Blog poświęcony Anime Durarara!! Znajdziesz tu opowiadania yaoi (mężczyzna x mężczyzna) Shizaya (Shizuo x Izaya), Izuo (Izaya x Shizuo) i IzaKida/Kizaya (Izaya x Kida). Jeśli nie tego szukałeś i treści tu przedstawiane ci nie odpowiadają prosimy o opuszczenie tego bloga. Pozostałych zapraszamy do czytania.

wtorek, 11 sierpnia 2015

#4 Na psa urok i kocią łapę - Kłopoty z jedzeniem

Hej hej~.... Inaba napisała pod ostatnim rozdziałem w komentarzu, że Shizuo i Izaya wcale się nie zmienili w zwierzęta a zwyczajnie nimi są i cóż... wspominając kilka innych komentarzy, które jasno mówiły, że czekacie na to aż dowiecie się co ich zmieniło... muszę was rozczarować. Inaba ma całkowitą rację. 
Btw. Inaba czy do twojego nicku mam dodawać zwrot grzecznościowy, bo Inaba-san jakoś dziwnie mi brzmi ^^""" a Inaba-chan też jakoś tak nie najlepiej, więc jak wolisz?
A no i nie zapomnijcie nakarmić psiaków. 
Enjoy~....

Komban... Hm. Nie, to nie to. Dobra noc. X33
A dla wszystkich którzy nie śpią krótko, bo tylko miłego czytania~... Jestem tak zmęczona dzisiejszymi upałami, że nie wiem, o czym się rozpisywać. Życzę wam przetrwania w tym trudnym czasie~... A i jeszcze jedno~! Wiecie co, widziałam taką genialną akcję w swoim mieście~... Jak możecie to zostawcie gdzieś koło swojego bloku/kamienicy/domu/ulicy jakąś plastikową miseczkę z wodą dla zwierzaków, co~? Polecam dopisać na jakiejś kartce obok, że to woda dla zwierząt, bo kiedyś jak tak zrobiłam ktoś moją miseczkę "sprzątnął".
Nie uważacie, że to miła akcja~? :3
No dobrze już~~ Tematycznie dalej o zwierzakach. x3
Enjoy~!



     Shizuo już od kilku minut obszczekiwał Shinrę. "Nie. To. Rozumiesz?! Ludzkie... No daj mi coś normalnego do jedzenia!!!" warczał, szczekał, podsuwał miskę, ale ten najwidoczniej zakłopotany jeszcze nie odgadł, co mu nie pasuje. Pies zawarczał w końcu i podszedł do miski Izayi, pokazując jego jedzenie łbem z pewnej odległości, potem na swoje jedzenie. O ile dało się to jedzeniem nazwać, bo psie żarcie to nie wyglądało ani nie pachniało jak coś wyjątkowo zachęcającego...
     W końcu Celty, przysłuchująca mu się pół minuty podstawiła okularnikowi wiadomość pod nos.
- Jedzenie? - Ten popatrzył na Shizuo, poprawiając okulary. - Ale jesteś psem... - Na kolejne wkurzone szczeknięcie pokręcił rękami. - Dobra, dobra! - zawołał i skierował się do kuchni. Przecież nie da mu jedzenia zrobionego przez jego Celty, sam coś upichci...
     Izayę obudziło jednostajne ujadanie "jedzenie, jedzenie, ludzkie, żarcie, dawaj" nie dawało się tego wytrzymać. Zły, niewyspany kot miauknął cierpiętniczo i pomruczał jeszcze chwilę próbując się obudzić. Ziewnął i przeciągnął się zaraz po tym idąc do kuchni zobaczyć co to za awantura. Widząc Shizuo wskazującego na jego miskę podszedł do niej i obwąchał zawartość. No, litościwie mógł się z nim podzielić. Wziął w pyszczek parówkę-ośmiorniczkę i podszedł do Goldena. Usiadł przed nim, nadal z mięskiem w pyszczku, i pokiwał blondynowi łapą, żeby zrobił to samo. "Siad!" warknął i w tym momencie Shizuo jak na komendę usiadł. Kot dumny z tego położył na ziemi parówkę i poturlał ją nosem do Shizuo. Gdy wielki psi łeb począł obwąchiwać prezent kot wstał i podszedł do niego. Popacał go 3 razy czarną łapką w głowę i odszedł, ziewając. Chciał jeszcze dogonić tamtą drzemkę o oceanie ootoro.
     Gdy Shizuo skończył nieufne obwąchiwanie parówki fuknął na Shinrę i zjadł mięsko, którym podzielił się Izaya. Też coś, czemu on dostał świństwo z puszki, a Izaya dostawał same smakołyki...? Co za głupi stereotyp, że psy zjedzą wszystko...? Popatrzył za Izayą, po czym podszedł do jego miski, powąchał chwilkę i zabrał jeszcze jedną parówkę i trochę ryżu. Smaczne było... Burknął coś, szczeknął zadowolony z przystawki, a ostrzegająco dla Shinry i mrucząc coś poszedł na kanapę obok Celty, żeby poleżeć w cieple. I może też żeby zaczęła go odruchowo głaskać, bo wtedy Shinra się spieszył... Zazdrość to świetna karta przetargowa.
     Izaya miauknął głośno jakby ktoś mu właśnie nadepnął na ogon. Jednak Shizuo usłyszał, że ów kwik był w istocie krzykiem "Przymknij się głupi psie", a mruczenie chwilę później mówiło "Chcę spaaaa~..." dalsza część utonęła wraz z Izayą na poduszce.
     Shizuo uniósł łeb, który był właśnie głaskany, żeby popatrzyć na Izayę. Teoretycznie mógłby go strącić z tej poduszki na podłogę... Ale skoro podzielił się jedzeniem... Dał sobie spokój i z cichym pomrukiem położył znów łeb na łapach, dając się głaskać.
     Izaya lekko niezadowolony, że głaskająca go ręka w czarnym kombinezonie zdradziła go dla takiego pchlarza sennie przesunął się na kolana Celty i wtulił w jej nogę pomrukując. Natychmiast dostał drugą rękę która zaczęła go drapać za uchem. Zadowolony zamruczał i nadstawił się, by Dullahan miała do niego większy dostęp. To ucho było niedopieszczone!
     Po paru chwilach Shinra wyszedł z kuchni nieco zmęczony i wszedł do salonu. Widząc, jak jego ukochana zajmuje się Shizuo i Izayą zamiast zwrócić na niego uwagę od razu dopadł do niej i objął jej ramiona zza kanapy.
- Celtyyyy! - jęknął. - To nie fair, że zostałem zdradzony dla tej dwójki... A mnie pogłaskać...? Oi, Shizuo. - dodał normalniejszym tonem. - W kuchni macie jedzenie, jak ty nie zjesz Izaya może zje za ciebie...
     Słysząc to Golden zerwał się z kanapy i popędził na swoją wyżerkę. Shinra korzystając z tego, że Celty popatrzyła za psem zepchnął chamsko Izayę z jej kolan i sam położył na nich głowę. Izaya wylądował na czterech łapach i prychnął tylko. "Poczekaj, a zrobię wycinanki z wszystkiego co ci drogie!" zagroził pokazują pazurki. "A może Shizuo nasika ci do butów, a ja podrę kitel?" zastanowił się, uśmiechając szatańsko i pokazując przy tym kiełki. "Zapytam Shizu-nyan!" postanowił i wesoło popędził do kuchni.
     Psiak za ten czas wcinał jedzenie, aż mu się uszy trzęsły. Mięsko... I nawet jajka... Wszystko takie pyszne... I z ryżem... Dawno nie czuł się tak głodny. A co najważniejsze dostał lepsze jedzenie, niż miał Izaya, mimo wszystko... Przymknął oczy z zadowolenia, wylizując żółtko. Izaya poszedł do kuchni. Zauważył apetyt Shizuo i to jak mlaszcze.
     "Co mu niby ten Shinra dał?" pomyślał jak gdyby nigdy nic przechodząc obok psa. Będąc pewnym, że blondyn już go nie widzi szybko odwrócił się i przeszedł mu między przednią a tylną łapą. Wcisnął swój łeb pod pysk Shizuo i przez chwilę oglądał co to takiego. Wypatrzył gdzieś po boku rybkę! I jak na kota przystało szybko chwycił ją w zęby i w długą!
     Shizuo popatrzył za nim, burknął coś w stylu "Mogłeś poprosić!", po czym rozdarty spojrzał na swoje jedzenie. Nie, nie będzie go gonił... Ma lepsze smakołyki...
     Z tą myślą wrócił do jedzenia. Trzeba będzie częściej wykorzystywać Celty, żeby Shinra mu tak gotował...


