Blog poświęcony Anime Durarara!! Znajdziesz tu opowiadania yaoi (mężczyzna x mężczyzna) Shizaya (Shizuo x Izaya), Izuo (Izaya x Shizuo) i IzaKida/Kizaya (Izaya x Kida). Jeśli nie tego szukałeś i treści tu przedstawiane ci nie odpowiadają prosimy o opuszczenie tego bloga. Pozostałych zapraszamy do czytania.

środa, 5 czerwca 2013

Nowy potworek - rozdział 3.

Witajcie ponownie~! :3 Przepraszam, że tak późno~... Zasnęłam. X3" Ale już jestem~!
Więc, jak zapewne dużo z was zauważyło, ostatnio wręcz przejęłam bloga, ciągle dodając swoje notki~... Jednak jeszcze trochę i Kiasarin też zacznie coś dodawać~! Na pewno wszyscy się ucieszą, bo przecież bez niej to nie to samo, prawda~? ;3 No więc, jeszcze trochę wytrzymajcie, ok~?
Poza tym, muszę wam powiedzieć, że~... To nie koniec niespodzianki~! "Nowy potworek" będzie miał więcej niż 3 rozdziały, wychodzi na to, że albo jeszcze czwarty, albo nawet jeszcze piąty~... Choć postaram się zmieścić w czterech~! ;3 Dokładniejsze informacje pojawią się później w ogłoszeniach, po epilogu Kiasarin~. ;3
A dzisiejsza notka jest chyba nieco dłuższa niż poprzednia~... Mam nadzieję, że nikomu to nie przeszkadza~! ;3 Cieszę się, że cieszycie się z długich notek~. :3
Więc z ogłoszeń to chyba tyle~... Ach tak, jeszcze jedno~! Cechy charakteru o które was prosiłam zostaną wykorzystane w kolejnym one-shocie~! Jednak póki co czuję, że jeśli nie napiszę trochę Izuo, cały wen na to gdzieś przepadnie, dlatego za one-shot'y zabiorę się dopiero za jakiś czas. Mam nadzieję, że to wam nie przeszkadza~...
No dobrze, rozpisałam się aż za bardzo~! Ale teraz już~...
Enjoy~! :3



     Następnych kilka dni wyglądało bardzo podobnie. Wspólne śniadania (czasem podawane przez Shizusia, a czasem przez Oriharę w różowym fartuszku, żeby rozśmieszyć małą), następnie mały wypad na miasto, ewentualnie spacer po dachu czy oglądanie filmu z blondynem, gdy informator musiał się pilnie zająć pracą. Oczywiście w przypadku oglądania filmu padło na spektakl z Kasuką w roli głównej. Okazało się, że wśród niewielu aktorów których znała, Midori wprost uwielbiała młodszego Heiwajimę. Shizuś uśmiechnął się niezwykle wesoło, gdy o tym usłyszał. Może czerwonooka naprawdę była jakimś eksperymentem genetycznym jego i pchły? A jeśli nie, skąd się wzięła?
     Z kolei głównym zajęciem informatora było prowokowanie Midori do określonych zachowań. Czasem była to czysta frustracja zmieszana ze złością, jednak dziewczynka starała się jak mogła niczego nie niszczyć. I mimo że przedmioty zdarzało jej się uszkodzić, już ani razu niczym w niego nie rzuciła. Nad tym musiał jeszcze popracować. Z kolei zbieranie informacji i manipulacje ludźmi w rozmaitych sytuacjach szło jej coraz lepiej. Ludzie którzy zazwyczaj drżeli na ich widok nagle stawali się całkiem spokojni, widząc jej uroczy uśmiech. Nie znali jej możliwości, tak jak kiedyś nie znali Izayi. Do tego była tylko ośmioletnią dziewczynką, jej kamuflaż był idealny. A przynajmniej stwarzał ogromne możliwości. Dlatego też brązowooki zadbał o to, by często i dużo się poruszała. Musiała jakoś ćwiczyć, a byłoby to niemożliwe, gdyby siedziała cały czas na miejscu, pozbawiona obowiązków. Żeby jakoś urozmaicić jej te nadzwyczaj częste wycieczki i biegi, zabierał ją i swojego ukochanego na obiad czy jakieś rozrywki. Miło było obserwować, jak mała raz przybiera jego charakter, z dziecinnym rozbawieniem wygrywając w salonach gier, czy jak się denerwuje, próbując zrobić coś, co stanowi dla niej trudność lub jest po prostu męczące. Musiał jeszcze tylko wymyślić, jak sprawić, by zamiast uzbrajać się w obojętność i uspokajać, zaczęła walczyć o swoje, tak jak gdy ją spotkał. Może nie wydawało się to tak potrzebne biorąc pod uwagę, że każdy ulegał jej urokowi, jednak kiedyś ktoś mu się oprze, a wówczas trzeba będzie naśladować bestię z Ikebukuro... Tę samą bestię, która ostatnio uspokoiła się, by móc z nim być. Tą samą, którą przez ostatnie dni bezustannie odtrącał. Krótkie rozmowy i krótkie pocałunki, to wszystko na co sobie pozwalał. Miał nadzieję, jakkolwiek ludzko to brzmi, że Shizu-chan po prostu to zrozumie. Dla dobra małej.
     Sama Midori postrzegała swoją sytuację dużo inaczej, nie wiedząc o uknutej przez bruneta intrydze. Czerwonowłosa poraz pierwszy odkąd pamiętała, dobrze się bawiła. Miała dom i powoli zaczęła się przywiązywać do swojej nowej "rodziny". Zarówno "Shizu-chan", czyli inaczej "tata", jak i "pchła", czyli jej obecna "mama", byli dla niej mili. Nie karali jej, tylko pomagali jej ujawniać prawdziwą siebie. Czerpała teraz przyjemność z udawania nieporadnej słodkiej dziewczynki - teraz nie było to już sposobem na uniknięcie kary czy oczarowanie potencjalnych nowych rodziców, jak dawniej. Teraz po prostu mogła udawać i dobrze się przy tym bawić, a poza tym mogła być sobą kiedy tylko chciała. Mogła też do woli zbierać informacje, a oni zachowywali się dokładnie tak, jakby nic nie zauważyli przez tych osiem dni! Jedyne czego nie mogła, a dokładniej czego nie chciała i co wreszcie zaczęła kontrolować, to była bezsensowna przemoc. Nigdy tego nie lubiła i każde użycie jej, co niegdyś stanowiło chorobliwą wręcz uciechę, było teraz powodem do rozdrażnienia. Nie chciała nikogo krzywdzić. Przemoc była zła. To tylko kolejny bezsensowny ból, sprawiany ludziom. Złość zmieniona w czyjś ból, stająca się następnie złością tego kogoś, wyładowywaną na kimś jeszcze innym, kto również będzie zły i sfrustrowany... jak w sierocińcu. Koło się zamyka. Bezsensowny krąg nienawiści, którego początkiem nigdy nie chciała się stać. Rozpuszczała swoją furię w codziennych czynnościach i radości posiadania prawdziwie bliskich jej osób. Może przywiązywała się do nich za bardzo, czego również nigdy nie chciała, ale wciąż było to niepewne uczucie i nadal czuła, że w każdej chwili mogą ją zostawić. W kocu minął dopiero nieco ponad tydzień. Zapas dobroci z reguły nawet najmilszym wyczerpywała się po dwóch. Kto wie, co ją czeka...?
     Perspektywa Shizuo biegła już najzupełniej innym torem. Wykoleił się na samym początku, starając się przyzwyczaić do nowej sytuacji. Zwięźle rzecz ujmując, zarówno cieszył się i denerwował. Mała była szczęśliwa, maleństwa z sierocińca dostały w końcu nowe wychowawczynie i wszystko zmieniało się na lepsze. Jednak stało się to kosztem jego życia. Już raz porzucił swoje życie na rzecz kogoś. Porzucił je, uświadamiając sobie, że posiadanie bliskiej osoby, w jego przypadku tej mendy, który to właśnie gdy byli całkiem sami stawał się po prostu jego kochanym Izayą, jest niezbędne w jego monotonnym życiu. Jego braciszek już je sobie ułożył, przyszła więc pora też na niego... Jednak teraz, gdy już starał się jak mógł dla tej pchły, był bezustannie odtrącany. Dzień w dzień, wieczór w wieczór, Shizuo był odstawiany na bok, dla "wyższych celów". Tak jakby nie mógł pojąc tego, co informator robi. Bo i nie mógł. Nie mógł zrozumieć, dlaczego kochanek, dla którego zmienił cały swój światopogląd, teraz na każdym kroku go ignoruje. Przecież czuł to samo, prawda??? A jeśli nie czuł, dlaczego jeszcze trzymali się razem, zamiast się  pozabijać?! Jakkolwiek bolesne, to nie pozostawiło by mu żadnych złudzeń, do cholery!!!

