Blog poświęcony Anime Durarara!! Znajdziesz tu opowiadania yaoi (mężczyzna x mężczyzna) Shizaya (Shizuo x Izaya), Izuo (Izaya x Shizuo) i IzaKida/Kizaya (Izaya x Kida). Jeśli nie tego szukałeś i treści tu przedstawiane ci nie odpowiadają prosimy o opuszczenie tego bloga. Pozostałych zapraszamy do czytania.

sobota, 18 kwietnia 2015

mini dj - AkaKuro - (bez tytułu)

Dobry~...
Wiem, że dawno nic tu nie było, przepraszam~... Miałam betować shota!AkaKise, ale tak jakoś wyszło, że nie skończyłam i nie mogłam się znów skupić na żadnym blogu. Nie wiem czemu, po prostu pisanie ostatnio mi nie wychodzi, podobnie beta.
Aktualnie jednak tamto będzie dalej betowane, przewiduję też (tak, nareszcie) AoKise... O ile to rp zostanie dokończone i nie utnie się gdzieś w połowie (Pozwólcie mi uprzedzić o pesymistycznej wersji, tak na wszelki wypadek, nie chcę nikogo nakręcać >.>)
No więc to na razie tyle ogłoszeń. Zapraszam na pewnego uroczego mini dj'a~...
Enjoy~!

 

tłumaczenie: Inu_chan
edycja: Kiasarin








piątek, 17 kwietnia 2015

ROZDZIAŁ 2 - Wkurzający Komar

Ohayo gozaimasu~!
Witam was w ten cudowny dzień, dokładnie na tydzień przed Pyrkonem, który stał się całym moim życiem i mam nadzieję, że wszyscy mają równie przyjemny humor, co ja. ;33 Dziś kolejna część Komara, którego mam już prawie całkiem zbetowanego więc pojawiać się będzie regularnie~... No i jeszcze rzeczy z głosowania, też będą się musiały pojawić. X3 No to ja już tylko życzę miłego dnia~.... Czy raczej wieczora.
Enjoy~!
Konbanwa~...
Zanim zapomnę proszę o kliknięcie w banerek pusta miska i nakarmienie psiaków ^^
A no i bardzo się cieszę, ze w ankiecie królują PsyVi i Urlop~! bo szczerze też bardzo czekam na drugą część PsyVi >w< Spełniacie moje marzenia~! 
Enjoy~...