sobota, 8 sierpnia 2015

#3 Na psa urok i kocią łapę - Bałagan

Hejo hejo~
Czy tylko ja w wakacje zaczynam cierpieć na bezsenność, czy ktoś mnie pocieszy i powie, że też tak ma~? x3"" To naprawdę denerwujące, kiedy się wstaje o 14~! Mój sen płata mi figla i chce żebym przespała życie. >3<
A tak poza dziwacznym gadaniem o swoim życiu~! Ta-dam, oto nowa część puchatego opowiadanka~... No dobrze, ono nie jest puchate, puchate to u nas są komarki i wampirki (Co za przemieszanie, co za wprowadzanie w błąd~! x3) ale coś w sumie w tym jest~...
Ekhem, za bardzo przynudzam co~? No to ja jeszcze tylko tyle, że cieszę się, że to opowiadanko wywołuje w was tyle pozytywnych emocji! >w<
Enjoy~!

Hejo~...
Ja też się cieszę, że wam się nasze urocze zwierzaki podobają :3 Cóż~~ nie mam za bardzo co mówić bo upał odbiera mi wszelkie siły do życia. Pamiętajcie o nakarmieniu psiaków klikając w stosowny banerek.
Enjoy~!

     Izaya w obecnej chwili przerażony zwisał, zaczepiony pazurami o firankę. Autentycznie bał się kundla który w amoku szczekał ledwie metr niżej. Cóż, tym razem Izaya przesadził i dobrze wiedział, że przesadza gdy strącał encyklopedie medyczne Shinry na ogon śpiącego Shizuo. Ale co zrobić... Doktorek wyszedł ze swoją ukochaną a Izaya... nudził się!
   Shizuo szczekał, warczał, a nawet skakał. Niewiele to dawało dla jego zemsty, ale przynajmniej Izaya się stresował. Chociaż tyle.
     Jak to mówią, jak jesteś wkurzony, wyżyj się na poduszce. W tym wypadku Shizuo wkurzony podskoczył do kanapy, złapał za pierwszą z poduszek i warcząc zaczął się potrząsać w zębach, tym samym ją rozrywając.
- Ty będziesz następny! - wyraźnie mówił przekaz.
     Izaya odetchnął z ulgą, widząc, że to nie on a poduszka jest atakowana i w tym samym momencie... puściły zasłony. Przerażony kot zjechał, rozcinając przy tym materiał na cienkie paski. Miauknął przerażony gdy wylądował tyłkiem na ziemi i czym prędzej uciekł zwalając przy tym doniczkę.
     Golden z warknięciem rzucił się w pogoń za Izayą. Chapsnął nawet roślinkę, ale kota nie dorwał. Zatrzymał się, by oderwać liść z rośliny i tym samym sposobem wyciągnął ją częściowo z ziemi, wysypując czarne grudki na podłogę. Fuknął, otrząsnął się i rozejrzał za Izayą.
- O Shizu-chan chce mi rzucić kwiatka? Jak uroczo~... - aadrwiła kicia, wyglądając zza zdjęcia Celty. - Chociaż wolałbym takie w papierku a nie obślinione. - Wzdrygnął się. - Ale muszę przyznać, ładnie wyglądasz z kwiatkami w pysku, jeszcze ci tej muszki klauna-kelnera brakuje~... - dodał, spacerując sobie z gracją po półce.
- Izayaaaa! - zawył pies-Shizuo i rozejrzał się, idąc za swoim ogonem. W końcu podskoczył do stołu, złapał z tamtąd jakoś wazon i pokręcił się odrobinę, po czym udało mu się rzucić. Niestety, ściana. Pobiegł po gąbkę z łazienki, płyn, nic. W końcu zdenerwowany warknął i złapał za miotłę, starając się tak poruszać głową, żeby dosięgnąć kota.
     Izaya biegł jak najszybciej potrafił, słysząc, jak miotła tuż za nim strąca kolejne książki, zdjęcia i bibeloty. Miauknął głośno, gdy uderzyła go w tyłek i gdy przeturlał się po podłodze.
- Shizu~... Gwiazdki widzę~! - zachichotał, starając się złapać je kocimi łapkami.
- Serio? - zawarczał i podszedł, zostawiając miotłę na pastwę losu.
     Szturchnął Izayę nosem, widząc, jak ten macha łapkami w powietrzu.
- Mendo, wracaj do normy, jeszcze z tobą nie skończyłem... - wymruczał koło jego ucha, próbując przewrócić go na bok, a potem na łapy, żeby znów uciekał. Bezbronnego bić nie będzie.
     Izaya skamieniał, widząc przed sobą ogromną mordę blondyna, która na niego sapała.
- Umyj kły, woda z klozetu ci nie służy! - mruknął, machając w powietrzu łapką. - Lepsze niż sole trzeźwiące! - zapewnił i korzystając z chwili rozproszenia psiaka drapnął powietrze tuż obok jego ucha i z piskiem uciekł pod kanapę.
- Wracaj, mendo! - szczeknął głośno i pobiegł za nim, próbując złapać chociaż jego ogon. Nie do końca się udało. Szkoda. Wrzuciłby go do tego klozetu... Zawarczał, zaraz biegnąc znów po miotłę i starając się nią przesuwać pod kanapą, przynajmniej kijem. Niestety na tyle to nie szło, że zbyt się skupił na kiju...
     Izaya uczepił się pazurami kanapy od spodu i dzięki temu kilka razy uniknął miotły. Uznał, że losu lepiej nie kusić i w taki sposób, do góry nogami, ruszył w stronę oparcia, a potem po nim na czubek kanapy. Shizuo był dziwnie spokojny, choć powarkiwania i ciamkanie nie wróżyły niczego dziwnego. Kot siedząc na szczycie mebla odważył się jednak spojrzeć co się dzieje i... zobaczył Shizuo obgryzającego kijek. Trzymał go w łapach jak każdy pies i wyrywał kolejne części drewnianej rączki.
     Izaya nie mogąc się powstrzymać od śmiechu zjechał z kanapy, a gdy tylko zauważył jak blisko psa się znalazł znów się na nią wdrapał, przy okazji robiąc dziury w pięknej nowej tapicerce Shinry.
     Shizuo oderwał się dosłownie na chwilę od kija, przypominając sobie, co miał robić. Pacnął kij łapą i warknął na niego jakby mówił "zostań", choć naprawdę nic takiego nie powiedział. Rozejrzał się dookoła, a widząc Izayę wskoczył na kanapę, brudząc ją resztką ziemi, jaką miał na łapach. Że kot zwiał na biurko, tam też wpadł, robiąc totalny chaos. Cóż. Za kubek od Celty pewnie mu się dostanie... Aczkolwiek nie zauważył nawet co to za kubek, bo biegł już dalej, po drodze wywalając kosz.
     Izaya na początku zwinnie omijał wszystkie przedmioty licząc, że blondyn będzie w tym wolniejszy od niego. Jednak gdy zauważył, że Shizuo wcale się nie męczy a po prostu rozwala wszystko na swojej drodze postanowił to wykorzystać. Podbiegł pod ogromny stos wyników i badań jakie miał przeanalizować Shinra i poczekał chwilę, aż rozpędzony kundel w nie wleci samemu bezpiecznie umykając w ostatniej chwili. Wspiął się po jakimś swetrze (który Celty zrobiła dla Shinry) na szafę i liczył, że tam to wszystko przeczeka... a może podejrzy rodzącą się miłość Shizuo i kijka? "Najpierw znaki i automaty teraz poduszki i kije od mioteł" - Prychnął i pokręcił z rezygnacją łepkiem.
- Chodź tu, żebym mógł cię ukarać! - warknął i prychnął, zdezorientowany chwilowo białymi papierami. Machnął nerwowo uchem, zadygotał ogonem i stanął, patrząc na Izayę. Nagle warknął znów i podszedł do swojej naddartej poduszki, żeby znów wyładować się za to, że nie mógł sięgnąć Izayi.
- Ach Celty cóż to był za wspaniały spacer~! - Shinra ukłonił się przed swoją ukochaną otwierając dla niej drzwi i wpuścił ją do domu. - I byłaś tylko ze mną, to takie uro... - Zamarł widząc strzępy swojego pokoju. A Shizuo, na domiar złego wciąż gryzł jedną z poduszek szarpiąc nią na wszystkie strony. - Moje... Moje... Moje papiery! - krzyknął, podbiegając do biurka. - Tyle to układałem... - zasmucił się i chciał upaść na kanapę jednak... odnalazł tam porwaną tapicerkę i ziemię. Cóż... Z kwiatków już nic nie będzie i kto wie skąd się wzięły storczyki na krześle... - Przynajmniej Izaya żyje, co nie? - zapytał smętnie, patrząc na mordującego poduszkę psa. Ten tylko kiwnął łbem na szafę i wrócił do wyskubywania pierza. Shinra skierował swój wzrok na szafę. Pisnął jak baba i zemdlał. Sweter który dostał od Celty był... cały w strzępach!

