Blog poświęcony Anime Durarara!! Znajdziesz tu opowiadania yaoi (mężczyzna x mężczyzna) Shizaya (Shizuo x Izaya), Izuo (Izaya x Shizuo) i IzaKida/Kizaya (Izaya x Kida). Jeśli nie tego szukałeś i treści tu przedstawiane ci nie odpowiadają prosimy o opuszczenie tego bloga. Pozostałych zapraszamy do czytania.

wtorek, 7 października 2014

Boku no Stalker - część 1

Hejoooo~! :33
Dziś prezentujemy coś, co miało być dawno, a z czym się makabrycznie spóźniłam~... Dlatego ten~... Potraktujcie to jako mega spóźniony prezent. X3 Nie powiem, z jakiej okazji, bo wyśmiejecie moje spóźnienie~... X33
To dopiero pierwsza część - było za długie, więc zostało podzielone na części~! Za trzy dni spodziewajcie się końca~! ;3
Tak w ogóle to Kiasarin-san poszła spać i zapomniała o wstępie, więc ewentualnie jutro spodziewajcie się jakiejś edycji ogłoszeń od niej... X3""
Wyręczę ją w jednym, przypomnę wam o bannerze tu obok, w imieniu wszystkich inu~! :3 -->
A teraz~...
EDIT Kiasarin: Piszę coś od siebie coby nie było. 
To nasze kolejne wspólne opowiadanko/ two-shot
I tak na chama skompromituję Inu-chan było no 100.000 wyświetleń :P
i ze swojej strony napisze, że zostało napisane i skopiowane (ta, moja rola to kopiować kwestia po kwestii) jeszcze zanim dodałysmy dj'a "Wish of Vampire"
Zagryź mnie szczeniaku jestem gotowa XD
Teraz po czasie powiem wam, że bardzo się cieszę że mój Izaya się wam spodobał
Może byłabym dobrym stalkerem =w= 
Enjoy~!  
Enjoy~! ;3






     Heiwajima Shizuo ukrywał się właśnie za szkołą, w kącie boiska, paląc powoli papierosa. Wpatrywał się w mecz rozgrywany podczas przerwy obiadowej przez jakichś pierwszoroczniaków. Nikt nie zwracał na niego uwagi, więc miał błogi spokój i ciszę. Nareszcie...
     Zaciągnął się zbawienną nikotyną i wypuścił z ust siwy obłoczek dymu, który powędrował w górę i rozmył się na lekkim wietrze, jaki się zerwał. Nie był głodny, toteż nigdzie mu się nie spieszyło. Miał nadzieję w spokoju dopalić papierosa, nim zjawi się nauczyciel lub Shinra. Ani jednego, ani drugiego jego uszy by nie zniosły.
     Izaya dzisiejszego dnia postanowił zrobić coś wbrew swojej manii wielkości i boskości. Zamiast obserwować świat z dachu szkoły wybrał miejsce pod trybunami. Oglądał sobie mecz pomiędzy nogami blondyna tylko czekając, aż ten spali papierosa i wyrzuci gdzieś niedopałek. Już samo to, że Shizu-chan jest w tym miejscu było dla Izayi zaskoczeniem, w końcu według planu który stworzył chodząc za Shizuo krok w krok od kilku tygodni blondyn powinien być właśnie na dachu. No cóż taki mały dreszczyk emocji im nie zaszkodzi. Korzystając z okazji, że blondyn się zamyślił, Izaya ostrożnie nieznacznie podniósł nogawkę jego spodni. - Białe z niebieskim paskiem... - zamruczał, wyjmując zza ucha długopis i zapisując w zeszycie. - No cóż, takich skarpetek u niego jeszcze nie widziałem. Wypada to zanotować~... - mruczał do siebie cicho.
     Shizuo ocknął się delikatnie i wstał, rzucając niedopałek na ziemię. W powietrzu unosił się mocny zapach nikotyny, w końcu był to już drugi papieros. Nie to jednak wyczuł, był pewien. Izaya!
- Iiiizayaaaa... - warknął, kierując wzrok w stronę dachu. Nie było go tam, choć powinien tam być jeśli chciał iść go denerwować. Odkrył jego kryjówkę?
     Szybkim krokiem oddalił się stamtąd, byle jak najdalej. Zaraz miał mieć lekcję i choć zwykle punktualność go nie obchodziła, tym razem usprawiedliwi się sam sobie, że nie chce się spóźnić. Ani znów
rozwalić szkoły. Izaya szybko złapał niedopałek nim jeszcze dotknął ziemi. Poczekał aż blondyn odejdzie i dokładnie obejrzał znalezisko. Uśmiechnął się wesoło i cmoknął papierosa w filtr który wcześniej Shizuo dotykał ustami. Ponieważ papieros był wypalony dmuchnął na niego kilka razy, strącając resztki popiołu i zabrawszy go ze sobą skierował się na lekcje. Liczył, że może Shinra znów mu coś opowie o Shizuo... Cóż, od kiedy go poznał ten chłopak stał się jego małą obsesją i nie mógł już nic na to poradzić.
     Gdy blondyn znalazł się w sali z ulgą stwierdził, że Shinry nie ma. Był za to Kadota, który dosiadł się, gdy usiadł na swoim miejscu.
- Yo. - rzucił do przyjaciela, na co Shizuo skinął do niego głową. - Stało się coś? Jesteś jakiś nieobecny. - zwrócił mu uwagę.
- Hę? Nie, skąd... - westchnął tylko i rozparł się na krześle.
- No co jest, Shizuo! Rozchmurz się! - Szatyn szturchnął go lekko, po czym sprawdził mu gorączkę.  A może chcesz iść do pielęgniarki...?
     Po stanowczej odmowie próbował go jeszcze rozweselić, co udało się dopiero pod koniec przerwy. Dzwonek zadzwonił dość szybko i wszyscy zaczęli pospiesznie zawracać do klas. Tylko Shizuo to w ogóle
nie obeszło. Zaczynał coraz częściej czuć na sobie czyjś wzrok, jakby był śledzony...
- Co jest łączymy klasy~? - Do sali wpadł Izaya z torbą na ramieniu. - To mi nawet na rękę~... - stwierdził, wzruszając ramionami. - Chcę miejsce za Shizu-chan'em, na szczęście jest wolne~... prawda? - Spojrzał na siedzącego tam chłopaka wzrokiem mówiącym "Wynoś się albo nie doczekasz końca dnia". Gdy przerażony uczeń się ewakuował na przeciwległą stronę sali wesoło rzucił torbę na ławkę i wyciągnął telefon, na dobry początek pstrykając zdjęcie plecom Shizuo. Miał sporo takich zdjęć, ale jedno więcej mu nie zaszkodzi, a wręcz go ucieszy. Wyładował z torby zeszyt i piórnik. W oczekiwaniu na nauczyciela zaczął zwijać małe kuleczki z kartki wyrwanej z zeszytu. Brunet postanowił sobie, że do końca tej lekcji będzie też mieć zdjęcie blondyna od przodu.
  - Jakie. Kurna. Łączone. Klasy...? - wywarczał Shizuo, sztywniejąc ze złości. Byle nie wybuchnąć, tylko nie wybuchnąć, w końcu jeśli coś jeszcze zrobi, jedno wykroczenie i czeka go poważna kara, każą mu płacić za zniszczenia, wezwą rodziców, komisję... Zawieszą go. Tak. Musiał być spokojny i zostawić go w spokoju... Taaak...
     Do klasy wszedł sensei, więc tylko zacisnął pięści na kolanach i wpatrzył się w tablicę, starając się skupić. Olać zdjęcie, olać szelest papieru, da radę...
- Heiwajima-kun, możesz nam powiedzieć, czyj to cytat? - Z zamyślenia wyrwał go głos nauczyciela. Przyjrzał się dokładnie cytatowi na tablicy i wstał, by odpowiedzieć. Choć właściwie wygodniej byłoby sobie najpierw przypomnieć, bo nie miał zielonego pojęcia, czyj to był cytat.
     Izaya słysząc tylko pytanie nauczyciela szybko otworzył telefon i ustawił go tak, by migawka aparatu idealnie łapała w środek kadru tyłek blondyna. Włączył nagrywanie akurat w momencie w którym drgnęło krzesełko. Młody informator zacisnął dłoń w pięść powstrzymując swój wybuch wesołości. Wrócił do skręcania z papieru kuleczek nie wyłączając aparatu, w końcu gdy Shizuo będzie siadał ujęcie będzie równie dobre jeśli nawet nie lepsze. Zamruczał cicho.
- Basiou Matsuo Oku no hosomichi (Ścieżki północy) twórca haiku - szepnął cicho licząc, że blondyn skorzysta z podpowiedzi. Może w ten sposób zarobiłby u niego jakiś punkt? W końcu chciał się do niego zbliżyć, a niestety ich pierwsze spotkanie nie wypadło pomyślnie...
- Yym... Przepraszam, ale nie wiem. - odparł grzecznie, jednak ledwo hamując wkurzenie. Chociaż ba! Wkurzenie to mało powiedziane! Był wściekły. Podpowiedź Izayi kusiła, ale zdawał sobie sprawę, że brunet mógł go zwyczajnie podpuszczać. W końcu to nie byłoby nic niezwykłego! W końcu był podłą mendą...
     Dostał pełne niezadowolenia pozwolenie na to, by usiąść z powrotem, więc posłuchał.
     Izayi radość z nagrania Shizusiowego zadka trochę przygasła gdy ten nie posłuchał jego podpowiedzi... No cóż, wszystkiego mieć nie można.
- Orihara-san ratuj tę klasę od kartkówki i chociaż ty jeden i powiedz, że wiesz co to za cytat. - mruknął niechętnie nauczyciel. Izaya słysząc o kartkówce uśmiechnął się, kolejna szansa żeby Shizuo zmienił o nim zdanie.
- Tak się składa że wiem~... - odparł, uśmiechając się wrednie. Oparł rękę w łokciu i położył na niego głowę uśmiechając się do nauczyciela.
- Czy w takim razie możesz oświecić i innych? - Nauczyciel aż zazgrzytał zębami na tę niesubordynację bruneta, ale cierpliwie czekał.
     Izaya niechętnie wstał i jeszcze raz powtórzył wcześniej wyszeptaną podpowiedź:
- Basiou Matsuo z pamiętnika podróży pod tytułem "Oku no hosomichi". - powiedział głośno, no cóż nie ukrywał że z premedytacją, chciał by jeden siedzący przed nim blondyn doskonale to usłyszał. 
     Shizuo znów zacisnął dłonie w pięści, tym razem wbijając w nie paznokcie. Ten cholerny dupek... Znów się popisywał! Ledwo powstrzymał się, by się nie odwrócić i nie przyłożyć mu raz a porządnie. Po prostu zgarbił się i czekał na koniec lekcji. Byleby skończyła się jak najszybciej...!
     Izaya usiadł uśmiechając się do Shizuo wesoło, choć w jego oczach dało się wyczytać słowa "A nie mówiłem?". Oczywiście nauczyciel zgodził się z jego opinią i zaczął dalej prowadzić swój wykład. Po kilku minutach kręcenia kuleczek Izaya miał ich już sporty stosik a sensei rozgadał się na tyle, by nie zwracać na niego uwagi. Brunet ustawił jedną z kulek na blacie i pstryknął w nią, strzelając w Shizuo. Odbiła się od bluzki, więc wziął następną. Miał 3 główne punkty, które chciał trafić: za kołnierz do ucha i do nosa, gdy już się odwróci w jego stronę. Oczywiście jego telefon nadal zawzięcie nagrywał wszystko. Chciał mieć Shizuo kipiącego złością, zdenerwowanego, zdziwionego, zagubionego, szczęśliwego, chciał uwiecznić wszystkie jego odsłony~!
     Shizuo ani drgnął, uparcie modląc się, by to była jakaś natrętna mucha, czy cokolwiek. Na kolejny strzał kuleczką zadrżał lekko i skupił się jeszcze bardziej. Zagryzł wargę. Jego nerwy trzymały się jak postronki. Na kolejną zareagował złamaniem długopisu, którym właśnie próbował coś napisać.
- Co ty właściwie planujesz? - syknął na tyle cicho, by nauczyciel nie dosłyszał.