     Izaya bardzo chętnie pozwalał się głaskać. Nadstawiał główkę i mruczał zadowolony. W tej formie był widać bardzo podatny na pieszczoty. 
- Tak to możesz zawsze~ ... - przyznał.
- Ale się z ciebie pieszczoch zrobił maluchu... - mruknął, rozbawiony i wydmuchnął dym z fajki daleko w stronę okiennicy. Po chwili usłyszał krzyki na korytarzu. - Oho. Ktoś się obudził bez włosów. - parsknął i wziął Izayę do kieszeni płaszcza, wyjmując z niej pismo święte. Zebrał szybko zwęglone resztki z podłogi i podsunął do kątów. Tak nikt nie rozpozna popiołów.
     Izaya pisnął uczepiając się kieszeni i kuląc nogi tak, by nie dotknąć przypadkiem biblii. Poczekał aż Shizuo ją wyjmie i dopiero wtedy bezpiecznie opadł do kieszeni.
- Shizu-chan musimy znaleźć dla mnie jakąś kieszeń w której nic mnie nie zabije. - poskarżył się. - Może w koszuli?
- Jak wcześniej...? Jak wolisz. - mruknął i wyjął go, by zaraz wsunąć do kieszeni w koszuli. Złapał za swój krzyż i otworzył drzwi zanim jeszcze ktoś zaczął się do niego dobijać.
- Heiwajima Shizuo, przełożony cię wzywa.
- I po co od razu taka formalność... - mruknął, wygaszając i odkładając fajkę na blat, a zaraz potem wyszedł do przełożonego z krzyżem na ramieniu.
     Izaya schował się cały do kieszeni gdy Shizuo otworzył drzwi i tak też został w ukryciu  przez całą drogę. Nie chciał jednak przegapić rozmowy egzorcysty z przełożonym, zrobił więc użytek ze swoich kiełków i wyciął w koszuli dwie malutkie dziurki na swoje ślepka.
- Kto tam? - odezwał się głos zza drzwi słysząc pukanie.
- Heiwajima Shizuo.
- Który?
- Jest tylko jeden, nie sądzę, by przez czas mojej misji jakiś przybył...
- WEJŚĆ! - warknął przełożony. Najwidoczniej wściekły... No i na to Shizuo ten krzyż. Wszedł więc do środka.
     Izaya zachichotał cichutko widząc czerwonego ze złości księdza.
- Bez peruki wygląda jak świnia gotowa na ubój, ne Shizzy? -  zauważył.
     Blondyn ledwo powstrzymał śmiech, choć niestety w jego oczach pozostała iskra rozbawienia.
- Co cię tak śmieszy?! - zagrzmiał przełożony. - Pozbyłeś się tego wampira, że już wróciłeś?
- Owszem... Inaczej nie byłbym tak wesół, co więcej, nie byłoby mnie tutaj.
- Niektórzy obibocy mówią to samo...
- Czy ja kiedykolwiek się obijałem? - spytał, tym razem groźniej, stukając krzyżem o podłogę.
- Nie kłam Shizzy~ Obibok z ciebie. - przypomniał mu Izaya. - A kto to śpi po gospodach do dwunastej, a potem jeszcze sobie urządza poobiednie drzemki w sadach co? Nie wiesz jak nudne jest śledzenie ciebie w takich momentach~... - Izaya westchnął cicho poruszając się w kieszeni.
- Na pewno? - spytał przełożony.
- Hę...? Nie! - burknął Shizuo, zasłuchany w Izayę, ale zaraz się poprawił. - Kto jak kto, ale ja ciężko pracuję jak dostaję misję... - Był bliski warknięcia. Szturchnął kieszeń, niby to sięgając po krzyż drugą ręką. Oparł się na nim, patrząc na przełożonego. - Czy to wszystko?
- Nie, w zasadzie przejdźmy do sprawy właściwej... Widziałeś moje włosy? - spytał wprost. Shizuo zachował kamienną minę, jak to nauczony był przy przełożonym.
- Ostatnio na głowie ojca, a w tej chwili... Nadal tam są, choć jest ich jakby mniej... - starał się nie okazywać rozbawienia.
     Izaya natomiast nie był tak dobrze wychowany i roześmiał się w najlepsze.
- Ne Shizu-chan, a widziałeś moje właściwe rozmiary? Bo też ostatnio jakby mnie mniej~...
- Grunt, że jakieś w ogóle są, prawda? - dodał, choć bardziej do Izayi, niż przełożonego. Mężczyzna z kolei popatrzył na niego morderczym wzrokiem.
- Jeśli nie znajdzie się winny... Będę wyciągał konsekwencje.
- Wobec niewinnych. Jak ojciec chce.
- Pamiętaj... - mruknął ten i machnął dłonią, by Shizuo wyszedł. Więc wyszedł, a widząc, że na korytarzu czeka kolejny oskarżony, skinął mu głową i odszedł do siebie.
- Ne Shizu-chan może lepiej było zostawić perukę w spokoju? A co jak w ramach kary zarządzą sprawdzenie twojego pokoju? Obronisz mnie, jak nas odkryją Shizzy? - Shizuo mógł poczuć jak drobne ciałko Izayi przytula się do niego przez materiał koszuli.
- A myślisz, że ktokolwiek będzie mnie dokładnie sprawdzał? – Stuknął krzyżem o posadzkę, odkładając go w róg pokoju. - Jak ktoś ma te włosy, to ich nie odda i się nie przyzna, a jak to byłem ja, tym lepiej nie sprawdzać niepotrzebnie, taka ich logika. Więc spokojnie. - Sięgnął do kieszeni i kciukiem poczochrał mu znów łepek. Ech... Co on wyprawiał? Przecież to Izaya. Z drugiej strony... Ciężko w to było uwierzyć. Ani nie śmierdział, ani nie był złośliwy - no więc czy to naprawdę w ogóle mógł być prawdziwy Izaya? Może nazywać go będzie komarem i potraktuje jako oddzielny byt? Nie będzie miał wyrzutów potem...
- Nie rozumiem... - przyznał łapiąc się łapkami krawędzi kieszonki i wystawił  z niej główkę. - Ale jeśli jesteś pewien, że jestem tu bezpieczny to ci zaufam~... - zgodził się. - Swoją drogą jesteś dla mnie bardzo miły ostatnio~... Czemu wcześniej tak nie mogłeś? - rzucił z wyrzutem.
- Ha? - Popatrzył na niego z niedowierzaniem i pretensją w oczach. Czemu wcześniej nie mógł??? - Jak niby miałem być miły dla kogoś, kto śmierdział wampirem i do tego wkurwiał mnie i zachowaniem i słowami? Może miałem cię czochrać po włosach za żarty z mojej osoby? Nie żartuj. - prychnął. No co jak co, ale Izaya do przykładów dobrego wychowania wcześniej nie należał. Teraz tylko tyle, że zmienił się w tego głupiego małego komara z tym swoim malutkim uśmieszkiem, który nawet nie wyglądał groźnie a śmiesznie. Choćby go próbował pokąsać to by się chyba prędzej zmachał i padł z wyczerpania nim Shizuo w ogóle by to poczuł. I to też było zabawne. Na takie stworzenie dużo ciężej było się gniewać, poza tym pomagał mu zamiast głupio żartować, więc nawet go w tej formie polubił...
- Chciałem tylko żebyś się uśmiechał... - przyznał. - Jakbyś się postarał to normalnie też bym się tak zachowywał. Ale pewnie jakbym tylko przyszedł zostałbym nadziany na krzyż. Jak miałeś w takim czasie poznać moją słodką, puchatą i przyjazną stronę?
- Chyba raczej wściekał. - wypomniał mu. Nawet gdy robił coś miłego i Shizuo zaczynał w to wierzyć, na początku, to Izaya i tak twierdził zaraz, że jest głupi że się nabrał. I niby jak miał mu uwierzyć? - Jesteś pewien, że miałeś wcześniej tę stronę? Bo ja jej ani razu nie widziałem. - zapewnił i postawił go tym razem na biurku, siadając przed nim na krześle.
- Jestem pewien - potwierdził przysiadając sobie na jednej z książek, z której zaraz jednak z piskiem zeskoczył masując sobie zadek. - Musisz mieć tu wszędzie porozkładane świętości? Dobrze! ale apokryfy mogłeś sobie darować! - fuknął. Znalazł sobie inną książkę, tym razem dokładnie ją obejrzał i stwierdzając, że to dziennik blondyna pozwolił sobie na nim usiąść.
- To nie moja wina, że nie patrzysz, gdzie siadasz... - parsknął, kręcąc głową. Przyjrzał mu się uważnie, zastanawiając się nad tym, jaki Izaya był wcześniej. Nadal nie zauważał w tym tej dobrej strony Izayi. - Tak czy inaczej ta strona twojej natury musiała być nieźle schowana, skoro wyszła dopiero teraz... - Podłożył dłonie pod głowę i rozciągnął się.
- Ona nigdy nie była schowana - fuknął zakładając ręce i nadymając policzki. - Zapraszałem cię do poznania jej wiele razy, ale zawsze odmawiałeś. - westchnął. - A teraz mówisz, że to niby moja wina...
- Że niby jak odmawiałem? - Uniósł brew i wpatrzył się w niego uważnie. No nie pamiętał, żeby coś mu o tym mówił, jakoś w ogóle nie odebrał tego sygnału... - I niby tak mnie zapraszałeś, bo nie załapałem? - Podpalił znów fajkę, zaraz wydychając dym w stronę okna.
- "Shizu-chan może pójdziemy coś jeść" "Ne Shizzy powinieneś częściej przebywać z ludźmi, na przykład ze mną, jesteś strasznym ponurakiem" "Shizu-chan chcesz wypróbować tego potwora?" "Shizuś a może dziś prześpimy się razem? Będzie cieplej". - mówił jedną frazę za drugą coraz mocniej wpatrując się w egzorcystę. Raczył go przecież takimi tekstami na każdym spotkaniu więc jak mógł nie zauważyć? Powitania brzmiące jak propozycje, żarty, będące perswazją Izayi, odnośnie spędzania razem czasu, wciskane między zboczone żarty frazy... Naprawdę Shizuo mógł być tak niedomyślny?
- I chcesz mi powiedzieć, że to nie były złośliwości? - spytał już nie niedowierzająco, a poważnie. W tym kontekście dla niego to brzmiało jak żarty... Od czego mogło się zacząć takie myślenie? Może od tego, że nie wierzył, by wampir proponował cokolwiek takiego egzorcyście? No zdecydowanie nadal ciężko mu było uwierzyć w coś takiego. Popatrzył na
niego, marszcząc lekko brwi i zaciągnął się tytoniem. - Ale nie patrz na mnie jak na idiotę, poważnie pytam... Niby czemu miałbyś mi proponować coś takiego? - Wzruszył ramionami. - Nie było powodu to nie wierzyłem.
- Wiesz, że przyjacielskie ze mnie stworzonko. - mruknął Izaya kuląc się lekko, mimo to uśmiechał się niepewnie. - Złościłeś się na mnie za to, a to też było zabawne. Myślałem że po prostu nie masz na to ochoty, ale pamiętaj ja się nie poddaję!
- Przyjacielskie... - powtórzył i pokręcił głową, zaraz z zaskoczenia sięgając do niego dłonią i głaszcząc go po plecach. Śmieszne stworzonko... - Jak wolisz. Tylko uprzedzam, że jak wrócisz do normalności i spróbujesz mnie wkurzać, dalej będę próbował zdzielić cię krzyżem. - Przynajmniej uprzedził, nie? No to nie powinno być nieporozumień.
- Dobrze, będę nadal próbował. - obiecał układając się na ręce blondyna. Zamrugał sennymi oczkami i powstrzymał się od ziewnięcia. - Co teraz masz w planach Shizu-chan~? Jakaś modlitwa, masz celibat, post... Nie wiem co tam jeszcze robicie...
- Teoretycznie to teraz się modlę... - Wydmuchnął dym w stronę okna i popatrzył na niego. - Potem pewnie trafi mi się praca przy zwierzętach... Nie spodziewali się, że wrócę dziś, ale nie zwalnia mnie to z obowiązków. Jak karmienie świń, czy coś takiego... Wiesz, swojej służby nie mamy. W ostateczności dadzą mnie do kuchni. - Wzruszył ramionami. - Będziesz siedział tutaj, czy pójdziesz ze mną?
- Bardzo dobry sposób na kontemplację. - pochwalił blondyna, obserwując ulatniający się dym. - Oczywiście pójdę z tobą, czegokolwiek byś nie robił... No z kilkoma wyjątkami... Ale uważam, że jako egzorcysta nie powinieneś tak harować. - mruknął, rozkładając się wygodniej na dłoni. - Właśnie... Ne Shizu-chan umiesz szyć?
- Ja nawet nie haruję... Mam całkiem łatwo w porównaniu do zakonników, którzy nie są egzorcystami. - Wzruszył ramionami. - A co to za wyjątki, tak swoją drogą? Miałem wrażenie, że pójdziesz za mną wszędzie, skoro dziś nawet załatwić się w spokoju nie mogłem...
- Na egzorcyzm, rytuał święcenia wody, święcenie ludzi wodą... - wyliczał na paluszkach jak małe dziecko. - I to chyba tyle... No chyba, że coś mi się przypomni. - Wzruszył drobnymi ramionkami. - Wiesz... Wbrew pozorom klasztor to najgorsze miejsce dla wampira. - przyznał. - Tyle tu świętości... - Zatrząsł się.
- Hmm, tak... To przed jedzeniem będę cię zostawiał w pokoju... Grupowa modlitwa przed posiłkiem to raczej nie raj dla ciebie. - Skończył palić i odłożył fajkę na blat.
- Przepraszam Shizu-chan... - burknął. - Możesz mnie tam zabierać, nic mi się raczej nie powinno stać... Chyba, że dotknę krzyża, albo Pisma Świętego... Albo wody święconej. Oczywiście jeśli nie chcesz mnie nosić to wcale nie musisz. - Zamachał rączkami starając się pokazać, że nic mu nie będzie. - Jak nie chcesz mnie gdzieś zabierać to po prostu powiedz, dobra?
- Nie no... Jak ci to nie zaszkodzi i nie staniesz się od tego nietoperzem, to z chęcią cię zabiorę. - Podniósł go na ręce bliżej swoich oczu. - A tak swoją drogą... - zaczął, ale przerwało mu pukanie do drzwi. Popatrzył na nie i schował go do kieszeni bluzki, po czym otworzył. - Tak?
- Ym... Rewizja na polecenie przełożonego... - Jego rówieśnik rozejrzał się po korytarzu i spojrzał na niego. - Mogę?
- Właź. - mruknął i wskazał mu stołek, zamykając drzwi. - Ale za pięć minut wychodzisz, nie?
- Tak. - Z westchnieniem mężczyzna rozsiadł się już swobodnie. - Wiesz, kto je zabrał? - spytał, zaciekawiony.
- Kto wie... Ale tak mu nawet lepiej. Ktokolwiek to zrobił wyrządził nam przysługę, nie trzeba powstrzymywać śmiechu.
- Mówiłem, że będzie rewizja. - burknął zawiedziony wampir, chowając się w kieszeni. Szkoda, że akurat w tym momencie... Teraz to pewnie nie dowie się co chciał powiedzieć blondyn.
- Oczywiście rewizji nie będzie. - stwierdził, nie zapytał, informując tym samym Izayę. - Przynajmniej nie tutaj. Szukanie włosów... Uśmiałbym się, jakby skończyły jako peruka jakiejś świni.
- Taaa, byłoby zabawnie! - prychnął jego znajomy z zakonu, nie podejrzewając nawet obecności wampirka. - Tylko ciekawe, co by ojciec wymyślił...
- Ech? Karę. Wybyłoby się na misję i spokój.
     Zaczynał się dziwnie niecierpliwić, aż to 5 minut minie...
- A tak w ogóle po rewizji masz iść do koni.
- Koni? Może jeszcze mam słomę przerzucać...?
     Odpowiedziało mu wymowne milczenie.
- Mówiłem że egzorcyści nie powinni robić takich rzeczy. Od tego są chłopi! - Stwierdził Izaya testując wytrzymałość kieszeni opierając się na niej, czy też może kładąc nawet na materiale. Nudziło mu się takie czekanie. Chciał usłyszeć co miał do powiedzenia blondyn.
- Chłopi są od podatków... - mruknął pod nosem, odpowiadając Izayi. - Tym się żywimy...
- Hę? - Chłopak z krzesła popatrzył na niego zdziwiony. - Co mruczysz?
- Przerwałeś mi modlitwę, więc kończę zanim będę musiał iść.
- Aha. To już chyba mogę iść... Nie będę ci przeszkadzać. – Uśmiechnął się lekko do Shizuo.
- W porządku. - Otworzył mu drzwi. - A nie mówiłem że nic tu nie mam? - warknął pokazowo.
- To był mój obowiązek. - odparł tamten, wychodząc. - Z Bogiem.
- Z Bogiem. - odparł i zamknął drzwi. - W końcu...
- Żywicie się końmi?- Zdziwił się. - No to musicie mieć końskie zdrowie. - zachichotał i poruszył sugestywnie brwiami gdy Shizuo wyciągał go z kieszeni. - Ale lubię zwierzęta, więc idę tam z tobą~!
- Nie, to akurat na wyjazdy... Ale ja nie biorę koni, nawet mi nie zależy... - Pokręcił głową i postawił go na łóżku, a sam zdjął płaszcz i koszulę, by ubrać się w coś, w czym mógłby przerzucać siano. Inni tak na to nie naciskali, ale on na misję ubierał się inaczej niż do siana i tyle...
- Jednak dobrze się stało, ze jestem malutki. - Uśmiechnął się patrząc na prężącego się przed nim blondyna. - Normalnie musiałem polować na takie widoki, a teraz? - Rozłożył się wygodnie- Shizu-chan sam się przede mną rozbiera~... Pełen luksus! - Pokazał Shizuo okejkę.
- Nie ciesz się za bardzo, bo jeszcze szybko się to skończy. - zauważył i naciągnął na siebie biedniejszą koszulę, a na to brązowy płaszcz. No i nowe spodnie... To by było na tyle. - Zresztą mówi to ktoś, kto sam się przede mną obnażał... - Wyciągnął rękę do niego. - No chodź tu komarku. Chyba, że jednak zostajesz?
- Ja to co innego. - Przewrócił oczyma. - Jakbyś mnie o to poprosił to pewnie nawet w normalnej formie dałbym ci się rozebrać i pewnie cieszyłbym się jak głupi, że się do mnie odezwałeś nie wyzywając mnie i nie chcąc zabić. - przyznał. - I nie nazywaj mnie komarem! Jestem wampirem!
- Jasne, jasne... Jesteś teraz komarem, bo w tej formie pijawa ci nie pasuje i koniec. - Złapał go sam i wsadził do kieszeni. - Nie żeby coś, nadal nie widzę powodu, czemu miałbyś to robić. A teraz... Idziemy, nim dadzą mi gorszą robotę. - stwierdził w końcu i skierował się do wyjścia.


