Hej hej~...
Przepraszam, że tak późno ale wiecie szkoła oceny i takie tam. Mam nadzieję, że to małe śmieszne tłumaczonko poprawi wam humorek. Z Inu-chan się udało. Mam dla was nawet jej oficjalną reakcję >w< Oto ona " ODDECHU!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! XDDDDDDDDDDDDDDDD BŁAGAM DODAJ TO awww" Więc no cóż, jak widać dostałam bardzo jasne i klarowne polecenie od mojego szczeniaka XD
A właśnie jeśli mowa o szczeniakach nakarmcie je klikając banerek pusta miska po prawej :3
Enjoy~.....
Oryginalna wersja z - niestety nie wiadomo <z cyklu znalezione na dysku Kiasarin>
Tłumaczone z japońskiego.
Tłumaczenie & Edycja Kiasarin
Enjoy~....
Blog poświęcony Anime Durarara!! Znajdziesz tu opowiadania yaoi (mężczyzna x mężczyzna) Shizaya (Shizuo x Izaya), Izuo (Izaya x Shizuo) i IzaKida/Kizaya (Izaya x Kida). Jeśli nie tego szukałeś i treści tu przedstawiane ci nie odpowiadają prosimy o opuszczenie tego bloga. Pozostałych zapraszamy do czytania.
wtorek, 16 czerwca 2015
czwartek, 11 czerwca 2015
11 czerwca – Dzień podeptanych na śmierć w czasie tańca
Ojej ojej ojej!
Kochani, na śmierć (jak adekwatnie do święta) zapomniałam! Jak dobrze, że Kiasarin-san mi przypomniała~! >3<"" Przynajmniej tę notkę wam dodam...
Uhh. Teraz uwaga! Minuta ciszy dla podeptanych na śmierć w czasie tańca!
*minutę później*
No więc... Miałam pisać coś z obiecanych notek i wtedy mnie napadło. I jest to. Nie bijcie. O ile nie będzie poprawki w sierpniu, wezmę się do pracy w wakacje.
Enjoy~!
- Tsuki...
- ...a już za tydzień obchodzić będziemy dzień upamiętniający...
- Tsuki...
- ...podeptane w czasie tańca...
- Heiwajima Tsukishima.
Dopiero nieco ostrzejszy ton głosu wyrwał Tsuki'ego z zamyślenia. Poprawił okulary, które zsuwały mu się po nosie i spojrzał na Delica stojącego z miotłą na środku salonu. Samochód przejeżdżający po mieście z ogłoszeniami odjechał na tyle daleko, że kolejne słowa stawały się tylko burczeniem, a w końcu całkiem zamilkły. Zgarbił jeszcze trochę ramiona, jakby chciał schować głowę w swoim szaliku. Głębokie rumieńce, powstałe przez wstyd, były spod niego niemal niewidoczne. Wstyd... Wstyd był tylko jednym z wpływających na niego czynników. Równie dobrze mógł to być strach, lub jeszcze inne targające nim emocje. Spojrzał na blondyna, widocznie zniecierpliwionego tym, że go nie słuchał, a potem na miotłę, która... musiała być znacznie lepszą partnerką, niż on sam.
- Jeszcze raz.
Delic zaczął się kręcić z miotłą, która w początkowym zamyśle miała być nadmuchiwaną lalką, ale Tsuki o mało nie uciekł na jezdnię mając z nim iść do sklepu, w którym takie "panie" sprzedawano. Jego sytuacja malowała się w jak najtragiczniejszych barwach. Jego chłopak kręcił się z miotłą po salonie, gdyż on wolał odwlec moment, w którym to z nim będzie próbował się kręcić. Próbował. W umyśle Tsuki'ego to słowo było bardziej, niż adekwatne do sytuacji. Mógł się pocieszać, że na próbach się skończy, gdy Delic zobaczy, jak beznadziejny jest w te klocki, jednak to raczej były próżne nadzieje. Jego chłopak się nie poddawał. Nigdy. A jeśli już to robił to znaczyło, że szykuje coś gorszego. W tym wypadku aktualnym jego priorytetem było nauczenie Tsukishimy jak się tańczy, by móc zatańczyć na balu wydawanym przez Hibiyę w jego pałacu. I to akurat w "Dzień podeptanych na śmierć w czasie tańca". Nie było szans, że podda się przy takiej okazji...
- Tsuki!
Kolejny raz ten sam głos, podobny do jego głosu, lecz głębszy i pewniejszy przywrócił go ostro do świata realnego. Aż się skulił na fotelu.
- Znów nie zwracasz uwagi. Teraz wszystko ci tłumaczyłem.
Gdy uniósł wzrok na drugiego Heiwajimę nie zdążył nawet załapać, co się dzieje, a już został pociągnięty do góry. Z zaskoczenia wstał i chwiejnie stanął na nogach. Za ten swój ogłupiały wzrok i lekko otwarte, zaróżowione usta widoczne wreszcie spod szalika dostał krótkiego całusa, na co ponownie uniósł ramiona i możliwie najgłębiej jak się dało schował się w swojej bezpiecznej fortecy, jaką był kawałek białego materiału na szyi. To niestety nie mogło go uchronić przed siłą Delica. W jednej chwili został pociągnięty i o mało nie potykając się o własne nogi znalazł się tak blisko swojego ukochanego, jak to tylko możliwe, opierając się o jego klatkę piersiową. Miał czas stanąć pewniej, po czym blondyn wykonał pierwszy krok. Mimowolnie musiał go powtórzyć, by nie stracić równowagi, ale i tak się zachwiał. Zaraz po tym nastąpił kolejny. Nieco spanikowany spróbował się wyszarpnąć, gdy mimo gorączkowych prób tego by chociaż stanąć pewnie nastąpił na stopę drugiego blondyna.
- P-przepraszam! - wydukał, czując, że całe jego ciało płonie z palącego wstydu. A mimo to Delic go nie puszczał, spokojnie stawiając dalsze kroki i tym samem zmuszając go do naśladowania ich.
