Blog poświęcony Anime Durarara!! Znajdziesz tu opowiadania yaoi (mężczyzna x mężczyzna) Shizaya (Shizuo x Izaya), Izuo (Izaya x Shizuo) i IzaKida/Kizaya (Izaya x Kida). Jeśli nie tego szukałeś i treści tu przedstawiane ci nie odpowiadają prosimy o opuszczenie tego bloga. Pozostałych zapraszamy do czytania.

niedziela, 5 maja 2013

Shizaya -"Może "bóg" potrafi zachować rozum w miłości?" - rozdział 4

Dam radę, dam radę... nie jednak nie dam rady.... o chwila może jednak dam.... tak! tak! tak! wreszcie mi się udało. - Tak mnie więcej wyglądały moje myśli przy pisaniu tego rozdziału. Wybaczcie jeśli będzie on kiepski ale jakoś nie mogłam się wziąć i tego napisać. A i przy okazji w ten notce jest TEN moment, więc no nie wiem wybaczcie jak ktoś nie chce czytać.
A i korzystając z okazji i przedłużając już i tak okropnie długi wstęp chciałam jeszcze sprostować jedną rzecz. Mianowicie w komentarzu pod ostatnią notką ktoś napisał, że Izaya zachowuje się zbyt słodko. Wiem, że to pewnie przez to że nie umiem pisać, ale chodziło mi o to, że w tym tygodniu, który Izayi wyleciał z pamięci, brunet zachowywał się no podobnie do Psyche i gdy wraca mu pamięć to razem z uczuciami więc zaraz po tym zachowywał się bardziej podobnie do Psyche. On tego nie zauważa, tylko się wkurza, że nie jest sobą Miało to mniej więcej tak wyglądać żeby stopniowo przejmował to co drugi on czuł do Shizuo. I stąd to słodkie zachowanie. No mam nadzieję za jakoś to zrozumieliście i nie poplątałam wam tym wyjaśnieniem jeszcze bardziej
.
PERSPEKTYWA SHIZUO
- Izaya -wyszeptałem cicho. On spojrzał na mnie, ale szybko odwrócił wzrok. Musiało mu być naprawdę głupio. Zacząłem głaskać go po plecach. Znowu spojrzał na mnie tymi swoimi pięknymi szkarłatnymi oczyma. Jego tęczówki powiększyły się w geście niemego zdziwienia, ale chwilę później dostrzegłem w nich nikłą, usilnie ukrywaną, iskierkę szczęścia. Nie wierzę by Izaya był tak dobrym aktorem. Nikt nie potrafi aż tak zatracać się w grze i być aż tak przekonujący, prawda? Dalej gładząc go po plecach zacząłem mówić. - Wiesz, że tak nie myślę, ty wszystko wiesz - Próbowałem jakoś go udobruchać, ale nie wiem jak mi to wyszło.
- Wiedział bym, gdybym tylko pamiętał co się stało - Powiedział trochę ostrzej, czyżby się denerwował?- ale niestety pewien blondyn bardzo utrudnia poznanie mi tej prawdy.
- No przepraszam że niewygodnie mówić mi o takich rzeczach - westchnąłem, wiedziałem, że zacznie się ze mną przekomarzać. Jak zawsze jeden prowokował drugi ciągnął ten cyrk dalej i tak w kółko. W ten sposób unikaliśmy od zbytnich rozmów a mimo to i tak on widział co mi jest. I czasem bardzo boleśnie wykorzystywał tę wiedzę. Ale jeszcze mnie nie zabił, a to o czymś świadczy.  Tak wiem łudzę się. Ale co poradzić ludzie żyją marzeniami.
PERSPEKTYWA IZAYI
-Jak nie chcesz mówić to mi pokarz- Palnąłem bez zbytniego zastanowienia. Dopiero po chwili dochodząc do wniosku... że w sumie to całkiem dobre rozwiązanie.
-Co?- Zapytał zdziwiony, jednak po chwili najwyraźniej zrozumiał bo zaróżowiły mu się policzki Wyglądał z tym dziwnie, nienormalnie, może nawet trochę strasznie. Jednak straszniejsze były jego oczy. One zabłysły jakimś dziwnym blaskiem. W tych jego złotych tęczówkach skakały iskierki, ale nie takie zabawowe i zadziorne jak moje tylko, takie inne. Do słownie miałem wrażenie że rozbiera mnie spojrzeniem. A najgorsze że doszedłem do wniosku że on właśnie planuje co chce zrobić. Ale nie mogłem pokazać strachu, to przecież ja go aż do teraz prowokowałem. A teraz muszę to dokończyć. Poczułem jak podciąga mój podbródek w swoją stronę. I... przeszliśmy na kontakt nie werbalny. No w prost nie mogę uwierzyć, że tak wcześnie udało mi się go do tego namówić. Jest aż tak spragniony, rany. Poczułem jak wsuwa ręce w tylne kieszenie moich spodni. Jęknąłem mu w usta, głupie ciało musiało mnie tak szybko zdradzić? Czułem jak się uśmiecha, chciałem mu jakoś dopiec, a z braku innych możliwości ugryzłem go w język ( tak zdążył mi już go wcześniej wepchnąć go ust) Syknął i odsunął się ode mnie. Nie przewidziałem że taki potwór poczuł by coś tak prozaicznego. Ale się pomyliłem. Patrzył na mnie ze zdziwieniem. A ja musiałem coś szybko wymyślić. Uśmiechnąłem się więc zadziornie i zacząłem rozpinać jego koszulę. Nie pozostał mi dłużny, jedną rękę wsunął pod mój sweterek i zaczął gładzić moje plecy. Czy on musi być taki delikatny? nie jestem porcelanową lalką, nie rozumiem czemu zachowuje się jak bym miał zaraz się potłuc, albo przestraszyć, że jest brutalny. Jak by jeszcze nie zauważył, to to w nim właśnie bardzo lubię.
- Rany, Shizuś pospiesz się. Czemu próbujesz być delikatny, zrób to tak jak chcesz - westchnałem jednocześnie przyciągając go do pocałunku. Za mało bodźców, zapomniałem, że nie jest na nie tak wyczulony. I co ja mam zrobić żeby stracił głowę.
- Ale chciałeś tak jak wtedy - wydyszał gdy tylko się od siebie oderwaliśmy.
- No tak, ale nie byłeś chyba aż tak delikatny WTEDY  - podkreśliłem ostatnie słowo chcąc wywołać u niego jakieś wspomnienia, niestety własnych nie posiadam, jeszcze .
- Może, ale wtedy kwiczałeś z bólu - wypomniał mi, ale niestety jak by jeszcze nie zauważył nie ma mi co wypominać bo ja TEGO NIE PAMIĘTAM.
- Wiem, odczuwałem i nadal odczuwam skutki twojej brutalności, ale to i tak lepsze niż ta twoja wymuszona czułość. - prychnąłem i zaraz znowu poczułem smak jego ust. Tym razem był natarczywy, zachłanny i brutalny i, o zgrozo, coś w tym jego zachowaniu bardzo mi się spodobało. Oczywiście nie byłem mu dłużny. Nasz pocałunek przypominał walkę o dominację. Co z tego, że obaj wiedzieliśmy, że tym razem przegram. Miło było się tak bawić. Te trzy dni gdy dochodziłem do siebie po szoku zafundowanym mi przez los ( z wielką pomocą Shizu-chan'a) były jednymi z najnudniejszych w moim życiu. Teraz dopiero czułem, że żyję. Co z tego, że sprawił to Shizu-chan, co z tego, że w takich dziwnych okolicznościach, co z tego, że siedzę mu na kolanach i jęczę w usta. Jest mi dobrze. ... Co się ze mną dzieje? To tylko plan by odzyskać pamięć, to tylko istotna część całości której nie dało się obejść. To wcale mi się nie podoba... dobra, podoba jak cholera, ale przecież tego nie powiem. Blondyn odczepił się wreszcie od moich ust ( co przyjąłem z jękiem niezadowolenia, ale o tym nie musicie wiedzieć) i przeniósł się na moją szyję. Nawet nie wiem gdzie podziała się moja bluzka, a przecież powinienem zauważać takie rzeczy. Przewrócił nas tak, że teraz leżałem plackiem na kanapie, a on był nade mną. Uśmiechnął się zawadiacko ( nawet nie wiedziałem, że tak umie O.o) i znowu przysunął do mnie. Leżałem pod nim jęcząc. Gdzieś między kolejną malinka na szyji a odpięciem guzika od moich spodni doszła do mnie bardzo ważna rzecz. Mianowicie, że nic mi się nie przypominam, czyż bym się pomylił? Nie to nie możliwe. Więc co...ach... co wiem, że wspomnienia pojawiają się w podobnych sytuacjach, no nie powiecie mi że ta nie jest podobna. Nagle mnie olśniło. Wysapałem, gdzieś między jęknięciami tylko dwa słowa i miałem wielką nadzieję żeby przedarły się do głowy blondyna.
PERSPEKTYWA SHIZUO
-Shizu-chan, łóżko - Usłyszałem słaby głosik Izayi. Minęła chwila zanim w ogóle zrozumiałem znaczenie tych słów. Kiwnąłem tylko głową na znak, że rozumiem i wziąłem bruneta na ręce. Na szczęście wiedziałem gdzie jest jego sypialnia. Co prawda raczej nie patrzyłem gdzie dokładnie idę, dalej skupiony na całowaniu mojego wroga ( jak to cudownie brzmi) ale dotarliśmy tam bardzo szybko i po drodze zderzyłem się tylko z jedną ścianą. Na szczęście ta się nie zawaliła, nie zrobiła się w niej dziura ani nie odpadł tynk. Rzuciłem Izayę na łóżko, może nie zbyt delikatnie ale sam chciał. Szybko pozbawiłem go spodni i chciałem rozbierać dalej.
-Czekaj - Jęknął. Popatrzyłem na niego trochę zniecierpliwiony, prawdopodobnie mój wzrok mówił "co znowu?" bo informator się spiął i odwrócił wzrok, burcząc pod nosem dalszą część wypowiedzi. - ja jestem już prawie nagi a ty nic, głupio się czuję - i spiekł buraka. Rozbawiło mnie to, ale dzielnie się trzymałem i nawet nie chichotałem. Pozwoliłem mu zdjąć sobie koszulę i spodnie - i tak nie były mi w tej chwili potrzebne, a nawet zaczęły przeszkadzać.
- Teraz dobrze? - Zapytałem schodząc z pocałunkami na jego brzuch.
-Taaak~! - Jęknął albo krzyknął (z nim to nigdy nic nie wiadomo) gdy przejechałem językiem tuż nad linią bokserek. W których widać już było spore wybrzuszenie.
PERSPEKTYWA IZAYI
Wszystko zaczęło wirować. Nie wiedziałem już co było, co jest a co dopiero będzie. Wspomnienia, te znane i nie, kłębiły się w mojej głowie. Mieszały się i łączyły. Były w śród nich marzenia i pragnienia a także obawy drugiego mnie. To wszystko składało się w kilka całości. Nie myślałem wtedy logicznie, kierowałem się emocjami i to był mój błąd.Moje wspomnienia, emocje, marzenia, nawet sny czy straszne koszmary, wszystkie miały emocjonalne zabarwienie. Wszystkie były ważne i ciekawe ( w końcu były o mnie i Shizusiu) i wszystkie emocje buchały teraz wewnątrz mnie. Co wcale nie ułatwiało mi sprawy, bo w obecnej sytuacji już i tak zbyt dużo się dzieje. Jęczałem, skomlałem, piszczałem i co tam jeszcze można, powiedzmy że zupełnie odpłynąłem. Zalewały mnie na przemian fale bólu i przyjemności, gorąca i zimna, strachu i ufności, zwątpienia i szczęścia jednocześnie, a wszystko kręciło się w okół jednego człowieka, mojego ukochanego Shizu-chan'a. Nie mam pojęcia czy te fale uczuć były spowodowane teraźniejszymi zabawami Shizusia z moim ciałem czy może czymś co robił w przeszłości. Nie mogłem już tego wytrzymać, jęknąłem i wygiąłem się w łuk. Po tym usłyszałem pomruko-jek Shizusia i poczułem jak coś się do mnie wlewa. Nie było to nie przyjemne uczucie, po prostu było dziwne, inne, niespotykane i jakieś takie fascynujące. Zdałem sobie sprawę o czy ja w sumie rozmyślam i poczułem jak pieką mnie policzki. Przeklinam swoją wrodzoną delikatność, nieśmiałość i czułość - żart, ja czegoś takiego nie mam.
- Izaya choć tu - usłyszałem cichy szept, a chwile potem poczułem jak ciepłe dłonie Shizu-chana przyciągają mnie do niego. Westchnąłem gdy zamknął mnie w żelaznym uścisku. A chwilę później słyszałem już tylko miarowy oddech i ciche, charakterystyczne dla Shizusia świsty powietrza - co znaczył że już spał.
Troche mu zazdrościłem, że tak bez problemów zasnął. Ja jeszcze długo myślałem o tym co się stało i doszedłem do jednego denerwującego wniosku. Przypomniałem sobie ten tydzień, to fakt, każdy nawet najdrobniejszy szczegół, ale ( bo zawsze musi być jakieś ale) teraz nie pamiętam co działo się parę chwil temu. Ledwie powstrzymałem jęk zdenerwowania i żalu, ale jakoś dałem radę. I tak miałem jeszcze jedną ważną rzecz nad którą wypadało pomyśleć. Gdzieś w tej plątaninie wspomnień usłyszałem coś bardzo ciekawego. To było po naszym faktycznie pierwszym razie. Leżeliśmy wtedy w łóżku, podobnie jak teraz. Ale Shizu- chan nie spał tylko podpierał się na łokciu i rozmawiał ze zmartwionym i niepewnym drugim mną.
( wyglądało to min. tak dop. Kiasarin)















