Blog poświęcony Anime Durarara!! Znajdziesz tu opowiadania yaoi (mężczyzna x mężczyzna) Shizaya (Shizuo x Izaya), Izuo (Izaya x Shizuo) i IzaKida/Kizaya (Izaya x Kida). Jeśli nie tego szukałeś i treści tu przedstawiane ci nie odpowiadają prosimy o opuszczenie tego bloga. Pozostałych zapraszamy do czytania.

wtorek, 19 sierpnia 2014

Shizaya/Izuo - Poukładane życie jest nudne!

Ohayou~!
Widzę "Poproś" wywołało małą burzę XD ci którzy się o coś pytali w komentarzach mają tam odpowiedź od Inu-chan więc odsyłam tam ;3
A teraz ta oto miniaturka....
To jest albo Shizaya albo Izuo... Wybierzcie sobie jedno, które wam bardziej pasuje i przeczytajcie myśląc, że to właśnie o tym paringu. Gwarantuję, że zadziała w obie strony. XD
no więc enjoy~!





     Izaya kręcił się na swoim ukochanym krześle, śmiejąc się jak wariat ze swojego najnowszego planu. Zatrzymał się w pół obrotu i z pasją zaczął przestawiać pionki na szachownicy. Zajęty swoimi boskimi sprawami nie usłyszał brzęku kluczy, szczęku przekręcanego zamka ani odgłosu kroków zmierzających w jego stronę.
     Namie zdenerwowane weszła do pokoju i pokręciła głową z politowaniem, widząc w jakim stanie go zastała. Izaya zwrócił na nią uwagę dopiero gdy odchrząknęła głośno i stuknęła szpilką o posadzkę.
- O Namie-san, nie słyszałem jak wchodzisz~! - powiedział swoim wesołym, lecz nie pozbawionym kpiny głosem.
- To oczywiste... Znów bawisz się w boga zapominając o spotkaniach... Co ja z tobą mam. - mruknęła przechodząc przez cały pokój szybkim, równym krokiem. Stanęła przed biurkiem bruneta. - Proszę. - mruknęła głośno, odstawiając na blat to co przyniosła. - Prezent, żebyś nie zapominał więcej o spotkaniach.
     Izaya z zaciekawieniem przyjrzał się przedmiotowi. Był to gruby, obity w sztuczną, brązową skórę notatnik. Z przodu miał wytłoczony napis "2004"*. Informator otworzył zeszyt i przejrzał kilka kartek.
- Kalendarz?
- Jak widzisz...
- Nie potrzebuję go. - prychnął. - Kalendarzy używają ludzie, którzy nie umieją się bawić.
- JA używam kalendarza!
- No widzisz~... - Uśmiechnął się wrednie, chwytając za zeszyt. Obszedł swoje biurko i wcisnął go dziewczynie w ręce. - W takim razie na pewno ci się przyda, nie ma za co~! - Po czym wrócił na miejsce.
- Izaya nie żartuj sobie ze mną. - zagroziła już lekko zirytowana. - Daję go tobie, żebyś więcej nie zapominał o spotkaniach i nie przysparzał mi kłopotów!
- He~... Czyli dajesz mi zastępstwo za siebie? Chcesz żebym cię zwolnił? - Oparł rękę na blacie i ułożył na niej głowę z ciekawością przyglądając się jej reakcji. - Bo wiesz, skoro kalendarzyk będzie pilnował spotkań, to wystarczy zatrudnić gosposię... Wyjdzie o wiele taniej~!
- Kalendarz nie będzie tego planował, to moja praca, masz go tylko mieć i zapisywać spotkania a później na nie przychodzić. - odparła lekko nerwowym tonem. W końcu nie wiadomo co Izayi strzeli do głowy... Może naprawdę chce ją zwolnić.
- Nie-e, to zbyt pracochłonne~... - westchnął. - Nie potrzebuję tego zeszyciku i nie potrzebuję niczego planować. Poukładane życie jest nudne~... - wyjaśnił, wstając z krzesła. Przeciągnął się i zabrał leżącą na oparciu bluzę. Wyszedł z mieszkania, machając tylko ręką na pożegnanie.
     Sekretarka westchnęła i spojrzała na leżący na stole kalendarz. Zostawiła go tam i wróciła do pracy.

     Kilka tygodni później Izaya cały w skowronkach wpadł do biura. Szybko podszedł do biurka i otworzył kalendarz, czytając w nim jedną z notatek.
- Gdzie byłeś? - Sekretarka przegadająca ksiażki na piętrze nawet na niego nie spojrzała. Informator nie przejął się tym jednak, mając zbyt dobry humor. Jeszcze raz spojrzał do kalendarza.
- W Ikebukuro Shiki-san prosił mnie małą przysługę~! - Powiadomił ją, samemu wchodząc na piętro.  Stanął za dziewczyną i uśmiechnął się wesoło. - Niechętnie to mówię, ale ten jeden raz byłaś genialna~! - Pochwalił ją, wręczając dziewczynie kopertę. - Kalendarz to świetny prezent! - Odwrócił się na pięcie i zbiegł na dół. - Idę się wykąpać i liczę, że później dostanę ootoro~!
- W twoich marzeniach! - odkrzyknęła mu, lekko rozbawiona takim zachowaniem jej pracodawcy.
- No cóż~... I tak nie zepsujesz mi tym dnia~! - Puścił jej oczko, znikając za drzwiami łazienki.
     Kobieta pokręciła tylko głową i ruszyła do swojego biurka. W końcu Izaya w kopercie na pewno nie dał jej ani wynagrodzenia ani zdjęć brata, a tyko następną papierkową robotę. Westchnęła i odłożyła teczkę na blacie. Nie mogąc się powstrzymać podeszła do biurka Orihary i delikatnie otworzyła kalendarz na dzisiejszej dacie.
     "Wyprawa do Ikebukuro żeby zabawić się z Shizu-chan'em. Pretekst dla Namie: Niewielkie zlecenie od Shikiego."
     Dziewczyna przerzuciła jeszcze kilka kartek odkrywajac, że jedyny pojawiający się zapis to "Wyprawa do Ikebukuro żeby poobserwować/pobawić się z/zabawić się z Shizusiem. Pretekst dla Namie:__________"
- Ten drań... - warknęła w myślach, widząc notatki.