niedziela, 12 kwietnia 2015

12.04 - Dzień czekolady

Ohayo ohayooo~!
Wyobraźcie sobie, jak to jest robić betę skacząc po łóżku. A jednak~! Udało się, mamy tu przepięknie czekoladową notkę~! Wszystkiego najlepszego z okazji dnia czekolady, kochani~! *częstuje czekoladą* Coś czuję, że po dzisiaj więcej nie tknę słodyczy. X'3 Mam nadzieję, że wy macie się lepiej~!
To tylko tyle na dziś, nie wiem, co więcej powiedzieć, a więc~...
Enjoy~!
Hejo~.... 
Tak dzień czekolady czyli dzień cierpienia Izayi xD Dobrze widzicie, powracamy z "Kartkami z Kalendarza"~! 
Powiem jeszcze tyle, że ta miniaturka jest o tym jak Shizuo i Izaya są w hotelu z czekolady, o którym jest wspomnienie w Urlopie.... chyba w tej części która wciąż się betuje ^^""" Albo mnie pamięć szwankuje bo to już była bardzo dawno temu X3
Przy okazji po prawej jeszcze przez kilka dni widoczna jest ankietka, zagłosujcie proszę ;)
Pamiętajcie o nakarmieniu psiaków klikając banerek "PustaMiska" i Enjoy~...