Rozmawialiśmy, pamiętam ( jak miło jest wreszcie to powiedzieć) że bardzo się wtedy martwiłem co dalej będzie z "nami" bo wtedy widziałem w tym pseudo-związku szansę na wspólne życie. ( ale ja byłem dziecinny) Byłem wybuchowy, widać że jednak miałem charakterek, za to Shizu-chan był jakiś dziwnie spokojny. Ciekawe ile wypił tych herbatek od Shirny, choć może to dla tego ze go wcześniej porządnie zmęczyłem ?
- dlaczego nie powiesz mi teraz " nie martw się" ? - Zapytałem się Shizusia. Mój głos drżał a w oczach zbierały się łzy. Jak on mógł mnie takiego widzieć !!!
- Nie będę tak mówił, sprawię, że tak się stanie. - Odpowiedział spokojnie Shizu-chan i pocałował mnie w kark.
Leżałem na tym łóżku z szeroko otwartymi oczyma. Nie mogłem uwierzyć, że on zdobył się na taką obietnicę. Wydawało mi się że jestem czerwony i to tak bardzo, że świecę w ciemności niczym neon. Dobrze, że Shizuś już śpi, bo inaczej zapadł bym się pod ziemię ze wstydu ( pierwszy raz w życiu tak się wstydziłem)

[ a tak żeby nie było, to nie jest ostatni rozdział, jeszcze może ze 3 będą - wiem przynudzam - kiedy no niestety nie wiem, ale polecam śledzić newsy ( tam na górze nad kartami ( spis treści, o nas^^ i strona główna) powinny być) tam będą wszystkie informacje]

sobota, 4 maja 2013

One-shot - "Jeden dzień w roku, gdy wszyscy świetują"

Hejka, dziś 4 maja - jutro światowy dzień budyniu i z tego powodu ( wcale nie z powodu urodzinek Izayi) zapraszam na oneshota, co prawda trochę przydługiego ale grunt, że jest.
Cały jest pisany z perspektywy Izayi i raczej nie ma on swojego normalnego charakteru a jego relacje z Shizuo są całkowicie inne, ale mam nadzieję że wam się spodoba :)

UWAGA LUDZIE DZIŚ Z RACJI TEGO ZE SĄ 2 AUTORKI POJAWIAJĄ SIĘ 2 ONE-SHOTY a więc pod tą jest jeszcze jedna nowa notka.