* novela Durarara!! jest pisana od 2004 roku nie mam pojęcia który rok jest w anime, ale skoro autor pisze o czasach współczesnych i w Japonii - kraju nowinek technologicznych - są jeszcze telefony z klapką (patrz pink phone Izayi X3) to to chyba dobry rok... Jakby ktoś wiedział w który rok tam jest to nich napisze w komentarzu. Poprawię! I będę mu za to bardzo wdzięczna~!

sobota, 16 sierpnia 2014

Poproś (aka Shizu-inu)


*chowa się za szafką* =w= *rzuca się na notkę* mój zaległy prezent~!!!!! *tula notkę*
Ekhem~... >///> Kiasarin-san, mogłabym cię prosić o puszczenie mojej notki~? >3<
*odwraca głowę mając wzrok mogący zabijać* Nie! =w=
Więc tak~... Ten, tego~... X33" Dzień dobry~...
Jak widać notka jest bardzo specjalna, Kiasarin-san czekała na nią od jakichś 5 miesięcy~... Ale jest~! X33" W końcu~...
Jednak nie róbcie sobie wielkiej nadziei, to nic specjalnego, takie tam Shizu-inu, jak to się początkowo nazywało~... =3= Nic szczególnego, naprawdę~...
Ekhem, Kiasarin-san, teraz ty mi wisisz obiecaną notkę, mam na to świadków~! =3=
i poczekasz na nią z 5 miesięcy zobaczysz jaki to ból *niechętne pokazuje notkę czytelnikom nadal mocno trzymając ja w łapkach*
...CHCĘ JUŻ TERAAAAAZ~!!! *płacze* Bo ci zabiorę tą~... Usunę, zobaczysz. Q^Q ...Dobra, koniec fochów, może wam pozostawię ocenę, czy to usunąć... X3" 

Poza tym mam ważną sprawę~!
Reivi-chan założyła bloga, więc z tego miejsca chcę go polecić, już, teraz, bo naprawdę warto wejść, poczytać i zostawić po sobie jakikolwiek ślad też dobrze by było~!!!

No, a teraz już~... Enjoy~! >w<

UWAGA: Izuo. Jeśli nie chcesz, nie czytaj~...



