Blog poświęcony Anime Durarara!! Znajdziesz tu opowiadania yaoi (mężczyzna x mężczyzna) Shizaya (Shizuo x Izaya), Izuo (Izaya x Shizuo) i IzaKida/Kizaya (Izaya x Kida). Jeśli nie tego szukałeś i treści tu przedstawiane ci nie odpowiadają prosimy o opuszczenie tego bloga. Pozostałych zapraszamy do czytania.

sobota, 4 października 2014

Rp - Jezioro - rozdział 3

 Pisane z Heroine


Blondyn uspokoił się znacznie po drodze. Nawet zdołał się uśmiechnąć i odwrócić do Daiki'ego.
- Aominecchi, miałem postawić ci stek, pamiętasz? Masz na niego teraz ochotę~? - Podrapał się po szyi, a następnie po rękach. Co za głupota, żeby dać się tak pogryźć... Mógł chociaż nie wchodzić do lasu...
- Nie zbyt. Poza tym przydałoby się poszukać Akashiego. Jest już dość późno, a wszyscy powinni się stawić po jakimś czasie na zbiórkę koło stołówki. - Odpowiedział. Nie miał pojęcia co ta ruda gnida może kombinować, ale jedno wiedział na pewno: nie będzie to nic fajnego. Tortury wydawały się bardzo prawdopodobną opcją...
- Umm... Dobra. - Kise odwrócił się w stronę budynku i szedł w ciszy.
Ciekawe, co mógł wymyślić Akashi... Mieli mieć wolne, więc czemu nagle zmienił plany...?
- Tak w ogóle to Midorima gadał coś o planie. - Przypomniał sobie. - Nie znam szczegółów, nie słuchałem. Jak myślisz co to może być?
- Plan? - Zastanowił się. Do tego, że Daiki nie słuchał o planach był już przyzwyczajony. - Skoro Midorimacchi wie, to nie może być nic złego~! - oznajmił w końcu, uśmiechając się lekko. - Może jakiś bieg na orientację, czy coś takiego? Akashicchi mógł wymyślić cokolwiek. - Stanął przed drzwiami. - A tak w ogóle to muszę kupić Murasakicchi'emu pałki za ten kajak. - Przypomniał sobie. - To po tym całym zebraniu...
Daiki otworzył mu drzwi i puścił przodem. Reszta drużyny siedziała już na drewnianych ławkach.
- No, no, no, któż to nas w końcu zaszczycił. - Zacmokał Seijuurou.
- A mówiłem, debilu, żebyś mnie słuchał. - Midorima poprawił z irytacją swoje czarne okularki.
Usiedli obok nich, czekając aż któryś w końcu powie o co właściwie chodzi.
- Więc... Akashicchi, Midorimacchi, o co jest~?- Kise usiadł sobie obok drużyny i popatrzył po wszystkich. Miał nadzieję, że ktoś mu wyjaśni... - Po co się tu zebraliśmy?
- Żeby zorganizować sobie czas wolny. Jutro zaczynami trening. Powinniśmy dbać o wspólne relacje póki mamy czas, Ryouta.
- Aka-chin, chce grać w wyzwania...
Daiki spojrzał po wszystkich. Nikt nie wyraził sprzeciwu.
- Dobra... wchodzę w to.
- Czyli gramy wszyscy. - Kapitan uśmiechnął się asymetrycznie, wyciągając pustą, plastikową butelkę po wodzie. - Zaczynasz, Tetsuya.
- Wyzwania... - mruknął Kise, patrząc, jak Kurokocchi kręci. Oby nie wypadło na niego... Nie chciał się sprzeciwiać Akashi'emu, ale też nie chciał grać...
- Akashi-kun. - odezwał się błękitnowłosy. Po krótki namyśle poprosił go tylko o podanie czegoś do picia. Kapitan prychnął, ale wykonał polecenie. Teraz to czerwonowłosy kręcił... Wypadło na Aominecchi'ego.
- Daiki. - To zabrzmiało jak rozkaz. Różnokolorowe tęczówki skupiły się na granatowowłosym. Zapanowała całkowita cisza. Seijuurou uśmiechnął się lekko, a Kise doznał jednego, wielkiego, złego przeczucia. - Weź Ryoutę na kolana i obejmij w pasie. Musicie wyglądać uroczo jako para. - Jego uśmiech się poszerzył.
     Kise aż opadła szczęka. Co. Niby. Aominecchi. Miał. Zrobić?! Zakrztusił się własnymi słowami i nie zdołał wydobyć z siebie sprzeciwu.
     Daiki spojrzał na wszystkich jak na debili. Kuroko uśmiechnął się delikatnie widząc jego reakcję. Że ich teraz niby parują? Że niby są otp drużyny, tak? Z rezygnacją wypuścił powietrze. Nie było innego wyboru, jak przystać na warunki. Po krótkim namyśle doszedł do wniosku, że nawet mu to nie przeszkadza. Poklepał zachęcająco kolana.
- Eeee... i do kiedy ma tu siedzieć?
- Do końca gry. Jak butelka na was wskaże, wybierzemy sobie, do kogo to będzie wyzwanie. Prawdopodobnie wszyscy mają podobne wyzwania na myśli, więc to raczej nie kłopot. - oznajmił kapitan.
Shintarou poprawił okulary.
- Powiedziałbym, że się w to nie bawię, jednak wydaje mi się to nawet śmieszne. - skomentował.
     Aominecchi, ty głupku! Ty... Ty głupku noo! - jęczał w myślach jak prawdziwy męczennik, przesuwając się i sztywno siadając mu na kolanach.
- Teraz ty kręcisz, Aominecchi. - mruknął nadąsanym głosem. Nie chciał się w to bawić... Nawet, jeśli to mogło być pretekstem... Potem będzie go to tylko boleć...
- Dobra. - Butelka chwilę obracała się w kółko po czym wskazała Midorimę. - A ty glonojadzie... powiedź nam co takiego robiłeś, gdy dziwnym trafem nie mogłeś przyjść na trening, akurat w dzień twoich urodzin. Nie było ani ciebie, ani Kuroko. - Wyszczerzył się do niego zwycięsko.
- Przypadek. - Shintarou szybkim ruchem poprawił okulary, choć wcale mu nie spadły. - Miałem wizytę u lekarza. Moje urodziny to nic szczególnego, głupku. - Uśmiechnął się z lekką satysfakcją i zakręcił butelką. - Kuroko. Co ty robiłeś w moje urodziny?
- Wyjechałem do chorej babci. - mruknął błękitnowłosy i chwycił za butelkę. - Kise-kun. - Popatrzył na niego i być może Ryoucie się wydawało, ale wyglądał na rozbawionego. - Spróbuj przejechać nosem po szyi Aomine-kun'a, co?
- C-co? Kurokocchi, te wasze wyzwania są dziwne. - fochnął się.
- Ryouta, nie wypieraj się, tylko wypełnij swoje zadanie.
     Blondyn usiadł bokiem do Aomine i z ogromną uwagą zbliżył twarz do jego szyi. Pewnie łaskotał go swoim oddechem, ale co mógł poradzić...? Przejechał delikatnie czubkiem nosa po jego szyi i ledwie się powstrzymał, by nie dotknąć jej ustami.
- Teraz ja wam się odpłacę... - wyburczał, odsuwając się powoli.
Aomine nie obchodziło czy to co mówi Midorima było prawdą. Bardziej skupił się na tym dlaczego jego przyjaciele chcą go spedalić. Im intensywniej się zastanawiał tym do dziwniejszych wniosków dochodził, więc w końcu z tego zrezygnował.
- Dlaczego to JA ciągle jestem molestowany? Z jakiej, kurwa, pierdolonej racji, ja się pytam.
- Ja TEŻ, Aominecchi, ja też. - burknął Kise, patrząc na niego z jawnym foch'em. Zaraz jednak się odwrócił i zakręcił butelką. Miał nadzieję, że trafi tak, jak myślał... No, nie do końca trafiło, ale zawsze. - Kurokocchi~! - Uśmiechnął się nieco mściwie. - Skoro można grać na każde wyzwanie, cmoknij Midorimacchi'ego w policzek~!
- Czekaj, co?! Kise, tego jeszcze nie było, całowanie odpada... - zaczął nawijać Shintarou.
- Właśnie, że jest, Midorima-kun. Od nich też możesz tego żądać. Nie zawężaj proszę, zasięgu życzeń. - Błękitnowłosy zbliżył się do niego, na co zielonowłosy wstał.
- Niestety, nie będę robił takich rzeczy. Odpadam. - stwierdził i wyszedł. Chyba nikomu nie umknęło kolejne nerwowe poprawienie okularów i lekki rumieniec. Kto wie, czy nie z oburzenia~...
- No cóż, Kurokocchi~... To chyba znaczy, że muszę ci zmienić zadanie. - Kise wzruszył ramionami. - Niestety wychodzi też na to, że za odmowę wypada się z gry. Dobrowolnie odmawiam. - Wstał z kolan Aominecchi'ego. Nie będzie mu się narzucał, jeśli przestanie w to grać... Nie chciał mu się narzucać. Widział, że Daiki'emu to przeszkadza.
- Zaraz zaraz... - Chłodny głos Akashi'ego sprowadził go na ziemię. - Mieliśmy się integrować tą grą, więc siadaj.
Nie... Tylko nie to... To przecież pogwałcenie praw człowieka jest!
- Siedź. Wygramy to. - Daiki uśmiechnął się diabolicznie. Blondyn w końcu usiadł na swoje miejsce i zakręcił ponownie butelką. Aomine był ciekawy na kogo tym razem przypadną dziwne wyzwania.
- Akashicchi. - westchnął. No tak... Żyć albo nie żyć? Oto jest pytanie... - Przytul się na chwilę do Murasakicchi'ego. - zadecydował. Jak czerwonowłosy go nie zadźga to już i tak będzie jakiś sukces...
- Na nic kreatywniejszego cie nie stać. - Wstał i ruszył w kierunku Murasakibary, który dotychczas nawet nie był zainteresowany grą. Jak gdyby nigdy nic podszedł do niego, i przytulił od tyłu. Ze zwycięską miną wrócił na swoje miejsce. - To było banalne. Kręcę. - Buteleczka zagrzechotała cicho i... - Daiki. - Mina rudzielca nie wróżyła nic dobrego.
- Nie było banalne... - Blondyn całkiem się speszył. - Było dobre...
- Daiki, masz pocałować Ryoutę. - Czerwonowłosy całkiem olał Kise, patrząc na Aominecchi'ego z sadystycznym błyskiem w oku. - Przegrani będą mieli jutro przechlapane na treningu, delikatnie mówiąc. - napomknął jeszcze.