- Nie szkodzi. Widzisz, już się uczysz...
Nie było to wcale prawdą, nie w pojęciu Tsuki'ego. Nie miał szansy nigdy dorównać swojemu chłopakowi! Delic powinien zostawić go w kąciku, a samemu zatańczyć z kimś innym... No... Choć tak naprawdę nie chciał, żeby ten zostawił go samego. I co ważniejsze, pewnie sam różowooki by się nie zgodził.
Jednak w tym tempie to Delic skończy podeptany na śmierć w czasie tańca!
***
- Uwaga plebsy! - Hibiya wspiął się na małe podwyższenie przed swoim tronem, zmęczony tym, że Shitsuo już od dobrych dwóch godzin maltretował go bezustanną aktywnością fizyczną. Oczywiście nie przyznałby się, że Shitsuo tak świetnie tańczył, że nawet nie wspomniał słowem o odpoczynku. Tym razem jednak posłał go po picie, żeby nie kusił go chwilowo swoją obecnością.
Zrobił pewną siebie, adekwatną do powagi sytuacji minę, rozkładając kartkę wyjętą z koperty. Tak naprawdę nie było tam nic napisane, sam obserwował i typował ludzi. To co miał w głowie starczyło aż nadto. Powiódł wzrokiem po sali, przedłużając chwilę napięcia i obserwując przy tym wyłącznie znajome twarze. Nie chciał zapraszać zbyt wielu ludzi, bo choć normalnie byłby to bal z rozmachem, tym razem chciał być pewien, że nikt nikogo nie zadepcze i wszyscy będą się dobrze bawić, bez wyobcowania. Nie pomylił się, nawet w jego własnym odczuciu był to najlepszy spośród ostatnich balów. Jednak nie tylko dla niego ten dzień miał być piękny. Wszyscy mieli się dobrze bawić. I do tego momentu zmierzał.
- Przyszedł czas na ogłoszenie wyników!
Tsuki i Delic stali pomiędzy środkiem a uboczem, idąc jakby na pewien kompromis. Choć z początku Tsuki wstydził się wyjść i pokazać swój jeszcze niedopracowany, lecz już przynajmniej taniec, z czasem bawił się coraz lepiej. Delic nie powiedział słowa na temat swoich stóp, choć czerwonooki wiedział, że całe je posiniaczył przez ten tydzień. Zrobił mu wczoraj nawet specjalną kąpiel, żeby trochę przestały boleć. A mimo to przyszli tu... i nie żałował tego tak właściwie. Nikt się z niego nie śmiał... mimo całej jego niezdarności.
Teraz obaj wpatrywali się w Hibiyę, Delic obejmując go, on sam chowając się w szaliku, niczym żółw w skorupce.
- Najlepiej zaangażowaną w taniec parą są... - przeciągnął mały książę. - Delic i Tsukishima! - oznajmił, szczerząc się tyle radośnie, co złośliwie w stronę ich obu.
Zza szalika wpatrywały się w niego idealnie okrągłe, zszokowane czerwone oczy.
- No, chodźcie tu! - Hibiya pokazał po sobie zniecierpliwienie, wiedząc, że tylko nie chcąc go prowokować do złości Tsuki da się zaprowadzić różowemu na podwyższenie. I faktycznie, choć się zapierał i chował jak mógł, wylądował w końcu na podwyższeniu przed wszystkimi. Cała sala klaskała, na scenę wleciał Psyche, ściskając zaraz Tsuki'ego i gratulując mu z radosnym wyszczerzem.
Biedny Tsuki, nie wiedział, że wszystko to było zaplanowane przez nich wszystkich. I chyba wolałby już dać się zadeptać na śmierć tłumowi, niż stać tak przed nimi. W dodatku Delic akurat teraz uchylił jego fortecy, by móc cmoknąć go w policzek. Co za wstyd!
- Widzisz pomidorku, nie było tak źle~...
Po wszystkim Tsuki nie wychodził z domu przez trzy dni, biorąc nawet urlop od pracy. Jednak paradoksalnie, wspomnienie tego dnia było jednym z najstaranniej przez niego pielęgnowanych.
sobota, 6 czerwca 2015
ROZDZIAŁ 4 - Wkurzający Komar
Hejo wam~...
Jestem troszkę śpiąca, ale i podjarana nowym komarem :3 To zdecydowanie jedyny jakiego lubię, bo te komary w moim pokoju nie są takie urocze Q.Q przez co tylko szkolę się w celności rzucania kapciem o ścianę.... ech życie a fikcja X3
No nic. Pamiętajcie o nakarmieniu psiaków klikając w banerek po prawej. Może ich tak nie gryzą te przeklęte komary T^T
A no i chwilę temu (dosłownie) zebrałam się i zorganizowałam mały event, nie Shizayowy, ale jakby ktoś był zainteresowany to więcej na - http://kessho-no-sen-ko.blogspot.com/2015/06/t-rinharu-shioyaki-uwaga.html
No i Enjoy!
Jestem troszkę śpiąca, ale i podjarana nowym komarem :3 To zdecydowanie jedyny jakiego lubię, bo te komary w moim pokoju nie są takie urocze Q.Q przez co tylko szkolę się w celności rzucania kapciem o ścianę.... ech życie a fikcja X3
No nic. Pamiętajcie o nakarmieniu psiaków klikając w banerek po prawej. Może ich tak nie gryzą te przeklęte komary T^T
A no i chwilę temu (dosłownie) zebrałam się i zorganizowałam mały event, nie Shizayowy, ale jakby ktoś był zainteresowany to więcej na - http://kessho-no-sen-ko.blogspot.com/2015/06/t-rinharu-shioyaki-uwaga.html
No i Enjoy!
Ohayo~
Nie wiem co mogę powiedzieć~... Zbliżamy się bardzo szybko do końca naszego uroczego komarka i powiem wam, że ten miniaturowy rozmiar świetnie mu pasuje~... Moje słodziuchne maleństwo. >w< *tuli komarka*
Um, no to tylko nim pójdę spać~... Miłego czytania~!
