Blog poświęcony Anime Durarara!! Znajdziesz tu opowiadania yaoi (mężczyzna x mężczyzna) Shizaya (Shizuo x Izaya), Izuo (Izaya x Shizuo) i IzaKida/Kizaya (Izaya x Kida). Jeśli nie tego szukałeś i treści tu przedstawiane ci nie odpowiadają prosimy o opuszczenie tego bloga. Pozostałych zapraszamy do czytania.

wtorek, 7 stycznia 2014

Bentou


Ohayou gozaimasu~! X3
Skooończyłam~! Szczeniak bardzo się cieszy, że dał radę~... Bo szczerze mówiąc pomysły stanęły i nijak nie chciały ruszyć~! Ale~... I tutaj możecie wyściskać moją Kiasarin-san~... Zaraz, WRÓĆ, nie możecie~! Q.Q" To MOJA pani~! >.<
...Ekhem. o.o""
O czym to ja~... >.>
(Żartowałam~! X33)
A tak~! X3 ;3 No więc Kiasarin-san zadziałała wenotwórczo i dziś samo się napisało~! :33 Yatta~! :33
Ostrzegam, nie podwyższy wam się od tego cukier~... Ale naprawdę nie wytrzymałabym kolejnej słodkiej rzeczy~! Inu cukrzycy dostanie, jak tak dalej pójdzie~...

W każdym bądź razie~! ;3
Enjoy~! :33



- A ty co masz, Izaya? - spytał zaciekawiony Shinra.
- Ja... - Izaya zajrzał do teczki i zmarszczył nieufnie czoło. Wyciągnął ostrożnie jakieś pudełko i zajrzał do środka. Na jego twarzy odmalowało się zdziwienie. - Mama zrobiła mi bentou... - Mruknął niedowierzająco. - Mama zrobiła mi... - Szepnął i zamknął oczy. Wszyscy patrzyli w ciszy, jak na jego twarzy pojawia się szeroki uśmiech, a w końcu usta otwierają się i wydobywa się z nich głośny, opętańczy śmiech. Po chwili zwinne ciało bruneta poderwało się do pozycji stojącej. Ręka z pudełkiem śniadaniowym rozprostowała się poza krawędzią dachu, na którym jedli. I zrzuciła pudełko, które poszybowało w dół, rozsypując po drodze ziarenka ryżu i warzywa. - Chyba nie sądziła, że tak łatwo się mnie pozbędzie~? - Mruknął do siebie, choć jego towarzysze również to usłyszeli.
- Izaya... A może ona po prostu chciała zrobić ci bentou? Wiesz... To twoja mama. - Spytał niepewnie Shinra.
     Izaya odwrócił się do niego i uśmiechnął się z szyderczą pewnością siebie.
- Ona NIGDY nie zrobiła mi bentou. - Oznajmił chłodno. - I nikt mi nie wmówi, że jakaśtam terapia ją zmieni.
- Ale ostatnio była mił...
- Nie rozumiesz, Shinra. - Izaya podszedł i wygrzebał z teczki kolejne pudełko. To przypominało raczej kasetkę na kluczyk... I też nią było, tyle, że nieco przerobioną. - Po prostu nie chciałem jeść sezonowych warzyw. - Otworzył kasetkę i wyjął z niej dwie tabletki. Połknął obie i ją zamknął. - A poza tym, nie jestem głodny. - Stwierdził stanowczo.
- A może chcesz moje...?
- Nie jestem głodny. - Powtórzył, przeszwając go spojrzeniem.
- Daj spokój Shinra. - odezwał się w końcu Kadota. - Nie przekonasz go.
- Dzięki ci, Dota-chin.

- Shiiizu-chan~? Co tam masz? - Izaya zabrał pudełko z rąk blondyna i zerknął na jego zawartość. W ostatniej chwili odskoczył przed nadchodzącym ciosem.
- Oddawaj to gnido!!!
- Ara? Czyżby to było twoje bentou~? Akurat takie mi smakuje! - Zaśmiał się i zabrał je, zaczynając biec w kierunku wyjścia z klasy. W ostatniej chwili uniknął zderzenia z ławką i wybiegł przez otwór, jaki wybiła w ścianie, bo było bliżej.
- Oddawaj je!!! - warczał Shizuo, wybiegając za nim z krzesłem w dłoniach.
- Bentou zrobione przez Shizusia~? W żyyciu go nie oddam~! - śmiał się, uciekając korytarzem. Uchylił się przed nadlatującym krzesłem i biegł dalej, po schodach.
- To od Kasuki!!! I wracaj tu, żebym mógł cię zabić, gnido!!!
- Więc to Kasuka-kun robi takie pyszne bentou! No no, chyba go ucałuję jak go spotkam! - Zaniósł się ironicznym śmiechem.
- Ani mi się waż, jeszcze jakiegoś syfa od ciebie załapie!!! IZAAAYA-KUUN!!!
- Cicho Shizu-chan, jestem w trakcie jedzenia~! - Izaya rzeczywiście miał buzię w ziarenkach ryżu.
- IIIZAAAAAAYAAAAAAAAAA!!!
- ZATRZYMAJCIE SIĘ OBYDWAJ! BO WYWALĘ WAS ZE SZKOŁY!!! - Sam dyrektor wyszedł ich powstrzymać, w związku z czym się zatrzymali. Oprócz oddzielnego siedzenia po lekcjach i sprzątania w klasie, a także dłuuugiego wykładu na temat niszczenia mienia szkoły, nie mieli więcej problemów.

- A mówiłeś, że nie jesteś głodny. - zauważył Shinra.
- Bo nie byłem.
- To dlaczego...
- Bo zawsze mam miejsce na bentou Shizusia.
- Ale jak nie chciałeś zjeść własnego, to dlaczego jego...
- Cicho Shinra, zeskrobuj te gumy.
- Właściwie to dlaczego ci pomagam? - westchnął okularnik, patrząc na niego zza szkieł z wyrazem kompletnej beznadziei na twarzy.
- Bo jestem bardzo przykładnym uczniem, a ten pierwotniak wymigał się od sprzątania...
- TY przykładny? - prychnął Shizuo, stając w drzwiach.
- A co, może ty, Shizu-chan~? - Izaya wymierzył w niego metalową szpachelką, którą zdrapywał gumy przyklejone przez krnąbrnych uczniów pod ławkami.
- Już bardziej, niż ty. - walnął torbę na katedrę nauczyciela.
- To może ja sobie już pójdę... - mruknął Shinra, nie chcąc już tego słuchać. Nawet gdyby próbował ich powstrzymać, ta dwójka by się pożarła... Poza tym, Celty robiła dziś obiad, nie chciał się spóźnić, przecież obiecała...
     Zwinął się tak szybko, jak tylko mógł, zapominając już nawet o tych dwóch. Obiad robiony przez Celty~...
- To przykładnie weź i to posprzątaj~!
- Ta kara jest przez ciebie, kleszczu! - wywarczał.
- To nie ja rozwaliłem klasę~! - Wytknął mu język.
- Ale to przez ciebie! Było nie zabierać mi bentou, do cholery! Swojego nie masz?!
- Tak się składa, że nie~! - odparł Izaya wesoło, choć wcale nie chciało mu się teraz śmiać.
- Nie kłam! Twoje pudełko spadło z dachu na moich oczach! - Zbliżył się na niebezpieczną odległość, zaciskając pięści. - Więc na cholerę ci było moje, skoro na swoje własne nie masz apetytu?!
- Bo to było bentou Shizusia. - Uśmiechnął się wyzywająco i wzruszył ramionami.
- Nie piernicz Izaya! Masz kasy jak lodu, nie ważne jakim sposobem zdobytej, mógłbyś sobie kupić cokolwiek chcesz do jedzenia! A moje bentou to nic specjalnego! Więc powtórzę po raz ostatni: dlaczego wciąż zabierasz akurat MOJE bentou?!
- Bo mi smakuje~... Wiesz, ugotowane z miłością i tak dalej~! Moje prawdopodobnie było zatrute~... - Udał, że się zastanawia, jednak jakby go to wcale nie obchodziło.
- Jak to zatrute...? Zresztą nieważne, sam bym ci je zatruł! - warknął na niego wściekle. - Za mało ci miłości, Izaya?! Słyszałeś to swoje "kocham wszystkich ludzi"?! To miłości najwidoczniej masz w cholerę, nie?! - Wkurzył się. Już poważnie się wkurzył. Nic tylko same problemy i jeszcze robi z siebie ofiarę, jakby Shizuo w ogóle mógł mu współczuć!
- Ponieważ, Shizu-chan~... Ponieważ mnie nikt nie robi bentou z miłości~... Ponieważ ja kocham wszystkich, ale oni z jakiegoś powodu nie chcą kochać mnie~... Ponieważ nie potrzebuję ich szkaradnych uczuć~! - Roześmiał się, ale w jego oczach zalśniły jakby łzy. Zbliżył się do Shizusia i popatrzył mu w twarz, tak że teraz byli już niemal na równi. - Ludzkie uczucia są okropne, wiesz~? - zamruczał, uśmiechając się szeroko jednym kącikiem warg. - Dobrze, że ty nie jesteś taki, jak oni~...
- Co ty chrzanisz, Izaya?! - warknął i odepchnął go tak, że brunet poleciał na ławkę i oparł się o nią zarówno rękoma jak i biodrami. - Wmawiasz mi, że nie potrafię kochać jak człowiek?! Idioto, ja jestem czło... - Zaraz jednak coś mu wpadło do głowy. Wyszczerzył się w parodii uśmiechu i podszedł do niego tak, że teraz trzymał nogę między jego nogami i przypierał go do blatu swoim torsem. - Jestem potworem, tak? - mruknął cicho. - Wiesz, że dla potworów miłość znaczy coś innego? Skoro nie jestem człowiekiem, to akceptuję tylko miłość fizyczną. - oznajmił pewnym siebie głosem, patrząc na niego z góry. Teraz Izaya nie był tak pewien siebie. Jakby... Zgasł. Chyba właśnie udaremnił kolejny z jego "genialnych" planów...
- Trudno, Shizu-chan~... - westchnął Orihara. - Przynajmniej jesteś szczery ze sobą, nie~? Nie to, co oni.
- A ty chcesz, żeby ktoś cię szczerze pokochał, nie? - prychnął, patrząc mu prosto w oczy. Oczywiście, że nie zamierzał go tykać. Nie aż tak. To nadal był kleszcz, którego nie chciał znać. Który go denerwował. Który był zwyczajnie mendą społeczną. Szczerze go nienawidził.
- Oczywiście. - Uśmiechnął się, a po chwili wybuchnął cichym śmiechem. - No więc, Shizu-chan~? Pokochasz mnie~? Potwory mogą pokochać chyba każdego~? - Izaya udawał. Wiedział, że Shizuo jest potworem, nie zwierzęciem. Jednak nie liczył na jego litość, był ciekaw, co zrobi... A może na coś liczył~? Ale co ON mógłby dostać od gościa, który ma go za nic~? Ma go za nic dlatego, że sprawia cierpienie ludziom, którzy ukazują wszystkim swe obrzydliwe, udawane emocje~? Tak, jak jego matka... Udawała, że go kocha, naprawdę go nienawidząc. Shizuo przynajmniej pokazywał swoją prawdziwą twarz, był szczery ze sobą i z innymi... Nie bał się okazywać swoich emocji... Nie to, co Izaya, który nawet nie chciał czuć. Dlaczego...? Bo jego emocje sprawiały mu tylko ból. Najpierw kochał swoją matkę, teraz pokochał tego potwora... Wszyscy go ranili, wszyscy bez wyjątku. Ale Shizuo przynajmniej nie dawał złudnych nadziei...
- Ale tylko fizycznie. - prychnął. - Tego chcesz?
- Jasne~! - Wyszczerzył się niby z jakąś chorą satysfakcją. - Shizu-chan, przecież i tak teraz ci się nie wymknę... Możesz mnie zostawić, możesz się ze mną kochać, możesz mnie nawet zabić... - Chwycił za jego ręce i położył je na swojej szyi. - Co ty na to? Możesz ten raz zrobić, co chcesz. Co wybierzesz?
     Shizuo popatrzył na niego uważnie. Co ta menda znowu kombinowała? Sprawdzał jego możliwości? Granice? Sprawdzał, czy w ogóle zależy mu na zabiciu go? W którą stronę by nie poszedł i cokolwiek by nie zrobił, Shizuo wiedział, że Izaya i tak zawsze będzie mógł przedstawić jego czyny w złym świetle. Nie żeby go to obchodziło. Miał swoje zasady, a co inni o tym sądzą mało go interesowało. Zasada pierwsza - nie zabijać. Studzić swój zapał tak długo, jak zdoła. Wiedział, że jest bestią i tak cholernie bał się, że kogoś tym skrzywdzi. Że się nie powstrzyma. Nie mógł przez to robić z przeciętnych ludzi swoich przyjaciół, nie mógł znaleźć sobie pary. Nie mógł nikomu ufać, a nade wszystko nie mógł ufać sobie. Dlatego zdjął ręce z jego szyi i po prostu się odsunął.
- Skończ z tymi durnymi żartami, Izaya. Zachowujesz się jak dzieciak. Dorośnij w końcu. Te twoje zabawy i manipulacje życiem i kosztem innych są żenujące. Nie masz własnych spraw? Odwal się w końcu i daj innym żyć. - prychnął, chwycił za torbę i wyszedł nie dbając o sprzątanie. Lada chwila a straciłby resztki opanowania i wywalił tę mendę za okno... Przecież nie ważne co, on się nie zmieni. Dalej będzie komplikował mu życie, dalej będzie tą samą mendą społeczną, jeśli nie gorszą. Cokolwiek by nie zrobił. Ale już dziś z próbami manipulacji posunął się za daleko... Wywoływanie współczucia do siebie wręcz nie było w jego stylu. Mógłby z tym skończyć.
- Nieprzewidywalny jak zawsze, Shizu-chan~... - mruknął Izaya cicho, już właściwie do siebie. Zachichotał, a chichot przerodził się w głośny śmiech, który upewnił Shizuo tylko w tym, że słusznie nie dał się nabrać. Jednak Izaya miał całkiem inny powód do śmiechu. Gdy mijał mu atak histerycznego śmiechu, łzy zamieniał w szeroki uśmiech. - Nigdy nie będziesz mój, prawda, potworze? Zawsze będziesz dziką, nieposkromioną bestią. W moich oczach nigdy nie będziesz człowiekiem. Żaden człowiek ci nie dorówna... To głupie. - fuknął sam na siebie. - Wyszedł z klasy, zabierając swoją torbę. Jednak on nie skierował się do wejścia. Wbiegł na sam dach, i przed zbiegnięciem z niego powstrzymała go jedynie metalowa barierka, która brutalnie wycisnęła z niego powietrze. Cała klatka piersiowa go bolała. Roześmiał się głośno i spojrzał w dół. Nawet z tej odległości widział niesprzątnięte jeszcze resztki swojego bentou. - Ale jeszcze z ciebie nie zrezygnowałem, Shizu-chan.




niedziela, 5 stycznia 2014

Zabawka

Witajcie, witajcie~! :33
Szczeniak nie ma dla was niestety porządnego shot'a nawet, ale postanowił, że odkurzy jakieś swoje stare dzieła i jakoś wam wynagrodzi brak notki miesięcznicowej w czasie~... (Wina mojego powolnego betowania) Więc tak w ramach przeprosin za spóźnienie macie miniaturkę~! X3
Do tego chciałam poinformować, że będzie jeszcze jedna miniaturka, za dwa dni, żeby wam się nie nudziło~... I żeby nie było tu znów takich pustek~... X3"
Chciałabym napisać w końcu "Poskromić bestię"~... Ktoś jeszcze w ogóle na to czeka~? Q.Q

Dobra to jeszcze na koniec~!
Z tego co czytałam Milciaxx ma dziś urodziny~! Zatem wszystkiego najnajnajlepszego~! I smacznego torta~... (Inu na pocieszenie idzie po czekoladę~... X3)