- Aominecchi... Nie musisz tego robić... - stwierdził Kise, patrząc na podłogę nieco nieobecnym wzrokiem.
Nie chciał tego, nie chciał wymuszonego pocałunku z nim, nie chciał, nie...
Przerwał. Daiki pewnym ruchem uniósł jego podbródek i zaborczo pocałował. Po krótkiej chwili pogłębił pseudo pieszczotę. Gdy w końcu się od niego oderwał spojrzał gdzieś w bok. Językiem szybko przerwał łączącą ich stróżkę srebrzystej śliny.
- Jedynym, który może mnie ograć jestem ja sam. Wygrałem, teraz ja kręcę. 
Kise bardzo uważał, żeby nie odwzajemnić pocałunku. Nawet, jeśli to była jego jedyna szansa... Nie chciał się wczuć...
     Gdy się od siebie oderwali, zagryzł wargę i powoli przełknął ślinę, odwracając wzrok tak, by Aominecchi go nie widział. Nie tylko się zaczerwienił, ale też oczy go zapiekły... Bardzo się starał, by teraz się nie rozpłakać. Nie przy niemal wszystkich... Ukrył się za maską beztroskiego modela, bo to wszystko, co mógł w tej chwili zrobić. Uśmiechnął się lekko, uspokajając na ile się dało pracę serca i popatrzył, jak Daiki kręci butelką.
- Muro. Ty... - Zamyślił się. - Rozbierz się do samych bokserek i siedź tak do końca gry.
- Aka-chiin... Muszę się w to bawiić~? - mruknął niezadowolony fioletowowłosy. Niestety Akashi potwierdził jego słowa, więc westchnął i spełnił życzenie Daiki'ego. - W ogóle, Kise-chin, wisisz mi pałki za sprowadzenie tego kajaka. - dodał, siadając z powrotem i wyjmując batonik z kieszeni.
- Atsushi, kręcisz.
- A, tak. - Zakręcił butelką. Padło na Kuroko. - Kuro-chin. - Murasakibara popatrzył po nich nieprzytomnie i uśmiechnął się lekko, nie wiadomo, czy do batonika, czy do nich. - Cmoknij Kise-chin'a w policzek.
- No ja rozumiem, że to jakieś kółko towarzyskie gejów, tak? To jest ta twoja "integracja"? Najlepiej wszyscy od razu chodźmy się ruchać, jak te pierdolone króliki w krzakach. - Warknął Daiki. Dlaczego go to zirytowało? Przecież to tylko kolejne z głupich wyzwań, na które w ogóle nie powinien zwracać uwagi. Założyłby zirytowany ręce na piersi gdyby siedemdziesiąt kilko czystego transseksualizmu nie siedziało mu na kolanach.
- Mine-chin, nie narzekaj...
- Wybacz, Akashi-kun ,ale w takim bądź razie odmawiam. Chociaż ciekawie byłoby popatrzeć na Aomine-kun'a i Kise-kun'a przy następnym wyzwaniu. czas na mnie. - Wstał, pomachał im i poszedł.
Ryoucie jakiś ciężar spadł z serca.
- Aominecchi, wcześniej ci to nie przeszkadzało. - rzucił cicho, patrząc na butelkę. Kto teraz...? Murasakibara, prawda?
- Przeszkadzało, ale wiem jedno. Ta podła gnida coś planuje, a ja nie mam zamiaru brać w tym dłużej udziału. Wrócę na ognisko. - Ściągnął przyjaciela z kolan i usadowił na ławce obok. Wstał i wymaszerował, ledwo powstrzymując się przed trzaśnięciem drzwiami.  
     Blodnyn popatrzył gdzieś na podłogę, a potem rzucił przepraszający uśmiech kapitanowi.
- Gomenne, Akashicchi, też już pójdę. - Wstał i praktycznie wypadł stamtąd biegiem. Rozejrzał się dookoła. Aominecchi'ego już nie widział... Dlatego powoli wrócił do namiotu.
     Przecież to nie jego wina, że kazali mu zostać i grać dalej, nawet jeśli nie chciał... No, on nie chciał, no...! Aominecchi'emu przeszkadzało, że się całowali... Jakoś bolała go ta świadomość...
To mógł go nie całować!!!
- Głupek! - wybuchnął i kopnął leżący niedaleko kamyk. Naprawdę... Wcale nie pomyślał o tym, jak ON się czuje z tym...
     Aomine szybkim krokiem dotarł do namiotu. Nie mogąc znaleźć sobie w nim miejsca chodził w kółko, robiąc już chyba setne okrążenie. Czym się zdenerwował? Przecież to tylko jakaś głupia gra, która miała za zadanie sprowokować, a on jak ostatni debil postąpił tak jak sobie życzyli. I z jakiej to, kurwa, okazji podobał mu się pocałunek?! Kise jest facetem. Facetem, psia krew! Nie ma piersi, nie ma niczego! A, że niby teraz jest o niego zazdrosny? O nie, nie, nie. Jest stu procentowym hetero, woli jędrne cycki i pośladki. Nie ma nawet opcji, żeby jakiś wymuskany model go spedalił. Wymuskany model, który na domiar złego jest jego najlepszym przyjacielem, ale wygląda lepiej niż nie jedna dziewczyna.
Położył się na brzuchu, na łóżko, wtulając twarz w poduszkę.
- Za jakie, kurwa, grzechy? Przecież byłem grzeczny... Boże widzisz i nie grzmisz.
     Blondyn rozejrzał się dookoła. Nawet nie zorientował się, że płacze, idąc do namiotu. Dopiero przed wejściem dotknął swojej twarzy i otarł policzki z łez. Teraz to nie powinno wyglądać tak źle...
Wszedł do środka, drapiąc jedno z ukąszeń komarów. Nie odezwał się ani słowem, za to zbliżył się do swojej walizki i wyjął stamtąd zapasowe cukierki. Tego było za mało... Mimo to wrzucił ze trzy do buzi i zerknął kątem oka na łóżko Daiki'ego. Chyba powinien sobie iść... Tym razem nie zauważy jego zniknięcia, tak jak chyba nie zauważył przyjścia.
     Aomine przekręcił się w odpowiedzi na bok. Nie miał choćby najmniejszej ochoty na rozmowę z kimkolwiek, a już zwłaszcza z Kise. Podrapał się po karku i wlepił wzrok w ścianę namiotu. Co z nim jest nie tak? Przecież nie powinien tak sobie zaprzątać myśli jakimś facetem! Te sukinkoty jeszcze mu za to zapłacą.
     Już podszedł do wyjścia, ale w końcu odwrócił się i popatrzył na swojego przyjaciela. Aż tak nie przypadł mu do gustu ten pocałunek...? Blondyn czuł, jak coś boleśnie kłuje go w klatce piersiowej, ale zmusił się do uśmiechu.
- Aominecchi~... Nie przejmuj się tak, to przecież była tylko gra w butelkę, prawda? - rzucił jakby nigdy nic i wyszedł szybko, próbując przełknąć kulę, która stanęła mu w gardle. Bolało... Tak bardzo, że gdy tylko znalazł się parę metrów od namiotu, zaczął płakać, a jeszcze parę dalej, płacz przemienił się w cichy szloch. Musiał jakoś wyrzucić z siebie emocje... Ale potem przynajmniej miało być lepiej, prawda? Grunt, żeby go teraz nikt nie widział, dlatego ukrył się w lesie, gdzie nikogo nie było.
     Daiki przewracał się z boku na bok. Nie dość, że prycza była strasznie niewygodna to myśli cały czas nie dawały mu spokoju.
- Pierdolcie się. - Mruknął sam do siebie, z myślą o swoich przyjaciołach.
- Aomine-kun, jesteś niegrzeczny.
Jak z pod ziemi wyrósł Tetsu. Jak na komendę poderwał się z łóżka, omal z niego nie spadając. Usiadł na jego skraju, biorąc głęboki oddech i powoli wypuszczając z płuc powietrze, próbując uspokoić rozszalałe serce.
- Ty... - Nie do końca wiedział co chciał powiedzieć. Machnął więc ręką i ułożył się z powrotem w miarę wygodnej pozycji.
- Nie ja, ale ty, Aomine-kun. - poprawił go spokojnie, nie spuszczając z niego wzroku. - Myślisz o Kise-kun'ie, prawda? Nie powinieneś z nim pogadać?
- Nie. - Odpowiedział od razu. - I wcale o nim nie myślę, skąd ci to, kurwa, przyszło do głowy? - Zmarszczył cienkie brwi. Przecież on nie zaprzątałby sobie czymś takim głowy, za kogo ten krasnal go uważa?!
- Za szybko zaprzeczyłeś, Aomine-kun. - zwrócił mu uwagę swoim bezbarwnym głosem. - Dlatego jestem pewien, że o nim myślisz. Poza tym pomyśl, co on czuje w tej chwili. Jak sądzisz? - Przekrzywił lekko głowę. Sam był ciekaw, co Daiki myśli o uczuciach Kise-kun'a.
- Tsk. Nie obchodzi mnie to, jest dużym chłopcem, na pewno sobie poradzi. - Przecież nie ma obowiązku pilnować go dwadzieścia cztery godziny na dobę. Co prawda, był ciekaw co teraz robi. Znając jego wrażliwość siedzi i rozmyśla, ewentualnie beczy po kątach. W końcu on na wszystko reagował płaczem.
- Jesteś nieczuły. - skwitował Tetsu, odwracając się. - Pomyśl lepiej, jak on się czuje po tym pocałunku. Przecież mogłeś odmówić, a to zrobiłeś. Może dla niego to było coś osobistego? Przemyśl to. Najlepiej zanim cała twarz spuchnie mu od płaczu. - oznajmił bez emocji i wyszedł, kierując się do swojego namiotu. Współczuł Kise, poniekąd, dlatego postanowił nieco naprowadzić Daiki'ego. Reszta to już nie była jego sprawa.
     Aomine doszedł do wniosku - nigdy nie wdawać się w tego typu rozmowy z Tetsu. Nigdy. Dostał przez to wszystko cholernych wyrzutów sumienia, no i na co mu to było? Miał swoje rozterki na głowie, innych ludzi nie były mu do szczęścia potrzebne. Tylko... że to był Kise, a Kise z natury przeżywał wszystko dużo bardziej niż normalny człowiek.
Przewrócił oczami, nie dowierzając temu co po raz setny zamierza zrobić. Wstał i wyszedł z namiotu. Tylko... gdzie on ma go do cholery szukać?
     Blondyn za ten czas zdążył się wypłakać i otrzeć łzy. Naprawdę nie cierpiał takiego sposobu wyrażania emocji...
Teraz szukał jakiejś łazienki, żeby umyć twarz. Szedł między namiotami, rozglądając się niepewnie. Nie chciał nikogo spotkać, wyglądając tak, jak teraz. Musiał tę łazienkę jakoś znaleźć sam...