     Po następnych pięciu dniach Shizuo nie wytrzymał. Wyszedł z knajpki, zostawiając czerwonowłosą i bruneta samych. Może i wytrzymałby, gdyby nie wesoły ton głosu Orihary, wypowiadającego na głos plan na cały ich następny tydzień. Miał już powyżej czubka głowy takiego życia! Stanowił trzecie koło w motorze zwanym życiem i naprawdę mu to obrzydło. Mała polubiła swoją "mamę" równie mocno co jego, więc zostawienie ich samych na chwilę nie było powodem do obaw. A on musiał, zwyczajnie MUSIAŁ odpocząć. Bo miał już dość. Wystarczająco dość braku zainteresowania ze strony jego kochanka.
     Shizuś przemierzał ulice, ignorując dzwonek komórki. Po trzech nieodebranych wyłączył telefon całkowicie. Jego cierpliwość, tak nadwerężana od równych dwóch tygodni, stała na skraju wyczerpania. Musiał coś rozwalić. Musiał się rozładować. Musiał przez chwilę być po prostu tym cholernym sobą, który już od jutra wraca do przelewania agresji na dłużników. Chociaż nawet oni nie byli już tak pomysłowi jak przedtem, odkąd zamiast na tej mendzie wyładowywał się na nich. Ech... Powinien nad sobą panować. Nienawidził przemocy. Ale jakkolwiek chciał, zawsze gdy się bał, wracała z siłą dwukrotnie większą niż gdy się zwyczajnie denerwował. Przestał bać się zniszczenia jego życia przez Izayę, ale teraz musiał bez przerwy martwić się o to, czy czarnowłosy go nie zostawi. To było za dużo jak na niego. Był tchórzem i tyle. Potrzebował wsparcia. I musiał coś rozwalić.
- Shi-zu-o! - Nawet nie zorientował się, kiedy doszedł do rosyjskiego sushi. Przyzwyczajenia... - Chodź na sushi! Sushi dobre na wszystkie troski i zmartwienia! Ty wyglądasz na zmartwionego! Ty powinieneś zjeść sushi! - Nalegał wielki murzyn.
- Skoro tak mówisz. - Blondyn starał się uśmiechnąć, ale wyszedł mu jedynie niezrozumiały grymas. Powlókł się do środka lokalu, eskortowany przez przyjaciela.
- Coś cię trapi, Shizuo? - Simon stał się znacznie mniej krzykliwy i uraczył Heiwajimę badawczym, zatroskanym spojrzeniem.
- Taa... - Ex-barman ledwo powstrzymał się przed zapaleniem następnego papierosa. Po drodze wypalił ich już ze cztery. - Izaya. - Mruknął, jakby to wszystko wyjaśniało.
     Pracownik rosyjskiego sushi westchnął tylko.
- Nie możecie przestać się kłócić? Przemoc zła, trzeba ją dawkować tylko kiedy jest konieczna.
- Nie chodzi o to. - Shizuś prawie się roześmiał, jednak w końcu z jego gardła wydobyło się tylko ciche warknięcie. - Wiesz, że od jakiegoś czasu nasze stosunki... się zmieniły. - Podrapał się w głowę i sięgnął po podstawioną mu bez słowa porcję sushi. - Eh... Trudno to wyjaśnić... To, co dzieje się teraz... Simon, miałeś kiedyś dziewczynę?
- Aa, dziewczyna, Shizuo? Rodzina to bardzo odpowiedzialna rzecz, trzeba o nią dbać. - Nieświadomie, olbrzym trafił w sedno sprawy.
- Tak. A co, jeśli druga osoba cię odtrąci? Jeśli nagle związek traci sens? Nie mogę być pewny, że on mnie zrozumie. Potrafi rozgryźć najtęższe głowy, ukrywające przed nim swoją tożsamość, ale nie mnie. Chociaż jestem tuż obok i staram się jak mogę. Przestałem być wyzwaniem. Może o to chodzi?
     Simon pokiwał głową ze zrozumieniem.
- Izaya potrzebuje wyzwań. Stare powiedzenie brzmi, że o raz kupione już się nie troszczy. Dopiero jak coś ci ginie, martwisz się, gdzie może się znajdować. Wtedy zabawa ma sens. Związek trwały. Związek potrzebuje wyzwań, żeby stał się mocny.
     Heiwajima zastanowił się, zjadając następne porcje futomaki. Dobrze że ten olbrzym dawał tyle mądrych rad. Dobrze mieć takiego przyjaciela. Dobrze też uświadomić sobie, jak monotonne staje się życie ze światem u stóp. Kto jak kto, ale informator szukał wyzwań. I najwidoczniej mała okazała się wyzwaniem, ale jego partner nie. Trzeba to było zmienić.
- Dzięki Simon. - Shizuo dźwignął się z podłogi i nawet udał mu się lekki uśmiech. - Gdyby nie ty pewnie jeszcze długo nie wróciłbym do domu.
- Nie zapomnij wrócić na sushi, Shizuo~! - Murzyn też się uśmiechnął, tyle że dużo szerzej. Przyjął zapłatę i odprowadził wzrokiem blondyna. Na całe szczęście jego przyjaciel nie wyglądał już na zagubionego. Powziął jakąś decyzję. A decyzje dobre, decyzje pchają świat naprzód, prawda?
     Shizuś przemierzył drogę biegiem, nie zatrzymując się po drodze. On też musiał dbać o kondycję, bo odkąd ich zwyczajową gonitwę zastąpił spacer, czuł się zawsze jakby mniej rozciągnięty. Poza tym, dzięki temu szybciej znalazł się we właściwej dzielnicy i mógł wreszcie zwolnić.
     Drzwi do domu były otwarte. Nadzwyczaj nieodpowiedzialny gest ze strony Izayi. Jednak on poradziłby sobie nawet z armią komandosów, gdyby takowa postanowiła do nich wtargnąć, więc zagrożenie było nikłe.
- Shizu-chan??? - Izaya zmierzył go oburzonym spojrzeniem, podchodząc do drzwi. Co on sobie myślał, tak po prostu wychodząc i nie dając znaku życia??? Zburzył jego plan, a poza tym, nie wspierał go, gdy informator w końcu sprowokował Midori do rzucenia jedzeniem w człowieka! A to była tak ważna chwila! Przełom~! - Gdzie byłeś?
- Załatwiłem swoja sprawę. - Shizuo wzruszył obojętnie ramionami i wyminął kochanka, starając się oddychać głęboko i się nie denerwować. - Idę do siebie.
- Oy, Shizu-chan~? - Izayi naprawdę nie podobało się zachowanie Shizusia. Zupełnie jakby miał w głębokim poważaniu to co się z nimi działo. I do tego nie chciał nawet powiedzieć dokąd poszedł, tak jak to zwykle robił, żeby Izaya się nie martwił.
- Co? - Blondyn nawet się nie odwrócił.
- Witaj z powrotem. - Burknął Izaya, udając urażonego. Miał nikłe nadzieje, że Shizuś wytrzyma z nie wkurzaniem się na niego jeszcze tych parę dni. Jednak w tam układzie musiał jednak zatroszczyć się też o fochniętego Shizu-chan'a. Jakby miał na to siłę! Ale był przecież bogiem, musiało mu się udać~...
- Wróciłem. - Odpowiedział oschle Shizuo i poszedł do siebie. Jednak tak naprawdę bardzo się ucieszył. Poraz pierwszy od dwóch tygodni Orihara powitał go po powrocie do domu. Efekty jednak okazały się być szybkie.

     Do wieczora pchła i Midori odbyli jeszcze jeden spacer. Shizuo został w domu, ku niezadowoleniu Orihary. Przygotował za ten czas kanapki dla siebie i małej. Umówili się przecież na seans filmowy z filmami jego braciszka. Miał wszystkie, więc to nie był problem. Mogli tak siedzieć nawet całą noc.
     Czerwonowłosa wróciła, rzucając rozdrażnione spojrzenia w stronę swojej "mamy". Gdy Shizuś spytał, co się stało, usprawiedliwiła się tylko: "Pchła nie obroniła mnie przed złodziejem i musiałam znów rzucić czymś w człowieka. Ale trafiłam patyczkiem od loda w splot słoneczny i uratowałam zakupy. Bez żadnej pomocy.". Shizuo skinął wyrozumiale głową. Dobrze ją rozumiał. Bezsensowna akcja, no i do tego żałosny pretekst. Ciekawe, dlaczego Izaya wykombinował coś takiego.
     Orihara oznajmił, że "Mi-chan była bardzo urocza, ratując zakupy swojej mamusi~!" po czym zachichotał i stwierdził, że musi iść coś załatwić. Midori pożegnała go nieco obrażona, natomiast Heiwajima rzucił tylko obojętne "Zamknij drzwi.". Owszem, był okrutny, ale jego kochanek też nie był ostatnio wcieleniem troski i czułości.
     Izaya, coraz bardziej zainteresowany tym, co też skłoniło Shizu-chan'a do nagłej zmiany postępowania, w zamyśleniu przemierzał ulice Ikebukuro.
     Za to blondyn i czerwonooka dziewczynka w skupieniu śledzili losy księcia Kasuki i niebieskowłosej księżniczki, którą musiał uratować przed armią androidów-ninja.

     Izaya wrócił dość późno. Zjadł, wziął szybki prysznic i wyszorował zęby, a następnie w samej bluzce i bokserkach, ruszył do sypialni. Po drodze upewnił się, że czerwonowłosa śpi smacznie. Potem ruszył pewnym krokiem do sypialni swojej i Shizu-chan'a. Jednak ku jego zdumieniu, blondyna tam nie było. Przeszukał cały dom i znalazł go dopiero przysypiającego w jego własnym pokoju. Wślizgnął się pod kołdrę jednoosobówki, zawzięcie spychając swojego partnera na ścianę. Wtulił się w niego i spróbował zasnąć.
- Co ty tu robisz, pchło? - Zapytał sennie blondyn.
- Chcę spać z tobą, Shizu-chan~!
- Mam imię, mendo. A brzmi ono Heiwajima Shizuo. Naucz się w końcu. - To warknięcie zabrzmiało zdecydowanie tak, jak brzmiało jeszcze gdy byli zawziętymi wrogami. Coś tu było zupełnie nie tak... Skąd taka nagła zmiana?
- Ale Shizu-chan~...
- Jeszcze raz i wywalę cię z łóżka.
- Dobrze, Shizu-chan~.
- Co powiedziałem?!
- Dobranoc.
- Śpij, pchło.



