Blog poświęcony Anime Durarara!! Znajdziesz tu opowiadania yaoi (mężczyzna x mężczyzna) Shizaya (Shizuo x Izaya), Izuo (Izaya x Shizuo) i IzaKida/Kizaya (Izaya x Kida). Jeśli nie tego szukałeś i treści tu przedstawiane ci nie odpowiadają prosimy o opuszczenie tego bloga. Pozostałych zapraszamy do czytania.

wtorek, 17 czerwca 2014

Shizaya - Songfick - "Zgniła herezja i czekolada"

Um... Hej~...
Wybaczcie, wampirek będzie jak Inu-chan go zbetuje
Dobra wiadomość: Jutro jest ostateczne wystawienie ocen ^^
Potem bierzemy się już normalnie do pisania. 
Dobrze bo skończyły się notki na zapas~... prawdę mówiąc nie chcę tego dodawać q.q uważam ze jest błeeee... ale... nie umiem tego poprawić XD
Wybaczcie, enjoy~...


Songfick:
Hatsune Miku -  Kusare gedou to chokorewito / Zgniła Herezja i Czekolada
tłumaczenie - Piniakorin - blog /  kanał na yt



     Wkręcić się w ten świat wcale nie jest trudno. Kilka plotek, parę kłamstw... i kilka zniszczonych przy tym istnień, ale czy kogoś to obchodzi? Jasne, że nie~! Przecież nikt nawet o tobie nie wie. Gdy plotka przestaje interesować, momentalnie znikasz~! Przestajesz istnieć, czy to nie cudowne? Wraz z tobą znika plotka, więc~? Może ty też skoczysz lub strzelisz? Tylko pamiętaj, nie możesz chybić, bo kula plotek przeszyje cię o wiele mocniej~!
     W końcu to tylko nasz wspaniały świat, jeśli już nie wytrzymujesz może spraw mi przyjemność i jeszcze bardziej ubarwij moje cudowne życie swoim żałosnym skokiem. Może uda ci się zatrzymać mnie na chwilę lub dwie, ale pamiętaj ty sam to zacząłeś~!
- "Było nie dać wykluć się plotce, a skoro nie powstrzymałaś tego za w czasu płać za swoją głupotę~!" - mówię zapłakanej dziewczynie na krawędzi wieżowca. Nie mija chwila, a jej ciało spada w przepaść. Przyglądam się temu i spokojnie odchodzę dbając, by nie pozostawić po sobie śladów.
     Ale przecież to wcale nie koniec~! Moja wspaniała zabawa trwa cały czas. Wystarczy przespać się kilka godzin i jutro w szkole na nowo rozpocząć zabawę~!
- Nie mów o tym nikomu! - Szepczę do jakiejś dziewczyny, odchylając się na moim krzesełku. Wpatrując się w czysty sufit i zgaszoną teraz lampę, na poczekaniu łączę fakty dając początek nowej plotce. - Ale nauczyciel klasy obok i A z mojej klasy - Przenoszę swój wzrok w oczy dziewczyny pochłaniającej mnie wzrokiem. Tak, właśnie tak głupia istotko, słuchaj mnie, słuchaj i rozpowiadaj ciesząc się swoją popularnością i swoim życiem w sławie, bo gdy rozsieję stosowną plotkę wnet wszystko się odmieni. Ale na razie słuchaj, słuchaj mnie uważnie i spijaj każde słowo, zapamiętuj je i powtarzaj. - robią coś, czego nie powinni, coś niemoralnego.  - nawet nie powiedziałem co, ale wyobraźnia zadziałała, co~? Twoje oczy świecą podniecone i już widzę, że jesteś w mojej mocy. Zakrywasz sobie usta dłonią i wstajesz od stolika. Nawet nie zwracając uwagi, że przewróciłaś krzesło wybiegasz z pustej klasy. Ach no tak, mamy kwiecień, wszyscy spędzają przerwy na dworze. Pobiegłaś im to powiedzieć, grzeczna dziewczynka. Dzięki tobie nowa plotka wykluła się z jaja.

     Już wszyscy o tym mówią. O najnowszej plotce powstałej zaledwie dwie przerwy temu. Nauczyciel i wychowawca palą się ze wstydu, próbując doszukać się winnego. Jednak nikt nic nie powie, jak zwykle. Przecież nikt nie chce zostać wykluczony, odcięty od tych smakowitych pół-kłamstewek, którymi was karmię. Nie wiedziałem, że aż tak się od tego uzależnicie, ale cóż~! Teraz to widzę, dziś dziwna tajemnica, która wcześniej uwięziona była gdzieś głęboko w podziemiach, teraz tańczy zupełnie naga przez stacją w Shibuyi. Ale to właśnie jest kwintesencją plotkowania~! Chęć poznania dziwnych sekretów, które inni skrywają przed nami i zamykają głęboko w sobie. Teraz rozpowiadają je wszyscy, wszędzie naokoło, wszędzie słychać szepty a ty, o którym plotkujemy nic nie możesz poradzić. Musisz odziać się w plotki na swój temat i żyć dalej, czyż to nie godne~? Co z tego, że moje słowa wydają ci się próżne, gdy jesteś pogrążony w goryczy i tak się nad nimi nie zastanowisz. Łatwiej po prostu skoczyć~! I właśnie to kocham u ludzi~! Na światło dzienne wyjdzie wszystko. W tej szkole, nie, w tym mieście, nic się przede mną nie ukryje~! Nie ważne, że to złe, dziwne i obrzydliwe. Im dziwniej tym lepiej, plotka jest ciekawsza, gdy robisz coś co do ciebie nie pasuje, coś czego nikt się nie spodziewa, więc nie zasmucaj mnie i rób właśnie takie rzeczy. Cała prawda skryta gdzieś w mroku, rzeczy, o których chcesz zapomnieć. Sprawię, że wszyscy poznają twoja tajemnicę, słodką jak czekoladka. Dziś wszyscy ją poznają, a ja będę rozkoszował się smakiem twojego wstydu i porażki. Ach, ta gorycz to jedyna słodycz jakiej pożądam~! Twoje szkaradne uczucia, twoja psychika nie ma już przede mną sekretów, więc jesteś mi zbędna~! Dziś wszyscy poznają twój sekret, a ty zagrasz dziś ostatnie skrzypce. Jeśli twój żałosny krzyk przetnie noc, będzie to najpiękniejszy z dźwięków, jakie mogę usłyszeć~! Bo przecież co jest ciekawsze od chwilowej przyjemności, którą później można zmienić w plotkę~!

     "Wpuśćcie mnie między siebie" choć wiem, że nie jestem taki jak wy, choć wiem, że jestem od was lepszy cały czas będę żyć przy was, z wami, między wami, będę wysłuchiwać wszystkich waszych słów i myśleć jak co ciekawsze rozpropagować~! Plotki utworzą się tak czy siak, ja im tylko pomagam i sprawiam, żebyście ciągle mieli czym żyć. Małe słodkie istotki dostarczające mi rozrywki~!  "Dajcie razem pogadać”,  bo przecież tylko tyle musicie zrobić, pozwolić mi porozmawiać i zmienić wasze słowa w słodziutki czekoladowy syrop złożony z pół-prawd. Plotki wszystkich was, uszczęśliwią, więc po prostu pozwólcie mi słuchać. Przecież wszyscy dobrze wiemy, że szkolny korytarz to wylęgarnia plotek, ja tylko chce sprawić, że będą ciekawsze, więc?

     Moja codzienność jest jak z dawien dawna znana zabawa "głuchy telefon".  Właśnie, dokładnie tak, szepczcie, kręćcie, zmyślajcie, mieszajcie ludzi z błotem przeinaczając pogłoski i prawdy, których nigdy nie mieliście mi powiedzieć. Bo przecież tak właśnie działa mój urok. Ja rozpowiem ją dalej i tak właśnie powstanie plotka. Ja tylko słucham i ubarwiam nieco waszą szarą rzeczywistość, a wiadomość rozchodzi się samoczynnie. Czyż to nie piękne, wy sami niszczycie innych, swoje grzechy zrzucając na mnie. Ale dla mnie to nawet duma, wywyższacie mnie sprawiając, że jestem dla was bogiem. I chciałbym aby tak już pozostało, nawet jeśli pozostanę samotny to i tak jest lepiej. Ze mnie zrobiliście boga, a sami zredukowaliście się do roli podrzędnych istot złożonych z samych cieni. Mimo wszystko potrzebujecie zła, potrzebujecie kogoś jeszcze gorszego od was, prawda? Więc skoro chcecie wasz Bóg wam to da~!
     O, czy tamten chłopak się nada? Blond czupryna siedzącego w kącie ucznia, do którego każdy z was boi się zbliżyć, a którego jakimś cudem nie zdążyłem jeszcze poznać. Jest interesujący…
     Nie podoba mi się, nie plotkuje, trzeba z nim coś zrobić, byle szybciej~!
     Jaa, lali-pappara, pappa-para! Dźwięk telefonu, przerywany przez szumy rozmów, zagłuszający tyle plotek szmerów i szumów, tyle słów, których Bóg nie może wysłuchać... (Najprościej rzecz biorąc te dźwięki się mieszały wzajemnie - dop. Kiasarin) Czyż to nie smutne~?
     Nieważne. Rozmawiam z kimś przez telefon, nadal wyłapując plotki, dodatkowo zapisując je w czystym notesie mojej pamięci. Tyle razy przerabiany i kreślony tekst wychodzi płynnie z moich ust, namawiając kolejne osoby, by pomogły mi w czymkolwiek zechcę. Przyjaciel z gimnazjum prosi o przysługę, jednak szybko zmieniam temat rozmowy nakierowując go na odpowiednie dla mnie tory.
     Chłopak, który opiera się moim plotkom, który nie plotkuje i nie słucha plotek, a jedynie popija czekoladowe mleko jest tak spokojny jak jego imię. Niedoczekanie wasze, wyciągnę z niego potwora, pokażę wam, jaki jest. Shizuo... Shizu-chan, już mi świta~! Od dziś będziesz grać główną rolę w moim małym przedstawieniu. Chyba wybaczysz mi ten mały test na próbie generalnej, której sceną jest szkoła, prawa~?
     Pokażę im wszystkim twoją prawdziwą naturę i doprowadzę do czegoś niewyobrażalnego~! Na ich oczach stworzę potwora, którego mit rozrośnie się wraz z moją chwałą~! Będziesz pierwszym, którego utrzymam przy sobie mimo niszczących plotek, zobaczymy czy temu podołasz czy może jak reszta załamiesz się i skoczysz~? Zaczynajmy Shizu-chan~!

     Wszyscy wtranżalają najnowsze ploteczki, pochłaniając każde moje słowo. Odpowiednio przyprawione słowa zmieszane z kłamstwem, które wywracają wam w głowach, w rzeczywistości są tylko tanim, nic nie wartym brudem, który i tak pochłaniacie cali upaprani przy tym śliną. Czy wiecie jak wyglądacie? Czy wiecie, co jecie, co wam tak smakuje, co jest waszym całym światem? Nie~! To przecież oczywiste, wystarczy, że zostaniecie w tej słodkiej iluzji, którą dla was stworzyłem. Wy nawet nie zauważacie, że w uzależniliście się od mojej słodkiej przyprawy - goryczki płaczu mojej ofiary, którą sami do tego doprowadziliście popychając nad skraj przepaści... A może lepiej powiedzieć dachu~? Wasze małe główki mgnieniu oka uzależniają się od płaczu innych, ale nadal tego nie widzicie, bo gdy raz zasmakujecie nie będziecie już mogli uwolnić się od słodyczy moich kłamstw, dlatego dalej będziecie słuchać i potulnie pożerać wszystko co powiem, poruszeni przez tę zgniłą herezję.

