Blog poświęcony Anime Durarara!! Znajdziesz tu opowiadania yaoi (mężczyzna x mężczyzna) Shizaya (Shizuo x Izaya), Izuo (Izaya x Shizuo) i IzaKida/Kizaya (Izaya x Kida). Jeśli nie tego szukałeś i treści tu przedstawiane ci nie odpowiadają prosimy o opuszczenie tego bloga. Pozostałych zapraszamy do czytania.

sobota, 20 czerwca 2015

ROZDZIAŁ 5 - Wkurzający Komar

Hej hej~... Czy tylko u mnie powinno być ciepło zważywszy na koniec czerwca a ja marznę pod kocem? T^T życie jest nie fair. W sumie nie wiem co powiedzieć, więc tylko przypomnę o nakarmieniu psiaków klikając w banerek po prawej....
Enjoy

Ohayo~
Ja też marznę Kiasarin-san, ale może to kwestia tej choroby~... Taka pogoda to jakaś kpina. >3<
Ja też nie bardzo mam co powiedzieć~... No może tyle, że w te wakacje niekoniecznie będę miała tyle czasu na pisanie co bym chciała, ale mam nadzieję, że uda mi się mimo wszystko zakończyć wreszcie parę opowiadań... Bez kasowania ich przed końcem jak to ciągle robię ostatnio.
Um... To tylko tyle. :3 A teraz~...
Enjoy~!