- Oi. - Usłyszał za plecami. Aomine podszedł do niego nie pewnie i podrapał się po karku. No i... co on miał teraz powiedzieć? Nie przemyślał tego, a w gadaniu "od tak" mistrzem nie był. - To ten... sory, za tamto. Nie chciałem... czy coś.
     Blondyn szybko zakrył twarz dłońmi, żeby nie było widać, że płakał. Teraz i tak czuł się dość źle, słowa Daiki'ego nie mogły zasmucić go bardziej. Mimo wszystko nie chciał o tym gadać...
- Yhm, mówiłem ci, Aominecchi: to tylko gra w butelkę. Wiesz może, gdzie jest łazienka? Coś mnie pokąsało i wyglądam strasznie... - mruknął cicho. Gardło miał odrobinę zachrypnięte, ale to nic - dopóki nie było widać jego buzi i mówił ciszej, nie można było przecież poznać, że płakał, czy coś. Poza tym podjął jedną decyzję: już nigdy więcej nie brać żadnej gry na poważnie. W końcu to zabawa, nie dotyczyła realnego życia. A skoro dla Aomine nie znaczył nic poza przyjacielem... Musiał się z tym pogodzić i koniec. Przestać robić sobie jakiekolwiek nadzieje. Jakkolwiek to było możliwe.
- I tak wiem, że beczałeś. - Mruknął. - Nie wiem, poszukaj. - Poczuł dziwne ukłucie w klatce piersiowej. To przez niego płacze, a on nienawidzi gdy komuś lecą łzy, pomimo, że jest pieprzonym egoistą. Rany... czemu ta ciota znaczy dla niego tak wiele? Powinien go olać i ogarnąć skąd można dorwać piwo, ale nie, bo lepiej nieudolnie próbować go pocieszyć. Czym on go tak właściwie darzy? No bo chyba nie... o nie. Nie-nie-nie-nie. Przecież nie zakochał się w facecie. No mowy nie ma. - To ten... ładną dziś mamy pogodę, nie?
- Aominecchi? - zerknął na niego zdziwiony, rozchylając palce i patrząc zaczerwienionym od płaczu okiem. - Czemu tak nagle zmieniłeś temat? Ano... I wcale nie płakałem! Niby czemu miałbym? - burknął. W końcu... Daiki nie mógł się dowiedzieć, ile dla niego znaczy. Nie mógł... Bo na sto procent wolał dziewczyny. Kise musiałby zmienić płeć i zrobić sobie conajmniej miseczkę D, żeby mieć jakieś szanse, zapewne... Nie chciał nawet o tym myśleć.
- Bo tak. Kurna, bo chodzi o to, że nie chciałem, żeby tak to wyszło i nie wiedziałem, że będziesz to aż tak przeżywał, więc sorry, więcej nie będę, i ogółem to dzieje się coś dziwnego, co mnie wkurwia i nie ma pieprzonego prawa bytu, więc będę wrednym chujem, bo mam taki kaprys. - Wyrzucił z siebie, drapiąc się po karku. Po co on się mu w ogóle tłumaczył? Chyba to nazywają poczuciem winy, czy czymś w ten deseń.
- Ale... Co, jak wyszło, ja wcale nie jestem zły, zrozpaczony, czy coś i jak, co więcej nie będziesz...? - Kise kompletnie się w tym zagubił. Zatrzymał się na chwilę i wziął głęboki wdech, po czym zerknął na niego tym swoim odsłoniętym okiem. - Aominecchi, co takiego się dzieje, co cię tak wkurza? Tylko mów jasno, dobrze? Nie wyjaśniłeś tego. - odezwał się spokojnie. To pytanie wydawało mu się teraz najważniejsze, bo Daiki najbardziej się przy nim denerwował... I najmniej wyjaśnił.
- No bo... To jest tak, że dziwnie się czuję i nigdy wcześniej tak nie było i zapewne być nie powinno. W klatce mnie kłuje, wyrzuty sumienia mam i ogółem to tak mi się cieplej na sercu robi, i o ja pierdolę, serio się starzeję. - Zakończył na jednym oddechu. Chwila, zaraz, czekaj, co? Co on właśnie powiedział? Jakie "cieplej na sercu"? Przecież się w nim nie zakochał! Jest, kurde, facetem! Zasadzi kiedyś drzewo, spłodzi dzieci, i wybuduje dom! Jego marna imitacja serca nie ma prawa się rozczulać do jakiegoś podrzędnego modela.
- ...Co? - Kise z wrażenia opuścił ręce, odsłaniając wciąż zarumienioną, dość podpuchniętą twarz, oznaczoną śladami niedawnego płaczu. Zwyczajnie o tym zapomniał w przypływie zdumienia. To brzmiało jak... Ale... - Aominecchi i masz tak w stosunku do mnie...? - chciał się upewnić. Słysząc potakujące mruknięcie, zbliżył się do niego o dwa kroki. - Więc... - Nie miał już nic do stracenia, prawda? Serce biło mu szybciej, myśli nie mogły ułożyć się w zgrabną całość. Co mógł stracić...? Jego przyjaźń. Ale może mógł coś zyskać...? Tak, mógł... Być może to coś zmieni...? Chciał tylko sprawdzić... - Przepraszam, ale chcę coś sprawdzić. - stwierdził po prostu i zbliżył się jeszcze trochę, po czym sięgnął, zarzucając mu ręce na szyję i łącząc ich wargi. Tym razem serce naprawdę jakby miało wyskoczyć mu z piersi... Zacisnął mocno powieki, oczekując tylko, aż Aomine go odepchnie. Był niemal pewien, że to zrobi, że to jednak głupota... Pewnie tylko sobie wmawiał, że on... Że mógłby go... Kochać...?
Daiki otworzył szerzej oczy. Puls mu przyspieszył i nie do końca wiedział jak ma na to zareagować. Wycofać się, odepchnąć, objąć, odwzajemnić? I w ogóle to co on do jasnej cholery wyprawia?! Dlaczego jego najlepszy przyjaciel go całuje?! Koniec końców nie zrobił kompletnie nic. Stał jak wryty, bijąc się z myślami. Czemu mu to nie przeszkadzało? Kise nie jest dziewczyną, nie ma dużych piersi, nie wspominając już o tym, że ma co innego między nogami, więc z jakiej racji?! I dlaczego czuje ciepło w tym jebanym podbrzuszu?! Chyba wariuje...
     Blondyn westchnął cicho w jego usta i niepewnie sięgnął po jego dłoń. Skoro go nie odepchnął... Może spróbuje go krok po kroku do siebie przekonać...? Nadal jednak był przygotowany na to, że w którymś momencie Daiki go odtrąci. Życie chyba nie mogło tak po prostu pójść mu na rękę i pozwolić na miłość z wzajemnością, prawda...?
Złapał go za dłoń i położył na swojej talii, przysuwając się bliżej. Tak bardzo marzył o tej chwili... A była być może ostatnią taką w jego życiu... Chciał wykorzystać ją do końca, tak długo, jak tylko mógł, zanim cały czar pryśnie.
     Daiki objął go nieco mocniej i przymknął powieki, jakby coś go pchnęło do tej decyzji. Jedną ręką chwycił go za podbródek i uniósł wyżej.
     Ryouta uśmiechnął się kącikami ust i wplótł palce w jego włosy. Pozwolił sobie lekko skubnąć zębami jego wargę, tak jakby dla czystej przekory. Zapomniał o całym świecie, zatracając się w tej jednej chwili. Aominecchi go kochał i odwzajemnił pocałunek... Coś po prostu eksplodowało w jego głowie, ukazując mu pod powiekami tęczowe fajerwerki. Od dawna tak się nie cieszył... Nie mógł tego opisać słowami. Miał nadzieję, że jeszcze długo się od siebie nie oderwą.
Po dłuższej chwili w Daikim coś pękło. Odsunął się od niego i zmarszczył delikatnie brwi. Przecież Kise jest facetem, a on nie jest żadnym pedałem.  Ta sytuacja nie powinna mieć w ogóle miejsca. Blondyn spojrzał na niego pytająco.
- To... - Zaczął.
     Kise zrozumiał w końcu sytuację i zacisnął nerwowo palce w pięść. Magiczna chwila się skończyła. Właśnie prawdopodobnie zniszczył ich przyjaźń. Nie, nie prawdopodobnie... Na pewno.
 Aż poczuł, że coś skręca mu się boleśnie w brzuchu.
- To... Ja... - Nie mógł się wysłowić. Przełknął nerwowo ślinę. Już stracił wszystko, teraz nie straci więcej. - Przepraszam, Aominecchi. Pójdę znaleźć tę łazienkę. - Odwrócił się i postarał w miarę spokojnie odejść. W miarę spokojnie, chociaż... Po paru krokach zaczął stawiać kroki prawie tak szybkie jak bieg, byle tylko być dalej.
     Co on sobie o tym pomyśli...? W ten sposób chyba tylko go do siebie zraził... Chociaż Aominecchi sam go na chwilę objął... Gdy to wspominał, robiło mu się cieplej, ale jednocześnie słabiej. Nie wiedział nawet, czy powinien tego żałować... Za bardzo mu się podobało, a z drugiej strony... Jeśli Daiki więcej się do niego nie odezwie... To chyba nie było tyle warte. Mieli być chociaż przyjaciółmi! A teraz wszystko zaprzepaścił...
     Daiki poczuł się okrutnie. Nieznana dotąd kula ściskała jego gardło, a serce mimowolnie kuło go w pierś. Co on najlepszego wyrabia?! Przyszedł go pocieszyć, a tylko pogorszył sytuację. Zresztą... dlaczego on go całował!? Przecież są przyjaciółmi! On nie powinien tak nagle z tym wyskakiwać, przecież nie jest gejem, żeby obściskiwać się na łonie natury z jakimś facetem o co prawda kobiecej urodzie, ale i tak facetem!
- Zjebałem. - Mruknął do siebie, przejeżdżając dłonią po twarzy.
Po cholerę mu to było? Jakby został w namiocie, w życiu by się ta sytuacja nie wydarzyła. On nie miałby tak ogromnych wyrzutów sumienia, a blondyn w końcu by się ogarnął i wrócił do rzeczywistości.
Mieszanina emocji i dziwnych odczuć natrętnie przelatywała mu przez głowę. Spacer. Tak, to zdecydowanie najlepszy pomysł na rozładowanie tego wszystkiego. Popatrzył jeszcze przez moment w kierunku, gdzie zniknął jego przyjaciel i ruszył w przeciwną stronę.

