Blog poświęcony Anime Durarara!! Znajdziesz tu opowiadania yaoi (mężczyzna x mężczyzna) Shizaya (Shizuo x Izaya), Izuo (Izaya x Shizuo) i IzaKida/Kizaya (Izaya x Kida). Jeśli nie tego szukałeś i treści tu przedstawiane ci nie odpowiadają prosimy o opuszczenie tego bloga. Pozostałych zapraszamy do czytania.

czwartek, 20 sierpnia 2015

20 sierpnia - Dzień komara

Hej, hej~... 
Wiem, że prawdopodobnie nie oczekiwaliście dziś notki, a bardziej nastawialiście się na jutro i "Inny niż wszystkie" ale nastąpiła mała zmiana planu ^^""" kierowana tym jakże wakacyjnym dniem i problemem z komarami~....
Więc plany po prawej zostały ładnie zaktualizowane -> tam nowa rozpiska. 
A ja jeszcze tylko przypomnę o kliknięciu banerka i nakarmieniu psiaków i życzę wam miłego czytania.





- Pchło! Co żeś mi kurwa zrobił! - Zły jak wilk blondyn stał przed lustrem w apartamencie Orihary i wydzierał się na cały dom.
- No co? - jęknął zaspany Izaya, wchodząc do łazienki z kubkiem kawy.
      Z przymrużonymi, podpuchniętymi od snu oczyma, w okularkach, roztrzepanych włosach i puchowych fioletowych kapciach Izaya wyglądał naprawdę niecodziennie i być może Shizuo skomentowałby to jakoś, gdyby nie to jak wkurzony aktualnie był.
- Możesz mi powiedzieć co to jest? - warknął eksponując swoją szyję.
- Co? Obroży ci brakuje? - zapytał wrednie informator, jego pełen triumfu uśmiech popsuło jednak ziewnięcie.
-Nie... - Shizuo zatrzeszczał zębami ledwie nad sobą panując. - To czerwone, dokładnie pośrodku, tak żebym nie mógł tego zakryć...
     Izaya zamrugał kilkukrotnie i przysunął się bliżej oglądając wskazane miejsce. Dla pewności nawet dotknął je palcem i lekko nacisnął. Faktycznie, mały czerwony punkcik nie był tylko przywidzeniem.
- Komar cię ugryzł. - Spojrzał na niego poważnie i odsunął się od swojego kochanka.
- Jaki komar! Raczej wredna pijawka wczorajszej nocy postanowiła sobie zażartować! - Najeżył się jeszcze mocniej i złapał informatora za sweterek niepotrzebnie go rozciągając.
- Jestem pewien, że to komar. - odparł spokojnie Izaya. Za wcześnie było na takie kłótnie.
- Nie wierzę! 99% dziwnych rzeczy jakie mi się przydarzają to twoja wina! - warknął podnosząc pięść, drugą ręką wciąż przytrzymywał informatora za jego sweterek.
- Oi Shizuś~... - Izaya nic sobie nie robiąc ze złości swojego potworka napił się trochę kawy. - Czy nie mógłbyś uwierzyć w końcu w ten 1%? Nie mógłbyś co? - zapytał uśmiechając się wrednie. To przywoływało wspomnienia. Kiedyś Shizuo przeszedł całą dzielnicę i nawet przyszedł pod jego dom tylko by się o to wykłócać. - To komar. Uwierz mi. - powtórzył uparcie.
- To malinka i zrobiłeś ją specjalnie!
- To komar.
- Malinka.
- Komar.
- Grrrrr!!! - Shizuo spojrzał zły na informatora. Może to i było głupie, ale wiedział, że go nie przegada, za to w pojedynku spojrzeń nadal miał szansę!
     Cisza jaka w tym momencie nastała w łazience była niesamowita w porównaniu z żywiołową kłótnią tej dwójki. Jednak ta cisza nie była absolutna. Przerwało ją uporczywe, jednostajne, ciche i wkurzające brzęczenie.
     Obaj zainteresowani usłyszeli ten dźwięk, jednak zareagowali różnie.
     Shizuo, skamieniały, puścił w końcu sweter informatora, a na jego nosie usiadł komar. Izaya natomiast wybuchnął niepohamowanym śmiechem. Zamknął oczy schylając się nieco i obejmując jedną ręką swój brzuch, przez co nie zareagował od razu na to co się dzieje. Czerwony na twarzy ex-barman podniósł kosz na pranie i założył go Izayi na głowę, po czym z prychnięciem zabrał jego kawę i ruszył do salonu. Końcówki uszu piekły go jeszcze dłuższą chwilę. Że też mógł pomyśleć, że ta pijawka chciała go oznaczyć.



sobota, 15 sierpnia 2015

ROZDZIAŁ 8 - Wkurzający Komar

Dobry~...
Ostatnio mam wrażenie, że od notki do notki mija dzień lub dwa, więc nawet nie wiem o czym opowiadać~... Nadal mamy upały, nadal czas szkolny zbliża się nieubłaganie, ponadto odliczam czas do trzech różnych wydarzeń, co go jeszcze przyspiesza~... Wakacje to czas odpoczywania w napięciu przed kolejnym rokiem szkolnym. Też tak czujecie~?
No dobrze, ale truję nie o tym~... Ostatnio beta Wampirka całkiem ładnie mi poszła, wiec możecie się spodziewać urozmaiceń w dodawaniu rozdziałów. Mam nadzieję, że reszta opowiadań też ruszy, bo na razie wszystko stoi. Opka stoją~... Powietrze stoi~... ...A patelnia mi stoi na gazie. Zapomniałabym!
Enjoy!

Hej hej~... jakąś godzinę temu spadł u mnie deszcz i jestem jak nowo narodzona <3 
Przy okazji dodawania notki zauważyłam pewną zabawną rzecz, mianowicie w dzień publikacji ostatniej notki na bloga było aż 829 osób! Niesamowite, nie? Czyli jednak wam się podoba ^^ martwiłam się, że może nie przez małą ilość wejść w samą notkę i komentarzy. Ale mnie podbudowaliście XD
Cóż... pamiętajcie żeby nakarmić psiaki klikając w banerek po prawej.
i Enjoy~!