     Każda kolejna godzina była dla Shizuo spełnieniem marzeń. No, pewnego rodzaju dziecięcych marzeń, które mógł spełnić dopiero teraz, będąc dorosłym, jednak nie umniejszało to jego dobrego humoru.
     Poraz kolejny odczepił kawałek materaca, na którym leżał i wsunął do ust. Przyjemnie rozpływał się w ustach... Przymknął oczy. To się nie mogło znudzić. Wszystko, wszystko z czekolady... I Izaya w czekoladzie. To się zdecydowanie nie mogło znudzić. Słysząc otwierane drzwi tylko lekko się uśmiechnął i zerknął na bruneta.
     Izaya zły zatrzasnął drzwi w CZEKOLADOWYM kolorze o mało nie urywając przy tym klamki w kolorze gorzkiej CZEKOLADY. Nie zamierzał nawet sprawdzać, czy to prawdziwa utwardzona i polakierowana słodycz, czy tylko ktoś tak to pomalował. Za to stwierdził, że zjedzenie klamki byłoby podwójnie obrzydliwe.
     Zły przeszedł przez pokój w samym ręczniku, oczywiście, ręczniku umazanym CZEKOLADĄ. Ręcznik był cały brązowy, lepki i słodko pachniał jak i cały Izaya.
- Czemu w tym miejscy nawet z prysznica leci syrop CZEKOLADOWY! - warknął na tyle głośno, by w jego standardach uznać to za krzyk. - Chciałem z siebie zmyć to świństwo, a teraz mam go na sobie jeszcze więcej... Shizu-chan zrób coś... Zmyj to, zabierz, wyliż, nieważne, ale ja nie chcę więcej widzieć na oczy tej całej CZEKOLADY!
- Hmm... - mruknął i podniósł się, zadowolony, żeby objąć go w pasie i liznąć jego kark. Musiał przyznać, że bardzo dobry... I pachniał czekoladą. Jego Izaya cały pachniał czekoladą. I był w czekoladzie. I był wkurzony. Może to i lepiej, że spełniał to marzenie teraz, a nie jako dziecko? Mruknął coś, nachylając się do jego ramienia. - W zasadzie to nie syrop, za rzadkie. - poinformował go, przesuwając palcami po jego biodrach i ściągając z niego ręcznik. Przecież i tak był brudny. Rzucił go na podłogę imitującą czekoladę nawet z wyglądu. Wspaniałe miejsce... - Ale jest dobre, nie martw się. - rzucił ze złośliwym uśmiechem. Jakby Izaya miał zamiar się martwić, czy mu smakuje... Przeszła mu chęć na ten prezent z pewnością już dawno.
- Ta... Mam tylko nadzieję, że na końcu dadzą mi się umyć pod zwykłą wodą... I dodadzą gratis mydełko które nie jest z białej czekolady. - Izaya smętnie spojrzał na przyniesioną ze sobą kostkę. Na szczęście zorientował się w porę. - Przy okazji~... - Uśmiechnął się wrednie obracając przodem do Shizuo. - Zawsze chciałem zobaczyć mojego potworka jedzącego mydło~... - zapewnił, wtykając mu kostkę do ust i zaśmiał się.
- Mm... - Zmarszczył brwi, ale czując w ustach smak białej czekolady po prostu odgryzł kawałek kosteczki, drugą połowę obracając w palcach. Musiało kosztować fortunę. Miał na myśli oczywiście pobyt tutaj... Uśmiechnął się lekko i pokręcił głową na pewną myśl, po czym rzucił okiem na Izayę i wsunął do ust drugi kawałek "mydła". Oblizał też palce z białej czekolady. - Dobre. - switował, po czym nachylił się i zlizał słodki ślad z jego policzka. I co to będzie, jak znów będzie potrzebował gorzkiej równowagi?
- Jeśli przez "dobre" rozumiesz ohydne, to jak najbardziej się z tobą zgadzam~... - zapewnił go Izaya obejmując chętnie i zaczynając od niechcenia bawić się jego włosami. Przeczesując je palcami zauważył coś dziwnego. Każde pasemko było sklejone na końcu. Zaciekawiony tym fenomenem uniósł się, opierając Shizuo na ramionach i spojrzał na tył chłopaka. - Od tyłu jesteś Simonem! - zażartował uśmiechając się głupio.
- Mhmm, a ty szczególnie od przodu. - zauważył i schylił się liznąć jego obojczyk. Przypatrzył mu się z nagłą uwagą, olewając komentarz o czekoladzie. - Jesteś jak chodzący lizak czekoladowy. - zauważył, po czym uśmiechnął się lekko, łapiąc go w pasie i podnosząc w górę. - Zastanawia mnie, co teraz... - mruknął pod nosem. Powinien go ugryźć, żeby stwierdzić, czy nie zmienił się cały w jego czekoladę? Może powinien... Izaya jak go pan bóg stworzył był przecież umazany słodkim brązem, a Shizuo mógłby przysiąc, że to znów los sprawia mu tę przyjemność specjalnie.
- Wybacz, że stałem przodem do prysznica nim uciekłem przed strumieniem czekoladowego sosu... - mruknął, nadymając policzki. Naprawdę. Czekolada to był najgorszy pomysł na jaki wpadł. Rocznica rocznicą, ale zabranie Shizuo na tę katorgę to chyba jednak trochę za dużo dla Izayi. - W następnym roku jedziemy do królestwa mocnej kawy i kwaśnych żelków. - stwierdził tylko.
- Mhmm... - mruknął jeszcze, przenosząc go na "łóżko". Pseudo łóżko, na którym nie powinno się chyba leżeć. Posadził go na nim i pocałował, układając dłoń na jego policzku. Za coś takiego mogli sobie jechać za kawą za rok. Mógł nawet płacić i kąpać się w kawie. Ciekawe, jak Izaya wytrzyma z nim po dawce kofeiny. Musnął językiem jego dolną wargę, zauważając przy tym, że nie jest tak słodka jak to czego do tej pory się najadł. I dobrze. W tym momencie mógł trochę odpocząć. Drugą ręką podparł się koło jego biodra, niespiesznie pogłębiając pocałunek. On musiał smakować bardzo słodko. Spodziewał się odepchnięcia, skoro Izaya miał aż tak dość... Ale nie psuło mu to tak humoru.
     Izaya niezbyt chętnie ale oddał pocałunek obiecując sobie w duchu, że po powrocie nafaszeruje Shizuo czymś gorzkim i kwaśnym i będzie tak całował dopóki nie wyrzuci z ust tego ohydnego słodkiego posmaku.
- I po co ja ci dawałem to mydło? - westchnął, z niesmakiem się od niego odrywając. - Jest jeszcze gorzej niż przed prysznicem...
- Mm... To zjedz coś normalnego? - zaproponował, rozbawiony. Odsunął się trochę i zabrał jego ręcznik do łazienki, żeby go wrzucić do prania. Podszedł do prysznica, rozkminiając, co właściwie się stało, że nie leciała ciepła woda, tylko... "To", jak nazywał mało gęsty syrop. W końcu pokręcił jakimś pokrętłem i puścił wodę. Uśmiechnął się do siebie, zmieniając z powrotem na "to". Powie mu później. Dużo później. Lubił Izayę-lizaka czekoladowego. Wrócił do pokoju i przeciągnął się, lustrując wzrokiem bruneta. Kolejny plus? Teraz się nie ubierze.
     Wracając do pokoju Shizuo zastał leżącego w dość kuszącej pozie bruneta. Znudzony informator palcem rysował wzorki w półpłynnej czekoladzie roztopionej pod ciepłem jego dłoni.
- No wreszcie jesteś Shizzy~... Miałeś mnie wylizać, pamiętasz?
     W tej sytuacji Shizuo śmiało mógł uznać, że łakomy wzrok w jego wykonaniu jest całkiem usprawiedliwiony. Przybliżył się w miarę powolnym, na tyle by nie biec, krokiem i pochylił się nad nim, opierając jedną nogę o "materac". Nachylił się, zaczynając od kawałka pod jego mostkiem w górę. "A mógłbym zapomnieć?" zdawał się pytać, ale nie zapytał na głos, był zbyt zajęty śledzeniem śladów jego żeber językiem. Izaya zachichotał, czując, jak blondyn go łaskocze. Język Shizuo może nie był najlepszy, żeby się wymyć, ale zdecydowanie lepszy niż sos czekoladowy.
- Shizzy, łaskoczesz~... - zachichotał, wiercąc się lekko.
- Przepraszam. - mruknął na wpół ochryple, zerkając na niego, zadowolony. To dobrze, że był tak rozbawiony. Przynajmniej według niego. Zjechał na jego brzuch pocałunkami, po drodze lekko zasysając jego skórę w kilku miejscach, żeby pozbyć się z niej czekolady. Przecież to mu obiecał, prawda? W dół, potem od pępka w górę tak samo, wreszcie "nieostrożnie" nieco mocniej zasysając skórę akurat na jego sutku. Jedną dłonią dotknął jego uda, powoli przejeżdżając opuszkami wzdłuż niego. Ucałował miękko oczyszczoną, zarumienioną skórę i żeby był "symetryczny" zrobił to samo po drugiej stronie. Palce rysowały łagodne łuki, kreśląc coraz bardziej zawiłe szlaczki im wyżej
podjeżdżała dłoń. Chyba jeszcze nie miał go dość? W końcu to była ich rocznica, nie mógł się za szybko zmęczyć. Nie z nim.
- Mmm~... Shizu-chan... - mruknął, zaczynając głaskać blondyna po głowie. - Czyżby mój potworek wszedł w tryb leniwego romantyka~? Bo jeśli tak, to nawet mi się podoba. - zapewnił go, uśmiechając się wesoło. Dopóki Shizuo nie wsadzi mu czekolady do ust będzie dobrze, do wtedy będzie miły. Mógł mieć kontakt z tym obrzydlistwem przez skórkę i przez pocałunki, ale nie zniesie już ani grama w swoim przełyku.
- Mhmm... - potwierdził, zaraz jednak z czystej złośliwości przygryzł nieco wrażliwą skórę. Nie chciał zmęczyć go za szybko. Zwłaszcza, że wcale jeszcze się nie zatkał czekoladą tak, żeby nie móc wytrzymać. Już solidniejszymi liźnięciami, przez które zebrał z niego sporo słodyczy dotarł do jego podbrzusza. Jego dłoń wreszcie spoczęła na kroczu Izayi, jednak jedynie masując lekko jego jądra i przy okazji brudząc je bardziej czekoladą. Oderwał się od niego tylko na chwilę, jakby zamierzał coś powiedzieć... Zaraz jednak tylko obserwując go, podłużnymi liźnięciami zaczął oczyszczać jego przyrodzenie.
- Shizu-chan... Co ty? - Izaya zaczął się wiercić. Było dla niego całkiem oczywiste, że nie raz zostanie dzisiaj wykorzystany, ale miał zamiar jakoś zapobiegać przeciążeniu. - Zaraz jest przecież czekoladowa degustacja... Nie chcesz iść? - Wciągnął gwałtownie powietrze czując jak Shizuo liże go w najwrażliwszym miejscu. - Nie po to tu jesteśmy, żebyś mnie brał, tylko, żebyś się cieszył z czekolady. - zwrócił mu uwagę podnosząc się niechętnie do siadu.