Kiedy człowiek po całym dniu ciężkiej pracy i łażenia po mieście, pada wreszcie z uśmiechem na łóżko, kiedy zakopuje się w pachnącej pościeli i pozwala umysłowi odpłynąć do krainy morfeusza z pewnością nie marzy by budził go wnerwiający pisk budzika. Niestety ja nie pomyślałam o tym jakże denerwującym dźwięku i też zmuszony byłem odkleić się od gorącego Shizusia, wywlec się z ciepłego łóżeczka i ruszyć na poszukiwanie swojej komórki. Gdy ją wreszcie odnalazłem, pod stertą naszych ubrań, i spojrzałem na wyświetlacz omal nie zakląłem ze złości. To nie był nawet budzik, szybko nacisnąłem czerwoną słuchawkę by zablokować przychodzącą rozmowę. Już gramoliłem się z powrotem na łóżko gdy denerwująca melodyjka rozbrzmiała znowu, tym razem już nie odrzuciłem rozmowy, wiedziałem, że to nic nie da. A z racji tego, że tej melodyjki nie da się na dłuższą metę ścierpieć (specjalnie wybrałem tak wkurzającą by obserwować zachowanie ludzi) łaskawie odebrałem telefon. Po rozmawiałem chwilę, rzuciłem kilka złośliwych uwag i zanotowałem w pamięci by "pięknie" odwdzięczyć się rozmówcy za "wymarzoną" pobudkę. Popatrzyłem jeszcze tęsknie w stronę łóżka obserwując wciąż śpiącego blondyna. Przynajmniej sadziłem że nadal jest w sennym świecie dopóki nie podszedłem bliżej i nie usłyszałem jego oddechu. Był spokojny i miarowy, jednak wydawał mi się zbyt szybki jak na śpiącą osobę. Wiem co mówię to nie pierwszy raz gdy słyszę jak śpi, a tym razem z pewnością jest przytomny i rozbudzony. Uśmiechnąłem się na swój sposób i wgramoliłem na łóżko. Usiadłem okrakiem na "śpiącym" Shizu-chan'ie i cmoknąłem go w delikatnie rozchylony usta. Od razu poczułem jego ciepłe ręce przyciągające mnie do siebie.Nie przerywał pocałunku, co więcej wykorzystał swoją siłę i wepchnął mi do buzi swój język. Po dobrych kilku minutach wreszcie oderwaliśmy się od siebie.
- Co tak krótko? - jęknął udając nie zadowolenie, ale naprawdę będąc szczęśliwym z takiej pobudki, nie to co ja i telefon.
- Wybacz Shizuś ale mam zlecenie, odbijesz sobie dziś około 16:00 - odparłem z zadziornym uśmieszkiem i ruszyłem w stronę szafy alby znaleźć jakieś czyste ubrania. Gdy zastanawiałem się czy ubrać czarny sweter wycięty w setek i równie czarne rurki, czy może dla odmiany zaszaleć i założyć czarne rurki i sweter wycięty w serek w tym samym kolorze, usłyszałem głos tuż przy moim uchu.
- A czemu nie mogę sobie wziąć tego teraz? - jak małe dziecko, pomyślałem i odwróciłem się przodem do blondyna.
- Czy to nie oczywiste - Westchnąłem z rozbawieniem - bo mam zadanie, a ja pracę traktuję poważnie - Odparłem nadal uśmiechnięty i cmoknąłem blondyna w policzek. Korzystając z chwili jego nieuwagi prześliznąłem się pod ramieniem i tanecznym krokiem ruszyłem do drzwi. - To było na do widzenia - Rzuciłem jeszcze na odchodnym i zniknąłem za drzwiami.
 ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~
Mimo niemiłej pobudki dzień układał mi się względnie dobrze.Właśnie przechadzałem się po mieście jak zwykle w podskokach i nucąc skoczną melodyjkę. Machałem z szerokim uśmiechem do wszystkiego i wszystkich. Ale było tam coś dziwnego, ludzie zachowywali się jakoś inaczej, nie sprawiali problemów, nie starali się ze mną pogrywać - nic nie potrafiło dać mi rozrywki. Normalnie w takiej chwili poszedł bym do Ikebukuro by podroczyć się trochę z Shizusiem, ale niestety blondyn ma wolne i pewnie nadal przesiaduje w moim domu. Poza tym musiałem teraz ustalić coś bardzo ważnego, mianowicie dlaczego moi kochani ludzi zachowują się inaczej? Od razu mogę odrzucić pierwszą sugestię jaką byście mi zaproponowali - nie NIE oszalałem/ zwariowałem/ jestem przemęczony. Nic tragicznego w skutkach ostatnio też się nie działo, no bo przecież nic nie planowałem. Wypłynął jakiś mój sekrecik? też nie jak by było to coś błahego to by się tym wszyscy nie przejmowali. Jak coś ważnego? To raczej nie było by ich teraz na mieście tylko chowali by się pod łóżkami ze strachu albo wyjeżdżali w pośpiechu z miasta. Na sam taki pomysł uśmiechnąłem się szerzej, może nieco zbyt diabolicznie, bo ludzie w promieniu 5 metrów każdą stronę odskoczyli od mnie jak bym był tykającą bombą. Auć to trochę zabolało - nie żartowałem, ani trochę. Stanąłem na rogu Russia Sushi czekając aż Simon mnie jak zwykle zaczepi proponując sushi, ale nic takiego się nie stało. Czy ja się rozpłynąłem w powietrzu *patrzy na swoje ręce* nie ja siebie widzę. Trochę zbity z tropu ruszyłem dalej do Shizu-chan'a. Mam nadzieję, że  przydał się na coś i chociaż obiad ugotował. Nie żebym sądził aby jego "dania" były zdatne do jedzenia, choć w sumie nigdy nie jadłem zrobionego przez niego obiadu. Oby i tym razem nie robił tego co przypuszczam, niech obiad będzie na stole i niech będzie zjadliwy. Jeszcze trochę i zamiast do bogów, którzy nie istnieją, będę się modlił do Shizu-chan'a o jakąś kanapkę. To że wyszedłem bez śniadania, a wczoraj położyłem się bez kolacji nie odbije się najlepiej na moim zdrowiu, o formie nie wspominając. Nadal w podskokach i ignorując burczenie wydobywające się z wnętrza wspaniałego mnie wkroczyłem do swojego bloku. Na szczęście nie musiałem czekać na windę  Zrezygnowałem nawet ze swojej codziennej ceremonii wciskania wielu guziczków i wygrywania na nich melodyjki - co też głód potrafi zrobić z człowiekiem. Gdy już wjechałem na najwyższe piętro, i odnalazłem w swych przepastnych kieszeniach klucz do drzwi. Poczułem się jeszcze bardziej głodny niż byłem na parterze. Po całym pietrze roznosił się cudowny zapach obiadu. Podążając głównie za węchem (i nie kłopocząc się otwieraniem oczu które zamknąłem w windzie wizualizując sobie Shizusia z wielką kanapką w łąpce) dotarłem do źródła cudnej woni, którą okazały się moje własne drzwi. Czyli jednak Shizuś umie gotować, muszę to sobie zanotować.
 ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~
-Shizu-chan padam z głodu~ ~ - jęknąłem przeciągle odrzucając klucze na szafkę a samemu wieszając się na szyi zdziwionego blondyna. - Co tam masz dobrego???
- Obiad - Odparł mi bardzo elokwentnie - jak chcesz to sobie weź.
- Buu~~ ale ja jestem taki głodny, nie mam siły iść do kuchni, to jest tak daleko - Zacząłem marudzić. Stałem, a w sumie wisiałem na Shizu-chan'ie ze smutną minką do czasu aż ten nie westchnął cierpiętniczo i nie odwrócił się w stronę kuchni. Natychmiast do puściłem i ze swoim firmowym uśmieszkiem opadłem na kanapę. Chwilę potem dostałem miskę parującego ryżu z jakimiś warzywami i mięsem wszystko polane jakimś brązowawym sosem ( nie sojowym ) oraz szklankę soku. Zacząłem jeść. Teraz liczyłem sie tylko ja i miska przede mną.
- Co się stało że tak szybko wróciłeś? - Shizuś zawsze zaczynał rozmowę od tego pytania, choć czasem pojawiało się w innej wersji czyli "czemu tak późno wróciłeś?". Normalnie zdenerwował bym się ponieważ odbieram to pytanie jako próbę kontroli, jednak w końcu zrozumiałem, że to tylko neutralny sposób na zagadanie do mnie. 
- Kemt szblo skonył i na miezie ne bylo nik abanego - wyjaśniłem, co znaczyło tyle, że szybko skończyłem zbieranie informacji o które mnie proszono, a na mieście nie działo się nic ciekawego. Oczywiście nie wspomniałem o dziwnym zachowanu ludzi w stosunku do mnie, bo usłyszał bym że zaczynam świrować, albo że powinienem iść do psychiatryka, ewentualnie uraczył by mnie sarkastycznym "Dopiero za uwarzyłeś?" albo równie bezczelnym "No wreszcie cię przejrzeli kleszczu". Tak Shizu-chan pozostawał Shizu-chan'em nie ważne jakie uczucia do mnie żywił. Z reszta i mnie to za bardzo nie zajmowało, puki nie mam z tego powodu problemów, nie ma potrzeby by cokolwiek zmieniać. 
- Aha, czyli normalnie zanim się do mnie pofatygujesz musisz odwiedzić wszystkich swoich "ukochanych" ludzi? - to on zrozumiał co powiedziałem??? Nie no podziwiam jego zdolności w rozumieniu mnie. Pokiwałem głowa, na znak zgody z tym co powiedział, czym wywołałem u niego zdenerwowane. Żyłka na skroni ( którą pieszczotliwie nazywam Steve) poruszała się machając mi na powitanie ( choć Shizuo twierdził, że ona mówi "lepiej wiej bo cię zabije" ale ja mu tam nie wierzę, ona ewidentnie macha na powitanie) Ale blondyn powstrzymał się od jakiś silniejszych ciosów, dostałem tylko w głowę poduszką. Na szczęście wpadł na to by nią rzucać dopiero po połknięciu prze mnie ryżu. Oczywiście odwdzięczyłem mu się. Niestety przez mój mały odwet musiałem ruszyć się do kuchni po nowy sok. Poprzedni został poświęcony w szczytnym celu (czyt. zmuszenia Shizusia do ściągnięcia poplamionej koszulki)
 ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~
Po trzeciej misce ryżu i czwartej szklance soku wreszcie ruszyłem się z kanapy i udałem w stronę mojego gabinetu. Przesiedziałem tam kilka godzin. Jednak kręcący się po drugim pokoju blondyn skutecznie przeszkadzał mi w skupieniu się na pracy. Ciągle gdzieś chodził, coś przenosił i wynosił, a ja mam bardzo wyczulony słuch. Co jest moim wielkim atutem jako informatora, ale niestety zdradza mnie w sytuacjach takich jak ta. Wreszcie po czterech godzinach stukania, pukania i człapania usłyszałem skrzypnięcie drzwi wejściowych do mojego biura. Obróciłem się na swoim krześle tak by być przodem do rozmówcy, oczywiście był to Shizu-chan, no bo któż by inny się tu pojawił i nie zszedł na zawał na widok spokojnie krzątającej się po moim domku bestii z Ikebukuro. To co zobaczyłem w oczach Shizu-chan nie napawało mnie optymizmem. Złowróżbny błysk czaił się gdzieś pod niebieskimi okularami. dodatkowo czarna opaska na oczy w jego dłoni dodawała tylko dramatyzmu. Normalny człowiek widząc taki obrazek rzucił by się z najbliższego okna. Na szczęście nie jestem zwyczajny, poza tym bardzo cenię swoje życie i nie mam wielkiej ochoty zostać kolejną czerwoną plamą na ulicach miasta. Przełknąłem głośno ślinę i z niezadowoleniem stwierdziłem że blondyn tylko szerzej się uśmiechnął. Czy ja powinienem uciekać? nie jeszcze czego, nie boje się go, nie ważne czego chce.
-Izzaayyaa-kuun - Shizuś przeciągnął moje imię jak to miał w zwyczaju - mam dla ciebie niespodziankę.
- O Shizu-chan a jaką??? Chcesz mnie zaduśić tym śmiesznym kawałkiem materiału??? - Prychnąłem nadal uśmiechnięty -  Proszę, stać cię na więcej.
- Nie, chcę ci coś pokazać, a to - Wskazał na czarne coś - żebyś nie podglądał  - Mówił jakby był uśmiechnięty i zadowolony z tego co zrobił. Oby tylko tylko nie było coś w stylu strzelnicy znakami gdzie celem jest moja kochana kurteczka. A ja główną nagrodą. Jeszcze mam siniaki po ostatnim.
- Em... a co jak ci powiem, że nie lubię niespodzianek? - Zapytałem, już bez swojego zwyczajowego uśmieszku, bo zadałem sobie sprawę jak dziwnie to brzmi. Ja w prost kocham niespodzianki i przez to również Shizusia który zawsze robi inaczej niż chcę.
- Nie rozśmieszaj mnie Izaya - Powiedział podchodząc bardzo blisko mnie i nagle coś przysłoniło mi pole widzenia. Ta pozwoliłem zawiązać sobie tę opaskę tylko po to by wiedzieć o co mu chodzi.
- Ale nie zrzucisz mnie teraz z dachu, co nie??? - Zapytałem po raz kolejny, siląc się na słaby śmiech.
-Hmmm... - Zamyślił się - To kusząca perspektywa, ale nie. - To mnie pocieszył nie ma co.
 ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~
Poczułem powiew chłodnego, wieczornego wiatru. Ale nie schodziliśmy na ulicę, nie droga była za krótka. Winda na pewno jechała w górę. Czyli że naprawdę jesteśmy na dachu??? Nie mówcie że wykrakałem, albo gorzej sam podsunąłem Shizusiowi pomysł na moją śmierć - przynajmniej będzie widowiskowa, skok z dachu jednego z wieżowców i to na główną ulicę. Ciekawe ilu ludzi jest teraz pode mną, ilu się przestraszy, ilu zmieni swoje zachowanie, ilu pod wpływem impulsu odsunie się gdy będę leciał a ilu będzie stać i zrobi mi przez to miększe lądowanie. W powietrzu unosił się zapach prochu. No co ty Shizu-chan, armatę wytrzasnąłeś czy co? Zachichotałem, śmiałem się z własnych absurdalnych pomysłów. Poczułem ręce blondyna gdzieś z tyłu mojej głowy, wreszcie rozwiązuje tę przeklętą przepaskę. Zamrugałem kilkakrotnie, ale nie by przyzwyczaić oczy do światła, bo przecież było już ciemno. Po prostu musiałem się upewnić czy to co widzę to na pewno nie jakaś fatamorgana. Faktycznie byliśmy na moim dachu. Widok był przepiękny. Miliony świateł i neonów, budynki, radosna wrzawa, nawet dźwięk klaksonów samochodowych sprawiał mi radość. Moje kochane miasto, moi kochani ludzie. Ale tym razem wyjątkowo pomyślałem, że najwspanialszy byt, wyróżniający się z tej szarej masy hen w dole, jest teraz obok mnie. Shizu-chan pociągnął mnie i oboje opadliśmy na koce i poduszki. A więc to wnosił aż na dach i stąd te stukoty. Co za szczęście a ja już myślałem, że wciągał armatę
- Shizu-chan co ty? - pytam zdziwiony, ale nie kontynuuję, liczę że sam mi to wyjaśni i tym jednym jedynym razem udaje mi się go przewidzieć.
- Zaraz zobaczysz -Odpowiada tajemniczo. Oczy mu błyszczą z podniecenia. Radosne iskierki są teraz jaśniejsze niż neony pod nami i piękniejsze niż te tysiące gwiazd nad nami. Nagle Shizu-chan przyciąga mnie do siebie i łączy nasze usta. W tym samym momencie słyszę huk, zdziwiony szerzej otwieram oczy. Błyski przecinają nocne niebo i rozmazują się na niebie w postaci złotych i czerwonych girland. Po chwili do pierwszego huku dołączają kolejne. Kilka sekund później całe niebo lśni czerwienią i złotem. Słyszę szczęśliwy głos Shizu-chan'a.
- Podoba ci się prezent? - Kiwam głową, nic więcej nie jestem w stanie zrobić. Dopiero po chwili mój zdrowy rozsądek zaczyna bić na alarm. Czemu ja nic nie wiedziałem o tych fajerwerkach?
Strzelają bezustannie już od 20 mniut. Widać że to już końcówka, nie wiem ile petard na to poszło, ale efekt był niesamowity. Ja sam nie zaplanował bym niczego lepszego - no może jak bym się postarał, ale nie będę psuł tej chwili. W okół nas robi się coraz ciszej, wreszcie możemy spokojnie porozmawiać ( nie ważne jak to idiotycznie brzmi gdy mówimy o mnie i Shizuo)
- Ne, Shizu-chan skąd wiedziałeś że dziś mam urodzinki ~! - zapytałem nadal się uśmiechając
- Całe Tokio panikowało na wieść o tym dniu - odparł nadal rozbawiony przyciągając moją głowę do swojego ramienia. A co mi tam niech się cieszy.
- O aż tak mnie lubią~ - Udałem zaskoczenie. Odpowiedział mi jedynie życzliwy śmiech mojego byłego wroga.
- Nie, bali się jak bardzo krwawo będziesz obchodził swoje święto. - Powiedział nadal się uśmiechając. Chyba tylko on jeden nie boi się moich gierek.
- I z tego powodu puszczali fajerwerki? - Zapytałem udając totalnego przygłupa, w końcu trzeba dowartościować Shizusia i pokazać mu jaki to on jest mądry.
- To na znak, że przeżyli - odparł rozbawiony, pewnie moją głupią minką - O właśnie a propos znaków - przypomniał coś sobie i sięgnął po jedną z rzeczy którą wcześniej tu przyniósł. Chwilę potem poczułem coś lepkiego na swojej twarzy. Słodko pachniało i to raczej na pewno była budyniowa polewa i truskawki? Przetarłem swoje oczka i zdziwiony popatrzyłem na ręce Shizuo. Zrobił ciasto w kształcie wielkiego znaku STOP i to właśnie nim przed chwilą dostałem.
- Czy ty mi musisz przywalić znakiem nawet w urodziny - zrobiłem nieszczęśliwą minkę, próbując wymusić na nim skruchę, ale na co ja liczę on nie jest jak człowiek.
- Tak -Odparł mi z figlarnym uśmieszkiem po czym przybliżył się i polizał mnie po policzku. - Mmm~~ dobre - skwitował moje zdziwienie zebraniem kremu z drugiego  z policzków.
-Serio? - zapytałem niby to niewinnie i się do niego przybliżyłem. Wpiłem się w jego usta odbierając swoją własność (czyt. mój tort urodzinowy) - Faktycznie, nie sądziłem ze tak dobrze gotujesz, Shizu-chan. Ale wiesz co? - zapytałem się podnosząc z ziemi ciasto jak i swoją zacną osobę. Zrzuciłem resztę zawartości blaszki na zdziwioną twarz blondyna - To będzie pierwszy raz gdy to ty dostałeś znakiem, moje pierwsze i najlepsze urodziny~! - I zacząłem się śmiać. Widząc zdenerwowanego Shizu-chan'a z żółtą bezkształtną masa na głowie i czerwonym czymś spływającym na koszulę, każdy wybuchnął by śmiechem. Oczywiście zdenerwowany Shizuś pobiegł za już uciekającym mną roznosząc ciasto, krem i bitą śmietanę po całej klatce schodowej jak i moim (choć chyba lepiej powiedzieć naszym) mieszkaniu. A co się działo potem chyba nie muszę opisywać :)

( tak wiem perfidne to zakończenie, ale nie mogłam się zdecydować co dalej. Bo pomysłów miałam od groma mogli np. urządzić sobie bitwę na ciasta, mogła kanapa wylecieć z okna i zabić kilku świętujących, ze przeżyli ludzi, może musieli sprzątać klatkę schodową , bo jakaś babcia na nich nakrzyczała. Oczywiście mogli sobie również urządzić wspólną kąpiel i wiele wiele innych, ale uznałam, że każdy może dokończyć to tak jak chce. O właśnie jakby ktoś miał fajny pomysł na końcówkę to niech napisze w komentarzu, ciekawa jestem na co wy wpadliście :)

One-shot: Prezent idealny.