    Poliżę sobie słodziutką czekoladę złożoną z półprawd, aa... Mogę całymi dniami rozkoszować się jej cudnym smakiem, prawie tak cudownym jak spektakularny skok z dachu lub podcięte żyły~! Ach, wisielec zawisł na drzewie i dzisiejszej wiosny stał się pierwszym płatkiem sakury, który padł z tego cudnego świata. Opadł w nicość zdeptany przez ludzi, którzy podziwiali go zaledwie kilka dni temu. Teraz wcale dla nich nie jest ładny blady róż, nad którym rozmyślali, stał się tylko wspomnieniem. Dziś biel skóry nie miesza się już z czerwienią cieczy, wypływającej na policzki. Nie tworząc różu nie zachwyca ludzi, jest więc szkaradny i musiał spaść, bo przecież kogo obchodzi autentyczność?
      Dam cię trochę tej uzależniającej słodkości. A ty musisz tylko deptać kolejne kwiatki i cieszyć się życiem, a tego właśnie pragniesz, czyż nie~? Czy w takim razie jest to jakiekolwiek wyrzeczenie~? Oczywiście ty nic nie wiesz, że układ ma swoją druga stronę, gdy już włączysz się w moją wspaniałą grę istnieje obawa, że przegrasz i stoczysz się w nicość, ale czymże jest taka kara w obliczu tylu przepysznych plotek. Grzeczna gadka mnie nie interesuje, dla mnie prawdą jest soczysty miodek pogłosek. Sama tak mówisz, więc musisz być gotowa zginąć. Rozumiesz to doskonale i mimo wszystko wciąż mi ufasz~? Czy nie widzisz jaki jesteś łatwowierny? Chłopaku załamany przez plotkę, która wyciekła już dawno temu. Czy ty nadal się nią przejmujesz~?
- Myślę, że powinienem ze sobą skończyć. - mówisz mi załamanym głosem, zaciągnąwszy mnie do jednej z łazienek. Nie mam pojąca na co liczysz, ale to chyba nieważne, bo ty też tego nie wiesz, prawda? Przecież po prostu musisz się komuś wyżalić~!
- Ty też? Bo ja też tak sądzę. - Uśmiecham się wrednie, wręczając ci scyzoryk. Mam dziś ochotę popatrzeć jak ktoś wykrawania się czując ból, którym świat obdarzył wszystkich, każdego oprócz waszego Boga, czyli mnie. Na twoje głupie pytanie, co masz z tym zrobić odpowiadam tylko: - To całkiem proste. - i wykonuje płytkie cięcie wzdłuż twojego nadgarstka. Jesteś na tak silnych lekach, że nawet nie czujesz bólu, więc jest dobrze, nie~?
     Zdenerwowany wychodzę z łazienki, mój scyzoryk leży gdzieś na piasku. Wyrzucony przez okno wylądował na boisku. Nie sądziłem, że okażesz się na tyle silny… A może to raczej zwykły strach~? Bo przecież chciałeś tylko uwagi, a gdy ktoś ci jej nie okazał… Czy teraz myśl i pragnienie śmierci stało się większe~?
     Uśmiecham się widząc na korytarzu chłopaka o złotych włosach. Odwraca się ode mnie, prychając… Wydaje mi się, że on coś wie. Nie mam pojęcia co. Jakie to denerwujące. Krzywię się do niego pokazując język i jak dzieciak odbiegam z tego miejsca. Chyba nikt z obecnych nie wiedział, co się stało. Jak moja maska opadła, a zdenerwowanie wypłynęło na moją twarz. Bo przecież gdyby ktoś poznał moją tajemnicę byłbym skończony. Tajemnice są cudne, jeśli nie są twoje, a ty tylko z ich pomocą niszczysz innych. Wcześniej myślałem, że nie mam nawet jednej, ale od kiedy spotkałem tego chłopaka wszystko jakby zmieniło się. Mimo, że mnie nie zna, wie o mnie coś. Patrzy tak jakby wiedział. Chcę szybko zapomnieć o tym nieprzyjemnym incydencie. Szybko więc zaczynam rozmowę z napotkanym przyjacielem. Tym razem bez plotek, co go trochę dziwi. Ta rozmowa jest inna, taka, jakiej nie przeprowadziłem od dawna. Zwracam się odebrać mój dług za udzieloną mu pomoc. To dziwne dla niego, ale czemu nie? Przecież go zna, wie… Ten wybuchowy chłopak intryguje mnie jak nikt inny. Umawiam spotkanie i odchodzę, starając się wymyślić, jak zatuszować całą sprawę. Jak zawsze plotka jest najlepsza, więc~...
     Podchodzę do dziewczyny siedzącej samotnie na schodach. Zwierza mi się od razu, równie szybko wpadając w moje sidła. Biedna, słaba istotka pragnąca sławy, przydasz mi się dzisiaj, więc żyj~!.
- Wiesz, to tajemnica. – zaczynam mówić i spoglądam z pewnością na zainteresowany wzrok mojej towarzyszki. - Ale ta popularna gwiazda i ten przystojny uczony, - ściszam głos prawie szepcząc jej do ucha - i my wszyscy, jak inni udający zauroczenie nimi, - niedowierzająco spogląda na mnie -  śpiewają…?
     Zdziwiona nieprawdopodobną informacją zakrywa usta, chce się czegoś dopytać, gdy  "jaa, dan-dan di-dan dan-dan di-dan!" przerywa jej dźwięk telefonu. Nie czekając aż skończę rozmawiać, znika. Ale to nieważne, spotkanie jest ustalone. Shinra przedstawi mnie dziś Shizu-chan’owi, może dowiem się, jaka jest jego tajemnica, alby spróbować go zniszczyć.
     Ale zanim się spotkamy muszę chwile popracować. Wmieszałem się między ludzi, znów chłonąc ich kłamstwa i plotki, napawając się słodkim zapachem czekolady przykrywającym zgniliznę tych wszystkich istot. Mój mózg gotuje się. Ciężko już mi wytrzymać taką ilość plotek. Staram się nie zaśmiać, nie zacząć plotkować razem z nimi. Staram się nie pokazywać, jak bardzo jestem od nich lepszy. Mój mózg pozwalający mi kierować ludźmi i uzależniać ich od siebie, w jego wnętrzu kręcą się egoizm i zazdrość. Nawet jeśli uważam te cechy za złe, to przecież taki właśnie jestem. Egoizm znam od dawna i napawając się nim cały, na wskroś przesiąknięty jego zapachem  zatraciłem dawno wszelkie przyświecające mi idee. Świat rządzony przez takiego Boga jak ja może odpowiadać tylko za moją rozrywkę i zabawę. Ale hej~! Jestem dobrym Bogiem, dając ci wybór. Słuchaj mnie i plotkuj razem z nami, lub stań się ofiarą dostarczając mi więcej zabawy~! Ustawiam was, pionki, dopasowując do was pozycje i pola. To jest tylko gra, a ja poszukuję miejsca, gdzie mogłabym użyć swojego asa, a może raczej tylko sprawdzić jego skuteczność... Cudowny pomysł kiełkujący w mojej głowie już niedługo stanie się rzeczywistością. Postaram się stworzyć bestię, by móc trzymać ją na łańcuchu. Dowiedziałem się dość, by dzisiaj zagrać moją specjalną kartą i pozyskać ten wyjątkowy pionek. Z taką cudowną szachownicą mógłbym zawładnąć całym miastem… Hej, a czemu nie~? Widzę siebie w przyszłości stojącego na dachu ogromnego budynku, czującego jak smaga go wiatr, jak Bóg patrzącego na przewijających się w dole ludzi i tulę do siebie bombę, uśmiechając się.

     Zacznijmy wprowadzać w życie mój nowy plan. Przygotujmy idealne pole pod przedstawienie światu mojego asa. W jaki sposób tego dokonam? Tak jak umożliwiłem sobie wszystko - plotką. To bardzo prosty mechanizm. Kiedy rozdziera się sreberko, wnet zbierają się ludzie - to oczywiste. Bawiąc się z nimi, udając, że jest się jednym z nich zyskujesz niepowtarzalną okazję, by nimi manipulować. Gdy się już w tym trochę wprawiasz  kłamstwa staną się lekkie i wręcz niewykrywalne, zauważasz coś ciekawego. Ci wszyscy ludzie, nie chcą się przyznać, ale dobrze wiem, że widzą jak za kulisami ktoś w sekrecie sprawia, że pada czarny deszcz. Nie wiedzą tylko kto, kto sprawia, że cierpią okryci bólem i bezradnością i dopiero wtedy dochodzi do ciebie, że jedyne co musisz zrobić, to sprawić żeby nie zobaczyli jak powstaje czarny deszcz. Bo ja tworzę tylko chmury, prawda? A to nic złego~! Ja tylko zaspokajam potrzeby innych i sprzedaję im to, czego chcą. A to że z ich życzeń pada deszcz rozpaczy nie jest już moją winą, to tylko efekt uboczny, tak samo dziwny posmak zgnilizny w mojej słodziutkiej czekoladzie. Niezauważalny dla innych.
     Plotki są niezwykłe, dają tak ogromną władzę, zdolne manipulować ludźmi. Ugłaskają tę szarą masę i pokażą MOJĄ sprawiedliwość buntującym się jednostkom. Jak mój Shizu-chan~! Jeśli dziś okażesz się zbyt słaby, podobny do innych, nigdy nie zdołasz mnie pokonać. Hej Shizu-chan, a może ty jesteś wyjątkowy~? Podobny do mnie. Niedługo się przekonamy, co~? Powiedz mi mój potworku, zastraszasz ludzi, boją się ciebie, czy można więc powiedzieć, że manipulujesz swoim otoczeniem, choćby nawet nieświadomie~? Więc jesteśmy podobni. Manipulujesz i bawisz się jak ja. Ach, jak bym chciał usłyszeć od ciebie „Ty też? Bo ja też tak robię.”        Szkoda, że nigdy cię go tego nie przekonam. Stworzylibyśmy świetną parę i razem rządzilibyśmy miastem wiesz Shizuś? Nie rozumiem czemu się opierasz, przecież tworzenie plotek jest takie proste. Wystarczy powiedzieć formułkę zmieniając w niej kilka słów. Na przykład, jeśli XXXX należący do XXXXX XX by XXXXXX to okazałoby się, że XXXX. Ale to już XXXX, a XXX to XXXXX!!
     Shinra coś mówi, gestykulując żywo. Siedzę na trybunach szkolnego boiska. Jesteś tak blisko, widzę cię i twoje oczy przepełnione gniewem. Poprawiam swój zadziorny usmieszczek starając się wytrzymać i nie zadać ci pytania. Bo przecież zapytać cię teraz byłoby tak prosto. - A ty co zakopałbyś w ruinach wyjedzonych przez robaki? - Nawet jeśli nie zrozumiałbyś co mam na myśli… Nie musisz zrozumieć. Bo przecież możesz być jedynym, który pojmie mój pokraczny sposób myślenia. Gdzieś w środku czuję, że muszę się z kimś podzielić tymi plotkami. Słodka czekolada przestała mi już dawno smakować a jej miejsce zajął smród zgniłej herezji jaką wszystkich karmię. Pośród tej szarej masy jesteś jedynym, który może być inny, który może mi pomóc więc pozwolę ci złapać mnie za ogon, który wyrósł mi z poczucia winy. Ale pamiętaj chcę ci się zwierzyć tylko tyle, nie oczekuję nic więcej i nie licz, że znów ci pokażę co we mnie siedzi. Mój ogon jest dla ciebie osiągalny tylko ten jeden raz.
     Nie spojrzę na to, bo jest już widoczne. Mój przewrotny charakter, który może zrozumieć tylko ktoś niezwykły. Dziwna pasja i chęć do czegoś zakazanego. Czy to źle, że dobro mnie nie kręci, ale chcę zobaczyć to, co widocznie nie jest!
     Dopiero teraz, przy tobie to zauważam. Cóż za zagadka, która kłębi się w mojej głowie, właśnie teraz przyjmując kształt. Jakie jest jej rozwiązanie? Zastanawiam się, jednak nie mogę wymyślić, moja głowa przepełniona kłamstwami i plotkami nie potrafi już logicznie myśleć. Co się ze mną stało?