- Za słodko. - burknął, nie zamierzając się wycofywać. Izaya się nie domyślał? Przecież to było oczywiste... Jedyne co nie było słodkie i czym mógł dać sobie odpocząć od czekolady był... również on sam. - Chcę czegoś gorzkiego. - stwierdził po prostu i wsunął go sobie do ust, jakoś mało wierząc w to, by Izaya go odtrącił. Chyba zresztą musiał się domyślić, o co mu chodzi... Inaczej nie zajmowałby się nim teraz w ten sposób, jakby chciał czegoś innego...
     Izaya uśmiechnął się głupio wracając do leżenia. Podłożył sobie nawet ręce pod głowę i westchnął błogo.
- Miły prezencik, wiesz? - stwierdził, zbierając troszkę czekolady z poduszki. Wsadził sobie palec do ust, jednak natychmiast się krzywiąc. - Masz rację, słodkie jest ohydne...
- ... - Chciał coś powiedzieć, ale bardziej zajęty był tym, od czego odrywać się teraz nie chciał, czyli sprawianiem Izayi przyjemności, przy okazji "zdobywania" czegoś gorzkiego. Zrobił krótki wdech przez nos, po czym zmieścił go w całości. Zaraz jednak uznając, że nie ma żadnej czekolady poruszył głową w górę i zaczął robić płytsze ruchy, w górę i w dół, patrząc przy tym znów na niego, to przymykając oczy i zaciskając nieco usta, żeby bardziej go podniecić. Bo dobrze czuł, jak ten coraz bardziej się podnieca i oczekiwał tylko palców, które niedługo wczepiły się w jego włosy.
- Shizzy~... - zamruczał pobudzony, oddychając przy tym głośniej. - Rocznice powinny być częściej jeśli tylko w nie mi sprawiasz takie prezenty... - Dając za wygraną czekoladowej degustacji chętnie wypchnął delikatnie biodra w górę. Zamruczał głośniej chcąc pokazać, że mu dobrze.
     Blondyn mruknął tylko w odpowiedzi, przy okazji wprawiając swoje gardło w drżenie. Jednak przytrzymał jego biodra, żeby nie sprawiał mu znów takich niespodzianek. Aż za łatwo było się zakrztusić, przecież nie robił tego często i nie był przyzwyczajony do tych jego odruchów... Dalej mrucząc jak na jego prośbę zaczął brać go głębiej, robiąc tylko krótkie przerwy na oddechy. Wiedział, że nie ma dość dużej wprawy, ale Izayi najwidoczniej wystarczało.
     Izaya był pewien, ze wystarczyłoby już samo trzymanie go w ustach, żeby doszedł. Był tam raczej wrażliwy, a Shizuo nigdy nie miał zamiaru tego zmieniać... Więc taki prezent na ich rocznicę bardzo się Izayi podobał. Rozumiejąc jednak, że jego potworek nie ma ochoty się zakrztusić, co zdaniem Izayi byłoby komiczne i całkiem ciekawe, postanowił jednak łaskawie zaprzestać ruchów biodrami.
Posapując co chwila rozpływał się pod mruczeniem wydawanym przez blondyna.
     Zauważając, że mu się nie wyrywa przynajmniej, postanowił już bezpiecznie przyspieszyć. Niespecjalnie lubił to robić, starczyło, że mu nie przeszkadzało, a lubił słuchać jęków i sapnięć Izayi. Przyspieszył jednak, chcąc, żeby w końcu doszedł. Znów zaczął pomagać sobie ręką, pobudzając go też u podstawy.
     Izaya raptownie wciągnął powietrze podrywając się w górę.
- Shizu-chan~... - jęknął, powstrzymując się resztkami sił by jeszcze nie wytrysnąć od tej niesamowitej przyjemności. Liczył, że przez tę chwilę Shizuo zdążył się choć trochę odsunąć, bo już po chwili...
     Blondyn odsunął się tylko trochę, przymykając jedną powiekę, gdy lepka, gorzkawa ciecz rozlała się w jego ustach. Uniósł głowę i przechylił ją lekko na bok, po czym dopiero łapiąc wzrok Izayi połknął to, co miał w ustach i uśmiechnął się lekko.
- Gorzkie. - skwitował. Tak jak się spodziewał... Tym lepiej. Odłamał kawałek "materaca" i znów wsadził do ust. No, i to rozumiał...
- Było nie połykać jak niedobre. - skwitował Izaya. Urażony założył ręce na ramiona i nadął policzki obracając główkę w bok, "hmkając" przy tym ze złością. Liczył, że w ten sposób ukryje lekkie rumieńce, jakie wykwitły na jego policzkach z powodu spełnienia.
- Dobre. - potwierdził i nachylił się cmoknąć go w kącik ust. O to mu chodziło, ale przecież mu tego nie powie. Niech myśli, że to z powodu rocznicy... Wstał i jakby nie widział rumieńców Izayi, na które normalnie uwielbiał patrzeć, podszedł do szafki w jakże pomysłowym brązowym kolorze, gdzie położone były na serwetkach "kamyczki" z czekolady, z wtopionymi w środku orzeszkami. Włożył jeden do ust, a potem poszedł w jeszcze inne miejsce w pokoju, zjadając jeden z małych obrazków ze ściany. Uśmiechnął się przy tym z zadowoleniem. Te małe tabliczki czekolady były najlepsze. Jednak zdoła je zjeść przed wyjazdem...
     Izaya odpocząwszy jeszcze chwilkę niechętnie wstał z łóżka. Podszedł do blondyna przyklejając się do jego pleców.
- Wylizałeś już czekoladę? - dopytał się, nadal go przytulając z chytrym uśmiechem.
- No, w większości... - skinął głową. Nagle coś go tknęło. Może i sprawił mu małą przyjemność, ale do cholery, to była ich rocznica! Izaya też zasłużył na prezent, zwłaszcza za te tony czekolady, jakie
mógł jeść do woli. Tylko jaki...? Jaki, no właśnie, jaki. Z tym prezentem to zawsze było najgorzej. Obrócił głowę za siebie na ile mógł i spojrzał na niego. Zmarszczył nieco brwi. Jego plan wymagał
przygotowań. Musiał wyjść. - Puścisz mnie na chwilę? - spytał tak, by niczego swoim głosem nie zwiastować. Tak "po prostu" się go spytał. Musieli mieć coś takiego, żeby mógł zrealizować swój plan...
     Izaya lekko niezadowolony przekrzywił głowę w bok poluźniając uchwyt. Nie za często go tulił, a raczej zdarzało im się to tylko podczas seksu, albo gdy Shizuo stawał się przylepą. Dlatego tak dziwne dla niego było to, że blondyn jednak go odtrącił.
- Nie chodziło mi o mnie, a o czekoladę w ustach. - zwrócił mu uwagę, stając przodem do swojego potworka. Pocałował go szybko wpychając u język do ust i zabierając wylizanego orzeszka. - No wreszcie coś bez czekolady. - stwierdził szczęśliwy, przegryzając nasionko.
- No to tak. - stwierdził i ukrywając lekki uśmiech nachylił się, żeby zlizać jeszcze małą zaschniętą kropelkę sosu czekoladowego z jego brody. Po tym odsunął się i zebrał parę swoich ciuchów, po czym błyskawicznie się ubrał. - Za niedługo wrócę. - zapewnił i olewając ile ma na sobie czekolady a ile nie ma wyszedł z pokoju. Nie było go trzydzieści minut - sam się sobie dziwił, że tyle to zajęło.
Spodziewał się, że będzie dużo dłużej. Zresztą powinno być dłużej, ale na szczęście była ta cała degustacja i gdy oznajmił, że potrzebuje czegoś specjalnego niektórzy chętnie zebrali się do pomocy w gromadzeniu materiałów. Ba, znalazło się kilku znawców, dzięki którym nie spieprzył sprawy. Chociaż o mało co się nie wkurzył... Jednak gdy wrócił do pokoju był z siebie całkiem zadowolony. - Izaya? - mruknął, wchodząc do środka. Rozejrzał się i zamknąwszy drzwi wyprostował się,
z ręką z tyłu. Przywołał go gestem dłoni, po czym pokazał zaciekawionemu brunetowi filiżankę - filiżankę z płatków gorzkiej, ciemnej czekolady, wypełnioną gorzkim nadzieniem kawowym, ze startymi wiórkami czekoladowymi na wierzchu. Nawet miała uszko i się trzymała. Co prawda Shizuo musiał mieć przy tym pomoc, widać było, że jest jak na niego zbyt precyzyjnie wykonane, ale wyszło. Najważniejsze, że wyszło. Coś się Izayi należało za wyjazd tutaj. - Najlepszego. - oznajmił, układając pudełko, w którym była filiżanka, na jego dłoni. I wyjątkowo nie oczekiwał nic w zamian.
- Um... Dzięki. - mruknął niemrawo, przyjmując pudełeczko i zaraz odkładając je na szafkę. Wyszedł prawie bez słowa i nie było go tyle czasu, żeby przynieść mu czekoladową filiżankę? - Mam to zjeść?- zapytał nie rozumiejąc, czemu Shizuo patrzy na niego jakoś tak dziwnie. - Przyniosłeś mi z degustacji?
     Shizuo ramiona opadły. Tak w przenośni, jak dosłownie, bo dosłownie jakby trochę się zmniejszył, już nie tak dumny z siebie. Jak raz próbował mu dać coś, co nie byłoby seksem ani niczym, co by się z nim wiązało...
- Zrób co chcesz. - stwierdził, wzruszając lekko ramionami. - Zrobiłem ją z gorzkiej czekolady i gorzkiego nadzienia kawowego, więc powinno ci smakować. - poinformował, nim wyminął go i usiadł na jedynie imitującym czekoladę fotelu. Przynajmniej nie brudził, bo poza tymi miał tylko jeden zestaw czystych ciuchów. Mógł się domyślić, że Izayi czekolada tak nie ucieszy. No trudno, będzie się cieszył za rok...
     Izaya szybko połączył fakty i uśmiechnął się do siebie głupio. Shizuo chciał mu dać prezent?
Szybko zabrał ze stolika swoją czekoladową filiżankę i usiadł z nią wesoło na kolanach Shizuo.  Zamachał nogami jak dzieciak wesoło szczerząc się to do swojego potworka to do czekolady.
- Do~brze uznajmy, że ten kompletnie nie trafiony prezent jest tym czego właśnie chciałem. - zachichotał i cmoknął swojego chłopaka w nos. - A teraz w ramach drugiej części prezentu pomożesz mi to zjeść, bo ja nawet za gorzką czekoladą nie przepadam. - Postanowił, wylizując trochę kawowego nadzienia ze środka filiżanki, a czekoladowe naczynie podstawił Shizuo, żeby i ten go skosztował. - Wesołej rocznicy Shizu-chan~...