Rp - Jezioro - rozdział 2

Pisane z Heroine

Minęło trochę czasu zanim dołączyli do reszty drużyny. Przeprawa przez plażę nie należała do najłatwiejszych przepraw z powodu wszędobylskiego piasku, jednak zdecydowanie była przyjemna.
- No, no... Nasze gołąbeczki postanowiły nas odwiedzić. Długo wam to zajęło, Daiki. Nie spieszyłeś się.
- Morda. - Nakazał. Szturchnął Kise łokciem, wskazując głową na bar obok. Murasakibara zamawiał właśnie gigantycznego loda. Aomine nie dowierzał jakim cudem można być aż takim żarłokiem. Nie żeby sam tyle nie jadł jeśli chodziło o mięso. Ale na mięso zawsze jest pora, czas i miejsce, nawet w żołądku.
     Blondyn próbował ignorować resztę. Podszedł tylko do Murasakibary, siadając obok niego i patrząc na niego natrętnie, aż na niego spojrzał.
- Murasakicchi~... Mam do ciebie interes. - zaczął, udając, że wesoło się uśmiecha. - Zostawiłem kajak na jeziorze~... I raczej tam nie wrócę. Mógłbyś tam popłynąć i go zabrać, proszę~? Postawię ci za to coś pysznego! - obiecał, mentalnie trzymając kciuki.
- A Mine-chin nie może? Chyba, że to pałki... - Zamyślił się.
- Nie, Mine-chin, nie może. - Mruknął Daiki, ustawiając się w kolejce po coś do picia.
- Jesteś okrutny...
- Prooszę, Murasakicchi~! - Zaatakował go spojrzeniem psich oczu. No jak temu jego urokowi nie ulegnie... To Kise będzie płacił za kajak, bo sam tam jeszcze raz nie popłynie, mowy nie ma!!!
- Ale za pałki. - Zastrzegł. Wstał i leniwie podszedł do Akashiego pokazując mu na żółtą plamkę znad jeziora. Ten przytaknął na coś, idąc razem z olbrzymem nad wodę.
- Masz. - Daiki podał blondynowi shake'a i lody waniliowe.
- Dziękuję, Aominecchi~! - Tym razem na twarzy Ryouty pojawił się prawdziwy uśmiech. On wiedział, jak poprawić mu zepsuty humor... Wziął od niego słodkie przekąski. - A ty nie chciałeś zjeść czegoś porządnego~? - zdziwił się.
- Zamówiłem hot-dogi, trzeba chwilę poczekać. - Był głodny, w brzuchu mu nieprzyjemnie burczało. Rany, dlaczego to musi trwać tak długo?
- Uhm, poczekamy. - zaczął popijać shake'a, ale po chwili zorientował się, że jest na tyle gorąco, że lód już mu się roztapia, więc zaczął oblizywać skapujące kropelki, a potem zajął się samym przysmakiem, czekając, aż Daiki dostanie swoje zamówienie. - To gdzie potem~? - Spytał, patrząc na niego z zaciekawieniem w przerwie między kolejnymi liźnięciami. Lekki chłód jego przekąski był prawie zbawienny~...
Aomine odwrócił wzrok. Miał zdecydowanie zbyt wybujałą wyobraźnię jak na takie widoki.
- Potem możemy pójść do namiotu się ogarnąć. Akashi trening zaczyna od jutra, dziś mamy dzień wolnego. - Wziął się za jedzenie swojej kulki, która również zaczęła się już roztapiać.
- Hmm~... Więc rozpakujemy się, a potem~... Aominecchi, ja chcę do lasu~! - Uśmiechnął się, spoglądając w stronę drzew. Mogli iść na spacer wśród świeżego powietrza, znaleźć jakieś źródełko, albo nawet zwierzęta! A co najważniejsze, byłaby cisza i spokój. I nikogo więcej z pokolenia cudów... Tak, idealnie~! Najchętniej klasnąłby w ręce z radości.
- Po kiego grzyba chcesz iść do lasu? Robale zeżrą nas żywcem. - Wizja odpędzania się od komarów nie należała do najprzyjemniejszych. Zdecydowanie wolał siedzieć sobie w jakimś spokojnym, cichym miejscu, albo pójść grać w kosza.
- No bo tam jest spokój~... - jęknął z niezadowoleniem. Resztka niedojedzonego loda znów zaczęła spływać mu po palcach, więc zajął się szybko zlizywaniem jej. Teraz dłoń mu się niemiłosiernie kleiła... - To gdzie chcesz iść, Aominecchi? - Postanowił dać mu wybrać.
- No to pójdziemy do lasu. Ale pod jednym warunkiem: nie będziesz jojczyć, że chcesz wracać. - Zaznaczył. Nie miał ochoty na pięciominutowe wycieczki. Jak iść to na dłużej i nie wracać tak od razu.
- Dobra~! - ucieszył się i skończył jeść, po czym zabrał się znów za shake'a. - Twoje hot-dogi są gotowe~! - zauważył.
Sprzedawca właśnie się rozglądał, szukając wzrokiem Daiki'ego. Blondyn wstał, kierując się do ich tymczasowego noclegu. - Poczekam na ciebie w namiocie... - mruknął i zaczął iść, starając się nie ruszać drugą ręką. Nienawidził sklejających się palców...
Aomine wstał i odebrał hot dogi. Odprowadził blondyna wzrokiem, po czym usiadł do stolika. Gdy zjadł już wszystko co zamówił, wytarł dłonie w chusteczkę i ruszył w kierunku obozowiska. Zajęło mu to raptem kilka minut. Odnalazł swój i odsłonił płachtę.
- Gotowy? - Zapytał wchodząc do środka.
     Kise prysnął płynem na komary jeszcze raz na szyję, tak na wszelki wypadek i włożył go do torby.
- Gotowy, Aominecchi~! Ciebie też popsikać? - Podszedł do niego, nieświadomie uśmiechając się i robiąc szczenięce oczy. To było poniekąd odruchowe... Bo się cieszył.
- Mhm. Nie chcę, żeby mnie zjadły żywcem. Wstrętne robale. - Prychnął. Podszedł bliżej i dał się opryskać. Kise robił to z... namaszczeniem? co nie umknęło jego uwadze. Postanowił jednak nie drążyć tematu.
Blondyn z wesołym uśmiechem schował znów płyn do torby. Aominecchi był już cały dokładnie spryskany~... I nic nie miało prawa go pokąsać!
- Idziemy~! - rzucił wesoło, wybiegając z namiotu na światło dnia. Odwrócił się do Daiki'ego. - Wiem! Wyścig! Kto pierwszy dotrze do drzew ten stawia kolejne jedzenie~! - Odwrócił się i ze śmiechem zaczął biec jako pierwszy.
- Oi! - Zawołał za nim. Wyjątkowo nie chciało mu się biegać. Poza tym i tak by go prześcignął. Kise nie miał szans z najszybszym nastolatkiem w Japonii i powinien doskonale zdawać sobie z tego sprawę. - Chwila... stawia żarcie? EJ, TO BYŁ FALSE START!
- Wcale nie-e~! - zaśmiał się i biegł dalej. Aominecchi nie powinien mieć trudności z wyminięciem go... Był na to za szybki! Zbyt wysportowany... I po prostu nie wyobrażał sobie, że mógłby go wyminąć inaczej, niż oszukując w ten sposób, dlatego biegł co sił w nogach, śmiejąc się pod nosem.
- Osz ty! - Daiki porwał się biegiem. Nie ma mowy, nie będzie płacił za tego pieprzonego burżuja. Szybko go dogonił. Zanim wyminął wystawił język po czym dotknął umówionego drzewa. - Stek. Krwisty stek. - Oznajmił.
Ryouta oparł dłonie na kolanach i odsapnął chwilę.
- Hahaha! Wiedziałem, że wygrasz, Aominecchi~... - oznajmił z uśmiechem. Wyprostował się i wszedł między drzewa. - No więc postanowione~! To teraz idziemy. - Zaczął spacerkiem wchodzić coraz głębiej w las, rozglądając się w okół. Ciekawe, czy są tu jakieś zwierzęta...
- Ej! - Podbiegł do niego, wyrównując z nim kroku. - Po co się zakładałeś, skoro wiedziałeś, że wygram?
- Jakoś tak. - Wzruszył ramionami, nadal szeroko się uśmiechając. - Dla zabawy, Aominecchi~! - Skręcił w stronę, z której chyba słyszał ptaki. Ciekawe, czy udałoby mu się je wypatrzeć... - Sądzisz, że znajdziemy tu jakieś źródełko? - Chciał zmienić temat.
     Daiki przewrócił w odpowiedzi oczami. - Nie wiem... ale jak znajdziemy to mam plan. - Poruszył zawadiacko brwiami. On już doskonale wiedział w jaki użyteczny sposób można było wykorzystać wodę i zamierzał go wprowadzić w życie.
- Jesteśmy nad jeziorem, musi gdzieś być. - Ruszył w drugą stronę, tę bliżej jeziora, zagłębiając się w gąszcz. Jeśli gdzieś miało być źródełko, to tylko tam! Ciekawe, co zrobi Aominecchi, jak je znajdą... I po co mu źródełko, skoro mogą mieć całe jezioro? Chociaż Kise na pewno za daleko już na jeziorze nie popłynie, a przynajmniej nie kajakiem... Nie ma mowy!
- Chodźmy w tamtą. - Wskazał odległe, dużo bardziej zielone miejsce. Blondyn go chyba zabije za to co zrobi, ale nie ważne. Chce zobaczyć jego minę i to się liczy. A przy okazji zrobi mu zdjęcie... tak na pamiątkę, żeby mieć co wspominać i czym szantażować.
- Uhm~! - Skinął głową i ruszył we wskazaną stronę. Ciekawe, co on kombinował~... Kise z zaciekawieniem rozglądał się dookoła. Las jak las, cichy, spokojny, nic nadzwyczajnego. Ptaki wesoło świergoliły, coś poruszało się między liśćmi... I znaleźli źródełko! - Patrz, jednak tu jest~! - Ucieszył się. Teraz sobie posiedzi nad wodą...
- A jednak. - Kąciki ust zadrgały w dziwnym uśmiechu. - Sprawdź czy w wodzie są ryby. - Kise z entuzjazmem zaczął przyglądać się tafli odbijającej promienie słoneczne. Daiki w tym czasie ukradkiem podszedł do drzewa i położył między gałęziami telefon, uprzednio włączając nagrywanie. Wyszczerzył się do kamery, po czym stanął obok przyjaciela, który całe szczęście nic nie zauważył. - Są?
- Nie sądzę, żeby w takim małym zbiorniku... O, Aominecchi, widziałeś~? - spytał z entuzjazmem. Nie spodziewał się, ale Daiki chyba miał rację~! - Tam coś jakby płynęło! Sądzisz, że to kijanka, czy ryba...? - Wytężył wzrok, patrząc na taflę wody. Może jeśli były tu żaby, to spróbuje jakąś złapać...? O ile nie są trujące. Kiedy był dzieckiem lubił takie zabawy... Może Aominecchi mu pomoże...?