 - Nic~... - mruknął, strzelając kolejną kuleczką, tym razem mu we włosy. Cierpliwie czekał, aż Shizuo się odwróci i Izaya będzie mógł nagrać jego twarz. No cóż, cierpiał na deficyt nagrań z tak bliska zwłaszcza jeśli chodzi o przód Shizuo.
   Shizuo dyskretnie i szybko przesunął nogę obok krzesła i kopnął jego ławkę. Tak tylko, żeby wyładować wściekłość. Jednak ta skrzypnęła, zwracając uwagę całej klasy. Popatrzył na nich bez zrozumienia. W końcu nic nie zniszczył, nie? No to co ich to do cholery obchodziło? I czemu do cholery to znów on był podejrzanym, no?
     Izaya uśmiechnął się niewinnie machając go patrzących na nich ludzi.
- To nic takiego, po prostu Shizu-chan już nie może dłużej wytrzymać siedząc spokojnie w moim towarzystwie. - Uśmiechnął się wrednie. - Musiał sobie ulżyć, sami chyba rozumiecie, jedyne o czym teraz myśli to pewnie to by się na mnie rzucić~!
   Heiwajima zmarszczył nos i wstał, starając się jak najusilniej powstrzymać przed rozszarpaniem go, póki był w zasięgu jego rąk.
- Sensei, źle się czuję, pójdę do pielęgniarki. - Skłonił się lekko i ruszył do drzwi. Nie wytrzymałby ani chwili dłużej, nie próbując go zabić, to po prostu było niewykonalne.
- Sensei! - Izaya natychmiast podniósł rękę. Cieszył się co prawda, że nagrało się drugie podniesienie się z krzesełka zadka blondyna, ale chciał o wiele więcej. - Jeśli Shizu-chan źle się czuje nie powinien chodzić sam, proszę mnie wysłać z nim~! - poprosił, a gdy nauczyciel kiwnął głową informator szybko zabrał telefon i podbiegł do idącego do drzwi Shizuo.
- Wracaj do siebie. - warknął blondyn cicho, by tylko brunet go dosłyszał. - Bo porachuję ci kości. - ostrzegł. Naprawdę nie chciał wylecieć ze szkoły, więc go ostrzegł... Wyszedł z sali i szybkim krokiem zaczął zmierzać w stronę gabinetu pielęgniarki. Byle jak najdalej.
- Tak, tak musisz mieć wysoką gorączkę skoro szepczesz do siebie Shizu-chan... - mruknął, wyprowadzając go na korytarz i zamykając za nimi drzwi. - Hej, ale dokąd idziesz! - krzyknął, biegnąc za nim. - Osoba chora nie powinna chodzić sama~!!!
- Odwal się! - ryknął na niego gdzieś w połowie korytarza, po czym dotarło do niego, co zrobił. Z najbliższych klas wyjrzały głowy, a z tej najbliższej wyszła tęga sensei i złapała go za ucho, na co policzki nabiegły mu krwią z wściekłości.
- Idziemy do dyrektora. - oznajmiła kobieta, ciągnąc go za sobą. Ledwo się powstrzymał przed wyrwaniem się i rozwaleniem czegoś. Znowu.
     Izaya tylko uśmiechnął się dobrodusznie i pomachał oddalającej się nauczycielce i blondynowi. No cóż, nie na takie nagranie liczył, ale... rumiany Shizu-chan jest wart każdego poświęcenia. Uśmiechnął się oglądając nagranie, gdy wracał do klasy. Zapauzował je na ulubionym momencie i cmoknął lekko. Obiecał sobie, że zmieni je w nową tapetę na komórkę... albo wydrukuje i powiesi sobie w szafce obok innych.
- Ech... I znów ma mnie za tego złego... - westchnął, wchodząc do klasy. W męczarniach odsiedział pozostałe 30 minut lekcji i gdy wreszcie zabrzmiał dzwonek zabrał się za pakowanie Shizuo... przy okazji przeglądając jego książki i zeszyty... później plecak. Znalazł dezodorant i... no cóż, tu nie mógł się powstrzymać. Zabrał go i schował do swojej torby, napisał jeszcze Shizuo na karteczce co mają zadane i zabrawszy jego plecak ruszył przez szkołę.
     Po wysłuchaniu reprymendy tworzącej cały wykład, a w końcu westchnienia, że "na całe szczęście to tylko takie wydarcie się" oraz nakazie, by więcej nie zachowywał się w tak obsceniczny sposób, został
wypuszczony. Akurat skończyła się lekcja, więc skierował się do klasy, w której zostawił plecak. Napotkał jednak zamiast tego Izayę, który niósł jego torbę. Popatrzył na niego uważnie i wściekle.
- Można wiedzieć, co z nią robisz? - wysyczał.
- Miałem zamiar ci ją oddać~! - Uśmiechnął się wesoło, pokazując swoje białe ząbki. - Czyż nie jestem miłą osobą~? Nawet nic za to nie chcę~! - pochwalił się, podając plecak blondynowi. - Żałuję, że nie mamy razem następnych lekcji Shizu-chan~... - Machnął do niego na pożegnanie i odszedł w kierunku łazienek.
     Blondyn nie miał pojęcia, o co mogło chodzić i skąd ta bezinteresowność, ale miał pewne podejrzenia. Ostrożnie otworzył plecak i przejrzał pobieżnie rzeczy. Nie było niczego uszkodzonego, przynajmniej na pierwszy rzut oka... Nie rozumiał tego, jednak nadal spodziewał się niespodzianek.
     Z tą myślą ruszył na zajęcia z wf'u, pozostawiając sobie dokładniejszą rewizję plecaka na później.
     Izaya całkiem zadowolony wszedł do męskiej łazienki. Zatrzasnął się w jednej z kabin i otworzył swoje znalezisko. Oblizał się i odkręcił zatyczkę. Powąchał zakrętkę raz potem drugi... pachniało Shizusiem, tak bardzo nim. Postanowił już tego nie oddawać. Szybko wyszedł z kabiny, umył ręce by nie budzić podejrzeń, oczywiście swój cenny łup zabunkrował głęboko w torbie. Poszedł do swojej szafki. Rozejrzał się wokoło dla pewności, ale był sam. Ostrożnie otworzył szafkę i spojrzał na drzwiczki z przyklejonym planem dnia i planem lekcji Shizuo.
- Jutro dokleję tu to zdjęcie~! - zamruczał do siebie, odstawiając dezodorant do szafki. Miał teraz biologię, choć tak bardzo chciałby wychowanie fizyczne...
     Tymczasem pewna "bestia" zajęła się przygotowaniami do zajęć. Wszystko było dobrze do momentu, gdy zaczął szukać swojego dezodorantu. Wywalił nawet wszystko z torby - nie było go tam. W myśl zasady "jak dzieje się coś złego bądź pewien, że to przez Izayę" warknął gardłowo. Shinra, zainteresowany, zaproponował mu zastrzyk uspokajający, za co został potraktowany zabójczym spojrzeniem.
- Dzięki Shinra, wolałbym dezodorant. Ta menda zabrała mój! - Zaczął wściekle pakować książki z powrotem do torby.
- A, trzeba było tak od razu~... - Początkujący doktorek podał mu swój dezodorant. Biedna puszka prawie została zniszczona... Shizuo za bardzo skupił się na tym, po co Izayi właściwie jego dezodorant. Co on
knuł...?
     Izaya nie mógł się powstrzymać i po chwili wrócił do szafki otwierając ją ponownie. Odkorkował zatyczkę i znów ją powąchał. Nie, on nie mógł tak funkcjonować. Delikatnie psiknął dezodorantem sobie na wewnętrzną część rękawa i z drugiej strony też. Szybko schował swój mały skarb i wrócił pod klasę wąchając co chwila rękaw. No, tak to on mógł wytrzymać nawet i całą lekcję.
     W końcu nadeszła pora na wf, czyli sprawdzian z biegów i skoków. Dla Shizuo nic wielkiego, w tym akurat miał ogromne doświadczenie. Nie mógł pozbyć się jednak wrażenia, że ktoś go śledzi. Było irytujące, denerwujące... Tak bardzo, jak to wywyższające się spojrzenie Izayi pierwszego dnia w szkole, gdy stał na balkonie. Dokładnie tak upierdliwe.
     Nawet zajęcia sportowe nie wyładowały nadmiaru jego energii, dlatego po powrocie przebrał się natychmiast i poleciał do najbliższego sklepu, póki była przerwa. Chociaż na tyle miał czasu, zwłaszcza biegnąc tak szybko. Wrócił zziajany i wciąż spocony, coraz bardziej zły na Izayę. Naprawdę tak go śmieszyło, że mu go zabrał, czy jak?! Jakoś nie mógł mu tego wybaczyć... Po prostu miał go dość na dziś. Zupełnie, jakby Orihara był wszędzie!
     Na szczęście pracownia biologiczna miała wprost idealny widok na całą bieżnię na której właśnie ćwiczyła klasa Shizuo... a no i Shinry też. Izaya więc oddał wszystkie swoje zadania Kadocie licząc, że poczciwy Dota-chin nie chce żeby dostał 1 i je za niego zrobi. Sam przysunął swoje rękawy do nosa i upajając się tym zapachem z rozmarzonym wzrokiem oglądał Shizuo. Wyjął swój specjalny zeszycik i zaczął zapisywać wszystkie drobne gesty, które zauważał u blondyna, łącznie z godziną. Nerwowe rozglądania się, drgająca brew. Te świadczyły o jego złości i Izaya znał je doskonale. Skupiał się teraz na innych. Na nerwowym przeczesywaniu włosów i tym uśmiechu gdy ktoś go chwalił, patrzył jak Shizuo się rozgrzewa, jak rozciąga sobie mięśnie w nogach, jak strzela kręgami w szyi, jak kopie ze złości kamień gdy coś mu nie wyszło. Tak, zanotował wszystko, a telefonem porobił dodatkowe zdjęcia. Dobrze, że zaopatrzył się w nowy ze świetną kamerą i aparatem, dzięki temu nawet zdjęcia z tak daleka były w miarę czytelne.  
     Następną lekcję blondyn postanowił olać. Nie cierpiał nauczycielki, więc z góry wiedział, że i ona nie cierpiała jego. Jednak czymże jest pomoc przyjaciół, jeśli nie zaciągnięciem na lekcję ze znienawidzoną nauczycielką, by go odpytała na wstępie. No, oczywiście, że z głupotą Shinry nie mógł wygrać. Uparcie starał się skończyć denerwować, choć jego nerwy były już mocno zszargane. Od tygodni, jak nie miesięcy, czuł się prześladowany. Przez Izayę oczywiście. Do tego czuł się irracjonalnie obserwowany, jakby ktoś cały czas go śledził... Naprawdę miał dość. Chyba powinien iść się leczyć.
     Z ponownego zamyślenia wyrwał go dzwonek. Zwinął się z klasy najprędzej jak mógł, byle tylko wrócić już do domu. Nie ma to jak upragniony koniec lekcji...
     Izaya był dumny ze swojej sztuczki na ostatniej lekcji blondyna... A także tego, że nikt nie przyuważył małej kamerki wiszącej na żyłce wędkarskiej za oknem. Miał lekcje centralnie nad klasą blondyna, nie mógł tego nie wykorzystać. Skoro sam nie mógł obserwować, zrobiła to za niego kamera. Później chciał obejrzeć dokładnie film, teraz tylko szedł trzymając ją w dłoniach i pobieżnie przeglądał film. A więc Shizuo był odpytywany i dostał złą ocenę~... Może udałoby się go nakłonić do wspólnej nauki? Jeśli nie we dwóch to chociaż w czwórkę razem z Shinrą i Kadotą... Musi spróbować. Wyłączył nagranie i schował kamerę do torby. Postanowił zostawić sobie dezodorant w szafce, do domu kupi taki drugi skoro znał już zapach i firmę. Przyuważył, że Shizuo też właśnie skończył lekcje.
- Shizu-chan~!!! - Zamachał do niego, podbiegając wesoło. - Też skończyłeś, to fajnie~... - zaczął gadać starając się, by blondyn mu nie przerwał. Tak mógł być koło niego... choć chwilkę. - Wiesz, ja też skończyłem, może wrócimy razem do domu? Dota-chin ma spotkanie klubu i mnie zostawia~... - Udał smutną minkę. - Ale ty nic teraz nie masz więc wrócimy razem~?
- Chyba żartujesz. - wycedził. Pociągnął nosem i spojrzał na niego wzrokiem, jakby już uważał go za martwego. - Wiedziałem. - Stał niczym posąg, jednak gotów w każdej chwili złapać go i raz na zawsze zakończyć jego żywot. - Można wiedzieć, po co ci mój dezodorant, Iiizaaayaaa-kuuun...? - warknął, zniżając głos i nie spuszczając z niego wzroku. Najchętniej skończyłby tę farsę raz na zawsze.
- Jaki dezodorant? - Uśmiechnął się niewinnie, chowając poperfumowane ręce za plecami. Uśmiechnął się niewinnie. - Po prostu zmieniłem swój, czy teraz nadal brzydzi cię mój zapach~...? - zapytał, uśmiechając się wrednie. No cóż, załatwił blondyna. Niezależnie czy ten powie tak czy nie, Izaya tym razem wygrał.
- Nie odwracaj kota ogonem! - warknął i podszedł bliżej, stając z nim twarzą w twarz. - Kiedyś za te wszystkie numery urwę ci łeb przy samym tyłku. - prychnął i odszedł, idąc jak najszybciej do wyjścia. Gdyby spotkał go poza szkołą nic by go nie hamowało, tak mógł rzucać tylko pogróżkami.
     Izaya westchnął i nadal szczęśliwy ruszył za blondynem. Szedł trzy kroki za nim a więc technicznie Shizuo nie mógł się przyczepić. Zawsze mogli iść w tym samym kierumku po prostu prawda?
      Shizuo przez długi czas był cierpliwy. Bardzo długi, biorąc pod uwagę jego cierpliwość, ostatnimi czasy i tak już bardzo nadwyrężoną. Był cierpliwy całe cztery przecznice, aż do jakiejś mniejszej uliczki. W końcu zatrzymał się, naprawdę poirytowany. Odwrócił się do Izayi na pięcie i popatrzył na niego ze ściągniętymi brwiami.
- Można wiedzieć, dlaczego za mną łazisz?! - warknął głośno, dając upust irytacji. Tu nic Izayi nie chroniło. Mógł co najwyżej uciekać.
- Idę tam gdzie mam iść, to ty jakimś cudem zawsze skręcasz tam gdzie ja.  - mruknął mijając blondyna. - Nie denerwuj się tak... Może poproś Shinrę żeby ci dał coś na uspokojenie... Strasznie się nerwowy zrobiłeś~! - Pomachł mu i zniknął w jednym z zaułków. Oczywiście zaraz wchodząc na drabinkę przeciwpożarową i dach. Tak będzie śledził Shizuo dalej. I tak był pod wrażeniem ile blondyn z nim wytrzymał.
       Ten tylko popatrzył za nim, po czym chwycił za najbliższy słupek, wyrwał go i cisnął nim o ziemię w kierunku, w którym Izaya do niedawna szedł. Warknął zwierzęco, po czym ruszył w przeciwną stronę. Byle nie natknąć się na niego raz jeszcze i byle gdzieś się odstresować. Zamierzał pójść do jakiejś kawiarni albo chociaż cukierni i zafundować sobie coś dobrego do zjedzenia. Tak na ogólną wesołość, czy coś. A potem dłuższą drogą do domu, ale to go nie obchodziło. Wszystko, byle móc pobyć przez chwilę samemu...
     Izaya trochę się zdziwił widzą latającą lampę uliczną, ale tylko wzruszył ramionami. Ruszył po niskich dachach w ślad za Shizuo. Bardzo się ucieszył widząc, że blondyn wchodzi do cukierni. Rozsiadł się na dachu na przeciwko i wyjął lornetkę. Chciał podpatrzeć i zanotować co Shizuo kupi. Miał już kilkadziesiąt wpisów z cukierni z ostatnich kilku miesięcy i zaczynał dostrzegać co blondyn lubi najbardziej.  
     Shizuo zamówił trochę bezów i dwa kawałki sernika. Tymi drugimi akurat zamierzał poczęstować swojego brata, gdy tylko ten go odwiedzi.Nie mieszkał już z rodzicami, dlatego jego brat mógł go co najwyżej odwiedzać... Ale dziś zamierzał to zrobić, już się zapowiedział i to nieco poprawiło blondynowi humor.
     Ruszył do domu, podjadając po drodze słodycze i rozglądając się już odruchowo dookoła.
- Bezy~... - Izaya dopisał w odpowiedniej rubryce razem z datą. - O i sernik... Dwa kawałki ale na razie go nie je czyli... - Przejrzał swoje zapiski, nadal idąc za blondynem. - Kasuka-kun go dziś odwiedzi~! - Uśmiechnął się do siebie. - Może to dziś, może to dziś Shizu-chan~... - zanucił do siebie. - Może to dziś zobaczę cię szczęśliwego i ubranego odświętenie~...
     Nieświadomy tych rozważań, Shizuo uśmiechnął się kącikiem ust. Zawsze miło mu się spędzało czas z bratem, dlatego miał zamiar się postarać. Nadal zadowolony z siebie wszedł do bloku, otworzył drzwi i zamknął je za sobą, po czym odłożył wszystkie swoje rzeczy. Miał zamiar się odświeżyć jeszcze dopóki miał czas. A potem zrobić obiad i inne takie... Dlatego dość szybko ogarnął się i poszedł do łazienki.
- Piąte piętro mieszkanie 6b~! - mruknął do siebie, wchodząc na odpowiednią kondygnację drabinki przeciwpożarowej. Spojrzał przez okno. Łazienka... No cóż, nie było to najbardziej pożądane do obserwacji pomieszczenie. Zobaczył jednak jakiś ruch przy drzwiach więc szybko się chował. Shizuo chciał się teraz kąpać? Izaya pokręcił głową odganiając co bardziej zboczone myśli. Postanowił się wsłuchać. Wysunął telefon, by w jego ekraniku oglądać wszystko jak w lustrze. Rzeczywiście Shizuo przyniósł sobie nawet rzeczy do przebrania. Brunet rozejrzał się w końcu dostrzegając wygięty kawałek rynny nad oknem w łazience. Podczepił tam za linkę kamerę. Tyle cennego materiału który dziś zdobędzie, nie miał z nim do czynienia od tak dawna... Mimo iż załatwił sobie dyskretnie film i to z idealnym widokiem na kabinę prysznicową postanowił zostać. Przeszedł na przeciwległy budynek i położył się dachu tak by było go jak najmniej widać. Przysunął sobie lornetkę do oczu i zaczął oglądać.  
     Heiwajima, któremu nawet przez myśl nie przeszło, że w jego oknie mogłoby być cokolwiek widać prócz nieba, nie spoglądał w tamtą stronę. Ściągnął z siebie ciuchy, wszedł pod prysznic i oblał się wodą, z przyjemnością odnotowywując, że jego skóra zaróżowiła się od gorącej wody. Namydlił się dokładnie i opłukał, z prawdziwą przyjemnością zmywając z siebie trudy wf'u. Tego mu brakowało. Szkoda tylko, że w szkole już nie mógł tego zrobić... Choć w sumie tam nie był bezpieczny od żartów Izayi.
- Och Shizu-chan jesteś dla mnie za dobry~! - Zamruczał do siebie Izaya kręcąc pokrętłem i przybliżając jeszcze trochę obraz w lornetce. Oglądał siebie fakturę mięśni blondyna i świeżą choć już wygojoną bliznę której był autorem. Przez chwilę po głowie chodziła mu myśl żeby zjechać lornetką niżej niż tors ale w porę się powstrzymał. - Na to będzie czas wieczorem~... Duuużo czasu~... - mruknął do siebie, na chwilę zjeżdżając lornetką w bok. I wtedy to zobaczył! Koszyk z rzeczami na przebranie Shizuo, a na samej górze... Nie może być. Przyjrzał się jeszcze raz... A jednak! Bokserki Shizusia tam leżały, piękne, w serduszka i tylko czekały aż ktoś je zabierze. Hamulce Izayi puściły dopiero gdy zobaczył, że okno jest otwarte a Shizuo własnie myje włosy i mydło dostało mu się do oka przez co nie widział dobrze. Zakradł się więc szybko i wsunął rękę przez szparę w otwartym oknie. Zręcznie zabrał bokserki i wrócił na swoje miejsce dzielnie ściskając je w dłoni. Przyjrzał się im raz jeszcze. Nie były fabrycznie nowe, ale świeżo wyprane... Przytulił je sobie do piersi i znów przysunął lornetkę do oczu oglądając, jak blondyn kończy się myć. Ah! Mógłby to oglądać częściej i teraz może! Ma przecież filmik~! A Shizuo sam się podstawiał gdy nieświadomy kamery za oknem wycierał brzuch i plecy, a potem wypiął się grzebiąc szukając czegoś w szafkach. Izaya spojrzał na niego z niedowierzaniem. - Shizu-chan chcesz żebym dostał krwotoku z nosa? - westchnął do siebie rozbawiony.
     Shizuo kichnął i odruchowo potarł nos i głowę jednocześnie, bo przez to kichnięcie uderzył się o kant szafki. Szukał ręcznika na włosy, ale najwidoczniej go nie wyprał. Zaczesał więc po prostu opadające kosmyki do tyłu, osuszył je pobieżnie małym ręcznikiem do rąk i podszedł do koszyczka z rzeczami. Dziwne, przysiągłby, że bieliznę kładł na samym wierzchu... Rozejrzał się, rozkojarzony, po czym przeczesał resztę ciuchów w poszukwaniu bokserek, ale ich nie było. Westchnął do siebie i poszedł na chwilę do swojego pokoju, zastanawiając się, jak to możliwe, by być tak zakręconym.
     Po jakimś kwadransie w końcu był gotowy. W czystych ciuchach poszedł do kuchni. Zawiązał sobie fartuch na szyi i biodrach, by nie pobrudzić świeżych rzeczy i zabrał się za gotowanie obiadu swojemu bratu i sobie. Co chwila zerkał na zegarek, uśmiechając się wesoło i mrucząc pod nosem jakieś melodie.
- Ubrałeś się tak ładnie do gotowania? Rozczarowujesz mnie trochę~... - westchnął. - Mogłeś przecież ubrać ten fartuszek tylko na bokserki. - mruczał, jednak był zadowolony, że może takiego Shizusia oglądać. Nie mógł podejść i przewiesić kamery, bo Shizuo mógłby go zobaczyć, więc tylko patrzył i chłonął ten widok... I cóż, nie powstrzymał się i pstryknął kilka fotek.
     W końcu Shizuo wyprodukował zupę miso i ryż z warzywami na parze. Nareszcie ściągnął fartuszek i zerknął na telefon. Cóż, czekał. I to czekał jeszcze dobre piętnaście minut, nim dzwonek do drzwi zadzwonił, a on pobiegł otworzyć drzwi. Zaprosił swojego brata do domu, do stołu, a ponieważ ten oczywiście nie był zbyt rozmowny, po prostu posadził go, wstawił wodę na herbatę i nałożył jedzenia, zadowolony z cichego i spokojnego towarzysza.
- Jestem zawiedziony Shizu-chan... To dla mnie powinieneś gotować, to dla mnie powinieneś tak się starać, to dla mnie powinieneś ubierać fartuszek, to z mojego przyjęcia powinieneś się tak ciszyć, to dla mnie powinieneś podbiegać do drzwi... nie dla swojego brata. - Spojrzał na niego zły. - Co on takiego ma Shizu-chan? Jestem pewien, że nawet on nie wie jakie skarpetki nosisz którego dnia, nie wie, że od wczoraj męczysz się pewnym uporczywym kosmykiem, nie wie, że masz jutro kartkówkę z chemii, nie wie, że dostałeś dziś jedynkę gdy nauczycielka cię z niej odpytywała. To ze mną powinieneś siedzieć i marnować czas na naukę nie z nim! - fuknął, jednak dalej obserwował jak rozwinie się sytuacja.
- Jak ci idą występy? - zagadnął Shizuo, przerywając ciszę, choć ta wcale nie była niezręczna. - Słyszałem, że dostajesz coraz więcej ofert?
     Brunet skinął głową, zapatrzony w swoją zupę. Zjadł trochę i uniósł na niego swój enigmatyczny wzrok.
- Z tą ofertą filmową mama nie przesadzała? - dopytywał dalej, zaciekawiony. W końcu ciekawiła go kariera brata. Zawsze miał talent do tego rodzaju rzeczy.
- Odsunąłem ją w czasie. - Kasuka pokręcił głową i popatrzył na podsunięte mu drugie danie. - Dziękuję. - Skinął uprzejmie.
     Jego brat pokiwał głową i kontynuował spokojną rozmowę, a gdy dowiedział się wszystkiego powrócił do jedzenia. Uśmiechnął się wesoło, po czym wspokojnie wskazał brunetowi, że ma ryż na twarzy. Ogółem takie trwanie wspólnie w ciszy mu nie przeszkadzało. Dokończyli posiłek, podał ciasto i porozmawiali jeszcze chwilę. Jednak i ta wizyta musiała się w końcu skończyć, bo ich obu czekało dużo nauki. Przy czym Shizuo oczywiście wziął się za nią wyjątkowo niechętnie. Nie cierpiał tego, naprawdę... Tyle niepotrzebnych dat, wzorów i kto wie, czego jeszcze...
     Izaya jakoś ścierpiał wizytę Kasuki... Co prawda cały czas zgrzytając zębami a już najbardziej przy tym ryżu na twarzy, jednak... Shizuo był szczęśliwy i to liczyło się najbardziej, prawda?
     Zmierzchało już, gdy blondyn brał się do nauki i parę minut później rzucił książka o ziemię. Izaya zebrał się z zimnego już dachu. Zdjął kamerę z łazienki i oczywiście wcześniej schował ukradzione bokserki głęboko do torby. Podszedł do pokoju Shizuo i zapukał w szybę by później mu pomachać. Chętnie by mu pomógł w tych lekcjach.
- Shizu-chan~!!!
     Shizuo jak rażony spojrzał w okno i w pierwszym odruchu pomyślał, że to podręcznik, zbiór zaklęć czarnej magii jak by nie było, zesłał mu jako karę za rzucenie nim omamy w postaci tej podłej mendy za oknem. Ogarnął się dopiero po paru sekundach. Otworzył okno z rozmachem, jednak uważając, by go nie uszkodzić i wbił w niego pełen wątpliwości co do jego trzeźwości wzrok.
- Idź skoczyć z tego dachu. - zaproponował mu na wstępie.
- Niestety Shizu-chan tego nie mogę zrobić~... Mam swoje sprawy, poza tym... tęskniłbyś prawda? - zachichotał uśmiechając się słodko. Podszedł do otwartego okna i usiadł na parapecie zaraz przerzucając przez niego nogi aby zwisały już w pokoju blondyna. - Ale w zamian mogę pomóc ci z nauką co ty na to~?
- Nie tęskniłbym i wynocha! - zaprzeczył gwałtownie. - Bo jeszcze mi dom skazisz... Wracaj skąd przyszedłeś. - nakazał, nadal stojąc przy oknie. Był tak blisko niego, że najchętniej wyrzuciłby go przez to okno sam.
- Heeee... - Jęknął niepocieszony. - A ja przeszedłem taki kawał drogi żeby ci pomóc~... I tak mnie traktujesz? Zmarzłem a nawet herbatki nie dostanę... - burknął. O mało nie poskarżył się "w przeciwieństwie do twojego brata" ale od tego już się powstrzymał. - Ne Shizu-chan~... Co tak ładnie pachnie? - Zaczął węszyć, doskonale wiedząc,  że to pozostałości po obiedzie. Zeskoczył z parapetu i ruszył w stronę drzwi. No cóż jego brzuch się odezwał... Chciał spróbować specjałów kuchni Shizuo, a dobrze widział, że jeszcze sporo Shizuo zostało...
- Oi, mendo! - warknął i chwycił go za koszulę, wcale niedelikatnie odciągając od drzwi. Żyłka na jego skroni zapulsowała. - Nigdzie nie idziesz! Gdzie myślisz, że jesteś?! - wkurzył się i to poważnie. Był w końcu jakiś limit oglądania jego twarzy!!! - Skaczesz mi po dachu i wpraszasz mi się do domu, jakbyś był nie wiadomo kim! Nie prosiłem cię o pomoc i nie kazałem marznąć, a teraz wracaj do siebie, zanim z tobą skończę i to tak szybko, że nikt się nawet nie zorientuje, jasne??? - Wskazał mu okno. O nie, nawet nie wypuści go drzwiami, jak dla niego mógł spadać! Wcale nie kazał mu się spraszać w tak niekonwencjonalny sposób.
- Jestem w twoim domu i jestem głodny~! - odparł lekko. - Więc okaż mi miłosierdzie potworku i mnie nakarm, a potem chętnie ci pomogę w tej nauce~! Wiem, że ci nie idzie z chemii~... - mruknął i pogłaskał go po włosach. Odwrócił się wesoło idąc w stronę drzwi. Znalzał między palcami złoty włosek i już wiedział, że przenigdy go nie odda.  
- Ile razy mam powtórzyć, że nie karmię pasożytów i wynoś się!!! - warknął, już czerwony ze złości. Co on sobie do jasnej cholery wyobrażał niby?! - Liczę do trzech. Potem odkupujesz mi meble, które rozwalę.
- O i znowu się dla mnie rumienisz, jak uroczo~! - mruknął wyjmując telefon i pstrykając mu fotkę. - Chyba jest nawet lepsza od poprzedniego~! - Ucieszył się przytulając telefon. - Ne Shizu-chan to może umówmy się tak, na pewno zostało ci coś z obiadu ty mi to dasz a ja się wyniosę co ty na to~? - No na większy kompromis już nie mógł pójść! I tak dużo poświęcał więc niech Shizuo okaże trochę inicjatywy!
   Shizuo odetchnął głęboko. Niszczenie swoich mebli nie byłoby rozsądne. Nie, z pewnością nie było. Dorwie go jutro. Jeszcze przed szkołą, albo po niej, żadna różnica. Dorwie go i zabije. Skręci kark, tak, z pewnością.
- Nie wierzę, że to robię. - mruknął do siebie i wyszedł do kuchni. - Ryż z warzywami, czy zupa miso? Tylko decyduj się szybko, zanim się rozmyślę. - Właściwie dlaczego on w ogóle dawał mu wybór...?
- Naptawdę się zgadzasz Shizu-chan~? Co za odmiana, nie spodziewałem się tego po tobie~! - mówił wesoło, idąc i rozglądając się po mieszkaniu blondyna. Nie żeby wcześniej go nie widział... - Miso czy ryż, miso czy ryż, wiesz Shizu-chan ciężko się zdecydować. Wolałbym coś sycącego jak ryż, ale chcę wiedzieć jak gotujesz a tu chyba lepszym popisem byłaby zupa miso. - Usiadł wesoło na krześle. Oparł dłoń na blacie stołu i położył na niej brodę. - Ne Shizu-chan a włożysz dla mnie fartuszek do gotowania~?- Uśmiechnął się trochę wrednie.  
- Jeszcze jedno słowo, a cię wywalę. - warknął na nieo wściekle, po czym nałożył mu ryżu, trochę warzyw (zdecydowanie mało) i postawił przed nim, nie dając pałeczek. Cóż, to była największa zniewaga, na jaką mógł sobie pozwolić bez używania przemocy. Sobie za to poszedł zaparzyć wodę na melisę. - Pamiętaj, że jak zjesz masz się stąd zmyć. - rzucił do niego przez ramię.
- Tak, tak....- Izaya stał i podszedł do szuflady w której Shizuo trzymał sztućce. Wyjął jakieś pałeczki i przy okazji zabrał te którymi jadł blondyn. Wsunął je sobie w rękaw udając ze ich tam nie ma. Shizuo i tak nie zauważy. Wrócił do stołu i zaczął jeść to co dał mu blondyn. Trochę żałował, że nie wziął zupy miso ale i to było bardzo dobre. - Ne Shizu-chan jakbyś mi podał zupę i nie zapomniał o  sztućcach powiedziałbym, że jesteś wyśmienitym kucharzem~! - mruknął między kolejnymi kęsami.
- Na twojej opinii mi akurat nie zależy. - prychnął, stawiając sobie kubek i słodząc niezalane jeszcze trzy torebki melisy. Starał się na niego nie patrzeć, byle tylko się nie denerwować bardziej. Żałował, że nie miał jakichś tabletek na agresję, jednak zażycie ich mogłoby zmniejszyć jego czujność. Dość mu było jednej blizny, nie potrzebował więcej przez nieuwagę. - Spiesz się, długo nie będę czekał.
- No przecież się spieszę~... - zachichotał. - Tak na nie patrzysz jakbyś chciał mi zaraz to zabrać, jak mógłbym jeść powoli? Nie oddam ci tego, za dobre~... - zachichotał, łapiąc pałeczkami kawałek marynowanej marchewki. Druga para pałeczek była ukryta bezpiecznie w rękawie drugiej ręki. Nie było nic widać, idealnie. - Ne Shizu-chan, a zrobiłbyś mi takie obento? - zapytał raczej nie spodziewając się pozytywnej odpowiedzi. - ...Na jutro? - dodał, patrząc się na niego prosząco.  
- Jeśli nie chcesz wylecieć przez okno, to lepiej się zamknij. - warknął nieprzyjemnie. Głowa go bolała przez tę wymianę zdań i hamowanie złości. Gdyby kubek z wrzątkiem, którym właśnie zalewał herbatę, nie był prezentem od brata, rzuciłby nim w niego i oglądał, jak brunet krzyczy z bólu. To była całkiem kusząca wizja.
- Hai! - Izaya przytaknął i uśmiechając się wesoło wrócił do jedzenia. To w końcu była jedyna okazja żeby tego posmakować, pewnie już nigdy, o ile nie podkradnie Shizuo śniadania, nie będzie mógł zjeść czegoś co on zrobił. - Um... Z czego masz sprawdzian z chemii? - spróbował zacząć jakąś naturalniejszą rozmowę. - Tak dokładnie z czego... - dorzucił, żeby uniknąć odpowiedzi "z ostatniego działu" lub jakiejś jej pochodnej.
- Nie twoja sprawa. - stwierdził tylko, znów przypominając sobie o rzuconym w kąt podręczniku. Jakby nie miał dość problemów. Te głupie kwasy, nie kwasy, wiązania i jeszcze... Bóg jeden wie, co jeszcze! Nie było szans, żeby z tego wyszedł!
     Ostrożnie odłożył kubek z melisą, ucząc się powoli, że nie powinien nic niszczyć. A już zwłaszcza nie ważne dla siebie rzeczy.
     I w ogóle co z tą mendą! Chciał sprawdziany podmienić, czy co?! Bo akurat w szczere chęci pomocy w nauce wierzył tak bardzo jak w to, że jutro jego twarz pojawi się nagle na księżycu, niczym dzidziuś na
słońcu w teletubisiach. Nie żeby to kiedykolwiek oglądał.
     Izaya tylko westchnął i pokręcił głową zrezygnowany.
- Ale z ciebie uparciuch... - mruknął, odstawiając pałeczki do pustej już miski, w której niegdyś znajdował się jego obiad. - Jeszcze raz dziękuję za posiłek. - mruknął i wstał, żeby odłożyć rzeczy do zlewu. Choć może lepiej będzie,  jak ja umyje...?
 - Zostaw to po prostu tam gdzie stoi i zmywaj się. - mruknął blondyn, łapiąc znów za szklankę i upijając łyk melisy. Popatrzył na niego spod groźnie zmarszczonych brwi. Naprawdę chciał mu coś zrobić, choć to było nierozsądne, próbować czegoś we własnym domu. - Byle szybko. - dodał, odsuwając się od blatu. Miał zamiar odprowadzić go, by ten nic nie kombinował.
- Naprawdę cię to nie poparzyło? - Zdziwiony wskazał na kubek. - To niezwykłe, przecież to jeszcze wrzątek... - Mruknął i delikatnie dotknął palcem kubka. - Attt! - Pomachał nim i dmuchnął na niego delikatnie. - Gorące...
- Świetnie, a mnie on pasuje. Pójdziesz ty w końcu?! - spytał z irytacją. - Mam na głowie jeszcze naukę, jakby nie było. Obecność takiej wstrętnej mendy jak ty wcale mi nie pomaga. - prychnął.
- Obiecałem, że ci pomogę jeśli chcesz prawda~? - przypomniał mu. Co prawda umówili się, że ma zniknąć po jedzeniu, ale... Może jednak przekona Shizuo? Pobyć dłużej w jego pokoju, posiedzieć w jego łóżku, podotykać jego książek i zeszytów to byłby bardzo przyjemny wieczór~... - Więc, chcesz? - Przekrzywił zabawnie głowę licząc, że to doda mu uroku.
- Przedłużasz. - mruknął ostrzegawczo. - Obiecałeś wyjść, więc wyjdź, do cholery! - Żałował, że celowo wziął kubek od Kasuki. Zawsze jednak mógł wziąć inny. Tylko potem to posprzątać. - Nie wiem, co kombinujesz, ale ostatni raz mówię to spokojnie, wynoś się. - wywarczał powoli i zaczął się zbliżać do wyjścia z kuchni. Powoli, spacerkiem. W końcu był u siebie.
- Ale ja chciałem ci tylko pomóc~... Czy to źle, że chciałem być miły? Nie robię nic złego, więc czemu jesteś dla mnie taki niedobry? - westchnął idąc jednak powoli w stronę drzwi. Uwielbiał Shizusia i mógł ścierpieć drobne rany, ale w zamkniętej przestrzeni nie miał jak unikać szafek czy stołów więc mogłoby się nie skończyć na siniakach...
- Temu, że ci nie ufam i mam ku temu powody. - Przystanął w przedpokoju, czekając, aż wyjdzie. Nawet tej małej złośliwości, jaką było wypuszczenie go oknem, musiał się wyzbyć. Czekał więc po prostu, aż Izaya wyjdzie, znów wypijając malutki łyczek herbaty. Była już trochę chłodniejsza.
- Jesteś okrutny... - westchnął otwierając drzwi. - A może chciałem się zmienić a ty miałeś szansę być pierwszą osobą która mnie takim zobaczy? Ale zmarnowałeś ją~... szkoda. - mruknął, wychodząc. Machnął jeszcze Shizuo na do widzenia i zaczął wesoło zeskakiwać ze schodków.
- I tak ci nie wierzę. - mruknął za nim i zamknął drzwi z trzaskiem. Nie wierzył, po prostu nie wierzył w to, że wpuścił tu Izayę, nakarmił go i jeszcze nic mu nie zrobił. Chyba mógł uznać, że ostatni posiłek już mu oferował i może go zabić ze spokojnym sumieniem. Chociaż tyle.
     Izaya nic sobie nie robiąc z tonu blondyna wesoło schodził po schodach. Gdy się już upewnił, że blondyn go nie widzi, wyciągnął z rękawa pałeczki i cmoknął je natychmiast, chowając bezpiecznie do torby. To samo zrobił z blond włoskiem który został na jego ręce. Musiał pilnować żeby go nie zgubić, to dopiero trzeci jaki miał...
- Mogłem podwędzić mu grzebień. - westchnął, otwierając drzwi wejściowe. Ziewnął, rozbudzając się. W końcu czekała go droga do mieszkania a potem pracowita noc przy przeglądaniu, wycinaniu i sklejaniu filmików jakie dziś nagrał. Wymontuje z nich wszystkie sceny i zostawi tylko te z Shizu-chanem. O tak plan doskonały~!
      Shizuo sporo zdrowia kosztowało spokojne posadzenie tyłka i kolejna próba nauki w tym stanie. Końcowo jednak grzmotnął książką o blat biurka, wypił melisę duszkiem i poszedł do salonu, położyć się na
kanapie. Po tym niebywale długim dniu pozwolił sobie na długą drzemkę, która skończyła się wcześnie rano.
     Izaya wrócił do domu dumny z siebie. Włożył do słoiczka kolejny włosek który dzisiaj wykradł. Odłożył delikatnie bokserki blondyna na półkę obiecując sobie że w najbliższej wolnej chwili oprawi je i powiesi. Podłączył kamerę i aparat do komputera oglądając wszystkie filmy. Wyciął specjalnie scenę myjącego się blondyna i wypalił na płytce. Podpisał ją "Fanserwis Shizu-chana" i schował głęboko w pudełku z płytkami. Resztę zgrywał już normalnie. Skończył koło północy, ziewnął i wyjął z drukarki jeszcze ciepłe zdjęcia Shizusia. Niektóre chciał przyczepić sobie w szafce w szkole, inne powiesić w pokoju. Zgrał sobie też go rumianego na telefon i ustawił jako tapetę. Mimo, że był bardzo zmęczony wydrukował jeszcze kilka rzeczy, zapakował do torby taśmę klejącą i wpakował tam zdjęcia. Na koniec przebrał się w koszulkę do spania i wskoczył na łóżko. Zgasił światło i próbował zasnąć, jednak się nie udawało. Niezadowolony chwycił bluzę od mundurka i wtulił twarz w jej rękawy. Dopiero czując zapach Shizuo zasnął.
   Z samego rana, po przygotowaniach opierających się na zrobieniu sobie śniadania, zapakowaniu bentou, pozmywaniu po wczorajszym posiłku i zrobieniu sobie kolejnej herbaty, Shizuo usiadł z książką od chemii, ostatni raz próbując się uczyć. Miał jeszcze ze dwie godziny - naprawdę wcześnie się obudził i nie mógł zasnąć.
     Po owych dwóch godzinach, zmęczony jakby zupełnie nie spał, powlekł się do szkoły razem z Shinrą, który przyszedł przejść się razem z nim.
     Izaya szczęśliwy jeszcze bardziej niż zwykle wszedł do szkoły i skierował się do szafki. Otworzył ją szybko i wydobył z jej odmętów dezodorant Shizuo.
- Nareszcie. - westchnął, psikając swoje rękawy. - Już mi prawie wywietrzał~... - Później poświęcił dłuższą chwilę na przyklejanie w szafce zdjęć Shizuo z wczoraj. Wyjął też kartkę, którą napisał wczoraj. Zamknął szafkę i ruszył na poszukiwania szafki Shizuo. - 69 to musi być znak~! - zachichotał i wsunął mu przez otwór kartkę z rzeczami, które blondyn będzie miał na sprawdzianie z chemii razem z krótkim wyjaśnieniem, że to podziękowanie za obiad. - Teraz będziesz miał u mnie dług~! - zanucił i czmychnął czym predzej widząc zbliżającego się blondyna.
     Heiwajima, zmęczony jeszcze bardziej paplaniną Shinry, udał się do szafki. Już miał odłożyć tam bentou, ale zobaczył kartkę. Wyjął ją ostrożnie i zmarszczył brwi, czytając ją. Nie wierzył, żeby naprawdę Izaya szczerze chciał mu pomóc. Może i mógł poznać zagadnienia na sprawdzian, ale wypisywać mu rozwiązania? Za obiad? Po co?
     Przeczytał dopisek i z prychnięciem schował kartkę do kieszeni. Miał zamiar tylko się z nią zapoznać, na wszelki wypadek. Tylko tyle.
     Izaya uśmiechnął się obserwując z ukrycia tę scenkę. Jednak Shizuo nie był tak niedostępny.
- Dobrze Shizu-chan, dostań dobrą ocenę i pozwól mi uwiecznić twoje szczęście~! Nigdy się nie uśmiechnąłeś do mnie~... -  westchnął i powąchał swój rękaw. Tak, tak było mu dobrze. Chowając się za uczniami poszedł za Shizuo. Chciał zobaczyć jak czyta tę kartkę, tak bardzo chciał to widzieć.
     Odłożywszy swoje bentou, blondyn oddalił się korytarzem, głuchy na zaczepki popchniętych przez przypadek ludzi. Wyciągnął znów kartkę i zaczął czytać odpowiedzi, powoli wbijając je sobie do głowy. Nie sądził, by nauczycielka nie zdziwiła się, gdyby dostał dobrą ocenę. Mimo to jakoś łatwiej było mu  spamiętywać, gdy gnany ostrożną ciekawością wyobrażał sobie, że to naprawdę były te właściwe odpowiedzi.
     Podszedł w końcu do klasy na pierwszą lekcję. Do chemii było jeszcze trochę. Z nikim nie podzielił się swoją kartką, za to w końcu ją schował do kieszeni. Że też w ogóle rozważał, czy to prawdziwe odpowiedzi...
     Izaya wszedł do swojej klasy. Przywitał się z Kadotą i zajął swoje miejsce. Wyszczerzył się jak głupi myśląc o Shizuo i swoich odpowiedziach. Zapranował sobie, że na następnej przerwie też będzie śledził blondyna. Chciał zobaczyć, czy na pewno korzysta z kartki. Tak też zrobił.
     Shizuo aż do samej chemii co jakiś czas ukradkowo zerkał na kartkę z odpowiedziami. Marszczył brwi, na początku zapamiętując, potem tylko zastanawiając się, co Izaya zamierzał tym zyskać. Jego wdzięcznosć? I tak nie zamierzał być mu wdzięcznym, o nic nie prosił. To był podstęp? To już prędzej. Tylko jaki? Sposób pisania odpowiedzi miał go zdradzić? I tak zamierzał napisać to własnymi słowami. Więc co?
     Jeszcze przed lekcją spalił kartkę w kącie boiska, by nikt nie miał dowodów, że wyuczył się odpowiedzi. Spalił papierosa i poszedł na sprawdzian. No, ciekaw był tych odpowiedzi...
     Izaya schowany na pobliskim drzewie trochę zasmucił się widząc, że jego karteczka jest palona. No bo... Shizuo mógł ją tylko wyrzucić, wtedy zostałaby Izayi na pamiętkę a tak? Westchnął, blondyn dziś nie dawał mu tylu okazji żeby go obserwować mimo to Izaya skrupulatnie zapisywał to, czego się dowiedział. Doszedł do wniosku, że Sizuo zastanawiał się po co dał mu odpowiedzi, obawiał się że są złe, ale najważniejsze, że w pewnej chwili rozmarzył się i zaczął fantazjować prawdopodobnie o dobrej ocenie~... Oczywiście brunet natychmiast skorzystał z okazji i teraz miał w telefonie zdjęcie rozmarzonego blondyna. A takie było warte prawie tyle ile rumianego.
- Co za dzień~... - mruknął, zeskakując z drzewa. Szybko zszedł z boiska i ruszył do klasy, po drodze odciągając Kadotę od jakiejś dziewczyny. Niepotrzebne mu były romanse pod nosem, a Shizuo jeszcze by się zainspirował Dota-chinem i co wtedy?
      Blondyn wyszedł z klasy równie zaskoczony, co zadowolony. Odpowiedział na sporą część pytań, nie chcąc zdradzać się, że znał odpowiedzi z góry. Nieufnie rozglądał się za Izayą. Czuł jego wzrok, był pewien, że jest ciekaw, czy skorzystał.
     Izaya istotnie śledził go schowany za Kadotą którego popychal tam gdzie szedł Shizuo. No cóż może nie była to najlepsza kryjówka bo Dota-chin się wyrywał i krzyczał co chwila "Izaya!" ale nie miał czasu szukać lepszej i do tego ruchomej przykrywki.
- Ciii Dota-chin po prostu idź za Shizusiem~...
     Heiwajima zauważył go po krótkiej chwili, wszystko przez krzyczącego Kadotę. Jednak odwrócił się tylko i poszedł, byle dalej od niego. Niech zna jego dobroć ten raz, za pomoc.
     Nastała przerwa obiadowa, więc poszedł do szafki po swoje bentou. Miał zamiar zaszyć się na dachu i zjeść w spokoju...
     Izaya zdziwił się czymś takim... Nie liczył na podziękowania, czy coś... Ale myślał, że Shizuo się chociaż od niego nie odwróci i nie pójdzie sobie najnormalniej w świecie.
- Mógłby się chociaż uśmiechnąć głupi Shizu-chan... - burczał idąc do szafki. Rozpromienił się i zgubił swój zły humor gdy tylko ją otworzył. Cmoknął jedno ze zdjęć blondyna i spryskał sobie rękę dezodorantem.  W tym tempie szybko będzie musiał kupić drugi... Ale nie przejmował się tym. Zabrał kupione przed szkołą onigiri i ruszył na dach. Tam powinien być Shizuo~!
- Shizu-chan~!!! - wykrzyknął radośnie, wpadając na dach i zaraz zamykając od zewnątrz drzwi, tak żeby nikt nie mógł tu do nich wejść. - Masz śniadanko dla mnie~? - zapytał się, przysiadając obok blondyna.
- Nie. - burknął tylko i wrócił do jedzenia swojego bentou. Zerknął na niego podejrzliwie i zaraz wrócił do patrzenia na jedzenie. - Co to za akcja z tymi odpowiedziami? - spytał, bardzo ciekaw odpowiedzi.
- To daj mi trochę swojego~! - Przysunął się bliżej blondyna, na tyle by stykali się udami. - Ne Shizu-chan daj mi trochę~... - poprosił ignorując drugie pytanie. Próbował złapać to co podniósł na pałeczkach Shizuo, a ponieważ nie dawało to żadnego rezultatu w końcu przekręcił sobie jego nadgarstek tak że zjadł wszystko z pałeczek Shizuo. - Dobre~! Możesz mnie tak karmić~! - zaproponował.
      Shizuo zamurowało. Na terenie szkoły miał mu nic nie zrobić, więc go ignorował, gdy próbował przejąć jego jedzenie, ale dotknięcie JEGO pałeczek SWOIMI USTAMI, to było po prostu za wiele.
     Warknął zwierzęco, łamiąc pałeczki i odrzucając je gdzieś w kąt. Zerwał się na nogi, patrząc na niego ze złością.
- Co ty do cholery kombinujesz?! - warknął, wwiercając się w niego spojrzeniem. Co on niby planował, zachowując się w ten sposób?!
- Oi oi bo zniszczysz lunch~... - westchnął, łapiąc jedzenie w locie, na szczęście się nie wysypało. - I jeszcze połamałeś jedyne pałeczki... - poskarżył się, łapiąc za ich zmniejszoną dzięki sile Shizuo wersję. - W sumie da sie jeść... - mruknął, próbując złapać koktajowego pomidorka. - Postarałeś się, jest pyszne~!!! - westchnął zadowolony, że trafiło mu się coś tak dobrego.
- IZAYAAAAAAA!!! - wydarł się, przez co przycupnięte gdzieś niedaleko ptaki wzbiły się w niebo. - Odpowiadaj do cholery!!! - Złapał za pierwsze, co było w pobliżu, a była to mała ławeczka do siedzenia na przerwach i uniósł ją nad głowę.
- Już, już - Zamachał rękoma uspokajająco. - Przecież i tak byś to wywalił, a pałeczki połamałeś prawda? Uspokój się, usiądź i wyjaśnij o co się tak wkurzasz... - westchnął, jedząc tym razem jakąś rybę, nie wiedział co to, ale było naprawdę smaczne.
- Nie miałem zamiaru ich łamać! - warknął i wściekle rzucił ławeczką. - Łazisz za mną i mnie wkurzasz, do tego mógłbyś się odczepić od mojego jedzenia i odczepić ode mnie co ważniejsze!!! - wywarczał, zauważając, że nie ma więcej amunicji.
     Izaya uniknął ławeczki ratując przy tym jedzenie.
- Nie mogę Shizu-chan... - wyburczał z krewetką w ustach. - To jest smaczne~... A ty jesteś zabawny. - Mruknął, nie zaprzestając jeść. - A jak jesteś głodny i nie chcesz jeść z własnych pałeczek - pomachał mu woreczkiem kupnych onigiri - to mam jeszcze to, mogę ci dać~... - zaproponował. Myślał, że Shizuo odrzuci jak najprędzej jego ofertę, ale brzuch blondyna zaburczał i to pozwoliło Izayi wierzyć, że jednak nie musi się tak stać.
- Zabiję cię za to. - Popatrzył na niego zabójczym wzrokiem, po czym podszedł długimi krokami, próbując go złapać. - I nie będę nic od ciebie jeść, znając życie dorzuciłeś tam czegoś!
     Izaya z poważną miną odłożył podkradzione oobento i wstał. Podszedł do Shizuo i położył mu w dłoniach paczkę z onigiri. Fabrycznie zamkniętą paczkę z onigiri.
- Nic nie dosypałem, możesz spokojnie jeść~... Ja nie chcę ci zrobić nic złęgo, w przeciwieństwie do ciebie nie chcę, żeby ktoś tu zszedł... - mruknął na powrót wesoło i usiadł zeby dokończyć śniadanie. Nie oddałby go, za dobre. Wyszczerzył się wrednie. - Chyba, że Shzu-chan woli, żebym go nakarmił~?
- I co jeszcze... - prychnął. Zerknął na onigiri, po czym prychnął, oddał mu je i w milczeniu poszedł odkluczyć drzwi. Darowanie życia tej mendzie było tymczasowe. Z pewnością podpuszczał go celowo, był pewien.
 - Hę?- Izaya zdziwił się, złapał śniadanie i ruszył za Shizuo. - Co robisz Shizu-chan? Przecież jesteś głodny... Nie oczekuję niczego w zamian za onigiri, możesz je wziąć~! - zapewnił wesoło, idąc sobie za nim. - Chyba już się przekonałeś, że nie jestem taki najgorszy prawda~? Właśnie, jak tam ci poszło na teście~...
 - I tak znienacka mam uwierzyć? Nie uwierzę. A na teście dobrze. Dzięki. - burknął i przyspieszył kroku. - A teraz mnie zostaw, chyba, że znów mam ci czymś przyłożyć.
- Czekaj! - krzyknął za nim i podsunął mu pod nos telefon. - Mógłbyś powtórzyć to o teście? Bo chcę nagrać~!!!
 - Nie! - warknął i odsunął się od niego jak najdalej. - Skończ z tym, nie będę ci nic uwieczniał!!! - Ignorując zdziwionych ludzi poszedł sam przed siebie, mając wrażenie, że każdy mijany przedmiot to amunicja.
     Izaya trochę smutny szedł za nim, cały czas jedząc oobento Shizusia. Powinien mu przecież oddać pustą śniadaniówkę, a i blondyn powinien coś zjeść, bo jeszcze mu padnie na ich wspólnym wf'ie i to już na pewno będzie wina Izayi.
      Shizuo doszedł do przebieralni, zamykając za sobą drzwi z hukiem. Właśnie zadzwonił dzwonek, więc aż tak nie było słychać... Miał nadzieję. Chociaż w sumie nie, było mu to obojętne. Podszedł, wyciągnął swoje rzeczy i zabrał się za przebieranie. Chrzanić śniadaniówkę, pałeczki, Izayę, zaraz się wyżyje...
 - No-mniam-dalej Shizu-am-chan rozbieraj się bardziej-mniam kusząco~! - poprosił, gryząc onigiri. W drugiej ręce trzymał telefon i nagrywał Shizuo. No nie mógł przeciez przepuścić takiej okazji. - I powinieneś coś zjeść. - Podał mu drugie zapakowane onigiri. - Jak widzisz nic tam nie ma, a ty jesteś głodny~!
     Shizuo odwrócił się w połowie rozbierania spodni z wyrazem mordu na twarzy. Po chwili ku Izayi poszybował jego but, potem drugi, a potem jeszcze plecak.
- WYNOŚ SIĘ I NIE WRACAJ!!! - wydarł się, naciągając spodnie na tyłek. Chrzanić kary!!! Tego było za wiele!!!
 - Nie mogę Shizu-chan~... - wyjaśnił, unikając wszystkiego czym w niego rzucono. - Mamy razem wf i chłopacy mają jedną szatnię, wiesz~? - zachichotał. - A no czerwone, urocze bokserki blondynku, zapamiętam~... - Puścił mu oko. - Co dziś mamy, środę~?
 - WYJDŹ, NIE OBCHODZI MNIE, CZY MASZ TU ZAJĘCIA!!! - Rzucił w niego plecakiem jakiegoś sąsiada, który już wyszedł z szatni. Jeszcze miał czelność go nagrywać!!!
 - No nie wstydź się Shizu-chan~... - zamruczał rozbawiony. - Mogę przestać filmować jak zjesz onigiri co ty na to~? - W swoim plecaku i tak miał drugą kamerę i to lepszą niż ta z komórki, ale jeśli mógł nakłonić Shizuo do jedzenia to może wyłączyć jedną z nich. - Co ty na to~? - zamruczał,  zdejmując górę od mundurka. W końcu też musiał się przebrać w strój od wf'u.
- Nie wstydzę, wyłącz to!!! - Poleciał kolejny plecak. - I niczego od ciebie nie zjem!
     Drzwi od szatni otworzyły się i stanął w nich czerwony nauczyciel.
- Obydwaj, do dyrektora. - zakomenderował.
- Um... Ale czemu?- Poskarżył się Izaya zabierając swoją torbę i onigiri. - Co niby takiego zrobiliśmy sensei? - Może uda im się z tego jakoś wybrnąć.
- Wrzaski, niszczenie cudzego mienia. - rzucił nauczyciel. - Obaj zostaliście przyłapani, więc już! - nakazał, nie dopuszczając do siebie sprzeciwu.
- Znowu to samo... - wyburczał blondyn, patrząc na nauczyciela spod byka. Przecież od jojczenia dyrektorki aż uszy bolą...
- No to czemu ja też muszę iść~... Był sensei tak czerwony, że byłem skłonny uwierzyć, że to za "niemoralne propozycje" ale tak? To przecież nie moja wina...
- Niemoralne...? - Sensei chwilę stał jak zamurowany. - Nieważne! Wyjaśnicie to dyrektorce, ale już! - nakazał. Shizuo usiadł i wpatrzył się w ich sprzeczkę. Niech Izaya działa. To w końcu jego wina.
- No ale co ja takiego zawiniłem, nie odpowiedział mi pan! - Jęknął. - Jak mogę się bronić skoro nawet nie wiem o co jestem oskarżany~...
- O udział w bójce, będziesz zeznawał co się naprawdę stało chociażby jako ofiara! - warknął nauczyciel i wskazał im gestem ręki wyjście. Shizuo podniósł się niechętnie i wyszedł.
- Hffff~... - Izaya zaburczał niezadowolony i ruszył do drzwi. Liczył, że na wf poogląda sobie prawie nagiego Shizu-chan'a a tu takie coś... - Trzymaj. - Uśmiechnął sie pogodnie i wręczył Shizuo onigiri. - Naprawdę musisz coś zjeść, co chwila słyszę twój brzuch~! - dodał i przyspieszył wesoło.
- Jakby mnie to obchodziło. - prychnął i zwyczajnie trzymał onigiri, nie jedząc go. Nie miał takiego zamiaru, bo mu nie ufał i koniec. Poszedł za nauczycielem do gabinetu dyrektorki. Najpierw nauczyciel posadził ich i kazał czekać, a następnie, przedstawiwszy sprawę dyrektorce wyszedł i kazał wejść im.
     Izaya przysiadł się koło blondyna gdy czekali.
- Czemu nie jesz Shizu-chan...? Zjedz, naprawdę nic się nie stanie. - mruknął i wstał gdy nauczyciel ich zawołał. Wesołym krokiem ruszył do gabinetu. Przemyślał sprawę. Shizuo nie ma awersji do kupnego onigiri, nie jest też uczulony na wodorosty, na ryż tym bardziej, więc nie powinien mieć żadnych problemów ze zjedzeniem tego...
- Nie jestem głodny. - skłamał jawnie i wszedł do dyrektora, nawet nie siląc się na pukanie, skoro drzwi były otwarte. Zastał groźne spojrzenie, wbite w wejście do gabinetu, a konkretnie w niego.
- Znów, panie Heiwajima. Co tym razem cię stało? - Spojrzał na przejście i widząc Izayę zrobił minę "dobrze wiem, co znów zrobiliście".
     Izaya przekrzywił głowę i szedł do gabinetu pod ramieniem Shizuo.
- Co się stało dyrektorze~? Przecież nic nie zrobiliśmy prawda? Shizu-chan tylko spieszył się i szybko przebierał żeby zdążyć na wf... Stąd krzyki i rzucanie przedmiotami, nadmienię, jego własnymi butami. To tylko pośpiech i nic więcej, a skoro to było głupie nieporozumienie to może my już pójdziemy~... - Złapał Shizuo pod rękę wyciągając z gabinetu. Liczył ze im się uda, naprawdę na to liczył.
- Stać! - Dało się słyszeć trzaśnięcie w blat biurka i stanowczy głos. - Gdy ktoś próbuje się ubrać nie wrzeszczy i nie rzuca plecakami innych uczniów! Wracać mi tu natychmiast!
- Szukał spodenek. - Izaya odparł nad wyraz spokojnie. - Czy mają państwo do nas jeszcze jakieś pytania? - Uśmiechnął się tak słodko, że aż mdło.
- U innych...? - Dyrektor patrzył na nich chwilę podejrzliwie. No, ale skoro to Izaya usprawiedliwiał Shizuo, zamiast mu dopiekać... To była tak wielka zmiana, że wolał nie dociekać. - Dobrze, wracajcie na lekcję.
     Blondyn popatrzył na niego niedowierzająco, jednak po chwili spoważniał, podziękował i zwinął się stamtąd najprędzej jak mógł, nie budząc podejrzeń. Tego się nie spodziewał.