Ano... Więc dziś 4 maja~! Miałam rzucać kolorowym konfetti i biegać jak szalona, ale tak się składa, że źle się czuję, a do tego boję się jak zareagujecie na niektóre fragmenty... Więc chęć na bieganie za własnym ogonem mi przeszła.
Mam nadzieję, że wam się spodoba i z niczym nie przesadziłam.
Aha, i wbrew pozorom to nie Izuo, tylko Shizaya.
Więc, żeby teraz nie palnąć kolejny raz tekstem "piszę paskudnie", powiem... Mogło być gorzej~!
No dobrze, więc po tym wstępie mam nadzieję nie spodziewacie się niczego wielkiego i ten one-shot jakoś przeżyjecie.
Przepraszam za mój pesymizm, naprawdę źle się czuję i wiem, że marudzę. :c Już nie przynudzam. Miłego czytania.
Enjoy~!

OSTRZEŻENIE: Pod koniec pojawiają się sceny wcale nie ocenzurowane. Jeśli cię to odrzuca, proszę, omiń je~!
 


3 maja, około godziny 19:00

     Orihara Izaya, naczelny i jedyny informator w Ikebukuro, siedział właśnie w swoim gabinecie, z pobłażliwym, pełnym wyższości uśmiechem przyglądając się interesantowi, który właśnie do niego zawitał.
- Tygrys bengalski albinos? - Westchnął przeciągle i zapatrzył się nieruchomym wzrokiem w sufit, jakby rozważając problemy natury etycznej, wiążące się z upolowaniem i sprzedaniem owego gatunku tygrysa kolekcjonerowi rzadkich zwierząt, który go odwiedził. - To nie jest niemożliwe. - Mruknął dość głośno żeby gość go usłyszał i przeniósł znudzone spojrzenie na mężczyznę. - Ale proste też nie~... - Znów ciężko westchnął, robiąc z tej sprawy cyrk tak wielki jak tylko się dało.
- Jeśli to kwestia pieniędzy, jestem gotów ponieść wszelkie koszta wyprawy i opł...
- Nie, nie, nie~... - Brunet przerwał mu machnięciem ręki. - Wyprawy, przemyt przez granicę i może jeszcze legalizacja w kraju~? - Zakpił, patrząc szatynowi prosto w twarz. Każdego to zawsze peszyło i tak samo było tym razem. Gość poczuł się ośmieszony. O co mogło chodzić temu świrowi obracającemu się co chwilę na krześle??? - Takie metody stosują tylko amatorzy, a są to zawsze ludzie gotowi wydać cię za dodatkowe 10 tysięcy. - Tak jak myślał, nagłe zwrócenie się do niego na "ty" zdziwiło i rozproszyło mężczyznę. Było dokładnie 98,7% szans, że interesant przytaknie na argument, przy którym się rozproszył. Izaya znów miał rację. Gość skinął głową na znak potwierdzenia. - Powiedzmy, że zawierając umowę ze mną uniknie pan wszelkiego ryzyka, wszystko biorę na siebie. To bezpieczna droga, a w zamian potrzebuję tylko pańskich 6 ochroniarzy z najlepszym celem spośród wszystkich, do własnej dyspozycji na jutro. Może pan uznać, że jedyną niedogodnością dla pana jest płatne z góry. Ale może mi pan zaufać, tygrysa dostanie pan zgodnie z umową. - Gdyby nie panował nad sobą w 100 procentach, najpewniej w tej chwili wybuchnąłby śmiechem. Szatyn najwyraźniej bił się z myślami, choć pewnym już było, że się zgodzi.
     Jacy ci ludzie są przewidywalni~...
- Dobrze. - Najoczywistszą rzeczą w świecie był fakt, że kolekcjoner zwierząt nie powstrzyma się przed tak kuszącą ofertą. Zwłaszcza, że aż trzech najbardziej zaufanych doradców i zarazem przyjaciół poleciło mu kontakt właśnie z tym człowiekiem. Może nie wyglądał on na do końca bezpieczną osobę, raczej na kogoś podobnego właśnie do tygrysa - gotowego rzucić się do skoku w każdej sekundzie, by rozerwać ofiarę na strzępy. Jednakże widać było też, że jego oferta jest poważna, a od jego postaci aż biła szczerość. - Zgadzam się na pańskie warunki i gotów jestem zawrzeć umowę. Jednakże niech mi pan zdradzi, po co panu moi ludzie? - Z oczu biznesmena biła niepohamowana ciekawość. - Chciałbym wiedzieć, na co narażam ludzi, za których jestem odpowiedzialny.
     Orihara uśmiechnął się tylko, co wyglądało dość tajemniczo, lecz jeszcze bardziej szaleńczo i niebezpiecznie. Szatyn pożałował, że ośmielił się zapytać.
- Powiedzmy, że jutro mam urodziny~... - Zachichotał i okręcił się szybko na krześle obrotowym. - I jest pewne dzikie zwierze, włóczące się po mieście, które chciałbym upolować i zatrzymać tylko dla siebie... Ludzkość pozbędzie się strachu przed nim na jakiś czas, a ja się zabawię~! - Uśmiechnął się już naprawdę szeroko, a w jego oczach iskierki radości odtańczyły dziki i niesamowity zarazem taniec. - Pańscy strzelcy będą mi potrzebni do zastawienia pułapki na tego potwora. To wszystko, co mogę panu zdradzić. Niech zjawią się u mnie jutro około 14. Do widzenia~!
     Mężczyzna nie zadał już ani jednego pytania. Opuścił mieszkanie Izayi tak szybko jak się dało, żeby nie sprawiać wrażenia przestraszonego. Szczerze nie miał ochoty wracać tam już ani razu. Wolał też niczym się mu nie narażać, dlatego niemal od razu wydał rozkazy swoim 6 najlepszym strzelcom - jutro, punkt 14:00, Shinjuku.



4 maja, około godziny 9:30.

     Izaya potrząsał pudełkiem, w którym coś zastukało. Było ciężkie, wielkością dostosowane do formatu A4 i od Shinry... Informator uwielbiał zgadywanki, nawet tak proste jak ta.
- Shinraa~! Arigatou~! - Nachylił się lekko nad stołem, radośnie szczerząc się do lekarza. Oczywiście nie czuł potrzeby uśmiechania się, robił to wyłącznie dla uciechy okularnika. W końcu jemu, jako jednemu spośród ukochanych ludzi Orihary, należało się też trochę miłości, a przecież przeciętni ludzie przekazują ją sobie między innymi poprzez uśmiech. - To te wykresy o które prosiłem, prawda~? To dokładnie te, o~??? - Jego uśmiech stał się nieco bardziej diaboliczny, kiedy Kishitani zatkał mu usta dłonią.
- Tak, tak Izaya, to te. - Pokiwał głową, a w jego oczach zabłysł jakiś chorobliwy blask ciekawości, dokładnie taki jaki posiadał on jeden na całym świecie - pasja odkrywania tajemnic lekarskich i sposobów ich wykorzystania.
- Zapewne chcesz wiedzieć, po co mi one? - Spytał uprzejmie informator, patrząc zafascynowanemu doktorowi prosto w oczy.
- Oczywiście~! - Ucieszył się zapytany. - Powiesz mi???
- Nie. - Uciął brunet, odkładając nieotwarte pudełko na bok.
- Buu~! - Shinra najwyraźniej strzelił focha. Jednak każdy wiedział, że to nie zajmie mu długo, dlatego nikt nie potraktował go poważnie.
- "Teraz mój." - Celty najwyraźniej się niecierpliwiła.
- Chwileczkę Celty... - Orihara wepchnął sobie do ust dwa kawałki ootoro naraz, zapychając usta. - Fezentami tsheba sę dełektowac, jak tustym tunszykiem... - Wymamrotał, niemal krztusząc się powstrzymywanym śmiechem. Bezgłowej kobiecie zadrżały ramiona z tłumionej złości powodowanej zniecierpliwieniem.
- Izaya~! - Simon wszedł do boksu ze stolikiem urodzinowym Izayi, trzymając w ręce mały plik karteczek. - Ostatnio rzadko tu przychodzisz. A przecież sushi dobre~! - Uśmiechnął się szeroko, starając rozweselić towarzystwo i rozładować napięcie swoją naturalną aurą. - Tu masz zniżki! - Położył na stoliku przed jubilatem plik papierów. - Jedz sushi codziennie, a życie stanie się piękne. Nowe motto firmy. - Uśmiechnął się jeszcze nieco szerzej. - Sushi dobre na nudę~! - Powiedział, zadowolony.
- Dzięki Simon. - Aura ogromnego murzyna raczej przytłaczała aurę informatora, zamiast pacyfikować ją na stałe. Nie czuł się bezpiecznie ani swobodnie, gdy pracownik rosyjskiego sushi znajdował się w pobliżu. Jednak dla świętego spokoju wolał powiedzieć, że go odwiedzi i udawać, że wcale nie robił nic złego, nawet jeśli obaj wiedzieli, że to kłamstwo. - Odwiedzę cię i wasze sushi jak tylko zdarzy się okazja. - Widząc, że olbrzym nie odchodzi, dodał: - Znaczy się, będę przychodził znacznie częściej.
     Po tym zapewnieniu Simon wrócił do swojej pracy, a Izaya do prezentu dullahan'a.
- "Otwórz już, Izaya!" - Padła prośba bezgłowego jeźdźca.
     Orihara z zadowoleniem potrząsnął pudełkiem. Coś miękkiego, zwiewnego jak cień, zapewne... Całkiem sporej objętości... Hmmm, co to mogło być~? Bo chyba nie bielizna~?
- Celty~! - Przypatrywał się właśnie z zainteresowaniem parze czarnych luźnych spodni i czarnej dresowej bluzie, niestety bez jego ukochanego futerka. Konsystencja ubrań przypominała to, jak zazwyczaj wyobrażamy sobie konsystencję zagęszczonego cienia. - Co to tak dokładnie ma być~?
- "Ciuchy, jak widać." - Szybko wstukała ciąg dalszy wiadomości, z brunetem zaglądającym jej przez ramię.- "Mają specjalną funkcję. Stworzyłam je ze swojego cienia, ale nie znikną. Za to mogą się zmienić w dowolną formę ubrania jakiego aktualnie zapragniesz, zawsze w kolorze czarnym. Pomyślałam, że przydadzą ci się jakieś zmiany w ubiorze. Sama je stworzyłam, dlatego nie znikną aż do mojej śmierci i dopasują się do każdego rozmiaru, jeśli kiedyś przekażesz je, załóżmy, swoim... dzieciom... - Ostatnie słowo wpisała powoli i raczej niepewnie, najwidoczniej mocno się wahając. Jednak jubilat tego nie skomentował. To był prezent idealny na dzisiejszą okazję...
- Dziękuję Celty~! - Na jego ustach wykwitł szeroki, lecz nieprzenikniony uśmiech. - Nawet nie masz pojęcia, jak mi się przyda~! - Na próbę przytrzymał cień i pomyślał, że chciałby mieć strój... pokojówki. Materiał szybko się zakotłował i przeobraził dokładnie w wyobrażony przez Izayę ciuch. Jubilat pozwolił sobie na kolejny szeroki uśmiech. - Hmmm~... Naprawdę dowolną formę~... Arigarou~! Nawet nie wiesz, jak przydatne mogą się okazać, Celty~!
- "Właśnie zrobiłam coś bezmyślnego, prawda? Shinra, dlaczego nie ostrzegłeś mnie w domu???" - Motocyklistka wydawała się być przybita tym, że nie pomyślała wcześniej do jakich dokładnie celów może się przydać informatorowi jej prezent.
- Wyjaśnię ci to w domu, dobrze, Celty? - Odparł tylko Shinra, uśmiechając się lekko i starając tym samym podnieść ja na duchu. On jako pierwszy i ostatni wpadł na to, do czego mogłaby się przydać Oriharze sukienka i informacje o najwrażliwszych miejscach Shizuo. I czuł niemałe zażenowanie oraz zaciekawienie przez to, że mu pomógł.
- Fo mowe tełaz jezmy, coo~? - Zapytał brunet, ponownie zapychając sobie usta i ostrożnie odkładając dar od Celty do pudełka.
     Lekarz szybko przystał na jego propozycję, a dullahan po prostu im się przypatrywał, jako że jej jedzenie było raczej niepotrzebne. I tak resztę imprezy urodzinowej zorganizowanej przez tę parkę spędzili jedząc i rozmawiając o tak błahych tematach jak pogoda, do chwili w której sam jubilat przerwał "zabawę", żeby zdążyć na umówione spotkanie. Nikt nie protestował. Cudem było, że wogóle znalazł czas, żeby tam z nimi posiedzieć...