Enjoy~! ;3





     Izaya siedział na swoim krześle obrotowym, a raczej półleżał  na swoim biurku, z nudów rysując palcem na blacie różne kształty, jakie tylko aktualnie przyszły mu na myśl.
- Namie-san? Jak sądzisz, co robią ludzie, kiedy im się nudzi? - spytał, nieszczególnie zainteresowany odpowiedzią.
- Zajmują się czymś. - Odpowiedziała bez zastanowienia, ani na chwilę nie przerywając pisania już chyba setnego sms'a do Seiji'ego na dziś.
- Ale czym? - W gruncie rzeczy chciał tylko zobaczyć jej zirytowaną minę.
- Tym co lubią. No, chyba, że są w pracy. - Wsadziła telefon do kieszeni i wróciła do odkurzania jego książek miotełką do kurzu. - Ja jestem, więc bądź tak łaskaw mi nie przeszkadzać.
- A czy twoją pracą nie jest przypadkiem zabawianie mnie~? - zapytał wesoło.
- Izaya. - Spojrzała na niego ciężko. - Ja tu tylko sprzątam i konsultuję twoje transakcje. Jak już tak bardzo chcesz gdzieś wyjść, to słyszałam, że dziś jest jakaś kostiumowa impreza dla otaku. Możesz się przejść.
- Nie chce mi się. - Prychnął, zaczynając rysować znak zakazu skrętu w prawo. Ostatnio taki minął go koło Russia Sushi...
- To impreza kostiumowa w Ikebukuro. Przemyśl to. - Mruknęła beznamiętnie i wyjęła telefon, żeby wysłać kolejnego sms'a.
      Otaku... Będą tam Erika i Walker... Kostiumowa... Ikebukuro... Shizu-chan mógłby chyba nie rozpoznać go w masce, nie??? Musiałby tylko sprawić sobie dobrą maskę, od jakiejś ciekawej postaci z anime...
- Jestem genialny~! - Klasnął w ręce, podrywając się do siadu.
- Och, doprawdy? - Spytała sarkastycznie jego sekretarka, jednak nic jej nie odpowiedział. Zajęty był przetrząsaniem szuflad.
- Wychodzę. - Zawołał, wypchawszy kieszenie. - Nie czekaj na mnie z kolacją~! - Zażartował. Spojrzała na niego jak na ostatniego idiotę, ale się nie odezwała. - Pa~! - Otworzył drzwi i wyszedł.
- Mam klucz. - Mruknęła już w gruncie rzeczy do siebie.
     Brunet wyszedł na miasto. Pierwszą rzeczą,jaką zrobił,było wybranie się do sklepiku z artykułami dla fanów M&A. Dziś był tam wyjątkowo duży ruch, ale i tak udało mu się umiejętnie lawirować pomiędzy masą ludzkich ciał.Już wiedział, kogo chce udawać. Musiał teraz tylko kupić potrzebne mu części stroju...
     Jakimś cudem dorwał maskę, pelerynę oraz resztę stroju - choć koszula,bluzka,buty i rękawiczki dostały mu się jedynie dzięki pewnym kontaktom. Niewiarygodne,co można załatwić, gdy jest się tak nieprzeciętnym człowiekiem. Poza tym dokupił sobie jeszcze inne potrzebne akcesoria w paru innych sklepikach.Choć nie za bardzo podobało mu się noszenie soczewek, to skoro cosplay, to już na całego.
     W końcu skompletował całe misterne przebranie i ubrał je na zapleczu jednego ze sklepów. Za odpowiednią zapłatą każdy człowiek gotów był zgodzić się na każde dziwactwo.
     Zostawiwszy swoje ciuchy w jednej z szafek na jednej ze stacji, skocznym krokiem podążył do Ikebukuro.
     Dobrze, że jego postać była nawet bardziej żywiołowa, niż on sam...I też mimo nieprzeciętnego intelektu udawał głupszego, niż jest.Różniła ich jednak spora przepaść.Mianowicie-owa postać chciała zawładnąć światem i kontrolować ruchy każdego. Chciał być jak Bóg. Z kolei Izaya nie kontrolował każdego ruchu swoich zabawek. Obserwował ich posunięcia, błędy, wzloty i upadki, a wszystko to działania bez jego ingerencji. Czasem, gdy już się mieszał w ich życie, nie sprawiał, że wszyscy żyliby idealnie. On tego nie chciał. Powodował chaos, zamęt, rujnował kolejne istnienia, doprowadzając na skraj i obserwując, czy skoczą, czy może uda im się wrócić w miejsce, w którym byli i zacząć jeszcze raz. TO było dla niego fascynujące~! Idealny świat, jakiego chciał zagadkowy Tobi, był dla niego czymś nudnym i przewidywalnym. Ale póki co miał się wcielać jedynie w tę zabawnie zakręconą, udawaną stronę Tobi'ego, więc różnice w charakterze mu nie przeszkadzały.
- Hej, hej, zobacz, jakie fajne przebranie Tobi'ego! - Dotarł do jakiegoś małego tłumku przebranego za najróżniejsze postacie.
- Ciekawe, czy ma soczewki?
- Pewnie tak, skoro ma tak dokładny strój...
- Idź i zobacz~!
- Mnie ostatnim razem nie było stać na taką bluzkę... W ogóle nie wiem, skąd on ją wytrzasnął, w tym sklepiku u Ouji'ego już ich nie ma...
- Czy on nie ma pierścienia na niewłaściwym palcu?
- Nie, jest na odpowiednim, przecież Tobi zastąpił Sasori'ego i musiał nosić pierścień na kciuku...
- A racja, racja...
     Niestety Izaya już więcej nie usłyszał, odszedł za daleko. Choć miło było wzbudzać zachwyt, zazdrość, czy każdą inną emocję, najważniejsze teraz było dotarcie do Ikebukuro w miejsce, w którym odbywał się konwent. Dokładniejszą lokalizację podsłuchał w wielu rozmowach w sklepiku dla otaku, więc nawet nie musiał jakoś specjalnie szukać tej informacji.
     Po stosunkowo krótkim czasie znalazł się w Jednej ze swoich ulubionych dzielnic, królestwie Shizusia. Dość szybko znalazł tłum i wmieszał się w niego. Zerknął na zegarek - o, to zabawne, tłum kierował się akurat do parku, przez który powinien niedługo przechodzić Shizu-chan. No, chyba, że przeciągnęła mu się praca, albo spotkał kogoś znajomego, albo poszedł coś zjeść, albo wyjątkowo postanowił wrócić inną drogą... Informator musiał przyznać, że dość dużo było tego "albo". Tak jak mógł się spodziewać po Shizuo~! Niemniej postanowił go znaleźć i przetestować jego instynkty niezależnie od wszelkich "albo". W końcu nudziło mu się dzisiaj i miał praktycznie dłuższy czas wolnego.
- Ne, ne, Walker zobacz, jaki extra cosplay~! Masashi-sensei wymyśla naprawdę świetne postaci, nie~?
- Tak, tak, szczególnie podoba mi się Temari-san, z tym jej ogromnym wachlarzem i pojawianiem się w najbardziej beznadziejnym momencie walki, żeby pomóc! - Zaoponował Walker. Oboje zbliżali się w stronę bruneta z tajemniczymi uśmiechami na twarzach i z mangami w łapkach. Erika wyjątkowo przebrana była za Erzę Scarlet, z kolei Walker upodobnił się do Ameryki z Hetalii - tak jak mu to poradził Dotachin, mając dość ich rozważań.
- Nee, Tobi-san! - Zawołała Erika, machając do niego, żeby nie odchodził. - Możemy zrobić sobie z tobą zdjęcie~?
     Izaya uśmiechnął się pod maską. Chcąc czy nie, i tak przyciągał znajomych. Jednak nie miał zamiaru przyznawać się do swojej tożsamości. Odchrząknął, zmieniając głos i pokręcił gwałtownie wyciągniętymi dłońmi. W trakcie rozejrzał się też dookoła. W końcu podbiegł, chwycił ich za ramiona i odciągnął trochę dalej od tłumu.
- Yay, Tobi się cieszy, że podoba wam się jego wygląd!- Starał się jak najlepiej naśladować jego głos.
- Kyaaa, świetny cosplay! - Pisnęła Eria, wyciągając aparat. Pstryknęła co najmniej kilka fotek, przy czym Izaya-Tobi drapał się w głowę, niby zawstydzony.
- Tobi się cieszy, że pomógł~! - Zawołał w końcu, zwracając na siebie uwagę jeszcze więcej otaku.
- Proszę, powiesz ten tekst Tobi'ego, za którym wszyscy szaleją? - Erika miała wręcz gwiazdki w oczach.
- Huh? - Przyłożył palec w miejsce ust pod maską, udając, że się zastanawia. -Tobi to dobry chłopiec, Tobi nie odmawia~! - Wykrzyknął wesoło, zmienionym głosem. Otaku-maniaczka niemal skakała z radości.
- Nee, ne, Walker, nagrałeś to?!
- Tak, wszystko jest. - Zasalutował z uśmiechem.
- Dziękuję, Tobi-san~! - Zerknęła na coś za nim. - Waaa, czy to jest Usami?! - Pisnęła i poleciała gdzieś dalej, a blondyn powlekł się za nią.
     Ciekawa osoba... Chociaż na dłuższą metę przewidywalna. - Skwitował w myślach, ruszając dalej. Rozglądał się dookoła, starając znaleźć postać w barmańskim wdzianku, które nie byłoby cosplay'em. Niby trudne, jednak z drugiej strony niczyjej sylwetki nie znał tak dokładnie, jak Shizusia. W końcu godziny, dni i lata spotykał go przynajmniej raz w tygodniu i taksował go za każdym razem od stóp do głów swoim spostrzegawczym wzrokiem... Nie mógł się powstrzymać.

     Gdzieś w nieco innej części miasta, pewien blondyn właśnie zapalał kolejnego papierosa, przechadzając się uliczką pełną przebierańców razem z Tom'em. Teoretycznie miał już wolne, choć w praktyce został im jeszcze jeden dłużnik. Heiwajima poprzysiągł sobie, że jeśli tego również trzeba będzie wyciągać spod samochodu, użyje do tego celu zapalniczki. Sam wyjdzie, jeśli w bliższej perspektywie zapozna się z płonącym zbiornikiem paliwa.
- Cholera. - Z zamyśleń wyrwał go charakterystyczny, nieprzyjemny zapach. Zatrzymał się, sprawiając tym samym, że jego towarzysz też przystanął i popatrzył na niego niepewnie. Shizuo odchylił głowę do tyłu i zaczął węszyć. - Coś tu śmierdzi. - Warknął po chwili, czując, jak adrenalina i jakieś dziwne podniecenie na myśl o walce zaczynają krążyć w jego krwioobiegu. - Śmierdzą jak ta menda... - Rozejrzał się, poszukując wspomnianego pasożyta. Zauważył tylko tłumek w najróżniejszych przebraniach. Jednak całkiem niedaleko niego stał ktoś... Niski, czarnowłosy, w masce i dopracowanym przebraniu...
     Podszedł do niego i z wściekłością ściągnął z niego maskę jakiegoś niebieskiego kota.
- Ej, co ty wyprawiasz?! - Krzyknął nastolatek, ale widząc jego barmański strój, a także wściekłą minę, nagle popatrzył na niego, struchlały. - Etto... Przepraszam... Mógłby mi pan oddać maskę...? - Zapytał niepewnie.
- Tsk. - Shizuo prychnął, rzucając mu resztę przebrania kota. Wrócił do Tom'a. - Tom-san, idźmy dalej... Może tylko mi się wydawało... - Mruknął, wciąż się rozglądając.
- Ups~! Przepraszam, Tobi się potknął... - Nagle wleciał na niego gość w przebraniu jakiejś pomarańczowej landrynki. Shizuś już miał go zignorować, kiedy...
- Iiiizaaayaaa-kuuun! - krzyknął, łapiąc go za szyję. - Ile razy mam ci powtarzać, żebyś nie pokazywał swojej twarzy w Ikebukuro?! - Na jego twarz wstąpił nieco sadystyczny uśmiech. Potrząsnął Oriharą, podnosząc go w górę.
- Shizu-chan... Ja nie... Pokazuję... Twarz-y... Jestem w... Mas-ce... - Mimo dość trudnej sytuacji pozwolił sobie na ironię. Po chwili nie wytrzymał, wyciągnął swój nożyk niewiadomo skąd i dźgnął "Bestię z Ikebukuro", by ten go puścił. Udało się, ale dziś wyjątkowo nie odsunął się na bezpieczną odległość. Stał sobie jakby nigdy nic. W końcu był niewinny, nie? Choć nie sądził, by taka bestia mogła to zrozumieć.
     Shizuo nawet nie spojrzał na zranione miejsce. Bardziej interesowało go, dlaczego Izaya jeszcze nie zaczął uciekać.
- Czego stoisz, mendo? Sądzisz, że jak masz zasłoniętą twarz, to coś zmienia?! - warknął. - Nadal śmierdzisz! - Dodał nie wiadomo po co.
- I za to chcesz mnie zabić, Shizu-chan-?
- Nazywaj mnie Heiwajima Shizuo, idioto! I to za zranienie mnie! - Złapał go za pelerynę, a przynajmniej próbował tego dokonać. Izaya nadal nie zaczął uciekać, po prostu odsunął się o jeden krok.
- Ale o co chodzi, Shizu-chan~? Przecież i tak tego nie czujesz. - Zapytał. Nie było widać jego uśmieszku, a głos brzmiał bardzo poważnie. Heiwajima czuł się zdezorientowany. Nie tak to się powinno odbywać...
- Huh? ...Oy, mendo, co ty znowu knujesz???
- A może nic nie knuję? Może zwyczajnie lubię tu przychodzić i na ciebie patrzeć~? - spytał Izaya ciszej. Jedno widoczne jego oko zerknęło na ziemię.
- Pfhahahaha! - Blondyn wybuchnął głośnym śmiechem, przez co blisko stojące osoby odsunęły się, robiąc wokół nich kółeczko. Zastanawiali się, kogo cosplay'uje Shizuo i dlaczego miałby walczyć z Tobi'm... Bo
wyglądali, jakby mieli walczyć.
- Ne, ne, przypomina mi tego barmana z "K-project"... Ale dlaczego oni...? - Rozlegały się szepty dookoła.
- Izaaayaaa! Ty nic nie knujesz?! - Zwykle w takich chwilach Izaya przyznawał się, że chciał się tylko z nim podroczyć, dlatego nic sobie z tego nie robił. - Jesteś podłą mendą, jak mógłbyś nic nie knuć?!
     Wbrew jego oczekiwaniom brunet tylko zwiesił głowę.
- A może mówiłem prawdę, Shizu-chan? Może naprawdę mi się podobasz...? - Prychnął głośno. - Naprawdę jesteś pierwotniakiem! Ty naprawdę... Naprawdę... - Zacisnął pięści, a w najbliższym otoczeniu ludzie jakby wstrzymali oddech, włączając w to Shizuo. - Naprawdę jesteś głupi, skoro nie zauważyłeś! - Zamknął na chwilę oczy, po czym otworzył je, gdy były już zaszklone. Popatrzył na całkowicie zszokowanego Shizuo i zdjął maskę, rzucając ją po prostu na ziemie. Podszedł do niego, pierwszy krok stawiając powoli, następne coraz szybciej. W końcu szybko stanął na palcach, zarzucił mu ręce na szyję i pocałował mocno, zamykając na chwilę oczy.
     Gdy się od niego oderwał, Shizuo nadal patrzył na niego w szoku, z lekko rozchylonymi ustami.
     Izaya otarł łzy.
     Uśmiechnął się kpiąco.
- Naprawdę w to uwierzyłeś, potworze~? - spytał, przeciągając głoski. Prychnął z rozbawieniem, a po chwili śmiał się już na całego. Jednak szybko jego śmiech po prostu zamarł. - Shizu-chan, ty naprawdę jesteś tylko~... Moją najlepszą zabawką~! - Uśmiechnął się raz jeszcze i zaczął uciekać, wyczuwając dokładnie moment, w którym Shizuś ocknie się z szoku.
- IZAYAAAAA!!!