- Nie sądzę, by były jakieś niezajęte swetry, chyba, że... Zresztą... Lepiej coś uszyć, spodnie też ci potrzebne... Może poprosiłbym kogoś... - Słysząc kolejną uwagę żyłka zaczęła mu pulsować. – Odwal się! Wcale nie... Nic nie... Nieważne, wracamy do celi i nie potrzebuję żadnego czasu w krzaczkach...
- A co powiesz na czas we dwoje w twojej celi? - zaproponował wesoło. - Myślę, że nawet w tej formie dałbym radę~! - stwierdził wesoło. Nie rozumiał czemu blondyn się nie śmieje tylko zaczyna warczeć...
- No bardzo śmieszne, bardzo... - mruknął w końcu. - A teraz wchodzimy do klasztoru i nie czytaj mi w myślach aż do celi, bo sobie nie życzę... - Najpierw proponuje takie rzeczy, potem żartuje sobie w ten sposób i twierdzi, że tamto było naprawdę a to do śmiania się... Bardzo śmieszne, bardzo... Zresztą czy on wyglądał na ktoś, kto wy wykorzystał takie stworzenie? Nie. Dzięki całemu temu zdenerwowaniu przynajmniej podniecenie opadło, a wszelkie powitania na korytarzach były na tyle ciche, by udawał, że nie słyszy.
- To co ja mam robić jak nie rozmawiać z tobą? Jestem schowany, nie pozwalasz mi posłuchać, więc? - zapytał z westchnieniem. - I nie złość się na mnie, bo nie wiem, co zrobiłem. - dorzucił mimochodem. Jak już szalał z narzekaniem to czemu nie?
- Cicho. - burknął pod nosem i szedł aż do celi. Tam otworzył drzwi i zamknął się w środku. Położył go na łóżku w płaszczu. - Nie będę rozmawiał na korytarzu... A ty chwilę chyba wytrzymujesz w ciszy, nie? Chyba, że nie żyjesz sam i zwykle masz do kogo gadać? Więc czemu nie siedzisz z tym kimś? - W sumie to zmieniał temat, po prostu... Przy okazji zaspokajając ciekawość.
- Nie lubię ciszy... - przyznał zwieszając głowę. - Dlatego tak lubię bawić się z Shizu-chan'em... Ale żeby cię nie zamęczać ciągłymi wizytami często spraszam innych do domu. a kiedy pojadą i nikogo chwilowo nie ma, odwiedzam ciebie~...
- No dobrze... Ale taka chwilka jak przejście korytarzem to nic takiego, nie? Jak potrzebujesz, żeby ktoś do ciebie gadał non-stop, to ja oznajmiam, że się nie nadaję... Ciągłe gadanie mnie męczy. Żyję we względnej ciszy, bo ją lubię. - mruknął i wyciągnął z szafki jakieś ciuchy. Swoje ciuchy... Jedna podarta szata. Jest. Miał ją załatać, ale jak tak... Wyciągnął ją, nożyce i igłę z nićmi. Ech... – Nie patrz tak na mnie, nie robię tego hobbystycznie tylko z potrzeby...
- Tak sobie myślę Shizu-chan, że jest taka jedna rzecz która zawsze potrafi mi zamknąć usta - mruknął oblizując się. - A jak tam? Twój potworek w spodniach już opadł? - Usiadł sobie na krawędzi, zaczynając wesoło machać nogami.
-  Znów robisz się wredny. Nie zapominaj, że zatkać ci usta teraz mógłbym nawet grochem... Nie to co wczoraj... Urośnij to pogadamy. - burknął i zabrał się za oznaczanie materiału. Tak pi razy drzwi...
- Jak urosnę to ci zrobię to o czym pomyślałeś. - zapewnił go. - Ale mnie chodziło znów o krew wiesz? A w sumie o twoją krew, którą mam nadzieję pozwolisz mi jeszcze wypić~...
- ... - Zacisnął usta, kładąc ręce na materiale. Wdech... Wydech... - To twoja wina, że o tym myślę... I odczep się od krwi, opiłeś się już... - Wrócił do oznaczania, a potem cięcia materiału. Jasne wszystko wina Izayi, bo zaczął... - I nie potrzebuję takich przysług. - stwierdził zdecydowanie. To wina jego gadania.
- Ale ja też bym chciał - westchnął podlatując do stołu i przypatrując się blondynowi przy pracy. - Jesteś samolubny wiesz? - mruknął patrząc jak egzorcysta tnie. - W ogóle skąd wiesz czy to dobre będzie? Zdjąłeś miarę na oko~?
- Nie jestem samolubny i nic nie chcę. - zamknął temat, wracając dokrojenia. - Tak, zdjąłem miarę na oko... Na dzieci wystarczy miara na oko, mam nadzieję, że na ciebie tak samo. - Tym bardziej, że o następne materiały będzie musiał iść do przełożonego. No chociaż teoretycznie powinien mieć ich dużo... Za pokonanie potworów, których ludzie się boją,  wieśniacy potrafią obsypać, czym mogą. Co nie znaczy, że zamierzał ich pozbawiać ostatnich oszczędności, więc miał mniej, iż inni.
- Jesteś samolubny, bo tego nie chcesz. - stwierdził pewnie. - Tylko pamiętaj, że mam jednak dorosłą budowę ciała. - mruknął, podchodząc do blondyna i wspiął się na niego po jego rękawie. Przytulił się do jego szyi. - Przepraszam, ale chyba podsłuchałem twoje myśli...
- To nie jest samolubność, tylko mój wybór, czy chcę, czy nie. - doprecyzował. - I jak tak to zobaczymy, czy będzie ci pasować... Może być workowate... - mruknął, biorąc się za wycinanie kolejnych części. - I że co podsłuchałeś?
- Oddam ci te materiały, a w sumie to chyba lepiej będzie oddać ci pieniądze, prawda? - zapytał nadal wtulając się w jego szyję. Tym samym chyba wyjaśnił, co takiego usłyszał.
- Nie gadaj głupstw... Nie jestem biedakiem, żeby mi trzeba było coś oddawać potem. - Przewrócił oczami. Nie zrozumiał jego myśli i się głupio jeszcze czymś zamartwia... - I uważaj na łańcuch od krzyża. - ostrzegł jeszcze, czując małe ciałko na swojej szyi.
- Mhm... - mruknął, dalej go tuląc. Nic sobie nie robił z tego łańcuszka. - To krzyż ma moc, nie łańcuch prawda? - dodał jeszcze tuląc go mocniej. - I tak oddam... - szepnął, ale tak, by blondyn usłyszał.
- Niby tak. I nie próbuj mi nic oddawać, bo nie przyjmę. - stwierdził pewnie, zbierając części na strój Izayi. - Nie jestem biedny, mam całkiem sporo ciuchów. Tylko bez przesady, nie tak jak inni. - Sięgnął po płaszcz i wyciągnął swój mieszek, rzucając nim na podłogę. Wysypały się monety. - Widzisz? - mruknął, sięgając po igłę i nici.
- Widzę... - przyznał, podrywając skrzydełka i korzystając z nich jak ze spadochronu zleciał na ziemię. Podniósł jedną monetę i zaczął ją toczyć do woreczka. - Nie wiesz Shizu-chan, że nie kładzie się pieniędzy na podłodze? - pouczył go, tocząc kolejną monetę.
- Ech, zabobony. - mruknął, zabierając się za zszywanie. Po chwili zmuszony był wyciągnąć czubek igły z palca i szyć tak, by nie pobrudzić ubrania. Kolejne by musiał prać...
- Shizu-chan... Czuję krew~... - zamruczał wampirek, wesoło tocząc już ostatnią monetę. - Czy ukrywasz przede mną jedzenie~...?
- Nie ukrywam, szyję... - Oblizał kroplę krwi, ale zaraz wyszła kolejna. Ych, czuł tylko śmieszne łaskotanie... - I nie musisz tego sprzątać, ja pozbieram. Chyba, że ci się nudzi.
- Już posprzątałem. - zapewnił go, znów wlatując na stół. - A może teraz jakaś mała zapłata? Albo chociaż poczęstunek dla strudzonego pracą? - rzucił oblizując się i wpatrując w krwawiący palec. - Przecież ty na tym nie stracisz, prawda~?
- Tylko mi pracę przerwiesz... No ale dobra, chodź, bo mnie ta cała krew jakoś niespecjalnie smakuje. - mruknął i wystawił do niego zakrwawiony palec. Kto by pomyślał, że  z głupiego palca może się tak lać... Coś czuł, że cała kropelka zaraz skapnie.
     Nadstawił buzię czekając, aż kropelka spadnie i wpadnie mu prosto do gardła. Oblizał się i podszedł do palca. Zaczął go wylizywać uprzednio łapiąc w swoje łapki. Przymknął oczy i mruczał zadowolony kolejnymi liźnięciami, usuwając resztki krwi.
- Jak kot, tylko, że tu chodzi o krew. - mruknął, przyglądając się, jak ten oblizuje jego opuszek. Jakoś... Ten wampiryzm wciąż nie budził w nim najprzyjemniejszych skojarzeń. - Skończyłeś...?
- Jeszcze chwilkę - szepnął, pochłaniając blondyna chętnym i rozbawionym wzrokiem spod na wpół przymkniętych powiek. Przesunął się aż do ukłucia i zaczął je z pasują wylizywać i ssać.
     Czując dość zabawne mrowienie odwrócił wzrok na materiał i wolną dłonią obrócił go w palcach, przyglądając się swojemu szyciu. Najlepsze to nie było, tylko chwilówka... Ale zawsze coś... Nie powinno być chłopakowi zimno. Na tym się skupił, czekając, aż ten skończy.
- Zamierzasz wyssać mi krew z całego palca, czy co? - spytał w końcu, zerkając na niego.
     Izaya spojrzał na niego, tym razem jego wzrok był podniecony i rozochocony.
- Mogę wyssać co innego. - mruknął z nieukrywaną chęcią. - Z palcem już skończyłem~...
     Wzdrygnął się i spojrzał na niego wzrokiem niemal Bazyliszka.
- Tak? Kogoś innego możesz wyssać? - udał, że dokładnie to usłyszał i zabrał dłoń. Przynajmniej krew nie leciała... - Jesteś niewyżytym głodomorem. Daj sobie spokój na razie. - Wrócił do pracy.
- Nie~e w taki sposób mogę wyssać tylko z Shizu-chan'a... - mruknął siadając sobie wygodnie. - I nie poddam się, gdybym się poddał to bym przegrał, a ja nie lubię przegrywać~...
- To masz problem, bo też nie lubię przegrywać a się nie zgadzam. A teraz cicho, bo znów się ukłuję jak się zdenerwuję... Chyba, że zamierzasz zmieniać temat na mniej denerwujący...
- Dobrze~... To o czym chcesz pogadać? - Uśmiechnął się nadal trochę nieobecnie. - Kiedyś to zrobimy~... - rzucił mimochodem.
- ... - Odetchnął ciężko, nie komentując. Niech sobie żyje złudzeniami, a on swoich przekonań nie zmieni... Pokręcił głową, zabierając się za szycie. Izaya i tak chyba zbyt się rozmarzył, to nie będzie na razie gadać.
- Wiesz dla wielu wampirów to normalne~... Uprawiać seks ze swoim żywicielem... - mruknął patrząc w sufit. - Nie martw się tak, nas kręcą zakazane związki~... A z egzorcystą, do tego facetem nie może być źle~! Zwłaszcza jeśli to ty Shizzy~...
- Nie zgadzałem się na żadnego żywiciela, nie planuję tego z tobą robić, ustalmy, że celibat mi pasuje i uwierz, że ze mną jest źle. - stwierdził niemal na jednym wydechu, zaprzestając na chwilę roboty. Zaraz po tym wrócił do nieco nieudolnego szycia, które jednak... Pomimo braku reprezentacyjności tworzyło funkcjonalne rzeczy.
- Ale... karmicielem jesteś prawda? Dbasz bardzo o mój brzuszek. - zachichotał wesoło.
- Chwilowo... Aż wrócisz do normy. Takie komarze ugryzienia nie robią szkód, więc pozwolenie ci na nie to nic wielkiego. I to dlatego. - Wziął bluzkę zszytą na razie tylko częściowo i wyciągnął w jego stronę. - Przymierz, czy na razie jest w porządku.
     Izaya szybko przewiązał sobie chusteczkę tak, by mieć tylko spódniczkę. Wyciągnął rączki chcąc by Shizuo mu ją ubrał.
- To później już nie będziesz mi dawał deserków? A jeśli obiecam nie pić dużo?