     Następnego dnia w powietrzu czuć było napięcie. Izaya nie ruszał się z domu, Shizusiowi zostały jeszcze 3 godziny do pracy. Midori robiła sałatkę w kuchni. Rozwaliła przy tym już trzy talerze. Właśnie przez tę atmosferę. Po plecach przechodziły jej dreszcze, jakby chciały ją przygotować na coś niebezpiecznego. Szkoda tylko, że nie wiedziała, o co dokładnie może chodzić...
    Odkąd wstali, blondyn zachowywał się nietypowo w stosunku do informatora. Nie troszczył się o niego, właściwie traktował go jak powietrze, dopóki nie miał do niego jakiejś sprawy. Oriharze zapowiadał się ciężki dzień, a to jak zachowywał się Shizu-chan tylko pogarszało sprawę. W gruncie rzeczy mógłby się tym nie przejmować, jednak bez przerwy po głowie chodziły mu słowa "Więc to tak cię traktowałem? Twoja zemsta koniecznie musi być taka sama? Oy, zero finezji, Shizu-chan...". Jednak w rzeczywistości był świadomy tego, jak pod pokładami obojętności jest mu troszkę, odrobinkę żal, że musi się tak zachowywać. Z tego też powodu stwierdził w końcu, że może jednak powinien troszkę się zrehabilitować. Nie mógł zrezygnować ze sprawy tej kobiety i Mi-chan, nie mógł mu też zwyczajnie sprawić fizycznej przyjemności. Jednak mógł troszkę się z nim pobawić, tak żeby może chociaż się uśmiechnął. Drapieżny uśmiech Shizusia budził dreszczyk emocji, jednak satysfakcję dawało tylko pozbawianie go tego uśmieszku.
     Shizuo w spokoju czytał książkę. Zostały dwie godziny, nim wyjdzie. Chciał się dowiedzieć skąd to napięcie w domu, ale nie był pewny, czy Izaya nie postanowi przypadkiem powiedzieć tego gdy on już wyjdzie. Ta jego nieprzewidywalność była wkurzająca. Ale blondyn musiał powstrzymywać się od rozmawiania z brunetem, za wszelką cenę. Cokolwiek miało się stać, Izaya i tak nie wytrzymałby długo, nie mówiąc mu o wszystkim.
- Shizuo-san, zrobiłam ci bentou~! - Midori uśmiechnęła się, starając się zamaskować podenerwowanie. Jednak wyszło jej to wyjątkowo nieporadnie, bo zaraz zmarszczyła chmurnie czoło, a na jej twarzy pojawił się grymas irytacji. Nie mogła się powstrzymać.
- Dziękuję, Midori. - Swoja wielką dłonią poczochrał jej włosy, odbierając pudełko. Następnie nachylił się do niej i szepnął: - Niestety, nie wiem, co planuje pchła. Powiedziałbym ci. Jeśli jakoś cię urazi, możesz na mnie liczyć. Od dawna należy mu się kilka siniaków. - Mrugnął do niej i nawet uśmiechnął się lekko. Czerwonowłosa też się uśmiechnęła, z wdzięcznością. Swoją małą łapką poczochrała mu włosy i zachichotała, uciekając.
     Zupełnie jak Izaya...
     Na pół godziny przed wyjściem Shizusia lunął deszcz. Do tego Orihara najwidoczniej w końcu postanowił podzielić się z nimi swoimi wieściami, bo zwołał zebranie w swoim gabinecie. Heiwajima niechętnie zasiadł na kanapie, a Midori usiadła tuż obok niego, siedząc co najmniej jakby czekała na jakiś wyrok. Położył jej dłoń na ramieniu, ale tylko potrząsnęła głową, więc ją zabrał. Rozumiał to. Denerwowała się.
- Zapewne zastanawiacie się, po co was tu wezwałem~? - Zaczął teatralnie informator. - Otóż mamy do omówienia bardzo ważną sprawę~! - Uśmiechał się, ale nie był to uśmiech Izayi "mamy", tylko bardziej Izayi "mendy społecznej" jak podczas rozeznania w terenie, kiedy trzeba było okazać swoją "boskość" wrogom. To zdecydowanie nie mogło nikogo uspokoić. - Jest to sprawa naszej małej Mi-chan~... A dokładniej, chodzi o jej pochodzenie. - Shizuo niemal warknął. Co mogło być nie tak z pochodzeniem tej małej??? Co on chrzanił?! I czy to wogóle było ważne??? - Okazuje się, że Mi-chan ma żyjącą rodzinę, a jeszcze dokładniej, matkę. I nie jest to przypadek, w którym matka pozbywa się dziecka~... Mi-chan, ukradziono cię twojej mamie i ona do tej pory cię szuka. - Czerwonooka siedziała jak zahipnotyzowana, gapiąc się nadal na bruneta. Czuła się bardzo nieswojo. Miała rodzinę? Ale przecież... Jej rodziną zaczynali być oni. Więc jej przeczucia jak zawsze się nie myliły. Znudziła im się i teraz oddają ją jakiejś wrednej babie, która będzie ją miała w głębokim poważaniu... Zresztą, to nawet nie musi być jej mama! - Jednak dokładniej dowiesz się o tym, gdy nas odwiedzi. Chce cię poznać, skoro odszukała cię po tylu latach~...
     Midori pokręciła gwałtownie głową. Nie chciała tego. Nie nie nie nie nie nie nie nie NIE!!! Poraz pierwszy znalazła dom. Nie było tu tak źle. Naprawdę nie żyło jej się źle. Oni mieli dla niej czas, poświęcali jej uwagę, dbali o nią... Miała tu raj na ziemi. Może nie kochali jej tak, jak powinni to robić prawdziwi rodzice, z tą samą czułością i wogóle... Ale widać było, że o nią dbali. I naprawdę lepszego życia nigdy sobie nie wyobrażała. Nie chciała wracać! Przywiązała się. Miała tego nie robić, ale przecież była tylko ośmiolatką, nie panowała jeszcze nad swoimi emocjami tak, jak powinna...
- Izaya, co to, do cholery, ma znaczyć? - Warknął Shizuo.
     Ech~... No tak, to miała być jedna z dwóch największych luk w jego planie~... Jak oni to zniosą?
- Mama Mi-chan znalazła jej byłe papiery w sierocińcu... Teoretycznie jest 85% szans na to, że są tak blisko spokrewnione. No i dowiedziała się, kto ją adoptował. Co za tym idzie skontaktowała się ze mną~! Chce ją poznać. - Odpowiedział, opierając się o biurko.
- Midori...? - Blondyn niepewnie popatrzył na dziewczynkę. Wbijała niewidzący wzrok w swoje stopy i się nie odzywała, miał więc powód do zmartwień.
- Mi-chan, co o tym sądzisz~? - Informator pochylił się w jej stronę, jednocześnie myśląc o czymś zupełnie innym. Jej matka, 28-letnia kobieta, o rysach niemal identycznych, identycznym stylu ubierania, grająca w zespole rockowym, z natury uprzejma, miła i cierpliwa, obdarzona ogromnych rozmiarów sumieniem. Od ośmiu lat poszukiwała utraconej córki. Izaya mógł zbić na tym fortunę albo uzyskać kolejne wpływy, bądź też mógł ją naprowadzić na odpowiedni trop i obserwować. Nie zrobił tego. Zaprzeczył swoim standardowym zachowaniom, najpierw przygarniając dziewczynkę, następnie interesując się nią jak własną wychowanką i szkoląc ją w sztukach swoich i Shizusia. Do tego odnalazł jej matkę i podał jej wszystkie informacje jak na tacy, jako tajemniczy dobroczyńca. Phi, miłosierny samarytanin. Gdyby nie miał w tym jednego celu, nie byłoby w tym żadnej zabawy i najprawdopodobniej nie czułby teraz, że musi to zrobić. jednak porzucanie planu w połowie nie było w jego stylu. Musiał wszystko doprowadzić do końca, nie ważne jak.
- Nie chcę tego. - Szepnęła cicho czerwonowłosa.
- Izaya, czy nie można załatwić tego inaczej??? Mała chce tu zostać. Nie ma powodu, żeby komuś ją oddawać. - Blondyn zmarszczył brwi, starając się jednocześnie okazać szorstkość wobec tej mendy społecznej i troskę wobec małej. Chociaż tak naprawdę wiedział, że jeśli informator coś sobie zaplanował, to już prawdopodobnie nie zmieni planów, nawet dla niego.
     Shizu-chan~... Więc jednak jakiś twój ruch da się jeszcze przewidzieć~! Nie, nie możemy jej zatrzymać... Nie pomyślałeś jeszcze o tym, że od dwóch tygodni nie pracuję? Zająłem się sprawą małej, ignorując wielu ciekawych ludzi~... A żeby się nimi zająć, nie mogę trzymać tak bezbronnej, małej istoty w domu~! Jeszcze ktoś postanowi wziąć ją za zakładnika~! A tego byśmy nie chcieli, prawda~???
- Shizu-chan~... - Mruknął informator, uśmiechając się lekko, za to bardzo złośliwie. - Naprawdę sądzisz, że o tym nie pomyślałem? Nawet jeśli chcemy ją zatrzymać, to będzie niesamowicie trudne~! A dlaczego~? - Pochylił się w ich stronę, jednocześnie opierając dłonie na blacie biurka za sobą. - Dlatego, że mamy kilka poważnych kontrargumentów~! - Przestał się uśmiechać i wyprostował się, przyglądając im się uważnie. - Mama Mi-chan szukała jej 8 lat. Kocha ją i chce odzyskać. Nie robi tego siłą, zresztą wtedy to by na pewno nie wypaliło, ale stara się poznać małą i nawiązać z nią więzi. Poza tym~... - Izaya jakby od niechcenia przechylił głowę, przyglądając się zrozpaczonej dziewczynce i zdenerwowanemu Shizusiowi. - Nie możesz spędzić z nami tylu lat, Mi-chan~... Nie jesteśmy normalną rodziną. Nigdy nie damy ci ciepła rodzinnego. Shizu-chan nie będzie nad sobą panował wiecznie, a przecież jeśli się zdenerwuje kto wie, co zobaczysz. - Machnął uspokajająco ręką, bo blondyn już najwidoczniej chciał się odezwać. - Tak, wiem że to nie musi się zdarzyć, ale trzeba brać pod uwagę każdą opcję~! No i co najważniejsze, Mi-chan... Mama musi pracować~! - Widząc niedowierzanie na twarzy dziewczynki, postanowił uściślić informacje. - Zauważyłaś już co robię, prawda? Znam każdą sprawę w tym mieście i każdego człowieka~... Ta praca to moje życie, a dla ciebie moje działania są niebezpieczne~! Jesteś bliską mi, bezbronną osobą~! Cokolwiek zrobisz, nie dasz rady przeciwstawić się, jeśli ktoś postanowi zagrać tobą jako zakładnikiem. - Popatrzył jej w oczy z całą swoją powagą.
     Widziała w jego tęczówkach prawdę i jakkolwiek chciałaby tego uniknąć, rozumiała to. Kto chciałby rzucać swój sposób życia wyłącznie dla niej? Była tu tylko na chwilę, zapewne to właśnie Izaya znalazł jej "mamę". Jedyne co jej pozostało to mieć nadzieję, że ta kobieta będzie dla niej dobra. Że może informator pomartwi się o nią chociaż tyle, by zadbać o dobrą opiekunkę na przyszłość. Skoro mimo wszystkich swoich dziecięcych zdolności manipulatorskich i ponadprzeciętnej sile i tak sądzi, że nie dałaby rady... Że nie jest dostatecznie dobra, by znaleźć miejsce w ich życiu na stałe. Gdyby tylko mogła nie dawać im tej wymówki! Gdyby tylko mogła być dość silna i dość sprytna, gdyby była już starsza i mogła jakoś się przeciwstawić! Gdyby tylko była lepsza w tym, czego uczyła się u nich i nie dała mu argumentu! Bo ze wszystkich ten właśnie był kluczowy. Jakkolwiek mogła przeciwstawić się wszystkim poprzednim powodom do jej odejścia, tak temu nie mogła zaprzeczyć. Była słaba, za słaba na wrogów informatora. Co mogła zrobić...? Mogła tylko doskonalić się, by móc radzić sobie w życiu. Tylko tyle... Stać się silną.
     Izaya waśnie osiągał jeden ze swoich głównych celów. Sprowokować Midori do tego, by chciała stawać się silniejsza. Pokazał jej już, jak to się robi. Gdy jego zabraknie w pobliżu, musi sobie radzić i doskonalić się sama. W końcu miał dla niej szczególnie ważny cel w życiu~...
- Rozumiem. - Przyznała, starając się wytrwać, patrząc Oriharze w oczy i nie cofając wzroku. Utrzymanie zaciętej miny było trudne. Wolałaby wpatrzyć się smętnie w jakiś punkt i myśleć nad swoim losem, ale to był nawyk z sierocińca. Teraz musiała go zwalczyć.
- Pchło, do cholery! - Shizuo nie wytrzymał. Wkurzył się. - Przecież mógłbyś ją spokojnie ochronić, gdybyś chciał! A nawet gdyby nie, wystarczy, by trzymała się mnie! Zabrałeś ją z tej dziury i zapewniłeś, że już tutaj zostanie! Co ty sobie do cholery myślisz, zostawiając ludzi po takich obietnicach?! - Nie dość, że martwił się  o czerwonowłosą, doszło do tego bardziej osobiste zwątpienie. Przecież Orihara tyle razy zapewniał, że teraz już będą razem na zawsze... Czy to też były jedynie bezsensowne manipulacje???
- Shizu-chan... - Izaya wbił w niego nieruchomy wzrok. Nie było w nim absolutnie nic, a jednocześnie znajdowała się tam cała głębia świata. Nie sposób było oderwać oczu. - Shizu-chan, wystarczy chwila nieuwagi. Nawet jako ojciec, nie możesz ochraniać jej w każdej sekundzie jej życia. Opiekowanie się bliską osobą to zajęcie na pełen etat, któremu trudno sprostać~... Jej mama dobrze się nią zajmie. Zaufaj jej. - Brunet wręcz hipnotyzował głosem. Był taki... magiczny. Jak podmuch wiatru, a jednocześnie tak pewien jak deszcz za oknem. To była szczerość. Tak, to na pewno było to. - Oya, Shizu-chan~! - Izaya nagle wyrwał go ze stanu połowicznego wewnętrznego wyciszenia, przybierając swój zwykły melodyjny i wesoły ton. - Spóźnisz się do pracy~! Powinieneś był wyjść dwie minuty temu~! - Podszedł, rzucił szybkie spojrzenie ognistowłosej, cmoknął swojego chłopaka w policzek i złapał za rękę, prowadząc otumanionego Shizu-chan'a do wyjścia.
- Shizu-chan~! Tato~! Twoje bentou~! - Midori nie udało się uśmiechnąć, ale przybrała zatroskany ton głosu i popędziła za swoimi tymczasowymi "rodzicami" i wcisnęła Heiwajimie pudełko w ręce. - Miłej pracy! - Pomachała mu jeszcze. A potem drzwi się zamknęły.
- Mi-chan~... - Brunet popatrzył na nią z jakimś rodzajem zmartwienia na obliczu. Nie potrafiła stwierdzić, czy jest prawdziwe. Podobnie jak nie mogła stwierdzić, czy jej przeczucia wróżą spokój, czy ma się zdarzyć coś złego. Rozgoryczenie przesłaniało jej wszystko. - Nie musisz udawać dorosłej. Trzeba było mu powiedzieć, żeby szybko wrócił. Tak jak chciałaś~.
- Skąd ty to...
- Też chcę, żeby szybko wrócił. - Przerwał jej. - Po to ma się bliskie osoby~! - Uśmiechnął się, choć jego twarz pozostała poważna. - Ale my nie jesteśmy ci aż tak bliscy~. Ta kobieta będzie. - Czerwonooka zmarszczyła brwi w niedowierzaniu. - Szukała cię osiem lat, choć z każdym następnym spadały szanse na znalezienie cię~! Rozmawiałem z nią. Chce cię poznać, zobaczyć, dotknąć, porozmawiać~! Jako informator, powiem ci tylko, że na 100 procent jest twoją biologiczna mamą. Sprawdzałem~! - Rzucił wesoło, po czym odwrócił się i już bez słowa udał się do kuchni.
     Czy to możliwe? Szacując prawdopodobieństwo, nie ma nawet 10% szans na to, że jest jej prawdziwą matką. Lecz biorąc pod uwagę to, że gdy Midori już się uspokoiła, nie miała żadnych złych przeczuć, szanse gwałtownie wzrosły. Skoro przeczucia dawały jej nadzieję, to Izaya-san mógł mówić prawdę. A jeśli mówił prawdę, jej najbardziej nierealne marzenie miało się ziścić. Znajdzie prawdziwą, biologiczna rodzinę. I być może jej mama będzie taka, jak sobie ją wyobrażała~? Dlaczego nie~? Dziewczynkę spotkało ostatnio tyle nieprawdopodobnych rzeczy, że jedna więcej nie stanowiłaby dla nikogo, prócz niej, wielkiej różnicy, prawda?