     "Nie wiem!"  To jedyne słowa rozbrzmiewające mi w głowie. Nie zwracam uwagi na ławkę połamaną od siły twojego ciosu, Shizu-chan. Dopiero teraz widzę jak bezbronny jestem, bez moich kłamstw. Jak mało wiem. Doszło do mnie, że plotki to za mało, by nad nimi panować. Moje małe pionki zbuntują się, jeśli ich od siebie nie uzależnię… Muszę wymyślić coś lepszego.

     Kiedyś to było takie proste: „Poliżę sobie słodziutką czekoladę złożoną z półprawd, aa.” Cały czas wmawiałem sobie, powtarzając „Kogo obchodzi autentyczność?”. Starałem się mówić do moich kochanych ludzi jak do małych dzieci. „Dam cię trochę tej uzależniającej słodkości.” Czyż nie byłem sam dzieckiem wierząc, że „Kiedy rozdziera się sreberko, wnet zbierają się ludzie”? Byłem głupi „ - to oczywiste.” Powtarzałem, wyśmiewając się z ludzi, nie zauważając, jak bardzo się myliłem. Byłem pewien, że to ja jestem bogiem, że to ja sprawiam, że ludzie szepczą i myślą że „Za kulisami ktoś w sekrecie sprawia, że pada czarny deszcz.” I może faktycznie byłem tą osobą, to jedno może być prawdą… Ale czy naprawdę chciałem, by wszyscy ginęli, by zabawki znikały gdy tylko na chwilę upuściłem je z rąk? Często myślałem „Grzeczna gadka mnie nie interesuje, dla mnie prawdą jest soczysty miodek pogłosek.” Uważając całe życie za zabawę, a nie grę. Gra to o wiele lepsze słowo, opisuje pełniej mój wspaniały plan jaki kiełkował od dawna w mojej głowie. Może to banalne porównanie Shizusia do aktora ćwiczącego rolę a całą szkołę za próbę generalną wcale nie było takie błędne? Chyba zaczynam myśleć, że postąpiłem niewłaściwie, że plotki to zbyt mało, by sięgnąć po władzę. „Ty też? Bo ja też tak sądzę.” Uśmiecham się do głosiku w mojej głowie. Może i racja, mówiłem tak do was, moich małych pionków, a sam do końca nie rozumiałem, czym się bawię.
     Przystanąłem widząc jak Shizuo potrąca ciężarówka. Nasza pierwsza sprzeczka, a po tym do jakich przemyśleń mnie sprowokował sądzę, że nie ostatnia. No cóż mój mały potworku, chyba nie dane ci będzie zostać moją wspaniałą zabawką… Może umieszczę cię jako białego króla stojącego naprzeciw mnie? Tak chyba będzie zabawniej~! Więc co powiesz Shizu-chan na następną partyjkę? Zagramy?
     Podchodzę do ciebie i szturcham butem twoje ramię. Leniwie otwierasz oczy i wtedy słowa uciekają mi z gardła. Lekko uchylam usta i powiedziawszy - „Chyba mi z tym źle." – znikam jak najszybciej wśród cieni. Tak, chyba przesadziłem. Sparaliżowałeś mnie... Twoje oczy. Czy to możliwe, że mając tak ciepłą brązową barwę mogą aż tak mrozić serce? Aż boli... Jakkolwiek chciałem ci o tym powiedzieć strach, że zrozumiałeś te słowa jest zbyt wielki. Z łomoczącym sercem wbiegłem do domu. Na stole leżał dzwoniący telefon. Odruchowo spojrzałem kto to… Nowe ploteczki? Uśmiechnąłem się słabo, gdy mój wzrok padł na czekoladę leżąca na stole. Zrobiło mi się niedobrze…
     Gdzie się podziała moja słodka czekolada? Czyżby zastąpiła ją zgniła herezja? Jak mogłem jeść kiedykolwiek to paskudztwo? Nigdy już więcej słodkich, czekoladowych plotek. Od dziś będę żył przyjemną goryczką codzienności i prawdy…
     Prawda. Od teraz tylko ona będzie gościć na moich ustach. Choć... To będzie nudne. Zbyt nudne jak dla mnie...
     Goryczka codzienności i prawdy, hej czy nie tak właśnie smakuje kawa?
     Ale to nadal zbyt nudne... Jeśli podkoloruję nieco prawdę będzie o wiele zabawniej, prawda Shizu-chan~? 
Nie wiem czy o tym wiesz, ale zostałeś moją zabaweczką i nie znudzisz mi się tak łatwo... Będziemy się bawić jeszcze bardzo długo~!



piątek, 13 czerwca 2014

Shizaya- Egzorcysta x Wampir "Inny niż wszystkie" rozdział 2

Ohayo gozaimasu~! ...Czy cośtam takiego. X33
Wybaczcie słabą jakość powitań, słabo się znam, a po roku wyczerpałam chyba wszystkie, jakie znałam~... Mmm, może następnym razem spróbuję z "szanowne panie i panowie", co~? X33
No, ale do sedna~... Wybaczcie, nota później niż po zwyczajowych 4 dniach, ale chyba i tak macie dobrze, nie~? Miałyśmy zawiesić działalność do końca roku, a tu tyyyle not~! =3= I to mimo mojej kompletnej blokady na pisanie~...
No, ta notka by się nie pojawiła oczywiście bez pomocy Reivi-chan~! :33 Któregoś dnia się za to odwdzięczę~... Mam nadzieję~... Q3Q
Dobrze, nie wiem, co więcej dodać, więc przekazuję głos mojej pani~! >w<

A ja standardowo- Hejo ludzie~!
Inu-chan jeszcze nie próbowałaś 'lejdis end dźentelmens'
Tak bardzo dziękujemy Reivi i życzymy miłej wycieczki ^w^ 
Też nie wiem co pisać... wybaczcie miałam jakoś dodać "Dzien zdeptanych na śmierć podczas tańca" i naprawdę chciałam Q.Q ale okazało się ze tu mi przesunęli kartkówkę tam poprawę i miałam w środę 3 sprawdziany :c (dowiedziałam się o 2 z nich we wtorek więc czasu na pisanie jakby nie było X.x)
No to chyba tyle... "Inny niż wszystkie" robi się meeeega długo XD Ale to chyba dobrze, nie?
Enjoy~!





