gdy kobieta zobaczyła zawartość koperty, aż jej się zaświeciły oczy. - Kto jest wspaniałym szefem~? - zapytałem, widząc jej minę.
- Na pewno nie ty. - fuknęła, przytulając sobie kopertę do piersi. A niech się cieszy, mnie i tak te zdjęcia się już na nic nie przydadzą~!

* godzinę później*

- Izaya twoja kurtka dzwoni!!! - Namie przerwała mi bardzo ciekawą rozmowę z członkiem czarnych beretów~! W sumie to potwierdziła ona wszystko co powiedziała Erika a także pokazała mi, że to czarne berety kupowały broń od "frakcji pięciu". I dowiedziałem się, że większość powierzchni tego statku z przemytem z wczoraj zajmowała nie broń, a jednak ten narkotyk dla ministra~! Facet się wkręcił w grę polityczną ze swoim rywalem, nie ma co~! Takie ilości zanieczyszczonych narkotyków spłynęły do Japonii, a on wcale się nie boi, że się ludzie zatrują, a może nawet i umrą... Taka szkoda, strata tylu pionków~! Cóż za bezmyślny człowiek~! Ale co mu tam, jest bogaty, jest przy władzy i musi wykończyć rywala, co mu tam, jego nie interesują ludzie, typowe myślenie~! Choć mógłbym go wykorzystać w kolejnej rozgrywce... Byłby nawet bardzo przydatną kartą specjalną~!
- Jak to kurtka~! Namie to jedna z komórek, podaj mi ją, a nie wrzeszczysz~! - westchnąłem, żegnając się z beretem z chat'a.
- Masz. - Podała mi różowy... Czyli to nie sprawa służbowa. Spojrzałem na wyświetlacz.
- Shinra~? Czego on może chcieć~? - zastanowiłem się, wciskając zieloną słuchawkę. Nawet nie miałem czasu, by się przywitać. Lekarz od razu zaczął rozmowę.
- Izaya jesteś cały!?! Dobrze się czujesz!?!?! Ponoć przespałeś się z Shizuo... Wszystko gra?!?!?!?! - zaczął panikować, wydzierając się do słuchawki tak głośno, że aż odsunąłem ją od ucha. No świetnie, kolejna osoba chcąca mnie pozbawić słuchu, Namie ma konkurencję~! A no właśnie, Namie stojąca przy mnie też wszystko słyszała~! Jak to fajnie, prawda~? A swoją drogą jestem zaskoczony szybkością rozchodzenia się plotek... A skoro dotarło to już do Shinry to do wieczora będzie wiedzieć reszta miasta, ale będzie ubaw~!
- Jasne, wszystko w porządku, a co~? - zapytałem zaciekawiony. Kocham ludzi, kocham ich emocje, a Shinra jest wyjątkowo wylewnym w słowach i emocjach człowiekiem, więc jego też strasznie kocham~!
- Co, nie było cię raptem 3 godziny? - zdziwiła sie moja sekretarka. Uśmiechnąłem się do niej chytrze, rozkładając ręce.
- Co poradzić, szybki jestem~! - Wyszczerzyłem się jeszcze mocniej, widząc jej minę.

niedziela, 18 sierpnia 2013

Poskromić bestię - rozdział 12.


Yo, minna~!
Zaraz napiszę wam ten meeega wstęp, streszczający wszystko o czym chcę powiedzieć od tygodnia, ale najpierw najważniejsze!!!
MAM SPRAWĘ DO WSZYSTKICH, TAKŻE TYCH NIE CZYTAJĄCYCH NOTY PONIŻEJ!!!

