Blog poświęcony Anime Durarara!! Znajdziesz tu opowiadania yaoi (mężczyzna x mężczyzna) Shizaya (Shizuo x Izaya), Izuo (Izaya x Shizuo) i IzaKida/Kizaya (Izaya x Kida). Jeśli nie tego szukałeś i treści tu przedstawiane ci nie odpowiadają prosimy o opuszczenie tego bloga. Pozostałych zapraszamy do czytania.

poniedziałek, 21 grudnia 2015

Drr!abble - Uzależnienia

 Wybaczcie, lekko mi się przysnęło po powrocie do domu ^^""
Ale oto jest moje zapomniane przez świat drabble~...
Pamiętajcie o nakarmieniu psiaków i Enjoy~!





     Izaya był psychicznie silną osobą. To on zmusił całe miasto, aby tak myślało. Osoba, która codziennie ogląda śmierć osób, które ‘kocha’ musi być silna… i szalona - dodawali ci ludzie w duchu. Informator sam wykreował ten świat, aby on wmawiał mu, że jest silny.
     Bo tak naprawdę Izaya był słaby. Utrzymywał tylko pozory siły, by przykryć wszystkie swoje uzależnienia. A miał ich całkiem sporo. A dokładniej siedem miliardów plus dwa.
     Paradoksalnie owe ‘plus dwa’ zajmowały 99% jego czasu. I o ile Izaya mógł pozwolić sobie na uzależnienie od blondyna, nie mógł tego samego zrobić z telefonem.
     Niestety, zapomniał uwzględnić w tym zestawieniu ootoro.

czwartek, 17 grudnia 2015

17.12 - Dzień bez przekleństw

Yo~!
Jak się dziś macie~? :3 Bo szczeniak po cudownej etyce w końcu jedzie się wyspać~... Moje kochane łóżeczko. =w=
Zanim co jednak~! Życzę wam miłego czytania i oddaję głos Kiasarin-san~! >w<
Enjoy!
Hejo~...
Tak dzisiaj mamy dzień bez przekleństw a mnie się wyjątkowo ciśnie wiązanka na własną głupotę~... no ale to nie ważne. Miłego czytania. Pamiętajcie o nakarmieniu psiaków i Enjoy~...
P.S. Miniaturka jest Psychedelic420 x Virus138



     Dźwięk wygrywany delikatnie przez zwinne palce uderzające w klawiaturę komputera wyrwały jego świadomość z bezosobowej czerni. Ciąg liter i cyfr wpisywany przez tę osobę połączył fragmenty jego ciała w jeden dryfujący w czerni awatar. Wraz z kliknięciem na ekranie "zaloguj" czerń przybrała formę. Wydłużyła się, pozwalając cyfrowemu ciału coraz szybciej opadać na dno.
     Virus nie wiedział kim jest osoba powołująca go do życia co jakiś czas, jednak to nie miało znaczenia, jeśli istniała choć nikła szansa na to, że w miejscu do którego trafi spotka jeden szczególny awatar.
     Czerń ustąpiła miejsca bieli, która wyhamowała bezwiedne jeszcze do niedawna ciało i pozwoliła mu dryfować w przestrzeni.
     Jasnoniebieskie cieniutkie linie przecinające gdzieś w oddali biel były pierwszym, co zobaczyły szkarłatne oczy. Pędzące z niesamowitą prędkością pakiety danych umożliwiające działanie systemu przemykały w tle, nie zakłócając rozgrywki.
     Awatar wykrzywił usta w kpiącym uśmiechu i spokojnym krokiem ruszył przez biel. Po jego prawej zmaterializował się niewielki postument nad którym lewitowała naprawiona katana i dwa pistolety. Virus zabrał je, chowając w swoim ekwipunku. Odwrócił się, gdy przed nim zmaterializował się błękitny półprzezroczysty ekran. Virus dotknął go opuszkami palców włączając tym samym informacje. Jak głosił biały napis, zostanie za chwilę przetransportowany do sektora 4.13 gdzie obecnie znajduje się tylko jeden gacz. Brunet sprawdził jeszcze IP komputera z którego zalogowany został drugi gracz w sektorze 4,13 i zobaczywszy na ekranie znany sobie ciąg liczb wyszczerzył się ukazując swoje ostre jak u rekina zęby.
- Psy-chan~ Idę po ciebie. - mruknął, mrużąc niebezpiecznie oczy.
     Ułamek sekundy później zniknął przeniesiony do odpowiedniej części planszy.