     Shizuo przemierzał znów ulice Ikebukuro w samotności. Deszcz spływał po jego włosach i zalewał twarz. Koszulka, nieokryta wcale płaszczem, który trzymał w rękach, przemokła już całkowicie. Był zdenerwowany. Nie, zdenerwowany to za mało powiedziane. Był wściekły. Nie rozumiał planu swojego partnera. Najpierw przygarnęli dziecko, zajęli się nim, dał mu możliwość przywiązania się, a potem chce ją oddać, pozbyć się jej i to stosując wymówkę tak bezsensowna jak to, że nie byłby w stanie jej ochronić. ON nie byłby w stanie jej ochronić! I co jeszcze??? Chronił Kasukę, starał się chronić tę głupią, nieodpowiedzialną pchłę... Nawet siebie jakoś ochronił, choć to już było mało istotne. Chronił właściwie każdego, kto nie zasłużył na jakąkolwiek krzywdę. Dlaczego miałby nie umieć chronić Midori??? Poza tym, to brzmiało, jakby to on był nieodpowiedzialny. Jakby to jego trzeba było chronić. A to nieprawda! Już niedługo okaże się, kogo tak naprawdę trzeba chronić. I tym kimś na pewno nie będzie on!!!
- Shizuo! - Z zamyślenia wyrwał go krzyk człowieka schraniającego się pod parasolką. - Shizuo, chodź, szybko! Zaraz będzie burza!
- Idę, idę, Tom-san!

poniedziałek, 3 czerwca 2013

Nowy potworek - rozdział 2

Dzień dobry wszystkim, którzy tu zaglądają~! ;3
Mam dla was nowy rozdział "potworka" i żyję nadzieją, że jednak ma odpowiednią długość~! ;3 W innym miejscu nie mogłam go przerwać~...
Mam też nadzieję, że trochę poprawi wam się humor po powrocie do szkoły~! :3 Nie wiem jak u was, ale mnie przed wybiegnięciem z tego okropnego budynku prosto na ulicę powstrzymywała jedynie Kiasarin~... No i fakt, że przecież muszę dziś dodać notkę~! ;3
Ale dość o szkole~! Już i tak jest późno, a ja tu sobie szczekam bez sensu~... X3
Miłego czytania~!!! ;3
Enjoy~!




     Następnego dnia Izaya był bardzo podekscytowany. W pośpiechu posprzątał dom, zrobił śniadanie, wpadł pod prysznic i obudził Shizusia. Musieli iść do sądu, a potem... Potem już tylko odebrać ich maleństwo. Orihara miał już wiele planów związanych z tą dziewczynką, jednak nic nie mogło wyjść na jaw za wcześnie. Czuł, że Shizuo już od dłuższego czasu denerwuje się na niego, jednak co mógł poradzić~? Midori była tak interesującą osobowością, że musiał poświęcić jej istnieniu trochę czasu~!
     Przygotowania do wyjścia przebiegły szybko i sprawnie. Izaya już wczoraj został przesłuchany z całego swojego wymyślonego życiorysu, inspekcja domu również została zakończona już poprzedniego dnia, pod nieobecność Shizusia. Teraz czekała ich rozprawa. Gdy dotarli na miejsce, sędzia wyłącznie skinął do bruneta i wszedł na salę.
     Jak na standardy sądu w Ikebukuro, rozprawa poszła naprawdę szybko. Zaskakujące było również to, jak sprawnie i jednogłośnie podjęta została decyzja o przyznaniu dziecka Oriharze. Jednak nikt nie dociekał przyczyny, głównie dlatego, że Izaya miał haka, znajomości lub "pożyczoną" gotówkę u każdego. Ta sprawa to była czysta formalność.
     Już wczesnym południem mężczyźni przyszli odebrać spakowaną dziewczynkę z sierocińca. Shizuo wykonał szybki telefon do Tom'a, zwalniając się z pracy. Tanaka był nadzwyczaj wyrozumiały. Może była to kwestia nowo poznanej dziewczyny... W każdym bądź razie Shizuś widząc ekscytację w oczach swojego chłopaka miał pewność, że przyda się nie raz. Najpierw musiał zanieść (trzeba przyznać dość lekką i małą) walizkę swojej przybranej córki aż do apartamentu Izayi. Nie było to trudne. Trudniejszym zadaniem okazała się rozmowa. Czerwonowłosa całą drogę przebyła nic nie mówiąc, czasem tylko potakując lub kręcąc głową z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Gdy dotarli na miejsce, informator był jeszcze bardziej zafascynowany, lecz Heiwajima czuł się po prostu rozdrażniony. Nie mógł nawet stwierdzić, czy ona się boi, złości, czy może jest jej smutno... Nie miał pojęcia, jak zareagować na jej bezbarwny sposób bycia.
- Witaj w domu~! - Krzyknął Izaya, gdy Midori przekroczyła próg.
     Próbowałem wczoraj cały dzień sprowokować go, żeby to do mnie powiedział... - Rozdrażnienie Shizuo tylko się pogłębiło, ale jedynie wymruczał do małej to samo, co brunet przed chwilą.
- Dziękuję. - Szepnęła cichutko, dalej ukrywając swoje emocje za maska obojętności. Nie chciała się teraz rozpłakać, a już tym bardziej przywiązywać. I tak zapewne za kilka dni wróci tam, skąd przyszła... Jak zawsze.
- Oy, Mi-chan~! Pokażę ci pokój, dobrze~? A potem cię rozpakujemy i pójdziemy na zakupy~! Odpowiada ci to~? - Informator uśmiechnął się jak najmilej, starając nie wystraszyć małej. Musiał ją przecież nakłonić do zaufania mu~...
- Nie trzeba. - Odpowiedziała równie cicho jak poprzednio. - To co mam mi wystarczy.
- Noo~! - Brunet zrobił zawiedzioną minkę. - Od przybytku głowa nie boli. Nie chcesz się ubrać jak księżniczka~?
     Dziewczynka zawahała się przez chwilę. Jej ciuchy drapały i były głównie po starszych dzieciach albo z jakichś darów. Chciała choć raz ubrać się jak chciane dziecko. Chciała nosić dziewczęce, dopasowane do niej ciuchy. Nie musiały być jak na jakąś księżniczkę, z atłasu czy jedwabiu. Wystarczyłoby trochę wełny, lnu albo lateksu, a w szczególności nie przetartego przez kogoś wcześniej jeans'u. Jednak nie mogła ich o to prosić. Nie mogła niczego im zawdzięczać, ani się przywiązywać. Nie chciała znowu płakać, gdy już im się znudzi. Pokręciła więc tylko głową, ponownie odmawiając.
- Cooo~? - Zdziwił się brązowooki. - Ale dlaczego~? - Naburmuszył się, jakby odmowa sprawiała mu przykrość. Dziewczynka raczej w to nie uwierzyła - ona też często robiła zawiedzioną minę niewiniątka, gdy chciała postawić na swoim. Znaczy robiła taką, gdy to jeszcze skutkowało...
- Daj spokój, pchło. - Mruknął blondyn. - Jeśli zechce ubrań, może ci o tym powiedzieć. A teraz chodź. - Zwrócił się do niej. - Może być pokój obok mnie?
     On się jej jeszcze pytał, czy będzie wybrzydzać na SWÓJ WŁASNY pokój??? Nawet gdyby miał się mieścić w piwnicy, gdyby mogła w nim siedzieć do woli i to sama - gotowa byłaby się na to zgodzić.
- Tak! - Z jej ust wyrwał się niepowstrzymywany entuzjazm. Shizuś aż się uśmiechnął, słysząc w końcu jakieś oznaki tego, że jest ona jednak dzieckiem, nie robotem.
- Nee, Shizu-chan~! - Teraz Izaya czuł się naprawdę zawiedziony. Sposób "dobrego wujka" nie zadziałał, ona i tak polubiła tego milczka... Co z tego, że był uroczy? Teoretycznie dobre pierwsze wrażenie wywarł on, nie jego ukochany! - Dlaczego ona woli ciebie~???
- Nie naciskam. - Były barman wzruszył ramionami i ruszył do pokoju Midori, a mała poczłapała za nim.
     To będą długie dni... Ale jakie ciekawe~!

     Gdy już dziewczynka rozwiesiła swoje nieliczne ubrania i wypakowała dwie pary niewymiarowych butów, z namaszczeniem ułożyła na łóżku jedyną w miarę zadbaną rzecz ze swojego wyposażenia - szmacianą lalkę w zielonej sukience, z oczami z zielonych guzików i wyszywanym nicią napisem "Dla kochanej córeczki" z tyłu. Następnie została oprowadzona po domu - po pomieszczeniach z których mogła swobodnie korzystać i gabinetach, po których często kręcili się przerażający goście - a tych, jak jej oznajmiono, powinna jak ognia unikać.
     Po tym krótkim rozeznaniu, nowi "rodzice" zabrali ją do miasta na spacer. Ponoć oni tak radzili sobie z nudą, a ona i tak nie miała co robić. Oni nie kazali jej pracować, jak to się zdarzało w sierocińcu...
- Shizu-chan, co byś powiedział, gdybyś kiedyś obudził się z włosami pofarbowanymi na czerwony, tak jak nasze maleństwo? - Uśmiechnął się brunet.
- Zacząłbym od zwalenia cię z łóżka, albo ewentualnie rzucenia tobą o materac - tak żebyś miał pewność że wiem, za co mogę cię ukarać. - Na twarzy Heiwajimy wykwitł groźny uśmiech, ale szybko został stłumiony przez jego niedawno odkrytą samokontrolę.
- A gdybym to nie był ja~? - Kontynuował wesoło brunet.
     Shizuo popatrzył na niego jak na kompletnego idiotę.
- Uważaj, bo ci uwierzę, pchło. - Prychnął.
- Nee, Shizu-chan, jesteś nieuprzejmy~! Przecież to możliwe, że nie ja byłbym winowajcą~! - Udał naburmuszenie.
- Niemożliwe. - Uciął ex-barman.
- Przepraszam że przerywam - Midori zaczęła tak, jak wpajano jej, że należy zaczynać rozmowę z dorosłymi - ale tak właściwie, to wy oboje teraz zostaliście moimi rodzicami, tak? - Upewniła się.
- Prawnie tylko ja~... Ale w rzeczywistości, tak, my obaj~! - Zawołał dumnie informator. Tak naprawdę miał ochotę się roześmiać. Wiedział do czego to zmierza i nie mógł doczekać się miny Shizu-chan'a~...
- A kto jest mamą? - Spytała, uśmiechając się. Wiedziała już, że żaden z nich by jej nie skrzywdził, postanowiła więc zaryzykować zadanie tego pytania bez udawanej skruchy. Jednak dobrze rozumiała plamy purpury wykwitające na obliczu tego wyższego.
- On! - Warknął Shizuś, uprzedzając Oriharę. - Jeśli ktoś tu ma być twoją mamą, to właśnie on.
     Czerwonooka ledwo stłumiła śmiech.
- Ale Shizu-chan, na pewno nie chcesz być... - Zaczął informator, lecz jego kochanek mu przerwał.
- Pogadamy o tym może, jak zostaniemy sami, co? - Wycedził, zaciskając pięści. Wyjątkowo się cieszył, że nie trzyma małej za rękę. Wystarczyło mu, że nie odsuwa się właśnie, jak większość ludzi dookoła.
- Tak tylko pytałem~... - Mentalnie informator zanosił się od śmiechu, jednak na zewnątrz wzruszył tylko ramionami i uśmiechnął się wrednie.
- A jak mam do was mówić? - Spytała dziewczynka. Czuła się coraz swobodniej, badając, na ile może sobie przy nich pozwolić.
- Po imieniu wystarczy. - Odparł znów Heiwajima.
- Więc... - Postanowiła zaryzykować i uwolnić chociaż na chwilę tę mniej chwalebną stronę swojej natury. - Pchła i Shizu-chan, tak~? - Uśmiechnęła się szeroko, mając nadzieję, że nie zabrzmiało to bezczelnie.
     Obaj wybuchnęli śmiechem - mężczyzna w stroju barmana śmiał się pełna parą, aż uciekali ludzie stojący mu na drodze. Z kolei ten w bluzie z futerkiem zaczął od chichotu, aż w końcu śmiał się, tłumiąc to jedynie rękawem bluzy. Midori zaczynała patrzyć na swoją nową sytuację z coraz większą fascynacją i nie potrafiła temu zapobiec. Poraz pierwszy ktoś akceptował jej PRAWDZIWY charakter. Zaczęła od zniewagi, a oni tylko się śmiali~!
- Dobre~! - Izaya uspokoił się powoli, choć w jego oczach nadal tańczyły iskierki szalonej radości. - W nagrodę dostaniesz anmitsu~! - Pociągnął ją do stoiska ze słodkimi deserami, a ich towarzysz ruszył za nimi, dalej cicho chichocząc.
     Mam dom. I może jednak posiadanie rodziny nie jest jedynie naiwną nadzieją...?