sobota, 4 kwietnia 2015

ROZDZIAŁ 1 - Wkurzający Komar

Ohayo moi drodzy~...
Czy wy też jesteście tacy wypompowani~? Jedzenie czeka na zjedzenie, a oni chcą robić więcej~! ...Coś czuję, że przytyję. X33"
Dziś zdecydowanie brakuje mi przede wszystkim słodyczy. Mam nadzieję, że wam też i że przyjemnie będzie wam się dosłodzić tuż przed Wielkanocą, więc - nie przedłużając... Komarek~! >w<
PS: Wesołych świąt~!
Enjoy~!

 Hejo~... Wesołych świąt smacznego jajka i czego tylko sobie zażyczycie od zająca :3 ja pewnie dostanę książkę... i bardzo by mnie to cieszyło gdyby nie to, że przy porządkach świątecznych doliczyłam się 35 książek które mam i chcę przeczytać, ale nie mam czasu T^T smutne.... 
Pamiętajcie o nakarmieniu psiaków kliknięciem w banerek po prawej. One też chciałby święta ;3
Dzisiaj, powinien być jakiś fajny one-shot wielkanocny ale.... kończymy co jest zaczęte.... więc komar :3 przy okazji wyjaśni się nazwa ;D A "Urlop 2" zbliża się wielkimi krokami także ten... możemy się cieszyć X3
Enjoy~....