KONIEC

*Na końcu chciałabym wyjaśnić~...Wiem, że w Japonii słowo "otaku" ma wydźwięk negatywny, więc Japończycy go zwyczajnie nie używają. Po prostu nie wiedziałam, jak inaczej nazwać fanów mangi i anime, a potrzebowałam synonimu~... X33


piątek, 3 stycznia 2014

Shizaya - Po lekcjach jesteś zupełnie inny


 Hejo~! Witam w nowym roku... Etto, wiem że obiecałam to opowiadanie dla czytelników ale... Szczerze to nie mam weny/chęci a póki co chciałam coś pokończyć, bo potem mam sprawdziany. :c No ale... Cóż, napisałam tego shot'a... Prawdę mówiąc to to była pierwsza część z "Dziś jesteś zupełnie inny" co widać po tytule. XD Aczkolwiek potem stwierdziłam, że to co miałam pierwotnie dzielę na dwa shoty, bo to jest ble... No i tak sobie do teraz czekało... Tak więc nie bijcie za to, że to takie słodkie *chowa się za poduszką*A a a i - co myślicie o nowym wyglądzie bloga~??? Sorry, że pytam no ale cóż... Napracowałam się XD Teraz nie przedłużam, tylko jeszcze: "Notka nie wskazana dla osób ze zbyt wysokim poziomem cukru we krwi lub zbyt wielkim dołem, by czytać cokolwiek słodkiego" - nie dziwcie się XD Inu-chan przerwała betowanie, bo ją zasłodziło XD

- Ja... Ja... Kocham cię, czy może...
- Nie, przykro mi, ale kocham kogoś innego. 
    W momencie gdy usłyszał te słowa, cały świat Izayi runął. Rozszerzył w szoku oczy i zakrył lekko rozdziawione usta dłonią. Nie zamierzał hamować swoich odruchów. Nie tu, nie teraz, i tak nikt go nie zobaczy. Shizuo tym jednym zdaniem złamał mu serce. Jak. On. Mógł. Sobie. Kogoś. Znaleźć. Ta myśl nie mogła dotrzeć do jego mózgu, po prostu nie mogła. Nie chciał w to wierzyć, nie mógł. Tak się starał, by pokazać wszystkim, jaki to Shizuo jest gwałtowny i nieobliczalny Nie, to niemożliwe żeby ktoś poza nim się go nie bał, by ktoś poza nim mógł go pokochać. Przecież... Przecież potrafił przewidywać zachowania ludzi, a teraz nagle znalazł się ktoś kto nie odpowiadał jego planom. Ktoś zabrał mu Shizuo. Jego zabaweczkę. Brunet był załamany.
     Rozległ się dźwięk telefonu. Izaya wyrwany z rozmyślań szybko chwycił się za kieszeń i cicho syknął. Zapomniał go wyłączyć. Szybko odrzucił połączenie. Usłyszał delikatne kroki idące w stronę schodów.
- Halo, jest tam ktoś? - Dziewczyna spojrzała w dół, ale nie zauważyła siedzącego tam chwilę wcześniej Izayi. Brunet zniknął, a wraz z nim telefon.- Więc ja... Shizuo-san... - Nie za bardzo wiedziała co powiedzieć, jej wyznanie odrzucono. Nawet nie spodziewała się akceptacji, w końcu blondyn nawet jej nie znał. Tylko teraz... Nie wiedziała w jaki sposób ma zniknąć. Powiedziała co miała powiedzieć, w anime zawsze, ale to zawsze chłopak przyjmował wyznanie, bądź kadr się ucinał. Ale nie tu, to nie jest jakiś serial, to życie, życie w którym nie ma cięć ani powtórek, w którym nie można jeszcze raz nagrać sceny która nam nie wyszła.
- Wybacz. - westchnął Shizuo, odpalając papierosa. Zupełnie nie przejmował się tym, że stoją na szkolnym korytarzu.- Jak ci mówiłem jest ktoś kogo kocham, nie mogę zgodzić się na twoje wyznanie. Cześć. - Odwrócił się i opuścił pomieszczenie. Zszedł dokładnie tymi samymi schodami, na których chwilę temu siedział Izaya. - Czuć nim na całym półpiętrze, czy on liczył, że nie zauważę? - warknął bardziej zezłoszczony i przyspieszył kroku nie odwracając się nawet po to, by wyjaśnić dziewczynie swoją ostatnią wypowiedź. Miał ją gdzieś. W końcu on kogoś już kochał, nie miał zamiaru uszczęśliwiać innych samemu cierpiąc. On też chciał szczęścia... A co, nie miał prawa? No najwyraźniej nie, skoro zakochał się właśnie w tym człowieku.
 Zszedł ze schodów i podążył za zapachem. Dotarł do holu.
- Shizu-chan~! Nie wiesz, że w szkole nie wolno palić~? Yare yare, Shizu-chan jak ktoś cię przyłapie będzie problem~! - Izaya już trochę się uspokoił po wcześniejszych rewelacjach. Zabrał z rąk Shizusia papierosa. Blondyn nawet szybko puścił. Izaya przyłożył papierosa do własnych ust i wciągnął do płuc szkodliwą nikotynę, po czym dmuchnął nią prosto w twarz Shizusia. O tak, to go jeszcze bardziej uspokoiło, już wiedział czemu blondyn się od tego uzależnił. Sam wprawdzie nigdy nie miewał takich wahań nastroju jak przed chwilą więc i uspokajać się nie potrzebował, jednak w obecnej sytuacji...
- Ty gnido! - warknął, wkurzony. - Oddawaj! - Próbował chwycić go za nadgarstek i z unieruchomionej dłoni wyciągnąć swoją własność. Jednak Izaya szybko zabrał papierosa drugą ręką i znów się zaciągnął. Chwilę po tym wypuścił dym prosto w twarz blondyna.
- Haha~! Wiesz, że to może podpadać pod pośredni pocałunek~? - zaśmiał się wesoło. - No więc Shizu-chan, jak to jest pocałować swojego wroga~? - zapytał zaciekawiony, licząc na kolejny atak furii. Jednocześnie niedobrze mu się robiło gdy pomyślał, że ktoś inny mógłby całować blondyna. Nie, on nie chciał dopuścić do siebie tej myśli. Pokręcił głową, by się jej pozbyć. Ale z każdą chwila jego ciekawość narastała. Chciał wiedzieć kim jest dziewczyna Shizuo, jak wygląda, jaka jest, w czym jest lepsza od niego i gdzie jest najbliższy most z którego może ją zrzucić~!
- Nie wiem, sam mi powiedz, w końcu ty też całujesz swojego wroga. - Uśmiechnął się lekko. Shizuo aż nie mógł uwierzyć. Przecież to Orihara, mistrz chłodnej kalkulacji, a teraz reaguje aż tak emocjonalnie, bo ktoś wyznał miłość Shizuo?
- Całkiem  nieźle~! - Uśmiechnął się i oblizał. - Ale wiesz co~? - Podszedł bliżej przypierając Shizuo do ściany. - Jestem ciekaw jak smakują naprawdę~! - Uśmiechnął się do siebie. W oczach miał satysfakcję, bo wiedział, że wygrał. Przecież Shizuo nie zdradzi swojej dziewczyny i nie ważne jak bardzo bolesna była ta myśl. Izaya wiedział, że to co mu proponuje na zawsze zostanie w strefie jego marzeń. Ale skoro to tylko "niewinny" żart a jego "wyznanie" i tak zostanie odrzucone, to w czym problem~?
- No to dalej, próbuj. - "zachęcił" go Shizuo. Czy też może próbował, bo jedyne co uzyskał to nienaturalne spięcie się bruneta i zdziwienie w jego oczach.
- Co ty wygadujesz? - Zdziwienie aż słychać było w jego głosie, ale... Po co miał się hamować? Byli sami, prawda? Po lekcjach w już opustoszałej szkole, Izaya nie musiał udawać. - Shizu-chan? - Spojrzał na niego pytająco.
- Nie chcesz? - Zdziwiony przyciągnął go trochę bliżej. - A może się boisz? To twój pierwszy, przyznaj się Izaya. - Uśmiechnął się z satysfakcją. Izaya się wstydził, no przynajmniej według blondyna. Informator zapewne widział to zupełnie inaczej, prawdopodobnie jako kolejny idealny plan, który zniszczył jego potworek.
- Phi a co mi zależy, mogę dać posmakować ci tego wspaniałego uczucia, bo taki Shizuś pewnie nigdy nie mógł liczyć na porządny pocałunek~!
- No niestety nie, może to naprawisz? - żartował sobie dalej, choć sam też miał nieodpartą ochotę go pocałować... Tylko, że jeśli zrobi coś co pokaże Izayi, że Shizuo coś do niego czuje, a informator dostrzeże w tym szanse na zabawę... No cóż, w takim wypadku Shizuo stałby się pośmiewiskiem szkoły... Do tego ze złamanym sercem.
- Dobra Shizuo, starczy tych żartów. - westchnął, odchodząc kilka kroków w tył. Zapędził się za bardzo, a blondyn postanowił sobie zażartować... A to wcale nie było miłe, tak kusić. - Chcę wiedzieć, kim ona jest~! – Uśmiechnął się wesoło, ukrywając swój stan. - Więc~? Shizu-chan powiedz mi, umieram z ciekawości, kim ona jest, jaka jest~! Ktoś cię jednak pokochał, jesteś pewien, że ona nie udaje~? A nie, zaraz, ty przecież nie masz nic cennego, a może... Już wiem~! Należy do kółka zoologicznego i uznała cię za nowy podgatunek~!
- IZAYA!!!- wrzasnął, mając serdecznie dość takich żarcików. Dodatkowo Izaya z zaciekawieniem zaczął mu się przyglądać cały czas go okrążając. Shizuo nie chciał tego przyznać, ale czuł się po prostu osaczony, gdzie nie spojrzał tam zaraz pojawiał się brunet z nowym irytującym pytaniem.
- Co~? Speszyłem cię, potworku~? - zażartował sobie. Starał się zatrzymać swoją maskę, utrzymać grę, wszystko, byleby Shizuo tego nie widział, tego jak mu zależy.
- Nie, tylko… - Shizuo odwrócił wzrok i zastanowił się. Tylko… co? Co ma powiedzieć? Nie chciał słyszeć pytań, więc krzyknął. Denerwowały go, więc użył siły głosu by przerwać ich ciąg. Nie czuł się speszony, ale… Jakoś nigdy wcześniej nie denerwował go Shinra postępujący w niemal identyczny sposób, ale u Izayi, to że chce wiedzieć z kim Shizuo się umawia… Irytowało go to. - Denerwujesz mnie. - westchnął, odpalając kolejnego papierosa. Nie wierzył, że poprzedniego w ogóle odzyska, a nawet jeśli, powinien chyba udawać, że się brzydzi dotknąć ustami czegoś czego dotykała pchła, prawda?
- Też mi nowość~! - westchnął Izaya, otwierając drzwi i wychodząc przed budynek. Usiadł sobie na jednej z barierek i zaczął machać nogami. Udawał, że jest zainteresowany samym majtaniem, podczas gdy nasłuchiwał kroków blondyna. Nie był pewien czy tu za nim przyjdzie, w końcu po Shizuo nigdy nie można się było niczego spodziewać.
- Mógłbyś nie znikać nie kończąc rozmowy? - warknął zirytowany Shizuo, również opierając się o barierkę.
- O, czyli jednak cię zainteresowałem Shizu-chan~? - zapytał rozbawiony. - Wiesz, przerywanie rozmów, zostawianie ich niedokończonych daje pretekst do ponownej rozmowy~!
- Czyli chciałbyś jeszcze kiedyś ze mną tak porozmawiać? - rzucił powątpiewająco w przestrzeń.
- Oczywiście~! Czemu się dziwisz, jesteś moim jedynym potworkiem i muszę o ciebie dbać~!
 - I uważasz, że taka rozmowa jest niezbędna?
- Nie, ją traktuję raczej jako sprawdzanie wyników~!
- Wyników czego? - zapytał jakby zaciekawiony. Nie był jeszcze zdenerwowany, był nawet odprężony, w końcu nikogo tu nie było i mimo niektórych dziecinnych zagrywek kleszcza miał wrażenie, że Izaya raczej też nie ma ochoty na bójkę.     Izaya westchnął, spuszczając głowę.
- W sumie to… Nie wiem~! – Uśmiechnął się, przenosząc wzrok na profil blondyna. Rzadko można było obserwować go tak spokojnego, przynajmniej w czasie szkoły. Normalnie podczas lekcji, przerw, w sumie cały czas był wściekły, ewentualnie obojętny, lub… spał. Izaya zachichotał, przypominając sobie śpiącego na historii blondyna. I jego odkrywcze spostrzeżenie, że dla Japończyków po klęsce w II Wojnie Światowej pierwszorzędną sprawą było odzyskanie... mleka.
- Czego się szczerzysz, pchło? - rzucił kąśliwie.
- Shizu-chan nie chce mnie zabić~! Ja wiem, że Shizu-chan nigdy tego nie chciał, ale teraz to widzę~! Jesteś spokojny~! Spokojny przy mnie~! To fajne uczucie~! - Co chwila przerywał, by zaraz potem dorzucić kolejną myśl, nie wiedział jak się wysłowić, to po prostu było miłe. Uśmiechał się, cały czas patrząc na blondyna. Usłyszał niebezpieczny szczęk metalu, który z reguły oznaczał, że Shizuo się wkurzył i wyrwał jakiś znak... ale on był teraz spokojny... Izaya zdezorientowany spojrzał na barierkę. W miejscu w którym Shizuo opierał rękę powstało przepiękne wgłębienie w kształcie dłoni blondyna.- Shizu-chan, nie tak brutalnie, co ci ta biedna barierka zrobiła, zobacz już i tak jest pokiereszowana~! - Uśmiechnął się, nadal pogodnie, zeskakując z barierki i pokazując blondynowi ślady wgnieceń i odpadającą po bokach farbę.
      Shizuo na ten widok tylko się UŚMIECHNĄŁ I POGŁASKAŁ IZAYĘ po głowie. Zostawiwszy zdezorientowanego chłopaka wrócił do szkoły.
- Ej! - krzyknął brunet, gdy tylko się otrząsnął ze zdziwienia. Pobiegł szybko za blondynem, starając się go dogonić. Wbiegł do szkoły i wpadł na plecy blondyna. Rozmasował sobie bolący nos, który najbardziej ucierpiał po tym "spotkaniu" Cofnął się o krok i zadziornie spojrzał na blondyna. - Nie kończy się tak rozmowy. - fuknął. - Co to miało znaczyć? - Wskazał na swoje włosy.
- Pozostawienie niedokończonej rozmowy daje pretekst do kolejnej. - zacytował bruneta, idąc w stronę schodów.
- No ładnie, ładnie, cytujesz mnie, ale o co chodziło??? - znów był zaciekawiony, jego potworek znów zrobił coś niezwykłego i to było wspaniałe~!
- A co, nie mogę ci rozwalić fryzury? - zapytał, przechodząc przez hol. Ukradkiem zerknął, czy Izaya idzie za nim. Na szczęście dla niego tak właśnie było.
- No... Wiesz i tak zawsze się rozwala po naszych gonitwach~! Ale to dziwne, Shizu-chan nigdy mnie nie pogłaskał~! - Shizuo już chciał się pytać czy to mu przeszkadza, ale brunet go ubiegł - Czemu nie robisz tego częściej~???
- Bo nie było okazji kleszczu, zawsze tylko mnie wnerwiasz. - mruknął, starając się nie myśleć, że mogliby kiedykolwiek tak się zachowywać... Może on go kochał, ale nie wiedział co siedzi w głowie Izayi, on nigdy nie wiedział. Izaya i te jego wnerwiające plany. To nie było coś, z czego Shizuo się cieszył. Nawet wbrew sobie martwił się o Izayę i o te jego wszystkie ciemne interesy. Dlatego przecież tak często mu przeszkadzał. Nie chciał, by informator się w coś wplątał, to było co najmniej dziwne, ale martwił się o niego.
- Zachowuję się tak samo jak teraz, Shizu-chan~! - zaprotestował. - To ty się wściekasz bez powodu~! - mruknął już ciszej. Shizuo się zamyślił, ale Izaya postanowił, że poczeka na odpowiedź. Szedł za blondynem wspinając się po tych samych schodach z których uciekł, dowiedziawszy się o miłości blondyna. Nie, musi wyciągnąć z niego kto to jest, za wszelką cenę, nikt inny nie może go mieć, tylko Izaya.
 - Powód jest, denerwujesz mnie. - mruknął, wchodząc na coraz to wyższe piętra. Nadal nie był pewien czy chce mu powiedzieć, powiedzieć o wszystkim... Ale Izaya pewnie nie da mu spokoju dopóki się nie dowie kogo to sobie upodobał blondyn.
 - Ale to nie powód żeby we mnie rzucać znakami drogowymi. - mruknął, rozglądając się. To było już czwarte piętro, wyżej jest tylko biblioteka i... dach.
- Właśnie, że jest... - burknął. - Poza tym myślałem, że to lubisz? - dorzucił jakby od niechcenia, choć tak naprawdę był bardzo ciekawy. Nikt normalny nie chciałby się tak... bawić, no właśnie, dla niego to była zabawa, coś co go uspokajało, ale... Nie wiedział, czy Izaya to tak naprawdę lubi.
- L-lubię... - dodał jeszcze ciszej. W sumie nigdy nikomu miał tego nie mówić, żaden człowiek miał nigdy się nie dowiedzieć... Ale przecież wedle jego rozumowania Shizuo to nie człowiek, więc wszystkie zakazy nie dotyczą jego. - To zabawne, gdy Shizuś mnie goni~! - Uśmiechnął się po swojemu. To miłe, gdy Shizuś zwraca uwagę tylko na mnie, gdy nie interesują go inni ludzie, gdy widzi tylko mnie, nie ważne czy mnie lubi czy nie, nie ważne że przez to mnie nienawidzi. Ma na mnie patrzyć, patrzyć tylko na mnie, interesować się tylko mną~! - chciał mu to powiedzieć, naprawdę chciał, ale słowa uwięzły mu w gardle. Nie potrafił, a co jeśli blondyn uzna że to obrzydliwe, że taka pijawka jak on nigdy nie będzie dla niego ważna, nie interesuje go... Nie chciał tego słyszeć, nie chciał, żeby bolało.
      Tymczasem Shizuo zdążył już wyrwać kłódkę i otworzyć drzwi na dach. Przepuścił zamyślonego Izayę i zamknął za nimi drzwi. No już Shizuo, teraz albo nigdy. Odetchnął głęboko. 
- Izaya, ja... - nie dokończył. Przerwał mu dzwonek telefonu bruneta. Już drugi raz. Uśmiechnął się niezauważalnie. Ktokolwiek wydzwaniał do bruneta miał niesamowite wyczucie czasu. Mimo momentu jaki wybrał sobie ów osobnik, Shizuo w pewnym sensie się cieszył. Może odetchnąć, dopiero teraz zauważył, że ręce mu się trzęsą. Zacisnął je w pięści, ale niewiele to pomogło... Trząsł się cały... Usiadł na ziemi i oparł się o ścianę, musiał się uspokoić, po prostu musiał, bo zaraz serce wyskoczy mu z piersi. Jak on mógł wymyślić coś tak idiotycznego. Izaya go nienawidzi, jeszcze godzinę temu był przekonany, że w życiu nie powie brunetowi co czuje, a teraz? Prawie to zrobił, gdyby tylko nie ten telefon...
- Hę? - Izayę wytrąciło z zamyślenia. Usłyszawszy dzwonek odruchowo wyciągnął ze spodni telefon i przyłożył sobie do ucha. 
     Nie za bardzo patrzył, kto dzwoni. Widział Shizuo, cały się trząsł... Aż tak był zły o ten telefon? Co takiego mógł chcieć powiedzieć, skoro aż tak się zezłościł? Mimowolnie przez głowę Izayi przeszło, że mogło to być wyznanie miłości. Skarcił się jednak szybko za takie wymysły. Shizuo już kogoś miał...- Moshi, moshi Orihara desu? - mruknął jakoś tak mniej pogodnie niż zwykle. - Nie nic się nie stało... Nie interesuj się. - warknął i spojrzał na blondyna. Tego drugiego przeszedł dreszcz... Co się działo? Podszedł bliżej i ukucnął przy blondynie. Przypatrzył mu się uważnie słuchając pobieżnie tłumaczeń człowieka po drugiej stronie słuchawki. Położył dłoń na czole potworka. Nie miał gorączki, ale cały się trząsł... Coś mu się stało? Z niepokojem spojrzał mu w oczy. Ten dzień był dziwny, Shizuo nigdy się tak nie zachowywał... Co on miał gorączkę? - Ta, załatw to. - mruknął, przerywając monolog mężczyzny z telefonu. Najwyraźniej zrobił to w dobrym momencie, bo ten tylko przytaknął i zaczął coś znów tłumaczyć. Znów przestał słuchać skupiając się na blondynie. Oczy miał rozszerzone, wzrok rozbiegany i jakoś tak... dziwnie niespokojny, jakby wcale nie był zdenerwowany tylko zdał sobie sprawę z jakiejś strasznej prawdy. - Co jest, potworku? - szepnął cicho i dotknął dłonią jego ramienia. Shizuo na ten gest obrócił głowę w jego kierunku i... nic, nic więcej nie zrobił po prostu się gapił. Zapanowała między nimi jakaś dziwna cisza. Było okropnie, a jednak dzięki czemuś takiemu obaj słyszeli głos mężczyzny w komórce Izayi. A właściwie to jego ostatnią wypowiedź.- Dobra Izaya przyjedź jak najszybciej, ja muszę lecieć Maki znów coś spierdolił... - Później było tylko warknięcie mężczyzny, trzask odkładanego w złości telefonu i odgłos przerwanego połączenia.
      Izaya również zamknął telefon, ale nie zamierzał się ruszać z miejsca. Nadal kucał, patrząc na blondyna. 
- Co jest, Shizuo? - ponowił pytanie. Nawet nie zwrócił uwagi na formę imienia blondyna. Jednak chyba własnie ten fakt uderzył w Shizuo, bo ten zamrugał i odetchnął głęboko.
 - Znów mi uciekasz co? - zapytał się, chwytając bruneta za nadgarstek i przyciągając do siebie. Nie wiedział co konkretnie robi, ale.... Izaya znów się w coś wpakował. Nie wiedział, jak to powstrzymać. Pewnie tym razem nie wystarczy rozwalić kilku kolesi. Odwrócił chłopaka plecami do siebie i wtulił nos w jego plecy. - Zostań tak ze mną na chwilę, co cię obchodzi ta banda? - mruknął. Nie wierzył, że to robi, ale już postanowił. Nie puści do nich Izayi, choćby miał go gonić przez całe miasto i wyrwać wszystkie znaki w Tokio. Nie puści go.
      Izaya natomiast siedział jak lalka. Nie widział, nie docierał do niego sens słów blondyna. Zarumienił się lekko znów wierząc, że Shizuo coś do niego czuje i po raz kolejny przypomniał sobie o tej dziewczynie. Shizuo kogoś miał.
 - Zostanę jeśli mi powiesz, co to za dziewczyna~! - mruknął starając się, by jego głos zabrzmiał jak dawniej.
- Jaka?
- Ta w której się zakochałeś, idioto~! - zachichotał czując, jak włosy blondyna łaskoczą go w kark... Nikt o tym nie wiedział, ale Izaya miał tam łaskotki. - Ładna chociaż? - dodał widząc, że blondyn nie pali się do odpowiedzi.
- Ta... - mruknął niepewnie. - Jest niższa o de mnie. Szczupła, ale ma długie, zgrabne nogi. - Przesunął palcami po udzie Izayi, ale ten najwyraźniej tego nie zauważył.
 - I~? - Czekał na więcej szczegółów, na razie to mógł być prawie każdy.
- Ma krótkie, czarne włosy. - Jak 90% Japończyków, dodał w myślach Izaya. - I niesamowite brązowe oczy. Gdy... Ta osoba.... Gdy ona się cieszy jej oczy rozświetlają szczęśliwe pomarańczowe ogniki, wygląda tak niewinnie, że mam ochotę nigdy już jej nie wypuszczać z objęć. - Przytulił Izayę mocniej do siebie. - Szkoda tylko, że rzadko kiedy uśmiecha się tak naprawdę. - dodał.
- A co ci się w niej podoba Shizu-chan~? Bo na razie prezentuje się dość zwyczajnie. - mruknął, szukając czegokolwiek, co pozwoliłoby mu określić, kim ona jest.
- Wszystko. - mruknął. - Ale ona cały czas jest zajęta swoimi sprawami, nawet nie zauważa, że ją lubię.
- Jesteś dla niej niewidzialny? Przecież ciebie nie sposób nie zauważyć, choćby nie wiem jak sie starała~!
- Widzi mnie, ale... Nie widzi że ją lubię, okej? - fuknął. Ta cała rozmowa to był zły pomysł. Czuł się głupio, zwierzając sie Izayi.
 - Shizuo? - mruknął. To coraz bardziej bolało. Wszystko co mówił, to jak się uśmiechał, to bolało. Musiał tylko wyciągnąć jej tożsamość i może sobie pójść gdzieś... gdzieś daleko od tego bólu. - Czyli ty jej w sumie nie znasz?
- Znam. - zapewnił. - Znam bardzo dobrze.
- A mówisz jakbyś wcale jej nie znał. Udowodnij, że ją znasz~! - poprosił.
- Cóż... Zawsze ubiera się na czerwono i czarno. Jest raczej buntownikiem... Uwielbia się bawić... Lubi ludzi... - mruczał coraz mniej wyraźnie. Izaya musiał przysunąć ucho do jego ust, by cokolwiek usłyszeć. 
Kurwa, zaraz się skapnie. - panikował Shizuo, ale nie potrafił przestać wymieniać.
 - Jest niezwykle szybka i zwinna, lubi niebezpieczne zabawy...
- Shizuo, po czymś takim... nie mam pojęcia czemu ją lubisz, nie dość, że to twoje kompletne przeciwieństwo, to jeszcze przypomina mnie. - mruknął. Do tej pory usilnie starał się to ignorować, ale teraz już nie wytrzymał.
- A żebyś wiedział, uwielbia ootoro - mruknął jeszcze - i zawsze ma przy sobie scyzoryk... A i mówi po rosyjsku i angielsku, i pewnie zna jeszcze inne języki. - palnął uśmiechnięty, coraz bardziej odlatując, zanim zdążył ugryźć się w język. Powinien się zamknąć po stwierdzeniu, że ta osoba go nie zauważa.
- Dobra. - mruknął Izaya, wstając. - Już rozumiem, a teraz wybacz, mam swoje sprawy. - Chciał odejść. Po ostatniej wypowiedzi Shizuo, po tym jak się cieszył gdy o niej opowiadał Izaya nie wytrzymał. Czemu? Była do niego taka podobna, czemu jego nienawidził a kochał ją, czemu nie na odwrót? Zaszkliły mu się oczy, jednak starał się to ukryć. Miał teraz odejść, odejść i nie spoglądać w tył, ale musiał choć ten ostatni raz. Niestety pech chciał, że właśnie wtedy Shizuo spojrzał w jego oczy. Szybko odwrócił wzrok, zrywając się do biegu.
- Taki mądry, a taki niedomyślny. - mruknął blondyn, chwytając Izayę ponownie za rękę i ponownie sadzając go sobie na kolanach, tym razem przodem do siebie. - Pomyśl! - warknął. - Jaka jest szansa, że spotkałem dziewczynę która jest idealnie jak ty, skoro jesteś wyjątkowy???
- Jedna na 140 miliardów. - mruknął, od niechcenia odwracając wzrok. - Oczywiście pozytywnie na to patrząc
.- Jak żeś to policzył???... Zresztą nieważne. - mruknął, chwytając go za podbródek i zmuszając by popatrzył mu w oczy. - Nie ma możliwości, by była inna osoba dokładnie taka jak ty... Izaya to JESTEŚ ty. - powiedział, po czym sam się trochę zarumienił. Jednak to było nic w porównaniu do czerwonego jak burak Orihary.
- Przestań. - burknął, chcąc się wyrwać. - Przestań mi w końcu robić tę pieprzoną nadzieję i, i, i...! - prawie krzyczał, choć normalnie mu to się raczej nie zdarzało. - Po prostu przestań! - burknął.
- Izaya, nie okłamuj się więcej, nie zmuszaj... Przecież wiesz, że mówię prawdę.
- Nie chcę potem cierpieć jeszcze bardziej... Okej? A teraz puść, mam sprawę do załatwienia.
 - Jaką? - mruknął niezwykle spokojny. Jeśli nie tak, to podejdzie do Izayi inaczej.
- No słyszałeś, telefon. - przypomniał.
- Nie, pytam się co masz dokładnie zrobić. - mruknął, nadal trzymając chłopaka. Odpowiedziała mu cisza. - Nie wiesz, prawda? Nie słuchałeś.
- Dowiem się. - odparł pewnie.
- Czemu nie słuchałeś? - olał pytanie bruneta, chciał mu coś udowodnić.
- Bo się martwiłem idioto, zachowywałeś się jakbyś był chory. Nigdy tak się nie zachowywałeś, nigdy. - mruknął i właśnie w tej chwili coś do niego doszło. Naprawdę nie potrafiłby przestać kochać blondyna, nie po dzisiejszym dniu... - ...Po lekcjach jesteś zupełnie inny, wiesz?
- To źle? - zapytał, uśmiechając się. Wiedział, że Izaya już wszystko zrozumiał.
 - Nie. - mruknął, patrząc na niego. Nawet się lekko uśmiechnął.
- Więc? - ponaglił go blondyn. Chciał już zejść z tego dachu, było mu coraz zimniej a kafelki nieprzyjemnie chłodziły tyłek.
- Więc co? - spytał zdziwiony.
- Więc zostaniesz moim chłopakiem?
- Taaa... - Odwrócił wzrok, znów czerwony. - Ale masz mnie tak nie peszyć już nigdy więcej, jasne~?
- Ciężko będzie. - westchnął.
- A to niby czemu? - obruszył się. - Niby że rumienię się aż tak często?
- Nie, po prostu gdy się rumienisz jesteś słodki. - Uśmiechnął się i pocałował go w policzek. - A teraz chodź, zimno się robi. - Wziął bruneta na ręce i ruszył w stronę wejścia do szkoły.
- Shizu-chan... Dokąd ty mnie niesiesz?
- No jak to? Miałeś coś tam zrobić, skoro jesteś moim chłopakiem to ci pomogę. Nie pozwolę już nikomu cię tknąć. - ostatnie mruknął bardziej do siebie niż do bruneta. Jednak ten i tak to usłyszał.
- Wiesz... Po lekcjach jesteś naprawdę zupełnie inny.
- Ty też, jakbyś nie zauważył. - odparował. - Gdzie się podział ten dupek z kompleksem boga?
- Szykuje dla ciebie okropną karę za przyrównywanie go do dziewczyny~!... I niesienie jak pannę młodą.