- Jak będziesz duży? Zapomnij. - Naciągnął na niego bluzkę i zmarszczył brwi. Przyłożył ją do jego ciałka, zwężył z jednej strony, puścił i ściągnął, zabierając się z powrotem za szycie.
- Ale Shizu~... Podaj mi choć ze 3 merytoryczne powody, albo wskaż przykłady w których różnię się od dużego Izayi. - westchnął. - Tylko nie mów, że rozmiarem, bo to akurat oczywiste! - zastrzegł widząc, że Shizuo otwiera już usta.
- Dobra, jak wolisz. Masz mniejszy apetyt, nie wydajesz się prawdziwym wampirem, nie wkurzasz mnie tak, nie jesteś tak wredny i złośliwy... Dalej mam wymieniać? - Łypnął na niego jednym okiem i z uwagą zabrał się za przeszywanie drugiego boku. Nożyc potrzebował... Ale to zraz je sobie weźmie... Gdzie on je rzucił...?
- Jem tyle samo, tylko proporcjonalnie do wagi i wzrostu... - burknął. - Mało tego! Jem więcej niż kiedykolwiek... A charakter mi się nie zmienił... Zawsze taki byłem tylko taki ślepak który nawet nożyc nie może znaleźć tego nie zauważył. - Fuknął na blondyna. No bo... Co on niby ma w kieszeni jak nie nożyce? - Do tego gruboskórny. - dorzucił.
- Nie jestem ślepakiem! I jesz mało w stosunku do ubytku krwi twoich ofiar, z ich perspektywy czasem popatrz ile pijesz! - Wyciągnął nożyce i przeciął nitkę szybkim cięciem. Chwilę później stuknął nimi o podłogę. - I nie jestem gruboskórny. To ty uważasz, że jak czegoś chcesz, to powinieneś to mieć. Sztuką jest chyba powstrzymać się, a nie... - wyburczał, zawiązując pętlę na końcu nitki i znów sięgając po nożyce.
     Izaya kucnął i zatkał uszka rękoma, kuląc się w sobie. Zamknął ślepka i tylko od czasu do czasu łypał niepewnie na blondyna jednym z nich.
- Nic z tym nie mogę zrobić... Gdyby... Gdybyście dawali nam pić regularnie nie... Nie ginęłoby tylu ludzi... - mruknął niepewnie. Jeszcze Shizuo coś się odwidzi i go przetnie na pół tymi nożycami. - Poza... Poza tym mało która moja ofiara ginie od ugryzienia... Prędzej od zakażenia. - dodał.
- Pić regularnie? Pijcie sobie ze zwierząt a nie z ludzi jak musicie krew... Zresztą! Za tę waszą długowieczność płacą inni, którzy nie powinni być pogryzieni w ogóle. Zabieracie życie innym, żeby żyć wiecznie. Usprawiedliwieniem jest "gdybyście nas karmili regularnie"??? Czym, sobą?! - Popatrzył na niego oskarżycielsko i znów walnął nożycami o podłogę. Niestety tym razem nie wytrzymały i rozleciały się na pół. Prychnął tylko i podał mu skończoną koszulę. Ten niewinny wygląd go nie chronił... No dobra, chronił, ale tylko
przed śmiercią, bo niezdolnych do obrony zabijać nie będzie...
     Izaya zakrył mocniej uszy. Jako wampir miał naprawdę czuły słuch.
- Nikt nie skraca życia wypijając krew. - fuknął cichutko. - A pić ze zwierząt nie możemy... - mruknął. - Daje nam to tyle, ile wam picie krwi zwierząt. Musi być ludzka... No chyba, że to wampir z kota, to wtedy kocia. - Odważył się zażartować. Uśmiechnął się półgębkiem i spojrzał na blondyna zakryty nadal włosami i łapką.
- Nie. Tylko zabija taką ofiarę. Zakażenie czy nie, to od ugryzienia. Więc wniosek jest prosty. Przymierzaj. - Skinął jeszcze na koszulę. Pozostały spodnie, więc znów zajął się nawlekaniem nitki.
- I to wywnioskowałeś z naszej kłótni? To, że mam przymierzyć ubranie... Dziwny z ciebie człowiek Shizu-chan... - mruknął, ale posłusznie znów założył bluzkę. Była nawet dobra, lekko luźna, więc nic go nie uciskało. - Przecież nikt z nas nie chce was zabić, to by nie miało sensu. - Zaczął znów temat. Poczuł się pewniej będąc zakrytym. - Po prostu wyrywacie się i uciekacie, a potem padacie z osłabienia w błoto czy do rzeki... To dopiero idiotyzm.
     Shizuo już zdenerwowany na niego stwierdził, że tak mu nic nie wytłumaczy. Chyba powinien bardziej obrazowo wyjaśnić mu, czym jest strach przed istotą, przed którą nie można uciec. Uniósł więc dłoń i zamachnął się nagle mocno, zatrzymując dłoń tuż nad Izayą.
     Izaya skulił się w miejscu i złożył ręce w X'a żeby ochronić, choć trochę twarzy przed uderzeniem. Jednak takowe nie nadeszło.
- Hę? - mruknął, powoli opuszczając gardę, choć łapki nadal trzymał wysoko skrzyżowane i gotowe do obrony.
- Widzisz teraz? - odezwał się Shizuo zadziwiająco spokojnie. – Mogłem cię zmiażdżyć i nic byś nie zrobił, ale próbowałeś odruchowo zrobić coś w swojej obronie. Jakbym teraz chciał wbić w ciebie szpilkę, to byś się szarpał, tak? Tak. I to niby dziwne, że ludzie próbują uciekać, gdy rzuca się na nich krwiożercza, nadnaturalna istota i nawet nie wiedzą, czy puści, czy zabije. A nasłuchali się o was historii, przez których dziwne, że nie umierają na sam wasz widok. - Uznał, że wyjaśnianie zakończone i zabrał się za spodnie.
- To WY naopowiadaliście im takich historii! - pisnął zezłoszczony. Był na tyle mały, że jeśli próbował krzyczeć zaczynał... piszczeć. - Gdybyście powiedzieli normalnie, spokojnie, nie uciekać, stać nieruchomo to się napije i zostawi w spokoju. Nie byłoby teraz tego problemu... Przecież jak siada na tobie osa, albo bąk to czekasz w bezruchu aż odleci, a nie uderzasz go, bo wtedy jasne, że ukłuje...
- Może gdyby niektórzy z was nie zabijali albo nie gwałcili to jeszcze byłoby dobrze! - warknął pod nosem. - A skoro tak robią to chyba logiczne, że każemy się wystrzegać. Poza tym... Wampir wielkości człowieka wbijający ci zęby w szyję tak czy inaczej budzi strach! A opowieści powstały najpierw rozpowszechniane przez ofiary, które przeżyły, więc to jednak nie nasza wina, a wasza. Było nie pić krwi albo nie zostawiać świadków, nie miałbym nawet teraz roboty jaką mam, nie sądzisz?
- To według ciebie trzeba było ich wszystkich zabijać? Tak bardzo bronisz życia tych bezwartościowych ludzi?! - Znów piszczał, ale miał nadzieję, że przynajmniej Shizuo od tego pękną bębenki albo co... - A jak myślisz, wampiry nie atakują każdego, bo nie mogą jeśli nie są naprawdę głodne czy zdesperowane to omijają tych "świętobliwych" - Zrobił cudzysłów rękoma. - ludzi chodzących zawsze do kościoła i prawdziwie wierzących jeśli nie przymiera głodem zostawi ich w spokoju z bardzo prostego powodu!
- Tak? - spytał już spokojniej i odwrócił wzrok od prawie zszytych spodenek. - I jaki to powód? - Był bardzo ciekaw, bo skoro były wampiry wykorzystujące swoje ofiary, to niby czemu nagle wszystkie unikają świątobliwych i niby atakują tylko w najgorszy głód. - Wykorzystują może też z głodu?
- Nie. Żaden wampir nie zaatakuje kogoś świętobliwego z prostej przyczyny... A ty Shizu-chan? Jeśli nie byłbyś bardzo głodny a miał przed sobą śmierdzącą rybę i parującego dopiero co upieczonego soczystego kurczaka... co byś wybrał?- Uśmiechnął się pewnie. To była bardzo oczywista i prosta aluzja. - A jeśli "wykorzystują" masz na myśli "gwałcą" to powiedz mi czy normalni ludzie też tego nie robią? Wampiry i ludzie są w gruncie rzeczy bardzo podobni, bo wszyscy kiedyś byliśmy ludźmi. Tylko, że wampiry nie wierzą w boga, nie potrzebują go, bo nie umrą. Nie muszą bać się śmierci. Śluby też byłyby bez sensu, ponieważ nie mamy zdolności do prokreacji, a zostać z jedną osobą na wieczność, do dla większości z nas za długo. W końcu nawet ci "świętobliwi" przysięgają na "do śmierci" na co my mamy niby przysięgać?
- Kurczaka. - odpowiedział, bo uznał, że jednak powinien odpowiedzieć. - A skoro nie potrzebujecie tylu rzeczy i na tak niewielu rzeczach wam zależy, nudzi wam się... Nie robię wam przysługi? W moim mniemaniu zabijam morderców. To logiczne... - Przepiłował nitkę połową nożyczek i podał mu spodenki, wstając. Przeciągnął się i zabrał z ziemi mieszek. - Idę porządnie zjeść. - mruknął, zabierając też płaszcz i idąc do drzwi.
- Cóż w moim mniemaniu wampiry też zabijają morderców. - odparował. - Nie tylko ludzi którzy krzywdzą innych ludzi, ale też egzorcystów, którzy zabijają nas. Dla mnie to ty jesteś mordercą więc... w sumie jesteśmy podobni. - zachichotał. Szybko wciągnął portki na tyłek i odplątał chusteczkę. Zawiązał ją jak pelerynkę i podleciał do blondyna. - Widzę, że moim porównaniem narobiłem ci smaka na kurczaka? Ale idę z tobą~...
- No to po co trzymasz się mordercy swoich, co? Zresztą sam chciałem cię zabić, więc po co? Idź sobie w swoją stronę albo na strych i kłuj sobie innych ludzi. - Wzruszył ramionami. Tu się nie dogadają... Za bardzo nienawidził wampirów, by tak po prostu przestać i przyjąć jego punkt widzenia. Zamknął za sobą drzwi, narzucając płaszcz na ramiona.
     Shizuo zatrzasnął wampirkowi drzwi przed nosem więc Izaya został w pokoju.
- Ty tępy pierwotniaku! - wrzasnął wprost do głowy Shizuo. - Myślisz, że czemu ja tu siedzę z "mordercą swoich", pachnącym jakby zamiast fajki palił kościelne kadzidło, a mył się zamiast w rzece to w wodzie święconej? Odpowiedź jest prosta! Ale widać jesteś za tępy by ją zrozumieć. Tak jak moje aluzje... Chyba, że dotyczą kurczaka... - fuknął, odlatując w stronę łóżka.
- Chcesz wyjść? - Otworzył drzwi raz jeszcze, bo widocznie zatrzasnął je za szybko. - Nie moja wina, że jesteś taki mały i cię nie widać. A jak chcesz sobie iść to nie każę ci skakać z okna. - Przecież. Da mu wyjść i sobie się żywić gdzieś we wsi, jak potrzebuje. Nie musiał z nim siedzieć. Ani sobie wmawiać, że go kocha, skoro wiecznie był dla niego taki szorstki i próbował go zabić. Zresztą Shizuo sam go nie ogarniał... Czemu miałby z nim siedzieć, chyba nie był ślepy i głupi... I nawet nie miał za co go lubić. - Nie wiem, po jaką cholerę, ale jak potrzebujesz to się rusz, bo nie mam całego dnia. - Może jak będzie taki, to przynajmniej go nie zawiedzie potem... W końcu i tak sądził, że jak wróci "pijawa", przestanie być jakkolwiek miły. No to po co miał się bawić z nim teraz... Jak potem będzie jak będzie...
- A mogę iść z tobą?- Obrażony jeszcze wampirek przekręcił się na łóżku i spojrzał błagalnie na blondyna.
- Ta... Możesz się nie pokazywać w karczmie. I... to tyle. - mruknął. - Przechodzę na myśli, bo jesteśmy na korytarzu... - Tak, nie lubił tego, ale co zrobić? Szedł się napić, no i zjeść, niekoniecznie ktoś musiał wiedzieć.
     Izaya zgodził się kiwając głową i przesiadł się za kołnierzyk blondyna. Tu był w miarę schowany i w razie czego zawsze mógł wejść pod koszulę blondyna, albo do swojej kieszonki.


