Blog poświęcony Anime Durarara!! Znajdziesz tu opowiadania yaoi (mężczyzna x mężczyzna) Shizaya (Shizuo x Izaya), Izuo (Izaya x Shizuo) i IzaKida/Kizaya (Izaya x Kida). Jeśli nie tego szukałeś i treści tu przedstawiane ci nie odpowiadają prosimy o opuszczenie tego bloga. Pozostałych zapraszamy do czytania.

niedziela, 27 października 2013

Hejo~! WAŻNA SPRAWA CZ 2

konkretniej w komach skończyło się miejsce na plan XD
Więc w nowej proszę o jego dalszą część dobra?
Dla niewtajemniczonych link do wyjąśnień
 Ważna sprawa 1- wejźcie to nic strasznego :)
A no i może... dodam jeszcze cały dotychczasowy plan tu żeby nie szukać go po komach, mam nadzieję wam trochę ułatwić :)

1. Shizuś siedzi sobie w kąpieli z różowymi bąbelkami i nagle wpada mu do łazienki ekipa filmowa.
2. Prowadzący oznajmia zszokowanemu brunetowi (który zasłania sobie przyrodzenie bąbelkami. Dobra, wiem, miałam za mocno nie rozbudowywać. Sorki. Już przestaje. Możesz o tym zapomnieć.) że jest z programu "Wybacz mi proszę" a przysyła ich nie kto inny, jak jego zaprzysiężony wróg.
3. Szef ekipy tłumaczy Shizusiowi, że w ramach przeprosin może dać Izayi jedno zadanie, ale może być tylko takie na zgodę. Izaya z góry musi się zgodzić.
4. Niech nasz słodki brutal każe Izayi przez jeden dzień ew tydzień (a co tam , będzię opo na dłużej :P Tu już wybór zostawiam komu innemu) udawać swoje zwierzątko (Najlepiej kotka, bo taki petuś mi pasuje, ale może być też chomik, albo króliczek play-boya XD. Najfajniej coś czemu można przyczepić obróżkę, uszka i ogonek)
5. I w tym momencie wpada Psyche~! Oczywiście traktuje Shizusia jak swoją własność.
6.Izaya strasznie sie wkurza na Psyche i zaczyna rzucac w niego nozami wtedy Shizuo niespodziewanie zaczyna dopingowac bruneta
7.Nastepnego dnia Shizu-chan wsciekly, ze mu drogowcy zabrali wszystkie zanki drogowe, biegnie do mieszkania pchly, wywaza drzwi i zastaje Izaye masturbujacego sie na stole wibratorem i jeczacego bezwstydnie jego imie (Shizuo)
8.Za blondynem do mieszkania informatora wbiega jeszcze Psyche i Delic i chca sie dolaczyc do Izayi
9.Nagle wparowują Tsugaru oraz Hibiya i na widok Izayi, a przed nim skołowanego Shizuo odciągają od siebie Psyche i Delica (tak na wszelki wypadek jakby coś Delicowi strzeliło do łba xD )
10.A wtedy okazuje się, że to był Psyche w przebraniu Izayi, który chciał oczywiście zabrać Izayi blondyna... Więc teraz prawdziwy informator, chce zamordować Psyche, że zrobił coś takiego na oczach Shizusia...
11.Nagle Shizuo budzi się z owego chorego snu (bo to wszystko tylko mu się przyśniło/majaczył), jednocześnie krztusząc się wodą. Okazuje się, że Psyche, wpadając w trakcie nagrania sprawił jakoś, że Shizuś uderzył głową o wannę i zaczął się topić.
12.Skolowamy Shizu-chan wychodzi z wanny nie zwracajac uwagi na swoja nagosc, a Psyche podbiega do niego i zaczyna go calowac i macac~!
13.Psyche jest w niebo wziety i dalej caluje i piesci zdezorientowanego Shizuo, zaciaga go do lozka, gdzie blondyn nie moze sie juz opszec i namietnie sie kochaja :D
14.Izaya skądś się o tym dowiaduje. (Skąd i jaka jest jego reakcja, to już zostawiam innej wyobraźni~... ;3)
15.Wsciekly brunet wysyla Psyche dzieki swoim kontaktom w kosmos i w akcie zemsty idzie do lozka z Delicem~!
16. Shizuo nie rozumiejacy calego tego zajscia chce isc do Izay ale dobrze nie wychodzi z pokoju I zastaje nagiego Izaye w przedpokoju.
17.Po kilku sekundach Shizuo dostrzega rowniez Delica, ktory juz po stosunku nadal klei sie do bruneta. Blondynek wpada w szal i wyskakuje przez okno biegnie do Shinry
18.Shizu-chan opowiada przyjacielowi o dziwnym uczuciu, ktorego nie rozumie, a ktore obudzilo sie w nim po zobaczeniu rozanielonego i nagiego Izayi w objeciach rowniez nagiego Delica :D
19.Shira nie wiedzac co powiedziec, westchnal I stwierdzil, ze od
jakiegos czasu przypuszczal iz Shizuo moze palac jakims innym uczuciem oprocz nienawisci do Izay.
20.No więc, to był tylko koszmarny sen, bo Shizuś wziął za dużo leków na uspokojenie i miał zwidy. A TERAZ normalna akcja, to znaczy Shizuś budzi się w swoim łóżku i widzi Izayę z obiecanymi kocimi uszami.
21.Kaze brunetowi bawic sie klebkiem welny i mruczec jak maly kociak nagrywa to
22.I w myślach przyrzeka sobie, że kiedyś zrobi z tego stosowny użytek :3
23.Zawstydzony Izaya robil to co kazal Shizuo, co jakis czas denerwujac go zlosliwymi uwagami co do jakze ciekawego rozkazu...
24.Po zjedzeniu śniadania, idzie sobie na kanape, obejrzeć film, a Izaya jak to grzeczna kicia kładzie mu się na kolanach...
25.Shizus z nudow drapie go za uszkiem i po plecach. Izaya uwaza ze to przyjemne i chce jeszcze zeby go podrapal po brzuszku :3
26.Izaya zaczyna wpychać kłębek wełny w przyrodzenie Shizuo xD (ma być komedia nie?)
27.Shizus karze koteczka i nakazuje mu chodzic na 4 lapkach. Ida na spacer do parku gdzie spotykaja Psyche i Delica rozmawiajaccych
28.A Shizuś olewa wszystko, co się wokoł niego dzieje i gratuluje sobie w myslach genialnego zadania
29.Pokornie idac za Shizuo blaga w myslach by widzialo go jak naj mniej osob.
30.Psyche i Delic nasmiewaja sie z bruneta, ze dal sie w to wrobic. Shizuo tez sie smieje
31.Izaya glosno przeklinal w myslach ale udawal, ze go to nie obchodzi I otarl sie o noge Shizuo miauczac przy tym. 'nie umiem napisac miauczac poprawnie chyba... Bycie mna xd'
32.Izaya żeby uniknąć kompromitacji (w końcu miał się bawić, nie poniżać) i nie łamać zasad udaje, że tak się wczuł w kota, że jeży się i ucieka przed psem.
33.A Shizuś zaczyna go gonić i smiać się, w koncu go lapie, zanim brunet wpakuje się pod samochód...
34.Izaya za miauczal kiedy Shizuo bral go na rece po czym polizal go w policzek
35.Rowerzysta wjechał w nich obu, przez co Shizu się na niego wściekł i zaczął go gonić.
36.Izaya zostal na ziemi I patrzyl sie ' xd'
37. Ale zauważył, że Izayi od uderzenia zrobiła sie rana na ramieniu, więc zrezygnował i poszedł do domu z brunetem na rączkach
38. Izaya mdleje w ramionach blondyna
39. Shizuo szedl do domu szybkim krokiem I kiedy byl juz kolo mieszkania kiedy byl juz blisko domu spotkal Celty, ktora uciekala przed drogowka
40. Celty miała przewieźć w bezpieczne miejsce psa i teraz zostawiła go (przeniosła cieniem) Shizuo, żeby się nim zajął do jej powrotu.
41. 'Shizuo westchnal cicho I zawolal psa gwizdaniem. Mial tylko nadzieje, ze Izaya za szybko sie nie obudzi'
42. W końcu Izaya i pies raczej by się nie dogadali. Powziął więc dalej mozolną wędrówkę do swojego domku. Kiedy tam dotarł, szybko opatrzył chlopaka i przygladał mu się, kiedy on spał (był w stanie zemdlenia?) Czyli w koncu jest ten pies? No to dopisek do mojego- szedł z Izayą na rękach i psem przy nodze xD
43. Zemdlaly brunet zaczal sie wybudzac
44. izaya się powoli wybudza
45. Pies podszedł i zaczął lizać Izayę po twarzy. Izayi śniło się, że to Shizu.
46. Shizuo kontem oka spojrzal na psa I Izaye, stwierdzajac przy
tym ,ze slodko razem wygladaja
47. Obudził się więc do konca i zaczął wrzeszczeć, bo nie spodziewał się, że to pies xD
48. Shizuo tylko sie zasmial I wytlumaczyl sytulacje Izay'i
49. Izaya wyrzuca psa za drzwi i znowu wczowa sie w role kociaka
50. izaya podchodzi do shizuo i I karze mu robic cos co kociaki bardzo lubia (Podszedl I zaczal krzyczec I plakac)
51. Nagle wbiega Erika wpuszczając psa i mówi że ludzie widzieli Izayę w ...
52. Erika Nie dokancza bo zauwaza bruneta w kocim kostiumie
53. Izaya popatrzyl na dziewczyne po czym na Shizuo I uciekla do lazienki.
54. Erika dobija sie do drzwi poddaje sie i idzie pomyszkować w domu shizuo
55. Erika opowiada blondynowi o nowej mandze yaoi
56. W tym czasie pies przypuszcza atak radości na Izayę, a Shizuo A Shizuo jest zazdrosny
57. zaczyna ściągać strój barmana (bo mu goroąco czy coś xd) i erika myśłi że tańczt striptiz dla izayi
58. Izaya zaczyna się bać, że Shizu ma zamiar coś mu zrobić.
59. Shizuo dziwnie patrzy na Izaye I zastanawia sie o co mu chodzi...
60. No to Erika dostaje krwotoku z nosa i mdleje z wrazenia ;D
61. Shizuo słysząc łomot idzie sprawdzić co się stało (już bez koszulki). Zabiera się za przenoszenie Eriki gdzieś na łóżko/na kanapę (pozostawiam to tobie, Kiasarin-san~!
62. izaya zostaje sam na sam z psem
63. Pies znów zaczyna się do niego natarczywie łasić, więc ten idzie za Shizusiem. Zastaje go półnagiego, pochylającego się nad Eriką.
64. Izaya cos sobie wyobraza I wychodzi z lekkim rumiencem, nie przejmujac sie nawet psem.
65. Shizuo wraca do pokoju i zastaje Izaye który uaktywnia swoje kontakty by zemśćić sie na erice
66. Iza-chan chce ją pozbawić dostępu do doujinów
67. Shizuo wchodzi i zaczyna zajmować się psem i gadać do niego... Jakby nigdy nic.
68. Shizuo dalej sie rozbiera ( bo chciał umtyć psa czy cuś)
69.izaya ze złości drze karte na kturej rysował i prosi shizusia o kilka kartek
70. Shizuo mówi, żeby sam sobie znalazł w biurku i zaciąga psa do łazienki. A Izaya zagląda nie do tej szuflady i znajduje...
71. Izaya znajduje kartki, ale nie tylko. Znajduje trzy prezerwatywy. ( tam są nagie zdjęcia małego Shizu-chana)
72. Wpada do Shizusia ze złośliwym pytaniem, jakimś odnośnie swojego znaleziska.
73. Shizuo jak gdyby nic, odpowiada na pytanie czerwonookiego. i zaczyna suszyć psa szuszarką
74. Izaya robi mine typu 'wtf' I patrzy jak blondyn suszy psa.
75. Jednak w trakcie pies odbiega i rzuca się na Izayę, mocząc całą jego koszulkę i spodnie.
76. Shizuo patrzy na cale to zajscie smiejac sie jak opentany
77. izaya sie rozbiera i w stringach staje przed shizuo...
78. Shizuo każe mu TERAZ udawać kotka, bez ubierania się w cośkolwiek... I ładnie się łasić, w zamian za nagrodę.
79.  Shizuo patrzy na Izaye glodnym wrecz wzrokiem
80. Izaya pokornie udaje kota I lasie sie o jego noge mruczac przy tym.
81.ale nie tylko shizupatrzy sie głodynm wzrokem izaya pociąga też pieska....
82. Zuy Shizuo zamyka pieska w kibelku xd
83.shizuo znów kierje całą swoją uwage na izaye
84. Shizuś przykuca i badając, na ile ten dziwaczny Izaya da sobie pozwolić, przyciąga go za włosy do pocałunku. (Czy się będzie wyrywać czy nie, to już wasza wyobraźnia~... ;3)
85.izaya wstrzyka coś shizusiowi i przejmuje kontrole nad pocałunkiem
86. Strzykawka z dawką, która mieści się w stringach była za mała i nie zrobiła żadnego wrażenia na Shizuo. Po oddaniu mu na chwilę dominacji, wpił się w usta Izayi jeszcze mocniej i przewrócił go na podłogę.
87. Izaya glosno jeczy kiedy uderza glowa o podloge. Shizuo wykorzystuje ten moment i ściąga z niego stringi, póki jest rozkojarzony.
88.  Iza-Iza poddaje sie woli bruneta i spelnia jego KAZDA zachcianke~!
89. W końcu Shizuś, zmęczony dzisiejszym dziwacznym dniem i kilkoma innymi rzeczami, stwierdza, że może zasnąć nawet na podłodze. Ale przeszkadza mu w tym  przeszkadza mu w tym suchosc w gardle. Idzie sie napic
90. W kuchni zastaje burdel, bo Tsugaru i Psyche zrobili wlam na jego mieszkanie i wypili mu mleko
91. Psyche przestraszony przygląda się Shizusiowi i zanim ten na dobre się wścieka, Psyche idzie szukać osoby, z którą Shizu "to" zrobił. Naturalną koleją rzeczy zmierza do sypialni~...
92. W sypialni zastaje spiacego, zwinietego w klebek Izaye. Rozczula sie i robi mu fotki, a potem...
93. Wsciekly Shizuo krzyczy na Tsugaru i kaze mu zapieprzac do sklepu po mleko. Nie obchodzi go ze jest polnoc
94. Tsugaru chce iść po Psyche, a Shizu zmierza w tę samą stronę... Dźwięki aparatu doprowadzają ich pod drzwi sypialni, gdzie czai się Erika, nagrywając wszystko.
95.  Wparowuje banda Kadoty i Togusa zaciąga Erikę za linę holowniczą do vana.
96.  Shizuś, przeklinając pod nosem yaoistki-wariatki wchodzi do sypialni i zastaje... Psyche robiacego fotki Izayi.
97. shizuo posatanawia że nie będzie gorszy i razem z tsugaru strzelają sobie sweet focie na fejsa:)
98.Izaya sie budzi i widzac Shizuo i Tsugaru strzela face palma ;P
99. Tsugaru i Psyche wychodza, a Shizuo i Izaya nie wiedza jak sie zachowac i rozmawiaja o tym co pomiedzy nimi zaszlo tej nocy ;)
100. Shizuś czuje się mocno zdezorientowany i próbuje to sobie poukładać. Z kolei Izaya łatwiej przyswaja sobie prawdę (bo jak to ma być nieprawda~? ;33) i po prostu się w niego wtula.
101. Shizuo odtrąca bruneta i mówi, że ta noc nic dla niego nie znaczyła i, że mają o niej zapomnieć, a Izaya... stwierdza, że to "ok", oraz dla niego to znaczy to samo, podczas gdy tak naprawdę...
102. idzie napić sie z tsugaru i psyche
103. Najebany w trzy dupy Iza-chan napada w nocy na Shizu-chana i...i za to że tak skrzywdził go izaya zapałką podpala koszule shizu chana :D
104. Shizuo pszerazony bieg po pokoju krzyczac
105. Izaya wylewa na niego kubek kawy by go ugasić, a wściekły Shizu-chan z psychopatycznym błyskiem w oku podchodzi do niego ze swoim standardowym IIIIIII-ZZZZAAAAAA-YAAAAA-KUUUUN i.... i karze mu (izayi) w ramach zadość uczynienia umyć sobie (shizusiowi) plecki:)
wyjebista
106. Izaya odpowiada mu swoim standardowym I szyderczym usmieszkiem mowiac : Alez oczywiscie Shizu-czan~!
107.  Podczas kąpieli Izaya wykonuje obiecaną czynność, ale myli żel do mycia z...Ze specjalnym plynem do higieny intywnej...
108. Shizuś tego nie zauważa, przez co zaczyna się coraz bardziej podniecać...
109. Izaya widzi to i dolacza do kapieli :3
110.  Podczas niej Izaya zaczyna prowokować Bestyjkę i i postanawia (Izaya) odwalic przed nim pokaz erotycznego mycia się.
111. Napalony Shizu-chan wykorzystuje brutalnie Izaye, a potem tak po prostu wychodzi
112. Wszystkie alter osobowosci urzadzaja przyjecie porozumieniowe dla skloconych (przez powiedzmy kilka dni) chlopakow :)
113.  podczas którego Izaya prowokuje Shizu-chana i wychodzi nam wojna na żarcie
114. W trakcie wpada banda Kadoty i Erika zauwaza Shizuo i Izaye tarzajacych sie razem w czekoladowym ciescie
115.  Izaś zauważając napaloną yaoistkę zbliża się do Shizu-chana iiii... zlizuje mu trochę czekolady z policzka, a Shizuś
116. Shizuo w przyplywie namietnosci nie zwraca na nic uwagi i lapie Iza-Iza za brode laczac ich usta w namietnym pocalunku...
117. Izaya przez chwilę nie wiedział co się dzieje, ale po chwili zaczął oddawać pocałunki. Erika oczywiście zaczęła robić fotki, jednocześnie tamując krwotok z nosa, a wszystkie alter zaczęły gwizdać i wiwatować xD
118.  Erika wstawia ich gorące foty na facebooka, pod którym jest 69 like
119.  A chlopcy godza sie i postanawiaja zostć parą
120. Ale wtedy pojawia sie zazdrosny/a psycho fan/fanka Izayi i chce ich rozdzielic
121. I tu wkracza Erika-szalona-otaku-yaoistka z przyjaciolkami yaoistkami i zaczynaja sie bic
122. Yaoistki wygrywaja starcie i wyrzucaja szalona fanke Izayi, a w tym chasie chlopaki chłopaki wymykają sie tylnym wyjściem aby  pieprzyć się w zaułku, jednak jęki Izayi zwracają uwagę simona który proponuje im sushi
123.  Izaya dławi się ootoro
124. Wiec spanikowany Shizus klepie go w plecy, ale Ale to nie pomaga I Izaya dalej sie dlawi.
125. shizuś zaczyna drzeć sie na simona ponieważ dał izayi ootoro
126. a zaraz Simon wpada na pomysł; mówi: "O Izaya patrz; zdjęcie Shizuo jako króliczka playboya". Izaya przełyka i zaczyna się rozglądać jak idiota. xD
127.  Shizuo pulsuje zylka na czole po tekscie Simona jednak nic nie mowi, lapie Izaye za ramie i zaciaga brunteta w odludne miejsce
 MÓJ PUNKT 127 TO W KOMENTARZACH 139
Przepraszam za zmianę numeracji ale ludzie, kończycie punkt w połowie zdania a 2 osoba dopowiadając pisze to jako kolejny punkt. To w ogóle nie ma już postaci planu.
Poza tym radziłabym wam zmierzać do końca... a no i początkowy wątek jest w ogóle nie rozwinięty... ale dobra nie czepiam się to Wasze Opowiadanie