To bardzo ważne~! Z tego co zauważyłam, "Dzień z życia Shizuo i Izayi" cieszy się dużą popularnością~... Więc tak na temat następnego rozdziału~! Napisałyśmy go~... Jednak Kiasarin-san nie za bardzo się spodobał~... Ummm, no i teraz tak~! Ja głosowałam za tym, żeby mimo wszystko dodać, bo (przynajmniej dla mnie) było ciekawe~! No i Iza-chan jest taki~... Słodziutki, że aż ma się ochotę uśmiechnąć, rzucić na niego i go wyściskać~! X3 Z drugiej strony Kiasarin-san powtarza, że on tam jest tak POTWORNIE nie Izayowaty~... Uczuciowy, wrażliwy, no i ogólnie zupełnie jak nie on~! 
Kiasarin : On się tam prawie popłakał Q.Q Ja nie wiem co ja miałam za humor jak to pisałam, ale to przegięcie... Błagam was, to nawet nie przypomina Izayi.
Autorki są dwie i zdania są dwa! Dlatego wypracowałyśmy kompromis~! Tam gdzieś po boku -> pojawi się ankieta~! Jeśli 10 OSÓB kliknie, że CHCE ten rozdział, mimo dziwnego Izayi, ALE NIE BĘDZIE ANI JEDNEGO KLIKNIĘCIA NA NIE, Kiasarin-san zgodzi się dodać "Kajdanki"~!
Zatem wybór należy do was~! ;3 Ja nic nie sugeruję~... Wybierać macie WY~! :3
Kiasarin: Zastrzegę jeszcze że w kajdankach jako tako... brakuje kajdanek, więc ja jednak proponuje pisać to od nowa...


 No~... To tyle ogłoszeń dla wszystkich~... Teraz ode mnie dla czytających~!
Bardzo, bardzo BARDZO przepraszam, że zniknęłam tak nagle~! Q.Q Naprawdę myślałam, że zdążę dopisać rozdział i dodać go jeszcze przed wyjazdem~! Tymczasem okazało się, że przerwano mi, rozdział został ledwie napoczęty, a komputer wyłączony~!
Wywieziono mnie na tydzień w miejsce pozbawione normalnego komputera~... Został mi tylko telefon do komentowania i słuchania muzyki, ale on też po jakichś 3 dniach mnie znienawidził i przestał normalnie działać! >.< Pozostało mi przechadzanie się po pustej ulicy, przechodzenie w następną pustą ulicę, centrum w którym dało się spotkać max. 5 osób, wchodzenie w pustą uliczkę, z wymuskanymi, zamieszkanymi domkami, z których nie dochodził ŻADEN dźwięk, a następnie niemal pusty park, bądź całkiem puste pole... Po horyzont ściętego zboża~! Moi kochani ludzie też mnie znienawidzili~! Q.Q"" Wszyscy! >.<
Zatem~... Mam nadzieję, że teraz, wiedząc, że zniknęłam nie z własnej woli i do tego w tak strasznym miejscu, wybaczycie mi, że nie mogłam zbetować God's Game ani napisać Poskromić Bestię~... Wybaczycie, prawda~? *szczenięce oczka*

Ummm~... Ale długi wstęp~... o.o" Sumimasen~...
Już nie nudzę~! Oto rozdział~! X3
Enjoy~!




Shizuo:

     Po długiej rozmowie, kiedy głowa bolała go już w stopniu „naprawdę nie do wytrzymania” a kończyny stały się jak z ołowiu, doktorek zadzwonił do Izayi, żeby ten już wracał.
- Moshi, moshi? ... Izaya? Skończyliśmy już. ...Więc możesz wracać, a ja za ten czas pomogę Shizuo z kąpielą. Chyba ostatnio zapomniałeś... – Po tym tylko odsunął telefon od ucha i wpatrzył się w niego z wysoko uniesionymi brwiami oraz lekkim uśmiechem. Wyglądał na zaskoczonego... Ale też lekko rozbawionego. Tak, chyba coś takiego. Odwrócił się w stronę Shizusia i posłał mu zakłopotane, ale przyjazne spojrzenie. – No więc... Przykro mi, ale mam cię nie dotykać. On się zajmie kąpielą.
- ... – Blondyn popatrzył na Shinrę, jakby ten spadł z księżyca. – Tak po prostu? Nie możesz go wyręczyć? – Zapytał z niedowierzaniem. Nie chciał, żeby brunet się na niego patrzył... Nago... Bał się, że będzie czuł się nieswojo, albo jakoś go urazi... Albo jeszcze co innego. Izaya jawił mu się po prostu jako jedna, nieprzewidywalna, zmienna osoba, której nie mógł rozgryźć i do której, jako jedynej, nie odnosiło się żadne jego wspomnienie.
- Nie... Bo się na mnie obrazi~... – Zrobił tak niewinną, zakłopotaną minkę, że trudno było się na niego denerwować. Miał w sobie po prostu coś z dziecka... – Będzie tu za góra piętnaście minut. Możemy sobie za ten czas jeszcze pogadać, albo nawet posiedzieć w ciszy~... Co ty na to~? – Zapytał wesoło.
- Shinra... – Westchnął ciężko i zapatrzył się w sufit. – Wiesz może, czy on zawsze jest taki... Zazdrosny? – Skrzywił się lekko.
- Eem... – Doktorek wydawał się zmieszany. – Niewiele wiem... Ale sam widzisz, że sam chce się tobą opiekować~... Interpretuj to jak chcesz, możliwe, że żadna interpretacja nie jest błędna~!
- Żadna? – Uniósł brew i zerknął na lekarza. – Więc negatywne przeczucia mogą być słusznymi przeczuciami, nie? – Chciał się upewnić.
- Hmmm~... – Kishitani zerknął w stronę okna, jakby ono miało mu podpowiedzieć odpowiedź. – Myślę, Shizuo, że dla twojego bezpieczeństwa powinieneś słuchać przeczuć. – Odezwał się zadziwiająco poważnie. – Ale pamiętaj też, że w gruncie rzeczy on nie jest taką złą osobą~! Tylko czasem może mu odbijać... – Dodał ciszej, zwracając na niego poważny wzrok.
- Więc czasem mu odbija? Mówiłeś tak, teraz nie zaprzeczaj! – Uprzedził go.
- No~... – Kishitani zawahał się, ale w końcu odetchnął i skinął głową. – Tak, czasem zachowuje się... dziwnie. Nie, nie ma nic z głową... chyba. – Zaśmiał się, zakłopotany. – Po prostu tak reaguje, możliwe, że ukrywając emocje. Nie rozgryzłem go jeszcze. Właściwie – popatrzył na niego uważnie – to chyba najlepiej jak dotąd ty się na nim poznałeś. – Uśmiechnął się lekko. Rozbłyski światła zaigrały na jego okularach, ale wyjątkowo nie wyglądał na psychopatę.
- Rozumiem. – Przezwyciężając tępy ból głowy, wytężył umysł jeszcze ten ostatni raz. Jednak dalej nie pamiętał nic na temat Izayi. Musi być jakiś inny sposób... – Więc jeśli będzie szczery, to prawdopodobnie tylko przy mnie, kiedy będziemy sami, nie?
- Tak... Prawdopodobnie tak.