wtorek, 16 czerwca 2015

Shizaya- Raira - Mini-dj - Brak tytułu

Hej hej~... 
Przepraszam, że tak późno ale wiecie szkoła oceny i takie tam. Mam nadzieję, że to małe śmieszne tłumaczonko poprawi wam humorek. Z Inu-chan się udało. Mam dla was nawet jej oficjalną reakcję >w< Oto ona " ODDECHU!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! XDDDDDDDDDDDDDDDD     BŁAGAM DODAJ TO awww" Więc no cóż, jak widać dostałam bardzo jasne i klarowne polecenie od mojego szczeniaka XD
A właśnie jeśli mowa o szczeniakach nakarmcie je klikając banerek pusta miska po prawej :3
Enjoy~.....

Oryginalna wersja z - niestety nie wiadomo <z cyklu znalezione na dysku Kiasarin>
Tłumaczone z japońskiego.
Tłumaczenie & Edycja Kiasarin

Enjoy~....




czwartek, 11 czerwca 2015

11 czerwca – Dzień podeptanych na śmierć w czasie tańca

Ojej ojej ojej!
Kochani, na śmierć (jak adekwatnie do święta) zapomniałam! Jak dobrze, że Kiasarin-san mi przypomniała~! >3<"" Przynajmniej tę notkę wam dodam...
Uhh. Teraz uwaga! Minuta ciszy dla podeptanych na śmierć w czasie tańca!
*minutę później*
No więc... Miałam pisać coś z obiecanych notek i wtedy mnie napadło. I jest to. Nie bijcie. O ile nie będzie poprawki w sierpniu, wezmę się do pracy w wakacje.
Enjoy~!






- Tsuki...
- ...a już za tydzień obchodzić będziemy dzień upamiętniający...
- Tsuki...
- ...podeptane w czasie tańca...
- Heiwajima Tsukishima.
     Dopiero nieco ostrzejszy ton głosu wyrwał Tsuki'ego z zamyślenia. Poprawił okulary, które zsuwały mu się po nosie i spojrzał na Delica stojącego z miotłą na środku salonu. Samochód przejeżdżający po mieście z ogłoszeniami odjechał na tyle daleko, że kolejne słowa stawały się tylko burczeniem, a w końcu całkiem zamilkły. Zgarbił jeszcze trochę ramiona, jakby chciał schować głowę w swoim szaliku. Głębokie rumieńce, powstałe przez wstyd, były spod niego niemal niewidoczne. Wstyd... Wstyd był tylko jednym z wpływających na niego czynników. Równie dobrze mógł to być strach, lub jeszcze inne targające nim emocje. Spojrzał na blondyna, widocznie zniecierpliwionego tym, że go nie słuchał, a potem na miotłę, która... musiała być znacznie lepszą partnerką, niż on sam.
- Jeszcze raz.
     Delic zaczął się kręcić z miotłą, która w początkowym zamyśle miała być nadmuchiwaną lalką, ale Tsuki o mało nie uciekł na jezdnię mając z nim iść do sklepu, w którym takie "panie" sprzedawano. Jego sytuacja malowała się w jak najtragiczniejszych barwach. Jego chłopak kręcił się z miotłą po salonie, gdyż on wolał odwlec moment, w którym to z nim będzie próbował się kręcić. Próbował. W umyśle Tsuki'ego to słowo było bardziej, niż adekwatne do sytuacji. Mógł się pocieszać, że na próbach się skończy, gdy Delic zobaczy, jak beznadziejny jest w te klocki, jednak to raczej były próżne nadzieje. Jego chłopak się nie poddawał. Nigdy. A jeśli już to robił to znaczyło, że szykuje coś gorszego. W tym wypadku aktualnym jego priorytetem było nauczenie Tsukishimy jak się tańczy, by móc zatańczyć na balu wydawanym przez Hibiyę w jego pałacu. I to akurat w "Dzień podeptanych na śmierć w czasie tańca". Nie było szans, że podda się przy takiej okazji...
- Tsuki!
     Kolejny raz ten sam głos, podobny do jego głosu, lecz głębszy i pewniejszy przywrócił go ostro do świata realnego. Aż się skulił na fotelu.
- Znów nie zwracasz uwagi. Teraz wszystko ci tłumaczyłem.
     Gdy uniósł wzrok na drugiego Heiwajimę nie zdążył nawet załapać, co się dzieje, a już został pociągnięty do góry. Z zaskoczenia wstał i chwiejnie stanął na nogach. Za ten swój ogłupiały wzrok i lekko otwarte, zaróżowione usta widoczne wreszcie spod szalika dostał krótkiego całusa, na co ponownie uniósł ramiona i możliwie najgłębiej jak się dało schował się w swojej bezpiecznej fortecy, jaką był kawałek białego materiału na szyi. To niestety nie mogło go uchronić przed siłą Delica. W jednej chwili został pociągnięty i o mało nie potykając się o własne nogi znalazł się tak blisko swojego ukochanego, jak to tylko możliwe, opierając się o jego klatkę piersiową. Miał czas stanąć pewniej, po czym blondyn wykonał pierwszy krok. Mimowolnie musiał go powtórzyć, by nie stracić równowagi, ale i tak się zachwiał. Zaraz po tym nastąpił kolejny. Nieco spanikowany spróbował się wyszarpnąć, gdy mimo gorączkowych prób tego by chociaż stanąć pewnie nastąpił na stopę drugiego blondyna.
- P-przepraszam! - wydukał, czując, że całe jego ciało płonie z palącego wstydu. A mimo to Delic go nie puszczał, spokojnie stawiając dalsze kroki i tym samem zmuszając go do naśladowania ich.
- Nie szkodzi. Widzisz, już się uczysz...
     Nie było to wcale prawdą, nie w pojęciu Tsuki'ego. Nie miał szansy nigdy dorównać swojemu chłopakowi! Delic powinien zostawić go w kąciku, a samemu zatańczyć z kimś innym... No... Choć tak naprawdę nie chciał, żeby ten zostawił go samego. I co ważniejsze, pewnie sam różowooki by się nie zgodził.
     Jednak w tym tempie to Delic skończy podeptany na śmierć w czasie tańca!

***

- Uwaga plebsy! - Hibiya wspiął się na małe podwyższenie przed swoim tronem, zmęczony tym, że Shitsuo już od dobrych dwóch godzin maltretował go bezustanną aktywnością fizyczną. Oczywiście nie przyznałby się, że Shitsuo tak świetnie tańczył, że nawet nie wspomniał słowem o odpoczynku. Tym razem jednak posłał go po picie, żeby nie kusił go chwilowo swoją obecnością.
     Zrobił pewną siebie, adekwatną do powagi sytuacji minę, rozkładając kartkę wyjętą z koperty. Tak naprawdę nie było tam nic napisane, sam obserwował i typował ludzi. To co miał w głowie starczyło aż nadto. Powiódł wzrokiem po sali, przedłużając chwilę napięcia i obserwując przy tym wyłącznie znajome twarze. Nie chciał zapraszać zbyt wielu ludzi, bo choć normalnie byłby to bal z rozmachem, tym razem chciał być pewien, że nikt nikogo nie zadepcze i wszyscy będą się dobrze bawić, bez wyobcowania. Nie pomylił się, nawet w jego własnym odczuciu był to najlepszy spośród ostatnich balów. Jednak nie tylko dla niego ten dzień miał być piękny. Wszyscy mieli się dobrze bawić. I do tego momentu zmierzał.
- Przyszedł czas na ogłoszenie wyników!