sobota, 4 października 2014

Shizaya - Chat 4

Witajcie kochani~!!! <333
Bardzo późno, ale notka jest~... Mam jeszcze o 100 razy lepszą wiadomość~! Mój laptop, mój kochany TsuTsu żyje~! <333
...Co oczywiście dla was oznacza, że być może w wolnych chwilach będę mogła pisać swobodniej (nie z telefonu) i może w końcu coś skończę~... X33 Fajnie by było~... Zresztą dla was wszystko~! *tuli ekran laptopa* Póki co następny będzie Wampirek albo jedno inne opowiadanie~...
Na razie lecę oglądać anime. Izayo, jak mi tego brakowało~!!! >w<
Tak więc ten, idę się upajać moją chwilową euforią, a wam miłego czytania~!
PS: Części "Chatu" będzie 8, także jesteśmy dopiero w połowie~! ;3
Enjoy~! <33
Hejo, standardowo prosze o kliknięcie banerka pustej miski :3 po boku macie ->
I Enjoy



     Shizuo kolejny dzień dobijał się do serwera. Szwankował od tygodnia, nie dało się gadać, nie miał nawet kontaktu z Izayą! Szlag by to!!! Nie mógł się doczekać, aż prace nad serwerem się skończą... I wznowią pisanie... Do cholery, przecież wtedy nawet nie skończył!
     W końcu dobił się. Po całym tygodniu! Włączyli normalny chat... Napisał do Izayi sms, żeby wszedł natychmiast, jak byli umówieni. I czekał.‏
     Izaya warknięciem przyjął sms. Humoru nie poprawiło mu nawet to że dostał go od Shizuo. Miał teraz sporo pracy. Mimo to włączył internet i zalogował się na chacie. Nic nie pisał, ciekaw, czy blondyn to zauważy.
 ___________Shizuo zalogowany__________

Shizuo: Pchło? Jesteś tam?
zw: Czemu ty zawsze masz taką nudną nazwę... Nazwałbyś się raz "Kleszczowydezintegrator" albo "łapka na pchły" albo "magnes na insekta"... zabawnie by było.
zw: A tak wgl. ohayo kochanie :*
Shizuo: Za to ty dziwną... Skąd akurat "zw"...?
Shizuo: A tak, ohayo. W KOŃCU ohayo... Co u ciebie? @.@‏
zw: Chciałem ci jakoś delikatnie przekazać że jestem tu tylko na chwilkę. ^^
zw: Jestem zapracowaną pchełką, nic się nie zmieniło. ;) Bądź ze mnie dumny, zarobiłem więcej niż ty w ciągu życia~! Chyba, że pomyślisz o karierze sportowca atlety... Albo biegacza... Tylko musiałbym biec w sztafecie z tobą~! XD‏
Shizuo: ...Jak to na chwilę...?
Shizuo: Tak, wypominaj mi to dalej... Nie wnikam w twoje ciemne interesy, dopóki nie prowadzisz ich na moim terenie.‏
zw: No to jak mam napisać "obejmuje cały świat, z wyjątkiem małej dzielnicy Ikebukuro w Tokio", to nie ma sensu! *protestuje*
zw: Tak to Shizu-chan mam pracę... Teraz...‏
Shizuo: Mam to gdzieś, Ikebukuro masz się nie tykać. ...Jak to teraz?! A kiedy ty nie pracujesz?! X.x"""""‏
zw: Jak z tobą gadam... Albo jak mnie zaczepiasz w nocy kiedy obaj staramy się spać, a twoja ręka w jakiś dziwny sposób zawsze ląduje pod moją pidżamą...‏
Shizuo: Czyli... Zajmę cię rozmową i wtedy nie będziesz musiał pracować. Świetnie. Dokończmy to sprzed tygodnia. ^^‏
zw: Tak to niestety nie działa :P To bezproduktywny czas, muszę pracować... Wiem, że potrzebujesz, ale nie dzisiaj.‏
Shizuo: Chyba żartujesz... Serio nie masz chwili odpoczynku...?‏
zw: Niestety... Po to wyjechałem nie? Żebyś mnie nie rozpraszał. :c Wiem, że w domu nie zrobiłbym tego na czas *wzdycha* Co nie znaczy, że nie lubię jak przeszkadzasz. :D
Shizuo: ...
Shizuo: Tak daleko, żebym nie przeszkadzał?
Shizuo: Dobra. To idź już zająć się pracą, wyjdę gdzieś.‏
zw: Ale... złościsz się? :c‏
Shizuo: ...Skąd. No idź już.‏
zw: Oi no nie złość się jak baba... Jak wrócę to sobie odbijesz... Nawet bardzo intensywnie. ;)
Shizuo: Nie złoszczę się jak baba!!! Akurat. *prycha* Idź a nie czas marnujesz.‏
zw: Nie, piszę coś ważnego. Możemy pogadać kilka minut. ^^ I tak, złościsz się dokładnie jak one. Klasyczny "FOCH" mojego potworka~!‏
Shizuo: Mówiłem ci, że mnie wkurzasz? Założę się, że mówiłem.‏
zw: A żeby to tylko raz XD No ale przecież ja to robię też dla cb. ;/ Nie bocz się co~?‏
Shizuo: Skąd, nie boczę się. Chyba lepsze to zresztą niż rozwalenie mieszkania, nie? No własnie. I w ogóle, co to ma wspólnego ze mną?
zw: Ups... Wybacz... To miała być niespodzianka... Zapomnij~...‏
Shizuo: ...Zdradziłeś się już, to powiedz chociaż... Jaka niespodzianka???‏
zw: Nie-e! >3<‏
Shizuo: No powiedz no! X.x Co za niespodzianka do jasnej???‏
zw: Emmm... A pamiętasz ten wielki lunapark ze słodyczy który pokazywałem ci jakiś czas temu?‏
Shizuo: No...? Ciężko o tym zapomnieć @.@‏
zw: A pamiętasz, że za 2,5 miesiąca jest nasza rocznica... - Shizu-chan no zlituj się mam ci podpowiedzieć jeszcze bardziej? X.x‏
Shizuo: No, pamiętam. Zamierzasz mnie tam zabrać? ...Zaraz, a to nie ja powinienem wymyślać coś romantycznego na rocznicę? X.x"""‏
zw: Nie lubię romantyzmu. =3= Chcę tylko zobaczyć jak płonie czekoladowy świecznik. X3 Poza tym Tom już obiecał, że da ci wtedy wolne na tydzień, a jak teraz zrobię wszystko to też będę miał tyle wolnego. ^^‏
Shizuo: Tak, tak, wiem, no chodziło mi o to, że to chyba ja powinienem pomyśleć...
Shizuo: Świetnie z tym wolnym. Tylko skoro to cię nie bawi, to możemy je spożytkować jakoś inaczej. :)
zw: Nie ma mowy. >3< W domu będą przeszkadzać, to mój prezent. Nie po to tyle tu siedzę żeby nie pojechać! Poza tym pomyśl sobie~... Pokój z łóżkiem z czekolady~... Jak trochę podkręcisz termostat będę rano cały od niej lepki~... *mruczy* Nie kusi cię to? =w=‏
Shizuo: ...To tak można...?
Shizuo: Dobra... Dobra, to kończ tę pracę jak najszybciej, żebyś mógł mieć wtedy wolne... Koniecznie miej wolne wtedy!!!‏
zw: Zadziwia mnie twoja elastyczność jeśli tylko zachęcę cię czymś słodkim... *kręci rozbawiony głową * No jeszcze z miesiąc albo i 2 na mnie poczekasz~... Póki co papa~!‏
Shizuo: ...Wróć, ile...?
Shizuo: Ej, Izaya, czekaj, nie będę tyle siedział sam w domu...!!!
____________ zw jest offline___________