     Heiwajima szybko zapadł w sen. Po jakichś parunastu minutach odruchowo obrócił się i wtulił w już cieplejsze ciało obok siebie. Zazwyczaj ściskał swój tobołek, śpiąc w karczmie, więc już z przyzwyczajenia trzymał go, nie chcąc puścić. Rozchylił lekko wargi, zapadając w coraz głębszy sen. Mimo tego, że miał się tylko "zdrzemnąć", to mogło jednak to potrwać nieco dłużej.
     Izaya zdziwił się czując, że jest przyciągany, jednak poddał się. Pozwolił się w siebie wtulić, samemu zadowalając się przytulaniem blondyna. Spojrzał na lekko otwarte usta Shizusia.
- Nie obudzi się...? - mruknął niepewnie, przybliżając się do nich. To był tylko niewinny całus, nie dowie się. Cmoknął lekko jego wargi. Nic więcej.
     Westchnął lekko przez sen, jednak nie obudził się. Nadal śnił. I tak jeszcze długi czas, nie puszczając bruneta.
     Izaya uśmiechnął się, gdy w odpowiedzi na pocałunek został przytulony trochę mocniej. Było całkiem miło. Wplątał rękę w złote kosmyki i zaczął się nimi bawić.
     Shizuś był niezwykły. Nie bał się spać koło głodnego wampira, nawet go przytulał... Mimo to Izaya musiał zginąć... Wiedział o tym. Zakon prędzej czy później ich znajdzie. Może jak Shizuo odpocznie, to w końcu zrozumie.
     Ale Izaya wcale nie chciał, aby to co się dzisiaj zaczęło skończyło się tak szybko... W końcu miał przy sobie blondyna, a on nie chciał niczego więcej. Gotów byłby nawet oddać zameczek, gdyby tylko Shizuo z nim został, ale... Nie mógł i to z kilku ważnych powodów.
     Powinien się chyba trochę zdrzemnąć, zaoszczędzić siły. Wtulił się jeszcze bardziej w blondyna, zasypiając.
     Shizuo otworzył oczy dopiero rano, czując promień słońca perfidnie padający mu na powieki. Schylił się i zasłonił czymś miękkim.
     Dopiero po chwili dotarło do niego, że to "coś miękkiego" to właściwie Izaya. I że on go z własnej inicjatywy tuli.
     Puścił go i zabrał ręce. Miał nadzieję, że zrobił to kiedy brunet spał i ten nie był niczego świadom. Tak byłoby najlepiej. Bo mimo wszystko gdyby okazało się, że go lubi... Albo kocha... Izaya tym bardziej chciałby dla niego zginąć. Czy coś takiego. Ale on nawet nie był pewien swoich uczuć! Nie mógł tak po prostu leżeć z nim, jakby byli już parą po ślubie. To było... Dziwne.
     Przeciągnął się i ziewnął. Był głodny. Zdecydowanie. Musiał wyjąć chociaż trochę czerstwego chleba ze swojego tobołka.
- Shizu-chan... Czemu puściłeś? Było przyjemnie... Tak ciepło... - mruczał Izaya, wyrwany ze słodkiego letargu. Rozejrzał się stwierdzając poranek, przetarł oczy i ziewnął.
- Hmm...? - mruknął, odwracając wzrok od swojego właśnie rozwiązywanego tobołka. - Ty... Eem... Spałem. Wybacz użycie cię jako przytulanki. Śpij sobie dalej, ja tylko zjem... - wymruczał, wyciągając kawałek chleba i resztkę zakorkowanego wina. Pewnie smak miało już nie taki, ale zmiękczało chleb, co najważniejsze.
- Nieee~... - ziewnął raz jeszcze, podnosząc ręce. - Bycie twoją przytulanką jest przyjemne, Shizu-chan~! - Uśmiechnął się wesoło, spoglądając na blondyna. - Musisz się lepiej odżywiać Shizu-chan.. .- Uklęknął na łóżku mierzwiąc mu włosy, po czym oparł się łokciami na jego ramionach, a podbródkiem na głowie. - Powinieneś jeść więcej warzyw~...
- Mhm. - mruknął tylko niemrawo w odpowiedzi. - Upoluję sobie coś po drodze... Odżywiam się zdrowo, tylko teraz nie mam pod ręką karczmy. - wzruszył lekko ramionami. Niewygodnie było, ale w sumie to brunet nawet mało ważył. - A jak kończą mi się pieniądze to żywię się tym, co znajdę w lesie, więc nie zasłabnę. - dodał obojętnie, pochłaniając kolejny kęs chleba i w zamyśleniu popijając alkoholem.
- A warzywa, Shizu-chan~? Powinieneś naprawdę teraz się postarać... Zwłaszcza, że przeze mnie straciłeś trochę krwi... - napomniał, chowając nos w jego włosach. Chciał jakoś przeprosić za to blondyna, ale niezbyt wiedział jak. - Mogę ci zrobić jakieś śniadanie~! - zaproponował wesoło. - No na pewno będzie lepsze niż czerstwy chleb jedzony w łóżku, co ty na to~?
- Nie kruszę ci w łóżku. - odparował szybko. - A taka utrata krwi to nic. - prychnął. - Zdarzało mi się naprawdę wiele obrażeń, jestem przyzwyczajony. To jak dla ciebie zadrapanie. Nie musisz się fatygować ze śniadaniem, poradzę sobie.
     Przecież nie chciał wyjadać mu zapasów, nawet jeśli Izaya sam by ich nie zjadł. Po prostu... Czuł się z tym nie fair. Skąd on nagle taki miły? Zawsze droczył się jak dzieciak, ale teraz?
- Chcę ci po prostu podziękować~ Shizu-chan... Wiesz, że i tak je zrobię~! - zachichotał, schodząc z łóżka. - Przyjdź zaraz do jadalni, dobrze? - mruknął wesoło, schodząc już po schodach. - Co by mu to zrobić, co by mu tu zrobić... - mruczał do siebie.
- No... Dobra. - poddał się z westchnieniem. W końcu co innego mógł zrobić? Ubrał się i skończył kawałek chleba oraz dopił wino. Dopiero wtedy zszedł na dół. - W czymś ci pomóc? - spytał na tyle głośno, by go usłyszał, gdziekolwiek był.
- Nie trzeba~! Usiądź sobie~! - Cieszył się dzisiaj i to nawet bardzo.
     Przyszedł chwilę później z kubkiem ciepłego mleka, kluskami na mleku, chciał mu jeszcze zrobić kanapki, ale to zaraz.
- Słyszałem, że lubisz mleko, smacznego~! Zaraz wracam~! - I znów zniknął w kuchni.
- Mhm... Skąd mleko? - Przekrzywił lekko głowę, ale nie mógł się oprzeć i szybko zaczął jeść. Było pyszne... Od tak dawna nie pił zwykłego mleka i nie jadł klusek na mleku, smakowały pysznie... Szybko też zniknęły z talerza. Nie wiedział w sumie skąd to mleko, ale nie mógł się powstrzymać na jego widok.
- O, szybko zjadłeś~! - Uśmiechnął się, przynosząc mu świeży chleb, biały ser, żółty i warzywa. Nie wiedział na co Shizuo ma ochotę, więc przyniósł mu wszystko. - Chciesz jeszcze mleka~?- zapytał, patrząc w pustą miseczkę.
- Mmm... Nie trzeba... Skąd to wszystko masz? - zmarszczył brwi. W końcu... Izaya był wampirem, nie jadł takich rzeczy, no nie? Popatrzył na niego pytająco. Chciał się dowiedzieć. Jakoś tak z czystej ciekawości.
- Matylda jest na łące~! - Uśmiechnął się wesoło. - Wiesz, od niedawna jest mleczna, więc... Powiedzmy, że dzisiaj zabrałeś kotom śniadanie~! - zachichotał.
- Matylda...? - Popatrzył na niego, ledwo hamując większe zdziwienie. - Myślałem, że zwierzęta potrzebne ci są tylko do pożywiania się... Ale krwią. Po co ci mleczna koza? - zadał najbardziej nurtujące go pytanie. No bo... Naprawdę tego nie rozumiał. Do niedawna Izaya prawie umierał z głodu, a tu koza na podwórku i... nic?
- Krowa. - poprawił go. - Nie chcę jej jeść. Przywiązałem się... - usiadł przy stole. Trochę posmutniał, ale zaraz wrócił mu humorek. - Ona się mnie nie boi i nawet mnie lubi~! Nie mógłbym jej po prostu zjeść...
- Ale sam umierałeś z głodu... - westchnął, jednak zaraz zatkał się kawałkiem chleba z serem. To było zdecydowanie przepyszne... Szczególnie w porównaniu z tym, co jadł do niedawna. Mimo to nie czuł się fair, jedząc jego zapasy... Tylko nie zdawał sobie sprawy, jak bardzo jest głodny i nie mógł się powstrzymać, to był problem.
- Ale bym jej nie zjadł! - Postanowił to już dawno, znał te zwierzęta od kilku lat, nie mógłby ich... Tak po prostu... - Jedz spokojnie Shizu-chan~. Mam tego jeszcze sporo... Hej, chciałbyś później poznać Matyldę~?
- Dlaczego miałbym poznawać krowę? - spytał, zaskoczony. Zaraz jednak widząc minę bruneta zreflektował się. - Hmm, w sumie, to skoro tak ci na niej zależy, to chyba nawet chciałbym ją zobaczyć... - Ugryzł kawałek sera. A potem jakieś warzywo, nawet nie patrzył, jakie. Właściwie dlaczego tak uważał, żeby go nie zranić? Naprawdę zachowywał się, jakby coś do niego czuł, ale przecież nawet dobrze się nie znali...
- Cieszę się Shizu-chan~! - Uśmiechnął się, opierając ręce na stole. Nogami wesoło majtał patrząc na blondyna. - Mógłbym cię oprowadzić po okolicy, co ty na to~? Zobaczysz, tu jest naprawdę ładnie~...
- Powinienem chyba jak najprędzej znaleźć pracę. - odpowiedział rzeczowo. - Poza tym, nie przeszkadza ci, że zajmuję ci dom? W końcu nie znasz mnie nawet dobrze. Nie wiesz, co mógłbym zrobić. Jaki jestem. - czynił aluzje, mając nadzieję, że dowie się, co tak konkretnie sprawiło, że brunet lubi go aż tak bardzo.
- Nie szukaj pracy~. Po prostu tu ze mną zostań, co~? - Uśmiechnął się zapraszająco. Shizuo mu nie przeszkadzał, nie ważne co by robił, Izaya cieszył się, że ktoś w tym domu w końcu mieszka, żyje. - Nie będziesz mi wcale przeszkadzał~!
- Jak wolisz, ale mimo wszystko nie mam w zwyczaju pasożytować na innych. Zamierzam pracować i płacić za siebie. Nowe ciuchy, jedzenie i tak dalej jednak kosztuje, więc muszę mieć skądś pieniądze. - westchnął, podpierając głowę na ręce. - Powiedz mi jeszcze tylko... Dlaczego właściwie chcesz, abym z tobą został? - Wbił w niego uważne spojrzenie. Musiał wiedzieć, zrozumieć, poukładać sobie w końcu ten mętlik w głowie... I w końcu znaleźć odpowiedź na pytanie, czy on też go lubi. Nie chciał nigdy robić komuś złudnych nadziei, nie ważne, czy to kobieta, czy mężczyzna.
- Wolałbym żebyś mnie zabił... - przyznał smutno. - Nie mam pewności, że znów nie oszaleję i cię nie zaatakuję, dlatego... Lepiej dla ciebie... Byłoby... Gdybyś... No wiesz. - Wymusił uśmiech. - Byłbyś wtedy bezpieczny, Shizu-chan~! - Miał wrażenie, że przekonuje go na próżno, ale nie zamierzał przestać próbować. - Nigdy nie sądziłem, że chciałbyś ze mną zostać, nie ważne co musiałbym zrobić. Jeśli już mam żyć, to chcę żebyś ty był tutaj przy mnie. O nic więcej nie proszę... Zgodzisz się Shizu-chan? - Popatrzył na niego prosząco. - Nie musisz nic robić, mam pieniądze, nie potrzeba żebyś pracował, albo jakkolwiek się narażał... Boję się, że cię znajdą. - Uśmiechnął się krzywo, zbierając puste talerze i idąc do kuchni. Wiedział, że nie odpowiedział na drugie pytanie... Albo raczej odpowiedział wymijająco, ale on naprawdę nie wiedział dlaczego tak chce. Po prostu go kochał, czy to nie wystarczało?
- Jestem bezpieczny tak czy inaczej. - warknął. Czy do niego naprawdę nie docierało, że nie musi się dla niego poświęcać? Ile jeszcze miał to powtórzyć? - Poczekaj. - Wstał i podszedł, zatrzymując go. - Nadal uważam, że lepiej byłoby, gdybym zarabiał na siebie... Jesteś dziwny. - wyrzucił w końcu, zwieszając głowę. - Dlaczego ja w ogóle nie uważam cię za niebezpiecznego? To takie zagmatwane, cholera! - warknął. Mimo wszystko musiał dokończyć to, co zaczął. - Jesteś wampirem, ale w jakiś sposób nawet... Znaczy... Nie przeszkadzasz mi. Ale chcę być samodzielny w jakiś sposób. Nie jestem już związany z kościołem, muszę znaleźć dom i nową drogę w życiu. Powiedzmy, że tu zostanę. Ale musisz mi dać robotę, bo w końcu wybuchnę i wszystko rozwalę. Jasne? Zostanę. Na pewno tego chcesz? - chciał się upewnić. Izaya chyba nawet nie wiedział, w co się pakuje... - Jestem wybuchowy i nieprzewidywalny, pamiętaj i przemyśl to jeszcze. - odwrócił się, puścił go i wrócił do stołu.
     Izaya odstawił miski na pierwsza lepszą szafkę jaką znalazł i szybko przytulił się do Shizuo od tyłu.
- Jasne Shizu-chan~! Tak się cieszę, że zostajesz~! A co chciałbyś robić~? - uśmiechał się wesoło. Shizuo się zgodził, jego blondynek zgodził się na tak szaloną propozycję. Nie zamierzał go puszczać, jeszcze nie... A skoro Shizuo chciał pracować to... Zostanie osobistą przytulanką. Chyba też zalicza się do pracy, prawda~?
- Nie wiem... - westchnął. Nadal nie wiedział, jakim cudem dotyk Izayi go nie odrzuca. Zwykły człowiek nie miał prawa go dotknąć, a on? - Cokolwiek. Przypuszczam, że nawet gotować bym potrafił, jakbyś mnie nauczył. Swoją drogą, co ty się dziś tak tulisz? - zagadnął jak gdyby nigdy nic.
- Pierwszy raz pozwalasz mi się przytulić, myślisz, że nie skorzystam~?- spytał zdziwiony. - W nocy dobitnie mi pokazałeś, że tego chcesz... Albo przynajmniej, że ci to nie przeszkadza, więc~... Mogę się tym nacieszyć~! - uśmiechnął się wesoło.