sobota, 1 sierpnia 2015

ROZDZIAŁ 7 - Wkurzający Komar

Hej, hej~... pomału zbliżamy się do końca tego uroczego opowiadanka, co nieco mnie smuci T^T bo naprawdę polubiłam komarka :3
Cóż... ze spraw organizacyjnych chyba nie mamy nic...
No więc poprosę was tylko o kliknięcie banerka po prawej i nakarmienie psiaków
Oraz Enjoy~....

<< tu powinien być wstęp Inu-chan, ale bawi się gdzieś dobrze beze mnie... i zapomniała go napisać to też NIE MA >>



- Shizu-chan nie patrz tak na mnie~! - Powiedział lekko wciąż wpatrując się w sufit. - Dobrze słyszę twoje myśli tak czy siak~... Nie ważne co powiesz. Ale ja też ci coś powiem. Dobrze wiem, że nic z tego się nie spełni, ale jeślibym tak myślał ciągle chodziłbym smutny, a tego nie chcę więc... wolę po udawać. Tak samo jak te wszystkie żarty o twojej impotencji... i teraz i kiedyś. Wcale nie zamierzam nic z tobą robić, po prostu... Zabawnie na to reagujesz więc nie przejmuj się tym tak, dobra? - Usiadł puszczając mu oczko. - Choć jesteś bardzo słodki martwiąc się o wroga~...
- No to wyjdź mi z głowy jak masz słuchać i się smucić. - prychnął, odwracając wzrok. Żeby nie mieć prywatności we własnej głowie! W końcu nie chciał go smucić, a właśnie zostawić to w spokoju, ale nie, on musiał słuchać... Zresztą jakie zabawne reakcje...? Na pewno nie robił tego teraz dla jego reakcji, bo jego reakcjami było zaprzeczanie, przez co sam stwierdził, że się smuci, więc to nie zabawne... A jakby zostawił myśli o nim, tylko dał sobie spokój, to by się w końcu z tym oswoił i przestał się zadręczać, bo wcale nie mógł go jakoś specjalnie... lubić... skoro Shizuo praktycznie nigdy nie był dla niego miły... Wszystko proste i logiczne... Nie licząc może tego, że serio pomyślał o całej tej umowie, którą proponował Izaya. Jak coś do niego niby czuje, co zresztą było widać, to tym bardziej nigdy się na coś takiego by nie mógł zgodzić... No i dlaczego do cholery nie zostawił go w pokoju? Blondyn oparł ciężko głowę na ręce, wgapiając się gdzieś w przestrzeń karczmy. Spać mu się chciało. Może to przez tę butelkę wina...?
- Nie miej tak zawiłych myśli, bo nic nie rozumiem! - Zaprotestował, wpatrując się w blondyna lekko baranim wzrokiem. - I nie roztrząsaj tak tego, bo nie wiem co ci odpowiedzieć. - zachichotał. - Ale to głupie~! Shizzy sprawia, że JA nie wiem co powiedzieć. Niezwykłe~! - Puścił mu oczko. - Dlatego tak właśnie lubię ciebie i twoje reakcje, nie ważne co ci powiem, albo jak się zachowam i tak ciebie nie zrozumiem~... Mimo wszystko nie sądziłem, że wziąłeś mnie na serio z tę propozycją. Tak nisko się nie cenię, no i nie jestem na tyle chętny by zginąć dla przyjemności. Jeszcze go sobie poświęcisz przed włożeniem. - Uśmiechnął się perfidnie, zaraz po tym jednak zmieniając wyraz twarzy na niewinną. - Ups...
     W odpowiedzi Shizuo popatrzył na niego tylko wzrokiem mordercy.
- Masz mnie za idiotę...? Wyjdź mi z głowy albo nie ręczę za siebie...
     Może i w tej postaci ciężej byłoby go dorwać, ale dorwałby go na pewno... Lub tak zmęczył, że ten sam by musiał przysiąść i by go zabił... Zapewne rozkwasiłby jakimś konarem w lesie. Najpierw mówi jakieś rzeczy jak najbardziej serio, a potem twierdzi, że wcale nie i nie jest tak głupi... Przecież jakby te propozycje nie brzmiały aż tak serio nawet by w nie nie uwierzył... A jaki był sens w składaniu tak realnych propozycji, skoro zamierzał go potem wyśmiać...? Ćwiczył sobie? Nigdy nie było pewności. Potrząsnął głową, odwracając znów wzrok. Przysnąłby nawet na leśnej ściółce, byle nie wracać ponownie do klasztoru. Bo co mu zrobią...? Zwolnią go. Najwyżej, wywalą, ekskomunikują. No i co... Znajdzie inną robotę, a wampiry będzie zabijał hobbystycznie... Ciekawe, czy z ekskomuniką to działa tak samo...
- Nie zadziała. Twoja ekskomunika byłaby mi bardzo na rękę~... - Izaya nadal uśmiechając się wrednie pokazał blondynowi język. - Chyba nie sądziłeś, że zawsze będę taki grzeczny? Chociaż... Mogę spróbować jeśli tego chcesz~...
- Skąd. - sarknął, nawet na niego nie patrząc. - Proszę bardzo, bądź sobie jak do tej pory i mąć mi dalej. Albo nie wiem, polataj sobie po ludziach, opij się dobrze i rośnij szybko. - Miał już dosyć ciągłego śledzenia i komentowania jego myśli, a ponad to wszystko mącenia w nich. Raz jest wkurwiającym wampirem, raz zrobiłby wszystko dla niego i jest całkiem zabawny, raz znów wkurza, ale wciąż trzyma się obok, raz namawia go do idiotycznego łamania swoich własnych zakazów, a w końcu zaprzecza i stwierdza, że tylko go sprawdzał! Gdyby faktycznie chciał takiego czegoś, wyrwałby sobie jakąś zakonnicę albo i zwykłą dziewkę. I i tak byłoby mniej mącenia. I on twierdził, że mógłby być "grzeczny"? I to gdyby Shizuo tego chciał? Ta, jasne! Nie dałby nawet rady... To nie leżało w jego naturze... Widząc pytające spojrzenie karczmarza pokręcił głową, że nic więcej nie chce.
- Dałbym radę! - uparł się jak dzieciak, podnosząc do góry piąstkę. - Musisz tylko powiedzieć proszę~! - Uśmiechnął się wesoło przekrzywiając główkę, a na jego policzki wypełzł dziecięcy rumieniec.
- ...Proszę. - odezwał się bez większego przekonania. W końcu specjalnych wymagań co do wypowiedzi nie było, więc swoją część wypełnił. A Izaya i tak i tak nie da rady. Jakoś mógłby się o to nawet założyć... Ale niech mu będzie, niech sobie próbuje.
- Yatta!- Brunet zaklaskał w dłonie i wstał ze stołu. Otrzepał sobie tyłek z niewidzialnego kurzu i podszedł do blondyna. Do ust przyłożył sobie piąstkę, jakby nad czymś się zastanawiał po czym pokiwał do siebie poważnie główkę i odważył się szarpnąć blondyna za rękaw. - Ne, ne Shizuś... A o co ty mnie w ogóle prosiłeś? - Uśmiechnął się rozbrajająco.
- Prosiłem, bo powiedziałeś, że jak to powiem, to będziesz grzeczny. - mruknął odrobinę niewyraźnym głosem, patrząc na niego z oczekiwaniem. - Więc?
- Hai~!!!- Wykrzyknął wesoło zaraz później siadając naprzeciw blondyna. Podciągnął sobie kolana pod brodę i objął nogi rękoma. Wpatrywał się w blondyna z miną potulnego i grzecznego ucznia. Czekał aż ten znów coś powie, by odpowiedzieć i zacząć jakąś normalną rozmowę.