     Tsuki i Delic stali pomiędzy środkiem a uboczem, idąc jakby na pewien kompromis. Choć z początku Tsuki wstydził się wyjść i pokazać swój jeszcze niedopracowany, lecz już przynajmniej taniec, z czasem bawił się coraz lepiej. Delic nie powiedział słowa na temat swoich stóp, choć czerwonooki wiedział, że całe je posiniaczył przez ten tydzień. Zrobił mu wczoraj nawet specjalną kąpiel, żeby trochę przestały boleć. A mimo to przyszli tu... i nie żałował tego tak właściwie. Nikt się z niego nie śmiał... mimo całej jego niezdarności.
     Teraz obaj wpatrywali się w Hibiyę, Delic obejmując go, on sam chowając się w szaliku, niczym żółw w skorupce.
- Najlepiej zaangażowaną w taniec parą są... - przeciągnął mały książę. - Delic i Tsukishima! - oznajmił, szczerząc się tyle radośnie, co złośliwie w stronę ich obu.
     Zza szalika wpatrywały się w niego idealnie okrągłe, zszokowane czerwone oczy.
- No, chodźcie tu! - Hibiya pokazał po sobie zniecierpliwienie, wiedząc, że tylko nie chcąc go prowokować do złości Tsuki da się zaprowadzić różowemu na podwyższenie. I faktycznie, choć się zapierał i chował jak mógł, wylądował w końcu na podwyższeniu przed wszystkimi. Cała sala klaskała, na scenę wleciał Psyche, ściskając zaraz Tsuki'ego i gratulując mu z radosnym wyszczerzem.
     Biedny Tsuki, nie wiedział, że wszystko to było zaplanowane przez nich wszystkich. I chyba wolałby już dać się zadeptać na śmierć tłumowi, niż stać tak przed nimi. W dodatku Delic akurat teraz uchylił jego fortecy, by móc cmoknąć go w policzek. Co za wstyd!
- Widzisz pomidorku, nie było tak źle~...

     Po wszystkim Tsuki nie wychodził z domu przez trzy dni, biorąc nawet urlop od pracy. Jednak paradoksalnie, wspomnienie tego dnia było jednym z najstaranniej przez niego pielęgnowanych.

sobota, 6 czerwca 2015

ROZDZIAŁ 4 - Wkurzający Komar

Hejo wam~...
Jestem troszkę śpiąca, ale i podjarana nowym komarem :3 To zdecydowanie jedyny jakiego lubię, bo te komary w moim pokoju nie są takie urocze Q.Q przez co tylko szkolę się w celności rzucania kapciem o ścianę.... ech życie a fikcja X3
No nic. Pamiętajcie o nakarmieniu psiaków klikając w banerek po prawej. Może ich tak nie gryzą te przeklęte komary T^T
A no i chwilę temu (dosłownie) zebrałam się i zorganizowałam mały event, nie Shizayowy, ale jakby ktoś był zainteresowany to więcej na - http://kessho-no-sen-ko.blogspot.com/2015/06/t-rinharu-shioyaki-uwaga.html

No i Enjoy!

Ohayo~
Nie wiem co mogę powiedzieć~... Zbliżamy się bardzo szybko do końca naszego uroczego komarka i powiem wam, że ten miniaturowy rozmiar świetnie mu pasuje~... Moje słodziuchne maleństwo. >w< *tuli komarka*
Um, no to tylko nim pójdę spać~... Miłego czytania~!
Enjoy~!