4 maja, około godziny 15:10

     6 strzelców ustawiło się na miejscach. Plan filmowy na umówiony sygnał opustoszał, zostały tam tylko 2 osoby - Kasuka Heiwajima i gość, który podawał się za reżysera najnowszego filmu, w którym aktor miał występować. Izaya wszedł akurat w chwili, w której mężczyzna tłumaczył chłopcu, że ten w 12 scenie powinien wykonać skok i kopnięcie nie w brzuch, ale tuż pod czujnikiem robota umieszczonym na klatce piersiowej...
- Oy, Kasuka~! - Informator ze znudzoną miną przerwał wywód reżysera. - Nad wami znajduje się 6 uzbrojonych mężczyzn, z czego 5 z nich mierzy właśnie w ciebie. Będziesz grzecznym chłopcem i się poddasz, mam rację~?
     Kasuka ściągnął na chwilkę brwi, po czym wzruszył ramionami i przytaknął ze swoją zwyczajowo flegmatyczną miną. Był pewien, że informator zrozumie, że się poddał. Zerknął jeszcze na reżysera, unosząc lekko brew.
- A ty możesz sobie iść. - Brunet stwierdził, że wykazał się całkiem sporą dobrodusznością. - Tu czy tam i tak prędko zginiesz.
     Mężczyzna zerknął tylko niespokojnie na aktora i zwiał.
- Próbujesz złapać mojego brata, czy chodzi o coś innego? - Odezwał się zaskakująco spokojnie młodszy brat Shizusia.
     Jest nieprzewidywalny zupełnie jak moja najlepsza zabaweczka, ale zbyt spokojny, żeby można było jakoś specjalnie go poruszyć. Może gdyby chciał, zabawy byłoby dużo więcej, ale od swoich narodzin to on wykazywał się spokojem za obydwu, więc jest mało szans na to, że sam spróbuje się uwolnić. Gdybym nie chciał załatwić Shizu-chan'a w uczciwej walce, już dawno wziąłbym się za taki szantaż... Och tak Shizu-chan, będziesz wściekły jak jeszcze nigdy~!
     Orihara polecił związać nastolatka i trzymać go na muszce cały czas. W razie gdyby się wyrywał, miał zostać postrzelony środkiem usypiającym. Przekazał jednemu ze strażników gdzie znajdują się zapasy jedzenia i wody potrzebne braciszkowi Shizuo i podał mu telefon, przez który mieli się kontaktować. Brunet włączył jeszcze kamery rozmieszczone na całej sali, podłączył przekaz obrazu na swój komputer, zabezpieczył wejścia alarmem i wyszedł, załatwić już ostatnią i najważniejszą sprawę tego dnia.