- No masz. - przyznał. - Jestem twoim zwierzakiem... Po tym jak urosnę też będę~?
- Czemu akurat zwierzakiem...? - Popatrzył na niego z autentycznym zaciekawieniem. Mówił coś kiedyś o zwierzaku...? Owady to chyba nie zwierzaki? - Prędzej pasożytem, Izaya. Czy to komar, czy pijawka, wiecznie pozostaniesz tym samym krwiopijcą. Niekoniecznie tylko będę cię lubił. Nie wiem. - przyznał. Nie miał zielonego pojęcia, czy wtedy też będzie z nim tak rozmawiał, czy może jednak nie.
     Izaya w odpowiedzi poruszył skrzydełkami i ogonkiem. Czy dzięki temu Shizuo mógłby go zakwalifikować jako swojego zwierzaczka?
- Komary nie mają ogonków, pijawki skrzydeł... To wystarczy?
- A co ci tak spieszno do awansowania na zwierzę, jak jesteś owadem i nic tego nie zmieni? - Nie rozumiał go za bardzo. - Po co ci akurat ten tytuł...? - Bo w końcu był krwiopijcą i tego nie zmieni, tak samo jak tytułu. Mimo to był ciekaw.
- Bo wtedy mógłbym się chwalić w caaałym wampirzym świecie że jestem tylko i wyłącznie twój? - zapytał rozbawiony. - A tak naprawdę chcę żebyś mnie jeszcze pogłaskał, a zwierzak w przeciwieństwie do komara może się łasic... - przyznał.
- ...No właśnie coś tak wątpiłem w tę twoją wersję... - mruknął i ponownie zaczął go głaskać. Monotonne zajęcie, ale jeśli mu się podobało... To niech sobie ma... - A łasić się możesz i bez bycia zwierzakiem, tylko nie wiem po co... Starczy powiedzieć. - dodał odrobinę sennie.
- W takim razie nie przestawaj. - poprosił, przytrzymując łapkami jego palec na swojej głowie. - Nie przestawaj nawet jak się już zmienię... - dodał ciszej, pomrukując od czasu do czasu z przyjemności.
- ... - "Jakbym mógł coś obiecać..." westchnął w myślach, ale na głos nic nie powiedział. Potargał mu nieco włosy przez to, że go przytrzymywał, ale kto by się tam przejmował... Zamknął oczy, głaszcząc go już wolniej, spokojnie, sennie...
     Izaya naprawdę lubił ciepłe palce blondyna. Przez to przestawał czuć zimno, które dotychczas nie odstępowało go na krok. Taka to już dola wampira...
- Shizzy miałeś nie spać...
- Nic nie obiecywałem. - mruknął zmęczonym głosem. W końcu specjalnie wiele nie spał, do tego na zimnie... Czuł się trochę chory... - Jeszcze trochę pośpię, bo potem będą mnie budzić tuż po świcie...
- Wredota... - burknął Izaya. Przytrzymał sobie na głowie palce blondyna. Sam przeszedł kilka kroczków, aż do dekoltu koszuli egzorcysty i wsunął się pod nią szukając ciepła.
- Branoc... - Powiódł dłonią za Izayą i położył ją w miejscu, w którym brunet się schował, ogrzewając go niczym podgrzewana kołdra. Obrócił głowę i odetchnął, po czym zaczął zapadać w sen.
- Tylko się nie wierć... - zaznaczył Izaya, przytulając się mocniej do ręki. - A no i nie drap, bo nie przeżyję do rana... - mruknął, lekko rozbawiony tą wizją. - Słodkich snów kochanie. - dodał, gdy oddech blondyna stał się już miarowy i spokojny.
     Blondyn nie zwrócił już uwagi na więcej jego słów, odpływając. Spał spokojnie, sam nie pamiętał, co mu się śniło. Musiał otworzyć usta, bo miał całkiem zatkany nos. Kto by pomyślał, że będzie tak podatny na chorobę, jak zwykły człowiek... Gdy po jakichś dwóch godzinach zaczęło się dzwonienie i pukanie do drzwi ledwo otworzył oczy.
- Shizzy! Shizu! Shii-zzy! Szuu~u~!!! - Izaya szarpał blondyna za koszulkę. Mimo, że nie dawało to niczego, on nadal próbował. - Wyłącz ich! Wyłącz! Słyszysz! Nie dają poleżeć w spokoju! Tylko krzyczą!!! Shizzy a co jak wejdą i nas zobaczą~!!!
- Yyych... - warknął coś pod nosem. - Zamknij się! - warknął nie wiadomo na kogo. Zbudzili chorego potwora...
- Wyłaź! Mamy śniadanie!
- Zostawcie mnie w spokoju! Źle się czuję. - odezwał się nosowym głosem.
- Jak wolisz, miłego głodowania!
- Dobry brat by coś przyniósł... Tacy to bracia w zakonie. – prychnął i obrócił się na bok. - Kasuka by mi coś dobrego przyniósł i zarządził wzmożoną pracę w kuchni. - burknął, zamykając znów oczy.
     Izaya podrapał się po głowie, starając się przywyknąć do tego świata w którym się obudził. Było ciemno i głośno, wampiry nie śpią ale... On chyba nie jest już tak do końca wampirem. Potarł oczka niwelując mroczki. Nie spał... Po prostu leżał, tracąc poczucie czasu. W końcu kilka godzin to ledwie chwilka.
- Gdybym był duży, coś bym przyniósł... - Podrapał się po głowie. - Ne Shizuś, czego potrzebujesz?
- Cokolwiek... Chleba z serem albo coś takiego... - wyburczał z twarzą wtuloną w posłanie z siana. Nie miał wielkich wymagań odkąd tu żył... - Choć miską leguminy bym nie pogardził... - nieświadomie stwierdził na głos.
     Izaya kiwnął głową i poleciał. Jakoś przecisnął się przez szparę w drzwiach i rozpoczął poszukiwanie. Znalazł samotnego księdza i podleciał do niego. Spojrzał mu prosto w oczy hipnotyzując go. Schował się pod jego habitem i nakazał iść do stołówki. Później zabrać pełną tacę najlepszego jedzenia, leguminę o którą prosił blondyn i chusteczki, i dzbanek ciepłego mleka. Kierując duchownym wszedł do pokoju blondyna. - Tadaima~! - krzyknął rozradowany wampirek. Duchownemu kazał postawić tackę na stoliku.
     Gdy Shizuo otworzył oczy pierwsze co, definitywnie stwierdził, że śpi.
- Aha. - podsumował inteligentnie, patrząc na księdza wpatrzonego tępo w jego okno. Co więcej w rzeczy, które mu przyniósł. Położył z powrotem głowę na sianie. - Wiem. - Podniósł ją na powrót. – To halucynacja. - stwierdził odkrywczo i popatrzył na brata zakonnego. - Aha, to możesz już iść.
- Coooo? Wyganiasz mnie Shizzy? Jesteś okrutny! - siąknął nosem, udając smutek. - A ja ci ciepłe mleczko przyniosłem! - mruknął, obracając duchownego i karząc mu wyjść zapominając o wszystkim z dzisiejszego poranka. Sam natomiast sfrunął, lądując w pustej filiżance. - Głoooodddnnnnyyyy~... - jęknął żałośnie.
     Shizuo odwrócił znów głowę od łóżka i widząc Izayę odetchnął. Czyli jeszcze halucynacji nie miał... Zwlekł się z łóżka i zamknął drzwi na klucz, po czym podszedł do biurka. Siadł na stołku, zabierając się za szybkie pochłanianie pyszności, które przerwało głośne burczenie wampirzego brzuszka.
- Shizzy zlituj się, załatwiłem to dla ciebie... Potrzebuję pić. - jęknął. Czy Shizuo naprawdę nie zauważał, ile energii kosztowało go to wszystko?
- A nie płoblem, fe jeftem choły? - mruknął zza chleba. Wyciągnął do niego ramię, zsuwając z niego zaraz rękaw. - Masz, jak chcesz, należy ci się. - Podsunął mu rękę. Może mu ludzkie choroby niestraszne, to niech się napije... Za taką wyżerkę porządnie... - A w sumie czemu się tym mnichem nie opiłeś?
- Zapomniałem. - przyznał, choć tak naprawdę chciał się napić krwi blondyna, była o wiele smaczniejsza. - Nie... Chyba to nie problem... Jak w krwi będą wirusy ja to i tak zjadam... Nigdy nie słyszałem o chorym wampirze... Tym bardziej chorym od krwi...
- To dobra, to pij, pij... - wymruczał i sięgnął po leguminę. – Byle szybko, bo potrzebuję drugiej ręki, głupio się je jedną. - Złapał za leguminę i zaczął powoli jeść.
     Izaya złapał mocniej za blondyna, gdyby ten chciał mu się wyrwać. Co to to nie! Teraz pije do oporu. Musi jakoś zgromadzić nieco sił, a dla Shizuo to żaden ubytek krwi.
     Blondyn popatrzył na niego kątem oka, uśmiechając się lekko. Był już cięty mieczem, pochlastany przez durne pijawki, stosowano na nim terapię pijawkową, a ten go trzymał, jakby miał uciec...
- Czyżby to miał być mocny uchwyt? - spytał z rozbawieniem. – Nie wysilaj się... - W końcu podnosił już nie lada ciężary, a ten myślał, że w razie czego go nie strzepnie...
- Ahato o fomma ha nebebe ma fachał fa! - odpowiedział Izaya nadal pijąc. Miało to znaczyć coś w stylu "i tak nie puszczę, nawet jeśli będziesz mną szarpał" i przytrzymał się go mocniej.
- Ne łozu... Khm. Nie rozumiem, ale nieważne, jedz. - mruknął, wracając do swojej leguminy. Chwilę potem z radością przypatrzył się ciepłemu mleku i upił długi łyk, przez który kilka kropel spłynęło mu po brodzie. - Aaa, pycha! - niemal jęknął z radości. Wczoraj pił wino, a tak naprawdę wolał mleko...
     Izaya uśmiechnął się pijąc. Dość długo obserwował blondyna, by znać jego zachcianki i przyzwyczajenia, mimo to cieszył się bardzo, że Shizuo smakuje śniadanie.
     Teraz już w świetnym nastroju, mimo choroby, Shizuo otarł białe krople z brody i kącików ust, spoglądając nawet życzliwie na Izayę. No w końcu gdyby nie on jeszcze by teraz go wołali do pracy bez jedzenia... A tak był wręcz pełny... A uwielbiał tak dobrze się najeść.
     Izaya napotykając życzliwe spojrzenie blondyna przerwał picie i puścił jego rękę. Otarł szybko brodę i uśmiechnął się do niego pokazując czyste ząbki. Podszedł i przytulił się do koszuli blondyna.
- No, tak to możesz częściej... - Złapał go i zaniósł na swoje posłanie. Tam ułożył się wygodnie, a jego na swoim brzuchu. Przyjemnie... Teraz było naprawdę przyjemnie... Mógł dalej iść spać.
- Przytulam się cały czas~... Jak mógłbym częściej? - zdziwił się, ale jeśli Shizuo poda mu sposób to z chęcią to zrobi. - A pić mi częściej nie dajesz... Zresztą nie wydaje mi się żeby to było dla ciebie przyjemne...
- Nie... Tak z jedzeniem... Tak jest dobrze. - mruknął i z wymalowanym na twarzy błogim zadowoleniem zamknął oczy. - Tak możesz częściej... A co do picia to pij sobie, póki jesteś mały, to jak ukąszenia komara.
- Mogę ci przynosić, jeśli będziesz mnie karmił... I jeśli to nie problem by jeden mnich miał zaniki pamięci... albo problemy z nią. - mruknął. Taki efekt uboczny kontroli umysłu.
- Nie no... Nie będę komuś niszczył życia tylko z powodu jedzenia... A żywić cię muszę chyba tak czy inaczej, skoro masz urosnąć. Dużo ci jeszcze brak sił? - mruknął, zaczynając już odruchowo go głaskać, tym razem także po pleckach.
- Nie wiem Shizzy... Nie mam żadnego wampiro-licznika nasycenia w ciele... Nie wiem nawet po jakim czasie nie jedzenia stałbym się małą wersją. Po prostu musimy czekać. - westchnął, wtulając się w blondyna.
- Szkoda... - Ziewnął, zakrywając usta dłonią. Nawet nikt na razie nie pukał do drzwi... Dobrze, bo nie wiedział jeszcze, gdzie ukryje te całe naczynia. Patrząc na to, że należało mu się łóżko i cała reszta za bycie egzorcystą i każdy się go trochę bał, to w sumie nie powinien ich nawet chować... Ale na razie się nie wyłamywał, prócz wagarowania od zwyczajnej pracy. Po co...
- A co chciałbyś już puścić w obroty dużego mnie? Nie ładnie to tak wykorzystywać gości~... - mruknął posuwając się lekko w górę. A nóż Shizuo pogłaszcze go po tyłku i będzie miał powód do kolejnego żartu z niego?
- Chciałbyś... Ale tak dobrze to nie ma... Pogłaskał go od głowy po kość ogonową, bo mniej nie obejmował palcami. Zresztą nawet nie poczuł różnicy... Po prostu go głaskał, nie? - Robienie tego ze mną to taki zaszczyt, że nikt go nie dostąpi, jeśli takie wyjaśnienie ci pasuje...
- Zapamiętam to sobie. - Oblizał się chciwie. Cóż, nie obiecał, że się do tego zastosuje... I przyjmie to bez żadnego ale. - Shizzy a możesz mnie tam podrapać? - jęknął.
- Mhmm... A tam to gdzie? - mruknął, nawet nie patrząc. Nadal miał zamknięte oczy... Co za przyjemny poranek... Aż zapolowałby na wampira... Tylko o dziwo Izaya się teraz pod pojęcie wampira nie zaliczał. No i nic złego nie robił, a nawet dobre rzeczy... Raczej na takiego złego wampira by zapolował...
- Za uszami i na tyłku. - mruknął, nadstawiając się. Shizuo powinien częściej go rozpieszczać... W sumie powinien nigdy nie przestawać tego robić, skoro tak im obu było dobrze.
- Na tyłku to sam się podrap... Jeszcze ci go przypadkiem uszkodzę. - prychnął i wsunął palec między jego uszy, drapiąc go lekko za jednym i potem za drugim. Oczywiście lekko jak na niego, więc dla Izayi musiało być wystarczająco...
     Izaya nie mogąc się powstrzymać leżał plackiem i mruczał coraz głośniej.
- Nie po tyłku, na ogonku... - zdołał jeszcze powiedzieć.