poniedziałek, 30 grudnia 2013

Zabawa w wywoływanie duchów 3

Ohayo kochani~!  :33

W-wybaczcie, że tak długo~... >.> Ale jest~! Jeszcze przed nowym rokiem~!!! :33 Sukces~! :33
Tak więc~...
OSTATNIA część "Zabawy w wywoływanie duchów"~... :33

Chciałabym ją zadedykować Heroine-chan~... Gdyby nie ona, to pewnie pojawiłoby się za kolejny miesiąc~... ;3 Chociaż miała pojawić się na jej urodziny, w listopadzie, ale ćśś~... X33
Dziękuję za pomoc z analizą zachowań Izayi~... Za przywrócenie mi jego "Shizayowatej" logiki~... Nie wiem, jak to nazwać. X3 Za przywrócenie mi wiary w niego~!!! :33
(Swoją drogą, ona też pisze bloga yaoi i pojawiają się tam dzieła zarówno z Shizayi jak i Kuroko no Basket, i to moim zdaniem bardzo dobre~! Więc Wam go polecam~!
 http://fuck-yeah-yaoi.blogspot.com/ :33)

Poza tym mam jeszcze jedną sprawę, bo koniecznie musiałam wspomnieć, a ostatnio nie mam dość czasu by odpisać chociażby na wasze przecudowne komentarze~... (Przy których się wzruszam, tak swoją drogą~... Q.Q)
Guitarist, ogromnie się cieszę, że wróciłaś~! :33 Nie ważne, czy komentujesz, chciałam tylko, żebyś chociaż to wszystko czytała~... :33


I to na razie wszystkie sprawy~... Zawczasu życzymy Wam wszystkiego najlepszego w Nowym Roku~! :33
Wiecie, wybuchów, smacznego szampana i świetnej zabawy~... ;33