     Odsunął się od Shizuo, chwytając znów za brudne talerze.
- Dokończ śniadanie i przedstawię cię Matyldzie~! Musisz poznać wszystkich "domowników"~!
- Domowników... Z bydłem się wychował. - parsknął, mimo to jednak uśmiechnął się lekko. Naprawdę mimowolnie... - Poza tym nic nie mówiłem, że tego chcę! To w nocy to było przyzwyczajenie! - zawołał. W końcu nie da się podejrzewać o coś takiego... Jeszcze by się okazało, że Izaya uważa jego uczucia za odwzajemnione, a okazałoby się, że nie...
- Dobrze~. A słyszałeś, że przyzwyczajenia trzeba pielęgnować~? Więc od dziś śpimy razem~! - zachichotał szczęśliwy.Wiedział, że to głupi pomysł, ale... No przecież mogliby spać razem?
- Na to się nie zgadzałem. - odparł poważnie. Nie da mu złudnej nadziei, przecież nie był taki. Nie będzie się zbliżał cieleśnie, nawet śpiąc znów razem, dopóki go nie pozna. - Poza tym, tak teraz myślę... Ty serio sypiasz w nocy?
- Jak jestem wycieńczony. Śpiąc mogę oszczędzić trochę energii~!- Uśmiechnął się wesoło. - A co jeśli dałbym ci pracę mojej prywatnej przytulanki, co~? - zagadnął zaciekawiony. Może to by odpowiadało Shizuo... Bo Izayi bardzo.
- Nie istnieje taki typ pracy. No chyba, że... wśród kobiet. Ale na to się nie zgadzam. - mruknął, nadal poważny. - Mogę pomagać w ogrodzie, kuchni, czy coś. Bycie przytulanką to żadna praca. Ja nawet nie nadaję się na przytulankę. - prychnął. - Dlaczego tak ci na tym zależy? Nadal uważam, że nie znamy się dość dobrze.
- Dlaczego~... Jak do tej pory spisałeś się świetnie~! - zapewnił go. - Rozumiem, że nigdy mnie nie pokochasz Shizu-chan i nie martw się, wcale tego od ciebie nie oczekuję... Po prostu pozwól mi się cieszyć tym, że jesteś, dobrze~?- zaproponował. Umył talerze i otworzył drzwi na ogród. - No to chodź, pokażę ci okolicę~! - zaproponował.
- Czekaj no. - złapał go za łokieć i przyciągnął do siebie. Musiał mu coś udowodnić... Niemożliwe, żeby Izaya tak po prostu godził się na to, że on nie odwzajemnia jego uczuć. To było niemożliwe i już. Nawet, jeśli tym miał go zasmucić, to tyle musiał mu pokazać. - Naprawdę nie przeszkadzałoby ci, gdybym na przykład znów cię pocałował? - spytał, patrząc mu prosto w oczy. - Nie oczekiwałbyś niczego? Tak po prostu mam być obok i nic do ciebie nie czuć i to z pewnością ci wystarczy, tak?
- Wystarczy~ .- potwierdził, kiwając głową. - To i tak więcej niż to, o czym marzyłem~! Ale jakbyś chciał mnie kiedykolwiek pocałować, nie krępuj się~! Byłbym przeszczęśliwy, nawet jeśli nic by to nie znaczyło~! - Uśmiechnął się wesoło, ciągnąc blondyna na dwór. - Zobacz jak jest pięknie, słonko świeci, ptaszki śpiewają, a Shizu-chan zgodził się ze mną zamieszkać, czy może być lepiej~? - zachichotał, gdy motyl wylądował mu na nosie. Jakoś to tak dziwnie było, że niektóre zwierzęta się go nie bały, nie przeszkadzało im to, że jest wampirem i właśnie to lubił najbardziej.
- Nie przeszkadzałoby ci, gdybym cię wykorzystał dla własnej zachcianki... - westchnął, rozmasowując skroń. - Chyba w życiu tego nie zrozumiem. - pokręcił głową. Popatrzył na motylka, a ten od razu odleciał. No tak, jakoś wampira to się nie bał, a on tylko na niego spojrzał... W sumie to nawet było uzasadnione, nie miał co się dziwić.
- Miałbyś ochotę mnie wykorzystać? - Spojrzał na niego zdziwiony. Motylek odleciał... szkoda. Podszedł do blondyna uśmiechając się niepewnie... chyba był trochę rumiany... ale tak tylko troszeczkę! - Um... Jeśli naprawdę miałbyś ochotę to nie mam z tym problemu. - przyznał. - Wystarczy, że powiesz "to nic nie znaczyło" i będę się zachowywał jakby nic się nie stało~! - Uśmiechnął się do niego uspokajająco. - Chodź Shizu-chan Matylda jest za górką~!
- Jesteś nienormalny. - burknął. Naprawdę nie wytrzymywał... On... On tak po prostu godził się na wszystkie jego zachcianki! I jeszcze twierdził, że da mu spokój jakby co i będzie jakby nigdy nic! Jakby to było możliwe! - Idę, idę... Duża ta twoja krowa? - mruknął, próbując nieudolnie zmienić temat.
     Izaya zachichotał. Shizuo zawsze twierdził, że jest nienormalny, ale to po prostu było zabawne.- A jak wampir mógłby być normalny Shizu-chan~?- zagadnął. - Krowa jak krowa.- wzruszył ramionami - Chyba nie chcesz mi powiedzieć, że Matylda jest gruba? To kobieta, jeszcze się obrazi~! - Izaya fuknął na niego.
- Ta, krowa się nie obrazi, bo nie zrozumie... - burknął. On naprawdę nie rozumiał, czy żartował sobie z niego. - Izaya, czy ty rozumiesz, że mówisz, że mogę cię wykorzystać i niczego nie będziesz chciał w zamian?! Że mogę robić co zechcę, a ty jeszcze będziesz robił dla mnie wszystko?! A co gdybym stwierdził, że naprawdę tak zrobię?! - nie wytrzymywał, po prostu nie wytrzymywał, przecież tak nie można, a gdyby to był ktoś, kto naprawdę by go tak chamsko wykorzystał?!
- Wolisz teraz czy zaczekasz z tym do wieczora Shizu-chan~? - Uśmiechnął się zapraszająco. Jeśli Shizuo naprawdę miał na to ochotę Izaya był szczęśliwy, że może mu w ten sposób pomóc, jakkolwiek i tak niedługo umrze... Albo Shizuo go zabije gdy zechce skrócić swoje małe "wakacje" i wrócić do zakonu. Izaya nie miał nic przeciwko czemuś takiemu. Nawet jeśli trochę by go to bolało. - Szybko decyduj Shizu-chan bo przy Matyldzie tego nie zrobię~!- zastrzegł.
      Blondyn przez chwilę myślał, że zaraz trafi go grom z jasnego nieba. Naprawdę... Jak on... Mógł... Tak po prostu...
     Odetchnął głęboko dwa razy i bez słowa przyciągnął go, całując władczo. Tym razem w ramach nauczki nie dawał mu ani trochę swobody, po prostu całował zachłannie, Otaczając go rękoma, sunąc po plecach, zjeżdżając na pośladki i szybko wkładając dłonie pod jego koszulę. Był pewien, że brunet sam to przerwie, albo chociaż jakoś sprawi tym, że Izayi zrobi się przykro i będzie wiedział, o czym Shizuo mówił... Jakkolwiek, Shizuo był tak wkurzony, że wystarczyłoby mu, gdyby jakkolwiek osiągnął swój cel. Jednak nie naruszając granic przyzwoitości.
     Izaya zadrżał czując pocałunki. Drżał na całym ciele, ale wcale nie ze strachu. Tak się cieszył, że sprawi Shizuo trochę radości~! Jęknął, gdy tylko miał szansę na chwilę oderwać się od jego ust. Objął go za szyję ramionami i gdyby Shizuo nie bawił się jego pośladkami, najpewniej nogami owinąłby go teraz w pasie. Mógłby zrobić wszystko byle blondynowi było choć troszkę lepiej.
      Po plecach Heiwajimy przeszedł dreszcz na dźwięk jego jęku. Zatrzymał się natychmiast, zszokowany. Jeszcze nigdy... NIGDY nie odczuł czegoś takiego. To było niebezpieczne... Mógł mu coś zrobić. Naprawdę mógł mu coś zrobić...
     Puścił go, zwieszając ręce wzdłuż boków.
- I co? - mruknął, nieomal wzdychając ciężko. - Naprawdę nie chcesz odrobiny uczucia w tym...? Nie przeszkadza ci, że tak po prostu robię co chcę?
     Izaya spojrzał na niego zaszokowany. Puścił go? Nie chciał przypadkiem...?
- Jeśli sprawia ci to jakąkolwiek przyjemność to i tak będzie warto~! - Uśmiechnął się wesoło. - Chciałeś mi tylko dać nauczkę czy chcesz dokończyć~? - mruknął ocierając się o jego rękę. W sumie mógł mu pokazać okolicę później, jeśli tylko tak właśnie wolał Shizuo.
     Heiwajima znów poczuł lekki dreszcz na plecach. Zabrał szybko rękę. Gdyby go skrzywdził... Ten chłopak mimo tylu przeżytych lat wydawał się bardziej niewinny niż niejedno dziecko. To było wkurzające... Naprawdę wkurzające. Teraz nawet, gdyby chciał, nie potrafiłby mu nic zrobić.
- Naprawdę, nie masz poczucia własnej wartości, czy jak...? Co z ciebie za wampir? - Pokręcił głową, zrezygnowany i niedowierzający. Nie mógł w to uwierzyć... Zwyczajnie nie mógł. On tak po prostu by mu się oddał? I jakby to nie było dość, to... Czuł, że chciał go, co było już kompletnym absurdem! - Chodź dalej... - westchnął w końcu. - Matylda na nas czeka, nie?
- I tak masz mnie za śmiecia, ale jeśli bym ci się oddał, przez chwile byłbyś szczęśliwy~! I jak na to nie spojrzeć to ja bym sprawił, że jest ci przyjemnie~!- Uśmiechnął się wesoło, puszczając go i idąc kilka kroków do przodu. Już widział pasącą się na łące krowę. - Matylda~! - Pomachał jej radośnie ręką, a krowa w odpowiedzi podniosła łeb znad mleczy i kiwnęła nim.- Widzisz, rozumie, dlatego jej nie obrażaj... - fuknął na blondyna. Przecież mówił, że jest gruba, mogła usłyszeć, mogła się obrazić, a blondyn jeszcze chwile temu ze smakiem pił jej mleczko.
- Dzieciak. - rzucił, kręcąc znów głową. - Żadnego śmiecia. I nie pouczaj mnie. - rzucił, roztrzepując mu włosy i przechodząc obok. No cóż... Jedna krowa przed nim nie uciekła. Sukces. - Witaj. - stanął przed nią i pogłaskał ją lekko po łbie, a potem przeszedł na kark i kawałek grzbietu. Nie mówił nic więcej, chociaż gdyby był pewien, że naprawę go rozumie, może i by się odezwał... Ale to była tylko krowa. Mniej zwariowana, niż jej właściciel.
- Ne, Matylda. Może go nie znasz, ale to Shizu-chan~! Opowiadałem ci o nim pamiętasz? - upewnił się, a gdy krowa ze zrozumieniem pokiwała łbem, kontynuował.- No więc Shizu-chan od dziś będzie z nami mieszkał i po dzisiejszym poranku będzie stałym odbiorcom twojego mleczka~!- zachichotał.- Bardzo mu posmakowało, chociaż wstydzi się to powiedzieć~!- Puścił krowie oczko.- To głaskanie to taki jego sposób na powiedzenie "dziękuję było pyszne", wiesz~? Oj, no nie dziw się tak~! - żachnął się, gdy krowa spojrzała na niego ze zdziwieniem.- Trochę go już znam, to nie jest typ osoby wyrażającej uczucia~! Albo musisz je u niego zobaczyć albo...~ Samemu jakoś wyczuć. Ale ty jesteś mądrą krówką, na pewno sama dobrze to widzisz, nie~? - Pogłaskał zwierzę po mordzie.
- Wiesz co, obgadywanie mnie przy mnie to całkiem ciekawy sposób na dowiedzenie się, co o mnie myślisz. - stwierdził ironicznie, głaszcząc krowę po grzbiecie. Lubił zwierzęta, nawet jeśli większość nie lubiła jego. Mimo to nie miał zamiaru do niej gadać. Co to, to nie... Dlatego siedział cicho.
- Przecież mówię prawdę~! - zrobił niewinną minkę. - Matylda też ma prawo wiedzieć co zaobserwowałem~! - zachichotał, głaskając ją po nosie. Lubił tę krowę, zżył się z nią przez te dwa, może trzy lata...
- No nie wiem, czy ona rozumie... - Nachylił się do jej ucha, patrząc na niego z rozbawieniem, jakby coś knuł. Zasłonił dłonią usta, tak żeby Izaya nie usłyszał. - On naprawdę jest wielkim głupkiem. Ale wygląda na to, że jest miły, nie? - mruknął. Izaya nie mógł usłyszeć... Mówił to ledwie dosłyszalnym szeptem. - No, więc. - odsunął się i odezwał już normalnie. - Może pokażesz mi jeszcze inne zakątki twojej posiadłości? - spytał, jakby nigdy nic.
- Co jej powiedziałeś? - Izaya nadstawił ucho czekając na odpowiedź.- Ne, Shizu powiedz mi, o co chodzi... Ona się uśmiechnęła i przytaknęła, więc coś powiedział? Noo~~?
- Uśmiechnęła? - Spojrzał na krowę. Dla niego wyglądała tak samo. - No cóż... To moja i jej tajemnica. - Wzruszył ramionami i chwycił go za łokieć, ciągnąc dalej. - Do jutra! - zawołał jeszcze na złość Izayi do krowy i pociągnął go dalej. - Prowadź. - Puścił go w końcu, czekając, aż ten zaprowadzi go do następnego punktu wycieczki.
- Czyli jednak się przekonałeś~? - Uśmiechnął się obejmując ramię blondyna. tak było bardzo przyjemnie. Wtulił się policzkiem w jego rękę. - To... Może poznasz teraz koty, co~? Zobaczysz z kim walczysz o mleko Matyldy~! - zachichotał.
- Nie przekonałem... - mruknął. Jak miał to wyjaśnić, nie raniąc jakoś jego szczęścia? W ogóle dało się go zranić? Chyba zaczynał w to wątpić. - Koty mnie pewnie nie polubią. Ale chodź. - I tak było mu to obojętne.