- E...? - Przekrzywił głowę, przypatrując mu się. To teraz będzie tak siedział...? - To będziesz tak cicho i nie będziesz się oddalał? - upewnił się. W końcu każdy ma swoją definicję grzeczności...
- A co mam zrobić?- Zapytał wesoło. - Mam być grzeczny, więc pilnuję się mojego opiekuna, uśmiecham się i liczę, że nagrodzi mnie głaskaniem... Czy to źle?
- Aaa... - mruknął i zerknął na butelkę. Pusta. Na kurczaka. Już chłodny, zapewne... No i na Izayę. Wyciągnął dłoń, a w końcu wystawił palec, by zacząć go powoli głaskać po łepku. Oparł znów głowę na drugiej ręce, przyglądając mu się. No i tak było najlepiej... Jak go nie wkurzał i nie musiał się z nim sprzeczać.
     Izaya lekko zarumieniony chętnie ustawiał główkę tak, by Shizuo mógł go głaskać jeszcze przyjemniej. Od czasu do czasu pomrukiwał i wzdychał zadowolony. Tak to on będzie grzeczny zawsze gdy Shizuo sobie tego zachce. Taka słabość jego małej wersji. Uwielbiał głaskanie.
     Tak to Shizuo mógł siedzieć... Przymrużył lekko oczy, zadowolony z ciszy i jedynie mruczenia w swojej głowie. Jak tak, to mógł go nawet polubić... Tę jego słodką wersję... Jednak Izaya to Izaya, a nie ten komar, którym sądził, że jest.
- Shizu-chan... - zamruczał, nadal poddając się jego pieszczotom. - Daj mi się o coś oprzeć... - poprosił, mrugając zaspanymi ślepkami. Ziewnął, zakrywając małe usteczka piąstką i przeciągnął się.
- Mhm... - mruknął równie zaspanym głosem i zgarnął go na dłoń, opatulając go nią. Głaskał go teraz kciukiem lekko. Wstał, odparł karczmarzowi że i owszem, wychodzi, po czym wyszedł i udał się do lasu, wciąż głaszcząc lekko Izayę i trzymając go przy sobie.
- Gdzie mnie zabierasz Shizzy? - zapytał zaspanym głosem. Samoistnie tulił się do ręki jak do ogromnej, ciepłej poduszeczki. - Nie chciałeś iść do zakonu... Więc gdzie?
- W zasadzie powinienem tam wrócić... Ale idziemy się przejść. - Wsunął dłoń do kieszeni razem z Izayą, by było mu cieplej. No i ruszył w las, bo gdzież by indziej...
- Ale gdzie? - zapytał zdziwiony. Czyżby Shizuo miał jakąś tajną chatkę? Albo coś? - A ty nie jesteś zmęczony? - ziewnął.
- Kryjówka. - mruknął krótko. Rozgarnął krzaki, wchodząc głębiej w las. Gdzieś na prawo, potem prosto, koło starego drzewa... Oko wodne... - Jestem dziwnie zmęczony, ale najpierw dotrę na miejsce.
- To nie przeze mnie. Wcale tak dużo nie wypiłem. - bronił się, tuląc nadal do ręki. Nie chciał jej oddawać. Nie chciał sam zostać w zimnej kieszeni.
- Za to ja dużo wypiłem... - mruknął, postanawiając nie zabierać ręki, a rozgarniał wszystko tylko jedną ręką. Wszedł w gęstwinę w której, o dziwo, okazało się, że w środku jest pusto. Znaczy o dziwo dla tych, którzy tej "gęstwiny" nie budowali. Shizuo stworzył sobie coś w rodzaju namiotu z gałęzi i krzaków, wykorzystując naturalny teren.
- Gdybym mógł być wredny powiedziałbym, że to tu Shizuo przyprowadza i wykorzystuje wszystkie panienki. - Izaya wyjrzał z kieszeni oglądając prowizoryczny namiot. Shizuo jakimś inżynierem nie był, ale trzeba było mu przyznać, że konstrukcja była solidna. - Chcesz spędzić tu ze mną noc?
- A co, chcesz wracać do zakonu? Bo mnie się nie spieszy... - mruknął i przysiadł przy kupce zerwanej trawy i liści. Oparł się o nie, znów odruchowo poniekąd gładząc Izayę po łepku. - Przy okazji, nikt tu nie trafia prócz mnie i sądzę, że tak pozostanie. - Specjalnie prowadził go dość okrężną drogą...
- Teraz ja tu trafię... - mruknął, przymykając ślepka. - Nie masz nic przeciwko?
- Trafiłeś, ale drugi raz nie trafisz... - mruknął i przymknął oczy, za chwilę je zamykając. Drzemkę sobie utnie, w końcu... I tak pewnie nie pośpi tyle, ile trzeba... - A jak ci się uda drugi... To powodzenia...
- Trafię~... - zapewnił go wesoło. Wypełzł z kieszeni i stanął na ramieniu blondyna. Rozejrzał się dookoła. Drzewa, drzewa i trochę krzaczków. No cóż... Znajdzie to po zapachu, jak to wampir. Widząc, że Shizuo zasnął uśmiechnął się wesoło i przeszedł na klatkę piersiową blondyna. Wsunął się pod jego koszulę układając głowę w zagłębieniu jego szyi i wpatrywał się w niebo.
     Heiwajima momentalnie odpłynął, sam nie wiedział kiedy. Obrócił głowę wygodniej na kupce liści. Przydługa już grzywka opadła mu na oczy, a szyja, całkiem blada, stała się jeszcze bledsza, gdy wyeksponował ją w świetle zachodzącego późno słońca prześwitującego przez gałęzie nad nimi. Wciągnął głośniej powietrze nosem, a rysy jego twarzy się wygładziły, gdy powoli się odprężał.
     Izaya przesunął się bardziej na mostek blondyna i przekręcił się na brzuch, oglądając słodko pochrapującego blondyna.
- Tak to ja mogę leżeć... - westchnął, rozmarzony. - Mógłbym tak zasypiać już zawsze. - rozmarzył się. - Wtulony w to ciepłe ciało. A gdybym był dużym wampirem odgarnąłbym ci jeszcze listek z grzywki Shizuś~... - zachichotał cichutko.
     Blondyn, całkowicie tego nieświadomy, otworzył lekko usta, zaczynając pochrapywać od czasu do czasu. Po dłuższym czasie zaczął śnić i wtedy już ułożył dłoń na brzuchu, poruszając czasem ustami, jakby coś mówił.
     Izaya przypatrywał mu się z fascynacją. Wbrew wszystkiemu, dla niego Shizuo wyglądał słodko. Naprawdę słodko. Dlatego nadstawiał uszu jak tylko mógł, by usłyszeć, co też takiego egzorcysta mówi.
     Heiwajima wydawał z siebie jedynie niesłyszalne dla ludzkiego ucha dźwięki przypominające słowa. Pokręcił na coś nosem i przestał, a potem zaczął od nowa.
- Miodu... - mruknął cicho, po chwili się zamykając. Minęła kolejna dłuższa chwila, nim dało się rozpoznać słowa. - Ale nie idę... - Chrapnął cicho i zamilkł, jakby nie zamierzając mówić już nic więcej. Wyjątkowa szczerość w tym śnie, tyle tylko, że nie mówił wszystkiego.
- Dobrze~... - odetchnął Izaya, wtulając się w niego mocniej. - Nie odprawiasz nade mną egzorcyzmów to mogę spać spokojnie. - stwierdził.
     Po jeszcze kilku niewyraźnych pomrukiwaniach Shizuo zasnął na dobre i zamilkł na następne godziny. Słońce dawno zaszło, gwiazdy świeciły na niebie, a on dalej spał...
     Izaya kołysał się na piersi blondyna z każdym jego oddechem unosząc się to w górę, to w dół. Obserwował przy tym gwiazdy i słuchał cichego pochrapywania blondyna.