4 maja, około godziny 16:25

     Plan skomplikował się nieco dopiero wtedy, gdy Shizuo po dostaniu SMS'a i przyjściu w umówione miejsce zobaczył swojego wroga we własnej osobie. Heiwajima oczywiście musiał być nieprzewidywalny i zamiast prosić o uwolnienie swojego braciszka jak zrobiłaby to większość społeczeństwa, wyważył drzwi i z wściekłością godną niedźwiedzi a prędkością godną pantery ruszył na informatora. Oczywiście po zwyczajowej walce i drobnej perswazji, która niczego nie dała, Orihara musiał jakoś unieruchomić Shizusia. W tym celu przygotowany był telewizor podłączony do sygnału z kamer Kasuki. Jedynie cudem te kilkadziesiąt cali intryganctwa nie rozbiło lecące krzesło, więc nastąpił czas najwyższy na włączenie go. Gdy pojawił się obraz związanego młodszego Heiwajimy, blondyn najpierw stanął jak wryty, a potem złapał za gardło "mendę społeczną", który właśnie dodzwonił się do ochroniarzy i włączał głośnomówiący.
- CO ZROBIŁEŚ KASUCE?! - Warknął wściekły ex-barman.
- Yare yare, Shizu-chan, mówiłem ci, że twojemu bratu nie musi się nic stać... Tylko... - Wycharczał przez ściśnięte dłonią swojego wroga gardło. - Musisz spełnić... Mo-je... Wa-run... ki...
     Już czuł, że wzrok mu się rozmywa a płuca zaczynają palić, kiedy blondyn w końcu go puścił. Ledwo utrzymał się na nogach, starając złapać uciekający oddech.
- Ty cholerna wszo... - Były barman zacisnął pięści, wbijając paznokcie w dłonie, byle tylko powstrzymać się przed zabiciem tego cholernego intryganta. - Co za warunki?!! Szybko, bo moja cierpliwość ma granice, wiesz o tym!!! - Nikt nie potrafił go wyprowadzić z równowagi tak jak ten niepozorny brunet i nic nie wzbudzało w nim tak morderczych instynktów jak robienie krzywdy jego braciszkowi.
- Shizu...chan... Jesteś uprzejmie... bezpośredni jak zawsze... wiesz?... - Informator próbował się uśmiechnąć, ale trochę przeszkadzał mu ból gardła. - Mam dziś urodziny, mógłbyś... być trochę milszy chociaż... dziś, co? - Naprawdę Izaya nie chciał uprzejmości Shizuo, chciał tylko przeciągnąć chwilę w której powie mu o swoich warunkach. Wolał mu to powiedzieć mając w pełni sprawne płuca, na wszelki wypadek.
- Nie chrzań, tylko mów o co ci chodzi!!! - Heiwajima aż walnął w ścianę, żeby trochę rozładować dręczące go zniecierpliwienie. Nie cierpiał złości ani zniecierpliwienia, a to tylko wzmagało te dwa uczucia.
- Więc... - Brunet wziął głęboki wdech czując, że już niemal oddycha normalnie. - Spełnisz moje rozkazy, a ja uwolnię Kasukę, zgadzasz się?
- A co powiesz na to, - bestia Ikebukuro uśmiechnęła się drapieżnie - że najpierw cię zabiję, a potem go uwolnię? Bo słuchanie ciebie, to trochę jak wrzód na tyłku - ani się na to nie zgodzę, ani nie będę tego tolerował. Totalnym idiotyzmem, można by powiedzieć, z twojej strony jest szlajanie się po moim terenie. Dlaczego więc sądzisz, że mógłbym wogóle rozważyć zostawienie cię przy życiu?!? - W jego oczach zamigotały iskierki szaleństwa, a uśmiech się poszerzył na myśl o skończeniu z jego koszmarem zwanym "Izaya".
- Widzisz, Shizu-chan, nie przyszedłbym tu bez przygotowania. - Informator też się uśmiechnął. - Ten zegarek - wskazał srebrne urządzenie na swoim lewym nadgarstku - bada moje funkcje życiowe i przekazuje tym tam. - Wskazał na ekran na którym nadal widoczni byli ochroniarze i związany Kasuka. - W ręce trzymam telefon który odkąd zacząłeś mnie dusić przekazuje każdy dźwięk na tamtą salę. Jeśli postanowisz mnie zabić, oni strzelą do twojego młodszego braciszka. Jeśli ja nie przeżyję, on też nie. - Podszedł do małego komputera, którym przełączał kamery i zrobił najazd na flegmatyczną twarz nastolatka. - Chciałbyś coś przekazać swojemu bratu, zanim zabijesz i mnie i jego?
- Izaaayaaa... - Warknął Shizuo, czując, że jego limit tolerancji zaraz zostanie przekroczony. - Zgodzę się na twoje warunki, ale puść go, bo inaczej nie ręczę za siebie.
- Nie, nie, Shizu-chan, jeśli go puszczę to mnie zabijesz~. - Oriharze zrobiło się bardzo wesoło, kiedy napięcie emocjonalne blondyna stało się wręcz wyczuwalne w atmosferze. - A ja chcę się pobawić trochę dłużej~! Pomyślmy, czego chcę~??? - Udał, że się zastanawia, ale szybko przerwał, żeby wyłożyć karty na stół. - Chyba już wiem~! - Ucieszył się sztucznie i podszedł, żeby wyszeptać coś na ucho Shizusiowi. Musiał się szybko odsunąć, bo twarz Heiwajimy przybrała niebezpiecznie czerwoną barwę, a żyłka na skroni zadrgała szybko. - Więc Shizu-chan, zgadzasz się? Ty sprawisz mi przyjemność, a ja sprawię ci tę przyjemność, że uwolnię twojego brata... - Gama emocji jaka przesunęła się przez oblicze blondyna była niesamowicie śmiesznym zjawiskiem. Poraz pierwszy Izaya był pewien, co odpowie jego wróg - najpewniej żeby zachował swoje chore pomysły dla siebie i że albo uwolni jego brata, albo zginie bez względu na wszystko, prędzej czy później, zmiażdżony przez niego...
- Dobra.
- Co, Shizu-chan? - Izaya pomyślał, że chyba właśnie miał omamy słuchowe. Shizuś nie mógł być AŻ TAK nieprzewidywalny!!! To niemożliwe, prawda~?
- Powiedziałem, że to zrobię. Oni nas nie widzą, jeśli wyłączysz telefon nie usłyszą, a twój zegarek stanowi dla ciebie zabezpieczenie, że cię nie zabiję, prawda? - Blondyn był tak nienaturalnie spokojny i obojętny, że Orihara przez chwilę wytrzeszczył oczy, zdumiony. Szybko jednak się powstrzymał, poprawił i uśmiechnął kpiąco.
- Mam uwierzyć, że NIC mi nie zrobisz, Shizu-chan~? NIC, czego bym nie chciał???
     Shizuo popatrzył na ekran. Od kilku minut zerkał na niego ukradkowo, odczytując z twarzy Kasuki instrukcje. Nie, jego brat nie mógł się sam uwolnić. Nie, nie czuł się najgorzej, był dobrze traktowany jako zakładnik. Jednak nikt nie miał zamiaru go uwolnić i nie wiadomo, czy Izaya puściłby go wolno, gdyby jego starszy brat nie przystał na warunek, jakkolwiek wkurzający mógłby on być.
     Oczywiście Kasuka nie miał pojęcia, czym ta menda próbowała go wkurzyć. Jednak w obliczu perspektywy utraty brata, Shizuo postanowił wyobrazić sobie, że Izaya to nie Izaya. Było to nadludzko trudne, ale nie niemożliwe dla niego... prawda? Z tym drobnym ciałkiem, jeśli zamknie oczy i jakoś sprawi, by ten nie mówił... Ugh, to było tak odrażająca wizja, że ex-barman niemal poczuł żołądek podchodzący do gardła. Ale jeśli Kasuka mógł się kontrolować, on też może. Będzie spokojny, będzie wyrozumiały, tolerancyjny... Izaya to nie Izaya, a on sam to już nie Shizuo. Zdecydowanie nie jest sobą, skoro ta menda jeszcze żyje. Może mu się udać. Dla Kasuki.
 -Nic, czego byś nie chciał. Spełnię twój warunek. - Odparł spokojnie.
     Brunet od dawna nie czuł się tak zszokowany. Właściwie... Nigdy jeszcze się tak nie czuł! Shizu-chan zawsze był nieprzewidywalny, ale to... To było niemożliwe. Przecież on nie potrafił się kontrolować, a już zwłaszcza nie do tego stopnia. Oriharze było właściwie obojętne czy zrobią coś takiego czy nie, jego wróg mimo wszystko aż tak go nie odrzucał. Jednak sądził, że dla Shizuo jest odrzucający... Więc, dlaczego się zgodził~??? Dla brata? Jest dla niego aż tak ważny~?
- Więc, Shizu-chan~... - Izaya podstawił mu telefon pod nos. - Powiesz coś swojemu bratu, czy możesz się rozłączyć i... przejść do rzeczy~? - Uśmiechnął się lekko złośliwie.
- Nie muszę mu nic mówić. - Mruknął Shizuo i wcisnął czerwoną słuchawkę. Przy okazji dotknął przelotnie dłoni Izayi i po jego kręgosłupie przeszedł dreszcz. Dotarł aż do głowy, wywołując niemiłosierne gorąco. To nie była złość. Czuł już coś takiego, ale... Dlaczego miałby się stresować...? Co prawda jak dotąd robił to tylko z dziewczynami, ale jakieś doświadczenie już miał, więc skąd stres?
- Więc~... - Informator włożył telefon do kieszeni i popatrzył wyzywająco na blondyna. - Zrobisz coś, czy się boisz, Shizu-chan~?
     Shizuś tylko na niego patrzył, za apatią ukrywając narastające gorąco. Było mu niedobrze. Ta menda na pewno będzie się naśmiewać, nie ważne co zrobi... To był głupi krok - zgodzić się na coś takiego. Gdyby to była dziewczyna stresowałby się trochę, ale... Izaya?! To było nierealne! Głupie! Bezsensowne! Kompletnie bezmyślne!!! Już łatwiej byłoby go zabić, tak jak sobie na to zasłużył...
- Shizu-chan... - Informator przysunął się trochę do blondyna. Coś czuł, że jego (jakby nie było) wróg myśli o jego warunkach nie jak o przyjemności, ale jak o czynności łączącej zakochanych ludzi przeciwnej płci. To trochę komplikowało sprawę, dlatego Izaya postanowił, że trzeba trochę pomóc Shizusiowi. - Shizu-chan, czyżbyś się wstydził~? - Uśmiechnął się kpiąco, zbliżając się jeszcze bardziej.
     Podchodził powoli do zesztywniałego Heiwajimy, by na końcu objąć ręką jego szyję, a drugą wsunąć pod jego koszulkę. Zetknął ich usta w pewnym pocałunku, szybko dokładając też język i penetrując nim podniebienie blondyna. Dłonią przesunął po jego torsie, powoli podwijając jego koszulkę coraz wyżej i wyżej, żeby w końcu wbić paznokcie w bok byłego barmana i przeciągnąć nimi przez całą długość torsu aż do biodra. Shizuo syknął, szybko otrząsając się z poprzedniego zażenowania. Czuł ślady pozostawione przez Izayę na jego prawym boku, ale było to na tyle mało wrażliwe miejsce, że zamiast samego bólu poczuł, że to nawet mu się podoba. Orihara za to nie marnował czasu na rozmyślania o swojej przyjemności. Wiedział, że to jeszcze nie pora. Jego ręka znów powędrowała wyżej, tym razem jednak drażniąc skórę na żebrach. Shizu-chan uśmiechnął się lekko z aprobatą, patrząc gdzieś w dal.
     I co, dobrze mi idzie, co, Shizu-chan~? Wszystko zgodnie z planem~! Te wykresy od Shinry to bardzo dobry pomysł~...
     Przerwał pocałunek i zjechał językiem po boku szyi Shizusia. Wargami przywarł teraz do jego obojczyków, na przemian ssąc i przygryzając lekko skórę na nich. Ex-barman zmrużył oczy i mruknął z zadowoleniem. Westchnął głęboko, gdy Izaya drugą ręką, tą którą dotąd obejmował jego szyję, wplótł w jego włosy, szarpiąc nimi lekko. Uwielbiał dotyk na swoich obojczykach, od zawsze były jednym z jego najwrażliwszych miejsc.
     Po chwili brunet wyjął rękę spod koszulki Shizusia i zaczął rozpinać guziki od niej. Gdy skończył, zniżył twarz jeszcze bardziej, odrywając się od obojczyków a przylegając ściśle do jego sutka. Blondyn aż jęknął z zaskoczenia, czując jak coś zaczyna się dziać w jego spodniach. Tego miejsca nie wolno było teraz dotykać, bo straciłby jakąkolwiek kontrolę nad sobą... Jednak Izaya chyba o tym nie wiedział. A dokładniej - wiedział o tym doskonale. Dlatego zaczął spychać Shizusia w stronę ściany, a kiedy ten już posłusznie się cofnął i przywarł do niej plecami, informator rozsunął jego nogi kolanem i z pewną wprawą zaczął rozmasowywać jego pobolewające podniecenie przez materiał spodni. Blondyn nie wytrzymał nawet kilku sekund. Z wrodzoną brutalnością odciągnął od swojego ciała twarz Izayi i wpił się w jego usta. Nie zwracając uwagi na wyczuwalny uśmiech triumfu bruneta, siłą wdarł się do jego ust językiem, gorączkowo badając jego wnętrze. Drugą dłonią, tą którą nie trzymał Orihary za czarne kosmyki, sięgnął na dół, żeby bez zbędnych ceregieli rozpiąć guzik od jego spodni. Tylko że... Coś było nie tak. Po czarnych spodniach Izayi nie pozostało już nawet śladu. Zamiast tego Shizuo natrafił na zwiewny materiał sukienki, który pojawił się znikąd. Próbował sprawdzić, czy postać przed nim to rzeczywiście ta sama wesz co przedtem, jednak poczuł, że guzik od jego własnych spodni został odpięty a pieszczoty przestały być tak monotonne jak gdy jeszcze te spodnie na sobie miał. W momencie w którym zaczęły stawać się bolesne, syknął z bólu i poczuł, jak coś ciepłego spływa po jego wardze.
     Orihara nie marnował wcale czasu, godząc się na bierne poddawanie się przyjemności. Gdy nadarzyła się  okazja zmienił swój strój na niezwykle kobiecą sukienkę, przy następnym momencie nieuwagi ściągnął spodnie z Shizu-chan'a a gdy ten poczuł się już naprawdę zdezorientowany jego pieszczotami, przegryzł jego wargę. Wiedział, że blondyna to zbytnio nie zaboli, a jemu samemu podobało się ranienie go. Jednak ten potwór nie tolerował wcale znęcania się nad nim jak nad jakimś uke. Za tę przyjemność Izaya sam został przygwożdżony do ściany i w szybkim tempie pozbawiony bielizny. Teraz dopiero zdał sobie sprawę, jak mogłoby zaboleć, gdyby Shizuo zapomniał, że ma do czynienia z mężczyzną, który potrzebuje jeszcze odpowiedniego przygotowania. Jednak wątpliwości szybko zniknęły w momencie, kiedy Shizuo oderwał się od jego warg i dość niedelikatnie robiąc malinkę na szyi, podsunął dwa palce do ust. Czarnowłosy z zapałem złapał ustami oba palce i obślinił je dokładnie, namyślając się jak, u licha, Shizu-chan zdołał się tak długo powstrzymywać. Jednak te rozmyślania szybko przerwał ból wywołany przez ciało obce wsuwające się do jego wnętrza. Szybkie dołożenie następnego palca też wcale nie pomogło. Ból wypełnił jego umysł i lekko go zamroczył. Jednak też szybko przeszedł, gdy blondyn natrafił na magiczny punkt, od którego promieniowała nieziemska przyjemność. Izaya poraz pierwszy jęknął z przyjemności, jednocześnie starając się nabić mocniej i przyspieszyć spełnienie. Niestety właśnie w tej chwili palce zniknęły, a zastąpiło je coś większego i powodującego jeszcze większy ból. Nogi bruneta uniosły się w powietrze i oparły na biodrach Shizusia. Izaya sam zaplótł je ciaśniej, dając do siebie lepszy dostęp.
     Shizuo starał się wyrządzać jak najmniej bólu swoim wtargnięciem, ale to wcale nie było proste przy obecnym stopniu podniecenia, jakie odczuwał. Starał się na początku wykonywać płytkie wejścia, ale szybko zmienił zdanie, zanurzając się coraz głębiej i mocniej, jednocześnie wywołując jęki bólu i rozkoszy u swojego partnera. Ustami szybko odszukał drugie usta i wpił się w nie z gorączkowym zaangażowaniem, szukając już jedynie spełnienia. Jego męskość pulsowała nieznośnie, doprowadzając go do obłędu. Był na granicy. W momencie gry mięśnie bruneta zacisnęły się na nim, doprowadzone do stanu ekstazy, on sam nie wytrzymał i rozlał się w jego wnętrzu. Odczekali tak chwilę, a po jej upływie Shizuo wysunął się z jego wnętrza i posadził Izayę na podłodze. Słysząc cichy jęk protestu poprawił się i położył go na boku.
     Dopiero gdy obaj odsapnęli, Heiwajima zdał sobie w pełni sprawę z tego, co właśnie się stało. On-kochał-się-dla-przyjemności-z-tą-parszywą-mendą-społeczną!!!!!!!!! Jego myśli oszalały, zawirowały jak płatki śniegu podczas zamieci i wcale nie chciały opaść. CO on właśnie zrobił?! DLACZEGO??? I PRZEDE WSZYSTKIM, dlaczego podobało mu się to jak jeszcze nigdy?!? Dlaczego Izaya zrobił coś tak głupiego jak dobrowolne narażanie się na śmierć z jego rąk i kazał mu robić coś tak nieznośnie idiotycznego, uprzednio porywając jego brata jako zakładnika?! Jaki to miało mieć cel?! Jaki był jego plan i dlaczego się powiódł?! Dlaczego ON, Shizuo Heiwajima, zgodził się na TO?!?
- Shizu-chan~... - Ciszę przerwał wesoły pomruk postaci na podłodze. - Byłeś świetny. Nie spodziewałem się tego, szczerze mówiąc~! - Uśmiechnął się jakoś dziwnie mniej złośliwie niż zawsze. - Teraz tyłek mnie boli, ale opłacało mi się~... - Zachichotał też mniej złośliwie niż zazwyczaj. To było wręcz podejrzane... - Wiesz, to był idealny prezent urodzinowy. - Sukienka nagle zniknęła, a w jej miejsce pojawiły się już zapięte spodnie i czarna bluza, jednak bez charakterystycznego białego futerka. Izaya podniósł się z ziemi, z wesołym uśmiechem przypatrując się siedzącemu blondynowi. - I pomyśleć, że zrobiłeś to niemal dobrowolnie~! - Zachichotał, wskazując zegarek na nadgarstku. - To całkiem zwyczajny zegarek. Gdybyś postanowił mnie jednak zabić, tych urodzin nie przeżyłbym tylko ja, twojemu bratu nic by się nie stało. - Zanim do Shizuo dotarł sens tych słów, Orihara już stał przy oknie. - Do zobaczenia, Shizu-chan~! Mam nadzieję, że nie zdążyłeś się we mnie zakochać~! - Zawołał na cały głos i wyskoczył przez okno. Z ulicy dopowiedział jedynie: - A brata oddam ci dopiero jutro, dobrze~? - I już go nie było.
     Shizuo mimo usilnych starań nie zdołał odnaleźć informatora i rozładować na nim swojej furii. Musiał się zadowolić rozwaleniem budynku przeznaczonego do rozbiórki. Brata jednak odzyskał jeszcze tego samego dnia, całego i zdrowego, a co najważniejsze nieświadomego wydarzeń jakie miały miejsce, by go uwolnić. Nie wiadomo było jednak, czy i kiedy Izaya pojawi się w Ikebukuro. Shizuo miał nadzieję, że tak naprawdę więcej go nie zobaczy, a nawet jeśli, to będzie to ostatni raz, w którym w końcu go dorwie.

środa, 1 maja 2013

Poskromić bestię. - rozdział 1

Ohayo~! Wiem że mnie jeszcze nie znacie, jestem tutaj właściwie nowa... Kiasarin była trak miła, by mnie przygarnąć. ;3 Od teraz mam zamiar ciężko pracować (czyli pisać jak najwięcej X3) by zasłużyć sobie na bycie współautorką. :3 Troszkę więcej o mnie możecie przeczytać w zakładce "o nas", powinna być gdzieś tam na górze... ^

Na powitanie mam dla was pierwszy rozdział swojego najnowszego opka~! Jest to tematyka dużo rzadsza niż Shizaya, a mianowicie Izuo, (zamiana ról, Shizuo z seme staje się uke) chociaż i tak jeszcze nie wiem, jak mi to wyjdzie. X3 Mam słomiany zapał, ale nie martwcie się, nie zostawię tego, już postanowione. ;3

A więc po przydługim wstępie, z którego mam nadzieję ktoś coś zrozumiał, Inu-chan przedstawia~...
"Poskromić bestię"~!
Enjoy~!