- Shizu-chan jak nie chcesz ze mną przebywać, albo wolisz porobić coś innego to po prostu powiedz dobra? - Popatrzył na niego prosząco. Nie chciał, żeby Shizuo czuł się przy nim źle. - Na pewno cię polubią... A przynajmniej jeden~! - zachichotał. Tak, jego koty miały dwa zupełnie inne charaktery. Jeden z nich to ciągła przylepa, lubiąca wszystkich i wszystko łasząca się i domagająca pieszczot. A drugi to uwielbiające prychać oraz wyniośle siedzieć, małe książątko łaskawie pozwalające się od czasu do czasu pogłaskać. Ale Izaya i tak go lubił. Zawsze miał dzięki nim trochę zabawy. Drugi z kotków czasem starając się być oziębły i wyniosły chodził po krawędziach płotów i po napełnianej deszczówką bali, nie raz do niej wpadając gdy była pełna wody. Był po prostu zabawny. Izaya mimowolnie uśmiechał się na to wspomnienie... Ileż on się potem natrudził żeby wysuszyć kota...
- Przecież nie mówię, że mi źle, nie? - westchnął. - Tylko zupełnie nie wiem, co ja mam robić, jak przy tobie jestem. Jesteś zupełnie jak nie człowiek... Ani tym bardziej nie wampir. - zagryzł wargę na ułamek sekundy. - Po prostu chodź poznać te koty. - zadecydował. - Może zwierzęta masz tutaj normalniejsze... A przynajmniej przeciętne, co? - spytał, znów próbując zmienić temat.
- A wolałbyś żebym był typowym wampirem~? Mnie jest dobrze tak jak jest~! - uśmiechnął się wesoło, zaczynając nucić jakoś melodyjkę.- Nie powiedziałbym, aby były przeciętne~! Moje koty są kochane~!- Uśmiechał się wesoło.- Lubią się wylegiwać w sadzie, więc tam ich poszukamy~!- zaproponował.
- Jesteś naiwny. - skrzywił się lekko. - Zupełnie nie traktujesz się, jakbyś miał jakąś wartość... Jak możesz tak po prostu poddawać się mnie? Nie rozumiem tego. - oznajmił w końcu. - Zupełnie tego nie rozumiem. - ciągle go to męczyło.
- A co to ma wspólnego z charakterem moich kotów~? - zdziwił się.- No dobrze, Shizu-chan... Posłuchaj. Ja już nie żyję... Mogłeś mnie zabić... Nadal możesz. Zrozum, nie potrzebuję żyć, jeśli to przysparza ci problemów, a jeśli już się zdecydowałeś, że mnie nie uśmiercisz, pozostaje mi tylko sprawić ci choć trochę przyjemności jako podziękowanie... Za to, że tu ze mną jesteś... I za krew z wczoraj...- to ostatnie dodał niechętnie. Wstyd mu było, że nie zagrał na tyle dobrze, że chciał tej jego krwi, że się poddał... Tak Shizuo nie miałby problemów z kościołem.
- Karmisz mnie, dajesz spać we własnym domu i każesz się zabić, żebym nie miał kłopotów i jeszcze chcesz dziękować za to? - popatrzył na niego jak na wariata. - Izaya, posłuchaj sam siebie. Do tego w jaki sposób chcesz dziękować! Naprawdę uważasz, że jestem osobą, która mogłaby cię tak po prostu, bez skrupułów wykorzystać i jeszcze żyć na twój koszt? Ta krew to była zapłata za informacje. Nic nie jesteś mi winien. A jak będziesz się upierał, że jesteś, to sobie pójdę w cholerę i mnie nie znajdziesz. - dodał twardo. Naprawdę... Za kogo on go brał, pozwalając mu na wszystko? Może najpierw by go poznał zanim posądziłby go o bycie dobrym?
- NIE! - krzyknął przerażony. - Nie odejdziesz, prawda? - popatrzył na niego błagalnie. Jego Shizuo miałby odejść? Teraz, gdy wreszcie miał go obok?
- Dobrze, dobrze. - podniósł ręce pokazując, że się poddaje. - Rozumiem, nie będę mówił, że jestem ci to winien. Ale i tak uważam, że możesz tu mieszkać i nic nie robić~! Lubię cię, tylko tyle, dobrze~? - uśmiechnął się wrednie i pstryknął blondyna w nos.- Wiem, że byś mnie nie wykorzystał i nie zostawił, jesteś na to zbyt dobrą osobą Shizu-chan~! Ja ci tylko komunikuję, że możesz tak zrobić~! A teraz wypatruj białej pędzącej na nas kulki~!
- No i to rozumiem. - odetchnął w końcu. Więc jednak groźba była najlepszą metodą perswazji... - Jak to białej pędzącej kul...? - Nie zdążył skończyć, kiedy coś wczepiło się w jego koszulę na brzuchu z rozpędu. - C-co do...? - przytrzymał, cudem nie zgniótł, wiszącego na nim kota. - Boże i wszyscy święci, mogłem cię zgnieść, głupku! - fuknął odruchowo na kota.
- Haha, Psy-chan~! Poprawiłeś swój czas~!- chichotał, odczepiając kota od koszuli. Wziął go na ręce przytulając. - I co stęskniłeś się za mną~?- chichotał czując jak futerko go łaskocze.
- Ta... I naddarł mi koszulę... - mruknął. A tak o nią dbał... I jeden kot mu ją naddarł, no to trzeba mieć "szczęście"... - A nie mówiłeś o "kotach" na samym początku? W liczbie mnogiej?
- Oj kupię ci nową, zgoda~?- zachichotał. Usiadł na ziemi zaczynając bawić się z kotem trochę go podrapał za uchem, pogłaskał i teraz grał w "łapki" cały czas się uśmiechając lub chichocząc.- A tak, bo jest jeszcze Hibi-chan~! - obaj usłyszeli zezłoszczone miałknięcie.- Przepraszam...- Izaya z uśmiechem przewrócił oczyma.- To znaczy... Chciałbym ci bardzo serdecznie przedstawić, oto wspaniały i cudowny Hibiya-sama~!- na końcu nie wytrzymał i znów się roześmiał, mina blondyna była bezcenna.
- Czy żaden twój kot nie może być normaln... - nie skończył, bo coś zleciało mu na głowę. I to "coś" okazało się być kotem. Skończyło się na śladzie zadrapania na jego policzku... - Czy te koty naprawdę... Nie mogą... Być normalne? - wywarczał, patrząc z wściekłością na kota. Ten najeżył się jeszcze, przez co miał ochotę czymś go walnąć. Chyba jedyne, co go powstrzymywało to Izaya obok. - Dobra, leć, pókim dobry. - postawił kota na ziemi. Jak się nie odczepi to go trzepnie... Poważnie.
- Hibiya-sama~...- Brunet złożył ręce jak do modlitwy i uśmiechnął się zamykając jedno oko.- Wybacz mu, dobrze~? Shizu-chan jest nowy i jeszcze nie zrozumiał obyczajów panujących na twoim dworze~!- kot najwyraźniej uznał to za dobrą odpowiedź, bo uśmiechnął się z satysfakcją i usiadł na środku podwórka powoli zaczynając wylizywać sobie łapkę. Jakby była wybrudzona od kontaktu ze Shizuo. Izaya zachichotał, podchodząc do blondyna. Uśmiechnął się wesoło i starł odrobinę krwi z rozciętego policzka. Zlizał ją szybko z palca.- Powinienem spiłować mu pazurki, ale on na to nie pozwoli~.- wyjaśnił blondynowi.
- Taa... - mruknął blondyn. Zdecydowanie nie miał zamiaru płaszczyć się przed kotem... Co to był w ogóle za głupi pomysł?! Co on wyprawiał...? Coś czuł, że szczerze nienawidzi tego futrzaka. - Czyżby zasmakowała ci moja krew? - spytał, żeby przestać myśleć o kocurze. Jeszcze się z nim policzy, jak będą mieli czas.
     Izaya zarumienił się nieznacznie i odwrócił wzrok na wzmiankę o krwi. Oczywiście, że mu smakowała, to była najlepsza rzecz jaką jadł na świecie.
- To mój Hibi-chan~... Od zawsze taki był. - mruknął, chcąc zejść z niewygodnego tematu.
- Pytałem o krew. - puknął go lekko w głowę. - A tego kota jeszcze nie zadusiłem, bo jest twój, więc w sumie powiedzmy, że mało mnie obchodzi, czy to jakaś trauma czy był taki zawsze, po prostu niech sobie będzie. Więc? Odpowiesz w końcu na moje pytanie? - spytał, zainteresowany.
- Boje się na nie odpowiedzieć... - burknął, znów kucając i miziając Psyche za uchem... Ten kot tam bardzo lubił pieszczoty... A Izayi pozwalało się to przynajmniej odstresować... Chociaż trochę. Naprawdę nie chciał odpowiadać. A co jak Shizuo zezłości się, bo mu smakowało, jak uzna go za zwykłego krwiopijcę i odejdzie?
- Czyli smakowało. - wzruszył ramionami i otarł skaleczenie. Śmiesznie teraz musiał wyglądać, po tym drapnięciu...
- Przepraszam Shizu-chan....- mruknął, gdy tylko minął pierwszy szok. Shizuo się nie zezłościł? Tak spokojnie to stwierdził? To było co najmniej niespodziewane.
- Hmm? Za co? - Popatrzył na niego niedowierzająco. On go jeszcze przepraszał... Bo co, bo dał mu spróbować swojej krwi?
- Że mi smakowało... Nie bój się, nie będę prosił o więcej.... - jak na zawołanie zaburczało mu w brzuchu. - Ani nic ci nie zrobię~!- dodał wesoło. Przecież... To nie tak miało być... Shizuo miał nie wiedzieć, jak bardzo chce znów spróbować jego krwi... To musiało być dla niego okropne... Posmakował wampirowi, u którego mieszka. A co jak będzie chciał się jak najprędzej wynieść?
- Tak, tak, wiem. - przewrócił oczami i podstawił mu rękę. - Powiedzmy, że to część mojej zapłaty i będziemy kwita, tak? - nie wiedział, czemu nagle zmartwił się tak tym, że brunet znów mógłby zasłabnąć... Po prostu. Martwił się o niego od początku, a teraz tym bardziej... - Daję ci ją dobrowolnie, więc korzystaj. Nie chce mi się znów nacinać, więc musisz ugryźć.
Izaya spojrzał na niego przerażony i szybko pokręcił głową.
- Nic mi nie będzie... Nie musisz... Nie chcę... Coś ci zrobię.- próbował się wytłumaczyć, dalej uparcie kręcąc głową. Co z tego, że był głodny? Zdrowie Shizuo było o wiele ważniejsze.
-Oj, daj spokój. - warknął niemalże. - Póki daję to bierz. Jak będę próbował cię zabić, uciekaj. Tyle w temacie. Dwie reguły. Jasne?! A teraz pij. - jeszcze raz wyciągnął rękę. - Jak będzie coś nie tak to zwyczajnie cię odepchnę, więc po prostu pij. - nakazał stanowczo.
- Um... Dziękuję za posiłek Shizu-chan~!- uśmiechnął się niepewnie nakłuwając kiełkiem jeden z opuszków palców blondyna. Nacisnął poniżej i czekał aż wypłynie kropelka krwi. Zlizał ją ze smakiem.
- No ty chyba... - nie wiedział, czy się roześmiać, czy płakać nad jego głupotą. - Izaya... Proszę cię... Ugryź jak wampir moją rękę, dobrze? - prawie parsknął śmiechem. Nie, tego się nie spodziewał, to było tak niespodziewane, że aż głupie...
- Nie śmiej się~...- fuknął.- Jak ugryzę cię w rękę i wkłuję się w żyłę, a na pewno to zrobię, i za dużo wypiję możesz stracić rękę... Nie chcę tego... Dlatego wampiry gryzą ludzi w kark... Tam jest tak duża żyła, że jeśli upiłbym troszeczkę nie powinieneś stracić żadnej kończyny~.- znów nacisnął na palec czekając, aż pojawi się kropelka. Co innego miał zrobić? Nie chciał żeby Shizuo coś się stało... A ręka to ważna rzecz. Jak inaczej trzymałby swój miecz?
- No to zajmij się tym karkiem, przecież ja nie wiem, gdzie jest się najlepiej wkłuwać... - skrzywił się. Do tej pory nie myślał nawet o tym, że miałby komukolwiek dać się jakkolwiek skaleczyć... Co on z nim robił...
- Na pewno?- Izaya podniósł się z ziemi i stanął za Shizuo. Ponieważ blondyn klęknął dając mu rękę teraz Izaya mógł bez problemu objąć ramionami jego szyję, co też zaraz uczynił. Cmoknął lekko miejsce na karku blondyna - Tu będzie dobrze, prawda? - upewnił się. Nigdy nie używał tych kłów żeby gryźć ludzi. Trochę się bał, że zrobi Shizuo krzywdę.
- Ty mi to powiedz. - westchnął, próbując się rozluźnić. Wiedział niby, że Izaya nie jest typowym wampirem i nie chce mu nic zrobić, ale taki instynkt... - No gryź już, napij się raz a porządnie i spróbuj mnie nie zabić. - prychnął. Robił się taki ironiczny, bo się stresował, ale tego nie przyznałby na głos.
- Mhm...- przytaknął.- W razie czego mnie uderz~. - dodał jeszcze i wgryzł się w jego szyję. Pił, pił jak najwięcej. Krew pachniała tak słodko, tak zachęcająco a on był taki głodny... Nie mógł się prawie opanować. Najchętniej wypiłby wszystko co do kropelki... Ale to był Shizuś! Przerażony stwierdził, że już dosyć. Sporo wypił. Może nawet za dużo. Oderwał się od blondyna.- Shizuś nic ci nie jest?- upewnił się. Blondyn był jakby bledszy, ale chyba nic mu nie było?
- M-m... - pokręcił głową. Fakt, że uczucie było... Dziwne? Co najmniej. I chyba gdzieś po drodze odpłynął, nie mogąc go nawet uderzyć. Jednak... Żył, tak? No i tyle dobrego...
- Za dużo, stanowczo za dużo.- przerażony, pokręcił głową. Przesunął blondyna pod drzewo i dokładnie wylizał ranę, z której wciąż płynęła krew. Gdy w końcu przestała, Izaya odetchnął z ulgą. Przytulił blondyna. Był jakiś chłodniejszy niż w nocy... Naprawdę sporo musiał wypić... Dobrze, że na dworze było ciepło.
     Shizuo przymknął oczy, bo były jakieś ciężkie. Właściwie, to nie chciało mu się podnosić tych powiek... Więc po prostu zostawił je zamknięte. Powoli odpływał. To było tak błogie uczucie, jakby miał zasnąć... Dobrze. Było naprawdę dobrze.