     W końcu Shizuo obudził się gdzieś w środku nocy. W ustach sucho, oczy go nieco bolały, jakby za dużo nimi ruszał... Głowa też trochę pobolewała, ale to od zimna. Roztarł skronie i rozejrzał się, po czym usiadł prosto, krzyżując nogi. Ach, jego kryjówka... To teraz po jakąś wodę...
- Ła! - Izaya pisnął, koziołkując w dół torsu blondyna gdy ten się podniósł. Czego jak czego, ale tego się nie spodziewał. Liczył jednak, że Shizuo go zauważy, albo chociaż poczuje że coś sturlało mu się na krocze.
- Hę? - mruknął i podniósł Izayę, przyglądając mu się. - A wybacz, zapomniałem... - mruknął i wsunął go do kieszeni. Zaraz jednak zmarszczył brwi. - Ej, a ty nie siedziałeś wcześniej w kieszeni...? - spytał mocno zachrypniętym głosem.
- Siedziałem. - przyznał się od razu. - Ale istniało realne zagrożenie zgniecenia mnie, dlatego przeniosłem się tu~...- Uśmiechnął się, wskazując jego klatkę piersiową. - Nie pomyślałem, że budząc się zafundujesz mi przejażdżkę z takim finałem~...
- Tak, tak... Przejażdżkę... Zgnieść cię? Jakoś nie sądzę... - Ziewnął w dłoń i wstał z nim w kieszeni. - Dobra... - Ruszył się do wyjścia i szukać wody. Przystanął dopiero jak coś go tknęło. - Ej... Izaya, czy ty mogłeś widzieć moje sny...? - Zmarszczył brwi. No w końcu dotyczyły polowania więc... Hm...
- Mógłbym widzieć sny, mógłbym nawet się w nich pojawić albo je zmienić. Ale wyraźnie prosiłeś mnie bym tego nie robił, to nie robiłem. - Uśmiechnął się, nadstawiając głowę do głaskania. - Ale jedna rzecz mnie nurtuje... O co chodziło z tym miodem?
- Aha. - mruknął, zerkając na niego. Czyli to tak... No to całkiem dobrze... I co on się tak nastawiał? Ach, tak, nagroda. Shizuo mimowolnie się uśmiechnął. No, jak był grzeczny... Wsunął dłoń do kieszeni, głaszcząc go palcem po głowie. Słysząc o miodzie jednak na chwilę przestał. - A o miodzie skąd wiesz? - Zresztą sam żadnego miodu nie pamiętał... A jak nie wiedział, o co z nim chodziło, to ciężko powiedzieć. Zależy, co z nim zrobił...
- Mówiłeś przez sen, ale co ci się mogło śnić o miodzie? - Mruczał, czując palce na głowie. - Powiesz mi?
- A... Jak tak, to pewnie miód pitny. Znaczy się takie coś rozgrzewające... No. - Dokładniej nie chciał mu tłumaczyć. Zresztą Izaya i tak pewnie niestety wiedział... Jak akcja działa się najpierw w karczmie, a przynajmniej z tego co pamiętał, to miało sens. - No to tylko taki miód. - Podszedł w końcu do źródełka i upił wody z wierzchu. Chłodna... A jak przyjemnie w gardle...
     Izaya podrapał się zdziwiony po głowie.
- miałeś pijacki sen o piciu? Cóż to za dziwne kłamstwo? - Zmarszczył brewki, a usta wygiął w podkówkę. - Czemu nie powiesz prawdy?
- Nie no, miód był naprawdę miodem, a czym miał być? - spytał już normalniejszym, mocniejszym głosem. Obmył jeszcze zmęczoną twarz. Tak zdecydowanie lepiej... - A śniło mi się ogółem co innego, ale przecież to nie ma nic wspólnego z miodem...
- Nie złość się... Jestem tylko ciekaw. - wyjaśnił, kuląc się niepewnie. Zatrząsł skrzydełkami. - To może... Opowiedz mi o swoim śnie, dobrze?
- Nie złoszczę się... Gardło mnie w końcu nie boli to mówię głośniej. Jakoś je wypróbować trzeba. - Otarł oczy rękawem i ruszył w stronę klasztoru. Patyki chrzęściły mu pod stopami, po czym wyraźnie dało się poznać, że idzie ktoś nieostrożny. - A co do opowiadania snu, to może lepiej nie... Za to ty możesz mi opowiedzieć co robiłeś, jak spałem.
- Ja? - jęknął, zawiedziony. - Nic aż tak ciekawego... Patrzyłem się w gwiazdy... Trochę na ciebie. Śmiałem się z listka w twoich włosach i to chyba tyle~... Twój sen na pewno był ciekawszy.
- Nie był wiele ciekawszy... - Wyjął z włosów liście, gdy Izaya mu o tym przypomniał. A przynajmniej jako-tako wytrzepał je z włosów... I dalej szedł przez las.
- Ale trochę ciekawszy był? No to opowiedz mi. Szybciej minie nam droga nie uważasz? - zaproponował, wychodząc z kieszeni i wdrapując się po płaszczu na ramię egzorcysty.
- Nic ciekawego... Najpierw karczma, miód, a potem urządziłem polowanie... Taki zwykły dzień. - Nie dodawał, że w karczmie było pełno pań, a polowanie było na wampiry i że śniło mu się, że szybko zabił oba i miał święty spokój.
- Smutno mi, że nie mówisz wszystkiego. - westchnął, siadając mu na ramieniu niczym papuga u pirata. - Czemu tak mi nie ufasz? To chyba nie było nic strasznego, prawda? Czemu nie chcesz powiedzieć? - Narzekał jak dzieciak, marudząc i od czasu do czasu siąpiąc nosem.
- No kiedy mówię, że zwyczajny dzień. Nudno to opowiadać... - mruknął, wychodząc zza drzew na polanę, z której już tylko kawałek do klasztoru. Ciemno, wiał chłodny wiatr, aż ciężko było oddychać. Okrył się dokładniej płaszczem. - Nic szczególnego, można powiedzieć, że wszystko ci już powiedziałem. Wy naprawdę nigdy nie śpicie? - zmienił temat. - Miałem wrażenie, że raz kiedyś jednak wam się zdarza...
- Zdarza.... W dzień... Raz na kilka dni. - mruknął, łapiąc się mocniej płaszcza by go nie wywiało od blondyna. - O właśnie, nie przestrasz się jak któregoś dnia zastaniesz mnie zimnego, nie oddychającego i nie ruszającego się... Zacząć się martwić możesz po hmm… Jakichś 15 godzinach... Choć nie wiem jak będzie to wyglądało w tej formie. - mruknął, zaraz później coś sobie przypominając. - Tylko nikomu nie mów tego co ci powiedziałem! - zastrzegł.
- Raczej nie widzę powodu do dzielenia się swoimi informacjami. Ale... Czemu zimny, nie oddychający i nie ruszający się? Tak śpisz? – mruknął do niego. Rozejrzał się. Nikogo na horyzoncie... Bo była noc, pewnie było dość mało straży... - Swoją drogą, śpisz do piętnastu godzin? Co jeśli dłużej?
- Shizzy jestem wampirem, nigdy nie widziałeś śpiącego wampira? - zdziwił się tym nieco. - Śpi w trumnie z prostego powodu~... Wygląda wtedy jak trup wiesz? W sumie nawet nie wiem czy technicznie nie jest wtedy trupem. - zachichotał. - Wiem, że wampiry śpią cały dzień, od wschodu do zachodu słońca, czasem mniej, więc około 15 godzin nie?