Enjoy~!
Izaya przyleciał lekko się chybocząc po kilku minutach.
- Chyba ktoś był napity, hik! - mruknął, kładąc się plackiem na stole. - Ale było doo~bre... Teraz deser. - Uśmiechnął się chciwie patrząc na blondyna. - Dasz mi deser nie Shizzy?
- Chyba ktoś był napity, hik! - mruknął, kładąc się plackiem na stole. - Ale było doo~bre... Teraz deser. - Uśmiechnął się chciwie patrząc na blondyna. - Dasz mi deser nie Shizzy?
- "Mhm... Było uważać, kogo pijesz..." - Wsunął go
ukradkiem do kieszeni. Jeszcze go ktoś zobaczy... - "Jaki deser, komarze?
Mało się opiłeś...? Skąd mam ci wziąć deser?" - Jeszcze mu się upił... No
teraz to zupełnie nie wiedział, jak on go upilnuje.
- Hik! Deser jest blisko~... Siedzę sobie na nim hi~hi~hi
hik! - Rozbawiony Izaya wdrapał się na górę kieszeni i chciał z niej wyjść.
- "Chyba śnisz, głodomorze." - Wepchnął go do
kieszeni na chama, żeby nie wychodził. Skończył jeść jedną ręką i teraz musiał
czekać, aż skończą wszyscy... Ech. I jak on odczeka z tym małym krwiopijcą...
Brunet śmiał się wesoło zakrywając usta małymi łapkami.
- No nie bądź taki~... - mruknął kusząco. - Hik! Przecież chcesz mnie rozpieszczać, nie? Hik! Shizuś~!
- No nie bądź taki~... - mruknął kusząco. - Hik! Przecież chcesz mnie rozpieszczać, nie? Hik! Shizuś~!
- "Kto tak powiedział? Nie mam zamiaru cię
rozpieszczać, dostatecznie zrobił to ten pijak..." - warknął w myślach,
jednocześnie przytrzymując kieszeń, by się z niej nie wydostał. W razie czego
mógł wyjaśnić, że coś go boli...
- A czy to nie oczywiste? Hik! - zapytał znów wjeżdżając na
dół kieszonki. - Mam dla ciebie hik! prezent~... Obserwuj łysego przełożonego~! -
zachichotał figlarnie patrząc przez jedną ze zrobionych przez siebie dziurek.
Facet już się drapał po tyłku. - Naaaaprawdę mocno się wgryzłem~... - zapewnił.
Blondyn patrząc
mimowolnie parsknął śmiechem, zakrywając zaraz usta dłonią, którą wcześniej
zakrywał kieszeń. Ugryzł się w nadgarstek, by się nie śmiać głośno. W hałasie
nikt nie usłyszał.
- "Ale wgryzać się temu chamowi w tyłek...? Fu..."
- parsknął w myślach, wzdrygając się lekko.
- Specjalnie dla ciebie... To jak, dostanę deser? -
Wyszczerzył zadziornie ząbki.
- "Ech... Niedługo mi coś spuchnie od tych ugryzień.
Ale należy ci się nagroda..." - mruknął wesoło i podstawił mu kawałek
ręki, żeby nie mieć znów swędzących opuszków.
Izaya, uradowany, złapał za podstawiony mu kawałek Shizusia
po czym się w niego wgryzł. Nie pił dużo, chciał tylko posmakować.
W końcu to był deser. Ssał jednak blondyna dłuższą chwilkę.
- "Jednak wsysasz się jak ten komar..." -
zauważył. W tej samej chwili rozbrzmiały głosy modlitwy po jedzeniu. -
"No, już puść... Nie wiem, czy cię nie zabije krew człowieka, który
aktualnie się modli."
Izaya niechętnie puścił blondyna.
- Za dużo się modlicie. - zauważył. - Przed jedzeniem, po jedzeniu, między posiłkami, po ostatnim i przed pierwszym posiłkiem... To strasznie dużo roboty... Ja już bym 3 razy zgłodniał...
Izaya niechętnie puścił blondyna.
- Za dużo się modlicie. - zauważył. - Przed jedzeniem, po jedzeniu, między posiłkami, po ostatnim i przed pierwszym posiłkiem... To strasznie dużo roboty... Ja już bym 3 razy zgłodniał...
- "Przed i po jedzeniu." - poprawił go. - "I
ogółem cały czas, ale to mniejsza z tym... Zaraz idziemy nad strumień i ciebie
też wykąpię. Potem z chęcią pójdę do
gospody... Wytrzeźwiałeś już?" – Poruszał ustami, mniej więcej odruchowo
ze słowami modlitwy. Inaczej wyglądałoby to podejrzanie.
- Czyli zawsze... Bo przecież zawsze jest po i przed
jedzeniem... - westchnął wampirek kręcąc łepkiem. - Nie wiem Shizu... Głowa mnie
boli... - jęknął przytrzymując swoją głowę w miarę w pionie i masując sobie
skroń. - Jeśli mamy się kąpać to... Masz dla mnie ręcznik? I ciuchy na zmianę?
- "Mhm... No to już po upiciu, a nadal na kacu..."
- Poczekał, aż przemowa przełożonego zakończy się ostatnimi słowami i wstał, zasłaniając
go płaszczem. - "Ciuchy w twoim rozmiarze? Ręcznik? Nie za wygodnicki
jesteś? Mamy strumień, mamy te ciuchy, może znajdzie się kawałek płótna w który
się da wytrzeć i to tyle... Czyżby ktoś tu był rozpieszczony? Nie znałem cię od
tej strony." - Skierował się znów do swojego pokoju, tym razem po jakieś
płótno w roli ręcznika i sakwę.
- Od wielu stron mnie nie znałeś, Shizuś~... - mruknął. - Au!
Nie kołysz... Moja głowa... - jęknął.