- Ok. – Odpowiedział tylko, zamyślając się, a dokładniej dając swojemu mózgowi dryfować wolno pośród świeżo zdobytych informacji. Było ich tak wiele, że trudno było to logicznie ogarnąć. Lepsza do tego była podświadomość... Albo najlepiej sen...
     W tym momencie odezwał się dzwonek przy drzwiach. Okularnik wstał i poszedł otworzyć, zerkając jeszcze przelotnie na swojego pacjenta.
- Hai, hai, idę~! – Krzyknął, gdy dzwonek zaczął układać się w jakąś skoczną melodyjkę.
     Po chwili drzwi od pokoju Shizuo otworzyły się gwałtownie, wyrywając go z półsnu. Izaya okręcił się wokół własnej osi i przekrzywił wesoło głowę, przypatrując mu się z ciekawskim uśmieszkiem.
- Ohayou, Shizu-chan~! Tęskniłeś~??? – Zapytał, najwidoczniej nawet nie zasapany, za to bardzo szczęśliwy.
- Co...? A, tak... – Nieprzytomny, przeciążony umysł dopiero zaczynał rozumieć wypowiedź bruneta.
- To się cieszę, że tak~! Bo ja nie mogłem przestać o tobie myśleć, wiesz~? – Przysiadł się na stołku wcześniej zajętym przez Shinrę. – To naprawdę okropne, jak myśli tak krążą, nie można się skupić na cudowności tego ogromnego, fascynującego miasta~! – Kontynuował.
- Eee... – Blondyn przypatrywał mu się, nawet nie próbując nadążyć, a już tym bardziej przerywać mu i wyjaśniać, że nie bardzo odczuwał tęsknotę, chociaż jakoś dziwnie brakowało tam jego obecności. Nie chciał nawet pytać, skąd ta nagła zmiana w zachowaniu. Nie miał siły na coś takiego. Za miast tego skupił się na rozszyfrowywaniu niejasnego skojarzenia, jakby skądś kojarzył tę radość, jakby skądś już to znał... Tylko skąd? Z czym mu się to kojarzyło?
- Izaya, Shizuo jest zmęczony, może skończcie szybko z tą kąpielą i daj mu spokój, co~? – Zaproponował lekarz, wracając do pokoju.
- Shinra~... – Orihara odwrócił się w jego stronę i uśmiechnął szeroko. – Już się robi~! Pomóż mi tylko go przenieść i jesteś wolny~! – Zaproponował.
- Jasne~... Przywiozę nosze. – Odpowiedział po prostu doktor i wyszedł dokądś.
- Nee~? A teraz poważnie, Shizu-chan. – Izaya pochylił się i oparł głowę na dłoniach, a łokcie na łóżku obok jego głowy. Uśmiechał się lekko, ale w jego oczach widać było powagę. – Shinra nie zmęczył cię za bardzo~? – Odgarnął mu grzywkę i przyłożył zewnętrzną część dłoni do jego czoła. – Gorączka ci spadła, ale nie najlepiej wyglądasz...
- To nic takiego... – Mruknął blondyn zmęczonym głosem. Za nic nie mógł przypomnieć sobie, co to za mgliste wspomnienia w zakamarku jego umysłu. Dał za wygraną. – A Shinra był bardzo pomocny, nawet jeśli odświeżanie wspomnień było męczące. – Stwierdził pewnie.
- Więc pamiętasz coś~? – Oczy bruneta zabłysły ciekawością. – Co takiego~???
- Celty... – Odpowiedział cicho. Zapatrzył się w sufit, unikając wzroku Orihary. Musiał najpierw te wspomnienia poukładać... Dopiero potem mógł mówić o czymkolwiek.
- Huh~? Tylko ją~? – Mruknął Izaya jakby lekko rozżalony. – Nic o nas~?
- Nie... – Zmarszczył brwi, wciąż patrząc w sufit. – Ale wiesz co?
- Hmmm, co, Shizu-chan~? – Nachylił się bliżej niego, przypatrując mu się spod lekko przymrużonych powiek.
- Dużo usłyszałem.