     Z linijek kodu powoli formował się umysł. Dopiero potem ciało. Piksele zyskiwały świadomość, świadomość zyskiwała formę. Wzrok. Wyostrzony słuch. Wrażliwość czucia wraz z odpornością. Wszystko idealnie wyostrzone, stworzone do jednego celu.
- Zabiję. - warknął, oglądając swoją broń. Ktoś mu ją zamienił na mniejszą, był tego pewien. A ktokolwiek go stworzył, widać nie potrafił na szybko skombinować mu lepszej.
     Humoru nie poprawił mu widok zaprzysięgłego wroga. Tego jednak nie widać było na jego kamiennej twarzy. Na powitanie uniósł broń, po czym strzelił "gościowi" między rubinowe oczy. Nie poruszył niepotrzebnie ani jednym mięśniem, w pełni skupiony na swoim celu. Jedynym wpisanym w instynkt. Jedynym, którego musiał słuchać bezwarunkowo.
- Ha ha~... Jak zwykle butny Psy-chan? - zagadnął Vi, siadając na swojej katanie wbitej w ziemię. - Jedyne o czym możesz myśleć to walka. - stwierdził wyjmując pistolet i strzelił nim prosto w nadlatujący pocisk, tym samym go wyhamowując.
     W niczym to nie przeszkodziło kolejnym pociskom, które zaczęły celować w różne punkty witalne na ciele bruneta. Po wypakowaniu całego magazynku Psy w końcu opuścił rękę.
- Jedyne o czym mogę myśleć, to że za dużo pi*******! - warknął na niego, przyjmując bardziej bojową pozycję do walki. Zdekoncentrował się jednak na moment, widząc cenzurę na swoim przekleństwie. O ile można to uznać za przekleństwo, bo jego standardy tak tego nie ujmowały.
     Vi miał zamiar natychmiast odpyskować, ale zamiast tego wybuchnął śmiechem.
- O ku***, ja je***, co za popi******** pomysł? Słyszałem co prawda o świątecznym evencie, ale kto by pomyślał, że chodzi w nim o to że będzie nam wpi****** śnieżynki do wypowiedzi. - odparł wesoło, zaraz jednak ze zdziwieniem przyglądając się swojej wiadomości. Wyglądała dziwnie pusto.
Przenikliwy podwójny krótki pisk oderwał jego uwagę i skierował ją na wyświetlaną w lewitującym dymku informację.
     "Drodzy użytkownicy - szczęśliwego dnia bez przekleństw. ~ Administracja."
     Vi138 zamrugał zaskoczony, czytając kilka razy zamieszczoną informację.
- No chyba ku*** nie! - warknął zeskakując ze swojej katany. Z jednego z pistoletów oddał serię strzałów w kierunku informacji ale ta, wielka i wkurzająco widoczna, nadal wisiała w nienaruszonym stanie.
- Śnieżynki? Popi******** cię zj****? - prychnął. Zaraz kącik jego ust drgnął, minimalnie wykrzywiając jego twarz w niezadowolonym grymasie. Nawet nie mógł mu dogryźć? Nawet tego go pozbawili? Jedynej przyjemności, poza zabijaniem go, które i tak było głównie obowiązkiem? - Ku***! Po********** ich zupełnie... Z****** już, żebym mógł cię spokojnie roz*******. - To mówiąc, skierował w jego stronę broń. Oddawanie strzałów do ogłoszenia było bezcelowe, w przeciwieństwie do strzelania w niego.
- "Z****** już, żebym mógł cię spokojnie roz*******." - Zaciekawiony Virus odwrócił w jego stronę pistolet i uśmiechnął się wrednie. Wyczuwał szansę na naprawdę niecodzienne docinki. - Co powiedziałeś Psy-chan? Nie zrozumiałem, czym jest "Z"? "Zamknij się już, żebym spokojnie mógł cię rozciągnąć" czy może "Zewrzyj się już, żebym cię spokojnie rozepchał"? Poza tym nie sądzę abyś ty mógł coś zrobić "spokojnie". - dorzucił wrednie. Bardzo się pilnował, żeby samemu nie "pipnąć" to by zniszczyło cały efekt jego żartu.