Shizuo: ...
___________Shizuo jest offline__________

Rp - Kocham go - część 2

Pisany z Heroine




     Daiki obudził się pierwszy. Nieśpiesznie zaczął otwierać oczy, machinalnie je przecierając. Postanowił zostać tymczasowo w pozycji, w jakiej był. Od Kise biło przyjemne ciepło. Słodki zapach słońca i męskich perfum miło łaskotał go w nos. Spojrzał na spokojną twarz chłopaka. Musiało mu się śnić coś miłego, delikatnie się uśmiechał. Pochylił się nad nim i pocałował w lekko rozchylone usta.
- Wstawaj, księżniczko. - Mruknął mu do ucha.
- Hmmm...? - zapytał ospale, przeciągając się i ziewając na dobry początek dnia. - Aominecchi... - Objął jego szyję ramionami i obrócił głowę, nie otwierając oczu. - Jeszcze chwilę... Jeszcze sobie pośpię, daj mi minutę... - Było mu tak przyjemnie i błogo... Tak ciepło... I pachniało Aominecchi'm... Bał się, że jeśli się obudzi, ten cudowny sen, w którym ich usta w końcu się złączyły, zniknie... Znów zostanie niespełniona miłość... Już wolał śnić... Jeszcze chociaż chwilę...
- Księżniczka Ryota-chan. - Tym razem dosłownie wymruczał to zdanie prosto do jego ucha, po chwili zaczynając maltretować je zębami. Objął go w pasie, przyciągając bliżej siebie. Nie miał zamiaru tak łatwo odpuścić. Będzie go molestował póki się nie obudzi. Odbiegł myślami gdzieś daleko, tym samym ściskając go jeszcze mocniej.
- A-Aominecchi~! - pisnął, budząc się. Oparł dłonie na jego klatce piersiowej i wygiął lekko plecy, żeby choć trochę się od niego odsunąć. Nie był przyzwyczajony do aż takiej bliskości... A przynajmniej odsuwał się odruchowo... Tyle, że bioder nie dał rady odsunąć. Otarł się o niego i zarumienił się lekko. Było tu tak gorąco... A może tylko mu się wydawało? Ale... No, otarł się o niego...! - A-Aominecchi, co ty robisz...?
- Budzę cie. - Odparł monotonnym głosem schodząc z niego. Oparł się na łokciach, uważnie mu się przyglądając. Cholera, on na prawdę przypominał mu babę. Tylko decha z niego. I ma co innego między nogami. Ale ma za to klatę... Kurna, chyba zrobił się z niego pełnoprawny pedał. Ta wychuchana modelowa ciota go spedaliła jakąś czarną magią. Ot co.
- Aominecchi, tak się nie powinno budzić ludzi... - pufnął i zerknął na sufit. Były na nim piękne szlaczki... Biało-białe. Mhm. Piękne. Chyba jednak się nie obudził tak do końca... - Tooo~... - Ziewnął, zasłaniając usta dłonią, po czym się przeciągnął. Znowu robił się senny. - To co dziś robimy...? Ja chyba miałem iść do cioci... A twoje plany, Aominecchi? - Przekręcił lekko głowę, patrząc na niego.
- Pieprzenie, budzę jak chcę. Idę z tooo...Oo..bą. - Ziewnął, przeciągając się. - Właśnie. Obiecałeś robić śniadanie... Czekam na mój bekon. - Skomentował swoje ciche burczenie żołądka. Taaak... jajecznica na bekonie to plan idealny. Trzeba będzie wcielić go w życie.
- Dobrze... - westchnął i zdjął jedną nogę z łóżka. Potem przesunął cały tułów. A potem chciał wyjąć drugą nogę, ale... Sturlał się z brzegu materaca i łupnął o ziemię. - Uhhh... Ała. - jęknął, niezadowolony. Teraz się obudził... Większy problem, jeśli będzie miał siniaki... W końcu niedługo czeka go kolejna sesja, a zasłanianie siniaków jest długie i męczące... - Jajecznica na bekonie, tak? - mruknął, zbierając się z ziemi. - A dlaczego chcesz iść ze mną, Aominecchi...? Przecież sobie poradzę... Masz wolne popołudnie.
- Jezu... uważaj trochę na siebie. - Westchnął. Do szczęścia wcale mu nie brakowało jęczenia Kise jak to go wszystko boli... - Bo mi się nudzi. - Wzruszył ramionami. Dręczenie go publicznie było dużo bardziej ciekawe niż siedzenie na tyłu... No chyba, że miałby porno. Tak. Porno nic nie przebije.
- No... Jak wolisz. - poddał się szybko. Nie zamierzał się spierać tak z rana... - To teraz idę zrobić to śniadanie... - oznajmił i ruszył do kuchni. Po drodze zajrzał do swojej siostry. Wciąż spała... I dobrze. ostatnio chyba nie spała zbyt wiele.
     W końcu dotarł do lodówki. Wyjął jajka, ale bekonu nie widział... Nie było?
- Aominecchi~! Gdzie trzymasz bekon???
Powiódł wzrokiem za oddalającym się chłopakiem. Wstał z łóżka i powlókł się za nim do kuchni. Podszedł do niego, zaglądając mu przez ramie - Powinien być w lodówce. - Stwierdził, po czym zaśmiał się cicho na jego. Daiki ninja znowu w akcji. Strzeżcie się biedne serca w stanie przedzawałowym.
- Aa! - pisnął jak rasowa dziewica. Nie spodziewał się, że Aominecchi będzie tuż za jego ramieniem... Hę? Zaraz, skąd to porównanie...? A nieważne. - Aominecchi, nie ma się z czego śmiać! - burknął, sięgając raz jeszcze do lodówki. - Nie ma. Skończył ci się. Musisz iść do sklepu.
- Nie chce mi się. Zrób coś innego... - O nie. Nigdzie się stąd nie ruszy. Może i jest leniwym leniwcem ale żadna siła nie zmusi go do porannego wyjścia z domu. Co z tego, że jest już południe. Rano kończy się o szesnastej. - Chcesz kawy? - Zapytał podchodząc do szafki.
- No to... Umm... Chcesz kanapki? Albo płatki...? Ewentualnie odgrzeję ci wczorajszą kolację... - przeglądał mu lodówkę w poszukiwaniu czegoś zdatnego do spożycia. - Mogę jeszcze zrobić omlety... A co do kawy... Mhm, dzięki, Aominecchi. - Nie odwrócił nawet głowy od lodówki. Coś trzeba było wybrać... - To co byś chciał?
- Zrób co chcesz. - Mruknął skupiając się na przetrząsaniu szafki. Cholera... gdzie on to włożył? Herbata, leki, leki, leki, gumki, herbata, leki, gumki, pudełko, kolejna herbata , jest! Zasypał w końcu kubki i wstawił wodę. - Co robisz? - Odwrócił się w końcu i spojrzał na Kise.
- Aominecchi... - Kise zaglądał mu przez ramię, szukając szafki, w której znajdowałaby się mąka. - Czy ty w szafce z herbatą trzymasz... Gumki? - Z wrażenia nie mógł zamknąć ust. Dopiero po chwili dotarło do niego, co powiedział i zrobił się czerwony ze wstydu. - Eee... No nieważne zresztą, masz tu gdzieś mąkę, nie? - Zaczął nerwowo przeszukiwać pozostałe szafki, byle na niego nie patrzeć. Nawet nie chciał sobie wyobrażać, jak często Aominecchi korzystał z tego... Arsenału...
Daiki zaliczył mentalnego facepalma. Nie jego pieprzona wina, że Platynowe Dziecko Szczęścia wbiło mu na chatę. - Tsa.. Haizaki. - Wyjaśnił krótko. - Nie wiem... poszukaj. Gdzieś na lewo chyba to matka wkładała. - Nigdy sam niczego nie piekł. Prędzej wszystko by szlag trafił, niżeli on by coś upichcił, więc się nawet tego wszystkiego nie tykał.
- Aha. - skinął tylko, nie dając po sobie poznać ulgi, jaką odczuł. - Mam mąkę! - oznajmił, wyciągając kilogramową paczkę. - Zrobię omlety~! Aominecchi, masz jakiś fartuszek? Żebym się nie pobrudził... Bo to
twoja koszulka... - zauważył.
- Mama musiała coś zostawić... Powinien być tam. - Wskazał na szafkę obok lodówki. - Poszukaj czegoś w wiklinowym koszyku. - Dodał kontynuując zaparzanie kawy. - Masz. - Postawił kubek Kise na stole, siadając na krześle i popijając swoją.
 - Dzięki, Aominecchi. - Uśmiechnął się i podszedł do koszyka. Jednak mina szybko mu zrzedła... - Dlaczego różowy? - wyrwało mu się. - Czy naprawdę nie ma innych kolorów...? - Zajrzał jeszcze pod stos, ale nie, był tylko falbaniasty, różowy fartuszek. Niech to... Ale jaki miał wybór? Albo to, albo poplamić koszulkę Aominecchi'ego... Ewentualnie szukać swojej bluzki na przebranie... Jednak to by długo zajęło... Ubrał więc to, co było, rumieniąc się przy tym lekko.
Podniósł wzrok znad swojej kawy i spojrzał na Kise. Parsknął śmiechem widząc go w różowym fartuchu swojej mamy... No tak. Przecież zawsze w nim chodziła. - Pedalsko. - Zsumował. Próbując powstrzymać cichy rechot upił łyka z kubka. Zakończyło się to parsknięciem prosto do niego na widok miny blondyna. No jacież pierdzielę, on tutaj przy nim sobie coś zrobi... na przykład trafi na ostry dyżur z napadem niekontrolowanego śmiechu i pękniętej przepony.
  - Aominecchi! - syknął, zmieniając wzrok na morderczo-fochnięty. Jeśli taki w ogóle istniał. - Przestań się śmiać, bo ci pornosy spalę! - Założył ręce na biodra. Poświęcał się tak dla jego koszulki, założył nawet ten głupi strój... - Albo nie! - zmienił szybko zdanie, widząc minę Daiki'ego. - Zrobiłem to, żeby nie pobrudzić twojej koszulki, ale mogę to zrobić też inaczej... Tylko wyjdź. No, idź sobie... - fuknął, wyganiając go. Nawet nie czekał, aż Aomine do końca wyjdzie z kuchni, zaczął się mocować z supłem fartuszka. Nie pobrudzi jej na pewno, jak nie będzie jej na sobie miał... Ale za żadne skarby nie da się molestować wzrokiem będąc bez niej! Niech mu lepiej Aominecchi przyniesie jakąś jego...
Daiki słysząc jego groźbę zmrużył niebezpiecznie oczy i zmroził go wzrokiem. O nie. Nikt nie będzie mu bezkarnie pornosów palił! On mu się za to jeszcze odpłaci. Takie groźby nie mogą zostać zignorowane! Dzielnie wyszedł z kuchni, transportując się do sypialni. Przetrząsnął całą szafkę w poszukiwaniu pewnej rzeczy. Uśmiechnął się sam do siebie gdy w końcu ją znalazł. Ściągnął z siebie koszulkę, zmienił bokserki na najbardziej opiłe jaki udało mu się znaleźć, popsikał się perfumami po czym z najwyższą premedytacją wrócił z powrotem do kuchni. Oparł się ręką o framugę drzwi, napinając mięśnie. Już bardziej seksowny stać się nie może. - Ryota... - Mruknął najbardziej ponętnym głosem na jaki udało mu się zdobyć.
     Kise odwrócił się i otworzył usta ze zdziwienia. Nie wiedział, czy ma się roześmiać, czy zacząć ślinić... Więc wybrał to pierwsze. Trząsł się ze śmiechu tak, że mikser wypadł mu z dłoni na blat. Zatkał usta dłonią i zbliżył się od Aomine.
- Aominecchi... Wyglądasz jak zawodowy playboy~! - zachichotał. Nagle coś mu wpadło do głowy. - Ale~! Jeśli chcesz udawać playboya, musisz się zachowywać jak on... - Ukrył ręce za plecami i przekrzywił głowę. - Więc? Co zrobisz? - Z tego wszystkiego Kise nie przejmował się nawet, że ma na sobie same bokserki. Jego przynajmniej były luźne...
Aomine zachował swoją seksowną mimikę, po prostu olewając jego chwilowy napad śmiechu. Na komentarz o playboyu zabawnie poruszył brwiami, pokonując dzielącą ich odległość. - A na co mi pozwolisz? - Wymruczał mu prosto do ucha, opuszkami palców jeżdżąc po gumce bokserek oraz jego biodrach. Czekając na odpowiedź, zaczął mu robić malinkę na szyi. Przynajmniej oznaczył co jego.
- Umm... - zaciął się, automatycznie wciągając głośniej powietrze i rumieniąc się. - A-Aominecchi, nie żartuj tak... - Czuł, że troszkę się podniecił. Mimo wszystko Aomine na niego działał... A ta malinka... Wyobrażał sobie za wiele... - Dobrze wiem, że nic mi nie zrobisz. - stwierdził, próbując zachować pewność siebie.
- Mhm... - Skomentował krótko, przechodząc z malinkami na jego bark. Jedną rękę wsunął lekko pod bokserki, zatrzymując się na prawym pośladku. Przycisnął go do chłodnych drzwi lodówki. Drugą rękę oparł na nich, teraz ewidentnie nad nim wisząc. 
- Nn... Aominecchi... N-nie baw się mną w ten sposób... - poprosił. Jeśli miał tylko się z nim tak droczyć, to lepiej, żeby przestał... Czy on tego nie rozumiał...? - P-przecież ty i tak wolisz dziewczyny... - wymamrotał. Podniecał się coraz bardziej, jak ostatni idiota, a przecież to na pewno nie było na poważnie... Co on sobie myślał...?
Że. Kurwa. Co? - Ty chyba dzisiaj nie szczałeś. - Wkurzył się. To on nie po to, do cholery, mówił mu to wszystko wczoraj, nie po to się mu, kurna, przyglądał i nie po to się tak droczył. Porno pornem. To ta ciota jest tutaj magikiem, który go spedalił. Jego postawa wyrażała stu procentowy bulwers. Popatrzył na niego jak na skretyniałego kretyna oczekując jakiejkolwiek normalnej reakcji. Dlaczego nie mógł mu się rzucić na szyję, by później krzyczeć w ekstazie jego imię, tylko wszystko utrudniał?! Nawet by go grzecznie jakimś super-hiper-odjechanym-żelem-do-dupy potraktował, a ten, kurwa, z takim tekstem.
- N-no bo... - Teraz już całkowicie spalił cegłę i wbił wzrok w podłogę. - No bo dlaczego ja...? A-Aominecchi, bo... - Potrząsnął głową. Nie mógł kompletnie znaleźć słów. - Po pierwsze za długo tylko o tym marzyłem, żeby teraz uwierzyć, że tak po prostu... P-po prostu... A po drugie ja jeszcze nigdy nie... Wiesz... I-i trochę się wstydzę... - Zrobiło mu się już totalnie gorąco. Miał wrażenie, że jest tak gorąco, że zaraz się stopi. A zresztą wolał już być mokrą plamą na podłodze, niż musieć spojrzeć w oczy Aominecchi'emu po takim wyznaniu...
... - Westchnął i pokręcił głową. Ja pitole, jaki dzieciak. Czy on nie rozumiał, że nic by nie zrobił bez jego woli? - Głupek. - Dał mu pstryka w czoło, po czym go w to miejsce pocałował. - Nic bym nie zrobił, mała śpi w salonie... chyba. - Burknął najwyraźniej niezadowolony z tego faktu. - Chociaż twoje chęci zmieniają postać rzeczy... - Dodał szczerząc się do niego perwersyjnie. A niech sobie wyobraża. On już widzi te jego zbereźne myśli...
- Umm... - zacisnął uda łudząc się, że to cośkolwiek da. - Aominecchi no baka... Wszystko przez ciebie. - burknął ledwo dosłyszalnie pod nosem. Jak mógł dać się tak po prostu podniecić? Samym tym, że był obok... I... O rany, oby te malinki zniknęły do najbliższej sesji! - D-dobra, ubierz się już... A ja zrobię to śniadanie... - Zerknął na niego. - Chociaż chyba najpierw musisz mnie puścić do łazienki. - burknął, niby obrażony.
Daki zaśmiał się pod nosem. W sumie, to podobało mu się jak Kise na niego reaguje. Kiedyś to dobrze wykorzysta... Tylko najpierw wyprowadzą stąd małą. - Nic nie muszę. - Zablokował mu przejście. Nadal perwersyjnie się szczerzył, drocząc się z nim.
- Aominecchi~! - fuknął z pretensją. - Kiedy ja muszę... Zanim onee-chan się obudzi... Bo wtedy usłyszy... Noo... - Popatrzył na niego wzrokiem szczeniaczka. W końcu on musiał...
- Idź. - Puścił go. Usiadł przy stole z zamiarem dokończenia swojej kawy.
- Dzięki... - burknął i ruszył do wyjścia. - Aominecchi, tylko ubierz się, bo onee-chan niedługo wstanie... - dodał i szybkim krokiem ruszył do łazienki. Tu już bardziej pachniało detergentami, już nie było aż tak czuć Aominecchi'ego... Kise odetchnął świeżym zapachem mydła i rozluźnił się trochę. Gdy przestawał myśleć i próbował nie wspominać jego wyglądu, gdy nie czuł jego zapachu, nie czuł na sobie jego dotyku... Rozluźniał się. Podniecenie opadało, a jemu było już tylko coraz bardziej wstyd. Znowu zrobił z siebie głupka... Na miejscu Aominecchi'ego już dawno stwierdziłby, że on sam jest za trudny do jakiegokolwiek poderwania, czy coś i zachowuje się zbyt idiotycznie. Tak powinien stwierdzić... A mimo wszystko z nim był...
     Na myśl o tym, że to wyznanie było prawdziwe i wcale mu się nie przyśniło, zrobiło mu się jakoś weselej. Dobra, powinien się brać do pracy! Powinien zrobić śniadanie i zająć się zapewnianiem lepszego bytu sobie i swojej siostrze!
     Z tym nastawieniem wyszedł z łazienki, by w końcu dokończyć śniadanie.
- Ta, zaraz. - Daiki wstał i powędrował do sypialni. Znalazł luźne, szare dresowe spodnie i zarzucił je na siebie. Glebnął się na łóżko i sięgnął do szafki nocnej. Wyciągnął z niej swoją ulubioną gazetę i zaczął w spokoju wertować strony. Kise tak szybko nie wyjdzie z tej łazienki więc ma chwilę dla siebie. Przynajmniej tak mu się zdawało. Po kilku minutach usłyszał ciche:
- Ohayo, Onji-chan. - Siostra chłopaka wybudziła się ze swojego jakże długiego snu. W jakże zajebistym momencie no ale cóż.
- Ohayo. - Przywitał się odkładając gazetę z powrotem na swoje zacne miejsce.
- Gdzie jest Onii-chan?
- W łazience.
Podreptała do łóżka, kładąc się obok Daikiego. Przetarła piąsteczką zmęczone oczka i ziewnęła. Szybko wskoczyła pod kołdrę, wtulając się w poduszkę i zwijając w kłębek. "Jak kot." Pomyślał.
- Aominecchi? Onee-chan? - Nie zastawszy ich w kuchni ani salonie, zaciekawiony zajrzał do sypialni. Jego onee-chan zasnęła na jego miejscu... Uśmiechnął się do niej. Musiała być naprawdę zmęczona. Poza tym rozumiał ją. Zapach Aominecchi'ego uspokajał i pozwalał zasnąć... A może to tylko on tak miał? - Miłego leżenia. Idę zrobić śniadanie. - oznajmił i wrócił do kuchni. Zerknął na lodówkę i przeszedł go delikatny dreszcz.
     Jaka szkoda, że nie mogliśmy... - pomyślał, ale zaraz się za to skarcił. Umył ręce i wrócił do omletów.
 - Śpi. - Mruknął do zdziwionego Kise. W sumie był ciekawy jakim cudem tak szybko zasnęła. A przecież spała wcześniej tyle godzin. Z braku laku osunął się na swoją poduszkę. Chwilę popatrzył na małą - była strasznie podobna do blondyna. Mieli praktycznie takie same rysy twarzy, włosy i oczy pomimo tego, że teraz ich nie widział. To wszystko utwierdziło go w przekonaniu, że ten jest wesołym transem. 
     Kise mruczał pod nosem jakąś pioseneczkę Hatsune Miku. Jak na złość chodziła mu po głowie, więc musiał ją z siebie wyrzucić... Przy tym robił omlety. Dokładniej, już je smażył i przekładał na talerz.
Powoli rósł mały stosik. Potem tylko je zawinąć i zjeść... A może powinien coś jeszcze do nich dołożyć?...
     Rany, myślał jak kura domowa! Dosyć tego, na pewno tyle im starczy. - zadecydował ostatecznie i wrócił do smarzenia. W sumie, to mogli już jeść...
- Aominecchi! - zawołał, rolując te zrobione już omlety i kładąc je na talerz. - Jedzenie!
- Mpfh.... - Mruknął przez sen. Zasnął wtulony w poduszkę, obok śpiącej królewny.
Śniło mu się, że Kise był wesołym transem. Miał różową spódniczkę, tęczę nad głową i kucykowe skrzydełka. Cała akcja toczyła się w Pony Vill, które zostało ogłoszone między narodowym miastem pedałów, transów i tym podobnych ludzi i kuców. Daiki biegał w szpilkach i przykrótkawej kiecce, obwiązany szalem z lisa. Na ustach miał czerwoną szminkę i pozdrawiał przechodniów chusteczką. W tle leciał Justin Bieber. To był jeden z najgorszych koszmarów jakie mu się dotąd przyśniły.
- Aominecchi! - Potrząsnął nim. No naprawdę, żeby tak zasypiać po południu... Wczesnym południem, ale... No tak nie można! - Aominecchi, obudź się! - jęknął. Wyglądali słodko razem, Daiki i jego siostra, ale mimo wszystko... Zadzwoniła do niego ciocia. Rodzice pytali, gdzie ich córka. Musiał iść do niej i wszystko jej wyjaśnić... Póki co ciocia miała szczątkowe dane od każdego, więc musiał tam dotrzeć przed rodzicami... - Ej, Aominecchi! Twoje gazetki porwał huragan! - krzyknął w końcu.
- Nie! - Poderwał się tak gwałtownie, że z całej siły rąbną swoim czołem w czoło Kise. - Auu, cholera, przecież nie śpię! Nie skradaj się tak. - Rozmasował sobie bolące miejsce. - Czekaj... Czyli nie jesteś transem? - Zapytał patrząc na niego niepewnym wzrokiem. W sumie... nie miał spódniczki, ani tęczy nad głową, ale cholera go wie.
- Aaa... - jęknął głucho, trzymając się za głowę. - Jak będę mieć siniaka zamorduję cię we śnie, Aominecchi... I wcale się nie skradałem, budzę cię od długiego czasu... - Słysząc wzmiankę o transach popatrzył na niego jak na totalnego idiotę. - Aominecchi... Ty coś sugerujesz? - Zrobił minę w stylu "zaraz będzie foch z przytupem".
- Będę cie za to nawiedzał w nocy. - Burknął. - Nie ważne... chyba nie chcesz wiedzieć. - Skomentował to pokrótce. Rany... o czym on śni? Jego mózg chyba na serio potrzebuje jakiegoś specjalisty. - I nie rób takiej miny bo ci tak zostanie.
- No chyba nie chcę. - fuknął i rozmasował czoło. - Śniadanie na stole. - dodał i przeszedł na drugą stronę łóżka. - Onee-chan... Nie śpij. Wstawaj, jedzenie na stole. - potrząsnął nią lekko za ramię. Ją powinno być łatwiej obudzić. Na Aominecchi'ego się fochnął. Nie jest transem... Bycie gejem i bycie transem to dwie różne rzeczy!!! Czuł się co najmniej obrażony.
- Dobry wybór. - Wstał i przeciągnął się... co prawda długo sobie nie pospał ale jego mózg i tak działał teraz na zupełnie innych obrotach. - Co mamy? - Zapytał patrząc na niego lekko przymulonym wzrokiem.
- Onee-chan... - mruknął, ignorując Daiki'ego.
- Hmm...? - Popatrzyła na niego i przeciągnęła się. - Onii-chan, czego chcesz?
- Śniadanie. A potem musimy iść do cioci.
- Hee? Dlaczego do cioci? - spytała, zdumiona.
- Musimy jej wyjaśnić, dlaczego jesteś ze mną... Ale to później. Teraz ruchy, pod prysznic i ubrać się. - zarządził, a mała niechętnie zwlokła się z łóżka.
- Onii-chan, chyba masz siniaka na czole. - zauważyła jeszcze, zanim zniknęła.
     Kise jęknął głucho w myślach. Teraz nie dość, że malinki, to siniak... Bez słowa skierował się do wyjścia z sypialni.
Daiki spojrzał na jego czoło. Parsknął zduszonym śmiechem gdy zobaczył przepięknego, fioletowego siniaka, który zapewne za niedługo nabierze zarówno na kolorze jak i wielkości. - Ślicznie. - Wyrwało mu się kpiąco. Powędrował za Kise do stołu. Jego brzuch głośnym burczeniem domagał się porządnego posiłku. - Kise... czy ty masz PMS? - Zapytał w pełni poważnie.
  - Aominecchi! - fuknął już naprawdę groźnie. On się stresował sprawą z rodzicami, a ten mu wyskakuje z takimi głupimi tekstami od rana! W dodatku... Teraz to musiał coś zrobić z tą śliwą! Nie będzie tak chodził niczym wiśnia po mieście... Zaraz... Co??? Jakim cudem od siniaka przeszedł do chodzących drzewek sakury...? - NIE JESTEM kobietą! - warknął. - Transem też nie! Jeśli zamierzasz tak sobie żartować, możesz mnie uprzedzić od razu, zamieszkam w jakimś tanim hotelu, gdzie przynajmniej będę miał ciszę i spokój. - Odwrócił wzrok. Ostatnio był bardzo wyczulony na wszelkie porównywanie go do kobiety. Aomine powinien był to już dawno zauważyć. Z niektórymi zachowaniami po prostu się urodził, co miał na to poradzić??? Już i tak przez to był właśnie "tym na dole", a przecież nie narzekał. Nie chciał tylko takich głupich żartów...
Powiało, kurwa, chłodem. 
- Ale to ty się zachowujesz jak jakaś baba. Jesteś na dole, ciągle się foch, masz kobiecą urodę, ładne oczy, do tego masz zachcianki, niańczysz dzieci, jesteś modelem, nie tkniesz niczego z poza diety, trzeba cie uspokajać, tupiesz nogą - Wyliczał na palcach. - Na domiar tego dobrze gotujesz, wyglądasz seksownie w fartuszku, nosisz moje koszulki i jesteś przylepą. - Dokończył. Kurna, to chyba nie było dobre posunięcie. A z resztą, raz ludziom śmierć, czy jakoś tak. - A historię o wesołych transach wymyślił mój mózg we śnie. - Dodał jakby na swoją obronę.
     Kise spiorunował go wzrokiem.
- I to ma cię usprawiedliwić, Aominecchi? Nie moja wina, że tak wyglądam. Nie moja wina, że w taki sposób zarabiam na życie i to mi się podoba. Nie moja wina, że pożyczyłeś mi koszulkę, bo nie mogłem znaleźć swojej. I nie moja wina, że tak się denerwuję. Poza tym... - Zbliżył się i spojrzał mu w oczy wyzywająco. Już olać, że musiał patrzeć trochę do góry! - A może wcale nie chcę być na dole? Może wcale nie będę się do ciebie lepił! I z całą pewności wcale nie będę zakładał więcej fartuszka. - zakończył ze złością. Teraz to już naprawdę przegiął... - To aż tak źle, że mam coś z dziewczyny?! - wybuchnął i go wyminął. Jednak się nie powstrzymał, a miał tego przy nim nie mówić... Ale co mu przeszkadzało, że taki był? Myślał, że akurat Aominecchi'emu wszystko w nim pasuje... Tymczasem wiecznie coś z nim było nie tak...
No i się wkopał. Matko... dlaczego on nie potrafi się ugryźć z język? 
- Chwila, ale ja nie powiedziałem, że to mi się nie podoba. - Złapał go za rękę i przycisnął do ściany. Popatrzył mu w oczy szukając czegokolwiek prócz złości i... smutku? Cholera... Czemu on musi być aż tak delikatny? Nie żeby go to nie rajcowało...
- Bo... Aominecchi, ty sobie ze mnie kpisz! Nie kpi się z tego, co ci się podoba! - Kise pokręcił gwałtownie głową. - Wiesz, że nie lubię być porównywany do kobiety... Nie cierpię tego! Za każdym razem kiedy wychodzi moja orientacja nazywa się mnie babą... - burknął już ciszej. Normalnie nie obchodziło go zdanie innych, ale to... Miał złe wspomnienia.