Izaya:

- Noo, Shizu-chan~! Zmęczyłeś się??? – Izaya specjalnie przystanął na skraju dachu, szczerząc zęby w szyderczym uśmiechu. – Potworek ma zamiar skonać z bólu? – W jego oku zabłysnęła szaleńcza iskra, kiedy silniejszy podmuch niemal przechylił go za krawędź budynku. – No, Shizu-chan, zrób mi tę przyjemność i umrzyj! – Zaśmiał się, kiedy Shizuo podbiegł i próbując zepchnąć go z wysokości, nie natrafiając na ciało bruneta, który się odsunął, sam stracił równowagę i runął w dół, na ulicę. – Leć Shizu-chan~! Rozwiń skrzydła i leć!!! – Izaya wybuchnął niepohamowanym śmiechem, ignorując całkowicie nagły ból w klatce piersiowej.
     Informator zbliżył się do skraju dachu dwupiętrowego budynku i wyjrzał za krawędź, szukając wzrokiem ciała swojego rywala. Nie było trudno go znaleźć. Leżał samotnie, z ręką i nogą wygiętymi pod nienaturalnym kątem, otoczony tłumem wystraszonych ludzi, niezdolnych nawet do tego, by sprawdzić, czy żyje. Izaya prychnął cicho, widząc tak przewidywalne zachowanie. Wcale nie chciał tracić swojej zabawki, a skoro nikt nie kwapił się, żeby zadzwonić po jakąś pomoc... Sam chwycił za telefon i wybrał numer jedynej osoby, na jaką mógł liczyć w tak trudnej sytuacji.
- Shinra? – Mruknął wesoło, mimo nieustającego, nieznośnego bólu. – Przyjedź szybko... Dzielnica Shinjuku, ten niski domek pani Hamasaki. No tej, u której ostatnio miałeś zgłoszenie o postrzale w kolano tego Mizushimy. Wiesz, o co chodzi~? To dobrze! – Nagle informator zauważył chłopca, który przebiegł koło nieruchomego ciała w dole, przy okazji nadeptując na jego rękę. Jakimś cudem ścisnęło mu się gardło na ten widok. – Shinra... – Szepnął, czując jednocześnie strach i złość, której nie czuł od tak dawna. – Pospiesz się, błagam. – Rozłączył się i bez namysłu skoczył w dół, jednak panując nad skokiem i jedynie dzięki temu nie kończąc jak Shizuo.
     Tłum rozbiegł się jeszcze szybciej niż się zebrał, bo już po parunastu sekundach. Dzieciak, który nadepnął na blondyna, wrócił do domu przerażony i prawdopodobnie z traumą do końca życia. A sam Orihara, nie próbując nawet przewracać go w żaden sposób, zbadał puls swojego dotychczasowego wroga i z ulgą oraz ogromną radością stwierdził, że choć ledwo wyczuwalny, puls Shizu-chan’a wciąż tam jest.
- Shizu-chan... Shizu-chan, wiem, że udajesz. No, już, podnieś się... Nee, to nie jest śmieszne~! Shizu-chan, nie licz na to, że zbliżę się jeszcze raz, żebyś mógł mnie zgnieść jak jakiś podrzędny znak drogowy... Shizu-chan...? Oy, to wcale nie jest śmieszne! Shizu-chan, wstawaj... – Brązowookim wstrząsnęła nagła myśl, że może blondyn rzeczywiście jest nieprzytomny. Pochylił się i odgarnął włosy z jego otartej do krwi twarzy, przypatrując mu się z jakąś dziwną mieszaniną smutku i niezrozumiałej rozpaczy. – Shizu-chan~... To nie może być nic poważnego, prawda? Przecież jesteś potworem... Przecież ty zawsze wychodzisz cało z takich upadków... Shizu-chan, wylatywałeś z okien piętrowców, a ma cię zabić jakiś dwupiętrowy domek należący do zasuszonej staruszki?! Nie baw się tak, przecież wiesz, że to moja działka... Shizu-chan, obudź się...
     W tej chwili usłyszał pisk kół i głos Shinry.
- Izaya! Co ty do jasnej wyprawiasz?!

Shinra:
                  
     Po usłyszeniu zdenerwowanego tonu Izayi Shinra spodziewał się tylko jednego – absolutnie tragicznego wypadku, z minimalną szansą na przeżycie osoby poszkodowanej. Spodziewał się jednej z bardzo niewielu osób, na których tak naprawdę zależało Izayi. I wcale nie zdziwił się, że mimo całej jego niezniszczalności, to właśnie blondyn leżał teraz w niewiadomym stanie, rozpłaszczony na chodniku. Oczywiście, że Heiwajima był w ponadprzeciętnym stopniu odporny na wszelkie ataki fizyczne. Jednak był tylko człowiekiem, a nie potworem, za jakiego uważał go Orihara. Lekarz nie był zresztą jeszcze tak do końca pewien, czy informator naprawdę uważa Shizuo za zaprzeczenie wszelkich ludzkich cech. Przynajmniej dotychczas tego nie rozgryzł. Ale od teraz to najwidoczniej nie miało sensu. Wszystko straciło sens. Izaya wyglądał na zagubionego, jakby nie wiedział, co ma zrobić. I do tego wezwał go, żeby uratować życie Shizuo. Czy to możliwe, że to nie on doprowadził go do takiego stanu? Nie wiadomo, wciąż nie widać twarzy – odpowiedział sam sobie, z piskiem parkując samochód na chodniku.
- Izaya! Co ty do jasnej wyprawiasz?! – Doktor podbiegł pędem do ofiary wypadku, niemal wywracając się po drodze. Klęknął, nawet nie zadając sobie trudu, żeby nie zabolał go upadek. – Weź się w garść! Nie potrzebuję tutaj beksy!
     Czołowy manipulator całego Tokio zdał sobie właśnie sprawę, że jego smutek widać całkiem wyraźnie dla postronnych obserwatorów. W duchu przeklął swoje nagle odkryte ludzkie odruchy i przybrał swój jak zwykle opanowany i pełen rezerwy wyraz twarzy.
- Co mu jest? Jak mogę pomóc? – Zadał metodyczne pytania, starając się na coś przydać.
- Właśnie staram się to stwierdzić. Czekaj. – Okularnik przybrał tak profesjonalną i inteligentną minę, że nawet dziecko domyśliłoby się w tej chwili, iż nie należy przeszkadzać.
     Shinra szybkimi, delikatnymi ruchami, uważnie sprawdził stan swojego pacjenta. W duchu pomodlił się do Boga, jeśli takowy istniał, dziękując mu za nieludzką wytrzymałość ofiary. Gdyby nie to, Shizuo nie tylko by nie żył, ale wręcz zostałaby z niego krwawa plama i strzępy mięsa z pogruchotanymi kośćmi. To że przeżył, było jednym z niezrozumiałych cudów tego świata, za które zdecydowanie należało podziękować.
- Puls obecny, oddycha, ale ledwo. Uszkodzenia wewnętrzne – pęknięte w paru miejscach żebra, złamana noga i ręka. Obrażenia zewnętrzne niewielkie, ale istotne. Twarzą i resztą zajmiemy się później. – Doktor nie wspomniał o tym, że „reszta” była robotą Izayi, nie miał na to czasu. Jednak brunet domyślił się tego sam, i poczuł coś jakby kostki lodu wpadły mu do żołądka, rozprzestrzeniając swój chłód po całym jego ciele, a w szczególności kręgosłupie.
     Zanim się zorientował, zbladł i zaczął drżeć. Wyglądał, jakby za chwilę miał zostać następnym problemem lekarza. A wszystko przez to, że dopuścił do siebie myśl, iż jego najlepsza zabawka mogłaby zginąć i to z jego winy.
- Izaya! – Otrzeźwił go ostry głos okularnika. – Weź głęboki wdech i się uspokój. Musisz wziąć się w garść, rozumiesz? – Głos mu złagodniał, ale po jego zmarszczonych brwiach, lekko przygryzionej wardze i nieustannie przesuwających się palcach można było poznać, że on też bardzo przejął się sytuacją. Informator zaśmiał się w duchu z tego, że mimo paniki, jaka go ogarnęła, wciąż zwracał uwagę na takie drobnostki jak ułożenie kącików ust.
- Oczywiście, że rozumiem. – Mruknął wyniośle i cicho wciągnął do płuc tyle powietrza ile się dało, po czym wypuścił je powoli. W tym czasie doktor zmienił wyraz twarzy tylko odrobinę, jakby podjął już jakieś postanowienie. – Co dalej?
- Celty zaraz przyjedzie. Do tego czasu jesteś mi potrzebny. – Shinra popatrzył na niego przenikliwie, jakby oceniając, czy nada się do tego zadania. Najwidoczniej test przebiegł pomyślnie, bo kontynuował, wyrzucając z siebie słowa z prędkością karabinu maszynowego. – Wygląda mi to na wylew podskórny, całkiem sporych rozmiarów, o, tutaj na brzuchu. – Odsłonił lekko koszulkę Shizuo i pokazał powiększającego się fioletowo-rubinowego siniaka, a raczej sporych rozmiarów plamę. – Możliwe, że jakiś organ wewnętrzny został nadszarpnięty albo przebity. Nie mogę ocenić stanu jego organów wewnętrznych tak na oko. Musimy dotrzeć do mojego domu. Kręgosłup jest na szczęście cały, możemy go przenieść, tylko trzeba uważać na żebra. W samochodzie jest nosze, zaraz przyniosę, nie ruszaj go! – Pobiegł pędem, wyciągnął z długiego bagażnika furgonetki nosze na kółkach, całkiem profesjonalny sprzęt. Postawił je koło blondyna i przewrócił poszkodowanego tak, by można go było bezpiecznie przenieść. Złapał za ramiona, wskazując informatorowi nogi. – Na trzy. 1, 2, 3!
     Podnieśli nieprzytomnego mężczyznę i położyli na białym materiale. Izaya sam zdziwił się, ile siły dodała mu rozpacz. Nigdy nie był dobry w podnoszeniu ciężarów. On był od biegania i uników. Widać te ludzkie, dotąd bezużyteczne drobnostki, jednak mogły się na coś przydać.
     Shinra przypiął bezwładne ciało jakimiś pasami i zaczął ciągnąć je w stronę auta. Izaya pomógł mu dopchnąć je do środka i wpakował się tuż obok, przyznając, że nie umie prowadzić. Shinra zasiadł za kierownicą. Celty minęła ich, ścigana przez drogówkę.
- Nasz Dullahan ściągnął na siebie służby porządkowe. Jedź, jakbyś nie miał hamulców! – W głosie Izayi rozbrzmiewało zdecydowanie.
- Wolałbym nikogo nie przejechać. – Zauważył Shinra, ale i tak ruszył tak szybko, że droga i drzewa niemal zlały się w jedność. – Umiejętność nabyta dzięki Celty. – Wyjaśnił.


A teraz, na zakończenie, mam do was 2 pytania~! :3
1. Jak tolerujecie opisy... mmm, intymnych sytuacji~??? Nie wiem, na ile mogę sobie pozwalać~... ;3
2. Czy macie jakieś specjalne życzenia odnośnie notki na urodziny Izayi~??? Mam kilka pomysłów ale wszystkie są niedokładne, dlatego proszę o propozycje~! Jeśli każdy z was rzuci chociaż jednym czasownikiem (lub więcej niż 1, tak też można ;3), postaram się sklecić z tego jakiegoś ciekawego one-shot'a. X3
Dziękuję za uwagę i liczę na was~! :3

następny rozdział >>

sobota, 27 kwietnia 2013

Shizaya - " Może "bóg" potrafi zachować rozum w miłości?" rozdział 3

Hejka ludzie. Koniec testów, tak się cieszę, że postanowiłam dodać nowy rozdział, następny dam może w czwartek, może nie ( zależy co będę robić na majówkę). Ale to nie koniec dobrych informacji. Zwerbowałam przyjaciółkę, która też przepada za Shizuo i Izayą i ona też będzie dodawać tu swoje opowiadanie ^^ Mam nadzieję ze przyjmiecie ją ciepło i bla, bla, bla - wybaczcie po prostu sądzę, ze wszyscy wiedzą o co mi konkretnie chodzi, a ja nigdy nie była dobra w podnoszących na duchu przemowach. No to jeszcze dodam, że nazywa się Inu-chan ( możecie o nas przeczytać w zakładce "O nas ^^" [pomysłowa nazwa nie?] ) i pierwszy rozdział jej opowiadanka pojawi się 1 maja ( w pierwszą miesięcznicę bloga, ale rozdziały będą częściej niż co miesiąc, nie martwcie się :) No a teraz już nie przynudzam tylko zapraszam do czytania ;)

(Wybaczcie, że prawie cały rozdział jest z perspektywy Izayi, ale jak zaczęłam to nie mogłam przerzucić się z powrotem na Shizuo.) 