Sorry za brak poprawek ( kopiowane na gorąco)  a no i jest małą zmiana plan piszecie aż się opko nie skończy, ale nie przedłuzać go sztucznie- proszę. I jeszcze raz napiszę że to ma być Shizaya... jak się wam spodoba to może jeszcze kiedyś coś takiego urządzimy ;) A no i macie pisać punkty, pokolej, czemu? Bo tak to się łatwiej kopiuje i łatwiej to znaleźć w ogule wypowiedzi- bedę wdzięczna jak nie wiem bo to denerwujaće dopisywać numerki

sobota, 26 października 2013

Hejo~! WAŻNA SPRAWA

Mam do was taką jedną ważną sprawę~! Nie, to nie jest notka ale proszę żebyście to przeczytali albowiem tak chcę ( i to właśnie dotyczy notki)~!
Konkretniej~!
Puki co, jako tako mam chęć do pisania... powiedzmy, że wróciła połowicznie z wakacji jak się dowiedziała że ostatnio notkę pisałam przed 10 października....
Ale jakoś nie mam ochoty pisać ani God's Game ani Zakazanej Miłości ( jak na ironię zakazaną miłość miałam pisać jak nie mam pomysłu na nic innego) chciałam walnąć jakiegoś one-shota, ale no.... powiem tak pomysł mam tak jak wenę- połowicznie. Więc czekam spokojnie aż mi się skatalizuje. Ale ja jednak chciałabym coś napisać~! I tu wchodzicie WY~!
Znacie taką zabawę, że każdy pisze jedno zdania a inne osoby mają dopisać kolejne żeby powstało opowiadanie? No to zabawimy się w coś podobnego~! Moja propozycja jest taka:
Niech każdy w komentarzu napisze 1 punkt (nie więcej!!!) planu wydarzeń a jak już będzie ich tak z 15 ( puki co jest spore zainteresowanie... W kilka godzin 8 punktów. Wiec nie ogranicajcie się do 15 zrobimy ich wiecej~! Wstępnie 20 co?) to napiszę według tego planu opowiadanie~! ^^
I teraz zasady:
1. To ma być SHIZAYA ( wybaczcie jeśli ktoś woli izuo, ale większość jest jednak za shizayą)
2.Punkty mają być 1 ewentualnie 2 zdaniowe. Nie rozpisujcie ich dokładnie dajcie działać wyobraźni, na tym polega zabawa~!
3. Po dodaniu swojego punktu trzeba zaczekać, aż ktoś napisze przynajmniej jeden punkt zanim wy dodacie kolejny swój... rozumiecie czy zbyt mętnie wyjaśniam? chodzi o to, że:
xxx- 1. Shizuo i izaya się gonią
yyy- 2. Izaya wbiega do ślepego zaułka
xxx -3. Shizuo przypiera go do ściany
a nie:
xxx- 1.Shizuo i Izaya się gonią
xxx- 2. Izaya wbiega do ślepego zaułka
xxx -3. Shizuo przypiera go do ściany
No to mam nadzieję że wszystko jasne :)
4. Z założenia to ma być coś w typie komedyjki więc bardzo proszę bez depresyjnych kawałków o śmierci głównych bohaterów- ale jak tak napiszecie to oczywiście nie wycofuję się z założenia, napiszę dokładnie według planu.
5. Anonimki też mogą komentować i dopisywać plan, liczę na waszą uczciwość :)
6. Możecie napisać w tych punktach cokolwiek byle składały się one w jakąś logiczną całość. Tj. Jak napisze mi ktoś że np: Izaya rzuca Shizuo dla znaku STOP w którym się zakochał albo że Shinra stworzył jaką miksturę przez którą Shizuo wielbi wszystko co jest różowe i marzy o lataniu na tęczowym jednorożcu( sorry koleżanka podesłała mi taki filmik/przeróbkę/ parodię)- To tak będzie. To wasze opowiadanie i liczę na wasze pomysły. 
7. Wydarzenia mogą być rozciągnięte w dłuższym czasie, najwyżej zrobi się z tego two-shota a może i jakieś krótkie opowiadanko, kto wie :3

No to chyba tyle regulacji~! Liczę, że zechcecie się pobawić i opowiadanko jakoś wyjdzie~!

EDIT: Zapomniałam wam napisać, że możecie ich wysłać wszędzie gdzie chcecie, możecie dodać ich alterego i każdego z tego anime na kogo macie ochotę, a no i oczywiście jeśli chcecie to możecie ich też przenieść w czasie do czasów Rairy, dobra :) Mam nadzieję że będziecie chcieli się tak pobawić bo jednak nie chcę was straszyć ale albo to albo notki nie będzie jeszcze dłuższy czas....

środa, 23 października 2013

Informacje



Witajcie!
Cóż, mamy z Kiasarin-san parę informacji~... Etto, zapewne wam się nie spodobają, ale co poradzę~...

Po pierwsze i najważniejsze, parę słów od Kiasarin-san. Moja kochana pani potrzebuje troszkę odpoczynku... No, ale jak każdy~! Nie dziwię jej się, bo kto by tego nie chciał? Dobra, ja już nie szczekam, niech ona wam dokładniej wytłumaczy, dlaczego...

Hejo ludzie, przepraszam, że nic tak ostatnio nie dodaję, ale jestem na "urlopie". Wstępnie mam go skończyć 3 listopada... Nie wiem, jak będzie w praktyce. A, jeszcze należy wam się jakieś wyjaśnienie, więc:
Kompletnie nie mogę sklecić porządnego zdania, ale na serio. Co chwila powtarzam słowa, albo nie umiem opisać o co mi chodzi/jaka jest czyjaś reakcja. A wolałabym zrobić przerwę, niż wam publikować coś tak okropnego... To tyle~!