- A no chyba... - Zsunął dłoń na jego ogonek. - Tutaj? - wymruczał, próbując go tam podrapać odpowiednio. Miał śmiesznie mały ogonek... Jak taki frędzelek od dywanu...
- Taaak~! TAM~!!! - jęknął wyginając się w łuk. Nic nie mógł poradzić, że uwielbiał być tam głaskany. - Na przyszłość... - wysapał między jęknięciami. - Wiesz co masz mi robić - jęknął przeciągle - żebym ja zrobił ci wszystko...
- Nie obiecuj takich rzeczy w takiej formie... I nie jęcz tak, dobra...? - mruknął, drapiąc go dalej tak, jak chciał. Aż będzie miał dość... No chyba, że prędzej sam nie wytrzyma i go z siebie zwali zakopując się w słomie, ale to tylko jak będzie jęczał...
      Izaya popatrzył na niego roziskrzonymi oczkami dopiero po chwili jakby składając słowa blondyna w całość. Delikatnie kiwnął główką. Zacisnął łapki w piąstki na koszuli blondyna starając się powstrzymać, a gdy to nie pomogło wgryzł się w nią też zębami.
     Czując jak jego koszulka jest szarpana przez małego bruneta Heiwajima uśmiechnął się lekko i zostawił jego ogonek w spokoju.
- Co za dużo to nie zdrowo. - stwierdził, uprzedzając pytania, czemu przestał i na powrót zamknął oczy.
- Co? - Izaya jęknął niepocieszony, puszczając koszulę. Podszedł do spokojnie leżącej dłoni blondyna i zaczął nią szarpać. - Może jeszcze troszkę co~... No... Chociaż sam ogonek... - Prosił raz to ciągnąc raz to głaskając dłoń.
     Blondyn mimowolnie uniósł kąciki ust, poza tym na razie nie dając znaku, że nie śpi. Dopiero kiedy napastowanie jego dłoni przestało być tak bardzo znośne otworzył usta.
- Nie no... Za dobrze ci ze mną jak będę tak robił...
- Ale ja chcę żeby mi było dobrze... - poskarżył się, chwytając blondyna za palec wskazujący i zaczynając przesuwać ustami po jego długości cały czas patrząc na blondyna proszącym wzrokiem. Ogonek owinął się wokoło kciuka.
     Blondyn zerknął na niego kątem oka bez wyraźnych emocji i westchnął cicho.
- No już puść. - odezwał się wreszcie z rezygnacją. - Niech ci będzie, podrapię cię po tym ogonie... Tylko skończ...
     Brunet uradowany zaklaskał w dłonie i usiadł na dłoni blondyna. Jego ogonek zafalował wesoło.
- Cze~kam~!
     Zsunął go znów na swoją bluzkę, przesuwając palce na jego ogonek i zaczynając go tam drapać. Jedyne co to pocieszał się myślą, że jak już wstanie, znów popije mleka. Jeszcze powinno być tak samo ciepłe... Przyjemnie ciepłe...
     Ogonek figlarnie raz to uciekał raz to przysuwał się do pieszczących go palców, a sam brunet otumaniony przyjemnością leżał plackiem na blondynie pomrukując od czasu do czasu.
- Uważaj na paznokcie, bo mi futerko wyrwiesz...
- Nie zamierzam... - mruknął. Całkiem zabawnie grzał kawałek jego odkrytego torsu. Shizuo sięgnął po koc i przykrył ich obu, wracając zaraz do już bardziej głaskania niż drapania jego ogonka.
     Izaya jęknął niekontrolowanie z przyjemności. Chętnie wtulił się w ciepły tors i z pomrukiem zadowolenia przyjął kocyk. Układał się i wyginał żeby tylko ciepła ręka blondyna bardziej go głaskała.
- Shizzy... - sapnął. - A możesz jeszcze... między skrzydełkami?
- Chyba to lepsze, niż żebyś miał się tak dalej wyginać biodrami... - mruknął i przeniósł palce na jego plecy, przesuwając palcami między jego skrzydełkami. Śmieszne, skórzane... wypierdki. Parsknął cichym śmiechem, aż całe jego ciało zadrżało. Zwykle okazałe skórzane skrzydła, teraz... Stan jak widać...
- Haa!!! Z czego się tak śmiejesz Shizzy? O czym niby sobie pomyślałeś co? - mruknął udając rozdrażnionego. - To, że kręcę dobrze biodrami to atut... Przynajmniej wiesz, że są sprawne i mogą zrobić sporo całkiem fajnych rzeczy~...
- Tak, tak, a ja jeszcze więcej nie bojąc się, że cię połamię, tak? - mruknął, nadal rozbawiony. - Nie bądź taki tyłkocentryczny, myślałem o czymś innym... - Podrapał lekko brzeg między jego skrzydełkiem a plecami.
- O! Tam tam~!!! - Nadstawił się zapominając na chwile o całej rozmowie. - Hę? ...O czym mówiliśmy Shizuś? O jak mi dooo~brze~! - westchnął z lubością, delikatnie i mimowolnie zaczynając machać nogą, jakby był psem. - O czym myślałeś jak nie o moim seksownym tyle?
- O tych malutkich skrzydełkach. - mruknął i dalej tam drapał, zaraz to samo robiąc koło drugiego skrzydła. No fetyszu skrzydełek nie miał na pewno, nawet ich nie lubił... Jak Izaya był duży przynajmniej.
- Ładne są prawda?- Uśmiechnął się machając nimi delikatnie - Też je bardzo lubię~... Co prawda fajniej w nich wyglądam gdy jestem normalnych rozmiarów, ale tak też jest nieźle~! Dodają mi troszkę tajemniczości i charyzmy, ne Shizzy, też tak uważasz~?
- Nie... Moje zdanie jest trochę inne. - odparł jedynie naginając prawdę. No bo nie trochę, a diametralnie inne. Ale po co mu burzyć radość... Że te skrzydła są śmieszne, a duże wkurwiające i najbardziej przypominają demona...
- Hę~? - zdziwił się, lekko nimi ruszając. - Ale uważasz, że są fajne, nie? - dopytywał się, przewracając na plecy. - Teraz po brzuchu~... - poprosił, wesoło się przy tym śmiejąc. Złapał palec blondyna i pociągnął lekko za opuszek.
- Te tak... - Znów nagiął prawdę, by nie niszczyć mu radości. Bo po co mieliby znów się kłócić... Póki nie czytał mu w myślach było ok. Ba, było całkiem dobrze... Dał się pociągnąć jego łapkom i zaczął głaskać jego brzuszek.
     Izaya zamruczał nadstawiając brzuszek i uśmiechając się uroczo.
- Uwielbiam jak to robisz~... - wymruczał. Chciałby się jakoś odwdzięczyć, ale niestety w tym momencie jego małe futerkowe sumienie było zbyt rozproszone przez blondyna. - Myślałeś o zostaniu wampirzym drapaczem? Albo masażystą~... Chociaż nie~... bo wtedy nie miałbym cię tylko dla siebie.
- Nie ma takiej szansy, i tak bym nie skorzystał... - mruknął kręcąc głową, jednak nie przestał głaskać jego brzuszka. Śmieszny w dotyku... Taka malutka klatka i miękkie ciałko. Nigdy tak sobie nie wyobrażał wampira, nawet Izayi...
- Powiedziałbym teraz coś zboczonego, ale wtedy przestaniesz mnie drapać. - westchnął z lubością oddając się przyjemności. W pewnym momencie podkurczył jedną nogę i zaczął nią kręcić jak pies. Nie mógł się powstrzymać. Było mu za dobrze.- W życiu nikt mnie tak nie drapał~... Jak dobrze!
- Coś zboczonego? Co w tej sytuacji można powiedzieć zboczonego...? - Albo jego wyobraźnia nie działała, albo Izaya miał jakieś naprawdę dziwne skojarzenia... - Tak cię na pewno nikt nie drapał, o ile nie byłeś wcześniej w takiej formie... - dodał, przenosząc palec tak, by przy okazji głaskać go pod brodą. Aż prawie się zaśmiał...
     Izaya prawie rozpuścił się pod wpływem przyjemności. Miał wrażenie, że zaraz zmieni się w plamę, plamę która jedynie będzie chcieć, by głaskano ją mocniej, częściej i więcej. Shizuo poraz pierwszy wywoływał w mim takie emocje, wcześniej po prostu lubił go denerwować i wkurzać, czasem urozmaicając to zażenowaniem.
- Naprawdę sporo. - zdołał wymruczeć. - Że masz cudowne palce i potrafisz zdziałać nimi cuda, że nigdy jeszcze mnie tak nikt nie pieścił i że mógłbyś zjechać nieco niżej tymi słodkimi paluszkami a kwiczałbym z radości... Tak, jestem pewien, że chciałem powiedzieć ci to ostatnie. - stwierdził nagle bardzo skuszony tą wizją. - A no i że powinieneś się cieszyć, że ta mała forma nie ma brodawek bo sutki by mi już od dawna stały. - dodał uśmiechając się najwredniej jak tylko mógł w tej chwili... Co wyszło blado na tle jego wszystkich uśmieszków. - Ale nie przestawaj! - poprosił, mając na myśli głaskanie.
- Bardzo ciekawe. - sarknął i złośliwie przejechał palcem po całym jego ciałku, a potem znów wrócił do gładzenia go pod szyją. Do tej pory nie miał okazji być dla niego na tyle złośliwym, by go zdenerwować i samemu się śmiać, dopiero w tej formie Izayi nadarzały mu się takie okazje... Czemu by ich czasem nie wykorzystać? Chociaż wizje, które mu podłożył były naprawdę złośliwe, to aż miał ochotę je sprawdzić, żeby zobaczyć, z jakim szokiem by zareagował.
     Izaya zatrząsł się z przyjemności i westchnął przeciągle. Shizuo ustawiał go jak chciał... I będzie ustawiał nadal, od kiedy poznał mały wampirzy sekrecik. Mimo to w obecnej chwili Izaya martwił się trochę tym co może się wydarzyć gdy Shizuo znów przejedzie ręką po jego całym ciele. A konkretniej martwił się tym, że w małych wampirzych spodenkach powstanie mały typowo ludzki problem... Albo nawet wytryśnie i blondyn będzie musiał to prać! A wtedy to już na pewno go więcej nie będzie głaskał!
     Blondyn pogłaskał go jeszcze po głowie i zostawił w spokoju. No teraz to już zdecydowanie starczyło mu przyjemności, bo jeszcze rozpuści malucha...
- No, starczy, starczy... Nie za dobrze ci? - spytał, rozbawiony, widząc rozmarzoną minkę Izayi.
     Izaya rozejrzał się, lekko zdezorientowany. Czemu to przyjemne się skończyło? Pozbierał się szybko i podszedł do blondyna na czworakach zaraz zaczynając się ocierać o jego rękę. Właził pod nią i tulił do niej głowę.
- Dobrze, ale nie ZA dobrze... - mruknął, nadal nie zaprzestając starań.
- A co, mam ci zrobić ZA dobrze? - mruknął i uniósł sugestywnie brew. No chyba lepiej nie i chyba lepiej, jakby sobie tego nawet nie wyobrażał... Bo to nierealne... Przygwoździł go dłonią do swojego torsu. - No już się tak nie łaś, to nic nie da...
     Izaya na początku jęknął niezadowolony, ale zaraz począł się wtulać w ciepłe ciało smyrając po nim łapkami i policzkiem.
- Tak też jest nieźle... - mruknął jakby przekonując samego siebie. - Chciałbym żebyś mi jeszcze kiedyś zrobił dobrze... - przyznał. To było naprawdę przyjemne jakkolwiek by na to nie patrzeć.
- Jeszcze kiedyś zrobił dobrze? - powtórzył. - Nie robiłem ci dobrze, tylko cię głaskałem... I to bo byłeś grzeczny, nie zapominaj... Jasne? - burknął. Złapał go i wstał, drugą ręką chwytając za dzbanek i pijąc wciąż ciepłe, przepyszne mleko. Uzależniające...
- To znaczy, że teraz mnie nie głaszczesz bo zrobiłem się niegrzeczny? To powiedz... Co robiłem będąc grzecznym... Mogę to znowu zrobić, ile chcesz. - zapewniał. - Ale pogłaskaj jeszcze...
- No nie byłeś... Mmm... - Ponownie upił łyk mleka i oblizał usta ze smakowitej cieczy. - Co ja mówiłem...? Aha. Nie byłeś, ale przecież nie będę cię głaskał cały czas, jeszcze ci spowszednieje i co wtedy...? Chwila przerwy. - mruknął i kucnął przy jednej z szafek. Coś ciekawego by się przydało, żeby sobie dzień zapełnić...
- Nie spowszednieje.  - obiecał, nadal przyklejony do torsu blondyna. - Pierwszy raz mnie ktoś tak głaskał... Nie chcę żeby ostatni! - jęknął żałośnie. Pierwszy raz od dawna nie udawał, niczego, a po prostu mówił. I to prawdę! Miał nadzieję, że blondyn to doceni.
- Nie ostatni, nie ostatni... Mówię przerwa a nie koniec, jeszcze kiedyś cię pogłaszczę, więc już cicho... Chyba, że chcesz naprawdę niemiłych zagrań z mojej strony, to powodzenia, próbuj dalej...
- Yatta! Shizzy mnie jeszcze pogłaska! - Uradowany wtulił się w niego mocniej. - Ne, a jakie byłby te "niemiłe zagrania"? I czy twoja obietnica "jeszcze pogłaskam" obowiązuje też jak będę duży? Bo mam takie jedno miejsce między skrzydłami...
- Nie. - odparł od razu i w końcu wyciągnął karty, przenosząc się z nimi na posłanie. Smarknął i otworzył lekko usta, oddychając przez nie. - Jak będziesz duży to mnie nie obowiązuje... Obowiązuje póki jesteś mały. A co do tego, co to by były za zagrywki, to byłyby po prostu niemiłe... Dlatego nie narażaj się na nie na razie, o. - Posadził go obok siebie na słomie i zakrył plecy kocem, tasując karty.
     Izaya pacnął się łapką w łepek i pokręcił nim chwilkę, po czym pomachał skrzydełkami i podleciał do śniadania przyniesionego przez mnicha. Zabrał chusteczki które wcześniej kazał tu położyć i przyniósł dwie blondynowi.
- Teraz powiedz mi, jakie niemiłe rzeczy... - mruknął uśmiechając się i podając mu chusteczkę.