     Nawet Psy mimowolnie zmarszczył brwi na te dociekania. Trochę wyprowadziły go z równowagi. Były bezsensowne, obaj o tym wiedzieli, a mimo to Virus sugerował mu te idiotyzmy... Pieprznięty manipulant.
- Nie z*****. - odpowiedział z pozornie spokojnym głosem. Mimo to wyświetliły się gwiazdki. Po raz kolejny. Nawet on zaczynał tracić do tego cierpliwość. - O******** się, nie mam zamiaru stać i z tobą gadać. Nudzisz mnie dzisiaj... - Złapawszy za oba pistolety dla odmiany zaczął celować jednym w jego stopy, drugim w pierś. Tak by musiał unikać kul i nadziać się na celniejszy strzał.
- Hę? "O********"? Mam się obrócić bo chcesz już przejść do rzeczy zamiast ze mną gadać? Cóż zawsze wolałeś p******* niż p********, prawda? - mruknął, specjalnie tak dobierając słowa, żeby nic nie dało się z nich zrozumieć. Albo raczej chciał, by Psy420 dopowiedział sobie odpowiednie rzeczy.
     Widząc lecące pociski brunet wyciągnął z ziemi swoją katanę i przepołowił je oba jednym cięciem.
- Ta, zawsze wolałem nap********* niż p*********. - prychnął, obchodząc go powoli dookoła. - Może zacznij się ruszać, co? - zmienił temat, mając dość poprzedniego, który i tak niewiele się rozwinął z tą cenzurą. - Dziś cię porządnie r*******, więc szykuj się na długą regenerację... - zagroził, przy czym jedynie jego głos zwiastował poważne groźby.
- Chyba miałeś na myśli wyr*****, co, Psy? Choć nie wiem czy będziesz miał szansę~... Skoro nałożyli nam filtr dla dzieci to możliwe, że zablokują też inne funkcje. Jak myślisz? - mruknął spoglądając na niego z wykrzywionym uśmiechem. - Zero przekleństw, zero p******, zero r******, zero zabawy~...
- Myślę, że porządnie się zabawimy, jeśli się w końcu zbliżysz. - zapewnił, płynnym ruchem kucając i strzelając z dołu, dzięki czemu pociski zmieniły swoją trajektorię lotu. Nie przestawał, wstając. Po tym nerwowym ruchem wymienił magazynek i przysunął się bliżej, samemu prezentując groźny uśmiech. - Wyr***** też mogę, choćby nawet założyli na to jakąś p********* cenzurę... - warknął, korzystając na nowo z dzisiejszej cenzury wulgaryzmów.
     Virus pozwolił sobie strzelić w nogę, chcąc sprawdzić jak cenzura zareaguje na krew. Jeśli i te fantastyczne i przesadzone czerwone rozbryzgi zostaną usunięte...
     Jego cyfrowe ciało zachwiało się niekontrolowanie i zmusiło Vi go lekkiego przykurczenia nogi. Jego cyfrowy awatar przeszyło uczucie bólu, ale i specyficznego rodzaju przyjemności. Nie tego samego, który towarzyszył mu podczas ran w walce, czy podczas ranienia swojego rywala... Inny, ale niemal równie przyjemny rodzaj ekscytacji.
- Jakiś ty romantyczny Psy. - sarknął, utrzymując swój denerwujący uśmiech. - Najpierw mnie unieruchomisz a potem zar*****, choć może obaj byśmy woleli, żebyś jednak mnie zer****. Mam rację?
- Heh. A żebyś wiedział. - rzucił bez większego zaangażowania w rozmowę, czując przypływ danych na temat celnego strzału i możliwych opcji całkowitego unicestwienia Vi. Bez skrępowania zbliżył się na jeszcze dwa kroki, celując w jego głowę, a ułamek sekundy później atakując go strzałem w krocze, który umożliwiłby mu sparaliżowanie go na dobre. To było jego celem, więcej cennych uszkodzeń.