- Ryba. - Odparł natychmiastowo. Zerknął w stronę telefonu. Nie widać. - Oi, Kise. Jak myślisz, woda jest zimna czy ciepła?
- Hmm~? Co za dziwne pytanie? - spytał, nie odwracając wzroku od tafli. A gdyby tak znalazł tu jakąś złotą rybkę...?  A może to było magiczne źródełko...? Chciałby, żeby takie było~! - Chyba raczej chłodna... Bo jest ciepło, ale tu są drzewa...
- Chcesz sprawdzić? - Uśmiechnął się łobuzersko, biorąc go na ręce. Ignorując piski, krzyki i szamotaninę blondyna chwilę przytrzymał go nad wodą, po czym bestialsko do niej wrzucił, rechocząc przy tym w najlepsze. - A miss mokrego podkoszulka zostaje... KISE RYOUTA! - Zawołał, pokładając się ze śmiechu.
     Blondyn wynurzył się z wody, kaszląc i plując wodą. Nie zdążył nabrać powietrza, a wpadając do lodowatej wody prawie się nim zakrztusił. Popatrzył na Aomine z wyrzutem, zasłaniając usta ręką i nadal kaszląc. Zadrżał z zimna. W porównaniu z gorącym powietrzem woda była lodowata. Dobrze, że nie wziął ze sobą telefonu, aparatu, ani niczego takiego...
- A... Khy khy!!! Aomine... - Zaczerpnął gwałtownie powietrza. - ...cchi! Baka! - Zaczął powoli zbliżać się do brzegu, teraz kaszląc już nieco wymuszenie. Jego ruchy były spokojne, ale gdy był już dość blisko, złapał go za rękę i pociągnął do wody, starając się sprawić, żeby ten wpadł tam tym razem razem z nim. Żeby zobaczył, jak to miło... Użył całej swojej siły, przez co Daiki z zaskoczenia stracił równowagę.
      Aomine zaklął i z pluskiem wpadł do lodowatej wody. Kropelki rozprysły się po całym brzegu, a jemu automatycznie zrobiło się zimno.
- Oi! - Spojrzał na niego karcącym wzrokiem, jednak nadal się uśmiechał. - Przegiąłeś. - Skosił go nogą, przez co blondyn wywrócił się i chlasnął plecami o taflę.
     Ryouta wypuścił bąbelki powietrza i wynurzył się na powierzchnię, tym razem przynajmniej nie zachłysnąwszy się wodą. Zaczął chlapać na swojego przyjaciela, zaczynając się przy tym śmiać. Gdyby tylko nie było mu tak zimno, pewnie miałby z tego więcej satysfakcji..
- Aominecchi... - zaczął, ale ten też na niego chlusnął. Wypluł niesmaczną wodę. - Fu, co robisz, tu są rybie siki! - pisnął, otrząsnąwszy się i szybko wyleciał ze źródełka. - Z-zimno! - poskarżył się, patrząc na niego oskarżycielsko.
- To było kobiece, Kise. - Zaśmiał się. - Jakbyś mnie nie wrzucił oddałbym Ci suchą koszulkę. - Zauważył, wychodząc z wody. Usiadł na trawie i zdjął ją. Była cała przemoczona, więc stała się bezużyteczna.
 - Na pewno nie~! - Wytknął mu język i usiadł, obejmując się ramionami. Każdy podmuch wiatru był teraz denerwująco zimny... Ale za to mógł sobie popatrzyć na Aominecchi'ego bez koszulki, były plusy~! Skanować go dokładnie wzrokiem, póki nie patrzył... Oglądać sobie jego ciemną skórę, po której spływały drobne kropelki czystej wody... Jak w jakiejś reklamie, jakby Aominecchi sam był modelem~! I to dużo lepszym od niego...
- Wcale, że tak. - Mruknął, nie patrząc na niego. - Wyglądałbyś w niej zabawnie. Jakbyś się topił. - Parsknął śmiechem.  
- Nie jestem aż taki mały~! - Naburmuszył się. No jak on tak mógł, lekceważyć jego wzrost... - Poza tym od tego wcale nie byłoby tak ciepło... - mruknął. Starał się pocieszyć. W końcu teraz już nie założy koszulki Daiki'ego... A jak tak teraz pomyślał o tej możliwości, to strasznie chciałby!
- Ale byłbyś suchy, głąbie. Idziemy się przebrać? - Wstał i podszedł do drzewa, zabierając z niego telefon. Szybko wyłączył nagrywanie i odwrócił się w kierunku blondyna.
- Mhm, idziemy... Aominecchi, co ty tam chowasz? - spytał nieufnie, podchodząc.  Starał się dojrzeć, co on trzyma, ale nie bardzo mógł... - Pokaż! - zażądał, robiąc minę, jakby zaraz miał się fochnąć.
- Nic. Nic nie chowam, a co? - Spytał niewinnie. Miał nadzieję, że wszystko dokładnie się nagrało.
- Przecież widzę, że coś masz, Aominecchi~!!! - Naburmuszył się i spróbował złapać go za rękę. Gdy ten przełożył owo coś do drugiej ręki, spróbował za drugą, a gdy i to się nie udało, ustawił się przed nim, próbując złapać za obie. W końcu prawie wtulał się w jego tors, starając się złapać ten przedmiot. Zarumienił się nieco, tracąc poniekąd rozsądne myślenie o swoim celu, ale wciąż próbował go złapać.
- No co to jeeest, Aominecchi??? - jęknął, udając niezadowolenie. Chociaż w tej chwili... Nie do końca czuł się jakoś specjalnie źle... No dobrze, przez tę chwilę czuł się naprawdę szczęśliwy, chociaż wiedział, że zaraz musi przestać.
- Przecież mówię, że nic takiego nie mam! Kise, przestań, to łaskocze! Nie trzep tak tymi tlenionymi, mokrymi kudłami! - Uśmiechnął się. Kiedy blondyn praktycznie cały wtulił się w jego klatę, policzki zaczęły go piec... Chwila, zaraz, jakie piec? Jakie znowu piec?! Przecież on nie jest żadną, pierdoloną nastolatką z hormonami zamiast mózgu! Starzeje się, no jak siebie kocha, starzeje się.
 - Nie są tlenione i widzę, że coś masz~! Aominecchi no baaaka~! - Zaśmiał się i wpadł na genialny pomysł. - Oddaj albo sprawdzę, czy masz łaskotki~! - Zagroził, poruszając głową i tym bardziej drażniąc jego skórę swoimi włosami. - No, dawaj~!
-  Nie, poszedł! Psiik! - Zaczął odganiać go niczym niesfornego kota.  
- Nie-e~! - Sięgnął do jego szyi, sprawdzając, czy tam ma łaskotki. Już nawet nie myślał o odzyskaniu tego przedmiotu czy zobaczeniu, czym on jest. Bardziej skupił się na łaskotaniu Daiki'ego. Dawno się tak nie bawił, jak teraz...
- Nie! Zostaw! Nie dobry Kise, poszedł won! - Zaśmiał się. Starał się wyrwać i uciec, ale blondyn za każdym razem z powrotem zaczynał go gilgotać. - No nie, idź sobie! - Przez ciągły śmiech powoli zaczynał boleć go brzuch.
- No, ale Aominechi noo~... - jęknął, udając focha. - Nie jestem psem, jakbyś nie zauważył~! - Nadął policzki i założył ramiona na piersi. - Teraz żądam przeprosin! - stwierdził poważnie, chociaż miał ogromną ochotę wybuchnąć śmiechem. Daiki wyglądał na nieco zdezorientowanego po tym całym ataku łaskotek. - I za wrzucenie mnie do wody też! Będziesz musiał dać mi coś extra, żebym się odobraził. - prychnął, nadal poważnym głosem. Czuł, że zaraz nie wytrzyma i naprawdę zacznie się śmiać... Aominecchi pewnie i tak nie zgodzi się na jego warunki, był na to przygotowany~!
- Jesteś szczeniakiem, który ciągle chce się bawić więc jesteś. - Zauważył. - Tylko ci uszy i merdający wesoło ogon dorobić. Poza tym nie będę cie przepraszał za wodę, skoro mnie do niej wrzuciłeś, a teraz jeszcze opryskałeś całego mokrymi kudłami.
- Jak ja jestem szczeniakiem, to ty jesteś wilkiem, Aominecchi~! - Wyszczerzył się. - Ale takim groźnym~! - Ułożył dłonie w imitacje łap z pazurami i wyszczerzył się jeszcze szerzej, warcząc, po czym zwyczajnie wybuchnął śmiechem. - No dobra, dobra~... Ale nie jestem szczeniakiem! - zastrzegł i odwrócił się. Mina mu zrzedła. - Gdzie wyjście...? - mruknął, rozglądając się. Nie widział wyjścia z lasu zza drzew...
- Jak ja będę wilkiem to ty będziesz moją owcą. - Uśmiechnął się. - W tamtą. Chodź. - Wskazał na kępkę krzaków, idąc w jej kierunku.
- Nazywasz mnie owcą i prowadzisz w krzaki, ja nigdzie nie idę, Aominecchi! - krzyknął z autentycznym strachem. No bo w końcu jak to~??? Wykorzysta go i zostawi? Tak to on nie chciał!
     Daiki zaliczył spektakularną randkę z dłonią na czole. Nie dowierzał, że Kise może być aż tak głupi.
- Serio? Ty tak na poważnie, tak?
- No a jak~? - Blondyn zrobił minę a'la foch i założył ręce na piersi, do tego tupiąc stopą o ściółkę. - Kto wie, jakie kosmate myśli chodzą ci po głowie w związku z moim niewinnym ciałkiem~! - prychnął, tym razem już bardziej żartując. W końcu Aominecchi tak o nim nie myślał~... Przecież o tym wiedział. Dalej udając focha poszedł przed siebie, jednak z daleka omijając krzaki. - A tak poważnie, uważaj na kleszcze, Aominecchi. - mruknął, przechodząc obok niego.
- Zgwałcę cie i porzucę. Oczywiście. - Wzruszył ramionami i poszedł za nim. Taaa... rzuci się na niego, przerucha, spuści i zostawi w lesie. Nic innego nie mógłby przecież zrobić, chuj z tym, że to jego przyjaciel, przecież jest sadystą z krwi i kości z penisem zamiast mózgu, który nie myśli o niczym innym jak o macaniu facetów. - Jebać to. - Prychnął pod nosem.