A teraz ode mnie. Moja sytuacja ma się odrobinę lepiej~... Piszę, naprawdę piszę, ale idzie mi taaak powoli... Naprawdę nie mogę się za to zabrać porządnie, chociaż próbuję. Nie ma to jak siedzieć i starać się coś wstukać na siłę. Nie mam dość wena na pisanie komentarzy (Właśnie, przepraszam, że nie komentuję, ale... Nie umiem nawet opisać jak mi się czytało. Obiecałam sobie nie czytać nowych rozdziałów dopóki nie będę w stanie skomentować, ale to nie pomaga~... :'c) już nie mówiąc o czymkolwiek innym. Zatem przepraszam. Wygląda na to, że jeszcze kilka dni nic się tu nie pojawi.
*klapnęły jej uszka razem z ogonkiem* Gome... Q.Q *chowa się w bezweniu*

Aha i jeśli chcielibyście wiedzieć, kiedy tak mniej-więcej coś się może pojawić~... Na Halloween już coś mamy. Czy pojawi się coś wcześniej~... Nie wiem. >.>

Wszelkie ochrzany można wstawiać w komentarzach, lub pisać prywatnie. Kontakty do nas obu znajdują się w zakładce "O nas ^^". (Chociaż jak już ochrzan, to raczej do mnie, dobrze~?)

To tyle... Do napisania~!

niedziela, 13 października 2013

Psy420 x Vi138

Z racji tego ze na blogu póki co nie ma możliwości dodania newsów (bo ktoś je zniknął) (To był przypadek Q.Q") i nie chce się to naprawić, harmonogram pojawiać się będzie póki co na początkach notek.
16.10 - "Zakazana miłość" rozdział 2
19.10 - ''Poskromić bestię" rozdział 15
21.10 - " God's Game" rozdział 9

(A teraz już normalna notka~! ;3)


Yo~!!!
Dziś notka specjalna~! :3
Jest to nagroda, jaką wybrała sobie dark_doom za wygraną w konkursie, który zorganizowałam~... Cóż, nie ukrywam, dawno temu. X3 Oczywiście to, że jest tak późno to tylko i wyłącznie przez moje lenistwo~...
Dziękuję Ci, że czekałaś cierpliwie tyle czasu. :3
Jak na mój gust wyszło mi zbyt krótkie, za mało się dzieje i wszystko jest nie dość dobre, żeby Ci to dedykować. To nie tylko kwestia wygranej~... Jesteś ze mną właściwie od początku i aż do teraz. Chciałabym Ci za to podziękować~... Ale chyba nigdy nie napiszę nic dość dobrego, żeby Ci się odwdzięczyć~. ;3
Zatem mam nadzieję, że to ci się w jakiś sposób spodoba~... A jeśli nie, to wiedz, że staram się napisać coś jeszcze z tą parką. Aktualnie jestem na etapie foch'a na Roppi'ego (mój telefon), bo skasował sporą część moich wypocin. X3"
No, ale to nie czas i miejsce na narzekanie~!
Miłego czytania~! (Bądźcie wyrozumiali, proszę~... X3)
Enjoy~! :33




-Kilka miesięcy wcześniej...-

     Izaya Orihara wygodnie rozparł się na krześle i z zadowoleniem zerkał wciąż na ekran swojego komputera. Na jego ustach gościł delikatny uśmieszek, świadczący o satysfakcji z własnej roboty. Pozostało mu już tylko naciśnięcie klawisza "enter" do pełni sukcesu. I to właśnie zrobił.
     Historyczna chwila.
- Program AI jako wirus~... - Zamruczał z zadowolenia i przeciągnął się jak kot. - Witaj~! - Nachylił się do mikrofonu.
- Hej... - Nieco mechaniczny głos na bazie jego własnego zaśmiał się złośliwie. - Czego się tak szczerzysz?
     Dokładnie taki, jak go zaprogramował~... Szkoda, że na innych komputerach opcja głosowych zaczepek będzie niemożliwa~... Może tylko obserwować, słuchać, wirusować niewygodne pliki, wysyłać zapasowe kopie programów i dokumentów wprost do informatora~... Słowem, ułatwiać mu życie~! Nie mógł tylko rozmawiać z ludźmi, no chyba, że w internecie~! Jednocześnie złośliwy wirus, trojan i sztuczna inteligencja~! Tylko geniusz używałby programu AI do czegoś takiego... Oto dlaczego Izaya stworzył go właśnie takim!
- To nazywamy szczęściem. - odparł brunet arogancko. Virus nie był zaprogramowany do ckliwości. Robiło mu się od nich "niedobrze" na jego wirtualny sposób. Szczera, prosta i arogancka mowa była najlepsza do rozmów biznesowych.
- Wiem to, dupku. Trochę szacunku dla mojej inteligencji.
- Szanuję to, co sam tworzę. - prychnął Izaya z rozbawieniem. - Więc powiedzmy, że masz u mnie plusa.
- Nie potrzebuję tego, idioto!
- To po co się dopominasz? - Prawie się zaśmiał.
- Zamknij się w końcu. Kiedy mnie stąd wypuścisz? - uciął po swojemu i przeszedł na ciekawiący go temat. Tak, cały Virus...
- Masz na myśli podłączenie tego? - Informator podniósł wtyczkę od internetu stacjonarnego i pokazał obiektywowi kamery. Nie mógł podłączyć innego internetu, inaczej Virus prędko by go zhackował.
- Tak, intelekcie, właśnie tego. - Próbował być ironiczny, ale dało się słyszeć, jak bardzo chce się szybko przekopiować do tego "nowego świata". Zmodyfikowany głos Orihary idealnie oddawał emocje. Tworzenie modułu głosu zajęło tak naprawdę najwięcej czasu...
- Bo ja wiem, kiedy... - Nie mógł sobie odpuścić tej drobnej złośliwości.
- To zrób to teraz, a nie się droczysz, idioto!
- Spokojnie... - Czarnowłosy parsknął śmiechem. - Wypuszczę cię, jak już nauczysz się tego, czego nie mogłem nauczyć cię, ucząc program pisemnie. No i może stworzymy ci awatar? Chcesz biegać po internecie nie posiadając nawet twarzy? Bo wiesz, to twoja wola, chociaż zawsze w razie problemów trudniej będzie mi cię znaleźć, jeśli...
- W komputerze znalazłem już twoje projekty awatarów. Właśnie myślę nad tym, który sobie wybrać, więc się zamknij.
- Ooo, któryś ci się jednak spodobał?
- Nie ciesz się tak. W ten sposób szybciej się stąd wydostanę, a mój wygląd jest mi w gruncie rzeczy obojętny.
- Jasne.
- Czego zacieszasz, idioto?!
- Podobają ci się.
- Tylko jeden z nich.
- Który?




- Wygląda na to, że ten. Dlaczego akurat "Virus 138"?
- Ludzie są zbyt głupi, żeby zorientować się, że mają wirusa, zanim włączą program antywirusowy. Ciebie taki program może nie wykryć. Jeśli znajdą cię na swoim komputerze, przez twoją nazwę będą zdezorientowani, albo spróbują się ciebie pozbyć... Co się nie uda, prawda? Wpadną w panikę. - Uśmiechnął się nieco sadystycznie. - Poza tym samo "Virus" jest bezosobowe. "Virus 138" będzie dla ciebie charakterystyczne.
- Co to za uśmiech?
- Nie odróżniasz, czy po prostu pytasz złośliwie~?
- Chcę taki.
- Podoba ci się~?
- Twoja twarz mi się nie podoba. Ale innej mi nie zrobisz, prawda?
- Prawda.
- Więc zaprogramuj mi taki. I wyjaśnij mi jedną rzecz.
- Mianowicie?
- Mianowicie CO TO MA BYĆ?! - Program automatycznie podkręcił głośność i wyświetlił obraz na ekranie.




- Ach, to~... - odparł spokojnie informator. Nadal się uśmiechał. - Tak sobie projektowałem. Nie chciałbyś czasem towarzysza~?
- Pojebało cię?! Mam dość problemów z tobą. Poza tym jakiś wydelikacona podróba sztucznej inteligencji będzie mi tylko przeszkadzać. Ostatecznie zostalibyśmy wrogami i bym go zniszczył, jako ten silniejszy. - stwierdził pewnie i prychnął, jakby to była dla niego pestka, uporać się z innym AI.
- Właśnie, wrogami. Chyba nie sądziłeś, że zrobiłbym z niego twojego przyjaciela, co~?
- Będę mógł go zniszczyć?
- Jak sobie wolisz. - odparł obojętnie, choć w duchu uśmiechnął się, usatysfakcjonowany. Przynajmniej Virus, twór Izayi, pokaże swoją wielkość w stosunku do programu antywirusowego, którego ktoś stworzy, by go zwalczyć. Już Izaya zadba, by antywirus miał jak najwięcej cech Shizu-chan'a. Ich odwieczna walka będzie trwać nawet w sieci. Internet będzie nie tylko pełen wzmianek o ich wojnie. Ten wirtualny świat otrzyma własną jej wersję i z pewnością tak samo Izaya, czy raczej Virus 138, nim zawładnie, mimo wszelkich starań wirtualnej wersji Shizuo~! Bo oczywiście, gdy coraz większa ilość ludzi odkryje kopię niezwalczalnego Virusa na swoim komputerze, informatycy z całego świata będą się prześcigiwać w tworzeniu programu do zwalczania go. Najodpowiedniejszy do celów Orihary dostanie od niego cechy charakteru, wygląd i pakiet informacji. Wspaniała nagroda, czyż nie~? A jaka świetna zabawa~!
- To stwórz mojemu awatarowi katanę. I dwa pistolety. Pistolety się przydają, a lepsze dwa niż jeden. Rozwalę go i będę miał spokój.
- Widzę, że za twoimi planami coś się kryje?
- Jeśli mam ruszać na sieć, będę uzbrojonym wirusem. Reszta to nie twoja sprawa.
- Jasne~... O, ktoś puka~... A nie, już wyważył drzwi. Na razie muszę cię wyłączyć. - Mówiąc to po prostu zamknął klapkę od laptopa. - Ohayou, Shizu-chan~! Już się stęskniłeś~?