     Blondyn dotarł do zakonu. Po drodze myślał ciągle o tym białym dymie... Może by spytać jakiegoś specjalisty? Ech, ale który z tych idiotów zabił kiedyś wampira... Wszyscy znają tyle teorii co on, ale praktykę to on sam znał najlepiej.
- Nie przeszkadzać. - mruknął, otwierając drzwi od swojej celi. Przystanął przed kawałkiem lustra, drapiąc się po głowie, która go zaswędziała. A tam... Zdumiony zdjął z głowy małe stworzonko. - I... P... Czym ty do cholery jesteś? - wykrztusił w końcu, unosząc brwi w zdziwieniu. To nie mógł być Izaya, chociaż wyglądał jak mały Izaya... No ale w końcu nie wyczuł żadnego wampira! Co to takiego...?
     Wampirek stanął mu na ręce i pomachał mu łapką, poruszając ustami jakby mówił "Hejo Shizu-chan". Uśmiechnął się wesoło i usiadł na dłoni blondyna, machając przy tym wesoło nóżkami.
- Zaskoczony? - Shizuo usłyszał głos wampira w swojej głowie,  mimo, że jego miniaturka miała zamknięte usta.
     Heiwajima zamknął oczy, policzył do trzech w myślach i otworzył. Dalej tam był... Rozejrzał się więc.
- To jakaś sztuczka, tak? Mogę cię zgnieść? - zwrócił się już do miniaturki Izayi. - I będę miał spokój... Zgniotę cię i po sprawie. - Zamknął dłoń, jednak do zmiażdżenia go było mu daleko. W końcu... On był mniejszy od dziecka...! - Czemu siedzisz mi w głowie? I na ręce?
     Izaya skulił się w sobie, osłaniając głowę małymi rączkami. Kręcił przerażony główką do wizji śmierci przez zaduszenie. Gdy poczuł, że ręka blondyna się zaciska skulił się jeszcze mocniej i zatrząsł przestraszony. Po chwili czując, że nic się nie dzieje otworzył niepewnie najpierw jedno, potem drugie oczko.
- A gdzie mam siedzieć? - spytał zdziwiony, uśmiechając się jak dawny Izaya. - Sam mi to zrobiłeś, więc weź za to odpowiedzialność~...
- Jak ja ci to zrobiłem... Miałeś umrzeć, a nie stać się takim... Takim... Knypkiem. - Szturchnął lekko jego miękkie ciałko. "Boże, to żyje" jęknął w myślach. "To nie przez to niedzielne wino..." - I nadal nie wiem, czemu siedzisz mi w głowie! Moje myśli też słyszysz? - spytał podejrzliwie.
     Izaya wybuchnął bezgłośnym śmiechem słysząc tekst o mszalnym winie, czym pewnie dał do zrozumienia Shizuo, że - tak, słyszy jego myśli.
- Pytasz jak to zrobiłeś? - zaczął, gdy już się uspokoił po napadzie śmiechu. - Normalnie~... Uderzyłeś mnie krzyżem, straciłem energię, więc nie jestem w stanie utrzymać ludzkiej, czy też wampirzej formy, mam jednak jej dość, żeby być takim malutkim wampirkiem~... - Pomachał wesoło swoimi skrzydełkami. - Ta odrobinka energii wystarczy, żebym nie zmienił się w nietoperza.- Zatrząsł się lekko przerażony.
- Ale nagle masz siłę, by czytać mi w myślach? - Zmarszczył brwi nieufnie. - Szkoda dla ciebie, że nie jesteś nietoperzem i nie poleciałeś do jakiejś jaskini, pijawko... Ze mną miło nie będzie. - Szturchnął go w policzek palcem wskazującym. - Więc lepiej się zmywaj.
- To efekt uboczny. W tej postaci jestem zbyt mały, żebyś mnie usłyszał, gdy mówię normalnie. - westchnął, opierając się łapkami na policzkach. Słysząc drugą część wypowiedzi pokręcił przerażony głową. - NIE! - krzyknął przerażony w głowie Shizuo. - Wcale nie lepiej...
- Nie krzycz, głupku... - Skrzywił się lekko, patrząc na niego. – Jak już masz mi siedzieć w głowie to chociaż nie słuchaj, co mówię! I czemu w ogóle nie lepiej...? Nie lepiej by ci było wśród innych nietoperków niby...? - Podniósł go sobie na wysokość oczu. "To nie może być Izaya..." stwierdził z niedowierzaniem.
- Nie! - Wampir pozwolił się podnieść za skrzydełka i patrzył na Shizuo zezłoszczonym wzrokiem, założył też ręce, więc wyglądał jakby się obraził. - Bycie nietoperzem to dla wampira najgorsze zło. - odparł. Wzrok mu trochę złagodniał, a minka stała się prosząca. - Nie wyrzucaj mnie, co? Shizu-chan~?
     Heiwajima roześmiał się szczerze, słysząc tę prośbę. Prośbę! Od Izayi! Ha!
- Od kiedy to ty prosisz? - spytał, gdy już się uspokoił. - Aż tak złe jest bycie w tej formie z nietoperzami?
- Chyba źle zrozumiałeś. - Pokręcił głową. - Jeśli stracę całą energię, zmienię się w nietoperza, nieodwołalnie, na zawsze rozumiesz? Dlatego jest ich tyle w waszym świecie. Nie chcę się taki stać, to gorsze niż śmierć dla człowieka. Rozumiesz? - Popatrzył mu prosząco w oczy. - Pozwól mi tu trochę przeczekać~... Odzyskać siły i napić się trochę krwi... proszę. - Dodał widząc, że Shizuo najwyraźniej podoba się to słowo. A może raczej lubił upokarzać tym Izayę? Wszystko jedno, dla bruneta liczyło się teraz tylko żeby mógł tu zostać.
- Ach, tak... To... To wszystko to wampiry, których nie muszę zabijać... Miło. - Uśmiechnął się pod nosem. Zaraz jednak spoważniał i zmarszczył brwi, spoglądając na niego. Podszedł do swojego posłania, postawił go na pościeli i na próbę popchnął lekko palcem, a ten aż usiadł. Znów się uśmiechnął. - No, taki krasnal nic złego nie zrobi, to możesz zostać... Nie będę cię zabijał jak jesteś bezbronny. To ty tu jesteś potworem, nie ja. - Wstał i wyprostował się. - Ale spać ze mną nie będziesz, boś zboczony...
     Izaya na początku był przeszczęśliwy wiedząc, że może zostać, słysząc jednak ostatnie słowa blondyna spojrzał na niego jak na idiotę. Jak on miał mu coś zrobić w takim stanie? Stanął na pościeli i zaczął odpinać pasek od spodni. Może Shizuo nie wierzy?
     Spoglądając na niego przy okazji zauważył, co ten wyprawia i teraz to Shizuo patrzył na niego osłupiały, jak na konkretnego debila.
- No ja mówiłem, że to ty jesteś tutaj zboczeńcem, ale udowadniać mi tego w ten sposób nie musisz. - zauważył powoli. W końcu to on mógł mu udowodnić, że jest kompletnie na opak, niż niedawno mówił sam Izaya.
- Idiota! - mruknął telepatycznie. - Próbuje ci pokazać, że jesteś głupkiem. W tej postaci nawet jeśli nazywasz mnie zboczeńcem, nic nie mógłbym zrobić. - mruknął. - Jestem na to za mały. - dodał. Spodnie już ściągał, teraz zsuwał bokserki. - Jak chcesz dowód to patrz. - Czarny diabelski ogonek wyśliznął się z bielizny wampirka i owinął się wokół jego pasa. - A to coś nowego...- Zauważył Izaya, patrząc na zakrywającą go czarną, puszystą końcówkę.
- ... - Uniósł brew, patrząc na niego wciąż jak na głupka. - Tyle, że nie możesz, to idzie się domyślić... Jakbyś mi cały wlazł w tyłek to bym cię nie poczuł. - stwierdził dość grubiańsko i usiadł obok posłania, gapiąc się na jego ogonek. - A toto było tu wcześniej? Bo nie zauważyłem...
- Nigdy nie zamierzałem "wchodzić ci w tyłek", ale jak wrócę do normalnych rozmiarów przemyślę tę propozycję. - Puścił mu oczko i na powrót zajął się ogonkiem. Był ciepły, czarny, futrzasty, lekko falował i miał zabawny pędzelek na końcu. - Nie przypominam sobie, abym miał coś takiego przed przemianą. - Podrapał się po głowie.
- Chciałbyś, jak zrobisz się duży to cię zabiję z całą premedytacją. - prychnął i wyciągnął tytoń, nabijając zaraz fajkę. - Nie było ogonka? O ile mi wiadomo nietoperze też go nie mają. Może sztuczny? – Złapał lekko za falujący ogonek i przyjrzał mu się.
     Izaya pisnął i zakwilił cicho gdy Shizuo zbyt mocno pociągnął go za ogonek. Wyrwał go z pomiędzy palców blondyna i spojrzał na niego urażony. - Nie tak mocno...
- Nie moja wina, że masz teraz takie delikatne ciało... - stwierdził i uświadomił sobie, że tak właściwie to wina tego, że dostał krzyżem... No, zresztą nieważne... - Ale śmieszny w dotyku... W ogóle jesteś śmieszny w dotyku. - podsumował, znów parskając cichym śmiechem.
- Dotykać możesz, nie bronię ci. Ale nie zabij mnie przy okazji dobrze? Nie tak mocno... - mruknął podchodząc do ręki blondyna i nadstawiając głowę, żeby Shizuo go pogłaskał. - Tak właściwie to jak wyjaśnisz wszystkim, że nie zabiłeś wampira?
- No, spróbuję, ale obiecać ci tego nie mogę... - mruknął, a czując jak Izaya nastawia łepek, wyciągnął palce i pogłaskał go po głowie. Zabawne miał te mięciutkie włoski... Cały był teraz śmiesznie mały. - I podciągnij te portki... A co do zabicia wampira - jak nie zabiłem? - spytał bez zrozumienia. - Nie ma cię, to cię nie ma i tyle.
- Ułaa~a Shizu-chan jest dla mnie taki dobry... - zdziwił się. Schylił się szybko i podciągnął spodnie. - I do tego sprawisz, że będę miał czyste konto. - Przytulił się do kciuka blondyna. - Jakbyś mnie jeszcze karmił, to mógłbym taki zostać na zawsze~! - zapewnił go wesoło.
- Akurat karmić sobą wampira to sobie nie wyobrażam... A ty i tak nie będziesz taki, jak odzyskasz siły, więc nie kłam. - prychnął, mimo wszystko nawet nie wkurzony. Ten Izaya nie był irytujący... Był zabawny. Nawet wolał go takiego. Taki milutki stworek wtulający mu się w dłoń... Aż uniósł kącik ust.
     Brunet przysiadł się na dłoni egzorcysty i zaczął bawić swoimi palcami.
- Nie piję dużo w tej formie. - wyjaśnił. - Pewnie nawet byś nie poczuł... A muszę jakoś odzyskać siły... bo zmienię się w nietoperza... Shizu-chan zrobię wszystko~... - Popatrzył na niego i uśmiechnął się po swojemu. - No, prawie wszystko... - Przekręcił głowę w bok. - Proszę?
- Hmh... A jak cię wykorzystam do pewnej misji, to dasz radę?... Zresztą to musi być akurat moja krew? - On i żywienie wampira... Izayi... Do czego on się posuwał... - W tym wypadku chodzi o zemstę na opacie...
     Wampirek wstał i zasalutował Shizuo.
- Jestem gotowy. A krew nie musi być twoja, po prostu twoja ślicznie pachnie. - dodał oblizując się przy tym. - A teraz powiedz... co dokładnie mam zrobić~?
- Yhm... Moja krew ładnie pachnie, miło wiedzieć... A co do tego żartu, nosi sztuczne włosy. I ich chcę go pozbawić, tylko tyle. - Wzruszył ramionami. Rozbudowane to wielce nie było, tylko jego każdy by zauważył.
- Zrobię to~! - zapewnił. - Musisz mi tylko pokazać który to. Widziałem wielu księży w perukach... Głównie koło 40 może 50... Ne Shizu-chan musisz szybko uciekać z tego zakonu bo wyłysiejesz jak oni! - krzyknął przestraszony.
- ...Pfff... - Parsknął tłumionym śmiechem i pokręcił głową. Zdecydowanie zabawny... - Tu czy nie tu, wyłysieję i tak. A prędzej osiwieję od nerwów, zobaczysz... - Wziął go na ręce i wyjrzał z celi. Nikogo. No to ruszył przed siebie, wsadzając go do kieszeni w bluzce.
- Zaraz ci pokażę gdzie to...
     Izaya zamruczał zadowolony czując przez materiał ciepło ciała blondyna.
     Gdy przechodzili korytarzem minął ich pospiesznie jakiś ksiądz.
- Widzisz! Mówiłem, że oni wszyscy łysieją! - wykrzyknął telepatycznie do blondyna. - Ten to nawet peruki nie nosi... I wyciął sobie kółko z łysiny... Przerażający gość...
     Nie mogąc stłumić śmiechu Shizuo przytknął pięść do ust i udał, że ma nagły atak głośnego kaszlu. Dopiero, gdy zakonnik przeszedł, zachichotał i popatrzył na miejsce, w którym ukrywał się Izaya.
- Ej, pijawko... Nie rób mi tak jak przechodzimy obok nich, jasne...? To kółko to dlatego, że jest zakonnikiem... Ale innego kalibru, niż ja. Mój przełożony może nosić sztuczne włosy dopóki wszyscy udają, że tego nie widzą, a ci tutaj nie...
- Co za głupota. - skomentował tylko, wiercąc się w kieszeni. Wystawił lekko głowę chcąc obserwować dokąd idą. - To czemu ten z wyciętym kółkiem też sobie nie załatwi peruki?
- On nie może. Reguły jego zakonu. - Wzruszył ramionami i skręcił korytarzem. Przy kolejnym zakonniku udał, że poprawia poły płaszcza i zakrył Izayę. Za moment ruszył dalej, bo właściwe drzwi znajdowały się w końcu korytarza.
- Ale to bez sensu... - wykłócał się dalej. - Niby jakim prawem nie może nosić włosów? Czy ten wasz bóg powiedział "I zetnijcie włosy, albowiem futrzastych nie wpuścimy do królestwa niebieskiego"...? Bo wiesz z tego co pamiętam to ten wasz bóg też był z długowłosych, więc skąd taka głupia zasada~?
- Ech... Nie... Ale tu nie słuchają Boga, tylko przełożonego, Izaya. To nie jest tak, jak ci się wydaje. - stwierdził obojętnie. No tak po prostu... było i już. On tak żył, więc to było logiczne i normalne, że kościół to nie Bóg, tylko polityka pod przykrywką. - Ale dobra, bo jeszcze ktoś usłyszy i mnie pozwie o herezję... A ja lubię tępić wampiry. - Dotarli pod właściwe drzwi. - To będzie tu. Tylko trzeba wejść, znaleźć te włosy i wyjść, a to już trudne bez zostawiania śladu.
- No to po co cierpią w zimę bez włosów? - zdziwił się. - To przecież nienormalne. No chyba, że z tych włosów robi się peruki dla przełożonych. - dodał, przewracając oczyma. Wyszedł z kieszeni blondyna i wspiął mu się po koszuli na ramię. - Mam tylko wynieść perukę? - upewnił się.
- Nie... Oni marzną dla zasady i dla pieniędzy. I tak, masz tylko wynieść perukę... Co, mam pukać? Ale jak tak, nie może cię zobaczyć. - uprzedził. Tylko zauważenia brakowało...
- Nie zobaczy mnie~! - zapewnił, zaczynając machać skrzydełkami. Shizuo otworzył mu delikatnie drzwi, a wampir wiedział do pokoju. - Zobaczy tylko latającą perukę. - Dodał będąc już przy duchownym. Mimo to wiedział, że blondyn to usłyszał. Wampir pociągnął za perukę i ściągnął ją z drzemiącego księdza.
- Mhm... - mruknął, bo więcej powiedzieć nie mógł. Pokiwał głową i w ciszy go dopingował. Gdy ten wyleciał Shizuo zamknął drzwi, zabrał od niego włosy i wystawił do niego dłoń do przybicia piątki, jak to zwykle robiły dzieciaki na podwórku.
     Izaya chętnie zdał ciążące mu i łaskoczące go włosy. Podleciał i klepnął Shizuo otwartą dłonią w jego dłoń. Latał w miejscu czekając, aż blondyn pozwoli mu gdzieś usiąść.
- Skrzydełka mnie bolą~...
- No to chodź... - Złapał go w powietrzu i wsunął sobie do kieszeni, wracając do pokoju. Tym razem wyszło szybciej. Położył włosy na podłodze i po kilku chwilach podpalił sobie fajkę, a tym samym ogniem spalił tupecik. Otworzył jeszcze okno, by smród uleciał. - Akcja była
w sam raz. - pochwalił. - Chyba pierwszy raz się tak zgraliśmy...
     Izaya zarumienił się lekko, słysząc pochwały. - Dzięki... Ładnie się uśmiechasz Shizu-chan... - dodał, wylatując mu z kieszeni i przysiadł mu na ramieniu. Oparł się głową o jego szyję.
- Hmm? Dzięki. - Nie sądził, że Izaya potrafi prawić komplementy zamiast tylko go wnerwiać... Czy to już to, co nazywają cudem...? - Ech... Mówiłeś coś, że musisz się posilić, tak? - mruknął, zmieniając temat. Bo jeszcze go miłym zapamięta i znów będzie "Nabrałeś się Shizu-chan!" jak zawsze... Lepiej wrócić do dużego Izayi i ostatecznie go zabić.
- Mhm... - przyznał, mrugając zmęczonymi oczkami. Naprawdę musiał mieć mało energii skoro chciało mu się spać. - Ale Shizu-chan powiedział, że lubi zabijać wampiry i że nakarmi mnie dopiero po swoim trupie, więc nie sądzę, że dostanę coś do zjedzenia...
- Powiedzmy, że to wymiana... Zemsta za trochę krwi. Mam nadzieję, że faktycznie dużo nie pijesz. - Podsunął mu swoją rękę. Tam przynajmniej żyły były blisko i mógł sięgnąć... Czy coś.
     Izaya uradowany złapał za kciuk blondyna i wgryzł się w niego, ssąc go trochę. Czuł jak ciepła krew wlewa mu się do przełyku odżywiając jego ciało. Oblizał się i wypuścił oślinionego kciuka z rąk. Na opuszku wdać było dwa napuchnięte delikatnie miejsca. - Dziękuję Shizu-chan~...
- Mhm... - mruknął, przyglądając się śladowi po ugryzieniu. No tak. Hoduje sobie wampira -miniaturkę, to mógł się spodziewać. I mimo, że był to mini Izaya, wcale nie widział w nim tamtej pijawki teraz... - Jesteś jak komar! - Pokręcił głową i otarł ośliniony kciuk o płaszcz, siadając na swoim posłaniu.
     Shizuo mógł zobaczyć naburmuszoną minkę Izayi. Brunet z oburzeniem nabrał powietrza w policzki i czerwony na twarzy krzyknął:
- Wcale nie! Jestem wampirem! Bo jeszcze w nocy dorobisz się śladów w innych miejscach.
- Oho. Pogryziony przez komary. Już nie takie rzeczy mnie gryzły... - parsknął śmiechem i poczochrał mu włoski palcem. Musiał tak bardzo uważać, żeby go nie zgnieść, że to aż niesamowite... Tamtą pijawę mógł próbować zabić i nic, a tego tu nacisnąć palcem... I zgniótłby jak komara.