- Ej, ej ej jak mi o******** c****** to się policzymy! - warknął widząc, na co się zamierza. Nie dość, że pikseli imitujących krew i obrażenia było zdecydowanie za mało jak na tego typu grę to jeszcze miał stracić przyrodzenie? Było mu potrzebne! Nie wiedział w sumie do czego i cóż to za zabawny programista dał Psy420 większe niż jemu, ale... on też był ze swojego dumny. Widząc, sekwencję którą broń blondyna powtarzała zawsze przed wystrzałem, czyli uporczywy pisk i niebieski strumień zbierający się w lufie postanowił szybko działać. Zmaterializował swoją katanę i wsunął ją w otwór w broni Psy. - No, w tę stronę możemy się zabawić! - rzucił lekko poruszając kataną tak by mocniej wepchnąć ją w bazookę.
- Ku***! - warknął, puszczając broń i odpychając ją od siebie nim przyszło jej rozgrzać się i wypalić. - Pie******* tani sprzęt. - podsumował, materializując w dłoni znów krótki pistolet i uporczywie strzelając w dół ciała bruneta. Skoro tak mu się nie podobało, że miałby dostać akurat tam... - To w ciebie powinno się coś w********... - stwierdził sucho, materializując karabin w drugiej ręce. Oparł go pod pachą, traktując go salwą w okolicę żeber, tak że awatar Virusa wylądował za pobliskim wygenerowanym przez grę niskim murkiem.
- Przecież sam mówiłeś, że twój sprzęt jest słaby i tani~... A teraz chcesz we mnie takie badziewie wkładać? - fuknął i splunął krwią. Cóż, tego wcześniej w grze nie było. Dzisiejsze rany mocniej bolały i dawały większą frajdę. Ciekawe, jak byłoby z przyjemnością. - Psy-chan już nie p***** i przestań nak***** we mnie z tej zabaweczki. Jak już musisz we mnie strzelać, to o tu. - Mówiąc to klepnął się po tyłku pozwalając aby w powietrzu rozniósł się charakterystyczny plask. - I to z innej broni. Dobrze ci radzę, jeśli nie chcesz zostać zabugowany i pojawić się tu następnym razem TYLKO w różowej spódniczce.
- Pi********. - odparł beznamiętnie, wyrzucając pistolet, a zostając z karabinem, z którym spokojnie zaczął się zbliżać. Zupełnie nie rozumiał, o czym on pieprzył i dlaczego miałby tego słuchać. Wystarczyło go zniszczyć. Mimo to podszedł, z dozą nieufności, na odległość dwóch wyciągniętych ramion. Wskazał lufą pobliskie drzewo i zwrócił znów celownik na niego. - Po pierwsze, nie będziesz mi ku*** rozkazywał. - zaczął wyliczać, jednocześnie oddając strzał w jego rękę, w okolicy zgięcia łokcia. - Po drugie, jeszcze raz mi zagrozisz, a własnoręcznie rozk***** ci łeb o tamto drzewo. - Mówiąc to, oddał drugi strzał w to samo miejsce jego drugiej ręki. - Po trzecie, spie***** pod nie. Już. - dodał władczo, ładując do pełna naboje do karabinu. - Czas na nauczkę.
- Nie ma sprawy Psy-chan. - zapewnił, uśmiechając się uroczo. Zniknął i zaraz całkowicie zregenerowany pojawił się pod drzewem. - Tu są kuleczki które we mnie zostawiłeś. - powiadomił go, wysypując z ręki na trawę kilkanaście naboi. - W sumie najgorsze w tym dniu bez przekleństw będzie to, ze chyba popłaczę się ze śmiechu gdy usłyszę twoje k**** gdy będziesz szczytował. - mruknął.
     A za to strzelanie w niego i tak spłata mu jakiegoś psikusa. Tego był pewien. Co najwyżej do spódniczki dołączą jeszcze skrzydełka wróżki.