Enjoy~! <3




     Izaya zamknął za sobą drzwi i na tyle szybko, na ile pozwalał mu bolący przy każdym kroku tyłek, pokonał dystans dzielący go od linii drzew.
     Co to wszystko miało znaczyć...?
     To niemożliwe. Po prostu niemożliwe.
     Fakt, że za pierwszym razem udawał tak bezbronnego i nieświadomego obecności ducha, by wywołać w prawdziwym Shizuo jakieś emocje i sprawdzić tym samym, czy w takiej sytuacji będzie w stanie przejąć władzę nad swoim ciałem. To wszystko było planem, przeprowadzonym od początku do końca tak, jak miało być. Jednak jego zachowanie teraz... NIE! Nie tak miało być! Fakt, bolało go, cholernie bolało, ale od kiedy to on pokazuje swoje słabe punkty!? Niech szlag trafi tego ducha! A właściwie... Oczywiście, że trafi. Dzięki niemu. Porządnie odpłaci mu się za całe to upokorzenie... Żeby nawet jego największy wróg się nad nim litował! Jak żałośnie musiał wyglądać???
     A co z jego bestią...? Co to miało być? Shizu-chan, wytłumacz mi, co to było za traktowanie~? Nie jestem twoim kochankiem. Nie okazuj słabości, szczególnie wobec wroga! Zapomniałeś już~? Chociaż z drugiej strony, w porównaniu do tego przebrzydłego, podłego sadysty jego dotyk był... Tak inny, delikatny, czuły... Dlaczego to takie przyjemne? Dlaczego nie mógł mu się oprzeć? Jak ten potwór zdołał wywołać w nim tę niemoc??? Skąd... ON czuł się podniecony? Przez... tego potwora? Tę nieludzką bestię?! Wróć! Właśnie, to przecież tylko bestia! Zwierzę, nie człowiek! Oczywiście, że to wyłącznie potwór! Jednak... Nie pomijając żadnych faktów, bardziej ludzki niż ten przebrzydły duch. Czy to się liczy? Nie jest lepszy od ludzi, ale od martwych jak najbardziej. Nie jest człowiekiem, jest... Jaki? Ciekawszy, zabawniejszy, delikatniejszy... Tak, delikatniejszy... Hahaha~!!! Bestia delikatniejsza od ludzi~! Co za ironia~!
     Shizu-chan... Poważnie, dlaczego tak się zachowujesz? Przecież to zupełnie do ciebie niepodobne... Nie możesz być osobą, która tak na mnie działa... To zmieniłoby wszystko...
     Wszedł między drzewa i schował się za jednym z licznych krzaków. Wyjął telefon. Na całe szczęście był zasięg.
- Moshi moshi~? - odezwał się spokojnym, nieco rozbawionym tonem głosu. Tak naprawdę ta sytuacja go przytłaczała. Denerwowało go, że nie ma żadnych argumentów, którymi można by teraz logicznie wyjaśnić, że wcale mu się nie podobało i wcale nic nie poczuł. To wszystko całkowicie odbiegało od jego planów! Ale czego mógł się spodziewać? W końcu to był plan dotyczący Shizuo...
- Orihara-san? - odezwał się podirytowany kobiecy głos. - Słucham?
- Hai~! Boku desu~! Masz już wszystko~?
- Tak, ale nadal nie rozumiem, po co mi...
- Oya, nie udawaj~! Niewiniątkiem jesteś do czasu, gdy ja tego chcę. Twoja demoniczna natura może się pokazać w każdej chwili~... - rzucił chłodno, czym najwyraźniej tylko ją bardziej zestresował. W słuchawce słychać było jej głośny, pełen gniewu oddech. - Więc~! Masz już wszystko, czas najwyższy to wykorzystać...
- Co mam zrobić? - mruknęła niechętnie.
- Na początek, zbierz jak najwięcej danych, upewnij się, że wiesz, co robisz. Będziemy w kontakcie. - Rozłączył się, nie czekając na odpowiedź. Co jak co, ale drażnienie ludzi poprawiało mu nastrój. Jeszcze lepiej po chwili do nich zadzwonić i nasłuchiwać wybuchów wściekłości~... Jednak teraz nie miał na to czasu. Shizuo już zapewne zaraz uwolni tego ducha, a wówczas wypadałoby zniknąć. W końcu nie chciał powtórki z rozrywki...
- Moshi moshi. Coś się stało, Izaya???
- Shinra, schowaj dla mnie trochę jedzenia, co?
- Co planujesz? Dlaczego nie przyszedłeś na obiad???
- Byłem zajęty. - zbył go krótko. - Schowaj jedzenie i pozwól, że zacznę poważnie pracować.
- Ale dlaczego nie w domku...?
- Bo ON tam jest. Jeszcze wrócę, tylko najpierw skończę załatwiać swoje sprawy~! Gia na~! - Rozłączył się, pozostawiając Shinrę osłupiałego po drugiej stronie słuchawki. Wyciszył telefon.
     Zupełnie tak, jak się tego spodziewał, spory kawałek dalej ktoś przedzierał się przez las. Najprawdopodobniej jeszcze go nie widział, co dawało Oriharze przewagę.
     Druga rzecz, której się spodziewał, jego telefon zawibrował słabo. Niestety osoba w ciele Shizusia chyba wyczuła ten odgłos, bo ostrożnie przyspieszył kroku. Izaya zaklął w myślach i dzwonienie ustało. Korzystając z ułamka sekundy, póki mógł sobie na to pozwolić, wyłączył telefon. Następnie szybko i zwinnie wdrapał się na pobliskie drzewo.  Na szczęście konary były dość blisko, mógł więc przechodzić z jednego drzewa na drugie bez większego problemu. Jedynym kłopotem był hałas szeleszczących liści, jaki przy tym wywoływał. Jednak teraz nie mógł wybrzydzać - nie chciał dać się złapać. Był wykończony, poza tym miał mętlik w głowie, a kto wie, do jakiego stopnia byłby skatowany po kolejnej napaści Takumy.
     Orihara nienawidził duchów, zjaw i upiorów. Zdecydowanie nienawidził takich stworzeń. Wredne, wstrętne, podstępne, niemające nic do stracenia. Nie skutkują gierki psychologiczne. Zupełnie nie ma ich czym szantażować.
     No, chyba, że odesłaniem w zaświaty. A to miał zamiar zrobić~... Maszyna ruszyła, on musiał tylko poczekać, starając się nie dać za bardzo uszkodzić.
     Takuma rzucał soczyste wiązanki pod jego adresem, szukając go. Orihara przykucnął na jednym z konarów, tylko go obserwując i próbując nawet nie oddychać za głośno. Zastanawiał się, dlaczego jeszcze nie wyrywa drzew, lub chociaż nimi nie potrząsa, jak zrobiłby to Shizuś. Zapewne wcale nie był przyzwyczajony do tej siły, więc nawet nie próbował jej używać. Cóż, jego wybór. I jego strata.
     Brunet niemal bezszelestnie zwiesił nogi z gałęzi i oparł głowę o pień drzewa. Dało się tak przysnąć, zwłaszcza, że miał lekki sen i na wypadek spadania zawsze mógł się w ostatniej sekundzie uratować.
     Przymknął oczy. Powoli odpływał i budził się po niecałej minucie. Nie był to sen, ale regenerował siły na tyle, by móc funkcjonować, lub w razie potrzeby zauważyć lecące w jego stronę meble, czy inne takie.
     Intrygowało go tylko jedno - dlaczego, skoro Shizuo zawsze powtarzał, że śmierdzi, Takuma wcale nie zwracał na to uwagi, będąc w jego ciele? Czyżby Shizuo jako jedyny reagował na jego zapach?

     Takuma chodził po lesie w tę i z powrotem, ignorując ogarniające go zmęczenie. Ciało Shizuo reagowało na wyczerpanie całkiem inaczej, niż większość organizmów. Zmęczenie ogarniało go dość często, szczególnie po dużym wysiłku, ale nie poddawało mu się całkowicie. Produkowało adrenalinę bądź mimo sennego nastroju funkcjonowało dalej, bez konieczności pójścia spać. Było naprawdę wytrzymałe nawet w tym przypadku.
     Mógłby tak szukać Orihary choćby w nieskończoność. Chciał zrobić cokolwiek, wyładować jakoś wściekłość za to, że Shizuo sprzeciwił się jego planom i zachciankom. Ale nie był na tyle głupi, żeby sądzić, że brunet da się znaleźć. Mimo, że kilka razy już go namierzył, teraz zapadła całkowita cisza i tylko nieliczne zwierzęta biegały po leśnej ściółce, kompletnie ignorując jego obecność.
     Rzucił jeszcze jedną wiązanką przekleństw, pogroził bardziej drzewom niż Izayi i odwrócił się na pięcie, po czym wrócił do domku.

     Izaya przysnął na trochę dłużej i obudził go dopiero ptak przelatujący mu koło głowy. Otworzył oczy, przetarł je i przez chwilę nasłuchiwał. Droga była wolna. Włączył z powrotem telefon i sprawdził nieodebrane. Odrzucone połączenie od Shinry, dwie wiadomości od Ao... Czyli od jego kontaktu zajmującego się sprawą Takumy. Ciekawe...
     Otworzył pierwszą wiadomość. "Załatwione. Teraz podaj mi adres." "Gdzie ty się podziewasz?! Potrzebuję tego adresu, już teraz! Mam wszystkie dowody, chcę zacząć jak najprędzej."
     Uśmiechnął się pod nosem, wstukując potrzebny Ao adres. Wszystko szło tak, jak tego oczekiwał. Pozostało mu poczekać co najwyżej parę dni... Jeszcze tyle mógł przeczekać.
     W końcu się nie bał. Był tylko ostrożny.

     Po pewnym czasie Izaya wrócił do domu. Już najedzony, dzięki jedzeniu schowanemu przez Shinrę i już po załatwieniu paru spraw z Ao. Przekroczył próg drzwi i pierwsze co, napotkał groźne spojrzenie oczu Shizusia.
     Jednak to wciąż nie były oczy Shizuo. Szkoda.
- Co jest, duszku~? Chciałbyś się na mnie rzucić, ale nie możesz~? - zapytał, szczerząc się kpiąco. Właściwie, dlaczego by nie mógł? Oczywiście, że mógł. Nikogo poza nimi nie było w domku... - Gdzie Shinra i Dota-chin~? - Spytał, rozglądając się głupkowato.
- Nie ma. Musieli wziąć zastępstwo, bo jakimś cudem ci, którzy powinni robić dziś kolację, jutro śniadanie i obiad, nie mogli wypełnić swoich obowiązków...
- Hee~? Kiedy? Jak widziałem Shinrę to nic mi o tym nie mówił~!
- Pff, a co ja jestem, informacja publiczna? - prychnął Takuma po czym zaczął się do niego zbliżać. Brunet w jednej ręce trzymał klamkę, a w drugiej swój nieśmiertelny nożyk, choć na Takumie pewnie nie robiło to wielkiego wrażenia.
- Nie, to było pytanie retoryczne półgłówku. - rzucił Orihara kpiąco, po czym otworzył drzwi i odsunął się, przez co Takuma, który właśnie próbował go złapać wpadł na pustkę. Izaya wykorzystał ten moment dezorientacji, by zacząć uciekać. I to nie tak, że gnał co sił, jak przy Shizusiu. Takuma miał może jego ciało i poniekąd umiejętności, ale jak informator zdążył się zorientować, kompletnie nie potrafił z nich korzystać. Był równie ludzki jak wszyscy inni. A zatem Izaya musiał z nim wygrać. Innej opcji nie było.
     Wspiął się po cichu na jeden z najbliższych dachów i rozłożył się wygodnie. Tu nie było tak cicho jak w lesie, nie mógł go więc wyśledzić głosem, nie było też tak pusto, więc jakby coś mieli świadków - co w skrajnym przypadku mogło się przysłużyć do zamknięcia ciała Shizusia w areszcie, a poza tym... Tylko ktoś jego postury mógłby się tam wspiąć~!
     Poczuł wibracje w kieszeni. Znów sms. "PIERWSZY CEL ZAKOŃCZONY SUKCESEM." Uśmiechnął się, zadowolony, odłożył telefon i przymknął oczy. Miał nadzieję na jeszcze trochę odpoczynku.

     Takuma pochodził chwilę po placu, zerkając na wszystko i wszystkich mocno zirytowanym wzrokiem, na co ludzie reagowali przyspieszeniem kroku lub po prostu schodzeniem mu z drogi. Pokrążył tak chwilę, by wszędzie dotarła wiadomość, że zirytowany Heiwajima szuka Izayi, po czym wrócił do domku.
     Coś tak czuł, że ten brunet na zbyt wiele sobie pozwalał. Stanowczo zbyt wiele. Trzeba było z tym skończyć i to jak najszybciej. Nie używał zbyt wiele potęgi tego silnego ciała, ale skoro to było konieczne...
     Czekał. Oczywiście, że czekał. A potem wyszedł. Akurat była pora zbiórki, ale to żadna nowość, że oni nie stosowali się do reguł i na nią nie szli. Zaczął przechadzać się po wyjątkowo pustym polu. Musiało być słychać choćby szmer.
     Początkowo nie słyszał nic. Ale przy którymś domku z kolei dobiegło go ciche posapywanie i zduszony jęk. Uniósł kącik ut w górę. Przyjrzał się domkowi. Wysoki, naprawdę ciężko byłoby się wdrapać... Ale z tą siłą? Wystarczyłoby wyłamać zamek... Ale nie po to był przez epizod swojego życia włamywaczem, żeby teraz robić huk.
     Jesteś już mój.
     Uspokój się, idioto! To wcale nie musi być on! A nawet jeśli, nic ci do tego! Dość mam tej twojej samowolki.
     MOJEJ samowolki?! To TY popsułeś mi plany!!! Może jeszcze mi powiesz, że to, ze się z nim peprzyłeś nic dla ciebie nie znaczy??? Nie chrzań. Ale mam gdzieś wasze relacje. Ja go jeszcze dziś nie przeleciałem, a mam ochotę, więc się zamknij.
     TY SIĘ ZAMKNIJ!!! Nic do niego nie czuję!!! Nienawidzę tej mendy! Tyle tylko, że jesteś dla nas obu wrogiem, nic więcej.
     Och, ależ skąd. - Syknął Takuma przesłodzonym głosem. - Ty tylko chciałeś "zapewnić mu dobre wspomnienia", prawda~? - Jego ton zmienił się na drwiący. - Tyyle cukru, uważaj, bo cukrzycy dostaniesz. - Prychnął.
     Zamknij się, idioto! Jesteś kompletnym popaprańcem. Nie chcę cię słyszeć. Nie chcę cię tu widzieć. Wynoś się!!!
     Było mnie nie wpuszczać~... - zadrwił Takuma.
     Otworzył drzwi i szybko wspiął się po schodkach, a potem przez okienko na dach. Ze wspomnień Shizuo już wiedział, że z tej wysokości może nawet spaść i pewnie nic poważnego by mu się nie stało.
     Rozejrzał się. Faktycznie na górze leżał Izaya. Takuma uśmiechnął się z zadowoleniem i wspiął się na dach. Izaya nie otwierał oczu. Wziął go na ręce i zeskoczył z dachu na ziemię. O dziwo brunet wciąż się nie budził. A ponoć miał lekki sen... Musiał więc być bardzo zmęczony.
     Jednak co go to obchodziło? Interesowało go tylko jego ciało, bo tylko w nim miał jakiś interes.
     Zaniósł go do domku. Niestety, na ściółce w lesie byłoby niewygodnie, a do plaży zbyt daleko i zbyt widocznie. Musiał skorzystać z tak przewidywalnego miejsca.
     Otworzył drzwi i pierwszym, co zauważył, była kartka pozostawiona przez Shinrę, że mają się zgłosić na zbiórkę, zajęcia lub do kuchni, bo oni już ich szukają, a za godzinę zaangażują w to całą grupę.
     Zerknął na dopisaną godzinę i na zegarek. Zostało mu około 41 minut. Zdąży~...
     Położył Izayę na łóżku. Brunet złapał go za rękaw, szepcząc "Shizuo!", na co duch tylko zdusił śmiech. Czyżby już zaczynały mu się koszmary? Szybko... Większości jego ofiar przytrafiało się to po dłuższym czasie...
     Odczepił jego rękę i poszedł zamknąć drzwi na klucz. Prawdziwą zabawę czas zacząć. I lepiej, żeby ten blond idiota nie przeszkadzał...
     Sam jesteś idiotą! Przestań, to chore! On śpi do jasnej cholery!!!
     I co mnie to obchodzi?
     Powoli rozpiął spodnie Izayi i ściągnął je z niego. Orihara pokręcił głową i podkurczył nogi, ale Takuma i tak zdołał zdjąć z niego bieliznę. Izaya westchnął przez sen. Wyglądał na wyjątkowo rozluźnionego... Cóż, już niedługo.
     Duch rozpiął też spodnie Shizuo i opuścił szybko bieliznę.
     NIE!!! - Warknął Shizuo, czując znów przypływ wściekłości. Ledwo co go przed tym obronił... Cholera, Izaya miał sam teraz dbać o swoje bezpieczeństwo i nie dać się złapać!!! Czy ta głupia pchła nie mogła zadbać o siebie, jak zawsze?! Dlaczego zamiast dbać o siebie, nagle jego celem stało się odzyskanie ciała Shizuo dla jego właściciela??? Dlaczego w trakcie swojego planu zapomniał o sobie??? I co najważniejsze, dlaczego to Shizuo musiał się teraz o niego troszczyć?!
     DOSYĆ!!! - Był zły na Izayę, zły na swój natłok myśli i zły na siebie.
     Jakimś cudem znów stał się sobą.
- Mógłbyś chociaż pilnować swojego tyłka... - Warknął niechętnie, naciągając na siebie bieliznę i zapinając spodnie. - I co z tobą zrobić, mendo? Wygląda na to, że muszę cię chronić, tak? - Znów zawarczał, jednak zaraz westchnął ciężko, zamieniając złość na irytację.
     Przykrył bruneta kołdrą, a ciuchy położył na podłodze tuż obok. Nie miał czasu ani ochoty go ubierać. Podszedł do stolika i na kartce Shinry nabazgrał szybko "Kleszcz musi się wyspać. A ja postaram się odejść jak najdalej, żeby ten cholerny umarlak wracał tu jak najdłużej. Liczę, że macie plan."
     Ścisnął długopis tak mocno, że przez przypadek połamał go na maleńkie kawałeczki. Wyszedł z domku i zaczął biec, odnajdując coraz to nowe powody do złości, by utrzymać Takumę w ryzach i pobiec jak najdalej.
     No cóż, musiał się poświęcić. Teraz musiał robić wszystko, byle pozbyć się Takumy. I tylko na tym zadaniu się skupiał.