PERSPEKTYWA SHIZUO
Izaya skulił się na tej kanapie i zaczął dmuchać by ostudzić swoją herbatę. Wyglądał słodko.... zaraz stop, co ja.... a z resztą mam to gdzieś jest słodki i nic na to nie poradzę.Jego policzki w dalszym stopniu były zaróżowione, a on usilnie starał się zignorować ten fakt. Gdy chciałem wcześniej  poruszyć ten temat fuknął na mnie ( Izaya tsundere no ja nie mogę, co ja z niego zrobiłam, ale przynajmniej nie moe dop.aut. ) i od tego czasu milczy. Patrzył w herbaciane odmęty i zastanawiał się nad czymś. Miał smutny wzrok, wyglądał jak byt uleciała z niego chęć do życia. Czy to przeze mnie?
- Izaya, czy wszystko dobrze?- Zapytałem niepewnie przysuwając się bliżej niego - Czy to przez mój...wcześniejszy...ech
- Pocałunek? Nie, nie przejmuj się Shizu-chan~ - Uśmiechnął się delikatnie i przysunął blisko mnie -  Aż tyle się między nami zmieniło,co? - Zapytał trochę rozmarzonym głosem, a może to mi się tylko zdawało?
- Em... można tak powiedzieć - Wydukałem, bałem się, że się będzie mnie brzydzić. Jednak Orihara zawsze zrobi coś niespodziewanego. Tyl razem również tak było.
-W takim razie dobrze ~ - Odparł melodyjnie. Specyficzny uśmiech, na powrót przykleił się do jego mordki i właśnie wtedy zdałem sobie sprawę że był on kolejną rzeczą jakiej mi brakowało w tamtym tygodniu. Wpatrywał bym się jeszcze długo w tę rozkoszną buźkę gdyby nie szarpnięcie rękawa mojej koszuli - Ne, ne Shizu-chan~ opowiedz wszystko dokładniej, chcę być na bieżąco - poprosił i popatrzył na mnie maślanym wzrokiem, układają się głową na moich kolanach.
PERSPEKTYWA IZAYI
Patrzyłam, na swojego kochanka/chłopaka jak ja mam określić nasze relacje, bo wrogami nas nie nazwę, już nie, skoro on sobie nawet na takie rzeczy pozwala. A więc patrzyłem na swojego Shizu-chana z bardzo ciekawej perspektywy. Położyłem mu głowę na kolanach, a w sumie na udach i czekałem co mi powie. Niech on sobie dalej wierzy, że prowokuję go tylko nieświadomie i wcale nie wiem o co mu chodzi. W końcu przecież nie wytrzyma i jak każda bestia zaatakuje. Jeszcze tylko potrzebuję trochę czasu, a należę do osób cierpliwych (w przeciwieństwie do Shizusia) więc nie powinno być z tym aż tak wielkiego problemu.
- Ale to, ale ja.. - Shizu-chan zaczął się jąkać. Był mentalnie skrępowany moim zachowaniem.
- Oi, no proszę * szczenięce oczka* Shizu-chan~ spraw mi przyjemność - Z dumą obserwowałem powiększające się rumieniec na policzkach blondyna. Ciekawe co sobie pomyślał. Zabawnie, że nawet nie przeszkadza mi to w jaki sposób o mnie myśli i nawet nie obeszło mnie to, że muszę go kusić i robić coś tak kompromitującego. Wszystko to jest nieważne, bo to jest Shizu-chan. Od tak, nie ważne co zrobię byle by tylko był blisko, czemu to się zawsze dzieje. Czemu chcę być zawsze przy mnie, to przecież nie jest normalnie i zdaję sobie z tego sprawę, ale jakoś nie mogę przestać. Przeszedł mnie dreszcz gdy poczułem rękę shizu-chana na moim bloku. Zaczął powoli mnie głaskać, jak bym był jego kotkiem, a ja nie protestowałem. Znowu pod przymkniętymi powiekami przeleciały mi obrazy. Tym razem byliśmy w łóżku, Shizuś głaskał mnie po plecach, a ja wtulałem się w niego, jak by był ostatnią deską ratunku. Jak bym miał go już nigdy nikomu nie oddać. Poczułem smutek, że tak już nie jest. Nagle zapragnąłem by wszystko wyglądało tak jak w tych zaginionych wspomnieniach. Omal nie mruknąłem z zadowolenia, gdy poczułem jak przez chwilę ex-barman pogładził moją skórę, ale jakoś się powstrzymałem. Nie wierzyłem, że myślałem o czymś takim. To przecież tylko gra, gra którą muszę wygrać, ale czy na pewno nie można by było zakończyć tego remisem? Nie to nie w moim stylu, co się ze mną dzieje? To strach? Tak to na pewno strach przed pierwszym razem. dobra nie pierwszym, ale jedynym jaki będę pamiętał. Chyba, że wtedy przypomnę sobie wszystkie razy z blondynem. Nie wierzę ze jedyna osoba w całym moim życiu, jedyny z którym to zrobię i już robiłem to właśnie Shizuś. Cóż za ironia. Spojrzałem na spokojną już twarz blondyna. Był lekko uśmiechnięty i widocznie przypominał sobie jakąś wspaniałą chwilę. Nagle, nadal szczęśliwy, otworzył oczy. Spojrzał na mnie jakoś tak inaczej. Czuło, ciepło, oi normalnie gorąco mi się zrobiło od tych jego złotych tęczówek. Po czym przybliżył się i pocałował w usta. ZNOWU Delikatnie na sekundę złączył nasze wargi. Potem chwycił zdezorientowanego mnie i wciągnął sobie na kolana. Siedziałem na nim i gapiłem się przed siebie. A on? Położył głowę na moim barku i zaczął mi szeptać do ucha.
- Izaya? naprawdę chcesz się tego dowiedzieć? - szeptał mi w prost do ucha a ja ledwo powstrzymywałem drżenie ciała. Czy on odkrył moją grę? To dlatego moduluje głosem, tak by po każdym słowie przechodził mnie przyjemny dreszcz?
- Tak, Shizu-chan, a co mogę zrobić innego jak nie skompletować całą swoją pamięć - prychnąłem, już chyba bardziej dla zasady, że go nie lubię niż z faktycznej irytacji.
- Obiecaj, że się nie zdenerwujesz - Szepnął dmuchając mi ciepłym powietrzem w kark.
- Nawet gdybym chciał, nie jestem w stanie - Westchnąłem uśmiechając się lekko. Trzeba go było jakoś ośmielić, im szybciej mi wszystko opowie tym szybciej zrozumiem w jakim "mnie" się zakochał. Musze to wiedzieć inaczej przedstawienie nie będzie wiarygodne. Jak już będę wiedział co mu się we mnie podoba to taki się stanę. Wydobędę z niego ten parszywy tydzień choć bym miał cierpieć w bólach. Nie ma możliwości żebym czegoś nie wiedział. Chcę moje wspomnienia. I to jak najszybciej.
- Właściwie nic nie robiliśmy przez ten tydzień.- On sobie chyba k*wa żartuje, jakie nic, jakie NIC.- Nie musisz się przejmować, że coś ważnego ci umknęło. Na mieście było spokojnie. Celty i Shirna, zaraz po opatrzeniu ciebie i stwierdzeniu, że to nic poważnego, polecieli do Hokaido. Choć nie wierzę że była to podróż biznesowa. - Heiwajima zaśmiał się cicho. Nie znałem powodu jego rozbawienia i była to zarazem kolejna rzecz która mnie denerwowała. Czy ja miałem obsesje czy wszystko naprawdę kręcił się wokół tego przeklętego tygodnia. Gdy rozmawiałem na chacie z moimi kochanymi ludźmi, gdy rozmawiałem w cztery oczy z moimi ulubionymi osobnikami, nawet gdy zamawiałem pizzę na telefon zawsze coś się działo tydzień temu. Albo gdy prowokowałem Kidę ( co nie sprawia mi wielkiej radości, ale musiałem się odstresować - nie podziałało) A najgorsze było to, że przegapiłem promocję w Russia Sushi. wyłudziłem od Simona 7 kuponów "X2" co znaczyło, że cokolwiek zamówię miało być podwojone. Zamiast 4 ootoro miał bym 8, zamiast 16 aż 32, a gdybym codziennie zamawiał po 64 ( 4 porcje po 16 sztuk każda) miał bym, aż 128 ootoro dziennie. Ale nie, ja musiałem stracić pamięć zapomnieć o kuponach i szmarnować taką wyborną okazję. Co do pracy to najgorszej rzeczy dowiedziałem się szukając informacji o "Mūn no hito". Okazało się, że to właśnie w tym tygodniu, pod czas którego miałem przymusowy urlop od pracy, urośli bardzo znacząco w siłę i na dokładkę nie mam z nimi zbyt dobrych stosunków. Muszę albo załagodzić tę sprawę albo się ich pozbyć, by nie przeszkodzili w moim planie. Dodatkowo "usychający z miłości" Shizu-chan sapiący mi na kark to nie jest oto o czym w tej chwili marzę. Dobra może i jest. Fajnie było by tak zostać, przyznaję w blondynie zawsze jest coś takiego co przyciąga mnie jak magnes, tylko nie mogę zidentyfikować co to jest. Ale muszę się zając tym miastem i tym pseudo gangiem i koniecznie dowiedzieć się kiedy kolejna promocja ootoro ( a jeśli takowej nie będzie to sprawić aby była)
- Aha... ale wiesz mnie bardziej interesuje co się działo w tym mieszkaniu. Co zaszło między NAMI - Podkreśliłem ostatnie słowo i niemal w tym samym momencie poczułem jak usta Shizu-chan'a na mojej skórze wykrzywiają się w smutku. Mam gdzieś że mu smutno, niech bierze odpowiedzialność za to co narobił, było nie zakochiwać się w śmiertelnym wrogu, myślał, że co? Zapomnę, że straciłem pamięć i zostanę z nim do końca świata ? Co jeszcze? Liczył, że odjedziemy na różowych jednorożcach, po tęczowym moście do krainy wiecznych słodkości?!?!?
- No, więc nie wiem jak ci to powiedzieć - Znowu zaczął omijać ten temat. Ja rozumiem że można być skrepowanym gadając takie rzeczy, no ale bez przesady. - No Shirna kazał mi cię tu przywieźć więc to zrobiłem. Kazał pilnować żebyś sobie czegoś nie zrobił i nie wychodził dużo na miasto, w końcu nic nie wiedziałeś o tym ilu miałeś wrogów. Miałem też postarać ci się przywrócić pamięć i jak widać wywiązałem się z tych obowiązków. - Wyczułem uśmiech Shizusia, nie musiałem nawet spoglądać w jego stronę. To że miał wargi gdzieś w okolicy mojego obojczyka znacznie ułatwiało sprawę, bo teraz czułem każdy nawet najdrobniejszy ruch mięśni twarzy.
- Tak zmienianie mnie w swoją prywatną dziwkę wyszło ci doprawdy znakomicie - Sarknąłem udając oburzenie - Tyłek mnie cały dzień bolał. - Obróciłem się w jego stronę, tak że teraz siedziałem na nim okrakiem. A niech się męczy w końcu nie ważne co zrobi i tak koniec końców dostanę czego chcę. Zobaczyłem jego zarumienione policzki, aż mi się żal zrobiło że go tak bezpodstawnie oczerniam, w końcu przynajmniej częściowo pamiętam co się stało w ciągu tego całego wspólnie spędzonego czasu i nie wyglądało na to, że Shizu-chan traktował mnie przedmiotowo. Gdy tylko moje tęczówki zetknęły się z jego szybko opuściłem wzrok wbijając go w muszkę Shizu-chan'a. Mam nadzieję ze zrozumiał, że po prostu "było mi głupio" i " wstydziłem się za to co powiedziałem". Gdy usłyszałem jego ciche i ciepłe a także przepraszające "Izaya" od razu podniosłem wzrok. To co ujrzałem w oczach blondyna było niesamowite. Wiedziałem, że kupił moje sztuczki i że już go mam. Szach Shizu-chan, teraz twoja kolej. Chociaż nie dam ci jeszcze taką małą przeszkodę, albo ułatwienie zależy jak to wykorzystasz. Wtuliłem się w jego koszulę zamknąłem oczy starając się udawać bezsilność i płacz. Okropne nieznane mi uczucia, które zawsze sprawiają że ludziom miękną serca. Ciekawe jak sobie z tym poradzi bestia z Ikebukuro.