- Nie kpię. - Pocałował go w usta najdelikatniej jak potrafił. - Ja tam to w tobie w sumie lubię... - Dokończył. Ta sytuacja jest tak do niego nie podobna, że ciężko mu w to wszystko uwierzyć. No ale czego się nie robi dla... No właśnie, dla kogo?
- A-Aominecchi, ja... - wydukał, lekko się rumieniąc. Jak miał mu tego nie wybaczyć, skoro Daiki przeszedł samego siebie i był... delikatny. Stanął na palcach, zarzucając mu ręce na szyję i już prawie sam go pocałował... Był dosłownie milimetry od jego ust...
- Onii-chan, co robicie?
- Nosz kurwa. - Wyrwało mu się pod nosem. Nie chętnie odsunął się od Kise i spojrzał na małą - Eeee... Miałem coś we włosach. - Wyjaśnił. - Dlaczego nie jesz? - Spytał zrezygnowany. Jak porno kocha odda ją do tej ciotki i będzie święty spokój.
- Aominecchi, nie przeklinaj przy niej. - Kise mimowolnie się uśmiechnął. A do niedawna tak się lubili... Aominecchi jak zawsze tak szybko zmieniał nastawienie do dzieci. - Onee-chan, na stole w salonie są omlety, talerze i pałeczki, idź jeść, musimy się pospieszyć.
- Naprawdę Onii-chan miał coś we włosach? - spytała, przekręcając główkę.
- Tak. Ale to wyjąłem. A teraz idziemy jeść. - Podszedł do niej i wziął ją za łapkę, po czym doprowadził do stołu, usadził i sam usiadł obok. - Itadakimasu.
- Itadakimasu. - mruknęła dziewczynka, nakładając sobie omlet.
Od Daikiego biła aura wkurzenia. Nadąsany usiadł do stołu - Itadakimasu - Mruknął i zaczął pałaszować w ciszy jedzenie. A było tak blisko...
     Kise przez cały czas ukradkowo przyglądał się Daiki'emu. Naprawdę tak się zdenerwował tym, że im przerwano...? Aż tak liczył na jego pocałunek? Ale to chyba... Nic niezwykłego, nie? Przynajmniej co do Aominecchi'ego zawsze sądził, że dla niego pocałunek to nic wielkiego.
Czyżby jednak go nie znał tak dobrze, jak myślał...?
- Onii-chan, rozchmurz się~! - poprosiła siostra Kise. Wbiła swój proszący wzrok szczeniaczka w Aominecchi'ego. No, to jedno było u nich rodzinne...
- Przecież ja nie jestem wkurzony. - Poczochrał jej włosy, nie za bardzo zmieniając wyraz twarzy. - Jedz póki ciepłe, twój braciszek się natrudził. - Napomknął i sam zabrał się za kontynuowanie jedzenia. Gdy już skończył swoją porcję dzielnie przyglądał się Kise... No, przynajmniej ponad sześć sekund - przez ten czas utrzymywał z nim kontakt wzrokowy.
  - Wyglądasz, jakbyś był. - napomknęła i gapiła się na nich obu dalej, zamiast jeść.
     Kise też patrzył mu w oczy, ale po jakimś czasie odwrócił się, speszony. Miał wrażenie, że spojrzenie Aominecchi'ego przewierca go na wylot, przechodząc nawet przez ubrania...
     Zadrżał lekko, wracając do jedzenia.
- Nie, wcale nie. - Odpowiedział. - Chcecie coś do picia? - Zapytał. Wstał i podszedł do lodówki, wyjmując z niej maślankę. Wziął łyka z kartonu, po czym lubieżnie oblizał usta patrząc na Kise. Nie jego wina, że lubił go dręczyć. Jedna z lepszych rozrywek. Na wspomnienie ranka uśmiechnął się sam do siebie. Zdecydowanie musi to kiedyś powtórzyć. Ale najpierw wyprowadzą stąd małą.
     Ryouta mimowolnie zerknął w jego stronę i zaraz pożałował. To było takie... Sygestywne. Aominecchi znowu go dręczył! No tego już było za wiele!
- Tak, Aominecchi. Mleka, jeśli można... - spuścił wzrok. Ale mimo wszystko... On mu jeszcze pokaże kuszenie!
- A wieczorem nakarmię cię owsianką, co ty na to? - Zapytał "niby ot tak", rzucając mu karton mleka. Nagle coś go wzięło na anegdoty. - Wiesz, że jak byłem mały ciągle bawiłem się w policjantów i złodziei? Ciągle byłem policjantem... Miałem kajdanki i zakuwałem ludzi. Fajnie, nie? Jak kiedyś skończę z koszykówką to zostanę policjantem. Wróce wtedy do domu i przykuję cie do czegoś za złe sprawowanie. - Posłał mu perwersyjny uśmieszek. Oho, czyżby 6:0 dla niego? Gramy dalej!
- Nie dam się do niczego przykuć! - zaprotestował i otworzył sobie mleko. - Nawet, jakbyś był policjantem... - burknął. Niestety wyobraził to sobie... A niech go! Blondyn szybko zatkał się mlekiem. Celowo szybko... Troszkę wyciekło mu stróżką z ust. Jak tak Aominecchi chciał się bawić~... Szybko zebrał białą ciecz palcem z buzi i go oblizał, po czym spojrzał na Aomine niby "nieświadomym" swojego zachowania wzrokiem. - Ty tak serio z tą owsianką? - spytał, jakby nigdy nic.
- Ale to chyba nie byłoby zależne od ciebie... Ta, serio. - Daikiego właśnie olśniło. Przypomniało mu się, że jest bez koszulki. Miał zamiar to dobrze wykorzystać. Obserwując poczynania Kise niby to przypadkiem wylał na siebie trochę maślanki. Jeśli przepiękne białe stróżki tak działające na wyobraźnię, spływające sobie w powolnej wędrówce po jego mięśniach nie wywrą na nim jakiegoś wrażenia to on się poddaje.
- No chyba byłoby zależne, bo byłem... Znaczy nic złego nie zrobiłe... - Zapatrzył się na wolno spływające po jego klatce piersiowej kropelki. Dobra, przyznawał się - przegrał. - Nn... Aominecchi, robisz to celowo! - nadąsał się.
- O co chodzi, onii-chan? - spytała mała, nic nie rozumiejąc. - Ojej, onii-chan, trzeba to wytrzeć! - wstała i pobiegła po ręcznik. Chciała go wytrzeć, ale... skakała, a i tak niewiele mogła dosięgnąć. Za sobą słyszała chichot swojego braciszka. - Co się stało, onii-chan? - spytała, odwracając się.
- Nie, nic... - parsknął. Udaremniła plan Aominecchi'ego... Poniekąd...
- Daj ręcznik braciszkowi, on dosięgnie. - Zaśmiał się Daiki.
- Onii-chan~ - Grzecznie podała mu je do ręki. - Ja nie sięgam. - Zrobiła smutną minkę i spojrzała na niego wyczekująco.
- No właśnie... ona nie sięga. - Dodał. Kropelki cieczy nadal wędrowały po jego ciele.  
     Popatrzył na Aomine jakby ten spadł z księżyca.
- Aominecchi, dlaczego nie wytrzesz się sam? - Wyszczerzył się jak ostatni debil. No ale... Ale w sumie to prawda! To, co sobie wyobrażał go przerastało, jeszcze zrobiłby to, o czym myślał, a przecież przy swojej siostrze nie mógł... Wróć, w ogóle nie mógł, to było przecież poniżające! - Trzymaj, już masz czym. - Rzucił w niego ręcznikiem. A niech się już wytrze i przestanie tak działać na jego niewyżytą wyobraźnię!
- W takim razie idę do łazienki... Chodź, włączę ci bajki. - Powiedział do dziewczynki. Ta natychmiast się rozradowała i pobiegła do salonu, czekając na kanapie. Odpalił jakiś pierwszy-lepszy kanał, schował pilot na najwyższej szafce, przymknął drzwi pokoju i skierował się do łazienki. Zdjął z siebie wszystko co miał, ochlapał wodą oraz przełożył luźno krótki ręcznik, który niepewnie trzymał się na jego biodrach, ukazując część seksownych, męskich pośladów. - Zajebiście. - Skomentował swój wygląd, przeglądając się w lustrze. Najbardziej pociągającym krokiem na jaki było go stać, pomaszerował do kuchni.
     Blondyn odniósł talerze do kuchni i był w trakcie mycia pałeczek, gdy Daiki wkroczył do kuchni. Zupełnie przez przypadek Ryouta zacisnął rękę na pałeczce tak, jakby miał zamiar go nią zaraz zadźgać.
- Aominecchi... - szepnął, bo gardło mu się ścisnęło. Albo zaschło. Nie wiedział, nie zastanawiał się nad tym... - Ty to robisz specjalnie. - Mimowolnie zaczął ssać własną wargę i jeździć po niej zębami. Spora część jego umysłu powtarzała tylko "niech mu ten ręcznik spadnie" i nie była w stanie zrobić nic poza tym...
- Ja? Skądże. - Zaprzeczył. Ponownie oparł się o framugę drzwi, przekrzywiając głowę w wyrazie zainteresowania. Dziś to nie on ocieka zajebistością, lecz zajebistość ocieka nim. Uśmiechnął się widząc pożądliwe spojrzenie Kise na ręczniku. - Coś nie tak z nim?
- Nie... Nic z nim. - Spróbował się na niego nie gapić, ale to było silniejsze od niego. - Skoro nie celowo... To po co przyszedłeś, Aominecchi???
     No chyba nie po płyn do kąpieli... - zironizował w myślach. - Aominecchi, nie masz uzasadnienia, prawda? Więc jak się wykręcisz, hę~???
- Po mleko. - Wzruszył ramionami. Ruszył w kierunku lodówki, a gdy się już przy niej znalazł wyjął kartonik. Oparł się ramieniem o chłodną powierzchnię przedmiotu, popijając napój i nie spuszczając wzroku z blondyna. Ręcznik powoli zsuwał się z jego bioder - udał, że tego nie zauważył.
- To nie mogłeś się wytrzeć i ubrać, zanim przyszedłeś??? - spytał, lekko panikując. Co zrobi, jak ręcznik mu zleci??? Już się zsuwał... Jak na życzenie... Awwww, chciał go zobaczy... Wróć!!! Nie chciał! - Idź i się wytrzyj, a potem wróć. Albo nawet zabierz sobie to mleko ze sobą, ale nie stój tu tak, Aominecchi! - wygonił go, zamykając oczy. Woda leciała, zapomniał o tym...
- Nie, zaraz wracam pod prysznic. - Odłożył mleko i przeciągnął się. - Umyj się ze mną. - Zaproponował.
 - C-co? - Instynktownie odsunął się o krok. Co on proponował?! Zresztą... Nie! Po prostu nie i już, tu nawet nie ma co wyliczać argumentów! Na pewno do czegoś by doszło, czegokolwiek, a wtedy jego siostra by usłyszała!!! - N-nie, nie ma mowy! - Zakręcił wodę cieknącą z kranu i wytarł ręce, próbując na niego nie patrzeć. - Aominecchi, idź i dokończ, a potem wychodzimy. - zarządził na tyle stanowczo, na ile mógł.
Daiki  podszedł do niego, uniósł podbródek i pocałował. Niech ma wyrzuty sumienia i wewnętrzną batalię za tę odmowę. - Mhm. Jak sobie życzysz. - Gdy przywarł do niego ręcznik puścił i zleciał w dół. Stanął przed nim tak, jak go bozia stworzyła. W duchu pogratulował sobie zwycięstwa.
- Nnh... - wydał z siebie niezrozumiały dźwięk. Gdy zobaczył Aominecchi'ego... Jak go natura stworzyła... Już w ogóle nic z siebie nie wydał. Przyglądał mu się w ciszy, która aż piszczała w uszach. Zagryzł wargę. Nie jego wina, że się gapił, każdy by się gapił, widząc... No, bądź co bądź... Nie znajdował na to słowa, które by go nie krępowało. W ogóle nie znajdował słów... A nie powinien się tak gapić... Z kolei Daiki powinien był się ubrać...
Jak gdyby nigdy nic podniósł ręcznik z podłogi, przewiesił go sobie przez ramię i powędrował pod prysznic. Niech cierpi. Przynajmniej na razie... Oddadzą małą to sobie odbije. Odkręcił kurek do połowy i wszedł w strumień chłodnej wody. Nucąc pod nosem "it my life" ogarnął się w dość szybkim tempie. Po 15 minutach był już gotowy do wyjścia z łazienki w swoich jakże zajebistych, nieśmiertelnych dresach.
     On się nad nim znęcał. Na pewno się nad nim znęcał... - Z tym przekonaniem powoli wypił kubek zimnej wody, nim wrócił do zmywania. A po skończonym zmywaniu poszedł ubrać się jak człowiek...
- Onee-chan, gotowa do wyjścia???
- Haai~! - dobiegł go uradowany głosik jego młodszej siostry. Teraz musiał o nią zadbać, potem będzie myślał o swoich rozterkach miłosnych...
Po wyjściu z łazienki skierował się do sypialni. Założył swoje ciemne jeansy, biały t-shirt, narzucił szarą, rozpinaną bluzę z kapturem i popsikał się jakimiś perfumami. - Gotowy? - Zapytał wychodząc z pokoju. W sumie ta "wycieczka" do cioci mogła być ciekawa... Pod względem droczenia i podtekstów oczywiście. Właśnie zdał sobie sprawę, że będzie musiał pogadać z ich wujostwem... "O ja pierdolę." - Podsumował w myślach, jakże elokwentnie.  
- Gotowy. - potwierdził, poprawiając fryzurę. - Onee-chan? Będziesz grzeczna, tak?
- Hai~! - Zasalutowała radośnie.
- Dobra. To idziemy. - zadecydował i skierował się do wyjścia. Musiał opowiedzieć wujostwu o wszystkim... Nie musiał opowiadać o swojej orientacji, wystarczyło, żeby powiedział o całej reszcie. Żeby jakoś ich podburzyć i najlepiej zabrać jego siostrę od rodziców... Jeśli się uda, to będzie jakiś cud...
Aomine założył szybko swoje wojskowe buty i skórzaną kurtkę, po czym wyszedł z nimi z mieszkania. Zamknął drzwi i ruszył schodami w dół. Gdy dotarli już bezpiecznie na dwór, a po sąsiadce nie było śladu, popatrzył się wyczekująco na Kise. Nie miał pojęcia, w którą stronę iść.
     Ryota instynktownie już skierował się w stronę swojego domu. Tak było najszybciej... W trakcie tylko skręcić. Byleby nie spotkali jego rodziców, bo będą musieli ratować się ucieczką...
- Aominecchi, ty też nie będziesz przeszkadzał, prawda? - chciał się upewnić. W końcu to była poważna rozmowa... O ile jego samego nie zje strach i nikt mu nie przeszkodzi, wszystko będzie dobrze... Musi się udać... Musi, prawda???
- Nie, kurna, idę tam tylko po to, żeby cie udupić. Nie ironizuj. - W końcu szedł tam, żeby mu pomóc. A jak ten znowu nie będzie umiał się wysłowić to powie za niego.  
- Ja się tylko martwię, Aominecchi. - burknął, kopiąc jakiś kamyk leżący na jego drodze. Fakt, stres zżerał go od środka. I chyba nic by tego nie rozładowało. Jak zacznie się trząść, to będzie wyglądał realistycznie, ale za cholerę się nie wysłowi. Już wolałby dar mowy...
Szliby w całkowitej ciszy gdyby nie skoczna piosenka, którą nuciła pod nosem mała.
- Daleko jeszcze? - Zapytał po dwudziestu minutach przechadzki.
- Nie. - Kise skręcił i stanął przed drzwiami domku jednorodzinnego. Byli na miejscu... Zadzwonił do drzwi, starając się nie wyglądać na zbyt zestresowanego... Co nie do końca mu się udawało.
- Ara? Ryouta! - Ciocia popatrzyła na niego, zdumiona, po czym
porządnie go wyściskała. Wyglądała na młodą kobietę, choć była starsza od jego matki. Jej długie blond włosy łaskotały go w nos, kiedy go tuliła. Jednak po chwili odsunęła się i dokładnie zlustrowała go spojrzeniem swoich orzechowych tęczówek. - Wyglądasz mizernie. Wchodź do środka. - Spojrzała mu przez ramię i jej oczy znacznie się powiększyły. - Oy, Ryouta, kto to jest~? - Przekręciła lekko głowę.
- Aominecchi. Mój przyjaciel, ciociu.
- Nie postarzaj mnie tą "ciocią". Witaj, Aomine-kun~! - Uśmiechnęła się do niego.
- Dzień dobry. - Pocałował kobietę w dłoń. Wystarczy zachowywać się tak jak uczyła go mama i będzie z górki... Jakoś to przetrwa. Chyba... Cholera, w co on się wpakował.
- Ciociaaaa~! - Mała rzuciła się jej na szyję mocno przytulając. A właściwie to objęła kurczowo jej nogi, gdyż wyżej nie sięgała. - Onii-chan mnie tu przyprowadził~! - Popatrzyła z dumą na Kise. - A Onii-chan mu pomagał~! - Wlepiła rozradowany wzrok w Daikiego.
- Och, poważnie? To musisz mi powiedzieć, gdzie byłaś! - Kobieta uśmiechnęła się do niej łagodnie. - Rodzice cię szukali... Wchodźcie, wchodźcie. - zwróciła się do chłopaków i poprowadziła małą wgłąb domu.
- Wujek jest w pracy, więc nie będzie nam przeszkadzał. Siadajcie i rozgośćcie się. Chcecie coś do picia?
- Kawy. - Poprosił Daiki. Co z tego, że rano pił, najwyżej zejdzie na serce i Kise będzie czuł się winny.
- Kompot~! - Zawołała radosna.
- Ja też kompotu! - zawołał i przekroczył próg. - Zamknij drzwi, Aominecchi i chodź. - Ruszył w stronę salonu. Stresował się... Bardzo... Ręka mu nieco drżała, więc zacisnął ją w pięść. Teraz MUSI się wszystko udać...
Zakmnął drzwi tak jak prosił. Gdy mała zniknęła w kuchni na końcu korytarza razem z ciocią podszedł do Kise.
- Będzie ok. - Powiedział na tyle cicho by tylko blondyn go usłyszał. Usiadł na kanapie i założył nogę na nogę. Poklepał zachęcająco miejsce obok wyczekując aż ten obok niego usiądzie.
     Usiadł obok niego, nadal ukrywając zdenerwowanie. Fakt, że był tu Aominecchi dawał mu nieco poczucia bezpieczeństwa, ale też nie sprawiał magicznie, że przestawał się stresować. Jego ciocia była miłą osobą, ale by sprawdzić, czy mówi prawdę mogła doszukiwać się dziur tak długo, aż zwątpi się w nią. Nie bez powodu została adwokatem. Ale też miała ten plus, że jeśli zdołało się ją przekonać, potrafiła zrobić wszystko, żeby doprowadzić sprawę do końca...
- Więc, Ryouta - zwróciła się do niego, wychodząc z kuchni - chyba masz mi coś do powiedzenia?
     Kise zadrżał. Co jego siostra mogła powiedzieć...?
Daiki milczał. Czekał aż Kise zdobędzie się na odwagę. Poklepał kolana, a mała zaraz mu na nich usiadła, popijając kompot i majtając nóżkami. Zadowolona ze swojego wysokiego tronu, który okazał się być całkiem miękki wbiła wzrok w braciszka, plecami wtulając się w jego bluzę.
- Widzę, że jesteście całkiem zżyci. - Ciocia uśmiechnęła się, patrząc na Aomine i siostrę Kise. Też czekała, aż ten się ośmieli.
- Ciociu...
- Tylko nie ciociu. - przerwała mu. - Kontynuuj.
- Mm... Więc... Chodzi o to, że rodzice... Nie chcę, żeby nee-chan tam wracała. - Odetchnął. Wyrzucił to z siebie... - Nie opiekują się nią najlepiej... Odkąd właściwie wyprowadziłem się z domu i zostałem "wyklęty", jestem tematem tabu w domu, ale żeby ją bić za wspominanie, że wcale nie jestem zły...? - Oczy mu się lekko zaszkliły, ale je powstrzymał. W końcu to nie był odpowiedni moment, musiał wziąć się w garść...
- Rozumiem. Widziałam siniaki. Mów dalej. - Skinęła głową, zachęcając. Jej mina była poważna, a głos suchy. Miał do czynienia z profesjonalistką...
- No więc chciałbym, żebyś zajęła się siostrą... Wiem, że jeśli rodzice nie będą nic o tym wiedzieli to będzie podchodziło pod porwanie. Chodzi o zabranie im praw i adopcję, ale to by oznaczało więzienie dla nich... Tego też nie chcę. Dlatego, czy mogłabyś to ałatwić ugodowo i zająć się nią? Proszę... Ja się sobą zajmę, ale chcę, żeby onee-chan była lepiej traktowana. - zdawał sobie sprawę, że przy dziecku, którego dotyczyła ta sprawa nie powinien o tym mówić, ale jego siostra doskonale rozumiała sprawę i nie była osobą, która opowiedziałaby o wszystkim tak po prostu rodzicom. Teraz czekał na wyrok cioci.
- Daj mi się zastanowić... - mruknęła bez cienia emocji w głosie.
- Kise będzie mieszkał u mnie, chodzi tylko o opiekę nad małą. Przynajmniej do jego pełnoletności... Potem możemy się nią zająć. - Wtrącił się Daiki.
Dziewczynka z najwyższym skupieniem przysłuchiwała się rozmowie. Przestała majtać nogami dzielnie wpatrując się w każdego kto zabierał głos.
- Dokładnie. - potwierdził gorliwie blondyn. Czekał...
- Dobrze. - Nie wypuściła powietrza, nie uśmiechnęła się, nadal była całkiem poważna. - Spróbuję dojść z nimi do porozumienia. Jeśli nie pójdą na ugodę, nadszarpnę nasze relacje i coś na nich wymuszę. Moim zdaniem też nie powinno tak być. Chociaż kilka siniaków niestety nie jest dowodem, więc jeśli się nie zgodzą naprawdę niewiele będę mogła zrobić. Nie zamierzam też robić czegokolwiek na siłę. Rozumiesz, Ryouta? - Kise skinął poważnie głową, więc kontynuowała. - Jak dobrze wiesz, nie mam własnych dzieci, więc mała nie będzie mi przeszkadzać.
- Uśmiechnęła się, patrząc na dziewczynkę. - Prawda? Urobimy wujka, nie będzie miał nic przeciwko, żebyś została na dłużej. Oczywiście, jeśli chcesz na razie zostać z ciocią. Jeśli wolisz wrócić do rodziców, nie będę cię zatrzymywać. - oznajmiła poważnie.
- Yhm. - Pokręciła główką.
Daiki odetchnął w duchu z ulgą. To oznaczało, że dziś żegnają się z małą, czyli mniej kłopotów. Więcej wolności... a on tą wolność dobrze wykorzysta.
- Dobrze więc. - Kobieta klasnęła w dłonie. - Nie zakłada się niepisemnych umów, ale tobie dość ufam, Ryouta. Mamy umowę. - Wyciągnęła do niego rękę, a on ją uściskał.
- Dziękuję bardzo... - westchnął z ulgą i uściskał swoją siostrzyczkę. - Onee-chan, zostań tutaj i bądź grzeczna.
- Rodzicom opowiemy jakąś historyjkę. A na razie... Masz ochotę na jakąś grę? A, zaraz! - zreflektowała się. - Zapomniałam o waszym piciu... - Uśmiechnęła się przepraszająco.
- Nie trzeba! - Kise szybko pokręcił głową. - Muszę załatwić jeszcze jedną sprawę w agencji, poza tym nie chcemy sprawiać już więcej kłopotu. - Nadal bał się, że nagle wpadną jego rodzice i pod wpływem wściekłości nie zgodzą się na żadną umowę... - Pójdziemy już. Prawda, Aominecchi? - Spojrzał na niego wyczekująco.
Pokiwał twierdząco głową. - My już będziemy się zbierać. - Zsadził dziewczynkę z kolan i wstał poprawiając bluzę. - Masz być grzeczna. - Powiedział do małej wyciągając rękę w geście brofista.
- Okey~! - Zasalutowała i przybiła piąsteczkę. - Ale wrócicie tu, prawda? - Przytuliła się do jego nogi, smutno patrząc na brata.
- Oczywiście, że tak. - odpowiedział jej i poczochrał lekko włosy. - Wrócimy niedługo. Ciocia da mi znak, jak już teren będzie "czysty". - Zerknął na ciocię. - Tak?
- Jasne. Miłej zabawy chłopcy. A ja zaraz wyciągnę jakąś grę... - obiecała małej, odciągając ją od nogi Daiki'ego. - Odprowadzić was do drzwi?
- Nie trzeba. - Ryouta pokręcił głową. - Dzięki... - Jeszcze raz uścisnął swoją siostrę i skierował się do wyjścia. - Wrócimy niedługo. Chodź, Aominecchi.
- Idę, idę. - Wyszedł za nim z salonu.  Zerknął jeszcze raz na małą i wyszedł z domu razem z Kise. - Kierunek: chata? - Zapytał. Był ciekawy czy chce gdzieś jeszcze iść czy może woli wrócić do domu.
- Obojętnie... - odpowiedział, przeczesując włosy palcami. - Powinniśmy jeszcze kupić coś do zrobienia na obiad, Aominecchi. Może wpadniemy do spożywczego, albo do jakiegoś marketu, co?
- Nie daleko jest market. - Wskazał na zakręt. - Chcesz coś oprócz tego? Możemy zjeść na mieście, a jutro zrobić coś w domu... - Zaproponował.
- Mm... Właściwie, to nie chce mi się gotować~... Możemy zjeść coś na mieście~? Tylko ewakuujmy się z tej drogi, Aominecchi... Nie chcę spotkać rodziców tutaj. - Pociągnął go za rękaw w stronę mniej zaludnionej uliczki. - To gdzie jemy?
 - Chodź. - Włożył ręce w kieszenie i ruszył przed siebie. Nagle wpadł na genialny pomysł. - Chyba, że wolisz iść do baru... Wpuszczą nas. - Popatrzył na niego wyszczerzony.
 - Umm... No nie wiem, Aominecchi... - mruknął niepewnie, patrząc na niego. - I że niby dasz mi się napić? Tak, że być może nie dojdę do domu? - W sumie nie czuł aż takiej potrzeby zapominania... Ale z chęcią po prostu by się napił i zapomniał o stresie... Ciocia na pewno dziś nie zadzwoni, więc mogli wypić... On mógł wypić... Raz na jakiś czas, dlaczego by nie?... - Jak będę mógł się upić, to możemy iść.
- Napić, nie upić. Jak mam cie znowu najebanego po mieście szukać to ja spasuję. - Zaznaczył. Nie miał ochoty na kolejne poszukiwania zaginionego menela, co to, to nie. - To jak? Zostały nam tylko dwie uliczki do baru i pięć do restauracji. Wybieraj... Kurwa! - Przeklnął gdy omal nie wywrócił się o dziurę w chodniki. Przetoczył pod nosem wiązankę przekleństw wyczekując odpowiedzi.
- Aominechi, skąd ci przyszło do głowy, że miałbym się upić...? - Wyszczerzył się jak debil. I tak nie zauważy, jak Kise lekko się wstawi. Lekko, no przecież, że nie tak, jak ostatnio. Tak na lepszy humor. Bardziej nie miał ochoty. - Żartowałem tylko~! Do baru mamy bliżej, to możemy iść... Ja najpierw coś przekąszę.
 - To zamówimy pizzę w barze. Nie pytaj dlaczego ją mają bo nie wiem, po prostu zjedzmy. - Odparł idąc dalej, jednak tym razem uważając na przeszkody. W końcu usłyszeli głośną, klubową muzykę. - Jesteśmy. - Wkręcili się w kolejkę, jako jedyni nie zostali zapytani o dowód przez goryla.. - Znajomy znajomego, nie pytaj. - Dodał widząc zdziwioną minę chłopaka. Usiedli przy barze. Daiki kątem oka obserwował wijącą się na nim tancerkę. - Co bierzesz?
- Umm... - mruknął, odwracając wzrok od kobiety. TAKIEGO baru się nie spodziewał... Chciał spokojnie zjeść i się napić... Rany... Poczekał tylko, aż kelner przyjdzie. - Whisky. - rzucił. Później polecą dolewki. Świństwo, ale tego ukradkowego wzroku Aominecchi'ego nie będzie znosił na trzeźwo. Może sobie robić takie rzeczy, ale nie na jego oczach... Poza tym, na pusty żołądek ponoć lepiej się upić. Nie będzie jadł. I do tego taka oszczędność pieniędzy... Czysty geniusz.
Odwrócił się plecami do tancerki i spojrzał na Kise. - To samo. - Rzucił do barmana. Przekrzywił głowę w wyrazie zainteresowania i utkwił w chłopaku swoje spojrzenie. Gdy barman nalał trunek wypił go jednym haustem prosząc o dolewkę. Nadal uważnie mu się przypatrywał.