     Izaya przeciągnął się mocno. Nie chciał otwierać oczu, tak strasznie bolały go przemęczone gałki oczne. Jednak musiał wstać. Gdy był? Na dachu. Musiał stamtąd zejść, bo miał obowiązki i...
     Zacisnął dłoń na miękkim prześcieradle.
     Na... Dachu...? Gdzie on tak właściwie był?!
     Otworzył oczy i rozejrzał się szybko, oceniając sytuację. Był w swoim domku, sam. Leżał w łóżku. Nagi. Jednak nic nie bolało go bardziej niż wcześniej, biaława ciecz nie wypływała spomiędzy pośladków. Czuł się przemęczony i osłabiony, ale nic poza tym.
     Kto był w stanie znieść go z dachu? Szybko przeanalizował wszystkie możliwości. Nikt. Tylko Shizuo, jeśli już. Jeśli by go znalazł i się wspiął... Kto by go rozebrał? Tylko Takuma, jeśli już. Tylko dlaczego miałby zostawiać go w spokoju? W żadnym wypadku nie wydawał się być osobą, której wystarczyłby sam jego widok.
     Kto byłby w stanie powstrzymać Takumę? Tylko Shizuś. Ale z obserwacji Izayi wynikało, że udawało mu się to tylko wtedy, gdy naprawdę bardzo się zdenerwował...
     Czyżby Shizuo do tego stopnia zdenerwował się, że Takuma znów chce go zgwałcić?
     W dodatku nikogo nie było w pobliżu. Czyżby Shizuo próbował go... ochronić? Co za absurdalna myśl. Musiał mieć inny powód... Tylko jaki? Aktualnie brunetowi w ogóle nie przychodziło do głowy, dlaczego Shizuo miałby tak się zdenerwować, powstrzymując jednocześnie Takumę, a potem sobie wyjść? Izaya już chciał zapewnić się, że poprzednie wydarzenie było spowodowane tym, że jego bestyjka też była niewyżyta, choć miało to mało sensu, biorąc pod uwagę jego delikatność... A teraz ta teoria straciła sens całkowicie. Jedynym, najprostszym, najbardziej prawdopodobnym, a jednocześnie absurdalnym i irracjonalnym wyjaśnieniem było to, że Shizuo dbał o jego bezpieczeństwo. Jego dobro.
     Hahahahaha~!!! Dobre, potworku~! Uznałeś może, że skoro ja staram się wyciągnąć z ciebie tego ducha, to coś do ciebie czuję? Że ci pomagam i musisz się odwdzięczyć?! Dobrze! Odwdzięczaj się, spłacaj swój dług, właśnie tak powinno być!
     Choć jego wesołość była nieco wymuszona, wstał i tanecznym krokiem powędrował do szafy. Wyjął z niej trochę kosmetyków oraz ręcznik i na razie nie przejmując się niczym poszedł się odświeżyć.
     Wyszedł z łazienki w już dużo lepszym nastroju. Ubrał się w nowe ciuchy i chwycił za telefon. Znów nieodebrane wiadomości i połączenia. Westchnął cicho.
     od: Shinra: "GDZIE JESTEŚCIE?!"
     od: Shinra: "Widziałem kartkę od Shizuo. Na stoliku. Izaya, mam nadzieję, że jak się obudzisz skontaktujesz się ze mną i powiesz w końcu, na czym polega twój plan. >.<"
     od: Shinra: "Nie mamy pojęcia, gdzie jest Shizuo. Wychowawca myśli, że jest chory i leży w łóżku. Szukamy go."
     od: Ao: "Przekonałam ją. Będzie potrzebowała 3000$, moje wynagrodzenie już znasz. Teraz muszę załatwić część 3. Ty lepiej załatw pieniądze."
     Wziął się za odpisywanie. Gdy skończył, przeczytał list leżący na stoliku.
     Dziwne. Shizuo zauważył, że potrzebuje snu i specjalnie odszedł, by Takuma go nie skrzywdził? Ale... Po co? Przecież Izaya nie przestałby wcale realizować swojego planu... A no tak~! Z wdzięczności. Poczucia winy. Hahaha~! Kto by pomyślał, że ten potworek je ma~?!
     Izaya skrzywił się, zamiast uśmiechnąć. Nie, wcale nie było mu wesoło. Stracił zabawkę, był przemęczony... Wszystko się gmatwało i szło nie po jego myśli. To wcale nie było zabawne. Zamierzał być poważny. Już, od teraz, jeszcze kilka dni...
     Złapał za laptop i zatracił się w pracy. W końcu musiał teraz zdobyć pieniądze i ułatwić Ao zdobycie... TEJ rzeczy.

     Shinra chodził nerwowo w kółko po placu. Nie podobało mu się, że gra rolę poboczną i nie może nic zrobić, choć przecież chciałby jakoś pomóc. Denerwował się. Oczywiście, że Izaya wie, co robi. Oczywiście, że Shizuo pomaga im, jak może. Nawet poskromił na jakiś czas ducha! Więc dlaczego nie mógł zdominować go zupełnie i wyrzucić~? Czy to była jedynie naiwna nadzieja okularnika, czy może naprawdę dało się to zrobić??? Dlaczego Izaya nie chciał mu przekazać żadnych danych i kazał jemu i Kadocie zająć się kompletnie niepotrzebną pracą na marne? Czy miał ich za tak głupich, czy to część jego egoistycznego planu???
     Kadota przysiadł obok w trawie. On się po prostu martwił. Co się działo, czy Shizuo zupełnie już zwariował? A jeśli uciekł i duch w zemście nie wróci? Czy stracili przyjaciela na zawsze?
     Obaj zaczynali powoli wariować z niepokoju. Jedna głupia zabawa, a tak zmieniła ich życie...

     Takuma rozglądał się wściekle. Pamiętał drogę powrotną, a jakże. Jednak denerwowało go, że musi przebyć ją całą z powrotem. Dobrze, że w kieszeni miał jakieś pieniądze, inaczej pewnie zdechłby z głodu i pragnienia... Druga śmierć, tym razem nawet nie jego ciała. Uhh...
     Ruszył powoli przez ulice miasteczka w którym się znajdował. Wstąpił
do spożywczego, kupując jakieś przekąski, butlę wody i loda. Tego nie
dawali na obozie, już nie mówiąc o lodzie, którego jadł chyba z pół
roku przed śmiercią.
     Mimo całej przyjemności, przyspieszył kroku. W końcu wiedział, co to wyprowadzenie go w pole miało za cel. Trzymać go jak najdalej od Orihary. Głupi, niedoświadczony szczeniak coraz częściej przejmował nad nim władzę. Nie podobało mu się to. Musiał silniej go związać, żeby się tak nie wyrywał. Wbrew pozorom ta dwójka jakoś specjalnie się nie kochała, więc powinno być łatwo opanować emocje blondyna, żeby im nie przeszkadzał. Żeby nie przeszkadzał JEMU w zabawie.
     Chyba żartujesz!
     Nie, wcale. Będę robił na co mam ochotę.
     Nie, dopóki jesteś w moim ciele.
     Zakład~?
     Odwal się!
     To ty się odwal. Będę siedział w tym ciele ile chcę, robił co chcę i pieprzył kogo chcę. Nic na to nie poradzisz! Hahaha!
     Zakład? Już mam nad tobą władzę. Nie tkniesz NIKOGO, będąc w moim ciele. Koniec, kropka!
     W takim bądź razie szykuj się, bo twoja walka będzie ciężka~...

     Po wielu godzinach, już koło wieczora, dotarł z powrotem do obozu. Zapewnił nauczyciela, którego spotkał po drodze, że "tak, już wyszedł z choroby, czuje się lepiej" i po cichu wszedł do domku.
     Nikogo nie było.
     Czekał.
     W końcu Izaya wrócił - czy to z warty, czy z odwiedzin u kogoś, nieważne - wrócił sam.
     Takuma uśmiechnął się w mroku i zaszedł go od tyłu - skutek był natychmiastowy, nóż przy gardle i cichy chichot.
- Sądziłeś, że dam się zaskoczyć~?
- Nie, ani trochę. - Odepchnął go, tak po prostu, jednym, szybkim ruchem uderzając w brzuch. Brunet zgiął się w pół, a wówczas wykręcił mu rękę z nożem. - Sądziłem, że dasz się złapać. - Zmusił go do klęknięcia przed sobą. - Czekałem na to cały dzień. Nie każ mi czekać dłużej.
     W Shizuo wezbrała irytacja - nie tylko z powodu Takumy, Izayi także. Na co on czekał? Na prośbę, by zaczął się bronić???
- Izaya! - Westchnął z irytacją i uchylił się przed lecącym skalpelem. - Jest jakieś miejsce gdzie mógłbym przenocować, a ten idiotyczny duch by mi nie przeszkadzał???
     W ciemności nie było widać, lecz brunet wyszarpnął rękę z uścisku, otrzepał kolana i prawdopodobnie spojrzał na niego. Jak, tego już nie mógł stwierdzić...
- Znajdzie się. Chodź za mną, Shizu-chan~... Znajdę ci jakiś bezpieczny schowek na miotły. - Zachichotał.
- Nie pozwalaj sobie, mendo.

- Zostaw mnie! - Izaya szarpał się z ciałem Shizuo i duchem Takumy, ale niewiele to dawało. Został pozbawiony nożyków i nie zostało mu nic w zanadrzu...
- Hahahaha, uważaj, bo posłucham! - Takuma ściągnął z niego szybko spodnie i rozpiął swoje iście błyskawicznie. - Jesteś teraz mój, bo tak właśnie chcę. Więc bądź tak miły i się nie ruszaj.
- Nie!!! Nie chcę! - Zamachnął się i uderzył go. Na Takumie to jednak nie robiło wrażenia. Nie w tym ciele. Wszelkie bicie, kopanie... nic nie znaczyło.
     Złapał go za biodra i wszedł szybko w ciasne wnętrze.
     NIE SŁYSZAŁEŚ NIE?!
     Shizuo przejął władzę nad swoim ciałem. Popatrzył karcąco na Izayę i wyszedł.
- Tym razem to ty gdzieś zwiewaj.

- Chyba śnisz, jeśli sądzisz, że pozwolę ci tak po prostu zwiać! - warknął duch, rzucając nim o ziemię. Twardą, wilgotną ziemię pokrytą gałęziami.
- Odczep się w końcu! - Izaya zadrasnął jego policzek, jednak szybko został pozbawiony amunicji, podobnie jak ubrań.
     Chwilę później jego okrzyki bólu tamowały jedynie strzępy pozostałe po jego bluzce, które akurat miał w ustach.
     Dość tego, do jasnej cholery!!! Odwal się od niego, ty głupi, ohydny, zboczony...

- Przyniosę ci ubrania, Izaya. Leż tutaj.
- Odkąd to tak się o mnie troszczysz, Shizu-chan~?
- Od nigdy. A teraz leż tu, i nie daj się znów zgwałcić idioto. Pilnowałbyś lepiej swojego tyłka! Masochistą jesteś, czy co?! Rany... - Pokręcił głową, odchodząc w poszukiwaniu zapasowej koszulki dla Izayi.

- Bierz go mocniej! Ogłuchłeś?! - rozległo się nieprzyjemne plaśnięcie i Izaya legł na podłodze. Jego twarz zaczął szybko pokrywać siniak.
- WYSTARCZY!!! - Shizuo ryknął już na głos. Zaraz znalazł się przy Izayi. - Co ja ci mówiłem, debilu?! Żebyś zwiewał, czy nie tak?! Zidiociałeś do reszty?! ...Trzeba wezwać Shinrę.
- Shizu-chan... Ty głupia bestio... Jak mógł przejąć nad tobą kontrolę? - wybełkotał Izaya, nim stracił przytomność.
- SHINRAAA!!!

- Tch, jeśli jeszcze raz tkniesz Izayę...
- Dota-chin, chyba się nie rozumiemy. - Takuma zaśmiał mu się prosto w twarz. - Wy mnie tu sprowadziliście. I już nie możecie mnie odesłać. Będę robił co chcę. Nie czuję bólu i cierpienia, mogę przeżyć w tym ciele długie lata i na niczym mi nie zależy...
- Shizu-chan cię wygoni. - warknął brunet dla utrzymania pozorów.
- Ogłupieliście do reszty! - Duch zaśmiał się głośno. - Może zyskać sobie chwilę i koniec! Jest mój~!
- Nieprawda. Ty nigdy nie będziesz jak Shizu-chan. - O dziwo, Izaya w to wierzył.