     Izaya przyleciał lekko się chybocząc po kilku minutach.
- Chyba ktoś był napity, hik! - mruknął, kładąc się plackiem na stole. - Ale było doo~bre... Teraz deser. - Uśmiechnął się chciwie patrząc na blondyna. - Dasz mi deser nie Shizzy?
- "Mhm... Było uważać, kogo pijesz..." - Wsunął go ukradkiem do kieszeni. Jeszcze go ktoś zobaczy... - "Jaki deser, komarze? Mało się opiłeś...? Skąd mam ci wziąć deser?" - Jeszcze mu się upił... No teraz to zupełnie nie wiedział, jak on go upilnuje.
- Hik! Deser jest blisko~... Siedzę sobie na nim hi~hi~hi hik! - Rozbawiony Izaya wdrapał się na górę kieszeni i chciał z niej wyjść.
- "Chyba śnisz, głodomorze." - Wepchnął go do kieszeni na chama, żeby nie wychodził. Skończył jeść jedną ręką i teraz musiał czekać, aż skończą wszyscy... Ech. I jak on odczeka z tym małym krwiopijcą...
     Brunet śmiał się wesoło zakrywając usta małymi łapkami.
- No nie bądź taki~... - mruknął kusząco. - Hik! Przecież chcesz mnie rozpieszczać, nie? Hik! Shizuś~!
- "Kto tak powiedział? Nie mam zamiaru cię rozpieszczać, dostatecznie zrobił to ten pijak..." - warknął w myślach, jednocześnie przytrzymując kieszeń, by się z niej nie wydostał. W razie czego mógł wyjaśnić, że coś go boli...
- A czy to nie oczywiste? Hik! - zapytał znów wjeżdżając na dół kieszonki. - Mam dla ciebie hik! prezent~... Obserwuj łysego przełożonego~! - zachichotał figlarnie patrząc przez jedną ze zrobionych przez siebie dziurek. Facet już się drapał po tyłku. - Naaaaprawdę mocno się wgryzłem~... - zapewnił.
     Blondyn patrząc mimowolnie parsknął śmiechem, zakrywając zaraz usta dłonią, którą wcześniej zakrywał kieszeń. Ugryzł się w nadgarstek, by się nie śmiać głośno. W hałasie nikt nie usłyszał.
- "Ale wgryzać się temu chamowi w tyłek...? Fu..." - parsknął w myślach, wzdrygając się lekko.
- Specjalnie dla ciebie... To jak, dostanę deser? - Wyszczerzył zadziornie ząbki.
- "Ech... Niedługo mi coś spuchnie od tych ugryzień. Ale należy ci się nagroda..." - mruknął wesoło i podstawił mu kawałek ręki, żeby nie mieć znów swędzących opuszków.
     Izaya, uradowany, złapał za podstawiony mu kawałek Shizusia po czym się w niego wgryzł. Nie pił dużo, chciał tylko posmakować. W końcu to był deser. Ssał jednak blondyna dłuższą chwilkę.
- "Jednak wsysasz się jak ten komar..." - zauważył. W tej samej chwili rozbrzmiały głosy modlitwy po jedzeniu. - "No, już puść... Nie wiem, czy cię nie zabije krew człowieka, który aktualnie się modli."
     Izaya niechętnie puścił blondyna.
- Za dużo się modlicie. - zauważył. - Przed jedzeniem, po jedzeniu, między posiłkami, po ostatnim i przed pierwszym posiłkiem... To strasznie dużo roboty... Ja już bym 3 razy zgłodniał...
- "Przed i po jedzeniu." - poprawił go. - "I ogółem cały czas, ale to mniejsza z tym... Zaraz idziemy nad strumień i ciebie też wykąpię. Potem z chęcią pójdę do gospody... Wytrzeźwiałeś już?" – Poruszał ustami, mniej więcej odruchowo ze słowami modlitwy. Inaczej wyglądałoby to podejrzanie.
- Czyli zawsze... Bo przecież zawsze jest po i przed jedzeniem... - westchnął wampirek kręcąc łepkiem. - Nie wiem Shizu... Głowa mnie boli... - jęknął przytrzymując swoją głowę w miarę w pionie i masując sobie skroń. - Jeśli mamy się kąpać to... Masz dla mnie ręcznik? I ciuchy na zmianę?
- "Mhm... No to już po upiciu, a nadal na kacu..." - Poczekał, aż przemowa przełożonego zakończy się ostatnimi słowami i wstał, zasłaniając go płaszczem. - "Ciuchy w twoim rozmiarze? Ręcznik? Nie za wygodnicki jesteś? Mamy strumień, mamy te ciuchy, może znajdzie się kawałek płótna w który się da wytrzeć i to tyle... Czyżby ktoś tu był rozpieszczony? Nie znałem cię od tej strony." - Skierował się znów do swojego pokoju, tym razem po jakieś płótno w roli ręcznika i sakwę.
- Od wielu stron mnie nie znałeś, Shizuś~... - mruknął. - Au! Nie kołysz... Moja głowa... - jęknął.
- "Fakt..." - Otworzył drzwi i odetchnął ciężko, zamknąwszy je za sobą. - Dziwnie tak cały czas gadać w myślach... - odezwał się w końcu na głos. - I nie narzekaj na kołysanie, jak idę to kołyszę. - pouczył, podchodząc do jednej z nielicznych szaf.
- Ale jak gadasz na głos to robisz z siebie durnia. - mruknął przypominając mu jego własne słowa. - No to co Shizzy~... Skombinuj mi jakieś ubranko na zmianę dobrze? Nie mam wymagań co do wyglądu~... Byle było czyste. - zapowiedział.
- Z dziecinnej lalki ci je zdejmę? Za mały jesteś, komarze. – zwrócił mu uwagę. - Poza tym jak gadam na głos przy innych, nie sam...
- Chcesz mnie przebrać za dziewczynę? No nie powiem ciekawy fetysz w tych czasach Shizu-chan~... Ale... - Zamyślił się kręcąc lekko głową. - Zapamiętam! Od teraz, gdy wrócę do normalnej formy będę się tak przed tobą pojawiał~... Co ty na to? Będziesz dzięki temu szczęśliwy~?
- ...Nie? - Popatrzył na niego trochę jak na głupka. – Prędzej zabiłbyś mnie śmiechem... - Pokręcił głową i zarzucił materiał na razie a sakwę schował do kieszeni. - Dobra... Źródło i karczma na porządny posiłek... A potem wrócić. I wrócimy w tych samych ciuchach. - dodał, nim ten zdążył zapytać.
- Zabijesz mnie śmiechem? - Popukał się w zamyśleniu palcem wskazującym po policzku, rozważając tę wypowiedź. - ...Czyli będziesz się bardzo mocno śmiał. - upewnił się. - W takim razie to założę. - zapewnił ochoczo kiwając główką.
- Zabiję SIĘ śmiechem. - poprawił znów i zamknął celę, po czym zszedł szybszą drogą na dół. Dopiero będąc na zewnątrz uśmiechnął się, zadowolony i odetchnął głęboko, kierując się w stronę wody. - "I niby po co miałbyś się ubierać w kobiece ciuchy?" - spytał już w myślach. - Żebym mógł cię wyśmiać?
- Żebyś się ucieszył. - odpowiedział mu smutny głosik. - Shizu-chan nigdy się nie cieszy na mój widok. Chociaż nie chciałbym cię zabić więc może ograniczę to dziewczęce przebranie...
- "Do majtek ogranicz... A tak poważnie, nie miałem na co się cieszyć. Na walkę? Docinki? Nawet nie sądziłem, że miałbym za co cię lubić, więc się nie dziw..."
     Dotarł nad strumień, gdzie na świeżej trawie nie było śladów niczyich kroków. Zawiesił materiał na drzewie, płaszcz po chwili też. Ściągnął buty i zaczął rozpinać spodnie, by dostać się do wody jak go Pan Bóg stworzył.
- Dziewczęce majtki? Shizu-chan ma coraz bardziej perwersyjne fantazje~... - Zachichotał. - Czego was w tym zakonie uczą... - mruczał dalej przyglądając się blondynowi. - Dzielić się swoimi fetyszami i rozbierać się przy ludziach... No proszę jak tu zabawnie. - zachichotał. - A ja myślałem, że to takie nudne miejsce~...
- To była złośliwość... A rozbieram się bo idę się kąpać. Ty też lepiej zacznij, bo też będziesz się kąpał. Ale co do tej perwersyjności to tylko ty widzisz w tym coś niestosownego. - zauważył, wyjmując go z kieszeni i stawiając go na pniu wyciętego drzewa tuż obok. Ściągnął koszulę i poczekał na niego, już ze ściąganiem bielizny się nie spiesząc.
- Jestem pewien, że kogokolwiek nie zapytałbym usłyszałbym, że damska bielizna na chłopaku to fetysz i że osoba która tego sobie życzy jest zboczeńcem~... - Uśmiechnął się odpinając pelerynkę i zdejmując swoją koszulę. Westchnął przyglądając się jej rozmiarom. - Ciekawe czy jak wrócę do normy to ciuchy też... W końcu... Inaczej znaleźliby nagiego wampira w celi Shizu-chana~!
- Mówiłem przecież, że to powiedziałem złośliwie! - powiedział już na głos, marszcząc brwi. - A jak ciuchy się z tobą skurczyły to pewnie i się powiększą. W ostateczności pożyczę ci jakieś moje... W zasadzie ile potrzebujesz czasu na tę regenerację? - Chciał wiedzieć, ile czasu jeszcze będzie taki, żeby nie było...
     Izaya podrapał się po głowie przerywając tym samym zdejmowanie spodni. Spojrzał na blondyna i bezradny rozłożył ręce w geście "nie wiem".
- Hmh. W porządku... No to dalej, rozbieraj się do tego mycia.
     Odwrócił się na chwilę i spojrzał na wodę. Wiatr zaczynał wiać, więc przeciętnemu człowiekowi mogłoby być zimno. Jednak on podszedł do strumienia i wsunął tam tylko stopę, sprawdzając temperaturę.