- "Fakt..." - Otworzył drzwi i odetchnął ciężko,
zamknąwszy je za sobą. - Dziwnie tak cały czas gadać w myślach... - odezwał się
w końcu na głos. - I nie narzekaj na kołysanie, jak idę to kołyszę. - pouczył, podchodząc
do jednej z nielicznych szaf.
- Ale jak gadasz na głos to robisz z siebie durnia. - mruknął
przypominając mu jego własne słowa. - No to co Shizzy~... Skombinuj mi jakieś ubranko
na zmianę dobrze? Nie mam wymagań co do wyglądu~... Byle było czyste. - zapowiedział.
- Z dziecinnej lalki ci je zdejmę? Za mały jesteś, komarze. –
zwrócił mu uwagę. - Poza tym jak gadam na głos przy innych, nie sam...
- Chcesz mnie przebrać za dziewczynę? No nie powiem ciekawy
fetysz w tych czasach Shizu-chan~... Ale... - Zamyślił się kręcąc lekko głową. - Zapamiętam! Od teraz, gdy wrócę do normalnej formy będę się tak przed tobą
pojawiał~... Co ty na to? Będziesz dzięki temu szczęśliwy~?
- ...Nie? - Popatrzył na niego trochę jak na głupka. –
Prędzej zabiłbyś mnie śmiechem... - Pokręcił głową i zarzucił materiał na razie
a sakwę schował do kieszeni. - Dobra... Źródło i karczma na porządny posiłek...
A potem wrócić. I wrócimy w tych samych ciuchach. - dodał, nim ten zdążył zapytać.
- Zabijesz mnie śmiechem? - Popukał się w zamyśleniu palcem
wskazującym po policzku, rozważając tę wypowiedź. - ...Czyli będziesz się bardzo
mocno śmiał. - upewnił się. - W takim razie to założę. - zapewnił ochoczo kiwając
główką.
- Zabiję SIĘ śmiechem. - poprawił znów i zamknął celę, po czym
zszedł szybszą drogą na dół. Dopiero będąc na zewnątrz uśmiechnął się, zadowolony
i odetchnął głęboko, kierując się w stronę wody. - "I niby po co miałbyś
się ubierać w kobiece ciuchy?" - spytał już w myślach. - Żebym mógł cię wyśmiać?
- Żebyś się ucieszył. - odpowiedział mu smutny głosik. -
Shizu-chan nigdy się nie cieszy na mój widok. Chociaż nie chciałbym cię zabić
więc może ograniczę to dziewczęce przebranie...
- "Do majtek ogranicz... A tak poważnie, nie miałem na
co się cieszyć. Na walkę? Docinki? Nawet nie sądziłem, że miałbym za co cię
lubić, więc się nie dziw..."
Dotarł nad
strumień, gdzie na świeżej trawie nie było śladów niczyich kroków. Zawiesił
materiał na drzewie, płaszcz po chwili też. Ściągnął buty i zaczął rozpinać
spodnie, by dostać się do wody jak go Pan Bóg stworzył.
- Dziewczęce majtki? Shizu-chan ma coraz bardziej
perwersyjne fantazje~... - Zachichotał. - Czego was w tym zakonie uczą... - mruczał
dalej przyglądając się blondynowi. - Dzielić się swoimi fetyszami i rozbierać się
przy ludziach... No proszę jak tu zabawnie. - zachichotał. - A ja myślałem, że to
takie nudne miejsce~...
- To była złośliwość... A rozbieram się bo idę się kąpać. Ty
też lepiej zacznij, bo też będziesz się kąpał. Ale co do tej perwersyjności to
tylko ty widzisz w tym coś niestosownego. - zauważył, wyjmując go z kieszeni i
stawiając go na pniu wyciętego drzewa tuż obok. Ściągnął koszulę i poczekał na
niego, już ze ściąganiem bielizny się nie spiesząc.
- Jestem pewien, że kogokolwiek nie zapytałbym usłyszałbym,
że damska bielizna na chłopaku to fetysz i że osoba która tego sobie życzy jest
zboczeńcem~... - Uśmiechnął się odpinając pelerynkę i zdejmując swoją koszulę.
Westchnął przyglądając się jej rozmiarom. - Ciekawe czy jak wrócę do normy to
ciuchy też... W końcu... Inaczej znaleźliby
nagiego wampira w celi Shizu-chana~!
- Mówiłem przecież, że to powiedziałem złośliwie! -
powiedział już na głos, marszcząc brwi. - A jak ciuchy się z tobą skurczyły to
pewnie i się powiększą. W ostateczności pożyczę ci jakieś moje... W zasadzie ile
potrzebujesz czasu na tę regenerację? - Chciał wiedzieć, ile czasu jeszcze
będzie taki, żeby nie było...
Izaya podrapał się po głowie przerywając tym samym
zdejmowanie spodni. Spojrzał na blondyna i bezradny rozłożył ręce w geście
"nie wiem".
- Hmh. W porządku... No to dalej, rozbieraj się do tego
mycia.
Odwrócił się na
chwilę i spojrzał na wodę. Wiatr zaczynał wiać, więc przeciętnemu człowiekowi
mogłoby być zimno. Jednak on podszedł do strumienia i wsunął tam tylko stopę,
sprawdzając temperaturę.
Izaya trochę się zdziwił brakiem wybuchu u Shizuo. Przecież
kiedyś pewnie by na niego krzyczał... Już za samo pojawienie się. Zdjął więc
spodenki i bieliznę.
- Shizu-chan masz fajny tyłek. - zwrócił się do niego, siadając mu na ramieniu. - Szkoda by było gdybyś z niego nie korzystał w odpowiedni sposób~... - zamruczał uwodzicielsko.
- Shizu-chan masz fajny tyłek. - zwrócił się do niego, siadając mu na ramieniu. - Szkoda by było gdybyś z niego nie korzystał w odpowiedni sposób~... - zamruczał uwodzicielsko.