niedziela, 8 czerwca 2014

8 czerwca 2014 - Dzień informatyka

Hejo~... zdążyłyśmy przed północą a w tym upale to chyba cud, że cokolwiek napisałam Q.Q
Nie bijcie, że tam mało Shizayi.... ale no... taki miałam pomysł i tyle ;P W środę liczcie na "Inny niż wszystkie" a potem powinno być już normalniej Q.Q  no przynajmniej u mnie, nie wiem co z Inu. Em... co by wam jeszcze.... Jak wam się podoba nowy wygląd bloga? i
Enjoy~...


     Erika wykorzystując swój czarny jak noc strój oraz niezwykłą dla niej technikę - milczenie - weszła do biura informatycznego, w którym za dnia pracowała z Walkerem. Mogła dorywczo zajmować się handlem najróżniejszych kolekcjonerskich przedmiotów, ale i tak potrzebowała pieniędzy, by najpierw je kupić. Dyplom, ukończenie studiów informatycznych i przyjaciel-otaku z takim samym dyplomem trochę jej w tym pomagali.
     W ich własnym biurze, przyozdobionym plakatami i figurkami, pod osłoną nocy było naprawdę dziwnie. Dziewczyna przez chwilę przyglądała się jak makabryczny charakter nabrał wall-scroll z Mirai Nikki oświetlany czerwonym światłem neonu prześwitującego przez szparki w żaluzji. Uśmiechnęła się do siebie diabelsko i usiadła przy biurku, odpalając komputer swojego przyjaciela.
     Maszyna zabuczała, a ekran ożywił się, zapalając na niebiesko. Pojawiło się okienko z godzina i datą oraz prośba o hasło.
[   08.06.2014; 02:56  ]
[    HASŁO: *******    ]
OK     Anuluj

- Znam cię, Walker~... - mruknęła, uśmiechając się diabolicznie. - Twoje hasło musi być proste, a jednocześnie tak pomyślane, bym nigdy go nie odgadła, a więc mamy tylko jedną możliwość~! - Zastukała w klawiaturę.
[   08.06.2014; 02:58  ]
[HASŁO:LOGCH:HIRIZON;;;010100xxxHOLIC[07GHOST/FTFMADN.KNBNO~!%$*]
{OK}     Anuluj

     Kliknęła "OK", będąc pewną swojej racji. 
     Ekran zamrugał, przełączając widok prostego ekranu logowania na pulpit. 
     Chwila oczekiwania dziewczyny nie trwała długo i zmieniła się w niesmak, widząc stan pulpitu współpracownika.
- Ach Walker, Walker, twoja tapeta mówi tyle o twoim bezguściu. - Pokręciła z politowaniem głową, patrząc na dziewczynę w wyjątkowo skąpej, złotej zbroi. - Pora pokazać ci coś lepszego~! - Uśmiechnęła się diabelsko i wyciągnęła z kieszeni pendrive. - Prawda, mój malutki~... - Zachichotała, podłączając go do portu USB w komputerze. Pojawiła się ikonka ładowania, a chwilę później komunikat:

Psyche.zip - pobrano
Instalacja.... Psyche.exe
Psyche.exe.... 100%
Zainstalowano - Psyche.exe

 - Do jutra zamień mu komputer w gejowski raj~! - Mała, czarnowłosa postać w białym płaszczu z czerwonym futerkiem zasalutowała radośnie i odbiegła w podskokach. Z ciekawską minką otwierała każdy z folderów, oglądając jego zawartość i zmieniając ją na bardziej "Kawaii".
     Erika uśmiechnęła się, widząc dokonania swojego najnowszego tworu. Uśpiła komputer wiedząc, że dzięki temu jej mały wirus będzie pracował dalej, przygotowując niespodziankę Walkerowi. 
     Chwyciła za kartkę i  różowym zakreślaczem nakreśliła znaczki mówiące "Wesołego dnia informatyka ranny ptaszku~!". Wiedziała, że za kilka godzin przyjdzie tu zaspany przyjaciel i niosąc ze sobą kubek kawy włączy swój odmieniony komputer.
     Dziewczyna ziewnęła i uśmiechając się z powodu dobrze wykonanej roboty, wyszła z biura.
*****
     Erikę obudził telefon wygrywający opening z Jonjou Romantica. Zmęczona po w połowie nieprzespanej nocy wyjrzała z pod poduszki. Wyszczerzyła się zadowolona, przypominając sobie przeprowadzoną wczoraj akcję. Spojrzała na wyświetlacz i jęknęła. Już 9:00, jak za pół godziny nie pojawi się w pracy Walker nie będzie mógł dłużej kryć tego przed szefostwem.
     Gdy zdyszana wpadła do biura punkt 9:29 i wykrzyczała uradowane "Jestem~!!!" zdziwiła się, nie widząc Walkera. Chłopak siedział z zezłoszczoną miną przy laptopie i z uporem coś pisał. Zaciekawiona podeszła do niego i spojrzała przez jego ramię. Kod. Miliony linijek kodu.
- Jakiś wredny wirus zaatakował komputer. - wyjaśnił, siorbiąc kawę roztrzęsioną ręką. Szok kofeinowy? Spojrzała na kubek i przeżyła szok. To nie było to samo MoeMoe Kawai Maid Latte~ co zawsze! To była najzwyczajniejsza czarna kawa.
     Widząc tak zdesperowanego chłopaka zastanowiła się, czy nie przesadziła w ten dzień informatyka. Zawsze robili sobie jakieś dziwne żarty z okazji swojego święta, ale jeszcze nigdy nie widziała tak zezłoszczonego Walkera.
- Ten wredny wirus pozamieniał mi wszystkie pliki. - jęknął żałośnie, przywracając tym dziewczynę do rzeczywistości. - Wszystko jest w różu i serduszkach i nie wiedzieć czemu jako tapetę mam obrazek Shizuo-san'a w niebieskim kimonie i przytulonego do niego ubranego na biało-różowo Izayi-kun'a... - mruknął ze złością, uderzając już po raz ostatni w klawisze.
- Jest~! Teraz cię zniszczę głupi wirusie. Stwierdził pewnie, przegrywając nowo napisanego antywirusa na pendrive i szybko przeinstalowując go do komputera.

Odebrano 1 plik.... Psychedelic420.zip
Otwieranie....
Znaleziono plik Psychedelic420.exe Czy mam zainstalować?
{TAK}       NIE
Instalowanie.... Psychedelic420....07%
Instalowanie.... Psychedelic420....24%
Instalowanie.... Psychedelic420....65%
Instalowanie.... Psychedelic420....87%
Instalowanie.... Psychedelic420....89%

     Czekali w skupieniu, aż program się załaduje. Walkerowi świeciły się oczy, gdy wpatrywał się w pasek ładowania. Erika natomiast przyglądała się pulpitowi. Za jednym z folderów dostrzegła małą animację swojego wirusika. Psyche schował się do folderu i bał się wyjść, widząc posuwający się pasek ładowania.
Czarna czupryna zniknęła na chwilę a z folderu wyskoczył plik "POMOCY!.txt"
Erika niezważając na swojego przyjaciela kliknęła dwa razy na ikonkę, uruchamiając go.
     Ekran zamigał i zmienił się na Czarny. Zniknął pasek ładowania. Załamany Walker o mało nie krzyczał "NIEEEEE~!!!!!" klęcząc koło stolika z komputerem.
     Na czarnym ekranie pojawiły się teraz czerwone litery.

Witajcie
Ten komputer
został przejęty
 przez...
Virus138~!