     Izaya skocznym krokiem przemierzał miasto w drodze do swojego domu. Rzadko kiedy bywało, by tak bardzo chciało mu się wracać z jego pasjonujących wycieczek, ale tym razem miał ważny powód.
- Wróciłeem~! - zawołał wesoło, stawiając torbę z zakupami na czystej podłodze. - I mam jedzenie dla psiaka~! - zachichotał.
- I może jeszcze mam się rzucić i ucałować cię na powitanie po psiemu, co? - doszło do niego warknięcie z salonu.
- Yare yare, Shizu-chan, jakiś ty niemiły~! - zaśmiał się raz jeszcze, ignorując tradycję ściągania butów i wziął coś z torby z zakupami. - Patrz, mam dla ciebie kość~! - Pomachał mu prawie przed nosem pudełkiem z najnowszym filmem z Kasuką w roli głównej.
- Dzięki. - Blondyn sięgnął po film, ale Izaya szybko zabrał mu pudełko sprzed nosa. Heiwajima popatrzył na niego spod byka. - Co, mam może poprosić?! - warknął znów.
- Tak~! - Izaya klasnął, trzymając pudełko między dłońmi. Shizuo popatrzył na nie, zaniepokojony.
- No chyba nie. - prychnął i usiadł na kanapie, wyjmując papierosa.
- Ej, Shizu-chan, nie wolno ci. - Zabrał mu papierosa z ręki, a gdy Shizuś wyciągnął znów paczkę, zabrał mu szybko całą. W odpowiedzi na gniewne spojrzenie i gardłowe warknięcie wzruszył tylko ramionami. - No co~? Psom to szkodzi, prawda? - Sięgnął do jego głowy, próbując złapać jego zmutowane psie ucho, ale tym razem Shizuś był szybszy. Pacnął go w rękę i warknął, żeby dał sobie spokój. Izaya roześmiał się kpiąco.
- Gdybym mógł to bym cię zabił.
- Zupełnie inaczej szczekałeś ledwie pięć godzin temu. - prychnął i pstryknął go w nos. Blondyn nagle zdezorientowany zakrył dłońmi nos i spojrzał na Izayę, przekręcając lekko łepek i skamląc. Dopiero po paru sekundach otrząsnął się i warknął jeszcze wścieklej.
- Ty...
- Tak, tak, to ja zrobię obiad. - Położył pudełko na stole i wrócił do korytarzyka po torbę z zakupami. Właśnie gdy ją podnosił, usłyszał wściekłe warknięcie. Uśmiechnął się asymetrycznie.
- Gdzie płyta kleszczu?!
- Mówiłem, że masz poprosić. - Wzruszył ramionami, przystając przy wejściu do pokoju. - Inaczej jej nie dostaniesz.
- Tsh, w życiu. - prychnął i niemal zgniótł pudełko. W porę się opanował i zemścił jedynie na poduszce, rozrywając ją na pół.
- Shizuu-chaaan, czy to kolejna poduszka~? Jak tak dalej pójdzie nie kupię kolejnej! - zagroził, jednak wciąż się uśmiechał. Ta sytuacja niezwykle go bawiła.
- Mam to gdzieś. - warknął blondyn i włączył pierwszy-lepszy film akcji w telewizji.
- Oi, a wiesz, że dziś przychodzi Aya-chan~? - Orihara zaniósł torbę do kuchni i zaczął rozpakowywanie.
- Co mnie to? - prychnął, szukając jakiejś innej paczki papierosów po kątach. Izaya znalazł wszystkie jego kryjówki... Żeby go szlag...
- Myślę, że bardzo jej się spodoba mój nowy zwierzaczek~! - zawołał wesoło, wykładając makaron. Ayaji lubiła włoską kuchnię, a jemu zależało, żeby dziś była szczęśliwa i co ważniejsze, skora do zabawy. Tak żeby powkurzać Shizusia...
     W tej chwili z salonu dało się słyszeć jakiś trzask.
- Shizu-chan, nie połamałeś chyba stołu, prawda~?
     Dobiegło go tylko stłumione warknięcie, na co się zaśmiał.
- Oi, oi, bo jeszcze pomyślę, że próbowałeś się załatwiać w salonie i ci nie wyszło~...
- Teraz to przegiąłeś. - warknął, stając za nim z mordem w oczach.
     Izaya już otwierał usta, ale wybawił go dzwonek do drzwi.
- Shizu-chan, mamy gościa~! - zawołał wesoło i pobiegł do drzwi. Gdy otworzył, w drzwiach ukazała się mała dziewczynka, na oko czteroletnia, ubrana w błękitną sukieneczkę, czarne legginsy i sandałki z ciężkimi, sztywnymi podeszwami. W łapkach trzymała małą lalkę barbie. Gdy podniosła głowę, by popatrzyć na Izayę swoimi głęboko niebieskimi oczami, czarne, drobne kiteczki po bokach jej głowy zakołysały się wesoło. Ona też uśmiechnąła się uroczo, a oczy jej zabłysły, gdy popatrzyła na Shizuo, który podszedł do drzwi.
- Pieseeek~! - pisnęła szczęśliwa, podbiegając i wtulając się w jego nogę. Shizuo nerwowo machnął zmutowanym ogonem.
- Oi, nie jestem psem, mała. - Zupełnie nie miał humoru przez brak papierosów.
- Piesek! - pisnęła uparcie i pociągnęła go za nogawkę, żeby się nachylił. Gdy nie poskutkowało, obiegła go, podskoczyła i złapała za ogon. Blondyn momentalnie się spiął, próbując odgonić ją machaniem samego ogona. To tylko ją rozbawiło. Nagle jej wzrok stał się zupełnie bezmyślny i spróbowała ugryźć jego puchaty ogon.
- Nie! - krzyknął. - Tylko nie to! - Zabrał jej ogon, na co popatrzyła na niego porażająco smutnym wzrokiem.
- Męcz się teraz, Shizu-chan~... - rzucił Izaya, wymijając ich i wracając do kuchni.
- Ej, no nie chciałem, czekaj, spokojnie... - Podniósł ją szybko i mimo, że była krewną Izayi zaczął ją tulić do siebie i lekko kołysać, idąc do salonu. - No uspokój się...
- Piesiooo~... - jęknęła, łapiąc go za uszko. Zaraz uśmiechnęła się wręcz diabolicznie. - Iiik~! - pisnęła, raniąc jego psie uszy ilością decybeli.
- Aaa, niech no ja cię... - Spróbował ją usadzić, ale złapała się jego pleców, wdrapała się wyżej i ugryzła włochate, oklapłe ucho.
- Błe. - Skrzywiła się, zostawiając ucho w spokoju.
- Złaź ze mnie, natrętna kobieto! - warknął, zrezygnowany.
- Nje! - zaśmiała się.
- No złaź! - Spróbował ją zrzucić na kanapę, ale się nie udało.
- Piesio poprosi~? - Uśmiechnęła się uroczo.
- Co wy do jasnej cholery macie z tym proszeniem?! Nie i już! Nie jestem psem!
- To nie idzie!
- Idzie!
- O nie!
- Izaya, przynieś mi mleka! - wydarł się z rezygnacją. - Tylko ciepłego!
- Ale ona nie pije już mleka, Shizu-chan~! - zawołał wesoło Izaya. - Tym jej nie uspokoisz~!