- Ja tam uważam, że korzystam z niego odpowiednio... -
Popatrzył na niego znów jakby był głupi. No bo co on sobie wyobrażał...? Jak
miał z tyłka korzystać w "odpowiedni sposób"...? Chyba nie wyobrażał
sobie, że - nawet w związku z mężczyzną - byłby na dole? - Sugerujesz, że
akurat MÓJ tyłek miałby mieć inne zastosowania...? - Jako, że bokserki już zsunął, teraz wkraczał do wody.
- Jest niczego sobie, a ty nigdy nie powiedziałeś, że mój
jest ładny, chociaż gapiłeś się na niego godzinami~... - przekomarzał się
(Przekomarzał, bo to komar) dalej obserwując okolicę i samego
blondyna. - Ja gapiłem godzinami? Ja? Na twój tyłek? - Popatrzył na swoje
ramię, ale zaraz odwrócił wzrok. Chcąc popatrzyć Izayi w oczy ogarnia się go, niestety, całego... Shizuo gwałtownie zanurzył się w wodzie niemal po ramiona i wyciągnął rękę do Izayi, by miał się czego
trzymać. – Właź zanim cię prąd porwie... I nadal czekam na przykład kiedy to
niby gapiłem ci się na tyłek.
- Dzięki, Shizuś~... - Wstał z ramienia i szybko cmoknął go w
policzek. Rozstawił swoje łapki i pomału przeszedł blondynowi po ramieniu, aż
do dłoni. Egzorcysta widać bardzo martwił się o jego bezpieczeństwo, a
przynajmniej tak to interpretował Izaya, widząc, że blondyn zrobił mu wanienkę z
dłoni. Z chęcią wskoczył do wody w dłoniach i usiadł w środku, zaczynając się
wesoło pluskać.- Kiedy się na mnie gapiłeś~... Och przykładów jest sporo~! - zapewnił kładąc się na brzuchu i wystawiając łapkę by dotknąć wody w jeziorku. -
Zawsze gdy się bawiliśmy. Kiedy uciekałem, gapiłeś się na mój tył, a więc i tyłek. - Uśmiechnął się wesoło. - A jakby
podliczyć wszystkie gonitwy, wyjdą z tego dłuuuuugie godziny~! - Wyszczerzył się
wesoło. - A no i chwilę temu też się gapiłeś, dłużej niż potrzeba zatrzymałeś na
mnie wzrok. - Puścił mu oczko.
- Wmawiasz sobie. - zapewnił oschle. - To się nazywa
naginanie faktów. A podczas walki zwykle patrzę na głowę w razie czego, więc
nie na tyłek. - Zanurzył go trochę bardziej, śmiejąc się z tego, jak stworzonko
wygląda całe przemoczone. - Jak zmokły komar!
- Hę? Shizu... Co tak nagle? - zdziwił się polewając sobie
głowę wodą i otrzepując włoski jak pies. Znów obrócił się na brzuch, by
popatrzeć na blondyna. - O co ci chodzi? - zapytał ocierając się o jego palec. - Czy
ty kiedyś widziałeś zmokłego komara?
- Owszem, widziałem... Wystarczy takiego złapać i polać
wodą. - Uśmiechnął się lekko. Ech... Że też akurat był taki prąd i musiał go trzymać,
nim sam się wykąpie. Podniósł nogę czując, że coś się o niego nieprzyjemnie
otarło. Glony jakieś...?
- To wtedy zdechnie... - jęknął. - Czy ja się według siebie nie
ruszam? - By to pokazać pokręcił się jeszcze trochę wślizgując się ogonkiem
między palce blondyna i ocierając lekko o niego.- Masz mydło czy ludzie jeszcze
nie wynaleźli? - zapytał.
- Ano, mam. Ale musisz się w końcu odczepić od moich palców, bo po nie nie sięgnę. - Starał się nie zwracać uwagi, że Izaya ślizga mu się po dłoniach i nabrać w nie tyle wody, by pływał, a nie na nim leżał... Bo jeszcze zaraz będzie, że go maca. Puścił "basenik" zrobiony z rąk i sięgnął drugą ręką po mydło na brzeg.
- Jak mam się puścić! - krzyknął przerażony, trzymając się mocno łapkami za palec blondyna. - Nie puszcza się czyjejś wanny ot tak! I nie podtapia gościa! - dorzucił mimochodem. Owinął się całym ciałkiem nie chcąc spaść. - Mokry na takich malutkich skrzydełkach nie polecę!
- Ano, mam. Ale musisz się w końcu odczepić od moich palców, bo po nie nie sięgnę. - Starał się nie zwracać uwagi, że Izaya ślizga mu się po dłoniach i nabrać w nie tyle wody, by pływał, a nie na nim leżał... Bo jeszcze zaraz będzie, że go maca. Puścił "basenik" zrobiony z rąk i sięgnął drugą ręką po mydło na brzeg.
- Jak mam się puścić! - krzyknął przerażony, trzymając się mocno łapkami za palec blondyna. - Nie puszcza się czyjejś wanny ot tak! I nie podtapia gościa! - dorzucił mimochodem. Owinął się całym ciałkiem nie chcąc spaść. - Mokry na takich malutkich skrzydełkach nie polecę!
- Oi już nie piszcz... - Podniósł rękę i wyprostował tak, by
ten mógł na niej stanąć. Skrzywił się nieco, niezadowolony. - Nie musisz mi się
tak w tego palca wtulać. I w ogóle wróć już do normalnych rozmiarów, co? -
prychnął, podając mu mydło. Chociaż... Dość spore mydło.
Izaya złapał ogromny kawałek białej zastygłej mazi i od razu
przewrócił się pod jego ciężarem. Wstał, obszedł kostkę i podrapał się po
głowie.
- I jak ja mam to zrobić? - zapytał się. W końcu... - S~HI~ZU!
- I jak ja mam to zrobić? - zapytał się. W końcu... - S~HI~ZU!