     Chwilę później litery zniknęły, a cały system uruchamiał się na nowo. Walker niepewny co się stało uważnie przyglądał się wszystkim włączającym się aplikacjom. Gdy zobaczył swój stary pulpit i wszystkie pliki na miejscu odetchnął z ulgą.
     Przeprowadził diagnostykę systemu oraz specjalne wyszukiwanie mające na celu rozszyfrowanie czym jet "Virus138", jednak jedyne co znalazł to tajemnicze nagranie.
     Przełknął głośno ślinę i nacisnął play. To co zobaczył zamurowało go. Krótkie, zapętlone nagranie przedstawiając jak Shizuo i Izaya się... no ten...
     Nie, to było niemożliwe... To wszystko robota Eriki!
- ERIKA!!! - Wrzasnął, minimalizując okienko z gifem.
- Wreszcie zrozumiałeś, że to był mój mały żarcik na dzień informatyka~?
- Jaki żarcik... Boże, nie będę mógł im spojrzeć w oczy... - lamentował.
- No cóż przyznaję, że nie spodziewałam się żadnego tajemniczego Virus138. Dowiedziałeś się może, co to takiego?
- Jak to, co to... to twój głupi pomysł! - wrzasnął, pokazując nagranie. Erika ze święcącymi oczami przypatrywała mu się, hymkając dobre 20 minut, równocześnie przyciskając chusteczkę do nosa.
- Wyjaśnienie jest jedno. - oświadczyła w końcu. - Skro filmik nie jest podrobiony, to znaczy, że mój wirus ewoluował z "Psyche" w "Virus'a138", a twój nowy "Psychedelic420" dotrzymuje mu teraz towarzystwa~!
- I jak ja mam pracować na tym komputerze? Co jak się pojawią kolejne filmiki?
- To żaden problem~! Oddaj go mnie~!

Tymczasem gdzieś w pamięci dyskowej...

- Ty cholerny wirusie, pokazałeś mu to! - darł się blondyn, strzelając raz po raz ze swojej broni. - Więcej nie będzie dobrze, skończyło się!
- Oi daj spokój Psy-chan~... - jęknął niepocieszony, unikając strzałów. - Przecież mogę za to odpokutować przyjemniej niż stając się serem szwajcarskim~... - westchnął. - Kto zaprojektował ci tak toporną i nierozumną bazę danych?
- Ten, komu wysłałeś ten filmik!!!

środa, 4 czerwca 2014

dj - Ame no ato / Rain in love

Ohayo~! Tego dj'a przetłumaczyłyśmy już jakiś czas temu~... jest to jeden z moich ulubionych *w* dlatego też między innymi on jest w naszym blogowym nagłówku.... a może lepiej powiedzieć był? *tajemnicza minka* Jak może zauważyliście nasze nagłówki zmieniając się z reguły kiedy kończy się coś ważnego.... no i ja tak bardzo chciałam przetłumaczyć tego dj'a że aż powstał nagłówek :) 
A skoro już jest gotowy to od następnej notki powiadamiam was wszem i wobec, że nagłówek będzie inny i jest już gotowy ^^
Aha... zapominała bym do końca następnego tygodnia nadal mamy sprawdziany więc... no wiecie -.-"" i obecnie pisze się tylko dalsza część "Inny niż wszystkie" ale nie martwcie się, jest kilka notek w zapasie ;)

Komban-wa~...
*padnięty szczeniak mode on*
Przepraszam, bo naprawdę nie mamy jak pisać... Zużywamy nasz mały zapasik, a potem pewnie będzie pustka aż do wystawienia ocen. Oczywiście mnie pewnie czeka poprawka w sierpniu, ale co tam...
Zresztą nieważne. >.>
Jeszcze raz przepraszam z góry za brak notek i już nie przedłużając...
Enjoy~!


Angielskie tłumaczenie : <klik>
Tłumaczenie: Inu-chan
Edycja: Kiasarin
Typesetting: Kiasarin


Dj został przeniesiony na 

>> Hotaru-nai yami <<

niedziela, 1 czerwca 2014

1 czerwca - Dzień dziecka i mleka

Ohayo~! Rok temu na to radosne święto pojawiał się "Nowy potworek" w tym tylko taka mała miniaturka/ kartka z kalendarza~... ale ważne że cokolwiek, ne~?
Um ta dzisiejsza jest bardzo krótka, ale mam nadzieję ze chociaż raz się uśmiechniecie czytając ją~! Btw. taki naukowy fakt dziecko uśmiecha się koło 1200 razy dziennie dorosły około 600 a śmiech ponoć poprawia ogólną kondycje organizmu, więc pozostańmy dziećmi jak najdłużej~ xD wybaczcie po prostu lubię dzień dziecka~!!!

     Izaya stanął za Shizuo i stuknął go buteleczką w głowę.
- Trzymaj mleko, dzieciaku.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.

KONIEC Podobało się wam? XD

A teraz właściwa miniaturka:

     Izayę z jego poobiedniej drzemki na szczycie zamku zbudziły wesołe okrzyki. Pięciolatek przetarł zaspane oczka i rozejrzał się w około. Z najwyższej wieży widział grupkę dzieci zebraną w okół przedszkolanki. Pogrzebał chwilkę w kuferku z zabawkami który miał na wieży. Nie żeby sam go tu wnosił, "zapłacił" kilku starszym kolegom za tak użyteczną rzecz. Wygrzebał z pomiędzy różnych zabawek lornetkę i spojrzał przez nią.
     Obraz był trochę zamazany, ale i tak bardzo dobry jak na zabawkę. Brunet pokręcił chwilę pokrętłem, starając się wyostrzyć obraz. Po chwili mu się to udało i mógł bez przeszkód obserwować przedszkolankę rozdającą dzieciom mleko. Skrzywił się mimowolnie. Nie lubił go, naprawdę nie cierpiał. Dlatego też ilekroć przedszkolanka rozdawała im to syntetyczne mleko smakowe, smakujące jak proszek, Izaya odkładał je, albo chował w swoim małym zameczku.
     Tylko co też dzisiaj mogło być za święto? Uśmiechnięty brunet odłożył lornetkę na kuferek i zjechał po zjeżdżalni na niższą kondygnację swojej plastikowej fortecy. Spojrzał na przyklejony gumą do żucia do jednej ze ścianek kalendarz. Przejechał palcem po kartce i szybko odnalazł dzisiejszy dzień. 1 czerwca, dzień, w którym wszystkie dzieci w przedszkolu dostawały dodatkowe mleko. Uśmiechnął się wrednie.
- A gdyby ktoś nie dostał? - Zmrużył zabawnie oczy i uśmiechnął się bardzo ironicznie jak na pięciolatka. Z takim wyrazem twarzy wyszedł z zameczku. Natychmiast się uśmiechnął, rozmawiając z kilkoma dzieciakami. Dzięki ich "zeznaniom" zlokalizował mleczny magazyn. Korzystając z okazji postanowił pobawić się w agenta. Dorwał wielkiego miśka siedzącego przy oknie i zdejmując z niego płaszcz oraz kapelusz przebrał się w nie. Okazały się na niego pasować idealnie.
     Wykorzystując swój nowy image mógł bez problemu podejść pod sam magazyn z mlekiem. Wiedział, że dla każdego z dzieci przewidziane są tylko 2 kartoniki białego płynu. Zabrał więc tylko tyle, wpychając oba kartoniki do przepastnych kieszeni płaszcza. Wymknął się niezauważony przez przedszkolankę. Zwrócił misiowi płaszcz z bonusem w postaci mleka i zachowując sobie kapelusz jako zapłatę z dziecinnym i niewinnym uśmiechem pobiegł do przedszkolanki po swoją porcję mleka. Kobieta pozytywnie zaskoczona zmianą w zachowaniu bruneta, a tym bardziej jego postawą w stosunku do mleka uśmiechnęła się, pogłaskała go po główce i z dumą wręczyła mu dwa kartoniki.
     Izaya podziękował i pobiegł znów w stronę zamku. Gdy był już w środku poprawił sobie włosy, które ta baba - jak to określił w myślach - mu roztrzepała.
     Wszedł po schodkach na wieżę i usadowił się na jednym z okienek wraz z lornetką na kolanach. Wystarczyło tylko delektować się wspaniałą sceną, jaką urządzi dzieciak, który nie dostanie swojego przydziału mleka.
     Obserwował, jak zapasy po woli się kończą, ale dzieci również było coraz mniej. Czyżby się pomylił i dziś przywieziono więcej mleka niż potrzeba? Z zastanowieniem wpatrywał sie w przedszkolankę. Właśnie oddawała ostatnie kartoniki.
     Oderwał się od tego zajmującego zajęcia, gdy tylko usłyszał głośne zamknięcie drzwi. Zobaczył w nich smutnego brązowowłosego chłopca z plastrem na policzku. Prowadziła go druga przedszkolanka.
- Co za niezdara, przewrócił się albo co i zaraz plaster... - prychnął Izaya i znów spojrzał na rozdawane mleko. Chwilę później dotarła do jego głowy ważna rzecz. Uśmiechnął się szelmowsko i znów spojrzał na szatyna, na mleczne zapasy i znów na tego chłopaka. To on był tym ostatnim, tym którego mleko Izaya schował.
     Mały informator rozsiadł się więc wygodnie i obserwował. Małymi rączkami otworzył szybko mleko. Nie lubił go, ale jeśli miał tym wprawić w złość swojego przedszkolnego wroga, to czemu by nie?
     Już chwilę później rozkoszował się wrzaskami i płaczem pewnego chłopaka. Zachichotał, wpatrując się jak szatynek patroszy jednego z pluszaków. Był naprawdę zły i przedszkolanki nie dawały sobie z nim rady.
- Ne, ne Shizu-chan~? - krzyknął, machając wesoło nogami. - Szukasz może tego~? - zachichotał, wymachując kartonikiem w powietrzu. Na oczach szatyna upił mały łyczek. Tak jak zapamiętał - mleko było ohydne.
- IZAAAAYYYYAAA...! - warknął Shizuo i jak najszybciej pobiegł w stronę Izayowej fortecy.
- Ups. - zachichotał brunet udając, że przypadkiem upuścił mleko i wylał je prosto na włosy szarżującego szatyna. - Szkoda. - podsumował krótko. - To było ostatnie, inne dzieci już wypiły~! - Pominął informację, że za nim na kuferku wraz z lornetką leżał drugi, identyczny kartonik.
     Izaya spodziewał się złości, szarży na zamek, a z siłą szatyna pluszakowo-piłeczkowo-klockowego ostrzału i możliwe, że wyrwanych drzwi. Jednak nic takiego się nie stało.
     W tym momencie Shizuo Heiwajima po raz pierwszy zaskoczył Oriharę Izayę. Zamiast atakować go w złości po prostu rozpłakał się jak dziecko.
     Zdziwiony Izaya wpatrywał się w płaczącego wroga. Normalnie śmiałby się i szydził... ale jakoś tak... w stosunku do swojego Shizu-chan'a nie potrafił być tak wredny. Sam posmutniał i zszedł z parapetu.
- Głupek. - fuknął, zabierając drugi kartonik mleka. Zjechał po zjeżdżalni i wyszedł przed pałacyk. Pacnął szatyna po głowie. - Beczysz jak dzieciak. - mruknął, odwracając wzrok, dyskretnie wciągnął pudełeczko. Kątem oka wychwycił zdziwiony ale i chciwy wzrok chłopczyka. Gdy Shizuo wyciągnął rączkę chcąc chwycić kartonik, Izaya obrócił rękę i pociągnął go do swojej fortecy.
     Shizuo był zdziwiony, wszyscy wiedzieli, że Izaya pozwala tu wejść niewielu osobom, a szatyn na pewno nie był jedną z nich.
- Trzymaj mleko, dzieciaku. - westchnął, odsłaniając przed Shizuo swój mały składzik obrzydliwości (czyli mleka). Przez resztę dnia z domku dochodziło dziwne siorbanie, ostentacyjnie tłumione beknięcia, cichutkie "przepraszam", a chwilę później głośny śmiech bruneta i nikt nie potrafił zrozumieć, co się tam tak naprawdę działo.

     Shizuo uśmiechnął się na to wspomnienie. Lubił je, zawsze przypinał mu się 1 czerwca. Zwykle celebrował to święto mlekiem, ale dziś złośliwość chciała, że się skończyło. Westchnął więc, wygodniej siadając na kanapie. Usłyszał ciche kroki, a chwilę później coś zimnego uderzyło o jego skroń.
     Izaya stanął za Shizuo i stuknął go buteleczką w głowę.
- Trzymaj mleko, dzieciaku.