     Midori spacerowała ze swoją nową rodziną przez kilka godzin. Wydawało jej się strasznie dziwne, że żaden z nich nie musi w tej chwili pracować, ale nie pytała o to. Gdyby ją okłamali, musieliby trzymać się tego kłamstwa i tym trudniej byłoby się dowiedzieć, co robią tak naprawdę. Były informacje o które wystarczało spytać, ale z doświadczenia wiedziała, że istnieją też takie, które trzeba zdobyć samemu. Pytała więc o bardziej błahe rzeczy, jak na przykład "czy te włosy to naturalny kolor?" i temu podobne błahostki. Przy okazji dowiedziała się też wielu ciekawszych rzeczy i wciąż badała, na ile swojego prawdziwego zachowania może sobie pozwolić. Była dobra w udawaniu, ale lubiła być po prostu sobą. I ku jej zdumieniu, ta linia do której mogła dojść wciąż wydawała się być nieskończona. Tak jakby oni NAPRAWDĘ nie mieli nic przeciwko jej złośliwościom, czy bezczelnemu przymilaniu się. Więc KIM ONI BYLI??? Czy wreszcie z nieba spadła para kosmitów, gotowych uratować ją od samotności sierocińca??? Czy może byli kolejnymi ludźmi mającymi interes w przygarnięciu jej??? Co frustrujące, nie potrafiła tego wybadać. I sądziła że minie dużo czasu, nim przyjrzy im się na tyle dokładnie, by odkryć ich sekret.
- Oy, Shizu-chan~! - Izaya poraz kolejny przystanął przed witryną sklepową, wskazując na nią palcem. Tym razem za szybą widać było ubranka na dziewczynkę w jej wieku, tylko że ich styl był... bardziej buntowniczy niż te przy których przystawał dotąd. - Te się chyba nie nadadzą, co~?
- Nie. - Odparł blondyn, nawet nie patrząc w tamtą stronę. Z powtarzania "nie naciskaj tak na nią" zrezygnował jakieś 14 witryn temu.
- Mi-chan, a ty co sądzisz~? - Skierował na nią spojrzenie swoich brązowych oczu, starając się uraczyć ją wyłącznie lekko zaciekawionym wzrokiem. Jednak wiedziała, że bada jej reakcje na ciągłą presję jego pytań.
     Cóż, skoro ona badała ich zachowania, dlaczego oni nie mieliby robić tego samego...?
- To co mam mi wystarczy. - Powtórzyła uparcie. Zmierzyła spojrzeniem skórzany bezrękawnik, czarną bluzeczkę z czerwonym nadrukiem i lateksowe rurki z doczepionymi łańcuchami. Klasyka. Za to obok widać było luźną kremową bluzkę do kolan z wiązaniami na ramionach, czarne spodnie z równie swobodnej tkaniny i ciemną kamizelkę z zapięciami z miedzianych łańcuchów. Coś takiego nawet mogłaby nosić... Tak do wyjścia na miasto, czy coś...
- Mi-chan~... - Orihara westchnął teatralnie. - Chyba jest jakiś styl który lubisz szczególnie, prawda~?
- Nie. - Odpowiedziała poraz chyba setny, znów mierząc się z chęcią posiadania normalnych, dopasowanych ubrań.
- A może jednak~? - Izaya jakby nigdy nic podszedł do wystawy i zaczął oglądać mega drogie ciuchy zza szyby.
- Wolałabym iść dalej. - Trudno było jej utrzymać kamienną minę. Naprawdę znacznie bardziej wolała być sobą...
- Ale przymierz w końcu chociaż kilka~! - Informator postanowił tym razem naprawdę postawić na swoim. Musiał ją w końcu sprowokować do wybuchu, choćby nie wiem co. - O, w tej wyglądałabyś jak łagodna buntowniczka z silnym charakterem, co ty na to~? - Wskazał właśnie ten zestaw, który podobał się czerwonowłosej.
     Shizuo tylko westchnął, zapalając papierosa. Co ta pchła miała zamiar zrobić...?
- Nie. - Tupnęła nogą, nieomal ujawniając swoją prawdziwą złość. Jak długo on miał zamiar to ciągnąć??? Przecież odmówiła! Ciągle odmawiała!
- Shizu-chan~! Chodź, pomożesz mi wybierać ciuchy do przymierzania~! - Zawołał Izaya wesoło, zbliżając się do drzwi wejściowych.
- Powiedziałam, że nie chcę! - Midori zacisnęła pięści. Chciała, tak strasznie chciała czymś w niego rzucić!
- Ale musisz się ładnie prezentować, jako moja córka, Mi-chan~! - Złapał za klamkę i powoli naciskał, będąc o krok od wejścia do środka. Czerwonowłosa zarejestrowała to w ułamku sekundy. W ułamku sekundy też złapała za blisko stojącą tabliczkę reklamową i rzuciła, nim zorientowała się, co robi. Gdy świadomość tego dotarła do jej głowy, było już za późno - tablica leciała prosto na Izayę i nie było sposobu na ponowne złapanie jej. Midori przyglądała się temu z popłochem w oczach. Nie chciała aż tak się zdenerwować! Ona NAPRAWDĘ nie chciała!!!
     Brunet zrobił dwa taneczne kroki w tył, nie przestając się nawet uśmiechać. Wręcz przeciwnie, jego uśmiech mocno się poszerzył, zamieniając w naprawdę drapieżny i pełen samozadowolenia, w momencie gdy lecący przedmiot zbił szybę w przeszklonych drzwiach wejściowych.
     Dziewczynka siedząc w sierocińcu nigdy nie żałowała swoich wybryków. Wiedziała zresztą, że zostanie za nie sprawiedliwie ukarana myciem podłóg, praniem firan czy czymś w tym stylu. Jednak teraz, zdając sobie sprawę, że nieomal uszkodziła człowieka, który tylko lekko ją sprowokował, miała ochotę przyłożyć taką tablica samej sobie. Co ona sobie myślała?! Przecież nie zrobił jej nic złego, a wręcz przeciwnie, chciał jej coś kupić!!! Za to teraz uśmiecha się... Niebezpiecznie...? Jest tak zadowolony, jakby już oczekiwał przyjemnego momentu torturowania jej za to... No, chyba że jej wyobraźnia przesadziła. Skąd mogła wiedzieć, czy ma zamiar coś jej za to zrobić??? Wyjątkowe w jej przypadku wyrzuty sumienia zaćmiły wszelkie przeczucia.
- Niezły rzut. - Pochwalił ją Shizuo, który do tej pory nawet się nie poruszył. Miał doskonałą świadomość, że wszystko działo się zgodnie z planem Izayi i że pchła z łatwością uskoczy przed czymś tak małym. Zastanawiało go tylko, po co to wszystko.
- Shizuo-san! - Krzyknęła najwyraźniej dogłębnie wstrząśnięta dziewczynka, odwracając się i wbijając w niego swoje czerwone ślepka. - Jak możesz??? Mogłam mu coś zrobić! - Do tej pory czuła, jakby między nią a blondynem budowała się niewidzialna, lecz naturalna nić zrozumienia. Dlatego też traktowała go już trochę jak rodzinę. Jednak teraz zupełnie jej nie rozumiał! Przecież powinien zobaczyć, że ona żałuje tego rzutu! Mógłby pomóc jej wytłumaczyć się przed Izayą... - Izaya-san, przepraszam! Nie chciałam...
     Brunet przerwał jej, jakby nigdy nic otwierając drzwi do sklepu.
- Więc, Shizu-chan, może pomożesz mi wybrać coś dla niej~?
     Czerwonooka wpatrzyła się w niego osłupiała, a blondyn ruszył do rozbitych drzwi, gasząc po drodze papierosa.
- Mam imię, pchło. - Mruknął, wkładając ręce do kieszeni. Oczywiście, nie liczył na to, że jego kochanek jakoś na to zareaguje...
- Mi-chan~! - Informator skinął na nią wesołym gestem. - No chodź, musimy cię ubrać~!
- Ha... Hai, idę... - Ruszyła sztywnym krokiem w stronę sklepu. Gdy przekroczyła próg, wszyscy obecni w środku (prócz Shizusia) stali w bezruchu, mierząc ją groźnymi (sprzedawczynie) bądź też przerażonymi (cała reszta) spojrzeniami. Jednak kiedy usłyszała odgłos kroków wchodzącego do środka informatora, wzrok każdego nagle skierował się w inną stronę, byle na nich nie patrzeć.
- Witam~! Może ktoś pomógłby nam z wyborem ubrań, co~? - Mimo jego wesołego, miłego tonu, obie ekspedientki popatrzyły na siebie w popłochu.
- Spieszy nam się. - Warknął blondyn, oglądając z niezadowoloną miną ogromne złoże stylowych dodatków.
     Jedna ze sklepikarek, ta która bardziej się trzęsła, na swoje nieszczęście musiała podejść bliżej i coś im doradzić. Midori, słysząc ten drżący ze strachu głos, postanowiła zlitować się nad kobietą. W końcu sama przed chwilą poraz pierwszy od dawna znów poczuła strach. Nie lubiła tego i nikomu nie życzyła. Co więc szkodziło nieco ją uspokoić...?
- Proszę pani~? - Zbliżyła się do kobiety kocim ruchem i złapała ją za rękę. Ekspedientka wyglądała przez chwilę jakby miała uciec. W końcu to kilkuletnie chucherko przed chwilą rozbiło drzwi ciężką tablicą! - A wie pani, że od stresu strasznie boli głowa~? I sporo osób próbuje odsunąć od siebie strach przed codziennością przez robienie czegoś, co lubi. Jedni lubią słuchać muzyki, inni czytają książki, jeszcze inni... Czy może mi pani pokazać drogę do najtańszych ciuchów~? - Gadką o byle czym uspokajała ekspedientkę, przy okazji ciągnąc ją między regałami, oddalając się od swoich opiekunów i do tego jeszcze starając się znaleźć coś, co nie kosztowałoby zbyt wiele - byle tylko nie czuć tych okropnych wyrzutów i nic nikomu nie zawdzięczać. - Aha, dziękuję. A więc, jeszcze niektórzy chodzą na zakupy, wie pani~? - Midori specjalnie wczuła się w małą uśmiechniętą dziewczynkę, starając się wtopić w tło - czyli inne dzieci w sklepie, z podekscytowaniem oglądające ciuchy i przymierzające wszystko, co się da. Na całe szczęście to że była małą uroczą dziewczynką sprawiało, że dość łatwo udawała małą uroczą osóbkę, którą się nie czuła. Wygląd uzupełniał niedociągnięcia. - Ja też lubię zakupy, bo można popatrzyć na tyle ślicznych rzeczy~! Na przykład ta bluzka, widzi pani~? - Zdjęła wieszak ze sztywną białą bluzką z kołnierzykiem jedną ręką, drugą wciąż przytrzymując rękę sprzedawczyni. - Gdyby dodać do niej czerwony krawat, pasowalby mi do oczu, prawda~? I można by do tego dobrać jakieś fajne spodnie, najlepiej jakieś takie tanie, mogą być czarne albo nawet zielone, chociaż ja wolę czarny, bo to taki spokojny kolor~...
     Słowami niemal zahipnotyzowała kobietę. Oddech sprzedawczyni powoli się wyrównał. Teraz już jedynym co chciała zrobić to pomóc tej przeuroczej małej damie, która tak pięknie się wyraża - w przeciwieństwie do większości rozpieszczonych potworków przeciskających się przez ten sklep co dnia.
- Wiesz co? Może wybierzemy ci jakąś ładną sukienkę? Jest taka jedna, myślę, że ci się spodoba. - Sklepikarka uśmiechnęła się lekko, uszczęśliwiona, że mała zainteresowała się jej słowami. Jaką ta dziewczynka miała słodką buźkę! - Góra jest dosyć prosta, z kołnierzykiem i krawatem, na krótki rękaw, a dół zrobiono z nakładających się na siebie falbanek z materiału przekładanych na przemian z czarną koronką. I do tego jeszcze możesz zawiesić tam łańcuchy, albo zwyczajnie wybrać jakiś pasek... Albo doczepić przypinki. Mogę jeszcze do tego dorobić nadruk, jeśli jakiś sobie wybierzesz. Umówmy się, że ten nadruk będzie gratis, tylko nikomu nie mów, ok?
     Midori jednak pokręciła główką z nieco nieśmiałą minką. W myślach wciąż powstrzymywała się, żeby nie przewrócić oczami i nie zaprzestać udawania słodkiej dziewczynki.
- Wolałabym coś prostego i taniego. Luźne ciuchy, najlepiej ze spodniami. - Mruknęła niemal niedosłyszalnie.
     Pomysł, że to może ta dziewczynka rzuciła tą ciężką tablicą musiał być jedną wielką bzdurą. To maleństwo??? W życiu! To zapewne ten blondyn... W końcu kto inny rzucałby w Oriharę Izayę ciężkimi przedmiotami??? Nie taka szczupła, słodka dziewczynka! Jak one wogóle mogły wpaść na tak durny pomysł...
- Oczywiście, już szukam, maleńka! A ty mów, czy ci się podoba. - Sprzedawczyni z szerokim uśmiechem zabrała się za szukanie czegoś w stylu czerwonowłosej.
     Midori już miała ją w garści. Teraz wystarczyło się uśmiechać lub kręcić głową. Nic prostszego.
     Izaya oglądał całe to wydarzenie zza wieszaków nieco dalej, zostawiając Shizusiowi wybranie ubranka dla ich maleństwa. Informator był dumny z postępów, jakie poczyniła Midori. Choć nieco niedopracowane, zbieranie informacji miała we krwi. Siła to było właściwie jej drugie imię. Niestety miała też sumienie, ale jako dziewczynka powinna mieć go nieco więcej. Poza tym potrafiła przybrać maskę godnego zaufania maleństwa i owijać sobie ludzi wokół palca. Jeśli trochę dostosuje swoje techniki, będzie naprawdę jakby córką jego i bestii z Ikebukuro~!
     Po dłuższym czasie czerwonowłosa, zgodnie z nieznoszącymi sprzeciwu poleceniami jej opiekunów, zebrała całe naręcze ciuchów. Wszystkie jej się podobały i wszystkie pasowały jak ulał. Do kilku zauroczona ekspedientka dodała nadruki w stylu "Love is war" albo "Kill in the heaven." czy "Beast always here.". Midori mało rozumiała z tego humoru, jednak skoro jej "mamie" się podobało, mogła pozwolić na parę takich sloganów. Do tego Shizuo (również z pomocą bruneta) znalazł dla niej kilka dodatków, przypinek, wstążek i ozdób do włosów. Tak zaopatrzeni mogli w końcu zapłacić i wyjść ze sklepu.
     Gdy dotarli do domu, było już późno. Czerwonooka zjadła tylko kolację i zmusiła się do krótkiej wieczornej toalety, zanim padła ze zmęczenia. Orihara z ogromnym zadowoleniem powiesił w jej szafie nowe ciuchy, przy okazji wyrzucając stare. Nawet piżamy poleciały do kosza, bo na całe szczęście w owym sklepie sprzedawano każdy rodzaj ciuchów, włączając w to dwa kosze z bielizną gdzieś pod ścianą na szarym końcu. Informator mógł więc odhaczyć ze swojej wyimaginowanej listy punkt "początki szkolenia" oraz "zakupy". Oczywiście miał zamiar zafundować jej jeszcze kilka dziewczęcych drobnostek, jak na przykład fryzjer, a także kontynuować szklenie jej, ale to już były oddzielne punkty.
     W końcu nadeszła noc, a z nią wszechogarniająca ciemność i spokój. Izaya rozwalił się na krześle przed laptopem. Chciał się wyspać, ale było jeszcze tyle spraw~... Zaniedbał przecież cały dzień pracy nad swoimi kochanymi ludźmi~! Co prawda Shizuo najwidoczniej domagał się jego uwagi, ale na to już zupełnie nie miał siły. Poza tym, ściany nie były dźwiękoszczelne, a mała tak smacznie spała, że szkoda by ją było budzić~... Nie, musieli się powstrzymać. Jeszcze nie teraz. Jego plan nie dobiegł jeszcze końca.
- Izaayaaa!- Warknął Shizuo, właśnie odtrącony przez swojego kochanka zwykłym tekstem "Jestem zajęty, Shizu-chan.". - Więc zostaw to na później!
- Ale Shizu-chan~! To naprawdę ważne~! To co masz zrobić jutro zrób dziś, zapomniałeś~? - Sam chciałby po prostu móc się zapomnieć w silnych ramionach swojego potworka, ale przecież nie mogli, noo~!
- Ignorujesz mnie. - Zauważył już całkiem obojętnym głosem Shizuo. Widać musiał postarać się o panowanie nad sobą, bo wyszedł z gabinetu, nie odzywając się już ani słowem.
- Shizu-chan... Jeszcze troszkę~... - Westchnął cichutko brunet, otwierając swoją pocztę elektroniczną.