- Etto... - Kise odwrócił się z niepewną miną, a widząc Daiki'ego aż się przestraszył. - A-Aominecchi...? - Zbliżył się do niego, odruchowo złączając przed sobą dłonie i zaczynając bawić się swoimi palcami. Teraz czuł się wręcz skrępowany. - Obraziłeś się...? - Rzucił mu niewinne spojrzenie. - Ja tylko żartowałem... Wiem, że byś czegoś takiego nie zrobił~... Gniewasz się? - Nieświadomie wręcz włączył szczenięcy wzrok. Widział przecież, że Aominecchi się obraził...
- Nie. - Odpowiedział natychmiastowo. Odsunął gałęzie drzew ręką, przepuszczając blondyna przodem. - Patrz, zaraz jesteśmy na miejscu. - Wskazał brodą na wysoki, drewniany budynek stojący nieopodal.
- Ale na pewno się nie obraziłeś...? - spytał ciszej, odwracając się i patrząc na niego badawczo. Teraz mało go obchodziło, że jest cały mokry i powinien się przebrać. Ważne, żeby Aominecchi na pewno się na niego nie gniewał~! Miał sobie za złe, że palnął coś takiego... No przecież nie chciał go do siebie zrazić, czy coś! Cieszył się, że w ogóle jest jego przyjacielem, a gdyby stracił nawet to... Nie chciał nawet o tym myśleć.
- Nie. - Powtórzył. Przez resztę drogi szli w ciszy. Gdy doszli do namiotu odsłonił płachtę, pozwalając blondynowi przejść. Podszedł do swojego plecaka i rzucił go na prowizoryczne łóżko. Wyciągnął z niego suche rzeczy, zaraz zaczynając się w nie przebierać.
     Ryouta i tak wiedział swoje. Samo to, że się do niego nie odzywał świadczyło o tym, że musiał się obrazić. Tak więc idąc w całkowitej ciszy zaczął myśleć nad tym, jak rozweselić swojego przyjaciela.
Co mógł dla niego zrobić...? Jakoś nic nie przychodziło mu do głowy... Za to czuł się coraz bardziej winny. Przebrał się automatycznymi ruchami i wyszedł jeszcze przed Aomine. Skierował się gdzieś przed siebie, nawet nie wiedząc, gdzie konkretnie. Chyba wszyscy powinni od niego trochę odpocząć...
     Kise wybył, a Daiki został sam. Położył się podminowany na pryczy, wcześniej zrzucając z niej plecak i rozwieszając na cienkim sznurku mokre ubrania. Wyjął z kieszonki torby magazyn zwinięty w rulonik i otworzył go. Najnowszy numer magazynu naukowego, który tym razem został poświęcony bożkom japońskim. Może znajdzie w nim coś, o czym wcześniej nie wiedział.
   Blondyn doszedł na jakąś łąkę, nie pamiętając nawet, jak tam dotarł. Przykucnął, a potem usiadł i oplótł nogi ramionami, patrząc niewidzącym wzrokiem przed siebie.
Całkowicie zawalił.
Ale on chciał tylko pożartować... Aominecchi obraził się, że miałby lecieć na niego, czy może, że oskarżył go o bycie gwałcicielem...? Pewnie i jedno i drugie. Ale przecież powiedział mu, że żartuje... No on nie chciał... Schował twarz w kolanach i zrobił chyba najżałośniejszą ze swoich min. Nie chciał go obrazić... Nie chciał, żeby Aominecchi się na niego gniewał... Jak miał go przeprosić? A może najlepiej byłoby, gdyby nie pokazywał mu się na oczy aż do jutra? No, a przynajmniej do wieczora, jeśli nie zaśnie do jego powrotu... Może tak byłoby najlepiej? Tak, nie będzie mu się pokazywał na oczy do wieczora, albo do momentu aż wymyśli, jak go przeprosić. Tylko trochę źle to obmyślił... Nie miał co robić, samemu na łące. Dlatego zebrał się z miejsca i zawrócił, idąc do lasu. Poszuka sobie czegoś ciekawego...
     Aomine po jakimś czasie stwierdził, że to co robi jest bezsensu, nawet mu się nie chciało czytać tego co tam napisali i ciągle odlatywał gdzieś myślami. W końcu wstał. Nie wiedząc co ma ze sobą zrobić chodził w kółko, nie mogąc znaleźć sobie miejsca. Wkurwiony kopnął z impetem drewnianą skrzynkę, która stała tam sobie z niewiadomych powodów.
- Tsk. Pierdolony szczeniak. - Warknął pod nosem wychodząc z namiotu. Dlaczego ten bachor musiał być dla niego aż tak ważny?! I po co on go, kurwa, szedł teraz poszukać?! Po co się o niego martwił?! Przecież jest duży i nic sobie nie zrobi! Przynajmniej taką miał nadzieję.
Skierował się do lasu. Przypuszczał, że tam mógł pójść blondyn. Minął się z Midorimą, całkowicie ignorując jego istnienie, jak i rozzłoszczone prychnięcie po przemowie. Nie ważne jak, musiał znaleźć tego osła i upewnić się, że nic mu nie jest, a ci co mu zamierzają przeszkodzić niech zmażą się w ogniach piekielnych
.
     Kise jakimś cudem udało się znów trafić do "ich" źródełka. Przysiadł nad nim, co chwila strzepując z siebie złośliwe komary. Po pierwszej kąpieli jego spray się zmył i pozostał bezbronny, a nie miał zamiaru wracać po niego. Zamoczył dłoń w wodzie i zaczął tworzyć nią szlaczki. Wpatrywał się w pojawiające się i znikające fale. To byłoby nawet odprężające, gdyby tylko plecy i inne dziwne okolice, tyłek włączając, nie zaczęły go swędzieć. Ale nie przejmował się tym. Właściwie, to miał to wszystko gdzieś. W końcu siedzenie tam było najbardziej pasjonującym zajęciem, na jakie było go w tej chwili stać... No chyba, że próbowałby wrócić i znów by się zgubił. To było nawet prawdopodobne... Albo inaczej - było spore prawdopodobieństwo, że właściwie to nie wiedział, jak wrócić, bo szedł tu jak w transie. A wcześniej idąc tędy zbyt się skupiał na Aominecchi'm...
     Gdy tylko Daiki znalazł się w cieniu zaatakowała go horda upierdliwych wampirów.
- Nosz kurwa! - Zaklął głośno zabijając chyba dwudziestego, który nieznośnie brzęczał obok jego lewego ucha. Po kilku minutach był cały pogryziony, a wszystko go potwornie swędziało. Po rozładowaniu wkurwienia na losowych kamieniach, które napatoczyły mu się pod nogi, dotarł w końcu do źródełka.
- Oi. Nie spieprza się samemu z obozowiska. Jeszcze raz, a Akashi cie wykastruje łyżeczką do herbaty. - Powiedział do pleców siedzących nad strumykiem.
Kise wzdrygnął się, słysząc głos Aomine.
- Nie obchodzi mnie to, Aominecchi. A ty nie powinieneś też siedzieć w obozowisku razem z nimi? - Spróbował zignorować natrętnego komara, ale ten w końcu usiadł mu na policzku, więc rozplaskał go na swojej skórze. Wyglądało na to, że ten już się raz opił, bo zarówno na ręce jak i policzku Ryouty została smuga krwi. - Poza tym Akashicchi teraz jest zajęty czymś innym i na pewno o mnie nawet nie myśli. - dodał, burcząc pod nosem.
- Szukałem Cie. - Mruknął zlewając wcześniejszy monolog. - Ani mi się waż więcej uciekać. Znowu coś sobie zrobisz i tyle będzie. Martwiłem się, idioto. - Nie miał pojęcia dlaczego naszła go ochota, żeby go przytulić. Sprawdzić czy nic sobie nie zrobił, upewnić się i więcej nie zostawić. Nigdy, po prostu. Od Kise emanowała niezrozumiana delikatność i dziecinność przez co chciał go chronić i nie pozwolić niczemu go skrzywdzić. Chyba się starzeje. Jego myśli zaczynają się robić pedalskie, to czas na emeryturkę.
- Ja wcale nie uciekałem! - naburmuszył się, podsuwając kolana pod brodę i oplatając je ramionami. Ułożył na nich brodę, przez co jego głos stał się zniekształcony. - Aominecchi, nie musisz się o mnie martwić. - mruknął. Nie odwracał się, bo w jego oczach zebrały się niechciane łzy. - Wiem, że jestem twoim przyjacielem, ale to nie zobowiązuje cię do takiej troski o mnie. - Pociągnął cicho nosem. - Tak bardzo troszczyć się możesz o swoją dziewczynę, jak już się w jakieś zakochasz. Ale ja zawsze byłem twoim przyjacielem, prawda? Dlatego nie musisz się martwić za każdym razem, kiedy nie ma mnie obok. - Jego głos lekko się załamał pod koniec, więc więcej nie powiedział. Nie dał rady przeprosić go za to, co powiedział wcześniej... Za te żarty o krzakach i o posądzenie o to, że by się na niego rzucił. Aominecchi nie rzuciłby się na niego... Nawet tyle. Nie mówiąc o byciu z nim. Daiki chyba nawet nie zdawał sobie sprawy, że takie słowa jak "martwiłem się" dają mu nadzieję... Przez którą potem tylko bardziej cierpiał. Pierwsze łzy spłynęły mu po policzkach, więc zamknął oczy, starając się nie wypuścić ich więcej.
- Będę się martwił o kogo chcę. Poza tym... - Podszedł do niego powoli, niepewny tego co chce właściwie zrobić. Usiadł obok i chwilę walczył sam ze sobą, po czym objął go ramieniem. - Poza tym masz nie beczeć. - Mruknął w końcu, czochrając go dłonią po blond czuprynie. - A co do mojej dziewczyny to... Wątpię żebym jakąś znalazł. Nie dość, że to głośne, marudliwe i zjada forsę to w dodatku jeszcze głupie i nie widzące świata poza szpachlą na mordzie i ploteczkami. Wkurwia mnie coś takiego. - Wzruszył ramionami. - Jak już to będę wiódł prym samca alfa, którego żaden babsztyl nie usidli.
     Kise zagryzł wargę, starając się dzielnie wytrzymać. W końcu jednak popatrzył na Daiki'ego i wybuchnął cichym płaczem, wtulając się w niego. Objął go w pasie, łzami mocząc mu koszulkę. Nie wygadał się... Oczywiście, że mu się nie wygadał... Nie chciał go stracić nawet jako przyjaciela... To, że w tej sytuacji Aominecchi nie chciał dziewczyny z tapetą na twarzy, nie znaczyło, że kiedyś nie znajdzie jakiejś miłej, naturalnie pięknej i nie ułoży sobie z nią życia... To, że nie chciał plastika nie znaczyło, że chciał chłopaka... Prawda?