środa, 16 grudnia 2015

drrable! - Brązowa twarz

Ohayooooo! Q.Q
Przepraszam, naprawdę! Zapomniałam o tym drrable, a miałam go dodać... przedwczoraj... Właściwie to chciałam, żeby Kiasarin-san dodała swój, ale cóż... =3= Ona sądzi, że już za późno, czy coś takiego~... T^T"
W każdym razie Josh-chan dziękuję za przypomnienie~!!! ;3;
Etto~... Jeszcze przypomnę, nakarmcie szczeniaki proszę~...
Następna notka zgodnie z planem.
Enjoy!




     Shizuo od rana czuł się nieswojo. Coś było nie tak. Oczy mijających go ludzi były jak zwykle wystraszone, zaciekawione, zamyślone, smutne... Ale był niemal pewien, że ktoś przypatruje mu się inaczej. Zupełnie inaczej, niż wszyscy.
    Niby otoczenie było normalne. Słońce grzało, ptaki ćwierkały, chmury układały się w dziwaczne stworzenia. Ulice były ruchliwe, pełne szmerów rozmów, kolorowo ubranych, lecz szarych ludzi, drzew mniej licznych niż podlewające je zwierzęta i kolorowych znaków, których giętki stop metalu znał jak mało co w tej dzielnicy. Słowem, wszystko było pozornie jak zwykle. Jednak odczucie nie minęło cały ten czas.
     Koło czternastej mignęła mu gdzieś nietypowa twarz. Twarz nietypowa, bo czarna. Czy raczej brązowa. Jednak gdy odwrócił wzrok, nigdzie jej nie było.
    Od tej pory miał wrażenie, że znajome tęczówki idą za nim krok w krok, obserwując każdy ruch. W sklepie. Na ulicy. Przy laniu dłużnika. Piciu mleka. Zgnieceniu kubka. Wybieraniu numeru.
- Shizu-chan~! - Uśmiechnięta, brązowa twarz pojawiła się znikąd, równie brązowe ręce uwiesiły mu się na szyi. - Zobacz, znalazłem czekoladową farbę do ciała~! Musisz spróbować!
    Tym sposobem blondyn samemu nie wiedząc kiedy został skutecznie i niemal dobrowolnie pociągnięty do najbliższego Love hotelu.
    Izaya zawsze znajdował nietypowe sposoby, by zwrócić na siebie jego uwagę.


piątek, 11 grudnia 2015

Na psa urok i kocią łapę #11 - Moczenie

Hej hej~...
Nie mam wam za bardzo nic do powiedzenia, więc tylko was przeproszę bo zapomniało nam się, że notka miała być wczoraj dodana :P 
A no i pamiętajcie o kliknięciu w banerek po prawej i nakarmieniu psiaków.
 Enjoy~....
A szczeniak jeszcze przeciągnął, gomennasai~! >3<
Właśnie wychodzę, więc co się będę rozpisywać~... Miłej zabawy przy czytaniu. :3
Enjoy~...