wtorek, 11 sierpnia 2015

#4 Na psa urok i kocią łapę - Kłopoty z jedzeniem

Hej hej~.... Inaba napisała pod ostatnim rozdziałem w komentarzu, że Shizuo i Izaya wcale się nie zmienili w zwierzęta a zwyczajnie nimi są i cóż... wspominając kilka innych komentarzy, które jasno mówiły, że czekacie na to aż dowiecie się co ich zmieniło... muszę was rozczarować. Inaba ma całkowitą rację. 
Btw. Inaba czy do twojego nicku mam dodawać zwrot grzecznościowy, bo Inaba-san jakoś dziwnie mi brzmi ^^""" a Inaba-chan też jakoś tak nie najlepiej, więc jak wolisz?
A no i nie zapomnijcie nakarmić psiaków. 
Enjoy~....

Komban... Hm. Nie, to nie to. Dobra noc. X33
A dla wszystkich którzy nie śpią krótko, bo tylko miłego czytania~... Jestem tak zmęczona dzisiejszymi upałami, że nie wiem, o czym się rozpisywać. Życzę wam przetrwania w tym trudnym czasie~... A i jeszcze jedno~! Wiecie co, widziałam taką genialną akcję w swoim mieście~... Jak możecie to zostawcie gdzieś koło swojego bloku/kamienicy/domu/ulicy jakąś plastikową miseczkę z wodą dla zwierzaków, co~? Polecam dopisać na jakiejś kartce obok, że to woda dla zwierząt, bo kiedyś jak tak zrobiłam ktoś moją miseczkę "sprzątnął".
Nie uważacie, że to miła akcja~? :3
No dobrze już~~ Tematycznie dalej o zwierzakach. x3
Enjoy~!



     Shizuo już od kilku minut obszczekiwał Shinrę. "Nie. To. Rozumiesz?! Ludzkie... No daj mi coś normalnego do jedzenia!!!" warczał, szczekał, podsuwał miskę, ale ten najwidoczniej zakłopotany jeszcze nie odgadł, co mu nie pasuje. Pies zawarczał w końcu i podszedł do miski Izayi, pokazując jego jedzenie łbem z pewnej odległości, potem na swoje jedzenie. O ile dało się to jedzeniem nazwać, bo psie żarcie to nie wyglądało ani nie pachniało jak coś wyjątkowo zachęcającego...
     W końcu Celty, przysłuchująca mu się pół minuty podstawiła okularnikowi wiadomość pod nos.
- Jedzenie? - Ten popatrzył na Shizuo, poprawiając okulary. - Ale jesteś psem... - Na kolejne wkurzone szczeknięcie pokręcił rękami. - Dobra, dobra! - zawołał i skierował się do kuchni. Przecież nie da mu jedzenia zrobionego przez jego Celty, sam coś upichci...
     Izayę obudziło jednostajne ujadanie "jedzenie, jedzenie, ludzkie, żarcie, dawaj" nie dawało się tego wytrzymać. Zły, niewyspany kot miauknął cierpiętniczo i pomruczał jeszcze chwilę próbując się obudzić. Ziewnął i przeciągnął się zaraz po tym idąc do kuchni zobaczyć co to za awantura. Widząc Shizuo wskazującego na jego miskę podszedł do niej i obwąchał zawartość. No, litościwie mógł się z nim podzielić. Wziął w pyszczek parówkę-ośmiorniczkę i podszedł do Goldena. Usiadł przed nim, nadal z mięskiem w pyszczku, i pokiwał blondynowi łapą, żeby zrobił to samo. "Siad!" warknął i w tym momencie Shizuo jak na komendę usiadł. Kot dumny z tego położył na ziemi parówkę i poturlał ją nosem do Shizuo. Gdy wielki psi łeb począł obwąchiwać prezent kot wstał i podszedł do niego. Popacał go 3 razy czarną łapką w głowę i odszedł, ziewając. Chciał jeszcze dogonić tamtą drzemkę o oceanie ootoro.
     Gdy Shizuo skończył nieufne obwąchiwanie parówki fuknął na Shinrę i zjadł mięsko, którym podzielił się Izaya. Też coś, czemu on dostał świństwo z puszki, a Izaya dostawał same smakołyki...? Co za głupi stereotyp, że psy zjedzą wszystko...? Popatrzył za Izayą, po czym podszedł do jego miski, powąchał chwilkę i zabrał jeszcze jedną parówkę i trochę ryżu. Smaczne było... Burknął coś, szczeknął zadowolony z przystawki, a ostrzegająco dla Shinry i mrucząc coś poszedł na kanapę obok Celty, żeby poleżeć w cieple. I może też żeby zaczęła go odruchowo głaskać, bo wtedy Shinra się spieszył... Zazdrość to świetna karta przetargowa.
     Izaya miauknął głośno jakby ktoś mu właśnie nadepnął na ogon. Jednak Shizuo usłyszał, że ów kwik był w istocie krzykiem "Przymknij się głupi psie", a mruczenie chwilę później mówiło "Chcę spaaaa~..." dalsza część utonęła wraz z Izayą na poduszce.
     Shizuo uniósł łeb, który był właśnie głaskany, żeby popatrzyć na Izayę. Teoretycznie mógłby go strącić z tej poduszki na podłogę... Ale skoro podzielił się jedzeniem... Dał sobie spokój i z cichym pomrukiem położył znów łeb na łapach, dając się głaskać.
     Izaya lekko niezadowolony, że głaskająca go ręka w czarnym kombinezonie zdradziła go dla takiego pchlarza sennie przesunął się na kolana Celty i wtulił w jej nogę pomrukując. Natychmiast dostał drugą rękę która zaczęła go drapać za uchem. Zadowolony zamruczał i nadstawił się, by Dullahan miała do niego większy dostęp. To ucho było niedopieszczone!
     Po paru chwilach Shinra wyszedł z kuchni nieco zmęczony i wszedł do salonu. Widząc, jak jego ukochana zajmuje się Shizuo i Izayą zamiast zwrócić na niego uwagę od razu dopadł do niej i objął jej ramiona zza kanapy.
- Celtyyyy! - jęknął. - To nie fair, że zostałem zdradzony dla tej dwójki... A mnie pogłaskać...? Oi, Shizuo. - dodał normalniejszym tonem. - W kuchni macie jedzenie, jak ty nie zjesz Izaya może zje za ciebie...
     Słysząc to Golden zerwał się z kanapy i popędził na swoją wyżerkę. Shinra korzystając z tego, że Celty popatrzyła za psem zepchnął chamsko Izayę z jej kolan i sam położył na nich głowę. Izaya wylądował na czterech łapach i prychnął tylko. "Poczekaj, a zrobię wycinanki z wszystkiego co ci drogie!" zagroził pokazują pazurki. "A może Shizuo nasika ci do butów, a ja podrę kitel?" zastanowił się, uśmiechając szatańsko i pokazując przy tym kiełki. "Zapytam Shizu-nyan!" postanowił i wesoło popędził do kuchni.
     Psiak za ten czas wcinał jedzenie, aż mu się uszy trzęsły. Mięsko... I nawet jajka... Wszystko takie pyszne... I z ryżem... Dawno nie czuł się tak głodny. A co najważniejsze dostał lepsze jedzenie, niż miał Izaya, mimo wszystko... Przymknął oczy z zadowolenia, wylizując żółtko. Izaya poszedł do kuchni. Zauważył apetyt Shizuo i to jak mlaszcze.
     "Co mu niby ten Shinra dał?" pomyślał jak gdyby nigdy nic przechodząc obok psa. Będąc pewnym, że blondyn już go nie widzi szybko odwrócił się i przeszedł mu między przednią a tylną łapą. Wcisnął swój łeb pod pysk Shizuo i przez chwilę oglądał co to takiego. Wypatrzył gdzieś po boku rybkę! I jak na kota przystało szybko chwycił ją w zęby i w długą!
     Shizuo popatrzył za nim, burknął coś w stylu "Mogłeś poprosić!", po czym rozdarty spojrzał na swoje jedzenie. Nie, nie będzie go gonił... Ma lepsze smakołyki...
     Z tą myślą wrócił do jedzenia. Trzeba będzie częściej wykorzystywać Celty, żeby Shinra mu tak gotował...