Izaya:

     Usłyszał? Powiedział to tak, że trudno stwierdzić, o czym myśli~... Czyżby Shinra jednak nie trzymał mojej wersji~? Wtedy miałbym naprawdę dużo roboty ze wzbudzaniem zaufania Shizusia do siebie~... W końcu wierzy się najczęściej w pierwszą wersję zdarzeń, jeśli tylko jest logiczna i trzyma się reszty~! Człowiek nieświadomy, że wprowadza się go w psychologiczną grę, ulega łatwiej~... Shinra nie powiedziałby mu niczego, co wyszłoby mu na złe, prawda~? A nagłe zmienianie mu światopoglądu byłoby bardzo złe dla mojej zabawki~! Poza tym, gdyby ostrzegał go przede mną, nie pozwoliłby mi z nim dłużej siedzieć. Więc na pewno nie wmawiał mu, że jestem zły. Dobrze.
     Rozmyślania zajęły mu dosłownie ułamek sekundy. Uśmiechnął się, nim Shizuś zdołał dostrzec jakiekolwiek zaniepokojenie w jego oczach.
- I...? – Zachęcił go.
- I nawet jeśli nie pamiętam, to chyba wciąż jesteśmy w związku. – Odpowiedział bardzo poważnie.
     Shi.... Hahaha, Shizuo, naprawdę, jesteś nieprzewidywalnym potworem! Kto by pomyślał, że utrata pamięci tak cię zmieni, a jednak będziesz zawsze taki sam! Hahaha~! Gdyby nie to, że nigdy nie byłeś taki przy mnie~... Zależy ci~? Bo mnie nie. Chcę wiedzieć o tobie więcej~... Ale być razem~? Uwierzyłeś w to?! Gdzie twoje słynne przeczucia~? A zresztą~... Mówiłem już. Dlaczego by nie? Jeśli to jest sposób, żebyś mi zaufał i był ze mną szczery... Żeby tobą manipulować... Zresztą, teraz i tak bym cię nie odrzucił. Jest kilka powodów~! Za dobrze się bawię. Nigdy nie przerywam zabawy przed końcem. I jeszcze jedno... Shinra zmyłby mi głowę, gdyby twoje pokurczone serce, którym wydaje ci się, że potrafisz kochać jak człowiek, zostało złamane przeze mnie~! A zresztą~... Skoro nie potrafisz kochać jak człowiek, to w jaki sposób chcesz kochać swojego chłopaka? Jak brata? Nie, tej miłości nigdy byś mi nie podarował. Więc... Jak zwierzę swojego pana? Nie, to chyba nie to. Tak czy inaczej, nie mam się czego obawiać. Nigdy nie poczułbyś do mnie czegoś takiego, nie? I kiedy tylko wróci ci pamięć, nie będziesz wzdychał z tęsknoty, nie ważne jak miły byłbym dla ciebie. I tak będziesz wściekły~! Bo jesteś potworem, prawda, Shizu-chan~? I nie zakochasz się we mnie. Nie zmienisz swojej natury, bo potwory tak nie robią, a zwłaszcza ty, prawda, Shizu-chan? Jakkolwiek będę udawał, że cię „kocham”, ty nigdy nie uwierzysz, nie~? To byłoby obraźliwe. Dla ciebie i dla mnie. Nie pozwolisz sobie na to. Więc mogę udawać.
- Shizu-chan~? Popatrz na mnie. – Westchnął czarnowłosy, patrząc na niego spokojnie. Blondyn powoli odwrócił wzrok i zmarszczył lekko brwi. – Nie musisz się zmuszać. Jeśli nie chcesz... Zaopiekuję się tobą, a potem będziesz żył jak chcesz, zapomnisz o mnie. Mówiłem ci już. Jeśli teraz tego nie czujesz, lepiej, żebyś się nie męczył.
     Strategia idealna. „Zależy mi tak bardzo, że jestem gotów się poświęcić”. Zresztą, czy on kiedykolwiek zrobił tak, jak mu powiedziałem~?
- Poczekaj Izaya, nie to chciałem... – Odpowiedział pospiesznie.
- Chcesz ze mną być? – Orihara uniósł brwi, doskonale udając zdumienie. W końcu był aktorem idealnym, prawda?
- Bo... Poczekaj. – Odetchnął. Pewnie próbował pozbyć się lekko różowych śladów na policzkach. Niespecjalnie mu się udało... – Pomyślałem, że skoro byliśmy w związku, to może wciąż jesteśmy... I właściwie to chyba powinienem spróbować zacząć swoje życie od nowa, skoro go nie pamiętam... Więc zacznijmy od początku. – Wykrztusił w końcu. Zawzięcie patrzył w oczy „zaskoczonego” Izayi, choć jego policzki wyraźnie robiły się czerwieńsze.
- To znaczy, że mogę zachowywać się tak, jak kiedy byliśmy parą? – Zapytał brunet, uśmiechając się lekko. Nie był to oczywiście zwyczajny uśmiech przeciętnego człowieka. Uśmiechał się swoim firmowym, lekko kpiącym uśmieszkiem spod przymrużonych powiek.
- Niech wszystko będzie tak, jak dawniej. – Przytaknął Heiwajima. – Może nawet dzięki temu odzyskam pamięć? – Wymruczał swoje myśli się na głos.
- Być może, Shizu-chan~! – Izaya zerwał się i wyjrzał za drzwi. – Shinra, ale ty się grzebiesz~! – Zawołał wesoło, wprowadzając nosze i idącego za nim doktorka do środka.
- Ach, gomenne, Celty zaczęła do mnie pisać i tak jakoś~... – Zaśmiał się i podrapał po głowie z zakłopotaniem. – No więc... – Podszedł do Shizuo i zerknął na Oriharę. – Na trzy?
- 1... 2... 3~! – Zawołał informator i przenieśli Shizusia na nosze. Następnie przewieźli najwidoczniej zmęczonego tym dniem Shizuo do łazienki.