     Golden podczas swojej kąpieli był bardzo spokojny. Rozpamiętywał trochę ostatnie wydarzenia - nie to, jak stał się psem, całkiem co innego, raczej jak pomimo bycia psem znów zaczął gonić Izayę ostatnim razem. Jak zemścić się za drapnięte ucho? Otóż jak teraz wspominał, przy przewróceniu stolika swoim cielskiem zauważył, jak Izaya gwałtownie schował się na szafie przed rozpryskiem wody ze spadającej szklanki, tym samym kończąc pościg. Bał się wody? Koty nie lubiły wody. W jego głowie zrodził się szatański plan zemsty.
     Izaya jak na szanującego się kota przystało postanowił trochę pownerwiać społeczeństwo, pod postacią Shinry. Gdy lekarz pisał coś na laptopie kot przyczaił się i wskoczył mu na kolana, a potem na klawiaturę laptopa i przewróciwszy się na plecy zaczął się wiercić domagając się pieszczot. Jakoś nie bardzo przeszkadzało mu to, że dzięki jego działaniom rozmowa biznesowa Shinry była bogatsza o takie słowa jak "AZkjvj" czy "sxhtyn cxsa".
     Dopełnienie szatańskiego planu Shizuo wymagało poczekania na płukanie. Dał się więc opłukać Celty, po czym popatrzył na nią przepraszająco i... wyskoczył z kąpieli, szukając Izayi po smrodzie. Wiedział, że gdzieś tu jest. Najświeższy ślad prowadził do gabinetu Shinry, więc naskoczył na klamkę i mokry podbiegł w stronę Izayi.
     Izaya zaczął bawić się w wypisywanie słówek łapkami. Niestety Shinra nie miał anielskiej cierpliwości i naprawdę zezłościł się gdy Izaya "przypadkowo" zamiast "Dobra" napisał "kurwa" i na nic zdały się słodkie miauknięcia. Okularnik jeszcze miał czelność wyrzucać mu, ze słowa nawet nie były podobne! Izaya zasyczał na niego "Spróbuj pisać łapami" ale niestety musiał skapitulować przed groźbą "nie dostaniesz tuńczyka" i potulnie zeskoczyć na ziemię.
     Mały, czarny kotek przeżył ogromny szok, widząc rozpędzonego goldena który z powiewającym na wietrze językiem pędził wprost na niego. Co gorsza blondyn był cały MOKRY! Zauważywszy to kot miauknął przerażony i rzucił się do ucieczki na najbliższą firankę.
     Słysząc hałasy lekarz podziemia odwrócił się by zdziwiony zostać znów obrócony na krześle przez pędzącego psa.
    A pędzący pies z rozmachem dotarł pod firankę i zaczął się otrzepywać z największym rozmachem, na jaki było go stać, chlapiąc wszystko dookoła, w tym Izayę. Tak, zemsta doskonała. Co z tego, że był tam Shinra? On się mścił. Na zemstę na Izayi pora jest zawsze. Zwłaszcza za jego zakrwawione wcześniej ucho.
     Izaya z dzikim krzykiem zaczął pracować łapkami by spiąć się wyżej, niestety jego ostre pazurki tylko podziurawiły firanę, w konsekwencji czego spadł prosto na psa, odruchowo czując wodę wbijając się w niego pazurami.
     Shizuo zawarczał i zrzucił go z siebie, fukając po tym. Najchętniej by się na niego rzucił i go wytarmosił, gdyby nie Shinra, który przestawszy się kręcić po jego przebiegnięciu z krzykiem podbiegł i usilnie starał się go odciągnąć, grożąc, że go wywali. Tym razem mu uwierzył, więc tylko fukał, patrząc na Izayę. Co on sobie wyobrażał... Że za każdym razem mógł się tak w niego wczepiać pazurami?
     Kot już trząsł się na wysokiej półce. Przerażony tym nagłym atakiem nie miał zamiaru tak szybko tracić czujności. O nie! Tym razem Shizuo go nie zaskoczy, nie ma mowy! Syknął na psa zły. Usadziwszy się wygodniej na półce zaczął wylizywać sobie mokre futerko, licząc, że to jakoś przywróci mu kocią czystość.
- Fuj! Pachnę mokrym psem! - poskarżył się Shizuo warującemu pod półką.
- Czekaj... Zostaniesz jeszcze mokrym kotem. - prychnął na niego. Niestety chwilę później Shinra zdecydowanie pociągnął go za drzwi. Nie że chciał wyjść czy że naprawdę nie mógł mu się postawić... Mógł. Ale miał już lepszy plan. Następnym razem jeśli będzie się mścić, to zrobi to lepiej...


niedziela, 6 grudnia 2015

Shizaya - "Dwa bałwany"

Ho ho ho~... witam was w ten świąteczny dzień X3 Dostaliście jakieś prezenty?
Od nas łapcie krótką, nie do końca świąteczną role-miniaturkę. Od siebie dodam tylko, że gdy to pisałyśmy padał pierwszy śnieg tej zimy >w< przynajmniej u mnie więc było klimatycznie... choć niestety do teraz się stopił ;_; 
A no tak~... przypominam o nakarmieniu psiaków klikajac w odpowiedni banerek 
Enjoy~!