- MI przynieś mleka, to ja się muszę uspokoić! - warknął na niego.
- Hahahahaha~! - Izaya zaczął się pokładać ze śmiechu przy stole kuchennym. - Mam dwójkę dzieci na utrzymaniu, no proszę~!
- Na jakim utrzymaniu gnido! I dawaj to mleko!
- A co jak przyniosę, ale dopiero kiedy poprosisz~? - chciał się z nim podroczyć.
- Zabiję cię. - syknął.
- Piesio zły! - Dziewczynka pacnęła go łapką po głowie, co właściwie nie mogło go zaboleć, ale skutecznie wkurzyło.
- O właśnie, zły piesio~! - poparł ją Izaya z kuchni, zaraz znów pokładając się ze śmiechu.
- A idźcie mi. - fuknął i przełączył kanał w telewizji. Jak tak, to będzie ją ignorował, a co.
- No już, nie fochaj się Shizu-chan~... - Brunet podszedł, poklepał go po głowie i wręczył butelkę z mlekiem. Butelkę dla niemowlaków.
- Zabiję cię. Zabiję, zabiję, zabiję, zabiję... - Prawie zmiażdżył butelkę.
- Nie ucz małej złego słownictwa~! Zły pies. - Pacnął go zwiniętą gazetą po głowie.
     Blondyn skulił się odruchowo i zaskomlał.
- No i takim cię lubię~... - Orihara uśmiechnął się, pełen satysfakcji. Jednak jego uśmiech nie trwał długo, Shizuo uniósł głowę i złapał go za gardło.
- Aa, co piesio robi?! - pisnęła wystraszona dziewczynka.
     Tylko to, że była w pokoju, uratowało Izayę od niechybnej śmierci.
- A teraz won po obiad, kleszczu. - mruknął groźnie, na co Izaya tylko się zaśmiał.
- To Aya-chan tu zostanie, Shizu-chan idzie ze mną przynieść talerze~! - zarządził.
- Tak szybko?
- Było gotowe, tylko sobie nie zagrzałeś~... - westchnął. - Shizu-chan no baaka~! - puknął go palcem w czoło.
- Zrób tak jeszcze raz, a cię zagryzę.
- Widzę twój instynkt się odzywa, co~? Dobra, idziemy~! - Pociągnął go za nadgarstek, na co dziewczynka puściła blondyna. Heiwajima niechętnie zwlókł się z kanapy i poszedł za nim do kuchni.
- Mógłbyś już mnie puścić? - mruknął niechętnie.
- Nie. - odpowiedział po prostu, przystając i całując go krótko w usta. - Ciesz się Shizu-chan, mogłem ci założyć obrożę~!
- Tylko byś spróbował. - wywarczał groźnie. On się nie da spętać jak zwykły głupi kundel, co to, to nie...
- To co wtedy, Shizu-chan~? No weź, sprawiłbym ci taką śliczną obróżkę z masą brokatu i napisem "Shizuś", co~? - Ledwie powstrzymał wybuch śmiechu.
- CHYBA ŻARTUJESZ!!! - Chciał go złapać i jakoś dać mu nauczkę, ale nie zdążył.
     Brunet zrobił karcącą minę i fuknął "Zły pies!", na co psia cząstka blondyna zareagowała skuleniem się na podłodze, podwinięciem ogona i próbą przypodobania się, łasząc się do jego nogi. Na ustach Orihary wykwitł za to pełen  samozadowolenia uśmiech.
- Tak, tak, dobry Shizu-chan~... - Podrapał go za uchem. - Żebyś ty jeszcze był taki posłuszny jako człowiek~... - westchnął z pozorowanym smutkiem.
- Zabiję cię. - sapnął Heiwajima, przełamując psią kontrolę nad sobą i stając na dwóch "łapach". Zachwiał się lekko.
- Arara~... Shizu-chan, nie to rozumiałem przez komendę "poproś"~! - zachichotał. - Ale jak już stoisz na dwóch łapkach~... Siad! - nakazał stanowczo. Blondyn znów zszedł do poziomu podłogi, siadając niczym pies. - Dobry inu~... Teraz leżeć! - Oczywiście blondyn wykonał polecenie. - Aya-chaaaaan~! - zawołał malutką. - Chcesz popatrzeć sobie na zabawnego pieska~? - spytał, patrząc na nieprzytomny wzrok blondyna. Z każdą sekundą bycia psem wydłużał się czas wracania do normalności... Widocznie Shizuś był już zmęczony. No nic, mimo to on nie zamierzał się nad nim litować, wolał spędzić czas ciekawiej.
- Piesiooooo~! - pisnęła szczęśliwie dziewczynka, wpadając do kuchni.
     Heiwajima warknął ostrzegawczo, reagując tylko na nagły pisk. Dziewczynka znów pisnęła, tym razem zdezorientowana i dostała czkawki.
- Zły pies! Tym razem... Turlaj się!
     Ze śmiechem patrzył, jak Shizuo turla się po podłodze. Aż go rozbolał brzuch... Mała też się śmiała, mimo czkawki. W końcu Shizuo klęknął, a Izaya poszedł po wodę dla małej.
- Piesio siad~! - pisnęła zachwycona mała. "Piesio" skrzywił się lekko, ale posłusznie usiadł.
     Brunet dał małej wody i kucnął obok blondyna, głaszcząc go i czochrając mu przy tym włosy. Uśmiechnął się delikatnie, z jakby lekką satysfakcją. Gdy Shizusiowi wróci świadomość, będzie naprawdę zły...
- Ale poprosić to już masz po ludzku... - mruknął do siebie, nachylając się i cmokając swojego pupila w nos. Na to Shizuo liznął go w policzek, co brunet skwitował krótkim "fuj", a potem śmiechem. - Zostań. - mruknął do niego i zabrał talerze, również małą zostawiając w pokoju. Wrócił po trzeci talerz, a Shizuo nieobecnym wzrokiem gapił się na wejście. Na jego widok warknął groźnie. - Co, nie jesteś już psem~? - spytał, rozbawiony. - To powiedz mi, ile ci nałożyć. - zaproponował.
- IIIZAYAAAAAAAAA... - warknął Heiwajima przeciągle. Świadomość jego upokorzenia paliła w policzki, a wściekły był tak, że ściany mógł rozwalać.
- Taaaaaak~? - Brunet również przeciągnął, maskując śmiech.
- Zabijęęę cięęęęęę... Zabijęę... Zabiję... - warczał, podnosząc się powoli, jak w transie. Jeszcze do tego nawet małe dziecko się z niego śmiało...
- Nałożyć ci do miski? - Orihara spytał perfidnie ignorując jego groźby.
- Już nie żyjesz! - wydarł się blondyn, rzucając się na niego. Jednak ten zrobił tylko szybki unik. - Grrrr, dorwę cię, nie uciekaj nawet, nic to nie da... - dodał przez zaciśnięte zęby i tym razem się zamachnął. Jednak kuchnia była obszerna i miejsca do uników było sporo.