- No co? - Popatrzył na niego i niemal od razu zmarszczył
brwi. – Może jeszcze umyć cię mam? No to to trochę za łatwo byś miał... Natychmiastowe
szorowanie wraz ze zdarciem skóry. Nie uważasz, że to bardzo prawdopodobne? -
Uniósł nieco brew i zaczął spieniać mydło drugą swoją dłonią. Zrobi mu pianę to
łatwiej mu się będzie myć... I na tym się skończy.
- Przecież nie zrobiłbyś mi nic złego, prawda Shizu-chan? -
Izaya zrobił słodką minkę w swojej najsłodszej pozie. Jeśli to nie ruszy Shiuo,
to nic go nie ruszy. - Nie chciałbyś żebym był już normalnych
rozmiarów? Mógłbyś mi umyć plecki, ocenić mój tyłek, a może nawet zrobić coś
przyjemniejszego~...
- Ech... A wiesz, że procedura zakonu mówi, że powinienem
cię do czegoś przywiązać, zacząć się modlić i pochlapać cię wodą święconą? - spytał,
rozbawiony. Jak dobrze być pod wodą... Ten dureń podkładał mu wizje, za które
obaj teoretycznie powinni skończyć w piekle. Teoretycznie, bo akurat w to nie wierzył... Ale reagować
reagował jak normalny, zdrowy mężczyzna. To chyba nie było normalne, skoro
Izaya mieścił mu się na dłoni.
- Przywiązanie do czegoś mi bardzo pasuje o ile wiesz o co
mi chodzi. - Poruszył sugestywnie brwiami. Cóż, on od zawsze wiedział, że
zakonnicy po prostu MUSZĄ mieć swoje fetysze, skoro muszą się przez większość
czasu powstrzymywać. A jego zadaniem było odkryć te należące do Shizuo. - Modlitwa trochę mniej, a wodą możesz mnie pochlapać teraz... Ale jeziorkową. -
zastrzegł.
- A ty co, z tych, co to lubią, jak im się zadaje ból? - westchnął
i namydlił palce, po czym zaczął szorować Izayę. No żeby go już tak nie wkurzał...
Chociaż ręce to myślał, że jak przez przypadek naciśnie, to mu jeszcze coś
połamie... Bardzo stresująca kąpiel... W końcu jednak go opłukał, nie omieszkając go przy tym pochlapać. - Pff...
Ale wiesz, pierwszy raz zdarzyło mi się myć takiego komara. Niedługo w ogóle zatrudnię
się przy jakichś insektach, jak mi to tak dobrze wychodzi... - rzucił
złośliwie. To za to kuszenie go... Ale o tym nie musiał mu mówić.
- Wychodzi świetnie, ale tylko na mnie! Wymacałeś mnie za
wszystkie czasy. - Położył mu się na ręce brzuchem do góry. - Czuję się
dopieszczony~... - zachichotał. - A bólu nie lubię, zapamiętaj na przyszłość. Chyba,
że ty lubisz~ W takim wypadku pocierpię~! - zachichotał.
- No, no, bez takich... Zresztą to tak tylko teraz. Gdy
zrobisz się duży już cię zapewne nie dotknę. - uprzedził. Nie będzie się tak bawił...
Hmh. To niezdrowo. Czy coś. No jakaś wymówka się znajdzie. Na przykład taka, że
nie jest już małym, nieporadnym dzieciakiem...
- Hmm... - Izaya opuścił zasmucony skrzydełka, a wcześniej
falujący ogonek klapnął na dłoni blondyna. Sam Izaya natomiast zwiesił główkę i
wydął usta w podkówkę. Nic nie mogło chyba bardziej wyrażać smutku niż on w tym
momencie.
- Oi no... Izaya... - Popatrzył na niego uważniej,
przekrzywiając głowę, by widzieć jego oczka. - Oi no... Czego się tak smucisz? –
No co, że był za szorstki...? Ale mówił samą prawdę... Przecież... Jakoś tak dotykanie
go byłoby nienaturalne dla niego, bo dotąd w życiu go nie dotknął jakoś bez
złości i nie zamierzał. Znaczy nie licząc tej małej formy... - Sam musisz
przyznać, że dotąd cię nie dotykałem i jakoś nie widzę powodu, żeby to tak po
prostu nagle sobie zmieniać. No i nie jestem przyzwyczajony. - Zamilkł już bo
sam się poplątał.
- Ale....- Zastanowił się a jego skrzydełka drgnęły z
podniecenia. - Jakbyś się przyzwyczaił to nie byłoby problemów tak? - Upewnił się
patrząc na niego z jakąś dziecięcą fascynacją. – I przystałbyś w tedy na moje
propozycje~?
- W tej formie to ja się mogę przyzwyczajać, bo jesteś
niegroźny, ale potem... Jakie propozycje...? Jak już mówiłem celibat mam... I
się go jakoś trzymam jeszcze. - mruknął. No co się patrzył z taką nadzieją...?
O co mu chodziło, czemu miałby go dotykać jak urośnie niby... I co mu tak zależało...
- Przyzwyczajanie się ma dwa etapy~! - pouczył go wesoło, wystawiając przy tym wskazujący palec - W wersji wampir miniaturka i wampir oryginalnych
rozmiarów. Musisz się przyzwyczaić do obu wersji~! - Uśmiechnął się słodko. - A
celibat możesz złamać, jak już chyba wszyscy zakonnicy w tym waszym klasztorze. -
prychnął. - Daj spokój Shizu-chan, chyba nie wierzysz, że oni nic nie robią,
prawda? I chyba nie chcesz mi wmówić, że ty też nie chcesz.....
- No... Chociaż oni to muszą robić cicho. - Dał się porwać
swoim myślom i uśmiechnął się gorzko. - To mnie nie kręci... - Spojrzał na niego
przytomniej i odchrząknął. - Hm. A co do przyzwyczajania się i łamania celibatu
- komar tak, w miarę, pijawa nie. Jasne? - Tyknął go palcem w brzuch, choć nie mocno i podszedł do brzegu, tam go
stawiając. Podał mu jeszcze materiał do okrycia się. - A teraz ja się umyję.