- Shizu-chan! Shizu-chan, nie...!!!
- Jego tu nie ma. - parsknął Takuma głosem Shizusia, wbijając się w niego głęboko.
- Aaaaa! - Brunet wydał z siebie krzyk, o jaki sam by się nie podejrzewał. Był zmęczony, niewyspany, obolały w każdym miejscu. Zupełnie nie był sobą. Jeszcze nigdy nikt nie zburzył tak jego pewności siebie i nie zbliżył się do jego ciała tak bardzo. Ba, to nawet nie było zbliżenie! To był po prostu chamski gwałt, brutalne, szybkie rozpieprzanie wszystkiego wewnątrz niego. Nie tylko jeśli chodziło o ciało. Nawet jego pewność siebie została zachwiana... Choć wiedział, że musi to wytrzymać tylko do pewnego czasu, i tak miało to na niego wpływ.
     Wiedział, że Shizuo jest od niego silniejszy i nawet gdyby walczyli ostatecznie, Shizuo przetrwa wszystko i niczym ogromny głaz, nieuchronnie spadnie na niego, zgniatając choćby jakąś jego część. Miał nad nim przewagę. Zawsze.
     Ale ten pieprzony duch nie będzie miał! Może i miał ciało Shizuo i jego bezwzględność, ale był tylko zwykłym, słabym człowiekiem. Kiedyś nim był! I zarówno Shizuo jak i Izaya byli od niego silniejsi. Co dopiero w duecie! Razem z Shizuo mógł osiągnąć wszystko! Każdy swój cel! Nawet przewagę nad zjawiskami nadprzyrodzonymi! By to zrobić, brakowało mu tylko Shizuo...
- Izaya? Izaya, idioto, dlaczego ty się do diabła nie bronisz?! Miałeś o siebie dbać, ile razy mam ci to wypominać?! ZACZNIJ COŚ ROBIĆ, BEZNADZIEJNA PCHŁO!!!
- Shizu... Chan...! - Jęknął i skrzywił się z bólu. Znów nad tym nie panował. Z jego oka mimowolnie spłynęła łza i nie miał jak jej ukryć. - Proszę... Zrób to ze mną jeszcze raz...
- ODBIŁO CI DO RESZTY?! Jesteś cały poraniony... Znowu!
- Więc postaraj się chociaż nie być brutalny... Ale zrób to... Przypomnij mi, jak to jest normalnie... - westchnął, nadal leżąc bez ruchu pomimo, że blondyn uwolnił już jego nadgarstki.
     Shizuo mimo wszystko zastanowił się. Nienawidził go, szczerze go nienawidził. Gdyby nie był taką mendą, być może byłoby inaczej. Ale jak miał przestać go nienawidzić, gdy ten tak niszczył życia ludzi dookoła siebie? Choć fakt, gorszy od Takumy nie był. Był zły, nawet bardzo, pozbawiony skrupułów drań. A jednak miał swoją inną stronę. Tą, która właśnie prosiła go, by obszedł się z nią delikatnie i zrobił coś, co powinno łączyć wyłącznie dwójkę zakochanych ludzi. ...O czym on gadał? Sam jeszcze nigdy nie robił tego z miłości. Dawał przyjemność, starał się, ale nie zależało mu. Jak mógł truć komukolwiek o "szukaniu odpowiedniej osoby"?
- Dlaczego chcesz, żebym to zrobił?
- Jesteś osobą, której nie kocham. Nawet jeśli to zrobimy, nie uzależni mnie to od ciebie, ani nie zobowiąże żadnym uczuciem... To proste. - odpowiedział instynktownie.
     Naprawdę jest trochę inaczej. - Przez głowę Izayi przeszła myśl, której w życiu nie wypowiedziałby na głos. - Jesteś... delikatny. Nie wiem dlaczego, twój dotyk jest najdelikatniejszym, jaki znam. Odkąd się o tym dowiedziałem, nie mogę być pewnym, co o tobie sądzę. Chcę się tego w końcu dowiedzieć, zadecydować ostatecznie... I przy okazji, chcę poczuć to jeszcze raz. Nie mogę cię nienawidzić, nie znając wszystkich faktów, potworku. Chociaż chciałbym po prostu zapomnieć o tej sytuacji i walczyć z tobą tak jak zawsze~...
- Tylko tyle? - spytał Shizuś w skupieniu patrząc w jego oczy. Mierzyli się tak chwilę wzrokiem. - Wezmę odpowiedzialność za to, co ten duch wyprawia za pomocą mojego ciała, ale nie dziś. Dziś to będzie bolało. - stwierdził w końcu.
- Nie obchodzi mnie to. Aż tak delikatny nie jestem. - fuknął brunet. Wracał już do normalności, jakby ta chwila słabości nigdy się nie zdarzyła.
- Nie chcę sprawiać ci więcej bólu niż to konieczne.
- Shizu-chan! Jesteś potworem, więc dlaczego się tak zachowujesz??? - zirytował się Izaya.
- Mówiłem ci, że nim nie jestem! I mam imię, jakbyś nie wiedział! - Blondyn zdenerwował się jeszcze bardziej.
- Wiem o tym. Ale nie przestanę cię tak nazywać. Poza tym powiedziałem już, masz tylko zrobić to ze mną raz, tego oczekuję!
- Nie mam zamiaru robić tego, czego oczekujesz! - stwierdził jak coś oczywistego. - Mam zamiar robić tylko to, co uważam za bezpieczne!
- Aha, więc rzucanie automatami gdzie popadnie zaliczasz pod bezpieczne? - zakpił.
- To zupełnie co innego! - warknął.
- Nie krępuj się, tym razem nie uszkodzisz mnie tak, jak zrobiłbyś to automatem. - prychnął.
- Jesteś pewien, że jesteś na to gotów?
- Jak najbardziej. Po prostu to zrób, póki możesz.
- Nie martw się... Chwilowo jestem tak wkurzony, że mam kontrolę nad ciałem. - mruknął niechętnie.
- Śmiało Shizu chan~! - Izaya uśmiechnął się na swój irytujący, pewny siebie sposób. - Wyżyj się~! I tak uważam, że nie jesteś człowiekiem, to nic nie zmieni... - oznajmił, choć mijał się z prawdą. To miał być test. Test tego, jaki Shizuo jest naprawdę. W perspektywie wydarzeń ostatnich dni Izaya nie był pewien niczego, co dotyczyłoby tej bestii.
- Zamknij się, pchło. - warknął blondyn, podkładając mu swoje palce. - Jak wkurzysz mnie jeszcze bardziej, będzie bolało gorzej, niż z tym cholernym duchem. - Oczywiście skłamał. Jemu gwałty wcale nie sprawiały przyjemności... Gdyby go uszkodził to raczej tracąc nad sobą kontrolę, nieświadomie, jak podczas bójki.
- Oya, a czy nie na tym ci zależy, Shizu-chan~? - ujął jego nadgarstek swoimi smukłymi palcami i zaczął obśliniać dokładnie jego palce. Spojrzał mu przy tym w oczy i uśmiechnął się złośliwie. Chciał go sprowokować, a jednak był ciekaw, czy Shizuo wytrzyma jego prowokację i będzie tak delikatny jak przedtem.
     Po chwili poczuł w sobie wilgotny palec blondyna. Nie protestował, choć poranione wejście bolało. To był ból, do którego był już przyzwyczajony. Zaraz potem doszedł drugi palec. Mimo wszystko w jego uśmiechu pojawił się triumf. Ale nie dlatego, że jakoś "zapanował nad Shizusiem" - tego nigdy nie spodziewał się osiągnąć. Triumfował nad tym, że tym razem nawet jeśli Shizuo był wkurzony, obszedł się z nim delikatnie i tak naprawdę zaczęła się pojawiać tak długo oczekiwana przyjemność. Nie doczekał się nadal swojej odpowiedzi. Widział za to lekko karcący wzrok Shizuo. Ale też w jego wzroku widać było dominację i całkowite skupienie. To był naprawdę rzadki widok i Izaya przypatrywał mu się z równie wielką uwagą.
     Czyżby uważał, że ma władzę~?
     Obserwował dokładnie sposób, w jaki marszczy brwi, wykrzywia kąciki ust i w jaki błyszczą jego oczy. Nawet przyjrzał się dokładniej ich kolorowi. Z tej perspektywy wyglądały zupełnie inaczej... Z zaskoczeniem stwierdził, że tak dokładnie przygląda mu się pierwszy raz. I że pierwszy raz z własnej woli poprosił go, by to z nim zrobił. Choć to był tylko test, to uczucie było... Niezwykłe.
     Blondyn nie wszedł w niego od razu. Najpierw długo i dokładnie go rozciągał, nie przestając mu się przyglądać. On też obserwował dokładnie twarz Izayi. Nagle wydała mu się bledsza niż zwykle, oczy bardziej podkrążone. Wiedział, że nie powinien dostarczać materiałów do knowań Takumie, ale nie mógł się oprzeć, gnany czystą ciekawością. Okazało się, że Izaya, mimo maski opanowania, też zdradza pewne gesty świadczące o jego myślach. W tej chwili chyba się lekko zdziwił...
     Shizuś wyjął z niego palce i schylił się. Ale nie do sutków, czy innych, najwrażliwszych i przewidywalnych miejsc. Nachylił się tak, by gorącym oddechem muskać jego szyję. Dał się ponieść instynktowi - nie myślał już, że to Izaya, po prostu chciał sprawić mu jak najwięcej przyjemności. Drobny skurcz mięśni twarzy i już wiedział - Izayi się to podobało. Zbliżył się i powiódł końcówką języka po jego skórze, tworząc mu na szyi wilgotny wzorek. Z premedytacją chuchnął w to miejsce. Teraz już Izaya spojrzał na niego z ledwo krytym szokiem. Zaraz jednak zamienił to na kpiący uśmiech.
- Shizu-chan~... Potworku, miałeś się za mnie zabrać, a nie się bawić~... Nie jesteśmy kochankami~! - Roześmiał się. - To tylko seks~!
     Heiwajima prychnął, tym razem do złości dodając jeszcze lekkie zażenowanie. Jakby o tym zapomniał. Zwyczajnie dał się ponieść. Ale jemu też to sprawiało przyjemność. I chyba Orihara sam nie miał zamiaru pozbawiać się takiej przyjemności?
     Z zaskoczeniem blondyn odnotował jeszcze jedną rzecz - tak naprawdę Izaya lubił być delikatnie traktowanym.
- Ale podoba ci się, więc nie zrzędź. - mruknął nakazująco i znów się nad nim pochylił. Tym razem chciał coś sprawdzić. Przesunął ustami po jego wystającym obojczyku.
     Izaya otworzył usta ze zdziwienia i choć szybko się opanował, Shizuo to zauważył. Jednak swój triumfalny uśmiech ukrył dla siebie.
- No wejdź we mnie w końcu! - pufnął Izaya ze zniecierpliwieniem. W odpowiedzi Shizuo tylko się zaśmiał. Jednak postanowił spełnić jego prośbę. Przesunął już nieco stwardniałą męskością wokół jego wejścia i powoli zaczął się wsuwać do środka.
- Nnh... - stęknął brunet, skupiając się już wyłącznie na odczuwaniu tego, jak sporej wielkości męskość Shizuo ociera się o jego wejście i wypełnia go, stopniowo rozciągając jego ścianki. Bolało, jednak ból mieszał się z podnieceniem.
     Pod sam koniec Shizuś wykonał gwałtowne pchnięcie, wchodząc dokładnie do samego końca, przez co Orihara wygiął plecy w delikatny łuk i odchylił głowę. To było mimowolne... Po prostu zalała go nagła fala bólu i przyjemności.
- Nie cackaj się tak... Shizu-chan... Bierz mnie~! Całego...
     Jego usta zajęły inne usta, ciepłe, miękkie i spragnione. Przy okazji po chwili zajmował się też jego językiem. Nie wierzył, że to robi, czuł się, jakby całkowicie zapominał, gdzie jest i co robi. Nie lubił tego stanu, choć dziś tak wyjątkowo go kusił... Chciał czuć przyjemność, oderwać się na trochę od zmartwień. To chyba nie było tak wiele...
     Zadziwiająco ciepłe dłonie zaczęły gładzić jego brzuch, boki, plecy... Męskość ich właściciela wysunęła się z niego trochę i zaraz wróciła, co nagrodził cichym westchnieniem. Zamknął oczy. Mógł sobie
wyobrażać cokolwiek.
     Ruchy stały się szybsze, pocałunki namiętniejsze, a dłonie podjechały do jego nabrzmiałych już sutków, pocierając je samymi opuszkami palców.
  Wydał z siebie stłumione jęknięcie.
- Patrz na mnie, Izaya. - prawie nakazał mu Shizuś, ledwo co się od niego odrywając.
     Brunet otworzył oczy i napotkał jego wzrok tuż przy swojej twarzy. Już miał rzucić jakąś złośliwą uwagę, chociażby dla zasady, ale właśnie w tej chwili Heiwajima trafił w ten wyjątkowo unerwiony punkt. Przymknął oczy i jęknął. Przyłożył do ust nadgarstek i zagryzł lekko skórę, żeby więcej tego nie robić, jednak Shizuo zaraz złapał obie jego ręce i przytrzymał je po jego bokach.
- Shizu-chan, puść! - Spróbował je wyrwać, ale nic to nie dało. Shizuo jeszcze raz uderzył w jego magiczny punkt, przez co podkurczył nogi i jęknął przeciągle. Znów został obdarowany pocałunkiem, tym razem bardziej przeciągłym i bardziej pożądliwym. Zaciskał się mocniej, ale blondyn przestał się w nim poruszać. Sam poruszył biodrami, jednak niewiele mu to dało. Jęknął prosząco i przeklął się w myślach gdy poczuł, że Shizuo się uśmiecha. Zaraz jednak został nagrodzony kolejnym mocnym pchnięciem. Rozkosz na chwilę odebrała mu rozsądek. Zacisnął się, dochodząc i czując, jak Shizuo w nim dochodzi. Jego oddech stał się urywany. Usta Shizuo w końcu się od niego oderwały. On też wyglądał na spełnionego...
- Może być? - spytał blondyn, starając się ukryć uśmiech, choć kącik jego ust niemalże sam się unosił.
- Mm... Na pewno lepiej niż ten duch... - Brunet uśmiechnął się kpiąco, chowając za tym zadowolenie i tę dziwną radość, jaka go ogarnęła.
- To dobrze. W takim bądź razie teraz muszę chyba znów się trochę przejść... A potem, z łaski swojej, zacznij się w końcu bronić, jasne?
     Oriharę zdziwił jego spokojny ton głosu, ale nie skomentował tego. ...Odkąd Shizuo był spokojny...?
- Niestety, nie mogę, Shizu-chan. Też bywam zmęczony, wiesz~? A teraz to jestem wykończony~! - Poczekał, aż Shizuo z niego zejdzie, po czym wstał i złapał za ręcznik, który leżał na jego łóżku. - Jak ten obóz się skończy i będę z dala od ciebie, odetchnę~... - westchnął złośliwie i udał się do łazienki.
- A co z odganianiem tego ducha?! - prawie warknął, podirytowany. On też chciał od tego odpocząć...
- To nie moja sprawa~! Shizu-chan, kiedyś się go pozbędziesz~!
     Shizuo podświadomie dobrze wiedział, że to tylko po to, by Takuma się nie dowiedział, jednak nie chciał dopuścić tego do świadomości, więc zwyczajnie się wściekł.
- Jasne! A teraz uważaj, mam nadzieję, że wziąłeś ten swój nożyk, bo wycho... - Poziomu wściekłości i irytacji nie wystarczyło na dłuższe trzymanie Takumy w ryzach. Uwolnił się.
- Mam mój nożyk i nie zawaham się go użyć~! - zawołał wesoło, po czym dało się słyszeć głośny odgłos spadających kropel. Takuma czekał, choć dziś już nie miał szans, by go tknąć. Niedługo potem wrócili Shinra z Kadotą.

     Izaya wciąż zastanawiał się nad delikatnością Shizuo. Wyglądało na to, że był jednak najdelikatniejszą znaną mu osobą. Że jednak lubi jego dotyk. Że jednak... w jego ramionach czuł się bardziej sobą, niż gdziekolwiek indziej.
     Z kolei Shizuo wiedział już, że różnica między tym, co Izaya pokazuje i tym, co naprawdę czuje jest ogromna. Że jednak czuje jak człowiek i też dysponuje tak podstawowymi uczuciami jak strach, ból, przyjemność i zaskoczenie. Że jednak nie jest tylko mendą społeczną... Że potrafi być zwyczajnym człowiekiem. I że wtedy jakoś tak po prostu... Podoba mu się. Po prostu mu się podoba... Chciał odkryć tego więcej.

     Jeszcze kilka następnych dni obozu Shizuo bronił Izayi. I coraz częściej Izaya prosił go, by z nim był... To była taka irracjonalna potrzeba poczucia jego delikatności, dokładnego zaprzeczenia chamskiego i brutalnego traktowania Takumy. Z każdym dniem brunet przekonywał się, że Shizuo ma coś z człowieka... Więcej z człowieka, niż przeciętny człowiek... Że słowo "bestia" nie znaczyło już tego, co dawniej. Oznaczała stworzenie ponad ludzi... Stworzenia, które dawało mu ciepło i co najgorsze i najbardziej absurdalne - podobało mu się to. Miał słabość do tego potwora... Tylko co zrobi, gdy Takuma przestanie być wymówką? Będzie musiał być szczery i ze sobą i z Shizuo...
     Shizuś przestał już nawet krzyczeć, żeby Orihara zaczął się bronić. Po prostu coraz lepiej wychodziło mu tłumienie Takumy w takich chwilach. Izaya był tylko jego i nie zamierzał się nim dzielić nawet z tym czymś, co zamieszkiwało jego ciało. Tylko jego przywilejem było wywoływać coraz to nowe emocje na jego twarzy. Nigdy nie sądził, że obserwowanie czyichś odczuć może mu sprawić tyle przyjemności, a jednak. Kiedy chodziło o Izayę, z ogromnym zadowoleniem odkrywał, że jest tylko zwykłym, czującym człowiekiem. Im trudniej było, tym bardziej się starał. Coraz częściej powtarzał sobie, że taki Izaya nie jest wcale gorszy od Takumy i że tak naprawdę nie zrobiłby nic złego zwykłym ludziom, którzy na to nie zasłużyli. Przynajmniej nigdy tego nie widział. Szkolnym gangom, jakimś typkom z różnych miejsc... Ale nie zwykłym uczniom, prawda? Niechęć Heiwajimy powoli znikała, a zastępowała ją chęć poznania go lepiej. Chciał wiedzieć o nim więcej, chciał, by mu zaufał, chciał być przy nim, widzieć go słabym, a jednocześnie silniejszym niż jakikolwiek człowiek. Tak dumnym dla innych, a ufnym w jego ramionach. Czy to była miłość? Chyba nie mógł tego inaczej nazwać... Chciało mu się śmiać, gdy o tym myślał, ale faktycznie - zakochał się w swoim byłym największym wrogu. Tymczasowym sojuszniku. Co zrobi, jak wszystko wróci do normy?