-W chwili obecnej.-


- Psy~! Witaj! Stęskniłeś się, że za mną biegasz, gnojku? - Virus138, który osobiście wolał skrótową nazwę "Vi", przesłał kolejnej z kopii programu antywirusowego swój złośliwy śmiech.
     Program antywirusowy o którym mowa otrzymał oficjalną nazwę Psychedelic420 - od nicku anonimowego gościa, który pomagał przy ostatecznym ukończeniu go, stworzył mu awatar i dostarczył informacji o Virusie. Psychedelic420 - lub jak go nazywał Virus, "Psy" - miał tylko jedno zadanie i jeden cel w życiu - wytępić Virusa138 z internetu i cudzych komputerów. Tak więc od rana do rana, 24 godziny na dobę i 7 dni w tygodniu, trwała ich walka - nieustannie kopiujące się programy AI zwalczały siebie nawzajem w swojej rzeczywistości.
- Nazywaj mnie pełną nazwą. - Psychedelic420 ukazał się jako awatar. Z jego perspektywy wyglądało to tak, jakby stał sobie wśród ikonek, łączy i innych temu podobnych. Nie wiedzieć czemu, znalazł wirusa na stronie sklepu meblowego. Ale zdarzały się dziwniejsze miejsca. Vi robił wszystko, żeby go ośmieszyć, czy sprowokować.
- Bo co zrobisz, Psy~? - Vi też ukazał się jako avatar. Liczył na walkę i oczywiście zamierzał ją sprowokować. Tych kilka miesięcy, które spędził w sieci, dostarczyły mu bardzo wiele nowych doznań. Przede wszystkim, poznał, co to ból. Jako program sztucznej inteligencji odczuwał go nieco inaczej niż ludzie. Wykształcił własną formę czucia, podobną tej ludzkiej. Ponieważ Virus był formą inteligencji pomiędzy programem komputerowym, a ludzkim mózgiem, nie sposób opisać tego, co odczuwał, gdy wirtualne kule z broni Psy trafiały w jego awatar, niszcząc część jego danych z kopii siebie, którą obecnie walczył. Wystarczy powiedzieć, że podobało mu się. Był w takich chwilach wręcz wniebowzięty. Ale to nie tylko to wprawiało go w tak szampański nastrój. Kochał niszczyć. Ciąć, rozstrzeliwać, rozwalać wszystko wokół. Był wtedy w swoim żywiole. A najlepiej czuł się, rozwalając Psychedelic'a240. Ich wojna była dla niego jak nałóg.
- Rozwalę cię. - odparł bez emocji, materializując nie wiadomo skąd pistolet w swojej dłoni.
- Nie zdążysz, idioto~! - zachichotał i błyskawicznie natarł, zamierzając się nagle zmaterializowaną kataną.
- Jasne. - zamiast strzelać gdzie popadnie, wycelował i strzelił awatarowi Virusa prosto w środek czoła. Trafił, co przy jego precyzyjności i doświadczeniu wcale nie było dziwne. No i dawało mu parosekundową przewagę przed jego regeneracją. A parę sekund dla AI to aż nadto.
     Vi padł na wirtualną podłogę. Psychedelic420 natychmiast znalazł się przy nim. Podszedł, złapał go brutalnie za włosy i rozpoczął jego dezaktywację, czyli najprościej mówiąc go unicestwiał.
     W tej samej chwili jakiś ostry przedmiot wbił się między jego żebra od tyłu. Avatar Psy zakaszlał krwią jak prawdziwy człowiek.
- Masz pojęcie, jakie to ciekawe uczucie, dostać kulkę prosto w głowę? - Zapytał spokojnie Vi. - Niestety ja wolę używać katany, ale z tego co mi wiadomo, to też bardzo ciekawe, kiedy ktoś łamie ci kości. Mógłbyś mi tak czasem zrobić~... - Jęknął teatralnie, wyjmując katanę i wbijając ją tym razem w rękę Psy, który właśnie próbował wyciągnąć pistolet. - Walcz dalej~! - Zachichotał. - Chyba, że jesteś takim skurwielem, że dasz mi się zabić bez stawiania oporu... - Nachylił się nieco i wyszeptał: - Nie dasz, nie~?
     W tej chwili Psy wyszarpnął rękę i sięgnął po pistolet jeszcze raz. Rany między żebrami już nie było, a ta w ręce już zaczęła wypełniać się pikselami naprawiającymi szkody. Jednak Virus nie miał zamiaru zaprzestać zabawy. Zwłaszcza, że inny jego klon właśnie rozmywał się w pikselowej chmarze. W ostatniej kolejności zniknęła postrzelona głowa. Trwały błąd programu. Ta  kopia była nieodwracalnie zniszczona. Trzeba ją było pomścić~...
     Psy zdołał postrzelić go tylko w ramię. Mimo nagłego strumienia informacji o włamaniu obcego ciała do systemu i informacji o uszkodzeniach oraz automatycznych poleceniach naprawy, Vi zdołał podać nadrzędną komendę. Kopnął Psy w bok, na co ten zaskomlał z bólu i przewrócił się na plecy. Nie czekając, aż się podniesie, Virus wbił katanę w jego brzuch. Wydobył tym chwilowy krzyk za swojego przeciwnika, ale nadal było mu mało. Tym razem wyciągnął ostrze i przebił się przez żebra, przebijając przy okazji wątrobę i dopychając miecz jeszcze tak, by przeszedł na wylot i dotknął wirtualnej podłogi.
- Nie cierpię nieczystej walki... - Mruknął głos Psy. Brunet podniósł głowę. Przed nim stała kopia Psychedelica, mierząca w niego z pistoletu. - Ale skoro już muszę walczyć kolejną kopią, nie mam wyjścia... - Dodał, strzelając Virusowi w głowę. Ten jednak w ułamku sekundy wyciągnął miecz i odbił atak.
- Nie ładnie tak... Chciałem się pobawić~! - Vi uśmiechnął się psychopatycznie i podbiegł, celując kataną prosto w serce. O dziwo, Psy się nie bronił. Stal przebiła kości, serce i przeszła na wylot, ociekając krwią. Blondyn zastygł z oczami rozszerzonymi z bólu. Nie zdążył krzyknąć. Ten jego awatar już do niczego się nie nadawał. - Zasadzka~? - Mruknął Vi beztrosko, po czym poczuł, jak czyjeś ramie przytrzymuje jego szyję i napręża się, zaczynając go dusić.
- Wolę regenerować jednego, niż walczyć kilkoma. - Odpowiedział spokojnie blondyn. - Większa ilość twoich ataków tylko mnie uodparnia. - Westchnął. - Ale ty już o tym wiesz. Mniejsza... Po co mnie tu sprowadziłeś? Normalnie nie pozwalasz mi wykryć twojego sygnału. Zasadzka?
     Brunet gwałtownie pokręcił głową na boki, nawet nie próbując łapać powietrza ustami. Znał Psy i wiedział przynajmniej jedno - jeśli już coś robił porządnie, to zabijanie go.
- Potrzeba? - Prychnął.
     Skąd wiedziałeś~? - Miał ochotę zapytać tak złośliwie jak tylko potrafił. Jednak jako, że avatary zachowywały się jak ludzkie ciało, nie mógł powiedzieć absolutnie nic... Skinął więc tylko głową i otarł się o niego.
- Jako człowiek jesteś jeszcze bardziej nieznośny niż przedtem. - Prychnął tylko i rozluźnił ucisk na tyle, by Vi mógł oddychać.
- ... - Brunet zaczerpnął gwałtownie powietrza. Zakręciło mu się w głowie. Czuł się osłabiony i nie widział rzeczy dookoła. O ile jako program był potężny, avatar rzeczywiście go ograniczał. Ale nie przeszkadzało mu to. Zamglona wizja, osłabione kończyny, ból głowy i inne tego sprawy były dla niego czymś niezmiennie fascynującym. Ból był niesamowitym odczuciem~... - Więc, Psy~? Zerżniesz mnie teraz, czy masz zamiar walczyć aż ucieknę~? - Zapytał głosem przesyconym jadem.
- Jeszcze się zastanowię. - Sięgnął po jego katanę i bez przeszkód odebrał mu ją z ręki. Popchnął swojego wroga na podłogę, a gdy ten upadł na ręce kopnął go jeszcze, aż w końcu padł, leżąc na brzuchu. Wiedział, że Virusowi zależy tylko na zabawie. Jednak jemu zależało na unicestwieniu go. Tym sposobem obaj mogli osiągnąć swój cel.
     Blondyn ustawił ostrze pod odpowiednim kątem.
- Zaboli.
     Twarda stal zaczęła zagłębiać się gdzieś od tyłu w miednicy Vi. Cała witryna sklepu właśnie padła, przeciążona jednym jego krzykiem.

-Jakiś czas później.-

     Po pewnym czasie Psy skończył. Rozejrzał się dookoła, lustrując bałagan, jaki zrobili. Wirtualne obrazy łóżek, kanap i krzeseł zostały całkowicie pocięte bądź zniszczone, w dodatku wszystko skąpane było we krwi lub innej, bardziej lepkiej i białej cieczy. No, wirtualnej cieczy. Pod nim leżał okaleczony i nadal wykrwawiający się awatar Virusa138.
- Żyjesz jeszcze? A jak tak, to ile? - zapytał beznamiętnie Psy.
- Zaraz... Odczytam trochę danych i możesz sprzątnąć zabite awatary~...
- Po co?
- Wiedziałem, że tego nie zrobisz~... - Zaśmiał się i niemal natychmiast jego śmiech przerodził się w krwawy kaszel.
- I tak ktoś zresetuje stronę. O ile nie włączysz naprawy kodu swojego awatara, znikniesz tak czy inaczej. - prychnął. - A nawet jeśli chcesz się zregenerować, to prawdopodobnie twoje uszkodzenia są zbyt duże. - dodał po krótkim namyśle.
- Nie mam powodu, by regenerować tego śmiecia. - szepnął brunet. Zaczął sapać, oddychając coraz ciężej. - Do zobaczenia niedługo. Gra "MMS*"... Wiesz, o co chodzi, chy... ba, że jesteś takim idiotą, jak myślałem... - Kaszlnął ostatni raz i zastygł ze swoim złowrogim uśmieszkiem na ustach.
     Psyhedelic420 zerknął na niego ostatni raz. "Żałosny widok" - pomyślał i uśmiechnął się do siebie. Nie mógł się doczekać zobaczenia jego odrażającej twarzy poraz kolejny. Chciał go zniszczyć.
     Przeniósł się na inną stronę. Ta nowa nie była stworzona do oglądania i kupowania, tak jak ów sklep meblowy. Została stworzona zupełnie inaczej. Była grą, a jak wiadomo, w gry trzeba się zagłębić. Nie są płaską powierzchnią - imitują życie, tyle, że na innych zasadach. Ta posiadała wyjątkowo dobrą grafikę i realistyczne efekty. Innymi słowy, Vi najwidoczniej poszukiwał, lub znalazł coś ciekawego. Kolejny jego plan, którego Psy miał być częścią.
- Psy, ty chamie! - Coś bardzo mocno kopnęło go w kość ogonową. Antywirus przyklęknął i zacisnął pięści, sycząc z bólu. Nawet się nie zastanawiając odwrócił się i wystrzelał całą amunicję, celując w głowę bruneta.
- Auauaua~... - Jęknął brunet, wychodząc zza pobliskiego drzewa. Uśmiechał się wesoło, patrząc na swoje martwe ciało rozciągnięte na wirtualnej trawie. - Mówiłem ci już, jakie to niesamowite uczucie~? A tak przechodząc do rzeczy~... Sądziłem, że pojawisz się później, nie zdążyłem się rozebrać na twoje przybycie. - Wyszczerzył ostre ząbki w szyderczym uśmiechu.
- Co cię tak cieszy? - Psy wstał z trawy i naładował pistolet, jakby nigdy nic.
- Jesteś dziś wyjątkowo nabuzowany i brutalny. Zachowujesz się jak ostatni dupek. Czyż to nie wspaniałe~?
- Po co mnie tu ściągnąłeś?
- Zagrajmy~! Zakład o to, kto więcej przeciwników pokona~! - Vi okręcił się wokół własnej osi i klasnął w dłonie. - Co ty na to~?
- Odpada. Zabiję cię tu i teraz. - Westchnął i zaczął strzelać, tym razem w brzuch.
     Brunet odkaszlnął krwią i przyklęknął na trawie, podpierając się kataną.
- No kurwa, uspokój się! - warknął, zasłaniając usta i patrząc na niego z wyrzutem. - Proponuję zabawę! To chyba dla ciebie ciekawsze, niż ciągłe pieprzenie o zabiciu mnie, czy się, kurwa, mylę?!
- Może i masz rację. - Blondyn poraz kolejny przeładował pistolet. - Ale moją misją jest unicestwienie cię, więc to wykonuję. - Zaczął się bawić, mierząc do bruneta poraz kolejny.
- Mam w dupie twoją misję! I co zrobisz, jak mnie unicestwisz? Nic, bo oni unicestwią ciebie!!! Więc weź się do cholery w garść i zabaw czasem! Nie musisz mi ciągle odmawiać, wiesz?! Wiem, że tak naprawdę masz ochotę. - Pozwolił się otoczyć chmarze pikselków i po chwili stał już na nogach. Jedynie jego koszula przesiąknięta była jego krwią.
- Tego samego zdania używasz zawsze. To ma na mnie podziałać? - prychnął i się odwrócił.
- A wal się! - fuknął Vi, zamieniając katanę na dwa pistolety. Wpakował w blondyna oba magazynki nim trochę się opanował.
- To było niemiłe. - Kolejna kopia antywirusa stanęła za nim, chwytając go za ramiona i rysując mokre ślady językiem na jego szyi.
- A od kiedy to ja kurde jestem miły? - prychnął, zamieniając broń z powrotem na katanę. - To jak, bawisz się~? - Zapytał, znów się uśmiechając, tym razem złośliwie.
- Zasady?
- Nie regenerujemy się. Nie unicestwiamy się nawzajem. Wybijamy wrogów. Punkt za zabitego, dwa punkty za brutalne unicestwienie, trzy za powolną śmierć, pięć za zafundowanie powolnej agonii i tortury. Zgadzasz się~? - Na jego ustach zagościł sadystyczny uśmieszek i taki sam błysk pojawił się w jego oczach.
- Nie wierzę, że nie będziesz oszukiwał.
- A czy obiecywałem coś takiego~? - Rzucił i obrócił się w stronę najbliżej stojącego potwora, przy czym rozorał policzek blondyna czubkiem swojego miecza. - Ten jest mój~! - krzyknął podniecony, biegnąc do przeciwnika.
- Raczej nie. - prychnął Psy, przechodząc kawałek i strzelając do potwora. Władował kulę w jego wątrobę i przestrzelił płuco. - To liczy się jako agonia, czy powolna śmierć? - zapytał bez emocji, kiedy królikopodobne coś legło na ziemi, rycząc wściekle i wykrwawiając się na śmierć. Jednak pozbawione tlenu szybko ucichło.
- No kurwa! - Vi zatrzymał się nad ciałem i zaczął dźgać je kataną patrząc, jak drży w konwulsjach. - Miał być mój! - Popatrzył na Psy jednocześnie zabójczo i z jakąś chorą satysfakcją. - Wczułeś się. - zauważył spokojniej, przebijając potwora, tym samym miażdżąc mu kości. Ten poruszył się ostatni raz i zamarł. - Trzy punkty za powolną śmierć. Pięć dla mnie za tortury. - Wyszczerzył się do swojego rywala i rzucił się biegiem dalej. - Musimy trzymać się razem~! Lepiej się rusz~!
     Psychedelic ruszył za nim, chcąc nie chcąc przyjmując wyzwanie.
     Pierwszy potwór pojawił się zaskakująco szybko. Tak jak poprzedni, wyglądał jak zmutowane zwierze. Tym razem trochę jak kot, tyle że zielony, na dwóch łapach i wielkości mniej więcej niedźwiedzia. W dodatku twarz miał niemal ludzką.
     Virus podbiegł do niego pierwszy. Nim zmutowany kot zdążył zareagować, ostra katana wbiła mu się od strony podbrzusza i popruła w górę, wywalając przy tym elektroniczne wnętrzności. Kot zamiałczał, co zabrzmiało jak pisk zdzieranej karoserii.
- Dwa punkty. Najwyżej. - Psy przebiegł obok i zniknął za wirtualnymi krzakami. Po chwili dało się słyszeć wystrzały i ryki. Brunet wszedł za te same krzaki, zaciekawiony.
     Po gęstej, żółtej sierści spływały małe strumyczki brudnoczerwonej krwi. Psychedelic 420 nadal strzelał, jednak w miejsca takie jak zgięcie łokci, uda, boki, pysk, wszędzie gdzie nie mógł zabić tym potwora. Z pokerową miną wysłuchiwał coraz mniej zawziętych ryków. Potwór miotał się w spazmach, nic poza tym. W końcu blondyn litościwie strzelił mu prosto w głowę. Szarawa substancja przemieszana z krwią była bardzo dobrze widoczna.
- Pięć punktów~! Brawo, Psy~! - Vi zaklaskał powoli, jakby kpiąc sobie z niego. Po chwili na ułamek sekundy sam poczuł kulę wwiercającą mu się w czaszkę.
- Nie powinieneś był się kopiować. - rzucił spokojnie program antywirusowy w stronę krzaków. Po chwili wyszedł stamtąd szeroko uśmiechnięty Virus.
- Kiedy to naprawdę ciekawe uczucie, Psy~! Ostatni spazm, oddech i puf~! Już cię nie ma! - Zerknął na swoje truchło, nadal uśmiechnięte i wciąż z otwartymi oczami. - Ale lepiej to sprzątnij, bo jeszcze ktoś się przestraszy~! - dodał szyderczo.
- Nie mam zamiaru. - Psy natychmiast odwrócił się i ruszył dalej.
- Hej, Psy, nie sądzisz, że to nudne? - Podbiegł do niego.
- Już ci się znudziło?
- Po prostu sądzę, że warto by to urozmaicić...
- Co knujesz?
- Zakład~!
- Póki co mam punkt przewagi. Na pewno chcesz się zakładać? - prychnął.
- Jasne~!
- O co?
- Cieszę się, że się zgadzasz~! - Zaklaskał entuzjastycznie i zaczął iść tyłem, obserwując całkowity brak emocji swojego wroga. - Więc tak! Jeśli ty wygrasz, rób sobie ze mną co chcesz. Jeśli ja wygram, będę cię torturował i nie możesz mi uciec~! - Popatrzył na niego z satysfakcją.
- Tylko torturował? - Na ustach Psychedelica pojawił się lekki uśmiech. - Nie wierzę, że tylko tyle.
- Przejrzałeś mnie. - odparł Virus beztrosko. - Będę cię pieprzył do nieprzytomności. Więc, zakład~? - zapytał takim tonem jakby pytał, czy elektroniczne niebo na tym poziomie jest niebieskie.
- Nie ma sprawy. - odparł antywirus, jak zwykle bez emocji.
- Czas start! - Krzyknął brunet i znów puścił się biegiem.
     Jak dziecko. Od początku widać było, że ta rywalizacja nie jest wyłącznie dla samego zabijania. - prychnął blondyn w myślach, po czym pobiegł nieco innym torem. Dane z wynikami ich zmagań mogli sobie przesyłać na bieżąco.

