Rozdział 1
Co roku Izaya samodzielnie wymyślał prezent na urodziny Shizuo, a następnie szczycił się nim przez okrągłe 365 dni. Był tak dumny ze swoich oryginalnych pomysłów, że przechwalał się nimi przy niemal każdym spotkaniu, z kimkolwiek. Na słuchaniu tego najbardziej cierpiały jego siostry.
W tym roku postanowiły wreszcie rzucić bratu wyzwanie.
– Zrobimy Shizu-tan lepszy prezent niż ty kiedykolwiek, Iza-nii!
Te przeklęte słowa, wraz z konspiracyjnymi pomrukami i kiwnięciami głowy, nie chciały opuścić myśli informatora. Od tygodnia nawiedzały go niczym dwa demony zatruwające umysł i uniemożliwiające skupienie się na pracy. Tym bardziej na wymyślaniu prezentu.
On – Wielki Informator z Shinjuku – znalazł się w impasie i musiał w końcu to przyznać. Normalnie, gdyby chciał zaskoczyć Shizuo, po prostu zrobiłby coś zwyczajnego. Blondyn tak bardzo przywykł do jego dziwactw, że niemożliwym było go czymkolwiek zaskoczyć. Tym razem jednak Izaya nie mógł sięgnąć po tę strategię – oznaczałoby to przegraną z bliźniaczkami, a on nie godził się na żadną porażkę! W końcu to on najlepiej zna Shizuo. Jak mógłby przegrać?
Nie mając lepszego pomysłu, po raz kolejny przeglądał folder z informacjami o Shizuo. Niczego nowego tam nie znalazł, ale przynajmniej zajmował czymś myśli i uspokajał nerwy.
– Jak tak dalej pójdzie, to zacznę siwieć w wieku dwudziestu jeden lat – mruknął do siebie.
Nie zwrócił uwagi ani na zdziwioną minę sekretarki.
– Kupię ci szampon do koloryzacji.
– Nie przejdzie… – westchnął. – W liceum zmieszałem mu rozjaśniacz z szamponem. Do teraz farbuje się na blond. Nie mogę się powtarzać.
Wiedział, że bliźniaczki na pewno nie próżnują. W końcu po co się zakładać, nie mając choćby zarysu planu wygranej? Izaya postanowił sprawdzić, co kombinują jego siostry, i ewentualnie udaremnić ich wysiłki. Bo jeśli on nie miał prezentu, to nikt nie powinien go mieć! Przez chwilę rozważał nawet, czy nie był na tyle zdesperowany, by im ten prezent ukraść.
Przeciągnął się na krześle, a potem zabrał do pracy.
Ku jego zdziwieniu Mairu nie wykupiła połowy cukierni dla Shizuo. Izaya niechętnie musiał przyznać, że i on miał kiedyś taki pomysł, choć uznał go za zbyt mało wredny jak na „pchłę”.
Obserwował teraz, jak jego siostra najzwyczajniej w świecie rozmawia wesoło z bestią z Ikebukuro na środku skrzyżowania. Skoro na twarzy Shizuo pojawił się cień uśmiechu, musiały wymyślić coś dobrego. A potem zobaczył jak twarz blondyna przybiera bardziej pretensjonalny wyraz.
„Nie, nie dam wam biletów na premierę mojego brata” – sparodiował głos byłego barmana, podkładając go idealnie pod obraz z kamery przemysłowej. W tych kwestiach Shizuo był przewidywalny, więc dlaczego zawsze psuł plany Izayi?
Chwilę później Izaya już wiedział. Shizuo – czerwony ze złości – odkrzykiwał coś jego siostrom. Wielki Informator nie był w stanie przewidzieć, co to było.
– Namie~ Szybkie pytanie. Co byś mi kupiła na urodziny? – Okręcił się na krześle, odchylając głowę w tył. To zdecydowanie było trudne: wymyślić najlepszy możliwy prezent dla nieprzewidywalnego blondyna, i to z pozycji Wroga Numer 1.
– A niby dlaczego miałabym ci coś kupować?
Izaya zirytowany przejechał palcami po włosach.