- Co jest, Aominecchi? - burknął, wypijając pół szklanki. Paliło wręcz... Ale to dobrze, bo wypalało smutne myśli...poniekąd. - Czemu tak na mnie patrzysz? - Lekko się skrzywił i wypił resztę trunku. Poprosił o dolewkę. Ten smak był w pewnym stopniu... odpychający. No ale czego się nie robi dla wesołego humoru... Miał tylko nadzieję, że Aomine nie porównuje go do tej cycatej lafiryndy, bo jak tak, to mógł iść i się z nią przespać, a jego zostawić w spokoju. Zaraz, czy on był zazdrosny...?
- Masz ładne oczy. Lubię takie. - Powiedział prosto i bezpośrednio. Skończył drugą szklankę. - Teenesy, pure i blended, dwa razy. - Zamówił dla nich obu. Na whisky znał się po dziadku, jak widać wyszło mu to na dobre bo przynajmniej nie siedział w barach jak jakaś ciota.
- Mhm.- mruknął tylko. Bo i co miał powiedzieć...? Podziękować? Tak to jest, u dziewczyny patrzy się na oczy i na to, że się ją "kocha", u kochanki patrzy się na piersi i na to, jak dobra jest w łóżku... Czyli w tym sensie Kise bardziej nadawał się na typ "dziewczyny" niż kochanki? Zaraz, moment, dlaczego on myśli o tym w kategorii dziewczyn??? Chwycił za trunek, zamknął oczy i wziął duży łyk. I tak dziś do niczego nie dojdzie, jak Aominecchi się upije... Albo raczej, jak Ryouta się upije... Więc nie miał co się ograniczać. Chwila wytchnienia dla mózgu.
- Miałeś się nie upić. - Zaznaczył. - Więcej niż te nie pijesz. - Wskazał na szklanki stojące w szeregu.
- Czy to nie Kise-kun i Aomine-kun?
- Tak, tak to chyba oni! O boże,o boże, o boże, to oni! - Usłyszeli za swoimi plecami rozentuzjazmowane piski i szepty.
- W co ta twoja ładna morda nas wpakowała... 
- Będę się upijał jak chcę. - burknął. Nikt mu nie zabroni... Nie tyle chciał się upić, co walczył o swoją wolność. Nie było czasu na odpowiedzi, bo z tyłu dobiegły ich piski i źle ukryte szepty. - MOJA twarz~? - spytał z niedowierzaniem. Czy to... Czemu... Co kobiety robiły w tym barze...? - To nie ja poszedłem na ten układ z sesją dla yaoistek... Jak sądzisz, czego one chcą? - spytał, nawet się nie odwracając.
- Ja pierdole. - Skomentował pod nosem. Jeszcze tego mu tylko brakowało. Napalonych lasek na yaoi na żywo. Zajebiście. Wypił duszkiem kolejną szklankę. W głowie zaczynało mu przyjemnie huczeć, a zbędne myśli jakby zeszły na drugi plan zastępując wszystko czymś w rodzaju pustki. Powoli się upijał. - Twojej. To ty masz ładną mordę na którą lecą wszystkie dupy. I przypominam, że była i zwykła sesja. 
- Ale też z tobą! Aominecchi, ja nie potrzebuję, żeby one na mnie leciały... - jęknął i złapał za najbliżej stojącą szklankę. Łyknął trochę. Tak na odwagę... Chociaż może teraz nie powinien. To nieprofesjonalne. No ale do jasnej, miał prawo! Nie był w pracy! - Aominecchi, to do ciebie. Na pewno do ciebie. - Oparł głowę na ręce, a rękę na blacie. - Idź zagadaj. Ja i tak się upiję. - prychnął. Chyba znów czuł ten "ławkowy" stan. Nie, koniec z tym, od dziś będzie startował od przechodniów. Tym razem w ten niezawodny sposób sam trafi do domu.
- K-Kise-kun, Aomine-k-kun, można prosić o autograf? - Jedna z dziewczyn w końcu niepewnie podeszła. Wyglądała jak piwonia i ciągle miętoliła w rękach skrawek swojej spódniczki. Daiki zlustrował ją wzrokiem.
- Hę? - Zdziwił się. - Kise, to do ciebie. Czy ja już ci, kurwa, czegoś trzy razy nie powiedziałem? - Popatrzył się na niego jak na idiotę. Cholera, ile razy można mu powtarzać - NIE schlej się. Na następne urodziny kupi mu aparat słucowy i będzie kurna święty spokój, jak pornosy kocha.
- Nie tylko do mnie! - zaprzeczył, naburmuszony. - Słyszałeś, do ciebie też! - Odwrócił się do dziewczyny. - Wybacz, ale troszkę wypiłem i moje pismo może być dość niewyraźne... - Podrapał się w kark, nieco zakłopotany. - Ale możesz mi wyświadczyć przysługę~? - spytał, a jego wzrok ożył. - Powiedz mi, gdybyś miała wybierać, który z nas jest przystojniejszy? Nie martw się, nie obrażę się jak coś, i tak liczę na to, że wskażesz jego~! - Wyszczerzył się radośnie. Problem rozwiąże się sam! Wszystko dzięki kochanym fankom... Tak jak myślał, teraz Aominecchi będzie oblegany przez dziewczyny... Jego Aominecchi... Tak jak mówił. A jednak aż tak nie lubi tych dziewczyn...
- Ano... ano... ano... Ja nie wiem! Aiko-chan~! Chodź~! - Zawołała swoją koleżankę. - Oni chcą wiedzieć, który z nich jest przystojniejszy! Ne, który~?
- Jak dla mnie Aomine-kun. - Odpowiedziała bez zawahania.
- A dla mnie Kise-Kun. - Odparła zaraz za nią.
- No i jesteś w kropce. - Zadrwił Daiki.
- Pff... - prychnął i z szelmowskim uśmiechem sięgnął po szklankę. - A może jak obleję ci koszulkę, będziesz musiał ją ściągnąć i obie zagłosują na ciebie~? - Wpadł na genialny plan. Tylko... Powiedział go na głos! A niech to! - No bo Aominecchi~! One nie widziały twojej klaty... Jakby zobaczyły to by zeszły... Więc muszą ją zobaczyć i wtedy wygram! - opowiedział mu mało składnie i zamiast go oblać, pociągnął łyk. Teraz zaczynało smakować... Dlaczego akurat teraz? I czemu w tym barze było tak gorąco? Tak w ogóle... Ups, chyba się wygadał, że Aominecchi podoba mi się bez koszulki... Zresztą, bez bielizny też, cholera! Ale czy to jego wina, że gdy go sobie tak wyobrażał, przychodziły mu na myśl tak zboczone fantazje?! Nie! To wszystko wina Aominecchi'ego! Mógł mu się tak nie pokazywać... Nie rzucać podtekstami... I nie być dla niego takim miłym. Wtedy by się nie zakochał! - Aominecchi, to twoja wina. - podsumował na głos, choć kompletnie od tematu.
- To moja fina, że mam klatę. Dzięki. - Podsumował. Wypił kolejną szklankę. Przeszyło go nagłe uczucie przyjemnego ciepła. Większość alkoholu została już strawiona więc i zaczął myśleć inaczej. Po chwili wybełkotał - To nie moa pierdolona fina. Akbym cie rosebrau to agłsowały by na ciebiee.
Dziewczynyn w ciszy przyglądały się im zarumienionym od alkoholu twarzom.
Nagle Daiki wpadł na pewien genialny, pijacki pomysł. Wstał z krzesełka, wspiął się na nie i wlazł na miejsce gdzie dopiero co tańczyła striptizerka. Seksownym ruchem zdjął z siebie koszulkę (bluza i kurtka już dawno były na krześle) zaczynając wić się w erotycznym tańcu, którego żadna z pracujących tu kobiet by się nie powstydziła.
- A-Aominecchi! - pisnął, zbulwersowany. Wypicie całej szklanki duszkiem było idiotycznym pomysłem. Cała damska część towarzystwa, a jak zauważył było ich w barze niezwykle dużo, zaczęła gapić się na Aomine, jakby był dodatkową atrakcją. Ktoś nawet zagwizdał! - Aominecchi ty głupku! - syknął i zaczerwienił się ze złości. - Sam się spiłeś, idioto! Wychodzę! - zdenerwował się i chwiejnie ruszył do wyjścia. Chce się rozbierać do gaci publicznie - proszę bardzo! A niech je sobie nawet zdejmuje! Co z tego, że miał być tylko jego... Że nikt poza nim miał go nie widzieć... No, co z tego?! W oczach blondyna zbierały się łzy, ale dzielnie szedł dalej, byle dotrzeć do drzwi. Szlag by to, nie miał kluczy. Ale to nic. I tak wyszedł na zewnątrz i szedł przed siebie, nie widząc nawet rozmazującej się drogi. Prześpi się w krzakach. Albo na ławce, jak menel. Trudno. Nie było nawet ludzi, od których mógłby startować do hotelu.
Daiki kątem oka zarejestrował, że blond czupryna opuszcza lokal. Znajomy barman pociągnął go za nogawkę wakazując puste miejsce na którym dopiero co siedział.
Cholera, cholera, cholera, cholera!!
Zeskoczył z niego i wziął szybko swoje rzeczy. Przy jęku zawodu obserwujących, na chwiejnych nogach wybiegł z baru. Na zewnątrz zarzucił na szybkiego kurtkę i bluzę. Za zakrętem mignęły mu jasne włosy więc szybko poszedł w tamtą stronę.
- Kise, kurwa! - Teraz był jakoś pięćdziesiąt procent trzeźwiejszy.
     O szlag. Znalazł go. Normalnie wyszedł... Jak goni go w samych gaciach, to największy palant na świecie!!!
     Ale to nie było takie znowu ważne dla Ryouty. W końcu on miał iść. Nie będzie go pytał o klucze, bo ona same zaczną mu odpowiadać. Najważniejsze to dojść... gdzieś... Gdyby jeszcze tycko tamten facet nie gapił się na niego tak łakomym wzrokiem... Ale nieważne, bo nie podszedł. Kise szedł przed siebie.
Jak go dorwie to mu najebie. - Daiki przysiągł sobie w duchu.
- Kise, do jasnej cholery, czekaj! - Dogonił go i złapał za ramię.
- Nie chcę! - krzyknął i wyrwał mu z ręki swoje ramie. - Idź sobie, Aominecchi, sensację wzbudzasz. - prychnął. - To ja się miałem nie napić, a to ty zacząłeś tańczyć na stole. No naprawdę... Idę sobie! - krzyknął mało składnie i zaczął iść przed siebie. Teraz to chyba zupełnie w przeciwną stronę, niż dom Aominecchi'ego, ale kto by się tym przejmował? Tylko kurczę... Jak będzie całe życie szedł prosto i okrąży glob, to wróci do domu Aominecchi'ego. Dobra... W Afryce skręci!
- Oi, stój. - Ponownie złapał go za ręce. - Stój. Ja... Eeee... Ja... - Podrapał się nerwowo po karku. Nadal szumiło mu w głowie i zataczał się. - Sorry, kurwa, no. - Wykrztusił w końcu.
- To wszystko, Aominecchi?! - Stanął przodem do niego z naburmuszoną miną, a po chwili nie wytrzymał. Po policzkach spłynęły mu nie całkiem uzasadnione łzy. - Wszyscy się na ciebie gapili! Wszyscy! A to powinienem być tylko ja! - Zaczerwienił się, w głowie mu się zakręciło. Wszystko szumiało... - I może teraz mam wrócić z tobą do domu i "nie fochać się jak baba", co??? - spytał przez ściśnięte gardło. Zrobił krok w jego stronę, chcąc go walnąć, ale po prostu się zatoczył i wpadł na niego, łapiąc się go, żeby nie upaść. Stanął tak, objął go, a po chwili po prostu wypłakiwał się w jego tors, drżąc od spazmów płaczu. - Aominecchi... Ja się boję...
- Przepraszam. - Nie pewnie objął jego ramiona. No i co on miał mu teraz powiedzieć? To wszystko przez alkohol, wybacz jestem tylko twój? Cholera... - Chodź stąd... - Mruknął w końcu. 
- M-mhm... Ale wezwij taksówkę... Tak się nie dotoczymy do domu... - powiedział cicho, dalej kurczowo się w niego wtulając. Jego ciepło dawało uczucie bezpieczeństwa... Uspokojenie...
Daiki zamówił taksówkę. Jakoś się do niej wtoczyli i dojechali do domu. Wtargali się chwiejnie na 3 piętro bloku. Jakimś fartem udało mu się otworzyć mieszkanie, ledwo trafiał kluczem w zamek, i wejść do środka. Gdy już się w nim znaleźli, ściągnął buty i poszedł do sypialni. Nie zwracając uwagi praktycznie na nic, położył się w łóżku plecami do ściany, ewanując złym humorem.
Nikt i nic nie miało prawa doprowadzać Kise do płaczu. Nawet on sam. Od dawna go to wkurwiało. Teraz to on przegiął.
- Aominecchi... - Zdjął buty, upewnił się, że drzwi wejściowe są zamknięte i poszedł w stronę sypialni. A raczej próbował iść, bo nogi mu się pokręciły i upadł. - Uhhh... Aominecchi... - jęknął. Gdzie on poszedł...? Nie miał teraz podpory, nie miał tego przyjemnego ciepła... Już nic go nie ogrzewało... Kurokocchi miał rację, Aominecchi był słońcem... Tylko że dla Kise w inny sposób. Ogrzewał go niezależnie od deszczu wiatru i chmur. Nie ważne co się działo, on zawsze był. Szkoda tylko, że nie zawsze osiągalny i ciepły... - Aominecchi, ja cię potrzebuję... - burknął pod nosem i zaczął się zbierać z podłogi. Musiał tam iść i go przytulić... Chociaż... A może Aominecchi po prostu go nie chciał i dlatego się schował...?
Głęboko pogrążony w swoich ponurych myślach nie słyszał hałasu na korytarzu. Miał sobie za złe całą tą sytuację. Po cholerę zamówił tyle szklanek tak mocnego alkoholu? A on na cholerę wyleciał z tym pytaniem do tych lasek. To ON tu jest modelem więc to ON ma tu być przystojny. Nie żeby gardził swoją urodą bo ona jest zajebista no ale... Miał już tych całych rozmyślań dość.
     Blondyn podniósł się w końcu z podłogi. Normalnie zostawiłby Daiki'ego i pewnie jeszcze znów sfochany wyszedłby z domu, ale nie tym razem. Tym razem musiał iść i się dowiedzieć, jak to jest.
     Ruszył do sypialni i w końcu walnął się na łóżku obok Aomine. Najpierw w ciszy, po chwili przysunął się do niego i wtulił się w jego plecy.
- Aominecchi... Czy ty mnie tak naprawdę chcesz?
Daiki przewrócił się na drugi bok, przytulając go do siebie. Nic nie mówił. Uznał, że nie ma po co. Wtulił się w jego włosy, pachniały ostrym alkoholem, potem i zmęczeniem.
- Głupek. - Burknął w końcu, przyciągając go jeszcze bliżej siebie. 
- Aominecchi... - Schował twarz w jego koszuli. - Więc powiedz mi, co do mnie czujesz... Chcę to od ciebie wyraźnie usłyszeć... Dobrze? - poprosił. Potrzebował jasnej, jednoznacznej odpowiedzi...
Daiki dalej milczał. Przez dobrą chwilę nie odezwał się ani słowem.
- ...kocham cie. - Mruknął. Nie lubił zbytnio okazywać swoich uczuć. Nie lubił o nich mówić. Zdecydowanie bardziej wolał je w jakiś sposób pokazać, udowodnić. Wypowiedzenie czegokolwiek w tym stylu wcale nie zależało do jego ulubionych czynności. Jedną rękę wplótł w jego włosy, delikatnie je przeczesując, w drugą chwycił delikatną odpowiedniczkę blondyna, splatając ich palce.
- Ja ciebie też, Aominecchi... - mruknął. Czegoś mu brakowało... Już wiedział, czego. - Aominecchi, pocałuj mnie... Proszę? - Otarł się policzkiem o jego skórę i wyciągnął szyję po pocałunek. Chyba mu tego nie odmówi, nie? W końcu to Aominecchi... On mu nawet dość rzadko odmawiał... Właściwie, prawie nigdy...
Skinął głową i delikatnie go pocałował. Nadal był na siebie zły, a jego słowa obijały mu się o czaszkę. Chciał go w ten sposób przeprosić. W inny nie potrafił.
     Kise czuł się już spokojny. Po ostatnich kłótniach, trosce o swoją siostrę, masie problemów... Teraz wszystko mogło się ułożyć, a Aominecchi był z nim... Bo byli razem... Prawda? W jakimś sensie ze sobą byli...
- Aominecchi, co się stało? Wyglądasz na zmartwionego. Jakbyś nie był sobą. - zauważył cicho, ale i tak było go doskonale słychać. Wyciągnął szyję jeszcze trochę i sam go pocałował. - Jeśli chodzi o to, że się na ciebie zezłościłem, to już w porządku. Jesteś tylko mój... prawda...? - dodał niepewnie. A może to nie było tak...?
 - Nie martwię się. - Odparł wymijając się z prawdą. Alkohol wprawił go w stan dziwnej nostalgii. - Cały. - Dodał w końcu. Pocałował go, teraz jednak w swój standardowy sposób. Dość szybko pogłębił pieszczotę, penetrując podniebienie Kise. 
      Ryouta nie miał siły się sprzeczać, po prostu cieszył się, że są razem...
- Nnn... - mruknął, czując pieszczotę. Wolną dłoń wplótł w jego włosy, próbując przyciągnąć go jeszcze odrobinę bliżej. Odwzajemnił pocałunek, ocierając się o niego nieco nogą. Tak, żeby było mu przyjemnie... Żeby Aominecchi czuł się jak najlepiej.
Szalejące od kilku dni libido dało się we znaki. Jedna ręka Daikiego zawędrowała pod bluzkę blondyna, druga natomiast spoczęła na jego pośladkach. Przelecieć. Teraz. Zaraz. Natychmiast. Pocałunek stał się bardziej władczy. Kiedy zabrakło im oddechu, przeniósł się na jego odsłonięta szyję, robiąc na niej soczyste malinki. Przyspieszony, ciężki oddech rozwiewał kosmyki włosów, dając jego ustom większe pole do manewru.
- Mmnn, A-Aominecchi... - mruknął, czując, że ten powoli się do niego dobiera. Teraz już nie było jego siostry, nie było wymówki... A on w sumie... Chyba nie chciał wymówek... Chociaż się bał. Tak trochę bał się bólu... Ale to przecież nic takiego...
     Otarł się o niego na tyle, na ile mógł i objął go obiema rękami za szyję. Zagryzł wargę czując, że ten już na niego działa.
- Drżysz. - Wydyszał Daiki. Teraz ledwo się powstrzymywał. Odsunął się kawałek od niego i spojrzał na jego rozognione policzki. Nie był sadystą, nie chciał przysporzyć mu bólu. - Nie muszę. - Chyba ma jakiś dzień dobroci dla zwierząt.
- A-ale ja chcę, Aominecchi... Chcę cię... - Przez jego ciało przebiegł kolejny dreszcz. - Tylko nie waż mi się jutro o tym zapominać... Bo więcej nie tkniesz kieliszka... Jeśli nie zapomnisz... T-to możesz... M-możesz nawet... - Język mu się zaplątał i uciekł gdzieś wzrokiem. - Jeśli o tym nie zapomnisz, możesz na-nawet we mnie wejść... - Zaczerwienił się już cały. - D-dobrze? - spytał i sam lekko się uniósł, wpijając się w jego usta. Miał zerowe doświadczenie, ale nie zamierzał tego mówić... Niech Aominecchi robi, co uważa za słuszne...
Gdyby miał jak skinąłby głową. Odwzajemnił pocałunek jednak zaraz przejął nad nim dominację. Rozpiął jego pasek od spodni i uniósł koszulkę, na chwilę przerywając pieszczotę. Gdy ta już wylądowała w bliżej nieokreślonym dla nich miejscu, zszedł z nimi niżej, pozostawiając malinki na jego klatce piersiowej.
     Blondyn westchnął, spinając się nieco. To wszystko go krępowało... Zupełnie nie wiedział, jak się zachować...
- Nn, Aominecchi... - jęknął, czując jego ciepły oddech coraz niżej. Co on sobie wyobrażał... Zacisnął uda, żeby choć trochę ukryć swoje podniecenie.
     Wplótł mu palce we włosy, melikatnie masując skórę głowy. Może niewiele miało to wspólnego z seksem, ale tak jakby na swój sposób pokazywał mu, że mu dobrze... Z kolei zgiętym kolanem ocierał się o jego krocze, żeby on też miał z tego jakąś przyjemność.
Aomine językiem narysował mokre ślady na jego torsie. Gdy już dotarł wyżej, delikatnie wgryzł się w jego bark.  Włożył rękę w jego bokserki, zajmując się naprężoną już męskością.
- Aaach~! - jęknął, automatycznie rozstawiając nieco nogi. Ręką zjechał do jego rozporka i rozpiął jego spodnie, próbując je nieco opuścić. Jednak nie dał rady, ręka opadła i zacisnęła się na pościeli przy pierwszym dreszczu przyjemności. Aominecchi... Dotykał go... W takim miejcu... Nie mógł w to uwierzyć... - Aominecchi...! Ściągnij moje spodnie, to sam się przygotuję... Będzie... Nhhaaa~! - pisnął. - B-będzie... Aaa~! Będzie szybciej... I będziesz mógł popatrzeć... Jeśli chcesz...
     Zdjął jego spodnie jednym, szybkim ruchem. Po chwili dołączyły do nich bokserki blondyna. 
Daiki wolną ręką naprowadził go na swój pasek, dając do zrozumienia, żeby je z niego ściągnął.  Zaprzestał poruszania dłonią. Przesuwał po jego podnieceniu opuszkami palców zjeżdżając na uda i z powrotem. Zaborczo go pocałował, tłumiąc jego jęki przyjemności. Zamierzał go doprowadzić do takiego stanu, w którym sam będzie błagał o więcej.
- Aominecchi, szybciej! - jęknął, próbując jak najszybciej zdjąć pasek i opuścić rozpięte wcześniej spodnie. Gdy już mu się udało, złapał za jego dłoń i wsadził sobie kilka jego palców do ust, oblizując je dokładnie i ssąc, jakby sugerował, że mógłby to samo zrobić z jego męskością. W końcu wyjął je sobie z ust. - Aominecchi, rozmyśliłem się... Ty to zrób... - poprosił. - Zrób to JUŻ... - podkreślił i szarpnął nieco biodrami, bo jego podniecenie zaczęło pulsować od niedoboru pieszczot.
     Zdziwił się widząc chęci Kise. Przywarł do jego ust, wkładając w niego dwa palce. Rozciągał przez chwilę jego ścianki po czym dołożył trzeci. Pochylił się nad nim, teraz ewidentnie górując. Wyszedł z niego i chwycił go za biodra, ułatwiając sobie dostęp. Palce zastąpił swoją męskością wchodząc w niego powoli, uważając by nie zrobić mu przy tym krzywdy.
     Kise jęknął głośno i wygiął ciało w łuk czując, że Aomine zaczyna od dwóch palców. Przecież on jeszcze nigdy nie był rozciągany... I teraz do tego zacisnął się z bólu... To bolało, okropnie bolało... W oczach pojawiły mu się łzy, ale spłynęły dopiero, gdy doszedł trzeci palec. Szarpnął się lekko i jęknął. Musiał się przyzwyczaić... To wszystko i tak było zbyt szybkie...
- Aominecchiii! A... AACH! B-boli... P-powoli... Nnnh... - Daiki zaczekał nieco, rozciągając wolniej, więc zdołał się nieco przyzwyczaić. Dopiero wtedy jego palce zastąpiło coś większego... Zdecydowanie mniej wygodnego... Ale przynajmniej Aominecchi robił to powoli, więc Kise z każdą chwilą zaciskał się i rozluźniał, starając się być naprawdę luźnym, żeby tak nie bolało... Po chwili to zaczęło nawet przynosić tak długo oczekiwaną przyjemność... - Aominecchi, teraz już możesz przyspieszyć... - mruknął, czerwieniejąc. To było dziwne uczucie... A zarazem przyjemne... - Ch-chcę cię już w sobie całego... - dodał, zamykając oczy z zażenowania. Nie przypuszczał, że to będzie aż tak zawstydzające...
      Uśmiechnął się pobłażliwie, przeczesując jego blond kosmyki. Przyspieszył i wszedł do końca. Zatrzymał się, żeby chłopak mógł się przyzwyczaić. Chciał się zacząć w nim poruszać, jednak wolał tego na razie nie robić. Czekał aż oddech Kise trochę się uspokoi. Scałował łzy cieknące po jego zarumienionych policzkach, po chwili przenosząc się na płatek ucha, przygryzając go. Ręką sprawiał mu przyjemność, chcąc w jakiś sposób wynagrodzić ból jaki mu zadawał. 
     Po jego pchnięciu, Kise zacisnął się tak mocno, że jakikolwiek ruch pewnie by go uszkodził. Dlatego Ryouta w myślach dziękował mu, że zamiast tego sprawia mu przyjemność, czekając. Za to na głos tylko jęczał i głośno łapał powietrze. Powoli rozprostowywał palce, niedawno zaciśnięte na pościeli i już chwilę potem znów zarzucił mu je na szyję.
- Aominecchi... - jęknął. - P-przestań... Bo do-dojdę... J-już możesz się rusza-aać~! - jęknął głośniej. Już dawno zrobił się twardy...
Słysząc jego wyznanie ponowił ruchy. Szybko narzucił rytm pchnięciom nie zaprzestając pieszczot dłonią. Zaczął ciężko dyszeć czując, że zaraz dojdzie. Przyspieszył, napastliwie całując szyję Kise.  
- A... Aomin... Nnn... Ach! Gh... Aaa~! A-Aominecchi... Haaaa~! Ja... Ja już... - Było mu tak przyjemnie, że tylko wił się pod nim z rozkoszy czując, że zaraz zabrudzi mu całą dłoń. I faktycznie, chwilę później spiął się cały, zaciskając się na nim i brudząc mu przy tym rękę lepką, białawą cieczą. Nie mógł dłużej... Mimo, że już był po przebytym orgazmie, zacisnął się jeszcze, żeby Aominecchi mógł doprowadzić to do końca. Po krótkiej chwili poczuł, jak wybucha w nim gorąca ciecz.
      Aominecchi... W nim...? Zacisnął mocno oczy, nie chcąc na niego patrzeć. Na razie zbyt się wstydził... Nie tylko tego, że pobrudził mu rękę, ale też swojej propozycji... Tego, że to zrobili... Tego, że mu się spodobało...
     Przyjemność zawładnęła jego ciałem, odbierając zdolność trzeźwego myślenia. Opadł zdyszany na klatkę piersiową blondyna. Wyszedł dopiero po dobrych kilku chwilach, kładąc się obok. Obserwował jego zarumienioną twarz. Kciukiem starł samotną łzę spływającą po policzku i delikatnie się do niego uśmiechnął.  
     Nie otwierał oczu, po prostu znalazł Aominecchi'ego i się w niego wtulił. Czuł, że coś wycieka spomiędzy jego pośladków i jest mu teraz naprawdę dobrze... Czuł się bezpieczny przy swoim Aominechi'm... W końcu z nim...
- Aominecchi, przytul... - poprosił cicho. Możliwe, że jego... Przyjaciel? Kochanek? ...nawet go nie dosłyszał...
Machinalnie objął go, przyciskając do siebie. Pogłaskał uspokajająco po plecach i mruknął:
- Śpij. - Sam wtulił się wygodniej w poduszkę. Znowu zaczął odczuwać działanie alkoholu. Szumienie w głowie powróciło, podobnie jak spowolnione reakcje.
- M-mhm... - otworzył w końcu oczy i zerknął na niego. Wyglądał cudownie, kiedy był taki rozluźniony... - Miłych snów, Aominecchi... - mruknął i wtulił się w niego całym ciałem, zarzucając na nich kołdrę. On sam czuł się wymęczony, ale nie do końca senny... Jednak ciepło Aominecchi'ego skutecznie tuliło go do snu...
- Branoc. - Rozluźnił nieco uścisk, szybko zapadając w głęboki sen. Wtulił nos w jego kosmyki, a oddech stopniowo stawał się coraz spokojniejszy.
- Branoc... - szepnął półprzytomnie i zasnął. A końcu spał spokojnie po tak wyczerpującym dniu..
******