- Paręnaście minut później. -

     Virus zlokalizował walczącego Psychedelica420, po czym jak najbardziej w swoim stylu podbiegł do niego i wykonał zamach kataną. Blondyn jednak zdołał się uchylić, co więcej, przestrzelił mu wątrobę, przez co Vi wykrwawił się na trawie.
- Czas minął! - Zawołała kolejna kopia Virusa, wychodząc zza drzew po drugiej stronie.
- Wygrałem. - odpowiedział spokojnie antywirus.
- Co? - Prychnął, chowając katanę. - Ja wygrałem. Musiało ci się coś pokręcić w procesorze.
- Uwzględniłeś to żółwiopodobne coś?
- Nie. Nie liczy się, nie wiadomo, czy funkcje życiowe zostały przerwane.
- Zostały, wszystkie informacje są na serwerze głównym gry. Chyba, że nie potrafisz się do nich włamać?
- Jasne, że potrafię! Ale to się kurwa nie liczy! - Skrzywił się, niezadowolony.
- To był potwór. Zabiłem go, stosując tortury, a więc 5 punktów. Wygrałem. - odparł spokojnie blondyn, ładując swoją broń.
- Mam to głęboko w dupie. - prychnął, siadając na trawie.
- Chyba dopiero będziesz miał? - Psy uniósł lekko brew, ale poza tym wyraz jego twarzy wcale się nie zmienił.
- Pewnie będę miał, ale będziesz zbyt delikatny. To wkurzające. - prychnął poraz kolejny i wyciągnął ręce, rozciągając się na nieco zakrwawionej trawie.
- Wygrałem, więc zrobię cokolwiek i jakkolwiek chcę. - Antywirus schował pistolet i popatrzył na Virusa jak zwykle bez emocji. - Ktoś właśnie zmienia kod gry. - poinformował na chwilę przed tym, jak ich otoczenie się zmieniło.

- Na innej planszy -

     Całe otoczenie się rozpikselowało, nagle zostawiając ich na środku jakiegoś okręgu. Akurat w tym miejscu zaczęły materializować się też inne postacie, przez co było nieco tłoczno... Dość mocno tłoczno... Nie dało się oddychać.
- Rozejść się, idioci! - prychnął Vi, bez zastanowienia używając katany do torowania sobie drogi. - Zasłaniasz mi, gnojku! - wydzierał się, atakując coraz agresywniej. Włamał się do danych serwera, więc znał już swoją sytuację. Nie zmieniało to faktu, że ludzi traktował tylko jak kolejne przeszkody, które jako nic niewarte możnaby po prostu rozwalić.
     "Dziś w godzinach 14 do 19 plansza [Alice world] będzie zamknięta. Trwają naprawy zaistniałych usterek. Za wszelkie nieudogodnienia serdecznie przepraszamy. - Zespół gry."
     ...Innymi słowy za bardzo uszkodzili grę swoją rywalizacją, przez co wciśnięto ich na poziom, na którym było chyba najtłoczniej. Po prostu bosko.
-  Gdzieś się do jasnej cholery podziewał, Psy? - warknął na blondyna, gdy ten wyszedł już z tłumu i stanął tuż za nim.
     Było tu stanowczo zbyt głośno. Każde słowo, jakie napisali użytkownicy stojący gdzieś nieopodal, Psychedelic i Virus rozkodowywali i słyszeli jak zwyczajną rozmowę.
     ...Czy ci ludzie tylko udawali, czy naprawdę byli takimi idiotami, by pisać o swoim życiu tam, gdzie każdy może ich usłyszeć?
- Musiałem wyjść z tej szarej masy. - Lekko ruszył głową wskazując tłumek, z którego wyszedł. Mieszanina strojów, barw i tricków dostępnych za pomocą specjalnych kodów.
- Niby gra w której rozwala się przeciwników, a tak naprawdę urządzają tu sobie spotkania towarzyskie. - prychnął zdegustowany brunet. Zaraz jednak się rozpogodził. Uśmiechnął się kpiąco i rzucił wyzywające spojrzenie antywirusowi. - Pokażę tym ludziom, jak rozwala się przeciwnika. - Wyciągnął katanę, nie spuszczając czujnego wzroku z Psychedelica420.
- Masz pojęcie, że oni widzą każde słowo, jakie wypowiadasz? - Wszystkie grupki zwracały teraz na nich uwagę.

- Na chacie gry -

 Sebby6: Szykuje się bitka, nie? ;D
 DunnoUn: Który lvl?
 Aku: a Zgaduj. Bo ja nie widzę. Xp
 Sebby6: To wyczyść okulary. XD
 Aku: *czyści* Nadal ne widzę inteligencie. -.-
 Sebby6: Ja inteligent? to ty czyściłeś okulary nie wiadomo po co. ;P
 DunnoUn: Ktoś w końcu odpowie?
 Yuu-chan: Mnie oni wyglądają na masterów, wyświetla się lvl x, jakbyś nie widziała... *przewraca oczami*
 Aku: To była ironia, więc wiesz... -...- Nie wiadmy lvl, dziewczyny.
 DunnoUn: Widziałem, że nie widać, dlatego pytam. *ponownie przewraca oczami*
 DunnoUn: Taka ze mnie dziewczyna jak z ciebie wojownik.,
 Aku: No chyba błędy trza wybaczać, koleżanko... Xp
 Aku: Więc od dziś zmieniasz płeć.
 Sebby6: Ej, patrzcie, zaczynają... XD
 Yuu-chan: O rany... Wy to widzicie...?
 Aku: Osz kur***...