- Patrz Shizu-chan, aport! - Izaya rzucił mu gumową zabawkę, którą na wszelki wypadek nosił ze sobą. Blondyn bez namysłu opadł na cztery łapy i pognał za zabawką, po czym obszedł ją, obwąchał dokładnie, skrzywił się dokładnie jak jego ludzka forma, po czym wziął ją w zęby, a ta cicho pisnęła. Zaciekawiony upuścił ją, trącił nosem i znów wziął w zęby. Pisnęła. Podszedł do przyglądającego mu się chłopaka i usiadł jak pies, spoglądając na niego, lekko przekrzywiając łepek i rzucając mu pytające spojrzenie, nadal z zabawką w ustach.
     Izaya bez słowa odebrał od niego zabawkę i rzucił znowu. Gdy Shizuo rzucił się, by ją gonić, zamienił miskę na talerz i spokojnie nałożył mu spaghetti. Po chwili poczuł bardziej niż usłyszał, że Shizuo zachodzi go od tyłu, więc zrobił unik - w ostatniej chwili uniknął jego pięści.
- Gdybym mógł stąd wyjść, w życiu więcej byś mnie nie zobaczył. - wywarczał, zabierając od niego talerz i wynosząc się do swojego pokoju. Nie poszedł do salonu, do Ayaji. Właściwie do końca jej wizyty Izaya ani razu go już nie usłyszał. Szkoda, naprawdę planował zabawić się nieco dłużej...
     Shizuo wyszedł z pokoju dopiero, gdy Izaya pożegnał się z małą i oddał ją jej mamie, a do tego zdążył wykonać kilka telefonów i zrobić coś na deser. I bynajmniej blondyn nadal nie był jakoś szczególnie szczęśliwy.
- Shizu-chaan~... - zawołał Izaya niezrażony jego zachowaniem. - Zobacz, m...
- Zamknij się. - warknął tylko blondyn, przechodząc obok niego obojętnie i sięgając do lodówki. Wyjął butelkę z mlekiem.
- Aleś ty niemiły... Shizu-cha...
- Powiedziałem coś! - wywarczał, przytykając butelkę do ust. Upewniwszy się, że jest i będzie cisza, zaczął pić w spokoju.
- Chcesz loda?
     Przez jego nienaturalnie beznamiętny ton, a może i przez to, że śmiał się odezwać, Heiwajima zakrztusił się mlekiem. Zaczął kaszleć, pozwalając niepołkniętym kropelkom cieczy skapnąć z jego ust na brodę i częściowo odkryty tors. Izaya poklepał go po plecach, na co ten spojrzał na niego wilkiem.
- Poczekaj tylko, aż to się skończy...
- Ale ja nie chcę~! Pokażę ci zresztą, jak to fajnie wygląda. - oznajmił brunet, bez skrępowania wyciągając telefon i pstrykając mu zdjęcie na próbę. Zignorował też próbę pozbawienia go telefonu, zamiast go oddać przełączył na kamerę. - No to siad, Shizu-chan! - zaśmiał się, włączywszy kamerę. Były barman usiadł, nim zorientował się, co robi. Popatrzył na swoje położenie  zdezorientowany i chciał szybko wstać, ale Izaya uprzedził do w połowie powstawania. - Waruj!
     Trwało to jeszcze chwilę. Brunet wydawał komendy i nagrywał, z kolei Shizuo zmienił się w wesołego, merdającego ogonem i czekającego na pochwałę psiaka. Gdy Izaya zapisał i czekał, aż Shizuo wróci do normy, by mu to pokazać, blondyn, czekając, nagle zainteresował się posiadaniem ogona. Zaczął krążyć w kółko, obserwując bacznie merdający, puchaty kształt. W końcu zaczął się za nim obracać jak w jakiejś szaleńczej parodii pogoni. Orihara mało się nie udusił ze śmiechu.
     W końcu jednak zapał Shizuo ostygł, a ten tylko przysiadł na podłodze, zarumieniony po gonitwie i od silnego zażenowania przemieszanego ze złością
- TO TAKIE ZABAWNE?! - wywarczał, patrząc na niego z podłogi z nieskrywaną chęcią mordu. Rzuciłby się na niego, ale psia część jego natury pewnie znów wzięłaby górę po którymś rozkazie. Ten raz nie miał szans. Odkąd Izaya dowiedział się o jego wypadku, w wyniku którego stał się połowicznie psem, i to dobrze wyszkolonym psem, oraz wziął go pod swój dach, nie miał żadnych szans w sprzeciwianiu się mu, chyba, że Izaya się na to godził.
     Pieprzony sadysta. - warczał w myślach, ilekroć zamiast niego jego ciałem kierował ten wstrętny instynkt kundla.
- A co, nie bawi cię, Shizu-chan~? - Odtworzył nagranie, pokazując mu wyświetlacz. Wbrew wszelkiej logice Shizuo znów spróbował zabrać mu telefon i znów się nie udało. - Zobacz~!
- Turlaj się Shizu-chan~! A teraz łap~! No, aport, piesku~! Hahahaha~!!! - dolatywało z telefonu.
- TYYY... - Wydawało się, że Heiwajima gotuje się ze złości. Zaciskał pięści tak mocno, że pobielały mu knykcie.
- Wyłączę, jak poprosisz. - Uśmiechnął się z wyższością. - No, Shizu-chan, powiedz "proszę", to wcale nie taki duży wysiłek być miłym, prawda~?
- Dla ciebie najwyraźniej ogromny. Usuń to. - wywarczał i wstał, chcąc się oddalić.
- No ale nie, Shizu-chan, nie-e... - wyburczał, łapiąc go i otaczając rękoma w pasie. Spojrzał mu w oczy, po czym stanął na palcach i cmoknął go krótko w usta. - Nie denerwuj się tak... Usuwam, usuwam. - Już nie chcąc przeginać, na jego oczach usunął nagranie. Dobrze, że zrobił sobie kopię zapasową w innym folderze...
- To zdjęcie gdzie ochlapałem się mlekiem też. - zarządził.
- Hęę~? Kiedy tam wyglądasz zbyt seksownie, żebym mógł to usunąć. - Schował telefon i jeszcze raz go pocałował, tym razem dłużej. Jednak pocałunek był jednostronny, Shizuo wcale go nie odwzajemnił... - Co jest, całuję skałę~... - Brunet udał naburmuszonego i pociągnął go za muszkę, żeby się zbliżył. - Przepraszam, Shizu-chan... - Chciał go udobruchać, miał już kolejny plan... - Ale jesteś uroczy kiedy mnie słuchasz, tylko tyle... - Zbliżył się tyłem do stołu i oparł o niego, przyciągając Shizuo tak, by ich biodra się stykały. Otarł się o niego prowokacyjnie, już zaczynając go całować. Shizuo z pozoru niechętnie oddawał pocałunki, ale w końcu także on się wczuł i nawet pozwolił Izayi pogłębić pocałunek, splatając ich języki. Oparł dłonie na jego biodrach, stając się bardziej zachłannym. Było tak, jak powinno być. Zjechał na jego tyłek, ciesząc się jego uległością i kładąc go na stole, nachylił się nad nim. W tej właśnie chwili został pociągnięty za ogon, a instynkt kazał mu się natychmiast odwrócić. Chwilę potem oszołomiła go przyjemność drapania go za uchem. Odsuwał się za ręką Izayi, byle drapał go dalej i nim się obejrzał, kucał na podłodze, łasząc się. Gdy dłoń przestała, zaczął się przymilać, ocierając się głową o wewnętrzną część jego nóg. Psia część jego natury naprawdę była podniecona faktem, że nagle "pan" okazał mu tyle uwagi i miał ochotę go trochę pomiziać. Znów "pies" wziął górę i ani się obejrzał, już klęczał, przymilając się dalej i robiąc proszące oczy.