Obudził się koło 4 nad ranem. Głowa bolała go niemiłosiernie. Syknął cicho z bólu i podniósł się na łokcie. Przetarł dłonią twarz i zaspanym wzrokiem spojrzał na Kise. Powoli zaczynało do niego docierać co się stało raptem kilka godzin temu. Uśmiechnął się asymetrycznie na wspomnienia rozognionej twarzy chłopaka pod nim. Od kiedy zaczęły go podniecać penisy między nogami i totalny brak cycków?
     Ryouta przewrócił się na drugi bok. Był naprawdę zmęczony po wczorajszych wydarzeniach... Tak zmęczony, że nic mu się nie śniło. Czuł się cudownie rozluźniony, a sen zdawał się tak przyjemny jak nigdy.
     Uniósł rękę, szukając przez sen ciepła Aominecchi'ego. To było już nawet podświadome... Chciał wtulić się w jego rozgrzane ciało, bez tego nie spałby tak spokojnie.
     Widząc jak blondyn szuka go po omacku przysunął się do niego. Ten zaraz wtulił się w jego tors, zakładając jedną nogę na jego. Jak dziecko... Albo jakiś zwierzak. Tylko mu uszy i ogon dorobić. Nawet mazga się jak szczeniak. Nakrył go szczelniej kołdrą, kładąc głowę blisko jego.
     Kise znów zapadł w mocny sen. Było mu przyjemnie i tyle wystarczyło, by przez następne godziny w ogóle nie liczyć się ze światem.
- Aominecchi... - mruknął, gdy w końcu przyszły sny. Przyjemne sny...
- Mmmm? - Zapytał. Nie usłyszał odpowiedzi, spojrzał na niego i zorientował się, że nadal śpi. Nie ukrył uśmieszku satysfakcji na myśl, że blondyn wymawia jego imię nawet przez sen. Nadal szczerząc się sam do siebie oplótł go ramieniem.
- Nnn... - westchnął jeszcze tylko i zamilkł. Nie wiedział, że gada przez sen. Zwykle działo się to późno w nocy, czy też wcześnie nad ranem, jak kto woli, dlatego nikt go nie słyszał. Wszystko wina Daiki'ego, że obudził się o tak nieludzkiej godzinie i akurat trafił na jeden z takich nielicznych momentów. - Nie tutaj... - westchnął ledwie dosłyszalnie w jego tors.
     Zatrzęsły mu się ramiona słysząc o czym plecie Kise. Zmienił wyszczerz na pobłażliwy, gładząc jego plecy. Jedno wie na pewno - nie powie mu o jego sennych fantazjach. Niech żyje w niewiedzy~. Kiedyś, gdy przyjdzie odpowiedni moment, opowie mu o tym, obserwując jak zamienia się w piwonie, heheszki.
- Tylko z tobą... - mruknął jak rozpieszczony kociak, uśmiechnął się i spał dalej. Już więcej się nie odezwał, aż do swojej pobudki... A ta miała nastąpić dopiero za kilka spokojnych godzin, gdy słońce już dawno wzeszło... 
 Daiki zasnął jakiś czas później. Nie chciało mu się tak siedzieć bezczynnie i gapić w sufit. Śliniąc poduszkę śnił o Kise, dużych cyckach i wszechogarniającej tęczy.