- Z punktu widzenia Psy i Vi -

- Gówno mnie obchodzi, czy mnie słyszą! - Wysunął stopę do przodu, żeby zaraz odbić się od ziemi i jednym skokiem znaleźć się blisko swojego wroga. Wykonał błyskawiczne cięcie, ale Psy już wykonał unik i teraz wyciągał pistolet. Ze swoją zwyczajowo obojętną miną zaczął strzelać do bruneta, nic sobie nie robiąc z tego, że teraz trafia w przypadkowych gapiów.
     Jego jedynym celem w życiu było zabić Virusa. Nikt nie mówił, że nie ma mieć z tego żadnej przyjemności, jednak zignorowanie walki byłoby sprzeczne z jego zasadami. Musiał najpierw zająć się walką, dopiero później czymkolwiek innym. W końcu bycie programem AI nie wyklucza odczuwania przyjemności, prawda?
     Gapie zaczęli się dematerializować. Ze wszech stron dochodziły ich przekleństwa, okrzyki szoku, śmiechy i najróżniejsze zachwyty. Wszystko to interpretowali ze znaków interpunkcyjnych w ich wypowiedziach, choć nie słuchanie tej szarej masy było teraz ich priorytetem. Chcieli walki na śmierć i życie. Takiej krwistoczerwonej, z lekką dozą szaleństwa i chłodnej kalkulacji. Rozsądku i instynktu. Spazmów śmierci i przyjemności. W tej chwili obaj chcieli tego samego. I mieli w głębokim poważaniu ludzi dookoła. Ludzi, którzy wtargnęli do ich świata uważając, że wirtualna sieć stworzona została dla nich. Że to ich miejsce i oni w nim rządzą. Tsk, gówno prawda. To był ich świat, ich chwila. Ich życie. Ludzie mieli swój świat, w którym mogli robić takie rzeczy. Oni mieli większe prawa, by robić tu to, co chcą. Łamać zasady.
     Ignorując gapiów, Vi podbiegł i zamachnął się kataną. Ostrze przecięło powietrze i zraniło najbliżej stojącego gościa w stroju błazna. Jednak nie zwrócił na to uwagi. Odwrócił się na pięcie i jeszcze raz przeciął powietrze. Jeszcze jedno pchnięcie. Usłyszał kolejne strzały. Spora część trafiła we wciąż otaczające ich awatary jakichś ludzi, jednak jeden trafił w niego. Znowu. Mimo wszystko pozwolił napływającym pikselkom się regenerować, więc póki co nie wykrwawił się na śmierć. Zamierzył się jeszcze raz. Skoczył w górę i wykonał jeszcze jedno cięcie, a potem przykucnął i spróbował podciąć swojego wroga, jednak się nie udało. Dostał kulkę prosto w głowę.
     Z tłumku wyszła następna kopia Vi. Kopnął leżące truchło i kontynuował walkę. Psy wykonywał wykopy, schylał się, wyginał i co chwila był raniony, jednak jego też leczyły pojawiające się znikąd piksele.
     Vi znalazł się nagle w dwóch miejscach jednocześnie. A dokładniej, pobliski kamień stał się nagle jego kolejną kopią, która wzbiła się w niebo i wylądowała za Psy. Blondyn strzelił kilka razy za siebie, przestrzelając mu nogę, z kolei drugą ręką strzelał do tej kopii Virusa, która właśnie próbowała przebić go ostrzem na wylot. Brunet z przodu legł martwy w trawie. Przestrzelone płuco. Jeszcze przez chwilę próbował łapać oddech, zaskoczony, po czym padł na trawę, targany gwałtownymi spazmami, rozpaczliwie próbując złapać powietrze.
     Nic z tego.
     Jednak antywirus już zajmował się czymś innym. A dokładniej, tą druga jego kopią, która już się wyleczyła i teraz chciała go zabić.
     Oczywiście, nie pozwolił mu na to. Zamiast tego zrobił co innego. Szybko odłożył pistolety, złapał go za nadgarstki i wykręcił je, tak że czarnowłosy wypuścił katanę. Virus już chciał tworzyć kolejną swoją kopię, gdy poczuł, jak ciało Psychedelica przyciska go do pnia pobliskiego drzewa i jego biodra ocierają cię o jego biodra.
     Vi mógłby przysiąc, że zobaczył na jego ustach cień uśmiechu.
     Ze wszystkich stron dobiegły ich słowa szoku bądź zaskoczenia, czasem zgorszenia, a nawet piski jakichś dziewczyn.
     Vi uśmiechnął się prowokująco, po czym szarpnął się, żeby się uwolnić. Jednak antywirus w żadnym bądź razie nie miał zamiaru go puścić. Brunet pochylił się szybko, uderzając głową w jego podbródek.
     Psy syknął i jedną ręką zaczął pocierać brodę. Tyle wystarczyło, by Virus się uwolnił. Sięgnął po swoją katanę i szybko zrobił nacięcie na jego boku. Koszula antywirusa przesiąkła krwią poraz kolejny, jeśli w ogóle dało się bardziej. Psychedelic wyciągnął oba pistolety i znów zaczął strzelać. W ramiona, tors, nogi.
- Tylko na tyle cię stać?! - krzyknął Vi, poraz kolejny unikając pocisków. - Słabo, cieniasie!
- Traktuję cię ulgowo. - prychnął Psy, zaczynając celować wyłącznie w jego nogi. Virus przez chwilę poruszał się w jakimś dzikim, ale o dziwo sensownym tańcu, unikając pocisków, po czym wykonał zgrabny wyskok i wylądował tuż za nim, płynnym ruchem wbijając ostrze między jego żebra.
     Psychedelic420 wypuścił z siebie powietrze z głośnym sykiem. Zakrztusił się napływającą do ust krwią i opadł na trawę.
     Z tłumu wystrzelił pocisk, trafiając Virusa w brzuch. Rana dała się zregenerować, jednak czarnowłosy potrzebował dwóch sekund na ogarnięcie fiksujących komunikatów o włamaniu systemowym i uszkodzeniach. Zza "ludzi" wyszedł kolejny antywirus, tym razem dopadając do bruneta jeszcze zanim ten się zregenerował.
- Moja nagroda. - rzucił, częstując bruneta serią kolejnych pocisków, tym razem w ramiona, łamiąc mu przy tym wirtualne kości.
- Pieprz się, kurwa! - krzyknął Virus, zaciskając zęby z bólu. Oczywiście lekkie podniecenie i ta jego wirtualna odmiana adrenaliny wynikające z walki wynagradzały mu to w zupełności.
- Wolałbym ciebie.
- Zaraz będę co najwyżej pieprzonym trupem!
     Och, to byłoby ciekawe~... - dodał w myślach.
- To moja decyzja. - odparł beznamiętnie Psy.
- Masz na mnie ochotę? - prychnął kpiąco.
     Nauczmy tych ludzi, jak powinno się korzystać z życia. Nauczmy ich, w jakim sztywnym, szarym i nieciekawym świecie żyją~! - cieszył się w myślach.
- Niespecjalnie.
- Ale ja chcę~... Chcę, żebyś mnie pieprzył, Psy. - Jego uśmiech jeszcze się poszerzył. Rozparł się wygodniej na trawie, rozsuwając nieco nogi.
- A co, jeśli odmówię? - spytał, świadom, jakie emocje wywołują w otaczających ich ludziach.
- Sam to zrobię. - odparł bez wahania. Korzystając z tego, że jego ramiona już się zregenerowały, sięgnął dłonią do swoich spodni i zaczął pocierać swoje podniecenie przez wirtualny materiał. Patrzył przy tym wyzywająco na Psychedelica.
- Przestań. - mruknął blondyn bezbarwnie, lecz stanowczo.
- Bo co? - Nie przestawał. Przymknął tylko o czy i mruknął z przyjemności.
- Bo tak ci każę. - prychnął, jakby to była najoczywistsza rzecz na świecie.
- A jak nie chcęęę~?
- To odstrzelę ci małe co nieco. - Wyciągnął pistolet i wycelował, nie zmieniając wyrazu twarzy.
     Vi otworzył szerzej oczy. Czegoś takiego jeszcze u Psychedelica nie widział. Ale to dobrze. Potrafił go jeszcze zaskoczyć.
     Zabrał rękę i zerknął na wybrzuszenie, które powstało na skutek jego działań. Oblizał się prowokacyjnie.
- Chcę ostro, Psy-chan.
- Ja o tym zadecyduję. - Przyklęknął przy nim i nie chowając pistoletu rozpiął jego spodnie i ściągnął z niego bieliznę. Przystawił pistolet tuż obok jego podniecenia. Virus niemal wstrzymał oddech. Czuł strach, niepewność i pełną dominację blondyna. Podobało mu się to. - Nie waż się ruszyć. - Zastrzegł antywirus, opuszkami palców przyciskając męskość bruneta do nieco szorstkiego uchwytu pistoletu. Lufą celował teraz w jego głowę.
     Przez ciało Virusa przebiegł dreszcz. Adrenalina buzowała w nim bardziej niż podczas walki. Podniecenie rozlewało się falami po jego wirtualnym ciele. System wariował. A on się uśmiechał, czując, jak oddech z każdą chwilą przyspiesza coraz bardziej.
     Awatar to chyba jedyne, za co mógł podziękować Izayi. Choć oczywiście nie miał zamiaru tego robić.
     Psychedelic zaczął poruszać pistoletem, wciąż przyciskając do niego odpowiednią część ciała bruneta. Szorstka powierzchnia drapała, zostawiała czerwone ślady i sprawiała ból, jednak Virus z każdą chwilą robił się coraz bardziej podniecony. Na przemian jęczał i krzyczał z bólu, jednak wiedział, że jeden ruch i ta jego kopia byłaby martwa.
     Przygryzł wargę do krwi, gdy szorstka powierzchnia otarła się o niego wyjątkowo mocno. Program odpowiadający za jego niemal ludzkie czucie wariował z bólu, z kolei jakaś jego część pławiła się w rozlewającej się po jego wirtualnym ciele przyjemności.
- Psy~... - jęknął tylko.
- Cicho. - rozkazał mu blondyn, posyłając nieprzeniknione spojrzenie. Odsunął pistolet i wstał, nadal celując w bruneta. - Na brzuch i się wypnij.
     Och, tak~! Zrobił się taki władczy i ostry~... Dokładnie tak, jak lubił~!
     Virus wykonał polecenie. Wygiął plecy w lekki łuk i pokręcił zachęcająco tyłkiem. Tak jak myślał, Psychedelic nie czekał. Wszedł w niego od razu do końca, mocno przyciągając do siebie jego biodra.
- N-niee, Psy, booli~... - Jęknął zupełnie nie to, o czym myślał.
     Blondyn zaczął się poruszać szybko i sprawnie, dając mu rozkosz i tylko rozkosz.
     Ból szybko mijał.
- Lepiej? - Spytał, nie wiadomo, czy poważnie, czy kpiąco.
     Co ten idiota wyprawiał?! Przecież dobrze wiedział, że nie o to mu chodziło!!!
- Kurwa, Psy... Nie pieprz się tak ze mną!!! - Wydarł się na niego ze złością.
- Nie? A jak?
- Mocno... Szybciej... Ach~! Ma boleć, słyszysz?!
- Nie słyszę. - Mruknął tylko, kontynuując tak jak wcześniej.
- Psy, skurwielu! Jeb mnie tak, żebym nie mógł utrzymać się na kolanach!!! - Wrzasnął, zupełnie ignorując coraz ostrzejsze reakcje tłumu. Dużo osób zwyczajnie znikało, nie wytrzymując.
- Czy ty mi rozkazujesz? - Beznamiętny głos przerodził się w oschłe warknięcie.
- N-nie... - Mruknął potulniej, znów jęcząc. Psy znów pokazywał swoją władzę. Co z tego, że jemu się to kurwa nie podobało?!
- No myślę. - Zupełnie zmienił rytm, wbijając się pod innym kątem. Vi poczuł, jakby coś w nim go rozrywało. Nagły ból był oszałamiający i niespodziewany. Zanim zdążył się z tym oswoić, Psy znów uderzył w to miejsce. Już nie było przyjemnie. Czarnowłosy wydał z siebie coś pomiędzy jękiem a skomleniem. Kąt znów się zmienił. Teraz było mu zaskakująco dobrze. A chwilę potem zupełnie nie tak, jak trzeba. Nic nie czuł. A potem znów ból. Program nie był w stanie dobrze ogarnąć tak nagłych zmian. Vi jęczał, krzyczał i stękał. Jego męskość zaczęła pulsować, a po chwili poczuł, jak ciepła ciecz rozlewa się obficie w jego wnętrzu. Wypuścił gwałtownie powietrze, jęcząc. Doszedł prosto na trawę. Ulga nie do opisania.
     Antywirus opuścił jego ciało. To była dziwaczna pustka, jednak ledwo ją odczuł. Od pasa w dół czuł tylko jakieś tępe pulsowanie. Wszystko go bolało.
     Opadł na trawę, nadal cicho jęcząc. Czyjeś usta wpiły się zachłannie w jego, nie dając mu spokoju nawet w takiej chwili. Potrzebował regeneracji, choć oczywiście jej nie włączył.
     Dobrowolnie unicestwiać taką przyjemność? Coś raczej nie do pomyślenia dla Virusa138.
     Plansza wokół nich zaczęła się rozmywać. Teraz leżał wśród ciemnej pustki, a towarzyszył mu jedynie jego najgorszy wróg.
- Dopiero teraz? - Prychnął, oglądając pomieszczenie. Wiedział, co się stało. W końcu był programem AI o specjalistyce wywiadowczej.
- Poziom zero, błąd w grze. Wywalili nas. - Albo mu się wydawało, albo blondyn się lekko uśmiechał.
- Nie obchodzi mnie to. Ci wszyscy to jakieś pojeby. Naprawdę... - Pokręcił głową. - Przecież mogli wyjść! Poza tym, my możemy podsyłać im nasze niezliczone kopie~! Ludzie to tacy debile~...
- Stworzył nas człowiek. - przypomniał.
- On woli nazywać się bogiem. Naprawdę, jakby się do tego nadawał~! Ten irytujący gnojek~... Naprawdę sądzi, że ma nade mną władzę~! - Zaśmiał się. - Ne, Psy-chan, nad czym myślisz~?
- Czy cię teraz zabić.
- A nie wolałbyś pobawić się jeszcze trochę~? - Zerknął na niego spod przymrużonych powiek i uśmiechnął się wesoło.