     Gwałtownie złapał powietrze. Pachniało Daiki'm, co odrobinę go uspokajało... Jego przyjaciel był ciepły, miękki i... był po prostu nim. Takim, jakim go kochał. Nawet, jeśli miał go na chwilę, chyba powinien cieszyć się tym, co ma...
- P-przepraszam... - mruknął niewyraźnie w jego klatkę piersiową.
- Co jest? Znowu powiedziałem coś nie tak? - Zapytał zdezorientowany. - Rany... Nie chciałem. - Podrapał się zakłopotany po karku. - No już, już. Nie płaczemy. - Poklepał go niepewnie po plecach, próbując uspokoić.
- N-nie, wszystko w porządku... - Otarł łzy i trzepnął komara, który przyssał się do jego szyi. Spróbował się dzielnie uśmiechnąć, choć przez to kąciki jego ust wyginały się tylko bardziej ku dołowi. Pomyślał przez chwilę o tym, że to ukąszenie dla reszty drużyny pewnie z daleka będzie wyglądało jak malinka i parsknął nieco histerycznym śmiechem. - Aominecchi... Nie jesteś na mnie zły? - Odsunął się nieco, choć najbardziej na świecie chciał teraz znów się do niego przytulić.
- Jakie "w porządku"? Jakie znowu "w porządku"? Nic nie jest w porządku skoro zachowujesz się jak jakaś fontanna! - Nienawidził jak ktoś go okłamywał. Nawet jeśli jest to kłamstwo w dobrej wierze.
- No bo... Smutno mi, Aominecchi. - mruknął, wpatrując się w ziemię.
Nie mógł mu powiedzieć, nie mógł, wtedy na pewno go straci, odsunie się od niego, nie będą mogli się nawet wygłupiać, bo Daiki wszędzie będzie dopatrywał się podtekstów związanych z jego orientacją, tak było zawsze... Jego jednego nie chciał stracić, chciał, żeby został jego przyjacielem, nawet jeśli to było najwięcej, ile mógł od niego otrzymać... - Smutno mi, bo cię obraziłem. Ale ja nie chciałem Aominecchi, a ty się zezłościłeś... - westchnął, unikając jego wzroku.
- Sory, że się uniosłem. - Mruknął zakłopotany. Miał ochotę zaliczyć kolejne spotkanie z dłonią na czole. Dlaczego nie zajarzył, że to był żart? Co prawda reakcja Kise wyglądała na zupełnie autentyczną, ale i tak mógł się domyśleć. Przecież nigdy nie palnąłby czegoś takiego na prawdę... chyba.
- Nie szkodzi. To była moja wina. - Uśmiechnął się, choć raczej nie był to wesoły uśmiech. Wstał, otrzepując się z ziemi i komarów. Cały był pogryziony... - Aominecchi, idźmy stąd. Zaraz będziesz cały pogryziony, tak jak ja. - zauważył i skierował się w stronę tamtych krzaków. Tyle pamiętał, a co dalej...?
     Daiki nie skomentował tego. Kiwnął głową na znak zgody i podniósł tyłek z ziemi. Zrównał kroku z blondynem i razem po raz kolejny skierowali się do obozowiska.

Rp - Jezioro - rozdział 1

Ponieważ Heroine-chan zawiesiła dostęp do bloga (ja mam dostęp, więc nie zauważyłam, że wy nie możecie tego czytać) wszystkie rozdziały zostaną skopiowane tutaj.
Przepraszam, że ostatnio nie dodaję nic swojego, postaram się to zmienić, jak tylko nauczę się pisać za charaktery, nad którymi nie miałam kiedy pracować~... X3""


Pisane z Heroine



Aomine poprawił swój czarny, turystyczny plecak, zsuwający mu się z ramion. Ziewnął przeciągle, wkładając ręce do kieszeni ciemnych jeansów. Ile jeszcze ma tu sterczeć? "Trening na obozie" jasne. On już widzi tą mordengę, którą szykuje ten czerwony popierdol z heterochromią. Nie dość, że piździ i w takich warunkach musi czekać na ten felerny autobus to na domiar złego jest szósta rano. "Kto rano wstaje temu nożyczki nie wchodzą w drogę" może to i jest jakaś motywacja, ale bez przesady. Zdecydowanie wolałby teraz smacznie chrapać w swoim ciepłym, przytulnym mieszkanku.
     Kise zebrał swoje rzeczy, przygotował się, ubrał, wymodelował, spróbował zatuszować wory pod oczami i wyszedł, zabierając swoją walizkę. Był przyzwyczajony do wstawania o takich porach na niektóre sesje, ale bez przesady... Skoro jechali na trening, to mogli pojechać około dziesiątej, a nie szóstej... - narzekał w myślach, choć tak naprawdę na głos by tego nie powiedział.
     Szybko dotarł na miejsce zbiórki, zauważając tam samego Aominecchi'ego. Uśmiechnął się do siebie. Postawił walizkę i podbiegł do niego od tyłu, chcąc go zaskoczyć.
- Bu, Aominecchi! - Zasłonił mu oczy dla samej zabawy. - Kim jestem? - zachichotał.
- Za pewnie nigdy się nie domyślę, że jesteś Kise. Serio. - Zakpił.
Odwrócił się w jego kierunku i zlustrował zaciekawionym spojrzeniem. Że też to ma tyle energii...
- No widzisz Aominecchi, ale wierzyłem w ciebie i zgadłeś~! -Wyszczerzył się wesoło. Był zmęczony, ale mógł chociażby udawać radość, bo w końcu był też świetny w udawaniu. Poza tym chciał rozweselić Daiki'ego... O tak po prostu, żeby zobaczyć, jak się uśmiecha. Uwielbiał jego uśmiech... Bo po prostu błyszczał jak najjaśniesza gwiazda, opromieniając swoje otoczenie. Gdy Aomine się uśmiechał i jemu robiło się naprawdę wesoło. Ale nigdy nie powiedziałby na głos, że to dlatego.
- Jestem mistrzem w zgadywankach, potomkiem Sherlocka, to chyba było oczywiste. - Zrobił wywyższającą postawę, zaraz jednak parskając śmiechem. Wlepił wzrok w horyzont. Poranne słońce świeciło prosto w oczy. Zrobił prowizoryczny daszek z palców prawej ręki, usiłując wypatrzeć autokar. Przeszedł z nogi na nogę, było mu naprawdę zimno. Jednak zwykła, ortalionowa kurtka to za mało na tak wczesną godzinę i nie ogrzane po nocy powietrze. Zaklął w myślach bo jedyne co udało mu się dostrzec to majaczącą w oddali posturę Murasakibary.
- Tak ci tylko przypomnę, że okupuję miejsce pod oknem. - Mruknął przerywając swoje rozmyślanie o podgrzewanych fotelach.
- Ale ja też lubię miejsce pod oknem... - burknął blondyn. Mimo wszystko już myślał o tym, że siedzenie przy przejściu to doskonały pretekst, żeby przysnąć na jego ramieniu, więc nie oponował bardziej. Zamiast tego rozejrzał się. - Ooo, automat z napojami, zaraz wrócę, Aominecchi~! - zawołał, po czym zostawił walizkę i pobiegł do niego. Kupi sobie mrożoną kawę, albo napój energety... Nie, wróć, jak tak, to nie zaśnie na ramieniu Aominecchi'ego... Udał więc, że od początku chodziło mu o kupno soku pomarańczowego i wrócił do Daiki'ego. - Ohayo, Murasakicchi~! - rzucił do fioletowowłosego, machając mu. Atsushi nie wyglądał na szczęśliwego z powodu tak wczesnej pobudki...
- Yo. - Rzucił w jego kierunku Daiki.
- Mine-chin i Kise-chin już tutaaaj? A gdzie Aka-chin?
- Właśnie idzie z całą resztą. Tsk.
Odwrócili się w kierunku idącej grupki. Midorima poprawiał swoje czarne okulary, które zaczęły ześlizgiwać się z jego nosa. Gdyby nie fakt, że Akashi właśnie mówił coś do idącego obok Kuroko, zapewne by go nawet nie zauważyli.
- O, Kurokocchi wygląda na wypoczętego... - zdziwił się Kise. Ostatnio ciągle miał cienie pod oczami, a teraz nie...
- Ryouta, Daiki, Atsushi, cieszę się, że się nie spóźniliście. - odezwał się Akashi, podchodząc. - Autokar zaraz się pojawi. - Wyjął telefon i wstukał krótką wiadomość. - Tetsuya, kupiłbyś mi kawę? - Podał mu pieniądze. Kuroko tylko skinął głową i poszedł do automatu.
- To kto z kim siedzi~? - spytał wesoło Kise. Taka cisza mu przeszkadzała, więc spróbował rozkręcić towarzystwo choć odrobinę. - Ja z Aominecchi'm~! - zadeklarował się od razu, szczerząc się wesoło.
- Ale moje jest pod oknem. - Przypomniał się.
- Ja z Aka-chinem.
- W takim razie ja usiądę z Kuroko.
Wszyscy zgodnie pokiwali głowami. Daiki oparł się o stojącą obok barierkę nie spuszczając wzroku z ulicy. Kiedy to w końcu przyjedzie? Do chrzanu z takim czekaniem. Kopnął leżący przy jego nodze kamyczek, który trafił w plecak Midorimy, zostawiając na nim brudny ślad.
- Uważaj co robisz, kretynie! To mój szczęśliwy przedmiot na dziś!
- Mam gdzieś te twoje Oha Asa czy jak to się tam nazywało. Jestem śpiący, jest mi zimno, jestem zirytowany, a autobusu ciągle nie ma.
- "Nie ma" powiadasz? Daiki, użyj swoich jakże bystrych gałek ocznych i spójrz co właśnie przyjechało.
Na przystanku stanął niebieski mini-bus. Kierowca zatrąbił kilkukrotnie po czym otworzył drzwi pojazdu umożliwiając tym samym wejście do środka.
Aomine prychnął cicho w odpowiedzi co Akashi nagrodził kpiącym uśmieszkiem. Odczekali chwilę aż Kuroko wróci z kawą, Kise przestanie się ekscytować, a Murasakibara wyrzuci wszystkie papierki po słodyczach do kosza i wsiedli do środka.
- Siadamy w przedostatnim, nie? - Spojrzał niepewnie na blondyna. Na ostatnie, królewskie miejsce nawet nie ma co liczyć. Czerwonowłosa gnida, żarłok i jego słodycze zajmą wszystkie trzy siedzenia. Wolał nie narażać się na poranne dźgnięcia.
- Hee~? - jęknął z zawodem. Tak mógłby ułożyć się na jego kolanach...