– Uznajmy, że musisz, więc? – Zamyślił się, patrząc w sufit. W głowie miał pustkę i nie sądził, aby tym razem Namie mu pomogła, choćby i nieświadomie. – Zapomnij. Potrzebuję speca od prezentów urodzinowych, a nie marną sekretarkę – stwierdził z ironicznym uśmiechem. – Czy może chcesz mnie wyprowadzić z błędu?
– Nie, wszystko w jak najlepszym porządku – odpowiedziała obojętnie. – Nie płacisz mi za słuchanie twoich chorych planów. – Podniosła jakąś kartkę i przyjrzała się jej uważnie.
Chwilę później usłyszała trzask drzwi. Odetchnęła z ulgą, bo skoro Izayi nie było, to…
– Seiji-kun~ Jestem teraz tylko twoja! – zapewniła, chwytając za zdjęcie stojące na biurku. Pogładziła chłopaka po włosach i palcem namalowała na szkle serduszko.
Westchnęła, wpatrując się w ramkę. Trzeba przyznać, że Izaya potrafił robić prezenty. Pamiętała, jak Shiki dostał od niego kiedyś ekskluzywny zestaw fana Ruri Hijiribe. Mafiozo zachowywał się wtedy niezwykle dziwnie – niepewnie zerkał na zestaw, trzymał go w rękach i nawet naturalnie się uśmiechnął, gdy zobaczył coś, co Izaya nazwał „dopingującym płaszczem”. W praktyce było to kimono bez obi i rękawów, na którego tyle wypisano specjalne hasło motywujące dla gwiazdki.
To jednak nie był jedyny udany prezent Izayi. Jej podarował ramkę z półnagim zdjęciem brata. Nic lepszego nie mogła sobie wymarzyć, choć nigdy by się do tego nie przyznała. W końcu to prezent od Izayi – a on na pewno chciałby czegoś w zamian. Podejrzewała jednak, że Orihara czerpie wystarczającą satysfakcję, dając ludziom kontrowersyjne prezenty, o których skrycie marzą, a których sami nigdy nie zdecydowaliby się kupić.
Stawiał ich pod ścianą: z jednej strony dawał wymarzoną rzecz, z drugiej zmuszał do ukrywania radości przed innymi. Takie prezenty były dokładnie w jego stylu.
Westchnęła raz jeszcze, uśmiechając się lekko. Czasami Izaya nie był taki zły. Miał tylko jedną wadę, o której boleśnie się przekonała chwilę później, gdy przerażona dźwiękiem telefonu spadła z krzesła. Jej pracodawca uwielbiał dziwne dzwonki i nigdy nie można było przewidzieć, co tym razem zabrzmi. Teraz było to „Vrom, vrom” – jak sam określał – czyli odgłos motocykla bezgłowego jeźdźca.
– Ten idiota zapomniał telefonu – warknęła, chwytając za urządzenie i sprawdzając, kto dzwoni. – „Dwa małe potworki”... – I to była kolejna wada jej szefa. Nigdy nie potrafił nazwać kontaktów normalnie, zawsze wymyślał jakieś głupie szyfry. Przed Wigilią miała zadzwonić do Akabayashiego i przez pół godziny szukała odpowiedniego numeru, by na końcu odkryć, że zapisał go jako „czerwona bombka choinkowa”. W tym samym czasie Shizuo figurował jako „ciasto świąteczne”. Cóż, nie wnikała.
Niepewnie odebrała telefon. Gdy usłyszała wesoły, dziewczęcy głosik trajkoczący „Iza-nii! Iza-nii!”, uśmiechnęła się z ulgą. W dobrym humorze odpowiedziała dziewczynkom, że ich brat wyszedł i prawdopodobnie nie będzie z nim kontaktu przez kilka godzin. Zapisała też na kartce wiadomość, jaką podyktowały, i nie zastanawiając się nad jej dziwną treścią, rozłączyła się. Całe rodzeństwo Orihara było pokręcone, więc nie zdziwiła się, że dziewczynki zostawiły bratu rebus.
„Iza-nii, Iza-nii~! Co jest wielkie, fioletowo-różowe i chce to mieć Shizu-chan?”