     Izaya uśmiechnął się, zadowolony ze swojego planu. Psi Shizu-chan był przewidywalny, więc mógł wykorzystać tę jego część, by wymusić coś na prawdziwym Shizu-chan'ie. Z tą myślą wysunął jedną nogę, stopą zaczynając naciskać i przesuwać po wybrzuszeniu w bieliźnie blondyna. Ten zaskamlał, odruchowo rozsuwając nieco nogi. Po chwili łasił się jeszcze mocniej, tym razem ocierając się głową o jego krocze i wewnętrzną stronę ud od czasu do czasu. To już była część tresury, którą Izaya wymusił na nim na jakiś czas po przyjęciu go pod swój dach.
     Brunet, gdy uznał, że wystarczy, rozpiął rozporek i zsunął z siebie nieco spodnie. Dla blondyna było jasne, co teraz zrobić. Skamląc cicho, zabrał się za sprawianie mu przyjemności. Krótkimi, szybkimi liźnięciami starał się wypełnić swoje zadanie jak najlepiej, żeby jego pan w końcu zaspokoił też jego. W końcu spróbował też zrobić tak, jak Izaya uczył go ostatnio. Dla zwykłego psa na pewno byłoby to niemożliwe, ale to był pies uwięziony w ludzkim ciele. Wziął go ostrożnie do ust, pozwalając Izayi, by przycisnął go trochę bardziej, poruszając biodrami. O mało się nie zadławił, wkrótce jednak zaczął normalnie oddychać przez nos, dając z sobą robić co tylko Orihara chciał. Wystarczyło nie zaciskać zębów i czekać. Z ulgą przyjął słodko-gorzką ciecz w swoich ustach. Odruchowo przełknął, zaczynając na kolanach piszczeć o zaspokojenie swoich potrzeb.
- Shizu-chan, to taki zabawny widok, kiedy przestajesz być groźny... - westchnął Izaya, z uśmiechem przysiadając przed nim i cmokając go lekko w usta. - Odwróć się. - rzucił, klepiąc go lekko w biodro, tak by zrozumiał. Blondyn odwrócił się, dalej na czworaka, czekając, aż teraz to on zostanie zaspokojony. Machał ogonem z zadowoleniem, jednak szybko go podkulił i pisnął, gdy jego przyrodzenie zostało ściśnięte nieco za mocno przez Oriharę. - Naprawdę to żałosne... - westchnął do siebie, rozpinając jego rozporek i zsuwając spodnie wraz z bielizną. - Shizu-chan, pozwoliłbyś mi na to~? - mruknął, nawilżając dokładnie swoje palce. Wsunął jeden w oczekującego Shizuo, zaczynając go rozciągać. Po chwili dołożył drugi i trzeci, wsłuchując się w skamlenia i jęki blondyna. - Jesteś tak ciasny, że ciężko ci się oprzeć... - wymruczał, zabierając dłoń. Klepnął go lekko w pośladek, by odwrócić uwagę od momentu, w którym zaczął w niego wchodzić. Dość łagodnie, jednak szybko, przytrzymując jego biodra. Blondyn zaskamlał głośno, jednak wypiął się mocniej, jednocześnie czołem schylając się aż do podłogi. Pchnięcia początkowo "na próbę", wywoływały nietłumione jęki i warknięcia. Z chwili na chwilę jednak stawały się głębsze, szybsze i dokładniejsze. Heiwajima niepowstrzymanie jęczał i drapał paznokciami w podłogę, co z czasem przerodziło się w mocne zaciskanie pięści. Jęki stawały się głośniejsze i bardziej świadome. Z ust Shizuo zaczęła spływać na podłogę cienka stróżka śliny. - Shizu-chan... Chcesz... więcej...? - wysapał Izaya, siląc się na mocniejsze pchnięcie. - Chcesz, żeby było przyjemniej? - spytał, zaciskając palce mocniej na jego biodrach. - No powiedz... Powiedz mi, jak bardzo mnie chcesz! - wysapał pełnym oczekiwania głosem.
- N-nn...
- Nie słyszę cię!
- Ba-ardziej...! - jęknął blondyn, czerwieniąc się z upokorzenia.
- Co mówiłeś?
- Mocniej!
- Oi, mam przestać...?
- Chcę cię poczuć mocniej! - jęknął. Co tam z upokorzeniem... Gdyby go zostawił w takim stanie... - Głębiej...!
- To poproś. - Orihara wysilił całą swoją siłę woli i zatrzymał się. - Poproś...
- N-nie przestawaj... - Bolało, był cały twardy i nie wytrzymałby tego za długo...
- Poproś. - mruknął ostrzegawczo, zaczynając się znów poruszać. Powoli, bardzo powoli wypychał biodra, co chwila przyspieszając tylko trochę.
- P... Nn... Szybciej! - Warknięcie się nie udało, proszący ton był nieunikniony.
- Oo, jesteś niegrzeczny, Shizu-chan... - Ustawił się wygodniej i pchnął mocniej. Nadal poruszał się dość powoli, to już nie było to samo tempo, jednak pchnięcia były wyjątkowo mocne. - Chcesz mnie...? - Przyspieszył trochę. - Chcesz mnie w sobie głębiej...? - Położył rękę na jego brzuchu, po czym zsunął ją nieco i zacisnął na jego potrzebującym, pulsującym już potrzebą narządzie. Blondyn jęknął z bólu. - Powiedz mi... Chcesz żebym cię pieprzył jeszcze bardziej, niż kiedykolwiek...? - syknął mu na ucho. - To poproś, Shizu-chan... - Zmienił kąt, uderzając w jego prostatę. Raz, i jeszcze raz...
- Chcę... Ch-chcę... Proszę... - wydyszał, ignorując ogólne zażenowanie.
     W tej chwili usatysfakcjonowany Izaya zaczął poruszać się szybciej, w tym samym tępie poruszając dłonią po jego członku. Niedługo trwało, nim ich ciała zalała czysta satysfakcja spełnienia. Zalegli na podłodze, obok siebie, oddychając ciężej, jak po wyjątkowo długiej gonitwie.
- No, Shizu-chan... Jednak potrafisz prosić... - zaśmiał się Izaya, gdy już odzyskał oddech.
- Ty...
- Tak, tak~! - brunet, śmiejąc się, odturlał się od lecącej w jego stronę pięści i wstał szybko, by uciec przed goniącym go, wściekłym Shizusiem. - Jednak najbardziej cię lubię jako mojego zbuntowanego potworka~!