sobota, 1 czerwca 2013

Nowy potworek - rozdział 1.

Ohayou~! :3
No więc, pomyślałam sobie, że napiszę w końcu któryś z nękających mnie pomysłów na one-shot'a, ale skończyło się na tym, że się rozpisałam~... I ta-dam, mamy tutaj kilku rozdziałowe opowiadanie~!
Jest to prezent z okazji dnia dziecka (choć już być może nie uważacie się za dzieci, to jednak prezenty się należą, prawda~? X3) a także dwóch miesięcy bloga i miesiąca, odkąd zostałam współautorką~!!!
A teraz jedna informacja~... Jest to opko dopasowane tematem szczególnie do dnia dziecka, a co za tym idzie~... No, tam gdzie są dzieci raczej nie ma jakichś szczególnych scen, prawda~?
*chowa się za znakiem STOP'u* Słuchajcie znaków i nie bijcie! >.<
Miłośnicy fabuły powinni być zadowoleni, natomiast fani opisów tych szczególnych scen~... Muszą trochę poczekać i ewentualnie odszukać tą scenę w którejś z notek~! Mam nadzieję, że jak już dojdziecie do tego momentu nie będziecie na mnie źli za to, jak to obmyśliłam~...
No, ale już nie wybiegając w przyszłość i nie przedłużając~!
Enjoy~!