Izaya zawinął się w chustkę do nosa (na szczęście nieużywaną) którą podał mu Shizuo.
- Zapamiętam żeby krzyczeć najgłośniej jak się da. - zapewnił go. - To jak? Teraz się zgodzisz Shizuś? - Zachichotał wesoło. - No już dobrze, dobrze, wiem, że się nie zgodzisz, ale to zabawne~...
- Zapamiętam żeby krzyczeć najgłośniej jak się da. - zapewnił go. - To jak? Teraz się zgodzisz Shizuś? - Zachichotał wesoło. - No już dobrze, dobrze, wiem, że się nie zgodzisz, ale to zabawne~...
Blondyn akurat
odwrócił się do niego tyłem, więc pozwolił sobie na zmarszczenie brwi i
skupienie się na spienianiu mydła. Pff... To wcale nie tak, że to sobie
wyobraził i przez chwilę pomyślał, że byłoby przyjemnie. To była myśl...
odruchowa. Ta. Taka pierwsza pokusa. To się zdarza zawsze, nie ma co tego
kontynuować... a się lepiej skupić na kąpieli.
- Jasne, że nie... Wytrzyj się lepiej. Nie wiem, czy wampiry
się mogą przeziębić. - mruknął, zaczynając się namydlać od pasa w górę.
- Ja też nie, ale byłoby zabawnie. - zachichotał, uśmiechając
się uroczo. - Musiałbyś mnie trzymać w łóżeczko i przykładać takie maciupkie
kompresiki i robić mini herbatki z kropelką miodu i cytryny~... - Uśmiechał się
szczęśliwy na takie wspomnienia. - A całując mnie w czółko zaśliniłbyś mi całą
głowę... I ciekawe jak bym kichał~... Tobie w głowie czy tak bezgłośnie?
- Zakładam, że bezgłośnie. A w herbacie bym cię chyba
utopił. - Odwrócił się do niego, rozbawiony i zaśmiał się cicho. - I byłbyś czerwony
jak burak. - Teraz to już wybuchnął śmiechem.
Izaya uśmiechnął się wesoło patrząc na rozbawionego blondyna.
- Pewnie nasłuchałbym się żartów o tym, że za dużo krwi wypiłem i stąd ta czerwień? - Sam zachichotał pod nosem. Zawiązał sobie chusteczkę jak prowizoryczny szlafroczek i usiadł wtulając się w koszulę Shizuo. Ładnie pachniała...
- Pewnie nasłuchałbym się żartów o tym, że za dużo krwi wypiłem i stąd ta czerwień? - Sam zachichotał pod nosem. Zawiązał sobie chusteczkę jak prowizoryczny szlafroczek i usiadł wtulając się w koszulę Shizuo. Ładnie pachniała...
- Że wyglądasz jak opity komar i że mógłbym cię pomylić z
pomidorkiem i zjeść przez przypadek. - parsknął raz jeszcze, patrząc na
malucha. Śmiesznie... Taki maluśki Izaya. Znów zachichotał. Oj, chyba wino w karczmie
mu nawet niepotrzebne, jak mu tak wesoło...
- Nie jestem komarem, a wampirem. - Izaya zaprzeczył
uśmiechając się jednak lekko. Policzki miał zaróżowione, ale liczył, że Shizuo
tego nie zobaczy... W końcu... Kąpie się prawda? - Shizu-chan gdzie masz mydło?
Bo chyba odpłynęło podczas tych twoich śmiechów~...
- Hmm...? Nie odpłynęło... - Schylił się i jakimś cudem je
wyciągnął, co wyglądało, jakby je wyciągnął spod wody. - Mam! - Rzucił na brzeg
sporo od Izayi, na trawę. - Zaraz dam ci ubranie, ok? - Wyszedł z wody i zabrał
płachtę, którą się wytarł. Jak ją tu zostawi do powrotu
raczej nikt jej potem nie porwie... Otarł ręce i dał mu jego
ubrania.
- Ale mnie jest dobrze w tej chusteczce... - przyznał nadal
wtulony w koszulę blondyna. Nałożył ją sobie na głowę, owinął się nią i trzymał
ją w łapkach. - A te ubrania trzeba uprać... Czyli Shizu-chan musisz mi znaleźć
nowe ubrania. Możesz też uszyć~... - zapewnił go.
- Aż tak dobrze nie szyję... - mruknął, niezadowolony.
Zabrał płaszcz, a potem Izayę razem z koszulą. Jego owinął chustką i narzucił
na niego kawałek płaszcza. Sam ubrał bluzkę i wziął jego ubranka, zabierając się
za pranie ich. - Właściwie czym żeś je ubrudził...?
Izaya uśmiechnął się chytrze przyglądając się blondynowi.
- Wolisz nie wiedzieć. - odparł z satysfakcją. - Wypierz dobrze zwłaszcza spodnie~...
- Wolisz nie wiedzieć. - odparł z satysfakcją. - Wypierz dobrze zwłaszcza spodnie~...
Blondyn na chwilę zaprzestał namydlania i spojrzał na ciuchy
podejrzliwie. No teraz to nie sprawdzi. Znów zerknął na Izayę.
- Kłamiesz. – mruknął i wrócił do prania. W takiej małej postaci chyba nie mógł "tego" robić, co nie...?
- Kłamiesz. – mruknął i wrócił do prania. W takiej małej postaci chyba nie mógł "tego" robić, co nie...?
- To szczera prawda Shizu-chan! ...Sporo mi na nie
poleciało. - westchnął. - A jaki był wytrysk, wszędzie było pełno… - Pokręcił
łepkiem starając się ukryć uśmiech, ale nie mogąc go już dłużej powstrzymać
dodał: - ...krwi. - I zaczął chichotać widząc minę Shizuo.