wtorek, 12 sierpnia 2014

Poranki pełne miłości 7

Hejo~... Wpadłam wreszcie na pomysł poranka nr 7 XD raczej NAPRAWDĘ nie przewiduję już więcej bo... nie wiem co tam jeszcze można dać X3
Dziękuję za wszystkie komentarze :3 podnieśliście mnie na duchu, bo miałam wrażenie, że prawie nikt tego nie czyta XD 
Standardowo - po prawej jest taki fajny baner "Pusta miska" proszę kliknijcie i nakarmcie psiaki~...
 i mam jeszcze wiadomość do pewnej osóbki, bo nie wiem czy czyta komentarze a czuję się w obowiązku na to jedno odpowiedzieć (Genialna autorka - pomysł na nową serię sami rozumiecie X3) więc Eio Takaoshi~! Ja tam uważam, że "Wesołe wieczorki Badou i Heine" byłyby świetne powiedzmy (całkowicie moja inwencja twórcza, jak się pomysł podoba można przygarnąć, nie bronię mam ich i tak za dużo XD):
*Heine wchodzi Badou do mieszkania, rozwala mu się na kanapie*
- Hej, mam film, masz żarcie?
*Badou stawia przed nim miskę kościanych ciastek* *Heine chwyta ciastko w 2 palce ogląda je dokładnie po czym obwąchuje i grycie, natychmiast wypluwając*
- Co to jest!
- No ciągle mówisz ze jesteś bezpańskim kundlem więc postanowiłem cię wytresować~! A ciastka to nagroda... choć chyba nietrafiona... następnym razem kupię psie roladki *puszcza Heine oko*
Czy coś ;-; wybacz średnio mi wychodzi pisanie "nimi" więc mogło wyjść bardzo niekanonicznie....
Sądzę, że miniaturka dość przewidywalna ale co tam~...
Enjoy~!




     Bestia z Ikebukuro i Genialny Informator z Shinjiuku spali jak dzieci objęci i wtuleni w siebie w małym mieszkanku blondyna, w którym nikt nie powinien ich widzieć. Gdy zadzwonił różowy telefon leżący na szafce nocnej, przerywając sielankę dwóm śpiochom, Izaya zaburczał coś niezrozumiale i z zamkniętymi oczami podniósł się i odebrał aparat, nie patrząc nawet kto dzwoni.
- Moshi mo... O...haraaaa~a - ziewnął -...desu... - Nie mając siły dłużnej utrzymać się na ramionach plasnął o łóżko i leżące pod nim gorące ciało.
- Em... Orihara-san? - Zaspany umysł Izayi jak na informatora przystało zarejestrował głos Toma, był nawet pewien, że pracodawca Shizuo podrapał się teraz nerwowo po brodzie.
- Taaa... - mruknął, nie wysilając się na ambitniejszą odpowiedź. Jeśli to coś pilnego i tak nie dadzą mu pospać, a jak nie to zostawią go w spokoju.
- No więc hahaha widzisz... Dzwonię do ciebie z pewnym pytaniem... Nie, mam do ciebie sprawę! Wiem, że to dość dziwne ale nie widziałeś może Shizuo? Znaczy wiem, że goniliście się wczoraj po dzielnicy... - Tym razem Izaya przysiągłby, że Tom podrapał się po głowie zakłopotany. - Wszystkich już obdzwoniłem i wszyscy zgodnie to potwierdzają... Czy ty mu coś zrobiłeś Izaya-san? Telefon Shizuo nie odpowiada...
- Daj spokój Tom-san. - Izaya przetarł zaspane ślepko. - Na jakiej podstawie sądzisz, że coś mu zrobiłem? - Zapytał, powstrzymując się od kolejnego ziewnięcia.
- Nie ma go w pracy! Czekam i czekam a go nie ma! - Tom widać lekko się zirytował.
- Przecież jest wcześnie~...
- Dochodzi jedenasta Orihara-san... - Po tonie głosu można było poznać, że rozmówca Izayi jest wkurzony.
- Nie żartuj~... Mam na dziewiątą spotkanie, gdybym się nie po...ja... - Przez umysł informatora przeleciał obraz roztrzaskanego budzika, później scena gdy Shizuo zapewnia go, że ustawi alarm w komórce i na pewno się obudzą na czas... A wieczorem to, jak Shizuo zalał telefon mlekiem. - Jestem martwy! - wrzasnął natychmiast się budząc. - Shizuo wstawaj, wstawaj i puszczaj mnie! - Zaczął szarpać blondyna. Telefon upuścił nawet nie zastanawiając się, czy zakończył rozmowę.
- Daj spokój pchło... - Blondyn zamruczał wtulając się z ramię Izayi i śpiąc dalej. - Pewnie znów żartujesz...
- Wcale nie!
- Jest niedziela...
- Niedziela była wczoraj Shizu-chan... - Poprawił go, nadal starając się wyszarpać z uścisku bestii.
- Co! - Shizuo natychmiast zerwał się do siadu. - Czemu budzik nie dzwonił, ja go zaraz... - Spojrzał w bok na nadal nieposprzątane resztki budzika. - Gdyby nie był w kawałkach to bym go rozwalił! - stwierdził, patrząc wilkiem na urządzenie.
- Halo! Halo! Izaya jesteś tam? Czy to był głos Shizuo?! - dobiegło z telefonu Izayi leżącego sobie bezpiecznie na kołdrze. Urządzonko nadal wyświetkało romowę z Tomem. - Shizuo, jeśli mnie słyszysz! - wrzasnął mężczyzna do telefonu. - Czekam w Russia Sushi, masz być za 10 minut i tłumaczyć mi się co robisz u Izayi a nie w pracy!
- Ale to on jest u mnie Tom-san! - poskarżył się blondyn sekundę przed tym, jak Izaya zakończył połączenie.
- No, będziesz się gęsto tłumaczyć. - Uśmiechnął się perfidnie brunet. - A mnie odpłacisz za spotkanie na które nie poszedłem z twojej winy. - powiadomił go Izaya, po czym otworzył telefon i wybrał jakiś numer. W samych bokserkach i koszuli Shizuo poszedł do łazienki uzgadniać kolejne spotkanie.
- Ej, jak ja mam się przyszykowac bez łazienki! Tom dał mi 10 minut! - wrzasnął za nim blondyn.
- Coś wymyślisz kochanie~... Jestem zajęty. - mruknął, przekręcając zamek w drzwiach.
     Osoba do której dzwonił brunet musiała być zaskoczona, gdyż pierwsze co usłyszała po odebraniu telefonu to głośny wrzask "Ty mendo nie waż się zamykać drzwi!!!" i trzask wyłamywanej futryny...