Shizuo:

     Blondyn leżał na mobilnych noszach i zastanawiał się, czy decyzja, którą podjął, była słuszna. Jednak wyglądało na to, że w ten sposób wszystko przyspieszy – Izaya powinien stać się bardziej otwarty i może mniej tajemniczy, a jego wspomnienia, w otoczeniu i atmosferze w jakiej żył dotychczas, powinny wracać dużo chętniej. Co znaczyły zawroty i bóle głowy, jeśli dzięki temu miał żyć normalniej? Jeśli dzięki temu miał wiedzieć, kim jest? Każdy fizyczny ból da się znieść, to w gruncie rzeczy nie jest takie trudne. Dużo bardziej trzeba się męczyć z cierpieniem psychicznym. W końcu jak można żyć, nie wiedząc absolutnie nic o tym, co działo się z tobą przez całe życie? Jak można wiedzieć o sobie mniej, niż wie przypadkowy przechodzeń? Jak można nie znać nawet swojej orientacji?! W dodatku cały czas miał wrażenie, że coś jest nie tak. Coś brzęczało jak rój os w jego czaszce, powtarzając, żeby się otrząsnął i przypomniał sobie wszystko. Ale jak miał to do cholery zrobić, skoro nie wiedział, jak odzyskuje się wspomnienia?! Musiały przyjść same! Cokolwiek musiałby zrobić, zrobi to, byle sobie przypomnieć! Więc? CO zrobić??? Żyć tak jak ponoć żył wcześniej – to było jedyne prawdopodobne rozwiązanie. Gorzej byłoby tylko nie spróbować, nie?
- Raz... Dwa, trzy! – Zawołał Shinra i blondyn poczuł, jak się unosi, a następnie opada na coś chłodnego. – Dobra, to ja was już zostawię... Aha, Izaya, zapomniałbym~! Zbadałem Shizuo~... Prawdopodobnie to dzięki jego niesamowitym zdolnościom regeneracyjnym, jego kości już prawie się zrosły~! Mięśnie są w niesamowitym stanie~! Pewnie już niedługo ściągniemy gips~! – Powiadomił ich z uśmiechem i odszedł do drzwi, machając im na pożegnanie. – Do zobaczenia~! – Wyszedł.
- Więc niedługo będziesz w pełni sprawny, Shizu-chan, cieszysz się~? - Zapytał Izaya, jakby nigdy nic rozpinając jego koszulę.
- Ta, jasne... – Odpowiedział nieco nieprzytomnie. Zastanawiał się, co się zmieni, gdy będzie mógł już sam jeść, chodzić i się kąpać...
- Nee, o czym myślisz~? – Orihara chwycił za gumkę od jego spodni i dopiero wtedy blondyn zorientował się, co się dzieje.
- Izaya! – Zawołał, zaskoczony. – Chyba nie rozbierzesz mnie tak... całkiem, nie? – Czuł się zażenowany. Niby nie powinno mu to przeszkadzać, bo pewnie dużo razy widział go... Nago... A może nawet było jeszcze gorzej, no bo w końcu jako para... Ale Shizuo i tak czuł się nieswojo. Nie czuł się gotowy na ten poziom zażenowania, przynajmniej jeszcze nie. Nie chciał tego i tyle...
- A jak inaczej chcesz się wykąpać~? – Na ustach Orihary wykwitł rozbawiony uśmieszek. Zastygł z palcami zaczepionymi wciąż na gumce jego spodni.
- Eee... Dałbym radę sam? – Skrzywił się. Nie przemyślał tego, oczywiście...
- Nie dałbyś. – Stwierdził pewnie brunet i ściągnął z niego luźne spodnie, chwilę męcząc się z podnoszeniem gipsu. Oczywiście nikt nie trudził się, żeby zakładać blondynowi jeszcze jakąś bieliznę, w końcu miał spodnie... Więc teraz już leżał całkiem jak go natura stworzyła, nie licząc okrywającego go gipsu, który nie zasłaniał nic szczególnego. – Nie martw się Shizu-chan~... Przecież widziałem cię nago tyle razy~! – Uśmiechnął się, bez skrępowania lustrując wzrokiem każdy skrawek jego ciała.
- Daj spokój... – Prychnął Heiwajima, mimowolnie zasłaniając niezagipsowaną ręką swoją męskość. Jego policzki zrobiły się ciepłe. W końcu jak on mógł patrzyć na niego... tak po prostu, bez żadnego skrępowania?!
- Och, Shizu-chan, urocze rumieńce~! – Rzucił informator wesoło, oddalając się trochę i zabierając ze sobą coś foliowego. Dopiero gdy podszedł wyjaśniło się, że... Tak, to naprawdę były tylko duże kawałki folii.
- Odczep się, po prostu... Gorąco tutaj, nie czujesz? – Prychnął Shizuś, patrząc zawzięcie na folię, zamiast w jego oczy. – Co to za folia? – Zadał oczywiste pytanie.