  Rano, nim Takuma w ogóle zdążył wstać, Izaya już zerwał się z łóżka, założył na siebie jedne z ostatnich czystych ciuchów, jakie mu zostały i wyszedł z domku. Przeszedł ładnych parędziesiąt metrów, by dojść w umówione miejsce. Chciał się upewnić, że wszystko jest gotowe. Dopiero gdy to zrobił, wrócił do obozu. Pozostało poczekać, aż Takuma się obudzi... I choć to było najbardziej nieprzyjemną częścią, sprowokować Shizuo do tego, by się ujawnił.
- Hej, duchu! Dziś jestem pewien, że Shizu-chan cię pokona~!
- Pff, jasne, a teraz odwal się, przeszkadzasz.
- Ooo~? W czym~?
- W skupianiu się, idioto... - prychnął Takuma, wywracając oczami.
- I to niby ja jestem idiotą~? To ty potrzebujesz całkowitego spokoju, żeby w ogóle się skupić~! A miałem ci zaproponować grę o mój tyłek~... Jak już nie mam nic do stracenia~!
- Jak to - nie masz nic do stracenia? - warknął Takuma nieufnie. - Pieprzenie się z tobą to chyba najtrudniejsza rzecz w moim życiu po życiu, więc czego nagle wyskakujesz, że mogę cię wykorzystać ot, tak jak coś wygram, co?!
- Oya~... To Shizu-chan przejmuje nad tobą władzę, czy ja ostatnio mówiłem coś, że chcę, żeby to robił~? - uśmiechnął się nieco złośliwie. - Nie obchodzi mnie, czy z tobą czy z nim, chciałem to po prostu zrobić...
- Hahahahaha! - Takuma wybuchnął głośnym śmiechem, z tego wszystkiego wręcz trzymając się za brzuch. - Och poważnie?! - spytał, rozbawiony. - Żebyś ty słyszał jego niedowierzanie~! I ten zawód! Hahahaha! - Zwinął się ze śmiechu. - No to proszę~! Zabawmy się o twój tyłek! Przypuszczam, że tym razem nie przejmie nade mną kontroli... - Otarł łzę z oka.
     Niedowierzanie? Zawód? Nie żartuj sobie~... Shizu-chan w życiu nie odczułby czegoś takiego po zwykłym kłamstwie typu "wcale nie chcę, żebyś ze mną spał"... To po prostu nierealne!
- Zasady są proste~! Ja uciekam, a ty próbujesz mnie złapać~! Możesz rzucać czym popadnie, próbować sztuczek... Biec i korzystać z siły Shizusia~!  Meta znajduje się koło starego, zabytkowego młyna~... Kiedy tam dotrę, już nie masz szans mnie przelecieć, żeby to była dla ciebie motywacja~!
- Zgoda. - Wstał z łóżka. - Dam ci trochę forów, policzę do pięciu i startuję. Zaczynamy od teraz, tak?
- Hai~!
- W takim bądź razie jeden... - Takuma uśmiechnął się groźnie.
     Izaya wybiegł przez otwarte drzwi. Tej gonitwy mu brakowało... Choć pewnie nie będzie tak jak z Shizusiem, to jednak od teraz wszystko miało być czystą przyjemnością~! Gonitwa, adrenalina, plan~... Ten duch dał się nabrać jak dziecko~! Nie mógł go jednak nie doceniać~... Musiał przewidzieć każdy jego ruch i doprowadzić plan do końca, skoro byli już tak blisko...
- Nie złapiesz mnie, zobaczysz~! - zaśmiał się.
- Dwa, trzy, cztery, pięć. - niemal wyrecytował i wybiegł za nim.
     Miał w pamięci blondyna wszystkie ich gonitwy i wiedział, co dokładnie może zrobić, by go złapać, ale nie zabić przy okazji. A dokładniej, mógł zrobić wszystko... I rzucić w niego wszystkim... Grunt, to odpowiednio wcelować. Dlatego więc wyrwał jakieś młode drzewko z korzeniami, zamierzył się i rzucił. Brunet ominął je w biegu. Takuma przyspieszył więc, ale niewiele to dało. Rzucał już chyba wszystkim, co się nawinęło, włączając w to wielką kłodę, która mu się nawinęła. Izaya tylko ją przeskoczył, śmiejąc się niemal do rozpuku. Duch zaczynał się wściekać. Jednak nie na wiele się to zdało - w tym tempie już po chwili Orihara stał koło młyna. Oczywiście Takuma nie miał zamiaru grać fair i nawet gdy już podszedł, zwieszając ramiona jak człowiek przegrany, po chwili z morderczym błyskiem w oku spróbował go chwycić.
     Nie na wiele się to zdało. Izaya uchylił się, odskoczył i wycofał. Zza starego młyna wyszły dwie dziewczyny i stanęły koło niego. Jedna miała niebieskie, krótkie włosy jedynie z dłuższymi pasemkami grzywki po bokach, stalowoszare oczy i wyraz permanentnego znudzenia na twarzy. Ubrana była w jasne jeansy, białą bluzkę i szare, letnie bolerko. Wyglądała na może 20 lat... Druga najwyraźniej była europejką. Miała burzę rudych loków, związanych w koński ogon, ciemnozielone oczy i trochę piegów wokół nosa. Ubrana była w czarne jeansy i jasnoniebieską, nieco obcisłą bluzeczkę na krótki rękaw. Na jej twarzy malował się upór i zdecydowanie. Ona mimo wszystko wyglądała na jakieś niecałe trzydzieści lat...
     Takuma zatrzymał się jak wryty na ich widok. A dokładnie, patrząc na rudą.
- Ty... - wyszeptał, po czym zrobił nienawistną minę. - TY!
- Ooo~? Pamiętasz swoją byłą? Jak miło. - Uśmiechnęła się, a dokładniej kąciki jej ust uniosły się w górę na całą sekundę i opadły. - Dobra, przejdźmy do interesów, chcę wrócić do domu. - Westchnęła i wyciągnęła miecz z pochwy przypiętej do pasa, od razu celując w Takumę.
- COO?! Jakich interesów?! - duch był już całkiem nieźle wkurzony. Zaciskał pięści i rzucał jej mordercze spojrzenia, ale na niej to tak jakby nie robiło wrażenia. - Parę lat temu pozbawiłaś mnie życia, teraz zabijesz ciało, w które wszedłem?! A ty - zwrócił się do Izayi - pozwolisz jej na to?!
- Na dłuższą metę mogę się pozbyć ciebie i Shizusia~... Dlaczego by nie~? - Brunet uśmiechnął się asymetrycznie i znudzony, oparł się o pień pobliskiego drzewa. - I tak chciałem pozbyć się was obu~... Jestem znakomitym aktorem, prawda~? - Roześmiał się. - Oszukałem was obu~! Tina, możesz zaczynać~... W właściwie skończyć~! - Popatrzył Takumie/Shizuo prosto w oczy.
     Jak on... To wszystko... To nie mogło być kłamstwo... I teraz zginę? Przez niego i tego durnego ducha? Na tym polegał jego plan?! - W głowie Shizuo kotłowały się tysiące niedowierzających myśli. - To nie może być prawda. On zwyczajnie kłamie. Kłamie jak zawsze.
- Izayaaaa! - warknął, odzyskując kontrolę nad swoim ciałem. Podświadomie nie wierzył w jego słowa, jak zawsze. Jednak świadomie obawiał się tego... Obawiał się, że okazał się idiotą, który się zakochał. Jak ostatni imbecyl wierząc w jego uczucia. W to, że udało mu się pozbyć jego maski.
- Teraz! - Mina Orihary stała się poważna. Rudowłosa kobieta ruszyła, zatapiając miecz w ciele Shizuo po rękojeść. Koszulę blondyna naznaczyły mokre kropelki substancji, na którą nie chciał patrzeć. Jego ciało ogarnęło gorąco i zimno, naraz, jakby mieszając się wewnątrz niego i bijąc o dominację. Jednak szybko się to skończyło, zabierając też część jego sił. Był zmęczony, senny... - Shizuo, nie mdlej! - krzyknął Izaya, stając koło niego. - Tina, to już.
     Kobieta wyciągnęła miecz i odgarnęła zbłąkany kosmyk z twarzy. Wyglądała na zmęczoną.
- Żebym musiała go zabijać dwa razy, to jakaś przesada... - mruknęła i usiadła na trawie.
     Shizuo spojrzał na bruneta nieprzytomnie.
- No nie mdlej mi tu! Już po wszystkim, duch został zapieczętowany. - mruknął, marszcząc brwi i klepiąc go w policzek. - Teraz już nie będziesz musiał się z nim zmagać... - westchnął.
- Koniec? - mruknął. Zmobilizował jeszcze trochę sił i zerknął na swoją koszulę. Cała pokryta była jasnoniebieskimi plamkami. - Cholera... To koszula od Kasuki. - fuknął półprzytomnie.
- Hahaha, Shizu-chan~! Ty zawsze o tym samym... - Izayi trochę ulżyło. Plan się powiódł. No, musiał się powieść, skoro to on go przeprowadzał i nawet tak się poświęcił... Przez tego głupiego ducha tyle się zmieniło...
- Co to był za miecz? - Blondyn puścił mimo uszu jego uwagę i podciągnął koszulkę nieco do góry. Żadnego śladu.
- Zaklęty miecz. Między innymi dlatego dopiero teraz zapieczętowaliśmy Takumę... Wiesz, trzeba było znaleźć tego, kto go wcześniej zabił i jeszcze zyskać ten właśnie miecz~! Taka zabawka jest jedna na całym świecie, tak samo, jak Tina~!
- To jednak dość szybko sobie poradziłeś... - mruknął i przysiadł na trawie. Powoli wracała do niego całą stracona energia. - Jak ci się to udało?
- Kontakty, Shizu-chan, kontakty~... - Orihara nie wspomniał, ile go to kosztowało. Jakoś tak... Zrobił to dla siebie.
- Aha. - podsumował Shizuo, dziwiąc się, że rozmawiają, jakby nigdy nie byli wrogami. Sądził już, że Izaya będzie chciał wrócić do codzienności, ale jakoś do tej pory o tym nie wspomniał... - Wracamy już do obozu?
- Aha~! Pomóc ci wstać~? - Izaya też udał, że nie zauważa, że nagle zwracają się do siebie całkiem inaczej. I nawet wyciągnął do niego pomocna rękę, co przyprawiło Shizuo o niemały szok.
- Poradzę sobie... - wstał dość chwiejnie, a Izaya od razu chwycił go za ramię i przełożył sobie przez szyję. -Co ty...? A to przypadkiem nie było tak, że "robiłeś to ze mną, bo ja ci się napatoczyłem"? - spytał, ściszając głos.
- Hmm... Wiesz, Shizu-chan~? ...Wygląda na to, że sporo się zmieniło... Tak jakby~... - poraz pierwszy nie umiał znaleźć słów. Sytuacja była dość niezręczna...
- Zauważyłem. Ale na razie nie musimy o tym mówić. - zaproponował i jakby nigdy nic zaczął iść do obozu.
- Mhm... Ao! - Brunet odwrócił się na chwilę do obu kobiet. - Wracajcie z Tiną, jest już wolna... - odwrócił się, by pomóc blondynowi iść dalej i już go nie zatrzymywać. Łączyła ich więź, której nie rozumiał, ale której nie dało się ot, tak olać... Nie było już odwrotu. Nie patrzył na niego jak na bestię, która mu zagraża, ani wyłącznie jak na zabawkę. Teraz jakby... Coś ich łączyło. Tylko czy będą to ciągnąć dalej...? Chyba... Nie przeszkadzałoby mu to... Prawda?
- Jasne, jasne Orihara, jak zawsze skończyłeś co miałeś skończyć, a mnie się olewa... Lepiej, żeby zapłata była w terminie! - zawołała jeszcze za nim niebieskowłosa, pomagając wstać Tinie. Jednak już więcej mu nie przeszkadzała. W końcu jego życie to nie jej sprawa... Ważne, że dobrze płacił i dawał jej wolną rękę.
- Będzie na czas! - odkrzyknął i nie zwracając uwagi na zdziwienie blondyna, szedł dalej. Resztę drogi przebyli w ciszy.
     Gdy dotarli do domku, budząc przy okazji zainteresowanie całego obozu i zapewniając wychowawców, że to nic takiego, Izaya bezpiecznie posadził Shizuo na łóżku.
- Izaya! Shizuo!!! - Shinra wpadł do domku z całkowitym nieładem na głowie i w źle zapiętej bluzce. Kadota zaraz za nim, zaciskając pięści i przyglądając się blondynowi w napięciu.
- Cześć Shinra. Cześć Kadota... - mruknął Heiwajima, uśmiechając się szeroko mimo zmęczenia. - To ja.
- Ja - Takuma, czy ja - Shizuo? - spytał podejrzliwie Dota-chin. - I dlaczego jesteś taki zmęczony?
- Ja, Shizuo... I Izaya właściwie... Załatwił zapieczętowanie Takumy. Nie ma go. Już nie tutaj... Prawda? - Zerknął na bruneta.
- Nie~! Jest w~... Bezpiecznym miejscu~! - Izaya klasnął wesoło w ręce. - To kto się pakuje~? Jutro koniec wycieczki~!!!
- Naprawdę... Koniec? - Shinra uśmiechnął się szeroko, ale zaraz spochmurniał. - Shizuo, nawet nie miałeś szansy się pobawić na tej wycieczce... Przepraszam, to był mój głupi pomysł... - Zwiesił głowę.
- Nie ma sprawy. Wszyscy mamy nauczkę... - Zerknął na Izayę. - A może nawet wyszło nam to na dobre?
- Na dobre? - Kadota patrzył na nich obu, zdumiony, ale w końcu doszedł do wniosku, że lepiej nie pytać. Już po wszystkim...
- Tak, mamy nauczkę~! - Shinra podniósł głowę i skinął już weselej. Nie widział tego zerknięcia Shizuo... I nie miał się o nim nawet dowiedzieć. - To teraz czas na pakowanie! Chyba, że chcecie w coś jeszcze zagrać...?

     Nazajutrz wcześnie rano wszyscy wpakowywali swoje torby do autokaru. ...Zaraz, wszyscy? Nie! Shizuo i Izaya ukryli się przed wzrokiem ciekawskich na skraju lasu...
- Czego chciałeś, Shizu-chan~? - Na twarzy Izayi malował się lekko kpiący uśmiech, choć tak naprawdę dobrze wiedział, że może usłyszeć tylko dwie rzeczy. Teraz musieli to rozstrzygnąć...
- Izaya... Wygląda na to, że sporo razem przeżyliśmy na tym obozie, nie? - spytał Shizuo, jakby nigdy nic.
- Być może, Shizu-chan, być może~... Dla ciebie to sporo~? - zerknął na niego, nie dając poznać, że bada go spojrzeniem. Jednak Shizuo już rozgryzł jego mimikę... Poniekąd.
- Dla mnie to sporo. I dla ciebie też. - oznajmił pewnym siebie tonem. - Nie udawaj, bo widzę.
- Do czego zmierzasz, Shizu-chan~? - zmarszczył lekko brwi, opierając się nonszalancko o drzewo.
- Koniec z próbami zabicia się.
- Hęęę~? Ale ja tak to lubię~! - udał, że się dąsa.
- Nie wkurzaj mnie, kleszczu. - warknął.
- Dlaczego nie, Shizu-chan~? - zakpił. - Tupniesz nogą~?
- Tyyy... Poważnie mówię, więc raz bądź poważny! - zezłościł się. Stare nawyki brały górę...
- Jestem poważny, Shizu-chan~... - westchnął i zbliżył się do niego. - To co planujesz? Tylko bez unicestwiania gonitw, bo bardzo je lubię...
- Wygląda na to, że nasze stosunki do siebie się zmieniły, więc... Mogę czasem próbować cię zabić, ale skoro wiemy, że i tak nic z tego i będziesz żył dalej, to może przynajmniej spróbujmy się zakumplować?
- Tylko zakumplować, Shizu-chan? - zdziwił się, choć nie do końca było to po nim widać. - Myślałem, że polubiłeś mój tyłek~... - zaśmiał się.
- Co...? To wcale nie znaczy, że tylko na nim mi zależy! - stwierdził twardo, czym zaskoczył ich obu. Przez chwilę patrzyli na siebie w ciszy, po czym Izaya zbliżył się i stanął na palcach, by go pocałować, a zaraz potem pociągnąć za sobą, tak że w końcu Shizuś całował go, przyciskając go do drzewa.
- To właściwie na co liczysz, Shizu-chan~? - mruknął z wyraźnie dosłyszalną satysfakcją w głosie.
- Kleszczu... Możemy robić to częściej?
- To jedyny warunek? - prawie się zaśmiał.
- Nie... Zostań moim chłopakiem. - zaproponował całkiem poważnie.
- To nie była prośba, to był rozkaz, prawda, Shizu-chan~? - teraz już naprawdę prawie zachichotał.
- Pytanie! - warknął.
- Więc tak~! - Znów przyciągnął go do pocałunku, tym razem krótkiego i delikatnego. - Ale tak masz mnie całować i dotykać jako mój chłopak, jasne~?
- Shizuo!!! Izaya!!!
- Shinra nas szuka~! Odpowiedz szybciej, Shizu-chan~! - Brunet jakby trochę się zniecierpliwił.
- Mhm... Skoro tak chcesz... - Shizuo nie wiedział, czy się uśmiechnąć, czy zachować obojętność, więc po prostu się odwrócił i pociągnął Izayę za sobą. - Ale tylko w łóżku. - zastrzegł i wyszedł zza linii drzew, puszczając jego rękaw. Nie chcieli wzbudzać zbytniej sensacji, prawda?