- Może i... Jakoś nigdy nie widziałem śpiącego wampira, to szczęście mnie ominęło. Słabo się was wyczuwa w takich chwilach. – Wzruszył ramionami i użył ukrytego wejścia, by trafić na swój korytarz przez długi tunel. - Szkoda, byłoby... - "Prościej" dodał w myślach, ale nic nie powiedział.
- I bardzo dobrze. - prychnął. - Zresztą wampiry zawsze się chowają gdy już muszą się wyspać... - mruknął. - To niebezpieczne, niestety... I Shizuś przypominam ci tylko, że urywanie sentencji wcale nie sprawia, że nie domyślam się co chcesz powiedzieć...
- No i co? Myśli nie zmienię, można się co najwyżej cieszyć, że ich nie kończę. - mruknął niechętnie. Przynajmniej nie skończył ze względu na niego, a że się domyśla to już wina Izayi... - Dobrze dla was, że się chowacie, bo szybko byście wymarli. - dodał dla samego faktu.
- Wiem o tym. A ciebie ostrzegam, żebyś nie uznał ze jestem jak stara, zdechła rybka i żebyś mnie nie wyrzucił do jakiegoś wozu z nieczystościami... - mruknął. W końcu u Shizuo wszystko jest możliwe.
- No wiesz? - Uniósł brew niedowierzająco. On go o coś takiego posądzał...? - ...Pogrzebałbym cię jak na chrześcijanina przystało. Tylko może bym nie poświęcił, bo a nóż kiedyś ożyjesz i mógłbym cię zabić sam. - burknął. Tak, tak zapewne by było... Choć pewnie by odczekał, czy się obudzi...
- Tak bardzo mądrze, - pochwalił go. - Wbij krzyż przed grobem wampira i co, może jeszcze czekaj aż sam się wykopie? - fuknął na niego.
- Oj no... Pogrzebałbym cię w ziemi w jakiejś skrzynce na nie poświęconej ziemi i tyle, no. Przecież, że nie odkopywałbym cię codziennie... Ale nie martw się, jest zwyczaj czekania trzech dni z pochówkiem, do tego czasu chyba byś się ocknął, nie? - zauważył.
- No o tyle dobrze. - mruknął. - Nie zabiłbym cię w szale, a to się najbardziej liczy... - westchnął, wtulając się w niego mocniej. - To wielkie coś to klasztor? To WSZYSTKO to klasztor?
- Zabić mnie? Jak to sobie wyobrażasz...? I czemu w szale? - W końcu na krzyże w jego pokoju tak nie reagował... No to ciekawe, skąd u wampira szał. Popatrzył na budowlę klasztoru, mury i całą resztę, po czym popatrzył na niego. - No, klasztor, razem ze stajniami, chlewem i takimi tam... Całe, a co?
- Wieeeeelki~... - mruknął, oglądając go z ramienia blondyna. - Wcześniej wydawał się taki jakiś mniejszy... - przyznał. - Albo to ja byłem większy... - zachichotał. - A ten "szał" to sam nie do końca rozumiem, wybacz. - Podrapał się po łepku, uśmiechając głupio. - Coś takiego po prostu jest. Jak pochowasz wampira w zwykłym grobie z krzyżem, ten obudzi się, przeniknie ziemię i zacznie mordować wszystko na swojej drodze dopóki się nie zaspokoi... Nigdy nie słyszałeś takich legend?
- No, raczej byłeś większy... Od mojej dłoni chociażby, a to dużo zmienia... A co do tych legend. Najpierw, komarze, weź urośnij, a potem możesz się brać za mordowanie. ...Przynajmniej będę miał... No, ale legendy słyszałem. Właśnie dlatego was się powinno grzebać z osikowym kołkiem, nie inaczej... Chociaż liczyłem, że jak w tej formie położę cię pod ziemią to nie będzie kłopotów. – Po raz wtóry wzruszył ramionami. Po paru chwilach jakoś "przeniknął" do swojej celi i zamknął się w niej. Nikt go nie przyłapał... Po kłopocie. Raczej chyba nikt nie spyta, gdzie był.
- No... Mordować w tej formie nie umiem. - zgodził się. - Ale mierzylibyście się z największą plagą komarów od stuleci! Wolelibyście już umrzeć niż tak się drapać! - wygrażał się w żartach. - Shizzy jesteś zmęczony czy nie? - zapytał zaciekawiony.
- Pff, jakbyś się tak wszystkim wgryzał w tyłki to faktycznie dla obu stron byłoby już przyjemniej umrzeć. - parsknął, po chwili wybuchając śmiechem. Choć powinien zachować ciszę, więc stłumił go jak mógł. Legł na swoim posłaniu i popatrzył na bruneta. - Średnio zmęczony, czemu pytasz?
- Bo chciałbym pogadać... - powiedział, wchodząc na blondyna i usiadł mu po turecku na klatce piersiowej. - Wiesz... trochę mi się znudziło patrzenie na ciebie i czekanie. Nudno tak gdy nic nie robisz...
- Wyobraź sobie, że mam tak co noc. - dodał, przymykając powieki. - Musisz się przyzwyczaić. A jak ci nie pasuje, wywalę cię na noc za okno, żebyś się wyszalał, chcesz? - zaproponował całkiem poważnie. Zawsze to sposób... - Każdy człowiek potrzebuje snu, ty też kiedyś potrzebowałeś, nie?
- NIE! - krzyknął autentycznie przerażony, mocno łapiąc za guzki przy koszuli blondyna. Nie zamierzał go puszczać. - Kiedyś tak, teraz też... Choć rzadziej... - Popatrzył na niego nieufnie, nadal ściskając guziczek.
- Co "nie"? - Otworzył trochę szerzej oczy, przyglądając mu się. – Nie wywalać cię za okno? To nie narzekaj, że sypiam... No, jak tobie też się zdarza tym bardziej... Właśnie, co ile gdzieś tak zdarza ci się spać? - spytał, prawdziwie zainteresowany tym faktem, choć tego nie okazywał.
- Nie wywalaj... - poprosił niepewnie puszczając guziczek. - Nie wiem, różnie to jest... - zaczął się nieskładnie tłumaczyć. - Nie mogę powiedzieć... - przyznał w końcu. - To jest trochę... Zbyt niebezpieczne...
- Niebezpieczne, że powiesz, czy że zaśniesz? - W sumie niebezpieczne były oba... Nie, no zaraz, wcale nie było niebezpieczne jakby mu teraz powiedział co ile śpi. W końcu i tak nie wiedział, gdzie. Chociaż może i bezpieczniej dla niego byłoby mu nie mówić... Gdyby Shizuo dowiedział się od niego możliwe, że nie skorzystałby z forów.
- Wredny! - fuknął na niego, obrażony. Założył ręce i spojrzał główką w bok. - Powinieneś mnie zapewniać, że tej wiedzy nie wykorzystasz, a nie. - powiedział, robiąc naburmuszony dzióbek. - I tak ci za dużo już powiedziałem...
- Jestem ciekaw, więc pytam. Jeśli nie chcesz mówić to cię przecież nie zmuszę. - zadeklarował. - Czemu miałbym kłamać, żebyś mi powiedział? - Jak już zdobywał informacje to uczciwie... Inaczej by z nich nie korzystał.
     Izaya popatrzył na niego naburmuszony i zły.
- Shizuś no baaakaaa! - wrzasnął mu w głowie, po czym "hmpknął" niezadowolony.
- Czyli boisz się, że je wykorzystam. - parsknął i puknął go lekko w łepek palcem wskazującym. - Mam rację? - Był przekonany, że ma rację. No i że Izaya chciałby, żeby mu nic nie zrobił... Ale przecież nie mógł obiecać, że jak będzie dużym wampirem i coś zrobi to da mu spokój.