sobota, 8 sierpnia 2015

#3 Na psa urok i kocią łapę - Bałagan

Hejo hejo~
Czy tylko ja w wakacje zaczynam cierpieć na bezsenność, czy ktoś mnie pocieszy i powie, że też tak ma~? x3"" To naprawdę denerwujące, kiedy się wstaje o 14~! Mój sen płata mi figla i chce żebym przespała życie. >3<
A tak poza dziwacznym gadaniem o swoim życiu~! Ta-dam, oto nowa część puchatego opowiadanka~... No dobrze, ono nie jest puchate, puchate to u nas są komarki i wampirki (Co za przemieszanie, co za wprowadzanie w błąd~! x3) ale coś w sumie w tym jest~...
Ekhem, za bardzo przynudzam co~? No to ja jeszcze tylko tyle, że cieszę się, że to opowiadanko wywołuje w was tyle pozytywnych emocji! >w<
Enjoy~!

Hejo~...
Ja też się cieszę, że wam się nasze urocze zwierzaki podobają :3 Cóż~~ nie mam za bardzo co mówić bo upał odbiera mi wszelkie siły do życia. Pamiętajcie o nakarmieniu psiaków klikając w stosowny banerek.
Enjoy~!

     Izaya w obecnej chwili przerażony zwisał, zaczepiony pazurami o firankę. Autentycznie bał się kundla który w amoku szczekał ledwie metr niżej. Cóż, tym razem Izaya przesadził i dobrze wiedział, że przesadza gdy strącał encyklopedie medyczne Shinry na ogon śpiącego Shizuo. Ale co zrobić... Doktorek wyszedł ze swoją ukochaną a Izaya... nudził się!
   Shizuo szczekał, warczał, a nawet skakał. Niewiele to dawało dla jego zemsty, ale przynajmniej Izaya się stresował. Chociaż tyle.
     Jak to mówią, jak jesteś wkurzony, wyżyj się na poduszce. W tym wypadku Shizuo wkurzony podskoczył do kanapy, złapał za pierwszą z poduszek i warcząc zaczął się potrząsać w zębach, tym samym ją rozrywając.
- Ty będziesz następny! - wyraźnie mówił przekaz.
     Izaya odetchnął z ulgą, widząc, że to nie on a poduszka jest atakowana i w tym samym momencie... puściły zasłony. Przerażony kot zjechał, rozcinając przy tym materiał na cienkie paski. Miauknął przerażony gdy wylądował tyłkiem na ziemi i czym prędzej uciekł zwalając przy tym doniczkę.
     Golden z warknięciem rzucił się w pogoń za Izayą. Chapsnął nawet roślinkę, ale kota nie dorwał. Zatrzymał się, by oderwać liść z rośliny i tym samym sposobem wyciągnął ją częściowo z ziemi, wysypując czarne grudki na podłogę. Fuknął, otrząsnął się i rozejrzał za Izayą.
- O Shizu-chan chce mi rzucić kwiatka? Jak uroczo~... - aadrwiła kicia, wyglądając zza zdjęcia Celty. - Chociaż wolałbym takie w papierku a nie obślinione. - Wzdrygnął się. - Ale muszę przyznać, ładnie wyglądasz z kwiatkami w pysku, jeszcze ci tej muszki klauna-kelnera brakuje~... - dodał, spacerując sobie z gracją po półce.
- Izayaaaa! - zawył pies-Shizuo i rozejrzał się, idąc za swoim ogonem. W końcu podskoczył do stołu, złapał z tamtąd jakoś wazon i pokręcił się odrobinę, po czym udało mu się rzucić. Niestety, ściana. Pobiegł po gąbkę z łazienki, płyn, nic. W końcu zdenerwowany warknął i złapał za miotłę, starając się tak poruszać głową, żeby dosięgnąć kota.
     Izaya biegł jak najszybciej potrafił, słysząc, jak miotła tuż za nim strąca kolejne książki, zdjęcia i bibeloty. Miauknął głośno, gdy uderzyła go w tyłek i gdy przeturlał się po podłodze.
- Shizu~... Gwiazdki widzę~! - zachichotał, starając się złapać je kocimi łapkami.
- Serio? - zawarczał i podszedł, zostawiając miotłę na pastwę losu.
     Szturchnął Izayę nosem, widząc, jak ten macha łapkami w powietrzu.
- Mendo, wracaj do normy, jeszcze z tobą nie skończyłem... - wymruczał koło jego ucha, próbując przewrócić go na bok, a potem na łapy, żeby znów uciekał. Bezbronnego bić nie będzie.
     Izaya skamieniał, widząc przed sobą ogromną mordę blondyna, która na niego sapała.
- Umyj kły, woda z klozetu ci nie służy! - mruknął, machając w powietrzu łapką. - Lepsze niż sole trzeźwiące! - zapewnił i korzystając z chwili rozproszenia psiaka drapnął powietrze tuż obok jego ucha i z piskiem uciekł pod kanapę.
- Wracaj, mendo! - szczeknął głośno i pobiegł za nim, próbując złapać chociaż jego ogon. Nie do końca się udało. Szkoda. Wrzuciłby go do tego klozetu... Zawarczał, zaraz biegnąc znów po miotłę i starając się nią przesuwać pod kanapą, przynajmniej kijem. Niestety na tyle to nie szło, że zbyt się skupił na kiju...
     Izaya uczepił się pazurami kanapy od spodu i dzięki temu kilka razy uniknął miotły. Uznał, że losu lepiej nie kusić i w taki sposób, do góry nogami, ruszył w stronę oparcia, a potem po nim na czubek kanapy. Shizuo był dziwnie spokojny, choć powarkiwania i ciamkanie nie wróżyły niczego dziwnego. Kot siedząc na szczycie mebla odważył się jednak spojrzeć co się dzieje i... zobaczył Shizuo obgryzającego kijek. Trzymał go w łapach jak każdy pies i wyrywał kolejne części drewnianej rączki.
     Izaya nie mogąc się powstrzymać od śmiechu zjechał z kanapy, a gdy tylko zauważył jak blisko psa się znalazł znów się na nią wdrapał, przy okazji robiąc dziury w pięknej nowej tapicerce Shinry.
     Shizuo oderwał się dosłownie na chwilę od kija, przypominając sobie, co miał robić. Pacnął kij łapą i warknął na niego jakby mówił "zostań", choć naprawdę nic takiego nie powiedział. Rozejrzał się dookoła, a widząc Izayę wskoczył na kanapę, brudząc ją resztką ziemi, jaką miał na łapach. Że kot zwiał na biurko, tam też wpadł, robiąc totalny chaos. Cóż. Za kubek od Celty pewnie mu się dostanie... Aczkolwiek nie zauważył nawet co to za kubek, bo biegł już dalej, po drodze wywalając kosz.
     Izaya na początku zwinnie omijał wszystkie przedmioty licząc, że blondyn będzie w tym wolniejszy od niego. Jednak gdy zauważył, że Shizuo wcale się nie męczy a po prostu rozwala wszystko na swojej drodze postanowił to wykorzystać. Podbiegł pod ogromny stos wyników i badań jakie miał przeanalizować Shinra i poczekał chwilę, aż rozpędzony kundel w nie wleci samemu bezpiecznie umykając w ostatniej chwili. Wspiął się po jakimś swetrze (który Celty zrobiła dla Shinry) na szafę i liczył, że tam to wszystko przeczeka... a może podejrzy rodzącą się miłość Shizuo i kijka? "Najpierw znaki i automaty teraz poduszki i kije od mioteł" - Prychnął i pokręcił z rezygnacją łepkiem.
- Chodź tu, żebym mógł cię ukarać! - warknął i prychnął, zdezorientowany chwilowo białymi papierami. Machnął nerwowo uchem, zadygotał ogonem i stanął, patrząc na Izayę. Nagle warknął znów i podszedł do swojej naddartej poduszki, żeby znów wyładować się za to, że nie mógł sięgnąć Izayi.
- Ach Celty cóż to był za wspaniały spacer~! - Shinra ukłonił się przed swoją ukochaną otwierając dla niej drzwi i wpuścił ją do domu. - I byłaś tylko ze mną, to takie uro... - Zamarł widząc strzępy swojego pokoju. A Shizuo, na domiar złego wciąż gryzł jedną z poduszek szarpiąc nią na wszystkie strony. - Moje... Moje... Moje papiery! - krzyknął, podbiegając do biurka. - Tyle to układałem... - zasmucił się i chciał upaść na kanapę jednak... odnalazł tam porwaną tapicerkę i ziemię. Cóż... Z kwiatków już nic nie będzie i kto wie skąd się wzięły storczyki na krześle... - Przynajmniej Izaya żyje, co nie? - zapytał smętnie, patrząc na mordującego poduszkę psa. Ten tylko kiwnął łbem na szafę i wrócił do wyskubywania pierza. Shinra skierował swój wzrok na szafę. Pisnął jak baba i zemdlał. Sweter który dostał od Celty był... cały w strzępach!

sobota, 1 sierpnia 2015

ROZDZIAŁ 7 - Wkurzający Komar

Hej, hej~... pomału zbliżamy się do końca tego uroczego opowiadanka, co nieco mnie smuci T^T bo naprawdę polubiłam komarka :3
Cóż... ze spraw organizacyjnych chyba nie mamy nic...
No więc poprosę was tylko o kliknięcie banerka po prawej i nakarmienie psiaków
Oraz Enjoy~....