********

     Blondyn otworzył oczy już wczesnym południem. Przetarł oczy pięścią i popatrzył na leżącego obok niego Aomine. Tyłek go piekł... Sięgnął dłonią między pośladki i wytrzeszczył oczy. Czy to była Aominecchi'ego... Czyli to była PRAWDA?! - krzyknął w myślach. Więc... To mu się nie tylko śniło... I teraz...
     Delikatnie się zarumienił, patrząc na śpiącego Daiki'ego.
     Przewrócił się na drugi bok, mamrocząc coś pod nosem. Wtulił nos w poduszkę, chrapiąc cicho.
- Aominecchi... Oy, Aominecchi... O-obudź się... - mruknął. W końcu nachylił się i zaczął go całować. Z początku delikatnie, potem coraz mocniej, aż rozchylił jego wargi i sam zaczął pogłębiać pocałunek. Tak jakby dominował nad Aominecchim... To było takie niesamowite uczucie! Zupełnie, jakby miał kontrolę... Cudowne, a jednocześnie tak wręcz... niedorzeczne...
     Przez sen zaczął odwzajemniać pocałunek. W końcu wróciła do niego reszta jego świadomości. Obudził się, spoglądając w oczy nachylonego blondyna.
- Możesz mnie tak budzić częściej. - Stwierdził nieco sennym głosem, po chwili wracając do pocałunku. Nie wie skąd on się takiej wprawy w całowaniu nabawił, ale nie jest najgorszy. 
- M-mhm... - mruknął, rumieniąc się. Czuł już, że Aomine przejmuje kontrolę nad pocałunkiem... Nie, żeby to mu się nie podobało... Podobało, chociaż pewnie normalnie by tego nie przyznał... No i wciąż go obejmował, a byli nadzy... Zaraz, NADZY?! - Aominecchi! - pisnął, odpychając go lekko. - P-puść, bo ja... Ja jestem nagi i wesz, to ja się może pójdę umyć atyjużsięubierz! - wyrzucił z siebie szybko. Tak szybko, że końcówka zlała się w jeden ciąg wyrazowy, niekoniecznie zrozumiały. Kise zaczerwienił się cały. Znów jak ostatni debil...
- Głupek. - Podsumował. - Jakbym cie wcześniej nagiego nie widział. - Przeciągnął się, wstał i podszedł do komody w poszukiwaniu jakiejś bielizny. - Wiesz co. Na urodziny kupię ci taką zajebistą doniczkę. Będziesz idealnie prezentował się jako piwonia.
- To nie śmieszne, Aominecchi~! - jęknął, zakrywając się kołdrą. Po chwili wyskoczył z niej i pognał do łazienki. Serce mu szybciej biło... Musiał się opłukać, bo to wciąż nie dawało mu spokoju... Cały czas czuł go w sobie... Ugh, nie mógł się teraz podniecić! Czym szybciej wszedł pod prysznic.
- Jest, jak dla mnie byłbyś seksownym chwastem. - Skomplementował go. Widząc jak spieprza do łazienki poszedł za nim. - Mogę wejść? Jak tak to wchodzę, jak nie to też wchodzę. - Oznajmił, po czym nie czekając na odpowiedź wszedł do środka, wbijając mu pod prysznic. - Bu. - Ułożył usta w tradycyjne "O" strasząc go. 
- Aaa! - pisnął, zakrywając, co jego.  - Aominecchi! Tak nie wolno! - kucnął, kontynuując spinanie na sobie płynu do kąpieli. Jak on mógł mu tak wbijać pod prysznic bez pozwolenia??? A gdyby... A gdyby... No a gdyby się kąpał?! ...Nie, zły przykład. A gdyby akurat był na toalecie?! - Aominecchi, a jakbym akurat musiał do toalety??? - spytał z wyrzutem.
- Słychać dźwięk prysznica, ciołku. Umyć cie? - Zapytał w pełni wyluzowany. Podszedł do niego, stając w ciepłym strumieniu wody.  
- Mhm, no racja... - mruknął zawiedziony, że jego pytanie retoryczne było nietrafione. - C-co? Aominecchi, a-ale... - burknął, ale w ostateczności nie zaprzeczył, tylko wstał i podał mu płyn do mycia ciała. - Dobra, możesz pomóc. Pleców nie sięgnę... - mruknął dość cicho.
- Mhm... - Mruknął biorąc od niego płyn. Namydlił sobie dłonie, zaczynając myć mu plecy. Delikatnie zaczął je masować.
     Blondyn uśmiechnął się delikatnie. Ręce Aominecchi'ego też potrafiły cuda... A przynajmniej... Jakoś samoistnie się rozluźniał pod ich dotykiem. Nie spodziewał się, że Daiki tak potrafi... Było mu... Miło... Tak po prostu...
 Zjechał na jego ramiona. Po porządnym namydleniu ich, przytulił się do niego, starannie gładząc brzuch. Położył głowę na obojczyku, delikatnie całując go w szyję. 
     Ryouta zadrżał lekko, czując pocałunek. Skąd nagle w Aominecchim tyle czułości... dla niego...?
- Aominecchi... C-co robisz...? Jesteś taki... delikatny... - wydukał. Nie, żeby to mu się nie podobało... Po prostu czuł się aż... Dziwnie. Dziwnie, ale przyjemnie. Serce mu przyspieszało i robiło się słodko...
- Nie muszę. - Stwierdził, dalej go dotykając. Ponowił pocałunki, robiąc mu serię malinek na szyi i barkach. Przysunął się bliżej niego, starannie obejmując ramionami. Uwolnił go na moment z uścisku, sięgając po gąbkę leżącą na półce. Napienił  ją żelem zaczynając obmywać mu uda, po wczorajszych wydarzeniach.
- Hmm... Ale to przyjemne... - dodał ciszej. W ciszy dał się myć, czując, jak od czasu do czasu po plecach przebiega mu niekontrolowany dreszcz. - Aominecchi, czy ty chcesz... Mmm, poczekaj chwilę... - Delikatnie odtrącił jego rękę i odwrócił się przodem do niego, wtulając się w jego tors. - Czy masz ochotę...? Bo jak tak, to ja nie mam nic przeciwko... - Zerknął na niego, a po chwili sam stanął na palcach, żeby sięgnąć jego ust. Chciał powtórzyć te niesamowite uczucia z wczoraj... Po prostu miał taką ochotę...
     Pocałował go na znak zgody. Pogłębił pieszczotę, wypuszczając gąbkę z rąk. Przeniósł rękę na jego podbrzusze, drugą wplatając we włosy. Kto by pomyślał, że Kise to taka niewyżyta bestia. Nie żeby narzekał, co to, to nie... Jak będzie grzecznie rozkładał przed nim nóżki kiedy będzie chciał, to może kiedyś pomyśli o jakimś pierścionku czy coś w ten deseń. Najwyżej wyjadą po ślub do vegas, najebią się w trupa i spędzą najzajebistszą noc poślubną jaką świat miałby przyjemność słuchać.
- Jesteś strasznie niewyżyty. - Mruknął z perwersyjnym uśmieszkiem na twarzy. - Lubię to.
- Mmm.. W-wcale nie! - zaczerwienił się, ale też jęknął. Bądź co bądź... Aominecchi się zgodził.
     Ładnych kilkanaście minut później Kise przysiadł w brodziku prysznica, zmęczony. Tyłek go bolał... Ale nie było jak się położyć, więc zamiast tego przykucnął. Było mu teraz tak nieziemsko, że mógłby znów się położyć i nie wstawać do wieczora... Jednak miał jeszcze pracę... A właśnie, pracę!!! A on był cały w malinkach... O nie, dziś przebiera się sam... I najlepiej w jakieś porządne koszule... Albo wykorzysta cały puder, jaki tam składują...
- Aominecchi, ja muszę do pracy... - jęknął.
- Weź wolne. - Wzruszył ramionami. Ale w sumie chciał z nim iść... Zobaczyć miny tych wszystkich nadętych dupków gdy go zobaczą z bolącym tyłkiem, przez który ledwo chodzi i pokaźnym wianuszkiem malinek na całym ciele, na brzuchu nie kończąc. Zakręcił wodę, zarzucając na niego suchy ręcznik, samemu owijając sobie jeden w pasie. Pobieżnie go wytarł, wychodząc z nim do głównej części łazienki. - No chyba, że chcesz powtórzyć. - Spojrzał na niego z ukosa, zabawnie poruszając brwiami.
- Nie mogę tak po prostu wziąć wolnego... - poskarżył się. - Sesje są ściśle powiązane z terminem wydawania gazet... Ja dam radę, tylko nie mogą mi dać jakichś krótkich bluzek, czy coś... - burknął. - Tak poza tym, to mogę na to iść... Właściwie muszę. - Podrapał się po głowie. - Więc... Aominecchi, idę się ubrać... - westchnął i wyszedł z łazienki. Koniec sielskiego życia, praca czeka...
- Gdzie twój telefon? - Zapytał obojętnym głosem. Wyszedł z łazienki i powędrował za nim do sypialni. Omiótł pokój wzrokiem i wyszukał komórki. - Łap. - Rzucił mu ją. - I wykręć mi do nich numer. - Usadowił się wygodnie na łóżku, zakładając ręce za głowę.
- Mh... - "pufnął", patrząc na niego nieufnie. - Tylko nie mów nic, co by mnie mogło pogrążyć, Aominecchi... - uprzedził, wykręcając numer. - Trzymaj. - Podał mu telefon i usiadł obok niego. Ciekaw był, co takiego ten ma zamiar powiedzieć...
Wcisnął przycisk połączenia. Nie minął choćby sygnał, gdy w słuchawce rozległo się krótkie, standardowe: "halo?"
- Kise dzisiaj nie przyjdzie do pracy. Ma randkę z bolącym tyłkiem i nie jest w stanie wstać z łóżka, po zdradzie z asfaltem. Odezwie się jak już wróci do normy. - Rozłączył się i wyłączył komórkę. Rzucił blondynowi telefon i obdarował go znudzonym spojrzeniem. Nie będzie się z tymi arogantami bawił w jakieś srete-tete i tłumaczenia. Dupa Ryoty zostaje z nim i nigdzie się nie rusza. Wyciągnął z szuflady gazetkę, zaczynając się edukować.
- Aominecchi! - wziął telefon i szybko go włączył. Jeśli nie manager, to ciocia mogła zaraz zadzwonić... - Można to było milej załatwić. - nadąsał się. Położył telefon na szafce i podszedł do swojej torby, próbując znaleźć bieliznę. W końcu się udało! Założył więc na siebie bokserki i zajął się kompletowaniem reszty ubrań. Bądź co bądź były trochę wymiętoszone...
- A po co. - Przewrócił stronę czasopisma. Ukosem spojrzał na ubierającego się blondyna. - Tak właściwie, to czemu nie mówisz mi Daiki?
- Dlatego, że mogę stracić tę pracę, Aominecchi! - fuknął i naciągnął spodnie. - Nie mówię... Bo normalnie mówi się Aomine, a przecież wiesz, że dla mnie jesteś Aominecchim... Bo cię szanuję... - wymamrotał. - Ty też nie mówisz mi Ryouta, prawda?
- To dodaj to swoje "-cchi" do Daiki. - Odpowiedział. - Mogę mówić. - Odłożył Mai-chan na półkę i przeciągnął się. Podszedł do komody i wyjął pierwsze-lepsze bokserki, zaraz je na siebie zakładając i rzucając ręcznikiem w kąt.  
- Daikicchi...? A właściwie dlaczego zależy ci, żebym mówił "Daiki"~? - Uśmiechnął się, pojawiając się tuż przed jego twarzą. - Aominecchi, powiedz~!
- Bo ja jestem twój, a ty jesteś mój. Proste. - Oznajmił. Obdarował go tym samym, monotonnym spojrzeniem co zawsze kierując się z powrotem na łóżko. Dziś ma romans z poduszką, nawet Kise ich nie rozdzieli. 
- Ty... Mój...? - Uśmiechnął się pod nosem, po czym poweselał jeszcze bardziej i wskoczył na łóżko tuż obok Daiki'ego. - Daikicchi~! A więc... Khem... Jesteśmy parą, tak...? Tak... Oficjalnie? - spytał wesoło, maskując lekkie zażenowanie. No bo chyba... Chyba byli razem, no więc byli parą... Nie?
- Mhm. - Mruknął i objął go ramieniem. - Ale powiedź o tym Satsuki, a twoje kosmetyki długo nie pożyją. - Zaznaczył. Tylko tego mu brakowało. Zagorzałej yaoistki, łaknącej gej-porno na żywo. Gdyby się o tym dowiedziała pewnie podłożyła by tu jakieś kamery i truła dupę do usranej śmierci.
- Dobrze, nie powiem~! - Wtulił się w niego. I tak nie miał dziś już żadnego zajęcia, więc mógł tak leżeć~... Chociaż obejrzałby jakiś film~... Poszedłby do kina~... Cokolwiek, byle znów czuć się jak normalny nastolatek... Pewnie zaraz wstanie... Ale zaraz, bo teraz chciał trochę ciepła od swojego  Aominecchi'ego~... Od Daiki'ego...  
- Nie za wygodnie ci? - Zapytał z lekkim, asymetrycznym uśmiechem. Ostatnio dość często się uśmiechał... A to wina tylko tej jednej osóbki. Chociaż jakby pomyśleć to zawsze się z nim dobrze dogadywał, żartował i droczył... Ten gej spedalił go już wcześniej! Ciekawe co powie jego droga rodzicielka na jego nową, jakże tęczową orientację.
- Nie może mi być "zbyt" wygodnie, Daikicchi~! - Uśmiechnął się, zamykając oczy. "Daikicchi" tak dziwnie brzmiało... - Zresztą i tak zaraz idę przed telewizor, więc nie poleżę sobie za długo... - dodał spokojnie. Wygodnie było, co racja to racja, ale pewnie zaraz by zasnął...
- Obejrzymy razem mecz, co ty na to? - Zapytał. I tak miał go oglądać, w sumie w towarzystwie byłoby ciekawiej. Ułożył wygodniej głowę, kładąc ją na blond hełmie. Jak porno kocha, te włosy muszą być tlenione.
- Mecz? Uhm, no dobra~... To musisz wstać. - Ziewnął. Tak bardzo chciało mu się spać. Jak... Jakby... Jak to porównać? Jak bardzo sennym grzybkom z krainy fatamorgan... Co? Dobra, nieważne. To przez ten prysznic z rana. - Umm, wstajemy. - Otworzył oczy i uniósł lekko głowę. - A co chcesz na śniadanie?
- Wybieraj. - Nic sensownego nie przychodziło mu na myśl. - Jeszcze chwile tak zostańmy. Zaczyna się dopiero za godzinę. Mamy jeszcze trochę czasu.
- Mmm... - Przyłożył głowę do poduszki. - Ale ja zasnę Daikicchi... Obudź mnie na mecz, dobrze...? - Wtulił się w niego ufnie. - Kocham cię... - Uśmiechnął się. Chciał mu to powiedzieć i w końcu znalazł się odpowiedni moment... Chociaż może każdy moment był odpowiedni...? Nie wiedział... Nie chciał myśleć... Jakimś cudem to go wykończyło... Musiał się chociaż zdrzemnąć.
- A mnie to nikt nie obudzi... wygodny się robisz. - Mruknął w jego włosy. Na jego wyznanie jedynie pocałował go w głowę.  
- To pośpijmy razem... Nie mamy dziś nic do roboty, prawda...? - mruknął już nie do końca przytomnie. Ledwo poruszał ustami. Prawie spał...
- Nie. Dziś można się opierdalać do woli. - Odpowiedział. - Śpij... - Dodał, nie oczekując komentarza do poprzedniego zdania.
     Kise zasnął głębokim snem na zregenerowanie sił. Przez co najmniej godzinę chyba nie miałoby żadnego sensu go budzić. Od czasu do czasu tylko z głębokim westchnieniem łapał powietrze. Nie zauważyłby, gdyby im nawet sąsiadka wparowała do domu...
Daiki obserwował spokojny sen Ryoty. Rozpamiętywał ostatnie wydarzenia i zastanawiał się jakim cudem do tego doprowadził. W końcu doszedł do wniosku, że jego zajebistość jest tak wspaniała, że omamiła blondyna, który chce stać się taki jak on. Tak. Tak właśnie było.
     Blondyn spał jak zabity, aż do chwili, w której do jego świadomości zaczęła przebijać się złośliwa melodyjka. Coraz głośniejsza, wdzierała się w jego przyjemny sen. Odrywała od ciepła... Jego telefon. Musiał znaleźć telefon. Ale tu, czy tam...? Która jawa była prawdziwa...? Jak miał z niej wyjść? 
- Halo? - Daiki odebrał telefon. Zdezorientowany głosem rozmówca nie odzywał się jeszcze przez chwilę.
     Na dźwięk głosu Aominecchi'ego w końcu wyrwał się ze snu. Jeszcze nawet nie myśląc, sięgnął po telefon.
- Moshi moshi? - mruknął sennie. W słuchawce usłyszał ciche westchnienie.
- No tak, to musiał być Aomine-kun, prawda? Przeproś go ode mnie... Poza tym... Obudziłam cię? Myślę, że jestem usprawiedliwiona, mam dobrą wiadomość~! Gadałam z twoimi rodzicami, przystali na moje warunki! Twoja siostra pomieszka ze mną jakiś czas~! Cieszysz się~??? - spytała wesoło.
- N-no jasne, że tak! - prawie krzyknął, oszołomiony. - Możemy przyjść???
- Jasne~!
- Ok, dziś będziemy, tylko musimy się ogarnąć~... To nam zajmie do dwóch godzin, może być?
- Jasne, do mnie wpadajcie kiedy chcecie! - zaśmiała się. - To paa! - rozłączyła się przy wtórze wesołych śmiechów jego siostry.
- Aominecchiii~!!! - krzyknął wesoło, rzucając się na niego, nie zważając na to, że prawdopodobnie jest mu niewygodnie pod jego ciężarem. - Znaczy, Daikicchi~!!!  - zaśmiał się. - Udało się~!
- Hę? Co się udało? Urlop z podwyżką dostałeś, że się tak zęby suszysz? - Odwołaj jednak samemu w myślach tą opcję widząc jego zarumienioną ze szczęścia mordę. - Zgaduję, że wygrałeś życie.
- Wygraaałem żyyycieee~! - zaśmiał się, oplatając go rękami i nogami. - Daikicchi jest moim chłopakiem~! A moja siostra i ja nie będziemy już mieli problemów z rodzicami~! ...Daikicchi, kocham cię... - westchnął, a z jego oczu mimowolnie popłynęły łzy szczęścia.
- Brałeś coś? Chociaż to chyba u ciebie standard... - Zaśmiał się obejmując go mocniej. - Uczcimy to? - Zapytał, po chwili wpijając się w jego usta. Ręka powędrowała w okolice bokserek, a Kise nadal był taki radosny jak wcześniej.
     Jak będzie mu jeszcze robił pranie i kupował pornole to zacznie poważnie myśleć o jakimś pierścionku.
- M-mhm... - mruknął, rumieniąc się lekko, ale już powoli ściągając z niego koszulkę i dołączając do pocałunku. Nie ważne, ile miało trwać ich szczęście... Teraz byli szczęśliwi.      
Kochał go.

~End~