     Izaya trochę się zdziwił brakiem wybuchu u Shizuo. Przecież kiedyś pewnie by na niego krzyczał... Już za samo pojawienie się. Zdjął więc spodenki i bieliznę.
- Shizu-chan masz fajny tyłek. - zwrócił się do niego, siadając mu na ramieniu. - Szkoda by było gdybyś z niego nie korzystał w odpowiedni sposób~... - zamruczał uwodzicielsko.
- Ja tam uważam, że korzystam z niego odpowiednio... - Popatrzył na niego znów jakby był głupi. No bo co on sobie wyobrażał...? Jak miał z tyłka korzystać w "odpowiedni sposób"...? Chyba nie wyobrażał sobie, że - nawet w związku z mężczyzną - byłby na dole? - Sugerujesz, że akurat MÓJ tyłek miałby mieć inne zastosowania...? - Jako, że bokserki już zsunął, teraz wkraczał do wody.
- Jest niczego sobie, a ty nigdy nie powiedziałeś, że mój jest ładny, chociaż gapiłeś się na niego godzinami~... - przekomarzał się (Przekomarzał, bo to komar) dalej obserwując okolicę i samego blondyna. - Ja gapiłem godzinami? Ja? Na twój tyłek? - Popatrzył na swoje ramię, ale zaraz odwrócił wzrok. Chcąc popatrzyć Izayi w oczy ogarnia się go, niestety, całego... Shizuo gwałtownie zanurzył się w wodzie niemal po ramiona i wyciągnął rękę do Izayi, by miał się czego trzymać. – Właź zanim cię prąd porwie... I nadal czekam na przykład kiedy to niby gapiłem ci się na tyłek.
- Dzięki, Shizuś~... - Wstał z ramienia i szybko cmoknął go w policzek. Rozstawił swoje łapki i pomału przeszedł blondynowi po ramieniu, aż do dłoni. Egzorcysta widać bardzo martwił się o jego bezpieczeństwo, a przynajmniej tak to interpretował Izaya, widząc, że blondyn zrobił mu wanienkę z dłoni. Z chęcią wskoczył do wody w dłoniach i usiadł w środku, zaczynając się wesoło pluskać.- Kiedy się na mnie gapiłeś~... Och przykładów jest sporo~! - zapewnił kładąc się na brzuchu i wystawiając łapkę by dotknąć wody w jeziorku. - Zawsze gdy się bawiliśmy. Kiedy uciekałem, gapiłeś się na mój tył, a  więc i tyłek. - Uśmiechnął się wesoło. - A jakby podliczyć wszystkie gonitwy, wyjdą z tego dłuuuuugie godziny~! - Wyszczerzył się wesoło. - A no i chwilę temu też się gapiłeś, dłużej niż potrzeba zatrzymałeś na mnie wzrok. - Puścił mu oczko.
- Wmawiasz sobie. - zapewnił oschle. - To się nazywa naginanie faktów. A podczas walki zwykle patrzę na głowę w razie czego, więc nie na tyłek. - Zanurzył go trochę bardziej, śmiejąc się z tego, jak stworzonko wygląda całe przemoczone. - Jak zmokły komar!
- Hę? Shizu... Co tak nagle? - zdziwił się polewając sobie głowę wodą i otrzepując włoski jak pies. Znów obrócił się na brzuch, by popatrzeć na blondyna. - O co ci chodzi? - zapytał ocierając się o jego palec. - Czy ty kiedyś widziałeś zmokłego komara?
- Owszem, widziałem... Wystarczy takiego złapać i polać wodą. - Uśmiechnął się lekko. Ech... Że też akurat był taki prąd i musiał go trzymać, nim sam się wykąpie. Podniósł nogę czując, że coś się o niego nieprzyjemnie otarło. Glony jakieś...?
- To wtedy zdechnie... - jęknął. - Czy ja się według siebie nie ruszam? - By to pokazać pokręcił się jeszcze trochę wślizgując się ogonkiem między palce blondyna i ocierając lekko o niego.- Masz mydło czy ludzie jeszcze nie wynaleźli? - zapytał.
- Ano, mam. Ale musisz się w końcu odczepić od moich palców, bo po nie nie sięgnę. - Starał się nie zwracać uwagi, że Izaya ślizga mu się po dłoniach i nabrać w nie tyle wody, by pływał, a nie na nim leżał... Bo jeszcze zaraz będzie, że go maca. Puścił "basenik" zrobiony z rąk i sięgnął drugą ręką po mydło na brzeg.
- Jak mam się puścić! - krzyknął przerażony, trzymając się mocno łapkami za palec blondyna. - Nie puszcza się czyjejś wanny ot tak! I nie podtapia gościa! - dorzucił mimochodem. Owinął się całym ciałkiem nie chcąc spaść. - Mokry na takich malutkich skrzydełkach nie polecę!
- Oi już nie piszcz... - Podniósł rękę i wyprostował tak, by ten mógł na niej stanąć. Skrzywił się nieco, niezadowolony. - Nie musisz mi się tak w tego palca wtulać. I w ogóle wróć już do normalnych rozmiarów, co? - prychnął, podając mu mydło. Chociaż... Dość spore mydło.
     Izaya złapał ogromny kawałek białej zastygłej mazi i od razu przewrócił się pod jego ciężarem. Wstał, obszedł kostkę i podrapał się po głowie.
- I jak ja mam to zrobić? - zapytał się. W końcu... - S~HI~ZU!
- No co? - Popatrzył na niego i niemal od razu zmarszczył brwi. – Może jeszcze umyć cię mam? No to to trochę za łatwo byś miał... Natychmiastowe szorowanie wraz ze zdarciem skóry. Nie uważasz, że to bardzo prawdopodobne? - Uniósł nieco brew i zaczął spieniać mydło drugą swoją dłonią. Zrobi mu pianę to łatwiej mu się będzie myć... I na tym się skończy.
- Przecież nie zrobiłbyś mi nic złego, prawda Shizu-chan? - Izaya zrobił słodką minkę w swojej najsłodszej pozie. Jeśli to nie ruszy Shiuo, to nic go nie ruszy. - Nie chciałbyś żebym był już normalnych rozmiarów? Mógłbyś mi umyć plecki, ocenić mój tyłek, a może nawet zrobić coś przyjemniejszego~...
- Ech... A wiesz, że procedura zakonu mówi, że powinienem cię do czegoś przywiązać, zacząć się modlić i pochlapać cię wodą święconą? - spytał, rozbawiony. Jak dobrze być pod wodą... Ten dureń podkładał mu wizje, za które obaj teoretycznie powinni skończyć w piekle. Teoretycznie, bo akurat w to nie wierzył... Ale reagować reagował jak normalny, zdrowy mężczyzna. To chyba nie było normalne, skoro Izaya mieścił mu się na dłoni.
- Przywiązanie do czegoś mi bardzo pasuje o ile wiesz o co mi chodzi. - Poruszył sugestywnie brwiami. Cóż, on od zawsze wiedział, że zakonnicy po prostu MUSZĄ mieć swoje fetysze, skoro muszą się przez większość czasu powstrzymywać. A jego zadaniem było odkryć te należące do Shizuo. - Modlitwa trochę mniej, a wodą możesz mnie pochlapać teraz... Ale jeziorkową. - zastrzegł.
- A ty co, z tych, co to lubią, jak im się zadaje ból? - westchnął i namydlił palce, po czym zaczął szorować Izayę. No żeby go już tak nie wkurzał... Chociaż ręce to myślał, że jak przez przypadek naciśnie, to mu jeszcze coś połamie... Bardzo stresująca kąpiel... W końcu jednak go opłukał, nie omieszkając go przy tym pochlapać. - Pff... Ale wiesz, pierwszy raz zdarzyło mi się myć takiego komara. Niedługo w ogóle zatrudnię się przy jakichś insektach, jak mi to tak dobrze wychodzi... - rzucił złośliwie. To za to kuszenie go... Ale o tym nie musiał mu mówić.
- Wychodzi świetnie, ale tylko na mnie! Wymacałeś mnie za wszystkie czasy. - Położył mu się na ręce brzuchem do góry. - Czuję się dopieszczony~... - zachichotał. - A bólu nie lubię, zapamiętaj na przyszłość. Chyba, że ty lubisz~ W takim wypadku pocierpię~! - zachichotał.
- No, no, bez takich... Zresztą to tak tylko teraz. Gdy zrobisz się duży już cię zapewne nie dotknę. - uprzedził. Nie będzie się tak bawił... Hmh. To niezdrowo. Czy coś. No jakaś wymówka się znajdzie. Na przykład taka, że nie jest już małym, nieporadnym dzieciakiem...
- Hmm... - Izaya opuścił zasmucony skrzydełka, a wcześniej falujący ogonek klapnął na dłoni blondyna. Sam Izaya natomiast zwiesił główkę i wydął usta w podkówkę. Nic nie mogło chyba bardziej wyrażać smutku niż on w tym momencie.
- Oi no... Izaya... - Popatrzył na niego uważniej, przekrzywiając głowę, by widzieć jego oczka. - Oi no... Czego się tak smucisz? – No co, że był za szorstki...? Ale mówił samą prawdę... Przecież... Jakoś tak dotykanie go byłoby nienaturalne dla niego, bo dotąd w życiu go nie dotknął jakoś bez złości i nie zamierzał. Znaczy nie licząc tej małej formy... - Sam musisz przyznać, że dotąd cię nie dotykałem i jakoś nie widzę powodu, żeby to tak po prostu nagle sobie zmieniać. No i nie jestem przyzwyczajony. - Zamilkł już bo sam się poplątał.
- Ale....- Zastanowił się a jego skrzydełka drgnęły z podniecenia. - Jakbyś się przyzwyczaił to nie byłoby problemów tak? - Upewnił się patrząc na niego z jakąś dziecięcą fascynacją. – I przystałbyś w tedy na moje propozycje~?