<< tu powinien być wstęp Inu-chan, ale bawi się gdzieś dobrze beze mnie... i zapomniała go napisać to też NIE MA >>



- Shizu-chan nie patrz tak na mnie~! - Powiedział lekko wciąż wpatrując się w sufit. - Dobrze słyszę twoje myśli tak czy siak~... Nie ważne co powiesz. Ale ja też ci coś powiem. Dobrze wiem, że nic z tego się nie spełni, ale jeślibym tak myślał ciągle chodziłbym smutny, a tego nie chcę więc... wolę po udawać. Tak samo jak te wszystkie żarty o twojej impotencji... i teraz i kiedyś. Wcale nie zamierzam nic z tobą robić, po prostu... Zabawnie na to reagujesz więc nie przejmuj się tym tak, dobra? - Usiadł puszczając mu oczko. - Choć jesteś bardzo słodki martwiąc się o wroga~...
- No to wyjdź mi z głowy jak masz słuchać i się smucić. - prychnął, odwracając wzrok. Żeby nie mieć prywatności we własnej głowie! W końcu nie chciał go smucić, a właśnie zostawić to w spokoju, ale nie, on musiał słuchać... Zresztą jakie zabawne reakcje...? Na pewno nie robił tego teraz dla jego reakcji, bo jego reakcjami było zaprzeczanie, przez co sam stwierdził, że się smuci, więc to nie zabawne... A jakby zostawił myśli o nim, tylko dał sobie spokój, to by się w końcu z tym oswoił i przestał się zadręczać, bo wcale nie mógł go jakoś specjalnie... lubić... skoro Shizuo praktycznie nigdy nie był dla niego miły... Wszystko proste i logiczne... Nie licząc może tego, że serio pomyślał o całej tej umowie, którą proponował Izaya. Jak coś do niego niby czuje, co zresztą było widać, to tym bardziej nigdy się na coś takiego by nie mógł zgodzić... No i dlaczego do cholery nie zostawił go w pokoju? Blondyn oparł ciężko głowę na ręce, wgapiając się gdzieś w przestrzeń karczmy. Spać mu się chciało. Może to przez tę butelkę wina...?
- Nie miej tak zawiłych myśli, bo nic nie rozumiem! - Zaprotestował, wpatrując się w blondyna lekko baranim wzrokiem. - I nie roztrząsaj tak tego, bo nie wiem co ci odpowiedzieć. - zachichotał. - Ale to głupie~! Shizzy sprawia, że JA nie wiem co powiedzieć. Niezwykłe~! - Puścił mu oczko. - Dlatego tak właśnie lubię ciebie i twoje reakcje, nie ważne co ci powiem, albo jak się zachowam i tak ciebie nie zrozumiem~... Mimo wszystko nie sądziłem, że wziąłeś mnie na serio z tę propozycją. Tak nisko się nie cenię, no i nie jestem na tyle chętny by zginąć dla przyjemności. Jeszcze go sobie poświęcisz przed włożeniem. - Uśmiechnął się perfidnie, zaraz po tym jednak zmieniając wyraz twarzy na niewinną. - Ups...
     W odpowiedzi Shizuo popatrzył na niego tylko wzrokiem mordercy.
- Masz mnie za idiotę...? Wyjdź mi z głowy albo nie ręczę za siebie...
     Może i w tej postaci ciężej byłoby go dorwać, ale dorwałby go na pewno... Lub tak zmęczył, że ten sam by musiał przysiąść i by go zabił... Zapewne rozkwasiłby jakimś konarem w lesie. Najpierw mówi jakieś rzeczy jak najbardziej serio, a potem twierdzi, że wcale nie i nie jest tak głupi... Przecież jakby te propozycje nie brzmiały aż tak serio nawet by w nie nie uwierzył... A jaki był sens w składaniu tak realnych propozycji, skoro zamierzał go potem wyśmiać...? Ćwiczył sobie? Nigdy nie było pewności. Potrząsnął głową, odwracając znów wzrok. Przysnąłby nawet na leśnej ściółce, byle nie wracać ponownie do klasztoru. Bo co mu zrobią...? Zwolnią go. Najwyżej, wywalą, ekskomunikują. No i co... Znajdzie inną robotę, a wampiry będzie zabijał hobbystycznie... Ciekawe, czy z ekskomuniką to działa tak samo...
- Nie zadziała. Twoja ekskomunika byłaby mi bardzo na rękę~... - Izaya nadal uśmiechając się wrednie pokazał blondynowi język. - Chyba nie sądziłeś, że zawsze będę taki grzeczny? Chociaż... Mogę spróbować jeśli tego chcesz~...
- Skąd. - sarknął, nawet na niego nie patrząc. - Proszę bardzo, bądź sobie jak do tej pory i mąć mi dalej. Albo nie wiem, polataj sobie po ludziach, opij się dobrze i rośnij szybko. - Miał już dosyć ciągłego śledzenia i komentowania jego myśli, a ponad to wszystko mącenia w nich. Raz jest wkurwiającym wampirem, raz zrobiłby wszystko dla niego i jest całkiem zabawny, raz znów wkurza, ale wciąż trzyma się obok, raz namawia go do idiotycznego łamania swoich własnych zakazów, a w końcu zaprzecza i stwierdza, że tylko go sprawdzał! Gdyby faktycznie chciał takiego czegoś, wyrwałby sobie jakąś zakonnicę albo i zwykłą dziewkę. I i tak byłoby mniej mącenia. I on twierdził, że mógłby być "grzeczny"? I to gdyby Shizuo tego chciał? Ta, jasne! Nie dałby nawet rady... To nie leżało w jego naturze... Widząc pytające spojrzenie karczmarza pokręcił głową, że nic więcej nie chce.
- Dałbym radę! - uparł się jak dzieciak, podnosząc do góry piąstkę. - Musisz tylko powiedzieć proszę~! - Uśmiechnął się wesoło przekrzywiając główkę, a na jego policzki wypełzł dziecięcy rumieniec.
- ...Proszę. - odezwał się bez większego przekonania. W końcu specjalnych wymagań co do wypowiedzi nie było, więc swoją część wypełnił. A Izaya i tak i tak nie da rady. Jakoś mógłby się o to nawet założyć... Ale niech mu będzie, niech sobie próbuje.
- Yatta!- Brunet zaklaskał w dłonie i wstał ze stołu. Otrzepał sobie tyłek z niewidzialnego kurzu i podszedł do blondyna. Do ust przyłożył sobie piąstkę, jakby nad czymś się zastanawiał po czym pokiwał do siebie poważnie główkę i odważył się szarpnąć blondyna za rękaw. - Ne, ne Shizuś... A o co ty mnie w ogóle prosiłeś? - Uśmiechnął się rozbrajająco.
- Prosiłem, bo powiedziałeś, że jak to powiem, to będziesz grzeczny. - mruknął odrobinę niewyraźnym głosem, patrząc na niego z oczekiwaniem. - Więc?
- Hai~!!!- Wykrzyknął wesoło zaraz później siadając naprzeciw blondyna. Podciągnął sobie kolana pod brodę i objął nogi rękoma. Wpatrywał się w blondyna z miną potulnego i grzecznego ucznia. Czekał aż ten znów coś powie, by odpowiedzieć i zacząć jakąś normalną rozmowę.
- E...? - Przekrzywił głowę, przypatrując mu się. To teraz będzie tak siedział...? - To będziesz tak cicho i nie będziesz się oddalał? - upewnił się. W końcu każdy ma swoją definicję grzeczności...
- A co mam zrobić?- Zapytał wesoło. - Mam być grzeczny, więc pilnuję się mojego opiekuna, uśmiecham się i liczę, że nagrodzi mnie głaskaniem... Czy to źle?
- Aaa... - mruknął i zerknął na butelkę. Pusta. Na kurczaka. Już chłodny, zapewne... No i na Izayę. Wyciągnął dłoń, a w końcu wystawił palec, by zacząć go powoli głaskać po łepku. Oparł znów głowę na drugiej ręce, przyglądając mu się. No i tak było najlepiej... Jak go nie wkurzał i nie musiał się z nim sprzeczać.
     Izaya lekko zarumieniony chętnie ustawiał główkę tak, by Shizuo mógł go głaskać jeszcze przyjemniej. Od czasu do czasu pomrukiwał i wzdychał zadowolony. Tak to on będzie grzeczny zawsze gdy Shizuo sobie tego zachce. Taka słabość jego małej wersji. Uwielbiał głaskanie.
     Tak to Shizuo mógł siedzieć... Przymrużył lekko oczy, zadowolony z ciszy i jedynie mruczenia w swojej głowie. Jak tak, to mógł go nawet polubić... Tę jego słodką wersję... Jednak Izaya to Izaya, a nie ten komar, którym sądził, że jest.
- Shizu-chan... - zamruczał, nadal poddając się jego pieszczotom. - Daj mi się o coś oprzeć... - poprosił, mrugając zaspanymi ślepkami. Ziewnął, zakrywając małe usteczka piąstką i przeciągnął się.
- Mhm... - mruknął równie zaspanym głosem i zgarnął go na dłoń, opatulając go nią. Głaskał go teraz kciukiem lekko. Wstał, odparł karczmarzowi że i owszem, wychodzi, po czym wyszedł i udał się do lasu, wciąż głaszcząc lekko Izayę i trzymając go przy sobie.
- Gdzie mnie zabierasz Shizzy? - zapytał zaspanym głosem. Samoistnie tulił się do ręki jak do ogromnej, ciepłej poduszeczki. - Nie chciałeś iść do zakonu... Więc gdzie?
- W zasadzie powinienem tam wrócić... Ale idziemy się przejść. - Wsunął dłoń do kieszeni razem z Izayą, by było mu cieplej. No i ruszył w las, bo gdzież by indziej...
- Ale gdzie? - zapytał zdziwiony. Czyżby Shizuo miał jakąś tajną chatkę? Albo coś? - A ty nie jesteś zmęczony? - ziewnął.
- Kryjówka. - mruknął krótko. Rozgarnął krzaki, wchodząc głębiej w las. Gdzieś na prawo, potem prosto, koło starego drzewa... Oko wodne... - Jestem dziwnie zmęczony, ale najpierw dotrę na miejsce.