wtorek, 28 lipca 2015

#2 Na psa urok i kocią łapę - Toaleta

Hej, hej~... fajnie że tak miło przyjęliście nową serię~!
Mam nadzieję, że wam się spodoba od samego początku do końca... cóż nie mam co powiedzieć, może tyle, że na kessho pojawił się one-shot z pairingiem który wygrał ankietę~...
Enjoy~....

Ohayo~!
Też się cieszę, że tak wam się podoba nowa seria~! :33 Coraz bardziej wkurzający jest brak spokoju do pisania, bo tak fajnie jest dodać coś i obserwować, jak się cieszycie~... >w< Jednak tu mamy wciąż jeszcze zapasik, na Kessho ruszyłam się z betą, więc mam nadzieję, że czytania wam u nas nie zabraknie. X3 To na razie tyle~!
Enjoy. :3




     Odkąd Shinra z Celty wyszli do pracy, a Izaya zajął się swoim futrem, Shizuo wymknął się z pokoju do łazienki i tak w niej siedział, zamknąwszy drzwi własnymi łapami na klamkę, choć nie było to takie proste.
     Teraz od dłuższego czasu obchodził z różnych stron toaletę czując, że nie wytrzyma. I nie, nie chodziło tu o typowe psie picie wody z toalety, skąd! Tym razem była to kwestia jego dumy, honoru i uprzedzenia do psich zachowań. No chyba resztki godności powinien móc zachować... Niestety nadal nie rozgryzł, jak mógłby skorzystać z toalety jako pies, a potrzeba wołała. Postanowił więc zacząć jak najzwyczajniej. Odbił się, stanął na tylnych łapach, oparł się przednimi o klapę i spróbował załatwić swoje potrzeby.
     Pierwszy błąd. Został bezczelnie ochlapany przez... samego siebie. I nie szło się nawet całkiem otrzepać!
     Izaya zaciekawiony odgłosami, chlupotami i warknięciami zaprzestał higieny własnego futra i zgrabnie zeskoczył z fotela kierując się do łazienki. Pod drzwiami, gdyż odkrył, że te były zamknięte, położył się i starał podglądać przez niewielkie dziurki z niewiadomych przyczyn robione w drzwiach od toalety. Może cały dom miał czuć, że ktoś jadł grochówkę? Cóż... Izaya tego nie kwestionował dopóki tego nie poczuł. Dziś nawet te dziurki bardzo mu się spodobały.
     Zachichotał wrednie, oglądając wkurzającego się psa, który chwilę później wskoczył do wanny i starał się odkręcić wodę, najwyraźniej chcąc coś zmyć.
- Ne, ne Shizzy tak bardzo się wstydzisz pić wodę z kibelka, ze się zamknąłeś? - zadrwił. - Potworek nie panuje znów nad rządzą~? Sedesy ponoć są dla psów bardzo kuszące~...
- To na pewno nie twoja sprawa! - warknął, w końcu odkręcając wodę. Obmył się jako-tako i jakoś zmniejszył strumień. Potem to zakręci. Przez tę wodę tylko bardziej chciał... Siknąłby tutaj, no ale nie w wannie i nie na swoje nogi! Wyskoczył więc na muszlę sedesową... Skończyło się jednak zachlapaniem podłogi. I jak do tego podejść... Schował się całkiem w wannie, żeby nie słuchać śmiechu Izayi.
- Mo-może... - Izaya ledwie powstrzymywał napady śmiechu. - Spró-spróbuj... Po-położyć się! - Zamachał łapą i uderzył nią kilka razy w podłogę starając się opanować. - Spróbuj się położyć na brzuchu... Przynajmniej nie obsikasz całej łazienki! - dodał, po czym znów wybuchnął niepohamowanym śmiechem.
- ...Obsikam sobie twarz idioto!!! - warknął, po czym zaskomlał i chcąc nie chcąc poderwał się, po czym siknął w wannie i prędko odkręcił wodę. Zaskomlał cicho, przez wyrzuty, ale zaraz wypadł z
wanny i... rozkraczył się na podłodze przez mokre łapy. Nie przeszkodziło mu to jednak w podniesieniu się i pognaniu na drzwi. Otworzył je i skoczył za Izayą. Jeszcze się będzie mścił za te głupie odzywki!!!
- Gdybyś się położył, to łeb by ci zwisał poza muszlą, nie ochlapałbyś się i nie miał mokrych łap~... - drwił z niego uciekając po półkach coraz wyżej. Przy okazji strącił doniczkę i dwie książki celując tak, by Golden nimi dostał. Ot tak, sytuacja się odwróciła, teraz to on rzuca w Shizu-chan'a.
     Pies dość zwinnie unikał przedmiotów, powarkując bezsłownie, szczerząc kły i ustawiając się w pozycji bojowej. Skoczył razem całym ciężarem na szafę na której siedział Izaya, potem jeszcze raz. Jednak nadal niemal pełny pęcherz wołał i znów prawie zabrudził podłogę, a tym razem właściwie dywan. Zaskomlał i pobiegł do łazienki, przymykając drzwi jako-tako, po czym spróbował położyć się, jak podpowiadał Izaya. Całkiem rozsądne, ale ciężko wykonalne... Stanął znów na brzegach muszli klozetowej, chciał już rozpłaszczyć się tylnymi nogami... Jednak te razem z zadkiem wpadły do toaletowej wody. Wyskoczył stamtąd, skamląc i warcząc na przemian. Nie da rady się położyć...
     Izaya zaciekawiony skomleniem ruszył za psiakiem, znów spoglądając na niego przez dziurkę w drzwiach. Parsknął oglądając jak tylne nogi Shizuo zjeżdżają do muszli, a później jak gdy próbuje wyjść spada na niego klapa od sedesu.
- Stop, stop! - krzyczał pukając łapą w ziemię. - Bo sam się zaraz posikam ze śmiechu!
     Gdy Shizuo w końcu wyszedł z klozetu pisnął raz jeszcze, po czym zawarczał głucho, biegnąc na drzwi, za drzwi i wyjątkowo szybko i z jeszcze większą zawziętością goniąc kota. Może zawsze w ostateczności zabić go, poczekać, aż ktoś zainteresuje się kocim piskiem i go wypuści! Tak czy inaczej zabije go za te śmiechy...
- NYAA!!! - Izaya wstrzasnął i zerwał się do biegu, szybko wchodząc na szafę, a później do przytarmoszonego tam pudełka wyłożonego poduszką. Syknął na psa pod spodem.