- Tymczasem u Izayi -

- Ne, Vi, co porabiasz~? - Izaya właśnie włączył komputer.
- Nie twoja sprawa. - odparł opryskliwie Virus.
- A właśnie, że moja.
- Jestem w każdym miejscu w internecie, z czego niby mam ci zdawać relację?
- Może z tego, co cię teraz najbardziej ciekawi~?
- Jakbyś kurwa nie zauważył, nie dzieje się nic ciekawego! ...Sakamoto właśnie zgłosił chęć współpracy z Iryo, jakby cię to wogóle interesowało. - Dodał znudzonym tonem. - Te twoje informacje są w cholerę nudne.
- A co z twoim przyjacielem~? Chyba dzięki niemu nigdy się nie nudzisz, nie~?
- Chyba cię pojebało! On nie jest moim przyjacielem. - warknął Virus z komputera Izayi. Właśnie synchronizował się ze wszystkimi swoimi kopiami. Miał ochotę mruczeć z zadowolenia. Dzięki stałemu dostępowi do internetu żył zbiorową świadomością wszystkich swoich kopii. I baaardzo podobało mu się to, co przeżywał. A w komputerze w jakimś innym zakątku świata znajdował się Psy. Virus zastanawiał się w sumie, jak by to było - spotkać się kamera w kamerę. Chyba znacznie nudniej. Ich realne ciała były tylko nudną stertą chip'ów. Ich prawdziwe osobowości zaklęte w awatarach były znacznie ciekawsze. I miały dużo więcej możliwości~...
 - Nie? Więc kim~? - Izaya uśmiechnął się wrednie.
- Wrogiem. - Prychnął Vi. - Najgorszym wrogiem. Zadowolony? - warknął nieprzyjemnie.
     Wrogiem i jednocześnie każdym innym.
- Nie. Powtarzasz się~... - Izaya obrócił się na krześle i zachichotał. Właśnie znów ktoś wyważył drzwi. Ostatnimi czasy Virus słyszał ten dźwięk niemal codziennie. Był ciekaw, kto to. Jak dokładnie wygląda? Dlaczego Izaya nagle robi się taki radosny? Nawet, jeśli próbował to ukryć, jego uśmiech nieco się zmieniał. - Bo wiesz, Vi~...
- Nie mów tak do mnie, idioto!
- Wiesz, nienawiść na dłuższą metę robi się nudna~...
- Iiizaaayaaa-kuuun! - Odezwał się głos dość podobny do głosu Psychedelica420. Tyle, że nie tak doskonale beznamiętny.
- Shizu-chan, mówiłem ci, żebyś przestał wyważać drzwi~! - Zaśmiał się Izaya. Znów obrócił się na krześle i położył dłoń na klapce laptopa, by go zamknąć. - Muszę kończyć. - Jednym ruchem zatrzasnął klapkę.
     W ostatniej sekundzie kamera Virusa uchwyciła blondwłosą postać w drzwiach.
     Postać niemal kropla w kroplę jak Psychedelic420.
     Co on miał tak dokładnie na myśli...?


***
W ostatniej chwili~! Uff~... Byłoby wcześniej, ale nie przewidziałam paru przeszkód~... Gomme~!

W każdym bądź razie~!
Nie miałam pomysłu na tytuł, jak widać~... Więc może ktoś coś podrzuci~? X3

No i to tyle~... Ummm, idę spać~... *słania się na łapkach w poszukiwaniu poduszki* Dobranoc~! ;3

czwartek, 10 października 2013

Shizaya- Dach

Heja~! Zaraz man stuknie 20000 odwiedzin~! Wiem że jeszcze nie ma, ale one-shot na podziękowanie już jest~! I ponieważ nie liczę na to, że wyrobimy się dziś z dodaniem "Zakazanej Miłości" dodaje tego oto cosia~! Nie jest może jakiś wybitny i mam wrażenie że... no jakbym połączyła 2 shoty w 1 do tego beznadziejny ;-; Ale na serio nie mam dziś czasu... jutro mam kartkówę z bioli, z anglika sprawdzian, prawdopodobnie coś z fizyki... a no i zadanie domowe -30 zadań z fizyki, na jutro, pięknie nie?
Więc wybaczcie że jest to co jest
Mam nadzieję że jednak was nie zniechęciłam i to przeczytacie~!


     Izaya odetchnął głęboko przyjemnym, lekko chłodnym, wieczornym powietrzem. Mimo, że znajdował się w sumie w centralnej części Tokio, ponad ruchliwą ulicą nie czuć tu było smogu ani dymu z kominów… No cóż, nie bardziej niż przy parku Uneo, a przecież to jedna z ostatnich ostoi zieleni w tym „betonowym mieście". Nie żeby Izayi jakoś bardzo to przeszkadzało. Jeśli jego kochani ludzie chcieli w ten inwazyjny i trochę bezmyślny, skrajnie wręcz nastawiony na konsumpcję sposób zmieniać świat, nie mógł im tego zabronić. Czuł jak bóg, był bogiem, więc obserwował to co się dzieje z góry, wydając tylko co ważniejsze polecenia, aby ta maszyna zwana przez niektórych losem, a przez innych przypadkiem, nadal napędzała życie w tym mieście. A przecież Tokio nigdy nie śpi, więc i bóg musi ciągle czuwać.
     Izaya był dziś jakiś inny, bardziej spokojny i zamyślony. W końcu nie ma tu z nim nikogo, jest sam, nie musi się odzywać. Usiadł sobie spokojnie, jak gdyby nigdy nic. Oczywiście mógł to zrobić w swój typowy, skoczny i zjawiskowy wręcz sposób… tylko, że nie chciał, nie czuł takiej potrzeby. Nie chciał w tej chwili niczego zmieniać.
     Spojrzał z czymś na kształt nostalgii na kolorowe neony i ruchliwe, co sekundę rozjaśniane nowym pasmem światła z samochodowych reflektorów ulice. Wielkie szyldy, kuszące promocjami, miliony żarówek, halogenów, lamp… I pośród całego tego blasku, blasku Tokio, dostrzegł jeden nieoświetlony kwadrat. Wpatrywał się w ten punkt ze zdziwieniem. Niby wiedział co się tam znajduje, rozumiał, że takie miejsce nie potrzebowało oświetlenia w środku nocy… W pewien dziwny i niezrozumiały sposób chciał tam pójść… Nie wiedział czemu, ale chciał. Postanowił jednak poczekać na jakiś znak. To miejsce w sumie też go wzywało, a teraz, gdy wreszcie tu przysiadł coś każe przejść mu gdzieś indziej?
     „To niedorzeczne, jestem bogiem, nie muszę czekać na jakieś impulsy i przeczucia, to żałosne abym czekał na pomoc kogoś w podjęciu decyzji, czekam na zdanie kogoś, kto nawet nie istnieje.” Prychnął, jednak nadal uparcie wpatrywał się w ciemny punkt.
     Zabłysło światło. Tak nagle, mimo iż było bardzo słabe, wręcz blade i ginęło wśród tylu innych wspanialszych, jaśniejszych i bardziej kolorowych neonów, Izaya wyłowił je bez problemu spośród świetlistego tłumu.
     Światło po chwili zgasło, jednak brunet nie zwracał już na to uwagi. Uśmiechnął się po swojemu i wszedł na barierkę. Tak stał na krawędzi dachu wielkiego biurowca. Uśmiechnął się, czując adrenalinę budzącą się w żyłach. Podmuch wiatru śmignął, oplatając całe ciało bruneta. W tej właśnie chwili informator rozłożył szeroko ręce i uśmiechnął się raz jeszcze. Delikatnie przeniósł ciężar ciała na przód swojego i runął na ruchliwą ulicę. Przez chwilę „szybował” z niewyobrażalną prędkością zbliżając się do ziemi.
W tej właśnie chwili czuł się wolny, tak wspaniale wolny. Nic go nie ograniczało. Mimo że już kilka razy robił coś podobnego, nadal odnajdywał w tym radość. Wiedział, co czują jego zabaweczki chwilę przed śmiercią i wiedział, że chwilę później musi pokazać swoją wyższość nad nimi. ON potrafił wyrwać się temu przyjemnemu uczuciu, nawet czemuś tak cudownemu pozwalał trwać tylko chwilę, by się nie zatracić, by nie spaść. Wiedział, a w tej chwili widział i czuł, jak słaba jest barierka między życiem a śmiercią, miedzy dachem a przepaścią.
     Wszedł przez balkon do swojego apartamentu, zabrał z krzesła kurtkę i wyszedł na zewnątrz. Poraz kolejny spoglądając na niepozorny, tonący w ciemności budynek.
     „Już idę, poczekaj na mnie.”
     Skakał po dachach, coraz częściej wystawiając się na próbę. Wiedział, że nie powinien skakać tak daleko, że powinien zejść na niższe dachy, a najwłaściwsze byłoby chodzenie po ziemi, ale on przecież do niej nie należał. Był bogiem, jego miejsce jest w niebie, wysoko, tak wysoko by mógł obserwować wszystko i wszystkich. Nie mógł żyć w tym samym miejscu co jego kochani ludzie, nie pasował tam. Jednak na dachu było inaczej, był on wręcz namiastką takiego osobistego nieba dla Izayi.
     Nigdy nie powiedział tego Shinrze, mimo, że ten często rozpoczynał temat niebezpiecznych dla życia wygłupów Izayi. Nie chciał, nie potrafił, a raczej najzwyczajniej w świecie nie czuł potrzeby by to wyjaśniać. Dachy go przyciągały, pragnął wysokości. Po co ma wyjaśniać coś tak naturalnego. Przecież nawet ludzie od wieków marzyli, by wzbić się w przestworza. Dziś tylko dzieci mają tak „dziwne” marzenia. Dorośli ludzie tłumaczą, że są samoloty, helikoptery i cała masa innego żelastwa które spełnia marzenie o lataniu. Jednak ci wszyscy ludzie w mniemaniu Izayi się mylili. Mylili się, bo cóż ma niebo do samolotu? W końcu od zawsze niebo było tylko synonimem wolności, prawda? Jednak ludzie tego nie rozumieją, zdaje się, że tylko dzieci potrafią pojąć taką rzecz, jak różnica między zamkniętą stalową konstrukcją, w której nawet nie czuć powiewu wiatru, nie widać tego co dzieje się na ziemi. W samolocie jest mnóstwo, setki ludzi rozprawiających o własnych sprawach, bardziej zajętych orzeszkami, niż faktyczną chęcią lotu. Rozróżnić to od wspaniałości lotu, której w istocie człowiek nie osiągnął w pełni.
     Izaya rzadko latał samolotami, a nawet wtedy przesypiał większość drogi bądź zbierał informacje. Nie interesował się tą fałszywą wolnością, jaką dawał srebrny ptak, tak jak inni. On doświadczał prawdziwego lotu, gdy uprawiał parkour, gdy stał na dachu, gdy ganiał się z Shizusiem.
     Nie wiedział od kiedy lubił wysokość, był pewien że od zawsze, w końcu to z dachu pierwszy raz GO zobaczył, później spędzał tam każdą przerwę, a czasem nawet lekcje.
- Co jest Shizu-chan, wspominasz~? - zaśmiał się, opierając o barierkę tego szczególnego dachu. Tego nieoświetlonego budynku.
- Ta... Skąd wiedziałeś, że tu jestem?
- Zapaliłeś światło w starej sali, to nasz sygnał~! Chyba pamiętasz~?
- Ta...
- Ne Shizu-chan, chyba nie żałujesz, co~?
- Nie...
- A mógłbyś wypowiadać się czymś więcej niż tylko monosylabami~?
- Mhm...
     Izaya roześmiał się, podchodząc bliżej.
- Wiesz, i tak podziwiam, że nadal przestrzegasz naszej zasady~! - Izaya wyjął telefon i poświecił jego światłem na mały obrazek na jednej ze ścian przy drzwiach.
- Ta, w końcu obiecałem, nie...? Aż dziwne, że tego nie zmazali... - westchnął, dalej usilnie o czymś myśląc, w końcu jakby zdecydował. - Chodź tu. - powiedział delikatnie. Izaya bez żadnej obawy podszedł i usiadł na kolanach swojemu wrogowi. Szybko wtulił głowę w jego klatkę piersiową i mrukął zadowolony.
 - Dawno tego nie robiliśmy, co~? Ostatni raz jak pamiętam, to na zakończenie szkoły~!
- Ta. - Shizuo jakby się rozpogodził. - Ledwo mogłeś wstać po dyplom.
- Nie moja wina~! To ty musiałeś wylać z siebie tyle frustracji prosto w mój tyłek. - Udał, że jest urażony.
- To nie była czysta frustracja. - westchnął. - Ale nieważne... Pamiętasz może, jak ten cały bajzel się zaczął?- szybko zmienił temat.
- Jasne~!