KONIEC. Shizuo stracił łazienkę, Izaya forsę, a ja pomysły...  XD

poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Poranki pełne miłości 6

 Um... to miał być taki bonusik niespodzianka z podziękowaniem dla Psychedelic smiles za to, że.. nie wiem podobała jej się ta seria XD A teraz się zastanawiam czy nie napisać jeszcze dnia 7 i nie spełnić jej prośby.... no to się zobaczy~...
UWAGA WAŻNE -> tam na górze po boku jest baner "PustaMiska" proszę kliknijcie i nakarmicie psiaka :3 to was naprawdę nic nie kosztuje a pomóc może~.... jak widzę, że codziennie jest ponad 300 wyświetleń i jakby każdy klikną to pomoglibyśmy dziennie 4 pieskom... myślę, że warto więc przygotujcie się, że przy moich notkach będzie cały czas ta prośba~!
A i jeszcze jedno jak ktoś jeszcze nie zagłosował to za parę dni znika ankieta~.... proszę zagłosujcie.
A teraz (w końcu) Enjoy~!


Dzień 6
     Izaya obudził się słysząc głośne tupanie, szarpanie i szeleszczenie. Mrucząc niezadowolony, podniósł się do siadu.
- Co jest Shizu-chaaaaa~n? - ziewnął, przeciągając się.
- Zaspałem, kurwa, pierdolony budzik nie zadzwonił! - warknął zirytowany blondyn, kończąc zapinać koszulę i chwycił za muszkę.
     Brunet spojrzał w bok, na stolik na którym zwykł stać budzik Shizuo. Teraz magicznym sposobem zmienił się on w kupkę metalowych, połamanych części. Izaya westchnął i chwycił za swoją komórkę. Sprawdził godzinę. Zegarek wskazywał 8:47. Brunet uśmiechnął się szeroko i wrednie, widząc co jest napisane na wyświetlaczu. Rozbawiony informator spojrzał na mocującego się z muchą blondyna.
- Powinniśmy ci kupić muszkę na gumkę, tak jak się daje dzieciom~... - mruknął rozbawiony. Energicznie zeskoczył z łóżka i podszedł do blondyna, pomagając mu zawiązać kokardkę. Shizuo obejrzał się w lustrze i aż poczerwieniał.
- Coś ty zrobił pchło! Zawiązałeś ją jak sznurowadło...! - warknął, starając się rozplątać supełek.
- Bo lepiej zawiązana i tak ci niepotrzebna~... - powiadomił go, skacząc na łóżko. Odbił się od niego ze dwa razy, nim usiadł spokojnie. Chwycił za komórkę, otworzył ją i pokazał blondynowi. - Dziś jest niedziela, Shizuś no baa~ka!!! - wykrzyknął wesoło, chwilę później zanosząc się śmiechem. - Zemściło się na tobie za to śniadanie z wczoraj~... - rzucił uspokajając się.
- A gdzie coś miłego, co? Ty dostałeś chociaż kawę! - przypomniał ze złością zdejmując koszulę. W muszce został... Nie potrafił rozwiązać supełka Izayi.
- Dobre jest to, że "zaspałeś" a nie wyszedłeś rano jak normalnie~... - wyjaśnił mu. - Nie zdejmuj koszuli. - poradził. - Skoro już jesteś ubrany jak barman to poproszę kawę do łóżka~!!! - zachichotał, zakopując się znów w pościeli.


niedziela, 10 sierpnia 2014

Poranki pełne miłości 5

 Hejo~.... dzisiaj ostatnia miniaturka z serii ^^ chyba najdłuższa... mam nadzieję, że się cieszycie, jak nie z samej miniaturki to z zakończenia serii~! :) w czwartek inu-chan doda już coś swojego. A teraz nie przedłużają Enjoy~!



Dzień 5

     Shizuo obudził się dziś wyjątkowo wypoczęty. Mimo, że cały wczorajszy dzień słuchał marudzenia Izayi odnośnie śniadania, jakoś nie złościł się na niego. Miał nawet ochotę trochę pożartować, co dla niego samego było dość niezwykłe. Obrócił się w bok, patrząc na wciąż śpiącego bruneta. Widać było, że pijawka śpi głęboko i za szybko się nie obudzi. Blondyn westchnął i wygramolił się z łóżka. Chwycił za leżącą obok budzika paczkę papierosów. W samych spodniach od dresu wyszedł z sypialni na balkon. Spalił papierosa wpatrzony w panoramę budzącego się miasta. Miał jeszcze sporo czasu nim będzie musiał zbierać się do pracy. Zgasił papierosa w popielniczce i wrócił do mieszkania. Spojrzał na śpiącego informatora, który zmarszczył nos i bardziej wtulił się w kołdrę, czując najprawdopodobniej chłód z dworu. Uśmiechnął się do siebie i zamknął drzwi balkonowe. Nie będzie go budził. Udał się do kuchni, odruchowo wstawił wodę i nasypał do kubków kawę i herbatę. Licząc, że może Izaya zostawił mu coś do jedzenia przetrząsnął lodówkę, nic gotowego nie było. Zaparzył kawę i przeniósł ją do sypialni. Powinien chyba jakoś podziękować informatorowi, że jednak do kanapek wczoraj użył zwykłej soli. Wracając znalazł na blacie sporych rozmiarów worek z ryżem, warzywa, rybę i sos. Obok leżała karteczka z przepisem. Na drugiej było napisane "Liczę na śniadanie do łóżka Shizu-chan~...". Blondyn uśmiechnął się złośliwie, zabierając ryż. Miał dziś ochotę na żarty, więc Izaya wybrał zły dzień na takie karteczki.
     Shizuo wysypał na Izayę worek ryżu, jednak przystrojony w białe ziarenka brunet spał dalej.
 - Oho, trzeba zastosować większy kaliber. - mruknął do siebie blondyn, idąc do kuchni i wracając z miską surowych warzyw. Bez jakiegokolwiek wyrzutu wysypał wszystko na głowę kochanka.
     Izayę obudził uderzający go w głowę kartofel.
- Ała... - mruknął, masując obolałe miejsce i w tym momencie Shizuo znów sypnął ryżem. - Co to ma być?! - wrzasnął poddenerwowany. Jego nieprzewidywalny blondynek zaserwował mu najbardziej niespodziewaną pobudkę w życiu.
- Jak to co? - Shizuo wzruszył ramionami. - Chciałeś śniadanie do łóżka to masz... Nie moja wina, że to ty zajmujesz się gotowaniem. - warknął odpalając papierosa. - Ciesz się, że na ciebie kawy nie wylałem. - mruknął, podając mu kubek położony wcześniej na szafce.
- Ty po prostu nie umiesz być romantyczny... - westchnął Izaya, zabierając swoją kawę. Dmuchnął na nią kilka razy, nim zaczął pić.