- Do kąpieli~... W końcu nie chcemy zamoczyć twojego gipsu, prawda~? – Zaczął okrywać gips folią, a następnie związywać to wyciągniętym gdzieś znikąd sznurkiem. – No, gotowe. – Stwierdził z zadowoleniem, gdy już cały gips był wysoce nieprzemakalny. – Teraz kąpiel~! – Pogrzebał coś przy skrzyneczce na ścianie i wziąwszy słuchawkę prysznicową zaczął delikatnym strumieniem obmywać ciało blondyna. – Nie za gorąca?
- Nie. – Heiwajima zamknął ciążące mu od długiego czasu powieki. Czuł się taki senny... Poczuł jeszcze, jak coś chłodnego spada na jego klatkę piersiową – zapewne płyn do kąpieli – a następnie dłoń Izayi delikatnie rozprowadza pieniącą się substancję na jego ramionach, brzuchu, podbrzuszu... – Przestań! – Shizuo poderwał głowę, momentalnie zaciskając wszystkie mięśnie, przez co syknął z bólu. – Tam nie... Po prostu zostaw... No... Puść! – Wydał z siebie coś pomiędzy jękiem a warknięciem.
     Brunet popatrzył na niego, zaciekawiony, ale wcale nie odpuścił sobie dalszego „mycia” pewnej części jego ciała.
- Już, już... – Uśmiechnął się... Z jakąś chorą fascynacją. Tak, dokładnie, Shizuo był pewien, że ten błysk w oku jest po prostu chory! Przecież nie można się fascynować... Tym, że... Kurwa, podniecił się, no!
- No. I więcej nie waż się kłaść tu swoich rąk... Rozumiesz?! – Mruknął groźnie, opadając głową na chłodną powierzchnię czegoś w rodzaju wanny.
- Dobrze~... Skoro tak wolisz, Shizu-chan~... – Odparł wcale nieurażony. Zabrał się za kończenie mycia i opłukiwanie go, co chwila rzucając tylko lekko rozbawione spojrzenia w stronę nadal uniesionej męskości blondyna.
     Ale co on mógł poradzić?! Nie mógł się uspokoić... Nie, widząc ten wzrok! Nawet jeśli go to denerwowało, nie mógł nic na to poradzić!
     Izaya skończył opłukiwanie i zerknął wymownie na Shizuo.
- Może ci pomóc, Shizu-chan~? Nie położę tam swoich rąk, nie bój się~! – Dodał wesoło.
     Blondyn zastanowił się poważnie. Przeczucia krzyczały, żeby nawet o tym nie myślał, logika krzyczała podobnie, ale z drugiej strony... Miał to może zrobić sam, na jego oczach???
- Niby jak... – Zaczął pytanie, ale nie skończył. Czarnowłosy oblizał perwersyjnie usta i pochylił się. Tak jak obiecał, jego ręce zostały założone za plecami, jednak ust ten zakaz nie dotyczył. To co nimi robił, było niesamowicie przyjemne... I żenujące! Nienaturalne... Jednak podniecające... Ale przecież zwyczajnie chore!!! – Wystarczy... – Sapnął, zamykając oczy, żeby się uspokoić. Nic to nie dało. Zaciskał pięści, co powodowało ból, ale nawet to nie mogło sprawić, że byłoby mu mniej przyjemnie. – Wystarczy! – Warknął groźnie. – Dosyć, zostaw! – Zacisnął powieki. I wtedy stało się coś, czego nie oczekiwał. Izaya rzeczywiście przestał.
- Coś nie tak, Shizu-chan~? – Zapytał z troską. Niestety Shizuo nie mógł zobaczyć, czy ta troska jest prawdziwa. Nadal miał zamknięte oczy. – Nie podoba ci się?
- Nie... – Mruknął bez przekonania i zaraz prychnął. – Zresztą to nieważne! Po prostu zostaw mnie w spokoju! – W końcu otworzył oczy i popatrzył na niego groźnie. A przynajmniej próbował, bo Izaya zaraz i tak parsknął śmiechem.
- Shizu-chan, przecież nie zrobisz tego sam~! – Zauważył. – Poza tym, nie rób takiej miny~... Przecież się nie złościsz, nie~? – Uśmiechnął się nieco złośliwie.
- A żebyś wiedział, że tak! – Warknął. – Sam do tego doprowadziłeś... Więc bądź odpowiedzialny i pozwól mi się teraz uspokoić. – Dodał niechętnie.
- No weź, Shizu-chan~... Nic złego ci nie zrobiłem~! – Uśmiechnął się, tym razem wesoło. – Ja tylko dbałem o twoją higienę jak zawsze, to ty dziwnie zareagowałeś~! Poza tym~... Na pewno mam ci nie pomagać? – Przekrzywił lekko głowę, nie przestając się uśmiechać.
- ... – Shizuo przemyślał sprawę w ułamku sekundy. – Mowy nie ma. – Burknął. Nie miał zamiaru się tak poniżać, za żadne skarby świata!!! – Mówiłeś, że poczekasz, aż przywyknę. No to jeszcze nie przywykłem. – Dodał stanowczo. Odetchnął głęboko, starając się uspokoić, ale obecność bruneta w jakiś sposób mu to uniemożliwiała. – Teraz bądź tak miły wyjść na chwilę, co? Próbuję to opanować...
- No jasne, Shizu-chan~... – Uśmiechnął się szerzej i odszedł skocznym krokiem, a w końcu zniknął za drzwiami.