- To nie przeze mnie. Wcale tak dużo nie wypiłem. - bronił się, tuląc nadal do ręki. Nie chciał jej oddawać. Nie chciał sam zostać w zimnej kieszeni.
- Za to ja dużo wypiłem... - mruknął, postanawiając nie zabierać ręki, a rozgarniał wszystko tylko jedną ręką. Wszedł w gęstwinę w której, o dziwo, okazało się, że w środku jest pusto. Znaczy o dziwo dla tych, którzy tej "gęstwiny" nie budowali. Shizuo stworzył sobie coś w rodzaju namiotu z gałęzi i krzaków, wykorzystując naturalny teren.
- Gdybym mógł być wredny powiedziałbym, że to tu Shizuo przyprowadza i wykorzystuje wszystkie panienki. - Izaya wyjrzał z kieszeni oglądając prowizoryczny namiot. Shizuo jakimś inżynierem nie był, ale trzeba było mu przyznać, że konstrukcja była solidna. - Chcesz spędzić tu ze mną noc?
- A co, chcesz wracać do zakonu? Bo mnie się nie spieszy... - mruknął i przysiadł przy kupce zerwanej trawy i liści. Oparł się o nie, znów odruchowo poniekąd gładząc Izayę po łepku. - Przy okazji, nikt tu nie trafia prócz mnie i sądzę, że tak pozostanie. - Specjalnie prowadził go dość okrężną drogą...
- Teraz ja tu trafię... - mruknął, przymykając ślepka. - Nie masz nic przeciwko?
- Trafiłeś, ale drugi raz nie trafisz... - mruknął i przymknął oczy, za chwilę je zamykając. Drzemkę sobie utnie, w końcu... I tak pewnie nie pośpi tyle, ile trzeba... - A jak ci się uda drugi... To powodzenia...
- Trafię~... - zapewnił go wesoło. Wypełzł z kieszeni i stanął na ramieniu blondyna. Rozejrzał się dookoła. Drzewa, drzewa i trochę krzaczków. No cóż... Znajdzie to po zapachu, jak to wampir. Widząc, że Shizuo zasnął uśmiechnął się wesoło i przeszedł na klatkę piersiową blondyna. Wsunął się pod jego koszulę układając głowę w zagłębieniu jego szyi i wpatrywał się w niebo.
     Heiwajima momentalnie odpłynął, sam nie wiedział kiedy. Obrócił głowę wygodniej na kupce liści. Przydługa już grzywka opadła mu na oczy, a szyja, całkiem blada, stała się jeszcze bledsza, gdy wyeksponował ją w świetle zachodzącego późno słońca prześwitującego przez gałęzie nad nimi. Wciągnął głośniej powietrze nosem, a rysy jego twarzy się wygładziły, gdy powoli się odprężał.
     Izaya przesunął się bardziej na mostek blondyna i przekręcił się na brzuch, oglądając słodko pochrapującego blondyna.
- Tak to ja mogę leżeć... - westchnął, rozmarzony. - Mógłbym tak zasypiać już zawsze. - rozmarzył się. - Wtulony w to ciepłe ciało. A gdybym był dużym wampirem odgarnąłbym ci jeszcze listek z grzywki Shizuś~... - zachichotał cichutko.
     Blondyn, całkowicie tego nieświadomy, otworzył lekko usta, zaczynając pochrapywać od czasu do czasu. Po dłuższym czasie zaczął śnić i wtedy już ułożył dłoń na brzuchu, poruszając czasem ustami, jakby coś mówił.
     Izaya przypatrywał mu się z fascynacją. Wbrew wszystkiemu, dla niego Shizuo wyglądał słodko. Naprawdę słodko. Dlatego nadstawiał uszu jak tylko mógł, by usłyszeć, co też takiego egzorcysta mówi.
     Heiwajima wydawał z siebie jedynie niesłyszalne dla ludzkiego ucha dźwięki przypominające słowa. Pokręcił na coś nosem i przestał, a potem zaczął od nowa.
- Miodu... - mruknął cicho, po chwili się zamykając. Minęła kolejna dłuższa chwila, nim dało się rozpoznać słowa. - Ale nie idę... - Chrapnął cicho i zamilkł, jakby nie zamierzając mówić już nic więcej. Wyjątkowa szczerość w tym śnie, tyle tylko, że nie mówił wszystkiego.
- Dobrze~... - odetchnął Izaya, wtulając się w niego mocniej. - Nie odprawiasz nade mną egzorcyzmów to mogę spać spokojnie. - stwierdził.
     Po jeszcze kilku niewyraźnych pomrukiwaniach Shizuo zasnął na dobre i zamilkł na następne godziny. Słońce dawno zaszło, gwiazdy świeciły na niebie, a on dalej spał...
     Izaya kołysał się na piersi blondyna z każdym jego oddechem unosząc się to w górę, to w dół. Obserwował przy tym gwiazdy i słuchał cichego pochrapywania blondyna.
     W końcu Shizuo obudził się gdzieś w środku nocy. W ustach sucho, oczy go nieco bolały, jakby za dużo nimi ruszał... Głowa też trochę pobolewała, ale to od zimna. Roztarł skronie i rozejrzał się, po czym usiadł prosto, krzyżując nogi. Ach, jego kryjówka... To teraz po jakąś wodę...
- Ła! - Izaya pisnął, koziołkując w dół torsu blondyna gdy ten się podniósł. Czego jak czego, ale tego się nie spodziewał. Liczył jednak, że Shizuo go zauważy, albo chociaż poczuje że coś sturlało mu się na krocze.
- Hę? - mruknął i podniósł Izayę, przyglądając mu się. - A wybacz, zapomniałem... - mruknął i wsunął go do kieszeni. Zaraz jednak zmarszczył brwi. - Ej, a ty nie siedziałeś wcześniej w kieszeni...? - spytał mocno zachrypniętym głosem.
- Siedziałem. - przyznał się od razu. - Ale istniało realne zagrożenie zgniecenia mnie, dlatego przeniosłem się tu~...- Uśmiechnął się, wskazując jego klatkę piersiową. - Nie pomyślałem, że budząc się zafundujesz mi przejażdżkę z takim finałem~...
- Tak, tak... Przejażdżkę... Zgnieść cię? Jakoś nie sądzę... - Ziewnął w dłoń i wstał z nim w kieszeni. - Dobra... - Ruszył się do wyjścia i szukać wody. Przystanął dopiero jak coś go tknęło. - Ej... Izaya, czy ty mogłeś widzieć moje sny...? - Zmarszczył brwi. No w końcu dotyczyły polowania więc... Hm...
- Mógłbym widzieć sny, mógłbym nawet się w nich pojawić albo je zmienić. Ale wyraźnie prosiłeś mnie bym tego nie robił, to nie robiłem. - Uśmiechnął się, nadstawiając głowę do głaskania. - Ale jedna rzecz mnie nurtuje... O co chodziło z tym miodem?
- Aha. - mruknął, zerkając na niego. Czyli to tak... No to całkiem dobrze... I co on się tak nastawiał? Ach, tak, nagroda. Shizuo mimowolnie się uśmiechnął. No, jak był grzeczny... Wsunął dłoń do kieszeni, głaszcząc go palcem po głowie. Słysząc o miodzie jednak na chwilę przestał. - A o miodzie skąd wiesz? - Zresztą sam żadnego miodu nie pamiętał... A jak nie wiedział, o co z nim chodziło, to ciężko powiedzieć. Zależy, co z nim zrobił...
- Mówiłeś przez sen, ale co ci się mogło śnić o miodzie? - Mruczał, czując palce na głowie. - Powiesz mi?
- A... Jak tak, to pewnie miód pitny. Znaczy się takie coś rozgrzewające... No. - Dokładniej nie chciał mu tłumaczyć. Zresztą Izaya i tak pewnie niestety wiedział... Jak akcja działa się najpierw w karczmie, a przynajmniej z tego co pamiętał, to miało sens. - No to tylko taki miód. - Podszedł w końcu do źródełka i upił wody z wierzchu. Chłodna... A jak przyjemnie w gardle...
     Izaya podrapał się zdziwiony po głowie.
- miałeś pijacki sen o piciu? Cóż to za dziwne kłamstwo? - Zmarszczył brewki, a usta wygiął w podkówkę. - Czemu nie powiesz prawdy?
- Nie no, miód był naprawdę miodem, a czym miał być? - spytał już normalniejszym, mocniejszym głosem. Obmył jeszcze zmęczoną twarz. Tak zdecydowanie lepiej... - A śniło mi się ogółem co innego, ale przecież to nie ma nic wspólnego z miodem...
- Nie złość się... Jestem tylko ciekaw. - wyjaśnił, kuląc się niepewnie. Zatrząsł skrzydełkami. - To może... Opowiedz mi o swoim śnie, dobrze?
- Nie złoszczę się... Gardło mnie w końcu nie boli to mówię głośniej. Jakoś je wypróbować trzeba. - Otarł oczy rękawem i ruszył w stronę klasztoru. Patyki chrzęściły mu pod stopami, po czym wyraźnie dało się poznać, że idzie ktoś nieostrożny. - A co do opowiadania snu, to może lepiej nie... Za to ty możesz mi opowiedzieć co robiłeś, jak spałem.
- Ja? - jęknął, zawiedziony. - Nic aż tak ciekawego... Patrzyłem się w gwiazdy... Trochę na ciebie. Śmiałem się z listka w twoich włosach i to chyba tyle~... Twój sen na pewno był ciekawszy.
- Nie był wiele ciekawszy... - Wyjął z włosów liście, gdy Izaya mu o tym przypomniał. A przynajmniej jako-tako wytrzepał je z włosów... I dalej szedł przez las.
- Ale trochę ciekawszy był? No to opowiedz mi. Szybciej minie nam droga nie uważasz? - zaproponował, wychodząc z kieszeni i wdrapując się po płaszczu na ramię egzorcysty.
- Nic ciekawego... Najpierw karczma, miód, a potem urządziłem polowanie... Taki zwykły dzień. - Nie dodawał, że w karczmie było pełno pań, a polowanie było na wampiry i że śniło mu się, że szybko zabił oba i miał święty spokój.