Hejka~! :33
Ja jestem bardzo zadowolona z mojego kochanego Mikołaja. >w< Dzięki niemu na pewno wyjadę sobie na następny weekend! :33
Szkoda tylko, że mamy już niedzielę~... Ale na osłodę tego faktu przychodzimy do was z Mikołajem jeszcze raz, prezentując~...
No właśnie, co? Przekonajcie się~
Enjoy~! ;3


     Izaya dzisiejszego ranka obudził się wyjątkowo wcześnie. W nocy, gdy siedział jeszcze na chacie popijając kawę zauważył przez okno, że pada śnieg. Temperatura miała być dostatecznie niska aby się utrzymał. Rano więc wyskoczył ze swojego łóżka i szybko podbiegł do okna. Przywitała go dość pokaźna ilość białego puchu. Ucieszony takim obrotem sprawy szybko ubrał się ciepło - zarzucił sobie na szyję szalik, a na uszy ubrał nauszniki, do tego ciepłą kurtkę i grube, ocieplane buty. Był pewien, że dziś spędzi dużo czasu na dworze. Zabrał jeszcze rękawiczki i wybiegł do szkoły o wiele wcześniej, niż zwykle wychodził.
Dotarł do liceum Raijin w ekspresowym tempie i korzystając z dobroci pań sprzątających jak i swojego dorobionego klucza wszedł na dach.
     Uśmiechnął się wesoło, patrząc na połacie śniegu przed sobą. Szykowała się niezła zabawa. Nabrał trochę białego puchu w ręce i zaczął formować z niego kulkę. Świeży śnieg lepił się znakomicie.