czwartek, 2 kwietnia 2015

Shizaya - Dj Mimimi

Komban-wa~...
Dziś świętujemy 2 rocznicę bloga, z okazji czego miało być coś innego, ale mojemu internetowi odwaliło i go nie mam~... Dał się włączyć na notebook'u siostry i co~? Zamula więcej, niż działa.
Mimo to omedeto-gozaimasu~! Przepraszam, że na ostatnią chwilę i znów wykorzystuję robotę Kiasarin-san z edytowaniem dj~... I w ogóle przepraszam, przepraszam, przepraszam za moje lenistwo ostatnio. Chciałabym powiedzieć "To czas zmian", ale na razie mam tyle roboty, zwłaszcza, że koniec roku zbliża się wielkimi krokami i idą minimatury, że po prostu nie mam nawet ochoty wchodzić na komputer, chyba że żeby poczytać mangi. Jestem okropna. U.U Szczeniak przeprasza...
Tymczasem~... Mam nadzieję, że dj wam się spodoba, mi osobiście tak się spodobał, że przetłumaczyłam, no więc no. Końcówka na pewno wam się spodoba, bo to to, czego większość z was domaga się na stronach z Shizayą. X3
Enjoy~!

Tobie się spodobał? Phie... To ja cię stalowałam dobre kilka miesięcy, żebyś go przetłumaczyła.... i to ja ci podesłałam linka nie ty mnie >3< No nic w każdym razie to jest kwintesencja niedawnej ankiety Cukiernia+seksy+ więcej cukierni *q* Hm... Organizacyjnie powiem jeszcze, że opowiadania które mamy skończyć.... się piszą..... bardzo pomału (przynajmniej te moje, te Inu utknęły już dawno T^T) Ale się postaramy.... Puki co "Wkurzający komar" Nazwa wyjaśni się już w kolejnym rozdziale ;) i będzie podkreślana całe opko (wyjaśniam bo ktoś o to pytał) 
Aha, żeby nie było niedomówień... blog powstał pierwszego kwietnia, w Prima Aprilis, ale ponieważ internet Inu-chan zrobił psikusa to dodajemy to dopiero 30 minut po północy... okay ;_;
A właśnie! Nie zapomnijcie kliknąć w banerek po prawej i nakarmić psiaków ;)
Enjoy~

wersja angielska z <klik>
Tłumaczenie: Inu-chan
Edycja: Kiasarin

Dj znajdziesz na Hotaru-nai yama