Izaya:

     Brunet wyszedł i kiedy był pewny, że go nie słychać, parsknął krótkim, cichym chichotem. Wewnątrz już leżał ze śmiechu i nie mógł się podnieść. Nie miał pojęcia, że doprowadzi Shizusia do takiego stanu!!! To było nawet zabawniejsze, niż wściekły Shizu-chan~! Czerwony, zażenowany, zagubiony... Żyć nie umierać!!!
     Chwilę nasłuchiwał pod drzwiami, jak Shizuo idzie „opanowywanie się”. Przez chwilę słuchał normującego się oddechu, a w końcu usłyszał stłumione przekleństwo. Pół minuty później zza drzwi dobiegło sapanie, a jeszcze chwilę potem cichy jęk. Izaya zacząłby się zów śmiać, gdyby nie sygnał nadchodzącego sms’a. Musiał przez chwilę opanować wesołość i skupić się na wiadomości od Shinry.
     „Kasuka wie o stanie Shizuo. Niedługo będzie chciał go odwiedzić, pomyślałem, że wolałbyś wiedzieć. Dobranoc!”
     Niech to... Jednak trzeba zdobyć zaufanie Shizuo nieco szybciej, niż się tego spodziewał. Jednak wygląda na to, że wszystko jest na jak najlepszej drodze do spełnienia planu...




Mam dziwne wrażenie, że zmieniłam ich charaktery... Ale jest pierwsza w nocy, ledwo skończyłam, oczy same mi się zamykają~... Nie potrafię stwierdzić na pewno~. :c Wytykajcie wszelkie błędy, błagam~!!! >.<