     Zimno.
     To była pierwsza myśl, jaka wtargnęła do głowy Shizuo, gdy wygrzebał się spod kołdry i stanął w samych bokserkach przy oknie, żeby zapalić. Jednak zimno czy nie, zapalił, ubrał się i po wciągnięciu kurtki wyszedł, naciągając na siebie rękawiczki.
     Dzień nie był już aż tak mroźny kiedy miał kurtkę na sobie. Wypalając więc kolejnego papierosa przed parogodzinnym siedzeniem w szkole - żeby nie musieć wychodzić w trakcie - dotarł, jak się okazało o wiele za wcześnie. Jak zwykle, będzie musiał przeczekać...
     Izaya wypatrzył swojego potworka już z daleka. W końcu blond włosy naprawdę mocno rzucały się w oczy, a z tym całym śniegiem naokoło blondyn wręcz świecił. Brunet grzecznie poczekał, aż Shizuo podejdzie do drzwi, po czym stoczył kulę śnieżną z niskiego daszku wprost na niego. Napracował się nad nią, długo ją lepił, więc była naprawdę duża, ale efekt był tego wart.
- Oya oya Shizu-chan, musisz uważać~... Śnieg teraz łatwo spada z dachów. - mruknął jakby naprawdę się tym martwił i zeskoczył z daszku lądując w zaspie koło blondyna.
- Tch. - Heiwajima wypatrzył w śniegu zamokły filtr z resztką tytoniu. Nic już nie dało się zrobić. Strzepnął więc śnieg z nosa, po czym zwrócił wzrok na Izayę. - Izayaaaaaaa! - warknął, zaczynając od solidnego zamachu na przywitanie. Jednocześnie wypatrywał lepszej amunicji, żeby móc mu przyłożyć możliwie szybko i iść roztopić śnieg.
- Witaj Shizu-chan~! - Uśmiechnął się wrednie i ukucnął unikając ciosu. - Widzę, że twoja złość jest tak wielka, że rozpuszcza śnieg~... Może dzięki temu lekko ochłoniesz~... - żartował sobie odskakując w bok i unikając kolejnego zamachu. - Zobacz jaki ładny prezent ci sprawiłem~... Twój nadmiar energii zamiast na niszczenie ławek posłuży nam do zrobienia ślizgawki przed wejściem. Musisz tylko rozpuścić więcej wody~! - zapowiedział łapiąc trochę śniegu w dłonie i formując z niego kulkę, po czym rzucił nią w chłopaka.
- Zamknij się, klesz... czu... - Szeroki, groźny uśmiech przerwał warknięcie, które zawisło w powietrzu. Blondyn zamachnął się jeszcze raz, a potem odsunął nieco i złapał za zbudowanego przez jakieś dzieciaki bałwana, po czym starając się go nie zgnieść cisnął nim w Izayę. Parsknął cicho pod nosem, rozbawiony efektem.
- Hę? - Izayi mignęło coś białego przed oczyma, a później nastała ciemność. Przebił się głową przez zimną powłokę i spojrzał zdziwiony na blondyna. - Co to było? - Nie spodziewał się oberwać bałwanem. - Shizu-chan czyżbyś w końcu znalazł śnieżki w swoim rozmiarze? Spodziewałem się, że te małe zbyt łatwo byś zgniótł~... - mruknął niepocieszony.
- Nie. - padła zadowolona, krótka odpowiedź. Tym razem chcąc czy nie, Shizuo roześmiał się głośno. - To bałwan. Nie uwierzysz, jak świetnie ci pasuje, kleszczu. - parsknął, zbierając dwa kamyczki i celnym rzutem umieszczając je na śniegu w okolicy klatki piersiowej prowizorycznego bałwana. - Chociaż biały to nie twój kolor.
     Izaya wydął policzki, naburmuszony, po czym pokazał Shizuo język. Też sobie zabawę znalazł...
- Wydostań mnie stąd, żebyśmy mogli się dalej ganiać... - mruknął w końcu, wciąż urażony. - Daję ci szansę się zrehabilitować potworku więc z niej skorzystaj. - dorzucił jakby to była groźba.
- Taaa. Ale nie. - Heiwajima rozejrzał się uważnie. - A, tu upadła. - mruknął, po czym podniósł jakiś przedmiot i wcisnął go Izayi w usta, żeby się zatkał. Nagle umilkły narzekania. Wyglądało na to, że znalazł najlepsze zastosowanie dla marchewki... - Nie chce mi się z tobą ganiać, pasożycie. - Puknąwszy go w głowę, wreszcie z uśmiechem na twarzy skierował się w stronę szkoły.
- Mmmmm! - Izaya zrobił się lekko czerwony na policzkach. Shizuo zaczął go tolerować? Co jeszcze?! Może zostaną przyjaciółmi? Zdenerwowany wypluł marchewkę i jakoś sam wygrzebał się z zaspy. - Oż ty! Mnie się nie ignoruje Shizu-chan, bo to się może źle dla kogoś skończyć~... - mruknął z cwanym uśmiechem biorąc w dłoń grudkę śniegu i rzucił ją Shizuo w głowę, celując tak aby śnieg dostał się za kołnierz kurtki blondyna.
     Z głośnym, narastającym warczeniem Shizuo odwrócił się i zebrał grudę śniegu, ponownie go atakując.
- Cholera, chciałem się ogrzać! Iiizayaaaa!!! Ty cholerny pasożyciee! - Zbierając cały arsenał jaki miał wokół siebie zaczął w niego rzucać prowizorycznymi kulami śniegu.
- Ha ha ha~... Shizu-chan nie lubi zimy~? Potworkowi moknie futerko? - Zaśmiał się wesoło uciekając w stronę boiska. Teraz był pewien, że blondyn za nim pobiegnie i zapewni mu jeszcze sporo zabawy rzucając w niego śniegiem.

     Około pół godziny później wyglądający przez okno Kadota mógł tylko pokręcić głową na głupotę swoich przyjaciół. Podczas gdy on siedział w ciepłej klasie, oni cały ten czas toczyli bitwę na śnieżki.
     "Ciekawe czy te dwa bałwany wiedzą, że lekcja dawno się zaczęła..."