- Smutno mi, że nie mówisz wszystkiego. - westchnął, siadając mu na ramieniu niczym papuga u pirata. - Czemu tak mi nie ufasz? To chyba nie było nic strasznego, prawda? Czemu nie chcesz powiedzieć? - Narzekał jak dzieciak, marudząc i od czasu do czasu siąpiąc nosem.
- No kiedy mówię, że zwyczajny dzień. Nudno to opowiadać... - mruknął, wychodząc zza drzew na polanę, z której już tylko kawałek do klasztoru. Ciemno, wiał chłodny wiatr, aż ciężko było oddychać. Okrył się dokładniej płaszczem. - Nic szczególnego, można powiedzieć, że wszystko ci już powiedziałem. Wy naprawdę nigdy nie śpicie? - zmienił temat. - Miałem wrażenie, że raz kiedyś jednak wam się zdarza...
- Zdarza.... W dzień... Raz na kilka dni. - mruknął, łapiąc się mocniej płaszcza by go nie wywiało od blondyna. - O właśnie, nie przestrasz się jak któregoś dnia zastaniesz mnie zimnego, nie oddychającego i nie ruszającego się... Zacząć się martwić możesz po hmm… Jakichś 15 godzinach... Choć nie wiem jak będzie to wyglądało w tej formie. - mruknął, zaraz później coś sobie przypominając. - Tylko nikomu nie mów tego co ci powiedziałem! - zastrzegł.
- Raczej nie widzę powodu do dzielenia się swoimi informacjami. Ale... Czemu zimny, nie oddychający i nie ruszający się? Tak śpisz? – mruknął do niego. Rozejrzał się. Nikogo na horyzoncie... Bo była noc, pewnie było dość mało straży... - Swoją drogą, śpisz do piętnastu godzin? Co jeśli dłużej?
- Shizzy jestem wampirem, nigdy nie widziałeś śpiącego wampira? - zdziwił się tym nieco. - Śpi w trumnie z prostego powodu~... Wygląda wtedy jak trup wiesz? W sumie nawet nie wiem czy technicznie nie jest wtedy trupem. - zachichotał. - Wiem, że wampiry śpią cały dzień, od wschodu do zachodu słońca, czasem mniej, więc około 15 godzin nie?
- Może i... Jakoś nigdy nie widziałem śpiącego wampira, to szczęście mnie ominęło. Słabo się was wyczuwa w takich chwilach. – Wzruszył ramionami i użył ukrytego wejścia, by trafić na swój korytarz przez długi tunel. - Szkoda, byłoby... - "Prościej" dodał w myślach, ale nic nie powiedział.
- I bardzo dobrze. - prychnął. - Zresztą wampiry zawsze się chowają gdy już muszą się wyspać... - mruknął. - To niebezpieczne, niestety... I Shizuś przypominam ci tylko, że urywanie sentencji wcale nie sprawia, że nie domyślam się co chcesz powiedzieć...
- No i co? Myśli nie zmienię, można się co najwyżej cieszyć, że ich nie kończę. - mruknął niechętnie. Przynajmniej nie skończył ze względu na niego, a że się domyśla to już wina Izayi... - Dobrze dla was, że się chowacie, bo szybko byście wymarli. - dodał dla samego faktu.
- Wiem o tym. A ciebie ostrzegam, żebyś nie uznał ze jestem jak stara, zdechła rybka i żebyś mnie nie wyrzucił do jakiegoś wozu z nieczystościami... - mruknął. W końcu u Shizuo wszystko jest możliwe.
- No wiesz? - Uniósł brew niedowierzająco. On go o coś takiego posądzał...? - ...Pogrzebałbym cię jak na chrześcijanina przystało. Tylko może bym nie poświęcił, bo a nóż kiedyś ożyjesz i mógłbym cię zabić sam. - burknął. Tak, tak zapewne by było... Choć pewnie by odczekał, czy się obudzi...
- Tak bardzo mądrze, - pochwalił go. - Wbij krzyż przed grobem wampira i co, może jeszcze czekaj aż sam się wykopie? - fuknął na niego.
- Oj no... Pogrzebałbym cię w ziemi w jakiejś skrzynce na nie poświęconej ziemi i tyle, no. Przecież, że nie odkopywałbym cię codziennie... Ale nie martw się, jest zwyczaj czekania trzech dni z pochówkiem, do tego czasu chyba byś się ocknął, nie? - zauważył.
- No o tyle dobrze. - mruknął. - Nie zabiłbym cię w szale, a to się najbardziej liczy... - westchnął, wtulając się w niego mocniej. - To wielkie coś to klasztor? To WSZYSTKO to klasztor?
- Zabić mnie? Jak to sobie wyobrażasz...? I czemu w szale? - W końcu na krzyże w jego pokoju tak nie reagował... No to ciekawe, skąd u wampira szał. Popatrzył na budowlę klasztoru, mury i całą resztę, po czym popatrzył na niego. - No, klasztor, razem ze stajniami, chlewem i takimi tam... Całe, a co?
- Wieeeeelki~... - mruknął, oglądając go z ramienia blondyna. - Wcześniej wydawał się taki jakiś mniejszy... - przyznał. - Albo to ja byłem większy... - zachichotał. - A ten "szał" to sam nie do końca rozumiem, wybacz. - Podrapał się po łepku, uśmiechając głupio. - Coś takiego po prostu jest. Jak pochowasz wampira w zwykłym grobie z krzyżem, ten obudzi się, przeniknie ziemię i zacznie mordować wszystko na swojej drodze dopóki się nie zaspokoi... Nigdy nie słyszałeś takich legend?
- No, raczej byłeś większy... Od mojej dłoni chociażby, a to dużo zmienia... A co do tych legend. Najpierw, komarze, weź urośnij, a potem możesz się brać za mordowanie. ...Przynajmniej będę miał... No, ale legendy słyszałem. Właśnie dlatego was się powinno grzebać z osikowym kołkiem, nie inaczej... Chociaż liczyłem, że jak w tej formie położę cię pod ziemią to nie będzie kłopotów. – Po raz wtóry wzruszył ramionami. Po paru chwilach jakoś "przeniknął" do swojej celi i zamknął się w niej. Nikt go nie przyłapał... Po kłopocie. Raczej chyba nikt nie spyta, gdzie był.
- No... Mordować w tej formie nie umiem. - zgodził się. - Ale mierzylibyście się z największą plagą komarów od stuleci! Wolelibyście już umrzeć niż tak się drapać! - wygrażał się w żartach. - Shizzy jesteś zmęczony czy nie? - zapytał zaciekawiony.
- Pff, jakbyś się tak wszystkim wgryzał w tyłki to faktycznie dla obu stron byłoby już przyjemniej umrzeć. - parsknął, po chwili wybuchając śmiechem. Choć powinien zachować ciszę, więc stłumił go jak mógł. Legł na swoim posłaniu i popatrzył na bruneta. - Średnio zmęczony, czemu pytasz?
- Bo chciałbym pogadać... - powiedział, wchodząc na blondyna i usiadł mu po turecku na klatce piersiowej. - Wiesz... trochę mi się znudziło patrzenie na ciebie i czekanie. Nudno tak gdy nic nie robisz...
- Wyobraź sobie, że mam tak co noc. - dodał, przymykając powieki. - Musisz się przyzwyczaić. A jak ci nie pasuje, wywalę cię na noc za okno, żebyś się wyszalał, chcesz? - zaproponował całkiem poważnie. Zawsze to sposób... - Każdy człowiek potrzebuje snu, ty też kiedyś potrzebowałeś, nie?
- NIE! - krzyknął autentycznie przerażony, mocno łapiąc za guzki przy koszuli blondyna. Nie zamierzał go puszczać. - Kiedyś tak, teraz też... Choć rzadziej... - Popatrzył na niego nieufnie, nadal ściskając guziczek.
- Co "nie"? - Otworzył trochę szerzej oczy, przyglądając mu się. – Nie wywalać cię za okno? To nie narzekaj, że sypiam... No, jak tobie też się zdarza tym bardziej... Właśnie, co ile gdzieś tak zdarza ci się spać? - spytał, prawdziwie zainteresowany tym faktem, choć tego nie okazywał.
- Nie wywalaj... - poprosił niepewnie puszczając guziczek. - Nie wiem, różnie to jest... - zaczął się nieskładnie tłumaczyć. - Nie mogę powiedzieć... - przyznał w końcu. - To jest trochę... Zbyt niebezpieczne...
- Niebezpieczne, że powiesz, czy że zaśniesz? - W sumie niebezpieczne były oba... Nie, no zaraz, wcale nie było niebezpieczne jakby mu teraz powiedział co ile śpi. W końcu i tak nie wiedział, gdzie. Chociaż może i bezpieczniej dla niego byłoby mu nie mówić... Gdyby Shizuo dowiedział się od niego możliwe, że nie skorzystałby z forów.
- Wredny! - fuknął na niego, obrażony. Założył ręce i spojrzał główką w bok. - Powinieneś mnie zapewniać, że tej wiedzy nie wykorzystasz, a nie. - powiedział, robiąc naburmuszony dzióbek. - I tak ci za dużo już powiedziałem...
- Jestem ciekaw, więc pytam. Jeśli nie chcesz mówić to cię przecież nie zmuszę. - zadeklarował. - Czemu miałbym kłamać, żebyś mi powiedział? - Jak już zdobywał informacje to uczciwie... Inaczej by z nich nie korzystał.
     Izaya popatrzył na niego naburmuszony i zły.
- Shizuś no baaakaaa! - wrzasnął mu w głowie, po czym "hmpknął" niezadowolony.
- Czyli boisz się, że je wykorzystam. - parsknął i puknął go lekko w łepek palcem wskazującym. - Mam rację? - Był przekonany, że ma rację. No i że Izaya chciałby, żeby mu nic nie zrobił... Ale przecież nie mógł obiecać, że jak będzie dużym wampirem i coś zrobi to da mu spokój.