- Ych... Pijawa... - wyburczał pod nosem i wrócił do prania
z nietęgą miną. Już się zastanawiał, o kim on myślał, jak to robił... No bardzo
śmieszne... Właściwie skąd Izaya posiadał taką wiedzę...? Znaczy... Robił to
już z kim... Nieważne! Nawet nie chciał wiedzieć! - Flejtuch, żeby się brudzić
przy jedzeniu... - burczał dalej. Jakoś się wyżyć musiał, a skoro nie mógł go
zmiażdżyć...
- Ciemno było, byłem pijany, a ona trysnęła tak znikąd...
Musisz mi uwierzyć Shizuś! - tłumaczył się wesoło. Naprawdę? Czy to możliwe, że
Shizuo się nabrał? Ale w takim razie... - Czemu się nie śmiejesz?
- Żartujesz czy serio przestałeś mi czytać w myślach? -
mruknął, płucząc jego ciuchy pod bieżącą wodą. Gotowe... - Gotowe. - mruknął na
głos i spojrzał na niego. - Teraz do karczmy, czy po jakieś ubrania, oto jest
pytanie...
- Rozmawiasz ze mną teraz na głos... Po co miałbym czytać
twoje myśli? Choć w sumie kusząca to propozycja... Myślałeś o czymś ciekawym
Shizzy? - zainteresował się. - Chciałem być grzeczny, a mówiłeś, że tego nie
lubisz... - mruknął spuszczając wzrok.
- Nie... O niczym ciekawym. Nie czytaj w myślach, bo nie
lubię. - Pozbierał materiały i wszystkie swoje rzeczy. Izayę zabrał owiniętego w
płaszcz i chustkę. Z czego on miałby mu te ubrania zrobić niby... Zanim go
ubierze wieki miną. - To wracamy do klasztoru wykombinować ci ciuchy.
- Nie będę więcej tego robił, bez potrzeby. - zapewnił go. - Tylko powiedz mi o czym myślałeś, dobrze? - poprosił wtulając się w ciepłe ramię blondyna. - Zawsze mogę chodzić nago - zaproponował.
- Niczym ciekawym... - mruknął, wymijając temat. - I nie
będziesz chodził nago, bo faktycznie skończysz jak ten pomidorek. A ja nie
umiem opiekować się chorymi, od tego są inni.
- Jestem pewien, że jednak tak. - upierał się. - Bardzo żywo
zareagowałeś... Inna sprawa, że spodnie ci stoją. - mruknął, jakby wcale tym nie zainteresowany
i wtulił się mocniej w ciepłą skórę. - A ciuchy... Poszukamy... Albo
poprzerabiamy twoje chusteczki do nosa... Choć nie masz wrażenia, że są jakieś
takie... przewiewne i prześwitują?
- Wcale... nie! - warknął, zasłaniając się wiszącym materiałem
płaszcza. Nie stały... - Ano chustki do nosa tak mają, przynajmniej moje.
Trzeba ci uszyć coś, bo tak małych ciuchów nie mamy na składzie, to na pewno...
- mówił do niego, odwracając uwagę od jego wcześniejszej uwagi.
- A jakby wziąć wełniany sweterek i zamoczyć go w
baaaaaaaaaaaaardzo ciepłej wodzie? - Z
zapytał się ciekaw czy to by coś dało. - A i nie odwracaj mojej uwagi, widzę, że się zasłaniasz~... Dać ci czas sam na sam w krzaczkach~?
zapytał się ciekaw czy to by coś dało. - A i nie odwracaj mojej uwagi, widzę, że się zasłaniasz~... Dać ci czas sam na sam w krzaczkach~?
poniedziałek, 1 czerwca 2015
Shizaya Dj - Sentou ni Ikou
Hej, hej~... dzisiaj jeden z fajniejszych dni w roku :3 zwłaszcza jeśli jesteś dzieckiem... bo jak jesteś dorosły to tak już smutnawo T^T Mimo to spieszę z rozweseleniem was tym oto uroczym Dj'kiem :3 strasznie mi się spodobał i mam nadzieję, że wam też ^^
Enjoy~.....
P.S. Pamiętajcie o psiakach na dzień dziecka ;) klikajcie w banerek po prawej~...
Wersja angielska z <klik>
Tłumaczenie: Desire
Edycja: Kiasarin
Enjoy~.....
P.S. Pamiętajcie o psiakach na dzień dziecka ;) klikajcie w banerek po prawej~...
Wersja angielska z <klik>
Tłumaczenie: Desire
Edycja: Kiasarin
Tłumaczenie znajdziesz na Hotaru-nai Yama
czwartek, 28 maja 2015
Drr!!abble - Najbezpieczniejesze miejsce na świecie
Oki doki dzisiaj dodajemy kolejne drabble ^^ 100 słówek równiutko~.... na dzień dziecka mamy dla was uroczego dj'ka a potem znów komarek~! Mam nadzieję, że się wam podoba, bo coraz mniej komków jest ^^""" fajnie by było jakbyście powiedzieli co wam się nie podoba a nie....
Pamiętajcie o kliknięciu banerka po prawej i nakarmienia psiaków ^^
Enjoy~!
Najbezpieczniejsze miejsce na świecie
Izaya wtulił się w Shizuo, a nos wsunął w jego blond włosy i westchnął, momentalnie się uspokajając.
- Wiesz Shizu-chan... - zaczął nadal otumaniony zapachem miasta, papierosów i nadnaturalnej słodyczy którą pachniał blondyn. - Czasami mam wrażenie, że przy osobie która co rusz próbuje mnie zabić i nie miarkuje swojej siły podczas a ataku... czuję się najbezpieczniej na świecie. - mruknął, pomału zasypiając.
Shizuo tylko cicho westchnął poprawiając na sobie ciepłe ciało tak by wygodniej im się spało. Odetchnął głęboko i wypuścił z ust dym papierosowy. Pomyślał jak straszne jest życie informatora, aby czuć się bezpiecznie przy takim potworze jak on.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