     Shizuo i Izaya, dwóch mężczyzn uważanych do niedawna za najbardziej zawziętych wrogów w Ikebukuro, od całkiem niedawna niesamowicie się uspokoili. Część ludzi niesamowicie cieszyła się z tego powodu - między innymi dlatego, że nie miewali już uszkodzonych przez latające przedmioty witryn sklepowych, albo ich firmy nie bankrutowały nagle przez knowania pewnego tajemniczego osobnika... Druga część ludzi natomiast miała się na baczności - w każdej chwili ta dwójka mogła z powrotem pokłócić się o nie wiadomo co i stanowić poważne zagrożenie dla życia każdej osoby przechodzącej obok. I właśnie przez te dwojakie reakcje, nasza kochana parka (tak, właśnie od całkiem niedawna kochana parka) wychodząc na zwykły spacer z jednej strony widziała odsuwających się jak najdalej ludzi, a z drugiej zadowolone spojrzenia sprzedawców na targach i witających się czasem biznesmenów, a czasami nawet uśmiechające się do nich dzieci...
- Nee, Shizu-chan, mam ochotę na botchan-dango~. - Mruknął brunet, wskazując na jedno ze stoisk z wyjątkowo przestraszonym na ich widok sprzedawcą. Blondyn nic nie powiedział, tylko skinął głową i podszedł do stoiska, wyprzedzając Izayę.
     Sprzedawca miał ogromne szczęście, że nie uciekł. Choć pewnie zrobiłby to, gdyby całkowicie nie sparaliżował go strach.
- Weźmiemy cztery botchan-dango. - Zwrócił się tyle uprzejmie co obojętnie do wystraszonego straganiarza.
     Staruszek niepewnie chwycił cztery porcje drżącymi rękami. Jednak drżały tak bardzo, że jedna z kuleczek się ześlizgnęła. Odłożył więc wybrakowany patyczek i sięgnął po kolejny. Wyglądał jakby dostał jakiegoś ataku, a co ważniejsze, jakby zaraz miał upuścić wszystkie porcje i uciec. Choć na tak drżących nogach zapewne wywaliłby się po trzech krokach. Że też ci ludzie musieli bać się nawet tak spokojnej osoby jak Shizuo...
- Nee, Shizu-chan, chcę już jeść~! - Orihara pociągnął go parę razy za rękaw i zrobił smutną minkę. Do niedawna Shizuo uważałby to za kolejny żart, jednak teraz zaczynał się naprawdę niecierpliwić, widząc ślimaczącego się sprzedawcę. Pchła powinien już trzymać to swoje dango w łapkach i się nim cieszyć na swój niesamowicie irytujący a zarazem w pewien sposób uroczy, dziecięcy sposób...
- Ehh... - Westchnął, widząc, jak według jego przewidywań staruszkowi wyślizgnął się z ręki patyczek z jeszcze jedną porcją. Gdyby nie nieszczęście malujące się na tej pooranej zmarszczkami twarzy, pewnie już dostałby napadu szału... - Mogę sam nas obsłużyć, prawda? - Spytał i nie czekając na odpowiedź zabrał ze stoiska 4 porcje trójkolorowego przysmaku. Sprzedawca bynajmniej się nie ucieszył, a jedynie patrzył za przekąską smętnym wzrokiem, jakby żegnał się z tymi jenami, których nawet nie miał nadziei zarobić. Jakie było jego zdumienie, gdy blondyn bez słowa wyciągnął z kieszeni pieniądze i rzucił na blat stoiska!
- Bez napiwku, bo zachowywał się pan niemiło~! - Burknął Izaya, odbierając swoje przekąski. Zaraz jednak się uśmiechnął, odchodząc za swoim partnerem. Jacy ci ludzie byli przewidywalni~! A to przerażenie~! Cu-do-wne~!!!
     Szli dalej, powoli schodząc z ruchliwej ulicy i kierując się w stronę jednego z największych odludzi w mieście. Informator prowadził, blondyn po prostu szedł za nim, w zamyśleniu patrząc na jego uradowaną minę. Nie zastanawiał się nawet, dokąd zmierzają. Kiedyś często chodził gdzie go nogi poniosły, gdy mocno się zamyślał. Różnicę stanowiło jedynie to, że teraz miał kogoś, kto go prowadził.
     Orihara rozkoszował się słodyczą w ustach, idąc w stronę miejsca, które akurat miał ochotę zobaczyć. Shizu-chan jak zwykle podążał za nim, nawet nie pytając o kierunek. Izaya był tym faktem naprawdę zadowolony, bo przecież to że są w swojego rodzaju związku nie znaczy, że chciał się jakoś ograniczać. A odwiedzanie tego typu miejsc nie było też rzeczą, którą miałby ochotę robić samotnie, nawet jeśli nigdy nie podzielał losu tych istot...
     Po kilkunastu minutach drogi dotarli do świeżo pomalowanej siatki z drutu, którą ogrodzony był niewielki teren z jednym domem pośrodku i placem zabaw dookoła. Pomyślałby kto, że to miejsce to centrum zabawy, ale bynajmniej. Dom zbudowany był z poczerniałej ze starości cegły i ponury niczym nawiedzony dwór. Plac zabaw to w większości trawa i chwasty, a huśtawki i tego typy rzeczy nadawały się przede wszystkim do drobnych napraw, jak chociażby naoliwienie... Tak, to był dom dziecka. Izaya nie wiedział, dlaczego ostatnimi czasy odwiedził już połowę z nich. Miał swojego rodzaju przeczucia, zazwyczaj przydatne w jego zawodzie, że czegoś powinien szukać właśnie w którymś z nich. Więc to robił. Ten był już kolejnym ośrodkiem na jego liście.
- Izaya... - Informator poczuł ciepły, leciutko przyspieszony z niepokoju oddech blondyna przy swoim uchu. Przyjemne uczucie. - Po co tu jesteśmy?
     Informator zastanawiał się kilka chwil nad odpowiedzią, w międzyczasie wodząc orzechowymi oczami po dzieciach bawiących się na podwórku.
- Shizu-chan, zastanawiam się~... - Szepnął cicho. - Zastanawiam się, co mnie tak ciągnie do tego miejsca... - Zmarszczył brwi, nadal wpatrując się w rozbiegane dzieci. Dziewczynki tańczyły w kółeczku albo bawiły się nieco wybrakowanymi lalkami, chłopcy zaś chybotali się niebezpiecznie na piszczących huśtawkach, kręcili jak najszybciej karuzelą, grali w piłkę, albo po prostu się bili. Dwie opiekunki nie zwracając na nic uwagi rozmawiały o czymś zawzięcie.
     Shizuo z braku lepszej alternatywy również zaczął wodzić wzrokiem po całym tym cyrku. Było w tym coś ponurego. Nie było tam za grosz domowego ciepła, ani krzty zainteresowania czy troski. Te dzieci wylądowały tam, bo nie miał ich kto przygarnąć. Zapomniane przez ludzi i świat, stłoczone w biedzie, stwarzające jedynie pozory porządnie ubranych czy dobrze najedzonych. Żyjące resztkami nadziei, że ktoś kiedyś wyciągnie je z tego bagna, albo chociaż wpłaci jakieś pieniądze, by mogło im się żyć lepiej. Blondyn niemal ponownie odpłynął myślami, zastanawiając się nad tym, jak to dobrze, że on sam ma rodziców i młodszego brata, który nigdy nie musiał zaznać nędzy takiego życia. Z zamyślenia wyrwało go nagłe szarpnięcie za rękaw, już chyba piąte tego dnia.
- Co jest, pchło? - Mruknął, zdezorientowany.
- Patrz, Shizu-chan! - Izaya z właściwą sobie fascynacją wskazywał na czerwonowłosą dziewczynkę, siedzącą na trawniku i cierpliwie plotącą wianek z mleczy. Na tle rozbieganej dzieciarni wyglądała naprawdę niezwykle, jednak blondyn wciąż nie wiedział, z czego wynikała fascynacja informatora.
- No, widzę ją. - Skinął lekko głową. - I co z tego?
- Shizu-chan, przypatrz się~! - Fuknął na niego zniecierpliwiony brunet. - Ta czarnowłosa, która idzie w jej stronę! Widzisz ją~? Widzisz, co się zaraz stanie~??? - Na twarzy Orihary wykwitł uśmiech pełen fascynacji. Heiwajima wciąż nie rozumiał o co dokładnie chodziło, ale powoli przyzwyczajał się do tego, że to normalne, kiedy przebywa ze swoim partnerem.
- Widzę ją. - Potwierdził. Postanowił nie wnikać w temat,więc nie zadał już więcej pytań, tylko cierpliwie obserwował.
     Czarnowłosa dziewczynka, dość utuczona w porównaniu do reszty, zbliżała się nieubłaganie w stronę czerwonowłosej, szczupłej i wysportowanej osóbki. Dotarła do niej zadziwiająco szybko i z zadziwiająco wściekłą miną. Wyrwała jej wianek z ręki i cisnęła nim o ziemię, krzycząc coś do spokojnie siedzącej małej. Czerwonowłosa wpatrywała się w nią z nienaturalnym spokojem i wydawało się, że na coś czeka. Brunetka zaczęła wściekle tupać nogą, a w końcu zbliżyła się o krok, zamierzając najwyraźniej zrobić coś niedobrego, jak chociażby pobicie siedzącej postaci. Jednak w tym momencie reakcja ognistowłosej była niezwykle szybka. Wstała, chwyciła nadętą znajomą za ręce od tyłu i stanęła na jednej nodze, drugą opierając mniej więcej na czubku kości ogonowej przeciwniczki. Z daleka widać było, że sytuacja gwałtownie się zmieniła. Teraz czarnowłosa była przerażona. Na jej twarzy powoli pojawiały się coraz większe oznaki bólu, im bardziej to rozzłoszczone chucherko prostowało nogę, nadal trzymając ją za ręce. Teraz była agresorka stała się ofiarą, starającą się za wszelką cenę nie krzyczeć. Pewnym było, że jeśli niedoszła ofiara jej nie puści, tyłek i tak będzie ją pobolewał przynajmniej ze dwa dni, a rękoma nie ruszy przynajmniej parę godzin - były już mocno wykręcone w nadgarstkach i naciągnięte w łokciach. Na drobnej twarzyczce czerwonowłosej dotychczasową niepohamowaną furię zastąpił mściwy uśmieszek, gdy usłyszała jęk z ust brunetki. Na pożegnanie puściła jej ręce i kopnęła ją tak, że czarnowłosa ledwo utrzymała się na nogach. Ofiara, która z założenia miała być oprawcą, czym prędzej pobiegła na skargę do zaślepionych i ogłuszonych rozmową opiekunek. Jednak gdy już tam dotarła, mała siedziała na trawie, ze stoickim spokojem poprawiając świeżo ukończony wianek. Panie, niezadowolone, że ktoś przerwał im rozmowę, odprawiły dziewczynkę obojętnymi fuknięciami.
- Shizu-chan, chyba właśnie znalazłem to, czego szukałem~. - Oznajmił zadowolony Izaya.
- Że co? - Spytał zaskoczony blondyn.
- Nie oglądałeś uważnie~? - Informator popatrzył na niego, jakby rozważał, czy się obrazić. - Shizu-chan~! Ona jest cudowna~! Chcę ja zabrać do domu~. - Uśmiechnął się lekko, jakby sprawa była już zatwierdzona.
- Odbiło ci???- Heiwajima uniósł brwi w geście całkowitego niedowierzania. - Chcesz adoptować dziecko?! mało masz zabawy ludźmi na co dzień? Musisz jeszcze ze mnie nagle robić ojca???
     Izaya pokręcił głową, teraz już zupełnie jakby się obraził.
- Oy, Shizu-chan, gdybyś ty był tatą, to by oznaczało, że ja będę mamą, a ten układ mi się nie podoba. - Pouczył blondyna. - I nie mów, że miałaby dwóch ojców, bo dziewczynka musi mieć mamę, nawet jeśli tę funkcję ma pełnić któryś z nas.
- Izaya! - Warknął wkurzony Shizuś. - Nie odwracaj kota ogonem! Nie przygarniemy dziecka, rozumiemy się??? Nie masz pojęcia o wychowaniu dzieci, nie masz pojęcia jaki to kłopot! Poza tym, nie miałem pojęcia że to, że ja nie jestem w stanie zrobić ci dziecka, aż tak cię frustruje. - Uśmiechnął się złośliwie. - Jednak to że masz taki kaprys nie znaczy, że mamy przygarniać jakąś nieznaną nam zupełnie dziewczynkę. Nie. Koniec i kropka.
- Dobrze Shizu-chan, skoro tak się upierasz że to TY zrobiłbyś dziecko MNIE, to możesz być ojcem w tym związku. Że też ty jak zawsze musisz być na górze~... - Westchnął teatralnie Izaya, popychając bramkę i wchodząc na teren sierocińca.
- IZAYA! - Shizuo dogonił go błyskawicznie. - Nie i koniec!!! - Warknął, podążając jednak krok w krok za swoim kochankiem.
- Ale Shizu-chan... - Izaya zatrzymał się gwałtownie, robiąc naprawdę słodką, proszącą minkę. - Przecież ona jest zupełnie jak my~! Szybko się wkurza i robi ludziom krzywdę jak ty, a do tego jest uważana za niewiniątko, jak ja. - Uśmiechnął się szeroko, widząc pełne niedowierzania spojrzenie Shizusia. Zaraz jednak wrócił do proszącej minki i podszedł do blondyna, patrząc mu w oczy. - Shizu-chan, proszę, chcę mieć dziecko z tobą chociaż na trochę~... - Mruknął, starając się nie wybuchnąć głośnym śmiechem, co było naprawdę trudne, biorąc pod uwagę, że widział zdezorientowaną i niepewną minę swojego partnera.
- Ok... - Poddał się blondyn, lekko się rumieniąc. - Ale koniec z takimi głupimi tekstami. I przygarniamy ją tylko na trochę, żebyś się przekonał, że to zły pomysł. - Shizuś już zaczynał czuć się winny. Mówił o żywej dziewczynce jak o wypożyczaniu samochodu. Nie powinien się na to godzić - z ilością forsy jaką miał Izaya i odrobiną jego dobrej woli będzie żyła po królewsku, żeby w końcu potem wrócić tutaj i dalej musieć walczyć o prawo do spokoju. "Tylko na trochę." Podarować odrobinę miłości, żeby w końcu ją odrzucić. Okrutne. Dlaczego ta menda społeczna chce to zrobić? Przecież ona nie może zostać u nich na stałe i on dobrze o tym wie.
     Kiedy dotarli do uprzejmie znudzonych opiekunek, te tylko rzuciły im nieufne spojrzenia.
- Zabłądzili panowie? - Mruknęła jedna z nich.
- Nie. - Odparł równie uprzejmie Izaya. - Chciałbym zabrać stąd pewną niezwykłą dziewczynkę. I jak rozumiem, wystarczą te papiery, tak? - Podał kobiecie dokumenty, wyjęte z torby. Shizuo nareszcie dowiedział się, po co mu ona była.
- Hmmm... - Szatynka z ustami wygiętymi w niechętnym grymasie przejrzała pobieżnie zawartość papierów. - Wygląda na to, że od adopcji dzielą pana dwa kroki. - Przyznała.
- Musi pan wypełnić papiery u nas. I ktoś musi się kopsnąć zanieść to do sądu, gdzie czeka pana dłuuga rozprawa, jak większość ludzi próbujących adoptować dziecko. Nie ma gwarancji, że pana wymarzona córeczka - tu posłała Izayi kpiący uśmiech - do tego czasu nie stanie się pełnoletnia.
     Shizuo niemal westchnął. Pewne były dwie rzeczy: Jego kochanek dostanie czego chce i kiedy chce. A te kobiety długo już nie zagrzeją tu stanowisk.
- Niech się panie o to nie martwią~. - Informator popatrzył na nie z mrożącym krew w żyłach błyskiem w oku i się uśmiechnął. - Najpóźniej pojutrze będziecie miały jedną podopieczną mniej~! Czy to nie cudowne~? - Spytał całkiem uprzejmym tonem, mimo to obie opiekunki popatrzyły na niego z jawnym niepokojem. - A teraz - spoważniał - poproszę o dokumenty i akta tej prześlicznej czerwonowłosej dziewczynki.
     Mimo całej niechęci jaką od początku go darzyły, obie kobiety postarały się uwinąć jak najszybciej. Tak więc już po kilkunastu minutach Izaya schował plik kartek do torby i podszedł powolnym krokiem do małej ognistowłosej dziewczynki, siedzącej w wianku na głowie, z podkulonymi nogami i patrzącej nieruchomo gdzieś w dal. W tej chwili Heiwajima naprawdę widział podobieństwo między nią a swoim partnerem.
- Witaj~! - Przywitał się Orihara, kucając tuż przed nią i uśmiechając się jakoś tak... inaczej. Delikatnie. Ze zwykłym zaciekawieniem. - Midori, zgadza się~?
     Dziewczynka zerknęła na niego pustym wzrokiem i skinęła głową. Jej czerwone oczka jakby pociemniały.
- Chciałabyś stąd wyjść~? - Kontynuował informator.
     Chucherko przyglądało mu się przez chwilę w milczeniu. W końcu delikatnie potrząsnęła głową. Jakkolwiek starał się to przed nią ukryć, w jego oczach błyszczały ogniki radości. Nie lubiła ich. Ona też tak czasem wyglądała i to było wtedy, gdy powtarzano jej, że jest zła.
- Dlaczego? - Przypatrzył jej się tak niewinnym wzrokiem, na jaki tylko było go stać.
- Nie lubię cię. - Szepnęła cicho.
     Shizuo wybuchnął niepowstrzymanym śmiechem. Ta mała była naprawdę jak połączenie ich dwóch! Dotąd jak Izaya, w końcu pokazała instynkt równy jemu. I do tego wywołała niedowierzanie na twarzy pchły! Już ją lubił.
- Nie dziwię się. - Odezwał się poraz pierwszy, kucając obok. - Ale on nie jest aż taki zły, na jakiego wygląda, wiesz? - Uśmiechnął się uspokajająco, tak jak to robił, gdy Kasuka był jeszcze mały. - Tu chyba nie jest zbyt wygodnie, co? W tym domu. - Odetchnął głęboko. Nawet powietrze nie było zbyt czyste. Gdzieś niedaleko na pewno była jakaś fabryka...
- Panie nie pozwalają o tym mówić. Ale mi się nie podoba.
     Ten blondyn podobał jej się znacznie bardziej. Emanował naturalną swobodą. Widać było, że często się wściekał, ale ona też niezbyt dobrze kontrolowała nerwy. Poza tym widziała wyraźnie, że tak jak ona pragnie spokoju. Naprawdę nie skrzywdziłby nawet muchy, chyba że ta by się na niego uwzięła.
- Więc, dlaczego nie chcesz stąd iść? - Shizuo popatrzył na Izayę zachęcająco. Dobrze by było, gdyby pokazał trochę takiego charakteru, jak czasem, gdy byli tylko oni sami...
- Mi-chan, mogę cię stąd wyciągnąć w każdej chwili~! I będę naprawdę miły, zobaczysz~! - Izaya przekrzywił zabawnie głowę i uśmiechnął się niepewnie. Nie lubił się tak bezsensownie szczerzyć do nikogo, nie licząc Shizusia. - Poza tym, będziesz mieszkała obok Shizu-chan'a, skoro go tak lubisz~. Chociaż będę trochę zazdrosny~... - Westchnął teatralnie.
     Żadnego większego wrażenia~! Nieprzewidywalna, tak jak mój Shizu-chan~. Już ją lubię~! Większość dzieci na jej miejscu by się skrzywiła, słysząc takie niemal wyznanie~...
- Pójdę. - Oznajmiła w końcu Midori.
- Yatta~! - Ucieszył się Izaya. - Do zobaczenia pojutrze~~!
     Wstali obaj. Blondyn pomachał jej na pożegnanie. Zostawili ją samą, narażoną na zdumione i zawistne spojrzenia innych dzieci. W dodatku panie patrzyły na nią jakby wrogo. Jednak czuła, że nic jej nie zrobią. A jej przeczucia rzadko się myliły. To miał być po prostu jeden z wielu niekończących się, denerwujących swoją bezczynnością dni. A jutro mieli pielić ogród. Też głupie zadanie.
     Czerwonowłosa opadła na trawę i wpatrzyła się czerwonymi ślepkami w błękitne, bezchmurne niebo.
- Będę miała dom. - Szepnęła, starając się w to uwierzyć.