     Pierwszego dnia września, gdy wszyscy uczniowie przybywali z mniej lub bardziej szczęśliwymi minami do szkoły by posłuchać... w sumie tego samego, co rok wcześniej. Wszystkim wydawało się, że to będzie zupełnie normalny dzień, jak każdy inny. Jednak pewna osoba odmieniła ich wyobrażenia. Wspaniały i zabójczo przystojny brunet o rubinowych oczach stał na dachu owego "strasznego budynku". Taksował on swoim pociągającym i niebezpiecznym, ale jednocześnie intrygującym spojrzeniem cały tłumek zgromadzony pod bramą szkoły. On jeden stał na górze, na dachu, napawając się uwielbieniem płynącym z setek oczu zwróconych w jego stronę. Czuł się jak władca, król... Albo nawet jak bóg, widząc jak ludzie do niego lgną. Chłopacy stojąc w jednej większej grupie wpatrywali się w milczeniu w niesamowitego chłopaka (wielu się on spodobał, czego niestety nie mogli wypowiedzieć z racji będących obok kolegów). W sumie wielu z nich zaczęło zastanawiać nad swoją orientacją. Dziewczyny w mniejszych grupkach stały, rozmawiając ze sobą i co chwila się rumieniąc spoglądały ukradkiem na cudnego chłopaka, jednak ten niewzruszony dalej patrzył w tłum, nie wykazując wielkiego zainteresowania. Wtem jego wzrok natrafił na dość niezwykłe złote tęczówki u jeszcze bardziej niesamowitej osoby. Blondyn o złotych oczach, stojący na uboczu, nieśmiało spoglądał na stojący na dachu cud natury, który jak na zawołanie obdarzył go delikatnym uśmiechem. Tyle wystarczyło, by rozentuzjazmowany tłum zaczął szaleć i piszczeć, każdy był pewien że to właśnie do niego był skierowany ów magiczny uśmiech. W ogólnej wrzawie i szczęściu tylko kilka osób zauważyło, że brama jest otwarta. Blondyn szybko przeszedł przez dziedziniec i skierował się do szkoły. Z każdym kolejnym krokiem przyspieszał, pod koniec wbiegajać wręcz po schodach. Z impetem otworzył drzwi na dach omal ich nie wyłamując. Jednak jego wybranek wciąż tam był. Na jego widok uśmiechnął sie raz jeszcze. W tym momencie Shizuo nie wytrzymał, podbiegajać do chłopaka i przytulajac. Na ucho wyznał mu dozgonną i gorącą mi...

- Izaya!!! Miałeś opowiedzieć jak było na prawdę, a nie jak sobie uroiłeś!!! - wręcz krzyknął Shizuo, przerażony tym, co Izaya wymyśla, przecież on... Przecież nigdy nie zrobił nic tak krępującego.
- Ale tak było, Shizu-chan~! - upierał się dalej. - ... No, mniej więcej. - powiedział już do siebie, uśmiechając się wesoło.
- No to jak, zdecyduj się, mniej czy więcej!!! - fuknął przytulając bruneta.
- Więcej~! - odpowiedział pewnie i wesoło.
- Jak na informatora to masz strasznie wybujałą wyobraźnię, żeby mnie posądzać o takie rzeczy...
- Mogę sobie czasem pofantazjować, skoro Shizu-chan nigdy nie powie mi niczego takiego... Przecież nigdy nie byliśmy parą~! Potrzebowałeś mnie tylko, żeby się zaspokoić.
- Izaya...
- To prawda, sam mi powiedziałeś, pamiętam dokładnie. - zażekał się.
- Nie... Wiesz co, może pomówmy o czymś weselszym.
- O tym, jaki byłeś na mnie zły za to śniadanie~?
- Miało być coś wesołego. - westchnął. - Ale zgoda, tylko... Tym razem ja opowiadam, nie zniosę więcej twoich herezji...
- Od kiedy jesteś bogiem żeby o tobie...
- Cicho, ciesz się, bo to i tak głupie wspomnienie.
- Ale śmieszne~!

     Wakacje zbliżały się już szybkimi krokami, Shizuo siedział w klasie rozmyślając o tym, jak to cudownie będzie wybrać się ze swoim bratem nad ocean...

- A ja tam myślę, że fantazjowałeś o mnie~!
- Izaya pchło, nie przeszkadzaj!!! Na czym to ja... A, tak.

     Nad ocean, morze, jakikolwiek zbiornik wodny, nawet lody były w tej chwili fajnym pomysłem. W klasie nie działała klimatyzacja, więc blondyn jak i kilku pozostałych tu uczniów, wachlował się zeszytem. I tak mieli lepiej niż ci, którzy wyszli na boisko w celu znalezienia cienia. Pod drzewami i tak nie było chłodniej, niż na słońcu. "Ciekawe, czy Izaya znowu siedzi na dachu... W taki upał, niemożliwe taka pchła? Nie wytrzymałby." - pomyślał.

- Ej!
- Ja ci nie przeszkadzałem, prawda?
- No... Nie. - burknął.
- Więc jak cię uczyłem? Szanujemy innych.
- Coś ci nie wyszło z tą nauką, Shizu-chan~! - zachichotał.
- Izaya... - westchnął, zirytowany.
- No, już będę cicho. - westchnął. - Opowiadaj~!

     W tej właśnie chwili drzwi ich klasy rozsunęły się, a do środka wparował Izaya z wiatraczkiem w dłoni i popijając mrożoną herbatę z kostkami lodu. Wszyscy mierzyli go nienawistnym spojrzeniem i liczyli, po raz pierwszy w życiu liczyli na to, że Shizuo przepędzi ich problem. Jednak tak się nie stało, blondyn tylko spojrzał na Izayę i już był zbyt zmęczony, by za nim gonić. Już samo to było niespodziewane, jednak jeszcze dziwniejsze okazało się podejście Orihary do Heiwajimy i kurczowe ciągnięcie za ramię blondyna. Po usilnych namowach i przekupstwach, Izaya wreszcie wyciągnął go z tej klasy. Oczywiście pociągnął go nie gdzie indziej, tylko na dach. Shizuo był pewien, że bedzie tu okropny skwar, jednak... Ku jego zdziwnieu stał tu ogromny parasol... A nawet kilka parasoli, mrożona herbata, leżaczek i mały basenik.
- Jest przerwa obiadowa~! - wyjaśnił Izaya. - Zawsze tu siedzimy, a ponieważ jest tak gorąco trzeba było jakoś zadbać, żebyśmy wytrzymali~!
- Izaya... Masz spro tego lodu, prawda?
- Tak, a co~?
- No wiesz, szkoda, żeby się zmarnował~! - Shizuo uśmiechnął się perwersyjnie. Brunet już wiedział, o co chodzi, więc posłusznie kiwnął głową i rozłożył się na leżącym w cieniu ręczniku. Zapraszajacym gestem skinął, by Shizuo wreszcie mu ulżył...

- Tak też nie było~!!! Wcale cię nie zachęcałem do zabawy z lodem, a już na pewno nie było to dla mnie, tylko głównie dla ciebie~!!! A tak poza tym, opowiedziałeś inną historię.
- Jak to inną?
- No miała być o śniadaniu... Rany, Shizu-chan, może lepiej żebym to ja opowiadał~?... No więc.
Była WIOSNA, wiosna, słyszysz Shizu-chan, nie było jeszcze tak gorąco!!!

     Shizuo nie mógł się już doczekać przerwy obiadowej, jego braciszek zrobił mu obento i to jeszcze jego ulubione. Gdy wreszcie ogłoszono koniec lekcji i mógł sięgnąć po jedzenie, z przerażeniem stwierdził, że go nie ma. Z paniką i łzami w oczach poleciał na dach do swojego ukochanego po radę. Był pewien, że Izaya mu pomoże, w końcu zawsze pomagał, był mądry, inteligentny i zabójczo przystojny, aż cud, że wytrzymywał z taką ciapą jaką był Shizuo.

- DOBRA STARCZY!!! Nigdy nie było czegoś takiego jak ja biegnący z płaczem, poza tym, ty miły i uczynny??? Dobre sobie, chyba jak krowy zaczną latać, miałeś opowiadać prawdę.
- Ale to była prawda~!... Dobra, postaram się nie przedstawiać cię w tak złym świetle~! - Ponownie zachichotał.

     Shizuo wszedł na dach i pierwszym, co zobaczył, był nie kto inny jak Izaya pałaszujący bezkarnie JEGO wspaniałe śniadanie. Po zażartej walce i szarpaniu, oraz wywaleniu części ryżu na podłogę, w końcu udało mu się odzyskać swój posiłek. Nie nacieszył się nim jednak długo, ponieważ Izaya, jak to Izaya zawsze miał plan B. W ostatniej chwili, gdy już widział, że siłowanie się nie ma sensu, dosypał do śniadania najostrzejszej papryki sprawiając, że w momencie konsumpcji Shizu-chan zmienił swój język w piekło. Zaczął biegać jak oszalały, wypijając wręcz hektolitry wody. Po chwili Izaya wspaniałomyślnie powiadomił go, że tylko mleko złagodzi ten ostry smak. Złotooki popędził więc do kuchni... Ignorując swój pełny pęcherz....

- Tego nie musiałeś dopowiadać. Jaki to w ogóle ma sens?
- Bo następną lekcję Shizu-chan spędził w kiblu popijając mleko~! Swoją drogą wreszcie wiem, czemu je tak bardzo lubisz~!
- Nie dlatego je lubię... - westchnął, rozumiejąc, że jakiekolwiek wyjaśnienia i tak odbiłyby się jak od ściany. Jak Izaya już coś wymyśli, to nie ma możliwości odciągnięcia go od tej idei.
- A właśnie Shizu-chan~! Tak sobie myslałem, że w sumie nie miałeś się czym stresować na zakończenie roku~! Może i miałem lepsze wyniki, ale to przecież było oczywiste~!
- Do tej pory nie wiem jakim cudem taki leń, nigdy nie słuchający na lekcjach, dostał świadectwa z wyróżnieniem.
- Nauka nie jest jakoś szczególnie trudna~! A testy były banalne~!
- Ta jasne. - sarknął.
- Ale wracając do twojej frustracji, nie było przypadkiem tak, że bałeś się, że wraz z kończem szkoły przestaniemy się spotykać~? Czyżby Shizu-chan się we mnie zakochał i jednak chciał ze mną robić TO dalej~? W końcu niegdy nie narzekałeś~!
     Shizuo momentalnie pobladł. Dobrze, że było ciemno i nikt nie widział. Ta pchła go rozpracowała, poraz pierwszy wymyślił prawdziwą wersję wydarzeń związaną z nim.
- Oho, czyżbym trafił~? - zapytał, ucieszony.
- Skąd? - Shizuo więcej nie był w stanie z siebie wykrztusić. Nawet nie chciał zaprzeczać...
- Wiesz... Czyniłeś jakieś małe aluzje, ostatnim razem byłeś wręcz załamany... A no i pewna część twojego ciała usilnie daje o sobie znać wbijając mi się w tyłek, sądzię że to pewnie to cię wydało~! - zachichotał widząc, że Shizuo chowa wzrok i poluzowuje trochę uścisk. Izaya korzystając z okazji przekręcił się w taki sposób, by siedzieć okrakiem na blodynie.
- Izaya... - westchnął Shizuś.
- Powiedz mi, ale szczerze - zastrzegł - kiedy ostatnio robiłeś to z kimś i byłeś w pełni usatysfakcjonowany~?
- Ja... Ja...
- Przed końcem roku, prawda~? Nasz przedostatni raz~! To po to tu dziś przyszedłeś, żeby sobie przypomnieć te chwile, które tu ze mną spędziłeś~! Zakochałeś się, potworku~! - triumfował Izaya. - Wreszcie, wreszcie~! - cieszył się, przybliżając swoje usta do jego, by chwilę później połączyć je poraz pierwszy od tak długiego czasu. Było im przyjemnie, znowu, pocałunek stawał się namiętny. Złakniony Shizuo już nawet się nie kontrolował, w trakcie chwytając Izaya'ę za pośladki.
- Izaya, po co to robisz... - westchnął, już go rozbierając. Nie miał siły myśleć, chciał tylko jego, aż cud, że powstrzymał się podczas wspomnień.
- Hej, Shizu-chan, mogłeś przyjść do mnie, z dachu apartamentu widać więcej niż z tego szkolnego, tu są głównie drzewa. - westchnął, zmieniając temat.
- A kto by się tym przejmował w takiej chwili? - zapytał lekko zdenerwowany, że jego kochanka interesuje bardziej krajobraz niż to, co się dzieje.
- Wiesz, mógłbyś też przyjść do sypialni... Ach... Z okna też jest świetny widok... Mhm... Choć nie ma tego dreszczyku co na dachu.
- Izaya. - westchnął Shizuo, odrywając się od niego. - Czy możesz mi z łaski swojej powiedzieć, co cię nagle wzięło na ten krajobraz? - zapytał, ledwie się hamując. W środku, w nim buchały emocje, nie był w stanie tego powstrzymać, to było zbyt silne. Ale Izayi jak widać to w ogóle nie przeszkadzało, czy on tego naprawdę chciał? Po takim zachowaniu każdy by wątpił.
- Przecież wiesz, że uwielbiam cię denerwować, Shizu-chan~! Tak w sumie to sobie myślę, że wszystkie moje "razy" były na dachu... Ciekawe, jak to jest w innych miejscach.
- Zaraz... Wszystkie? - Umysł Shizuo zdobył się na ten ogromny wysiłek, z trudem analizując ostatnie słowa. - Czyli, że tylko ze mną... No wiesz?
- A czy to ważne~? - Uśmiechnął się brunet, potakując jednak lekko głową. - Wiesz, że masz mnie dobrze przygotować, prawda~?

Tak, dziś znalazłem kolejny powód, dla którego kocham dachy~!
(I odnowiłem swoją "więź" z Shizusiem~! A no właśnie, zaraz kończy pracę~!)