piątek, 24 lipca 2015

#1 Na psa urok i kocią łapę - Spacer

Hej, Hej~... Wow nie wierzę, że stuknęło nam okrągłe 100 obserwujących :3 Choć pewnie niedługo ktoś nas odobserwuje, a większość kont podejrzewam jest już od dawna nieaktywna bo ludzie przepadli w internetowej nicości ^^""" mimo to dziękujemy tym którzy tu są :3 Dla was wychodzimy dziś z nową serią role-miniaturek. Pamiętajcie o kliknięciu w banerek i nakarmieniu psiaków i cóż...
Enjoy~!
Witaaam~~
Zawsze warto przerwać oglądanie nieciekawego horroru i płakanie ze śmiechu przy memach z Boku no Pico dla dodania notki, pamiętajcie~! x33
Mam nadzieję, że wam się spodoba~... To takie puchate i kochane role-miniaturki, mam nadzieję, że wam się spodobają tak jak mi~! >w<
Przy okazji cieszę się widząc tak okrągłą liczbę obserwujących, nawet jeśli wiem o kilku nieaktywnych kontach~... Jest was tak duużo~! Yay~ Mam przez to świadomość, że warto tu jeszcze siedzieć. x33
No, ale nie przedłużając~
Enjoy! :3



     Shinra cały ranek oglądał program "Dobry właściciel" przeznaczony dla właścicieli zwierząt szukając sposobu, by jego firanki nie były więcej podrapane, a poduszki nie zostały już nigdy więcej wypatroszone. I właśnie z tego programu dowiedział się jak ważne są spacery. Zaczaił się więc i złapał śpiącego na kanapie Shizuo zapinając mu obrożę i smycz.
- No Shizuo! Od dziś chodzimy na spacery!- Zarządził budząc psa, który niemile na niego warknął. Doktorek jednak tym się nie przejął i zaczął ciągnąć nieszczęśliwego zwierzaka do wyjścia.
     Izaya całe zajście oglądał z jednej z szafek i wietrząc ciekawą zabawę zabrał się wraz z nimi do miasta. W końcu Izaya kochał miasto będąc w każdej postaci, nawet jako kot mógł się nim napawać.
     Shizuo fuknął kilka razy na Shinrę, machając z irytacją ogonem. Nawet jeśli wyszedł, coś czuł, że Izaya jest blisko. A on miał smycz. Niby łatwo zerwać taką smycz, ale najpierw musiałby przeciągnąć doktorkiem kilka ulic, znając jego upór. Coś też czuł, że nie obejdzie się bez kocich kpin. Jak nie słownych, to będzie to wywyższający wzrok, świadczący o tym, że Izaya z dumą idzie bez smyczy.
     Zawarczał i szczeknął gdzieś w powietrze, przystając. Jednak słysząc pytanie Shinry co jest, tylko znów fuknął, otrząsnął się i poszedł dalej, rozglądając się uważnie. Niebawem trafili do dzielnicy, która z całą pewnością nie różniła się niczym dla człowieka, ale różniła się dla psa. Ignorując psi kodeks, zwąchał hydrant, cudzy hydrant i z ulgą go podlał. W końcu własność publiczna. A jako pies na pewno nie mógł używać toalety... Szedł dalej, ignorując powarkiwanie za nim. Co się będzie przejmował jednym bezpańskim psem...?
  - No no Shizu-chan~... - Izaya podbiegł do niego wesoło falując kocim ogonem. - Tak sikać w miejscu publicznym? Nie jesteś zbyt wychowany co~?
     Dla Shinry docinki Izayi brzmiały jak seria niegroźnych miałknięć więc tylko uśmiechnął się do kota, a jego pojawienie skwitował krótkim "O, jesteś".
     Kot zaraz i tak wskoczył na śmietnik, a później przeszedł po drzewie, aż na niski dach.
- Odwal się mendo. - Shizuo zawarczał, uginając lekko przednie łapy. Gdy ten odszedł wyprostował się powoli i udając spokój zrobił krok, po czym wyrwał do przodu, zmuszając Shinrę do puszczenia smyczy. Biegł jak głupi, żeby dogonić Izayę, gdy usłyszał za sobą stukot łap o chodnik i ujadanie. Skręcił do jakiegoś zaułka, tam odwracając się do goniących go dwóch psów i jednego z nich łapiąc za kark. Drugiego uderzył tułowiem. Wyglądało na to jednak, że w tej dzielnicy dawało psem silniej, niż mendą, bo grasowała tu spora swora. I to trzymająca się razem. W tym wypadku były to jeszcze trzy psy, każdy nadciągnął z innej strony. Shizuo warczał, klął po psiemu i zajadle gryzł, to jednego, to drugiego, ale te ciągle wstawały, oblepione krwią. Sam zresztą zaliczył kilka ran... Ale te to były jak jakieś nieumarłe...
- "Ho~?"
     Zaciekawiony Izaya zatrzymał się spacerując po dachu.
- "Robi się ciekawie" - miauknął, kładąc się i zaciekawiony obserwując bójkę. Jego kudłaty problem dostawał baty od jakichś kundli.
- "Zupełnie jak w liceum co?"
     Uśmiechnął się do siebie i ziewnął. Podniósł się do siadu i zaczął wylizywać sobie łapkę.
- "Tylko, że tym razem powinienem pomóc, prawda Shizu-chan?" - zapytał wyciągając pazurki. Chwilę później z głośnym miauknięciem skoczył w dół drapiąc przy okazji dwa psy po oczach.
- Celuj w szyję, a nie po grzbietach i łapach pierwotniaku!
- Nie mów mi, co mam robić! - szczeknął i wywrócił następnego psa, atakując jeszcze zacieklej. Może z winy Izayi? Nie dość, że wyeliminował dwa psy, dzięki czemu mógł skupić się na pozostałych, to jeszcze go wkurzył. Szybko reszta odbiegła, skamląc. Odetchnął z ulgą, po czym z uwagą spojrzał na kota. - ...Dzięki. - szczeknął do niego krótko. W końcu należało mu się, nie ważne z jakiego powodu postanowił mu nagle pomóc...
- Tak, tak tak~... - westchnął kot przechodząc zgrabnie kilka kroczków i wyskakując w górę. Wylądował na plecach Shizuo. - No to teraz poszukajmy Shinry co?- zaproponował, siadając wygodnie i wylizał łapkę z krwi. Później rozwalił się na blondynie korzystając z niego jak z poduszki. Jego łapy zwisały po obu stronach psiego tułowia. - Ne~... Nie sądzisz, że przez takie walki i leżenie zaczynam pachnieć jak pies? - Poruszył wąsikami.
- U ciebie każdy inny zapach to zmiana na lepsze. - odpowiedział i fuknął, po czym drapnął swoje ranne ucho łapką i ruszył do wyjścia z zaułka. Faktycznie wypadało znaleźć Shinrę i sprawdzić, czy nie oderwał mu ręki... I chociaż Izaya na nieco zbyt dużo sobie pozwalał, chwilowo to zignorował, jako, że mu pomógł.
     Izaya zaciekawiony oglądał majtające się ucho. Nie mogąc powstrzymać zainteresowania wstał i delikatnie przeszedł po plecach psa finalnie oglądając je z bardzo bliska. Polizał je i położył swój łepek na łbie blondyna, a tyłek sadzając mu na karku. Zafalował ogonem dumny z osiągniętej wysokości.
     Shizuo za pamięci przegryzł smycz, choć wymagało to nieco żucia, i chwilę potem odnalazł Shinrę. Tym sposobem okularnik znów musiał zająć się niesfornym psem i niesfornym kotem, którzy zwalili mu się niedawno na głowę. I coś przypuszczał, że przez to wszystko nabierze jeszcze doświadczenia weterynaryjnego...