     Kiedy Izaya i Shizuo wrócili do domu, (w tym wypadku był to dom Izayi, bo, jak twierdził, nie mógłby dalej pracować, gdyby mieszkał u blondyna) informator od razu rozsiadł się przed laptopem. Oznajmił też, że nie ma czasu na zrobienie obiadu ani inne sprawy. Miał zamiar pracować nad sprawą Kawaguchi'ego Kouhei'a, ważnego przedsiębiorcy budowlanego, no i musiał jeszcze załatwić sprawę papierów adopcyjnych. Oczywiście była to sprawa 2 w 1 - za informacje o Kawaguchi'm pewien znajomy sędzia miał załatwić sprawę dziewczynki w jedną rozprawę.
     Ex-barman powlókł się zatem do kuchni, żeby zrobić coś dla nich obu. Z niezadowoleniem odkrył, że wszystkie szafki są właściwie opustoszałe. Nie było nawet niczego do ryżu... Zawołał zatem, że wychodzi i ruszył do miasta. Sporo czasu zajęły mu zakupy, rozmowa z Celty, obrona jakiegoś młodzika przed pobiciem... Gdy wrócił do domu właściwie zbliżał się już wieczór. Izaya nadal załatwiał swoje sprawy, nie myśląc nawet zainteresować się blondynem. Zatem nasz biedny Shizuś upichcił pyszną, lekkostrawną ucztę dla dwojga i dopiero wtedy spróbował oderwać kochanka od pracy. Jednak ani łagodne perswazje, ani grzeczne prośby, ani rzucenie weń poduszką nie przyniosło rezultatu. Starając się nie połamać żadnego naczynia, zjadł sam. Położyć się spać oczywiście też musiał sam...
     Izaya pracował przez dłuższy czas, a dokładniej tak długo, że stracił rachubę. Niezłe ziółko było z tego przedsiębiorcy, zbieranie informacji o nim trwałoby jeszcze naprawdę długo, gdyby Izaya nie miał kontaktów wśród jego pracowników. Jedynie dzięki temu skończył pracę, gdy zaczęło już świtać. Pozostało mu tylko wypełnienie papierów adopcyjnych i zaniesienie wszystkiego do sędziego...

     Gdy Heiwajima otworzył oczy, zobaczył jedynie, że pościel obok niego znajduje się nadal w stanie nienaruszonym. Wstał więc, naciągnął na siebie spodnie i poszedł zobaczyć, co z Izayą. Zastał go przy biurku, zapisującego coś na kartce. Zachowywał się nadal, jakby go nie zauważał... Jednak Shizuo postanowił znieść to cierpliwie. Nawet jeśli nie był to jeden z jego atutów, przecież mógł się postarać, prawda? Tak więc odbębnił poranny prysznic, zrobił śniadanie, podstawił brunetowi talerz pod nos i wyszedł do pracy.
     Po wielu godzinach męczenia się z uciekającymi dłużnikami, ochroniarz w końcu mógł wrócić do domu. Po drodze kupił ootoro, z zamiarem zrobienia niespodzianki Oriharze. Mrucząc pod nosem nie do końca melodyjne rytmy, otworzył drzwi i zawołał:
- Wróciłem!
     Nie odpowiedział mu żaden głos. Poddenerwowany przeszukał gabinet bruneta, łazienkę i kuchnię. Nic. Zerknął do sypialni. Izaya nawet się nie przebrał - leżał na łóżku we wczorajszych ciuchach, rozczochrany, spocony od ciągłego noszenia bluzy i z wyrazem niebywałego zmęczenia na twarzy. Co było robić? Blondyn znów musiał zjeść sam. Z nudów próbował nawet posprzątać, co na ogół robił Izaya, a co tym razem skończyło się skruszeniem trzech kubków, rozbiciem doniczki z kwiatem i wtarciu ziemi w dywan. Dalej Shizuo nawet nie próbował. Po prostu upewnił się, czy jego kochanek śpi i wyszedł, starannie zamykając drzwi. Czuł się samotny, mimo że przecież przebywali ze sobą przez większość czasu. Zapomniany. Izaya ignorował każdą jego próbę zbliżenia.
     Co do cholery ta pchła sobie myśli?! Nawet gdyby zajął się tymi papierami czy pracą dzień później, nikomu nie zrobiłoby to aż takiej ogromnej różnicy! Jeśli w ten sam sposób będzie się zajmował małą, prędzej sama ucieknie... Chociaż on i tak pewnie nie zauważa, czy ktoś jest, czy go nie ma. Liczą się informacje i manipulowanie ludźmi, oczywiście...
     Po długim spacerze pełnym ponurych rozmyślań, Shizuo jakimś cudem zawędrował aż pod sierociniec, w którym znajdowała się Midori. Dzieci właśnie zmagały się z zarośniętym chwastami polem. Na ich dłoniach widać było czerwone ślady po śliskich łodygach. Chyba nie robili tego dobrowolnie...
     Czerwonowłosa z wściekłością w oczach wyrywała chwast za chwastem. Szło jej to najlepiej z całej grupy, jednakże cała była umazana w ziemi, a jej dłonie pulsowały neonową czerwienią. Shizusiowi od razu przeszło przez myśl, żeby pójść do opiekunek i dokładnie wyłożyć im, co myśli o zmuszaniu dzieci do pracy. Jednak udało mu się pohamować. Gdyby przy okazji rozwalił jakąś ścianę, dzieci nie miałyby gdzie spać, a poza tym wyglądało na to, że dzieci mimo wszystko nie narzekają. On nie mógł tam pójść i się awanturować. - Przekonywał siebie. - Tylko by zaszkodził. To sprawa raczej do sądu, albo czegoś podobnego...
     W tym momencie zadzwonił jego telefon. Izaya prosił, żeby wrócił do domu. Rzucił więc tylko zmartwionym spojrzeniem na dzieci i zawrócił.

- Co jest, pchło? - Heiwajima stanął w drzwiach gabinetu informatora i przyglądał się, jak jego partner kręci się na krześle obrotowym.
- Shizu-chan~! - Orihara powitał go z uśmiechem, podnosząc jakiś wydruk i podając go zdumionemu Shizusiowi. - Już od jutra będziemy mieli dziecko!- Zachichotał. - Cieszysz się~?
- Jasne, Izaya. Jasne. - Poczochrał świeżo umyte włosy swojego kochanka. - A potem trzeba jeszcze coś zrobić. Dzieci tam są przymuszane do pracy na terenach...
- Wiem, Shizu-chan~! - Przerwał mu. - Już to załatwiłem. Tym dzieciom będzie już tylko lepiej~. - Ziewnął.
- To skoro już się wszystkim zająłeś... Może teraz ja mogę się zająć tobą? - Mruknął i nie czekając na odpowiedź połączył ich wargi w namiętnym pocałunku.
     Informator nie protestował. Oddał pieszczotę, ale gdy Shizuś zaczął jeździć palcami wzdłuż jego karku, zdecydowanie mu przerwał.
- Shizu-chan~... Nie mam siły. - Wyznał, oplatając ramionami jego szyję. - Spałem cztery i pół godziny~...
     Blondyn nie odpowiedział. Zaniósł go do łóżka, ściągnął z niego bluzkę i przykrył kołdrą. Mają czas. Poczeka. W końcu to nie koniec świata, jeśli jeden czy dwa dni nie będą mieli ze sobą niemal żadnego kontaktu...