- W tej formie to ja się mogę przyzwyczajać, bo jesteś niegroźny, ale potem... Jakie propozycje...? Jak już mówiłem celibat mam... I się go jakoś trzymam jeszcze. - mruknął. No co się patrzył z taką nadzieją...? O co mu chodziło, czemu miałby go dotykać jak urośnie niby... I co mu tak zależało...
- Przyzwyczajanie się ma dwa etapy~! - pouczył go wesoło, wystawiając przy tym wskazujący palec - W wersji wampir miniaturka i wampir oryginalnych rozmiarów. Musisz się przyzwyczaić do obu wersji~! - Uśmiechnął się słodko. - A celibat możesz złamać, jak już chyba wszyscy zakonnicy w tym waszym klasztorze. - prychnął. - Daj spokój Shizu-chan, chyba nie wierzysz, że oni nic nie robią, prawda? I chyba nie chcesz mi wmówić, że ty też nie chcesz.....
- No... Chociaż oni to muszą robić cicho. - Dał się porwać swoim myślom i uśmiechnął się gorzko. - To mnie nie kręci... - Spojrzał na niego przytomniej i odchrząknął. - Hm. A co do przyzwyczajania się i łamania celibatu - komar tak, w miarę, pijawa nie. Jasne? - Tyknął go palcem w brzuch, choć nie mocno i podszedł do brzegu, tam go stawiając. Podał mu jeszcze materiał do okrycia się. - A teraz ja się umyję.
     Izaya zawinął się w chustkę do nosa (na szczęście nieużywaną) którą podał mu Shizuo.
- Zapamiętam żeby krzyczeć najgłośniej jak się da. - zapewnił go. - To jak? Teraz się zgodzisz Shizuś? - Zachichotał wesoło. - No już dobrze, dobrze, wiem, że się nie zgodzisz, ale to zabawne~...
     Blondyn akurat odwrócił się do niego tyłem, więc pozwolił sobie na zmarszczenie brwi i skupienie się na spienianiu mydła. Pff... To wcale nie tak, że to sobie wyobraził i przez chwilę pomyślał, że byłoby przyjemnie. To była myśl... odruchowa. Ta. Taka pierwsza pokusa. To się zdarza zawsze, nie ma co tego kontynuować... a się lepiej skupić na kąpieli.
- Jasne, że nie... Wytrzyj się lepiej. Nie wiem, czy wampiry się mogą przeziębić. - mruknął, zaczynając się namydlać od pasa w górę.
- Ja też nie, ale byłoby zabawnie. - zachichotał, uśmiechając się uroczo. - Musiałbyś mnie trzymać w łóżeczko i przykładać takie maciupkie kompresiki i robić mini herbatki z kropelką miodu i cytryny~... - Uśmiechał się szczęśliwy na takie wspomnienia. - A całując mnie w czółko zaśliniłbyś mi całą głowę... I ciekawe jak bym kichał~... Tobie w głowie czy tak bezgłośnie?
- Zakładam, że bezgłośnie. A w herbacie bym cię chyba utopił. - Odwrócił się do niego, rozbawiony i zaśmiał się cicho. - I byłbyś czerwony jak burak. - Teraz to już wybuchnął śmiechem.
     Izaya uśmiechnął się wesoło patrząc na rozbawionego blondyna.
- Pewnie nasłuchałbym się żartów o tym, że za dużo krwi wypiłem i stąd ta czerwień? - Sam zachichotał pod nosem. Zawiązał sobie chusteczkę jak prowizoryczny szlafroczek i usiadł wtulając się w koszulę Shizuo. Ładnie pachniała...
- Że wyglądasz jak opity komar i że mógłbym cię pomylić z pomidorkiem i zjeść przez przypadek. - parsknął raz jeszcze, patrząc na malucha. Śmiesznie... Taki maluśki Izaya. Znów zachichotał. Oj, chyba wino w karczmie mu nawet niepotrzebne, jak mu tak wesoło...
- Nie jestem komarem, a wampirem. - Izaya zaprzeczył uśmiechając się jednak lekko. Policzki miał zaróżowione, ale liczył, że Shizuo tego nie zobaczy... W końcu... Kąpie się prawda? - Shizu-chan gdzie masz mydło? Bo chyba odpłynęło podczas tych twoich śmiechów~...
- Hmm...? Nie odpłynęło... - Schylił się i jakimś cudem je wyciągnął, co wyglądało, jakby je wyciągnął spod wody. - Mam! - Rzucił na brzeg sporo od Izayi, na trawę. - Zaraz dam ci ubranie, ok? - Wyszedł z wody i zabrał płachtę, którą się wytarł. Jak ją tu zostawi do powrotu
raczej nikt jej potem nie porwie... Otarł ręce i dał mu jego ubrania.
- Ale mnie jest dobrze w tej chusteczce... - przyznał nadal wtulony w koszulę blondyna. Nałożył ją sobie na głowę, owinął się nią i trzymał ją w łapkach. - A te ubrania trzeba uprać... Czyli Shizu-chan musisz mi znaleźć nowe ubrania. Możesz też uszyć~... - zapewnił go.
- Aż tak dobrze nie szyję... - mruknął, niezadowolony. Zabrał płaszcz, a potem Izayę razem z koszulą. Jego owinął chustką i narzucił na niego kawałek płaszcza. Sam ubrał bluzkę i wziął jego ubranka, zabierając się za pranie ich. - Właściwie czym żeś je ubrudził...?
     Izaya uśmiechnął się chytrze przyglądając się blondynowi.
- Wolisz nie wiedzieć. - odparł z satysfakcją. - Wypierz dobrze zwłaszcza spodnie~...
     Blondyn na chwilę zaprzestał namydlania i spojrzał na ciuchy podejrzliwie. No teraz to nie sprawdzi. Znów zerknął na Izayę.
- Kłamiesz. – mruknął i wrócił do prania. W takiej małej postaci chyba nie mógł "tego" robić, co nie...?
- To szczera prawda Shizu-chan! ...Sporo mi na nie poleciało. - westchnął. - A jaki był wytrysk, wszędzie było pełno… - Pokręcił łepkiem starając się ukryć uśmiech, ale nie mogąc go już dłużej powstrzymać dodał: - ...krwi. - I zaczął chichotać widząc minę Shizuo.
- Ych... Pijawa... - wyburczał pod nosem i wrócił do prania z nietęgą miną. Już się zastanawiał, o kim on myślał, jak to robił... No bardzo śmieszne... Właściwie skąd Izaya posiadał taką wiedzę...? Znaczy... Robił to już z kim... Nieważne! Nawet nie chciał wiedzieć! - Flejtuch, żeby się brudzić przy jedzeniu... - burczał dalej. Jakoś się wyżyć musiał, a skoro nie mógł go zmiażdżyć...
- Ciemno było, byłem pijany, a ona trysnęła tak znikąd... Musisz mi uwierzyć Shizuś! - tłumaczył się wesoło. Naprawdę? Czy to możliwe, że Shizuo się nabrał? Ale w takim razie... - Czemu się nie śmiejesz?
- Żartujesz czy serio przestałeś mi czytać w myślach? - mruknął, płucząc jego ciuchy pod bieżącą wodą. Gotowe... - Gotowe. - mruknął na głos i spojrzał na niego. - Teraz do karczmy, czy po jakieś ubrania, oto jest pytanie...
- Rozmawiasz ze mną teraz na głos... Po co miałbym czytać twoje myśli? Choć w sumie kusząca to propozycja... Myślałeś o czymś ciekawym Shizzy? - zainteresował się. - Chciałem być grzeczny, a mówiłeś, że tego nie lubisz... - mruknął spuszczając wzrok.
- Nie... O niczym ciekawym. Nie czytaj w myślach, bo nie lubię. - Pozbierał materiały i wszystkie swoje rzeczy. Izayę zabrał owiniętego w płaszcz i chustkę. Z czego on miałby mu te ubrania zrobić niby... Zanim go ubierze wieki miną. - To wracamy do klasztoru wykombinować ci ciuchy.
- Nie będę więcej tego robił, bez potrzeby. - zapewnił go. - Tylko powiedz mi o czym myślałeś, dobrze? - poprosił wtulając się w ciepłe ramię blondyna. - Zawsze mogę chodzić nago - zaproponował.
- Niczym ciekawym... - mruknął, wymijając temat. - I nie będziesz chodził nago, bo faktycznie skończysz jak ten pomidorek. A ja nie umiem opiekować się chorymi, od tego są inni.
- Jestem pewien, że jednak tak. - upierał się. - Bardzo żywo zareagowałeś... Inna sprawa, że spodnie ci stoją. - mruknął, jakby wcale tym nie zainteresowany i wtulił się mocniej w ciepłą skórę. - A ciuchy... Poszukamy... Albo poprzerabiamy twoje chusteczki do nosa... Choć nie masz wrażenia, że są jakieś takie... przewiewne i prześwitują?
- Wcale... nie! - warknął, zasłaniając się wiszącym materiałem płaszcza. Nie stały... - Ano chustki do nosa tak mają, przynajmniej moje. Trzeba ci uszyć coś, bo tak małych ciuchów nie mamy na składzie, to na pewno... - mówił do niego, odwracając uwagę od jego wcześniejszej uwagi.
- A jakby wziąć wełniany sweterek i zamoczyć go w baaaaaaaaaaaaardzo ciepłej wodzie? - Z
zapytał się ciekaw czy to by coś dało. - A i nie odwracaj mojej uwagi, widzę, że się zasłaniasz~... Dać ci czas sam na sam w krzaczkach~?


poniedziałek, 1 czerwca 2015

Shizaya Dj - Sentou ni Ikou

Hej, hej~... dzisiaj jeden z fajniejszych dni w roku :3 zwłaszcza jeśli jesteś dzieckiem... bo jak jesteś dorosły to tak już smutnawo T^T Mimo to spieszę z rozweseleniem was tym oto uroczym Dj'kiem :3 strasznie mi się spodobał i mam nadzieję, że wam też ^^
Enjoy~.....
P.S. Pamiętajcie o psiakach na dzień dziecka ;) klikajcie w banerek po prawej~...

Wersja angielska z <klik> 
Tłumaczenie: Desire
Edycja: Kiasarin

Tłumaczenie znajdziesz na Hotaru-nai Yama