- No dobrze... - mruknął. Tak też było w porządku, ważne, że siadał z Aominecchi'm~! Normalnie nie miał okazji tak się do niego zbliżyć, bo jako przyjaciel nie miał aż tak wielkiego dostępu do jego strefy osobistej, jak by chciał... No, bo chciałby więcej, ale nie mógł~! - To siadaj, Aominecchi~! - zatrzymał się koło siedzeń i pozwolił Daiki'emu siąść pod oknem, po czym sam wpakował się obok. Było nieco niewygodnie... Ale dało się przeżyć! Jeszcze Kuroko usiadł z Midorimą i drzwi zostały zamknięte. Ruszyli. - Aominecchi, ja się zdrzemnę, dobrze? - mruknął, układając głowę wygodniej. Trzęsło nimi i było to dość rozpraszające, ale dało się przysnąć... Zwłaszcza, że miał zamiar najpierw udać, że przysypia, a potem położyć głowę na jego ramieniu. Genialne, czyż nie~?
- W porządku. - Mruknął opierając się wygodniej o zagłówek fotela.Siedzenia przyjemnie wibrowałydzięki czemu mógł się nieco rozluźnić. - Właśnie, w namiocie też śpimy razem, nie?
- Jasne~! -  Wyszczerzył się i szybko pokiwał głową. Zaraz jednak dotarło do niego, że zbyt zdradza, czego tak naprawdę by chciał. - Ano... Fajnie, Aominecchi! - Uśmiechnął się i ułożył wygodniej na siedzeniu, przymykając oczy. Teraz to już musiał udawać, że zasypia... Ale jak, skoro nadal nie mógł powstrzymać lekkiego uśmiechu~? Będzie spał w jednym namiocie z Aominecchi'm~!!! Ten wyjazd jednak mógł być wspaniały~!
- No to ustalone. Eeeeh... ile my tam będziemy jechali? Ze cztery godziny? - Przeciągnął się, prostując ramiona. Im bardziej chciał zasnąć tym bardziej nie był w stanie. Co za pieprzona ironia.
     Kise ziewnął i przekrzywił głowę na bok. Mimo tego, że był senny, był też podekscytowany i na razie nie zasnąłby naprawdę. Dobrze, że jako model potrafił doskonale udawać różne role.
- Tak, za kilka godzin Daiki, możesz się przespać za ten czas, bylebyś był cicho. - mruknął Akashi, wyjmując książkę. Bezustanne szuranie papierków i szelest folii Murasakibary zignorował...
     Blondyn jeszcze przez chwilę siedział tak, po czym przy mocniejszym wstrząsie autokaru "osunął się" na ramię przyjaciela, niby całkiem przypadkiem. Ułożył głowę wygodnie na jego ramieniu, ledwo powstrzymując radosny uśmiech. Udawał, że już zasnął.
- Hęęę? - Cienkie brwi Daikiego podjechały do góry. - Nie za wygodnie ci?
Spojrzał na niego z ukosa, orientując się, że śpi. Westchnął kręcąc w niedowierzaniu głową. Ranyy... Jak można tak szybko zasypiać? Podparł się ręką o oparcie krzesła, kładąc na niej podbródek. Powoli wyjeżdżali z głównych okręgów miasta. Zabudowania stawały się coraz rzadsze, a zieleń obrzeży była coraz to lepiej widoczna.
     Ryouta westchnął, zaciągając się przy tym przyjemnym zapachem Aomine. Ciężkim, ale jednocześnie odprężającym... Zawsze zastanawiało go, czy on tak naturalnie, czy dzięki jakiemuś płynowi pod prysznic. A jeśli dzięki płynowi, to jakiemu...
     Złapał go za rękaw, niby odruchowo, jednocześnie poprawiając położenie swojej głowy i mrucząc coś sennym głosem. Był naprawdę szczęśliwy, że znaleźli się w takiej sytuacji. Mógł dzięki temu zbliżyć się do niego chociaż na chwilę... W końcu Aominecchi wolał dziewczyny, a on niestety akurat w nim się zakochał. Chciał mieć dla siebie w pełni każdą chwilę z nim, nawet gdyby ten później miał sobie znaleźć dziewczynę i zapomnieć o nim.
     "Jak dziecko" pomyślał Aomine. Uśmiechnął się jednak sam do siebie. Bądź co bądź lubił Kise, przyjaźnili się razem od początku gimnazjum. Utkwił spojrzenie w jego karykaturze odbijającej się w szybie. Złote kosmyki opadły na twarz, całkowicie zakrywając czoło, a klatka piersiowa unosiła się w równym oddechu. Stwierdził, że musi mu się śnić coś przyjemnego - kąciki ust miał delikatnie uniesione w wyrazie zadowolenia. "Ciekawe co to takiego..."
     Było mu bardzo wygodnie na jego ramieniu  i wcale nie chciał zasypiać. Mimo to nie spał za dobrze i przy tym odprężającym zapachu oraz miarowym warkocie i huśtaniu autobusu nie mógł nie zacząć przysypiać. Powoli naprawdę odpływał w krainę Morfeusza. Poluźnił uścisk na rękawie niebieskowłosego, a jego głowa zaczęła delikatnie spadać z jego ramienia, więc co chwilę poprawiał ją przez sen.
      W końcu odpłynął całkowicie, jednak nie przestawał się lekko uśmiechać. Śniło mu się, że gra z nim jeden na jednego. I mimo, że ten go pokonywał, i tak świetnie się bawił...
     Daiki oparł głowę o wychłodzoną szybę, przymykając oczy. Liczył, że może jednak uda mu się zasnąć i nie zanudzić przy okazji na śmierć. Włosy blondyna roztaczały przyjemny, brzoskwiniowo-morelowy zapach szamponu, który mieszał się z miętową gumą do żucia. Działało to na niego odprężająco, a współgrając z miłym huśtaniem busa pozwoliło stosunkowo szybko odpłynąć.

***
- Wyglądają tam słodko kiedy śpią, aż mam ochotę ich stąd wyrzucić.
- Poczekaj, Akashi-kun, najpierw zrobię im zdjęcie. Będziemy mieli na pamiątkę.
- A może Kise-chin i Mine-chin są krypto?
- Dziś połączenie ich znaków jest na pierwszym miejscu w tabeli - to musi coś znaczyć.
- Nie filozofuj, Shintarou.
Przyciszona rozmowa i błysk flesza zaczęły przywracać Daikiego do realnego świata. Przetarł leniwie ręką twarz, powoli otwierając oczy. Zamrugał kilku krotnie ciemnymi rzęsami orientując co się właśnie wokół niego dzieje. Poderwał się w zaskoczeniu, omal nie krzycząc, widząc twarz Tetsu zdecydowanie zbyt blisko swojej. Błękitne, bystre tęczówki przeszywały go na wylot, a nikły, podły uśmieszek satysfakcji targnął na kąciki jego ust.
     Kise jęknął z protestem, gdy jego głowa straciła oparcie. Ledwie powstrzymał się przed upadkiem i usiadł prosto.
- Co jest, już jesteśmyyy~? - Ziewnął i przetarł oczy. Gdy znów je otworzył, zamarł, ze zdumieniem patrząc na całe Kiseki no Sedai wpatrzone w niego. I w Aominecchi'ego w sumie. Czyżby mówił coś przez sen?! Co mu się właściwie śniło?? Popatrzył po nich, przerażony. - C-co? - Uśmiechnął się jak debil licząc, że jednak nic się nie stało i czekają tylko, aż on wstanie. - Co jest? - Rozejrzał się jeszcze raz.
- Myślę, że ty i Aomine-kun wyglądacie razem słodko. - Kuroko wyciągnął swoją niebieską komórkę, pokazując im zrobione wcześniej zdjęcie.
- Ty mały... - Wysyczał Daiki.
- Mine-chin, czerwienisz się.
- Jeśli to w ogóle możliwe. - Midorima posłał mu kpiący uśmiech.
- Nie musicie ukrywać przed nami swojej orientacji, wszyscy na pewno zrozumiemy, że wolicie penisy.
- A Mine-chin i Kise-chin są razeeem~... - Podśpiewywał Muro na co wszyscy parsknęli śmiechem.
- C-cooo...? - jęknął Kise, rumieniąc się chyba na pół twarzy. - J-ja... NIE! - krzyknął, po czym przepchnął się przez nich szybko, wyszedł, wyjął z bagażnika swoją walizkę i ruszył przed siebie.
Ośrodek był niedaleko, widział go i tam się skierował. Z jego oczu na soczyście zieloną trawę skapnęło parę łez, których nie był nawet świadomy. Dlaczego oni tak sobie z tego żartowali...? Dla niego to było poważne... I go to bolało... Cieszył się tylko, że wyszedł, nim jeszcze Aominecchi zaczął zaprzeczać.
     Reszta towarzystwa nadal żartowała sobie w najlepsze ze zdjęcia, które Tetsu ustawił sobie na tapecie. Daiki wyszedł z autokaru rozglądając się za jasną czupryną. Nie mógł jej wypatrzeć więc wziął swój plecak, ruszając w stronę stołówki. W końcu musiał gdzieś być.
     Blondyn zamiast do stołówki, wszedł do jednego z namiotów. Był pusty, więc położył tam swoją walizkę i przysiadł na idealnie pościelonym łóżku, chowając twarz w dłoniach. Musiał chwilę odreagować, nim się uspokoił. Wyjął podręczne lusterko i obejrzał się w nim. Wyglądał jak kupka nieszczęścia... Szybko przetarł oczy i spróbował zatuszować zaczerwienione oczy. Potem odczekał jeszcze chwilę. W razie czego będzie się bronił, że użył kropli do oczu.
Odetchnął głęboko i wyszedł z namiotu. Nie da się wytykać palcami i prześladować, nie da nawet poznać Aominecchi'emu, jak bardzo go lubi, bo straciłby jego przyjaźń. Od teraz będzie się pilnował. Z tym postanowieniem wyszedł z namiotu na ostre światło dnia.
- Głupiś? - Aomine trzepnął go w tył głowy gdy nareszcie udało mu się go znaleźć. - Szlajasz się nie wiadomo gdzie. Przez ciebie pogoniły mnie kucharki, wisisz mi za to kawę. - Ignorując wszystko wrzucił do środka plecak, podpierając się pod boki i kręcąc w niedowierzaniu głową.
- Auć, Aominecchi! - mruknął z pretensją, odruchowo łapiąc się za głowę. - Było nie iść do kucharek... - rzucił, wracając do namiotu. Jakoś nie chciał spotykać reszty... - Co z resztą drużyny? - spytał jakby nigdy nic. W końcu nie pokaże, jak go to zabolało. To byłoby zbyt oczywiste. I tak cieszył się, że Daiki jeszcze nie trzyma się od niego na dystans, żeby nie było żadnych podejrzeń.
     Usiadł znów na twardawym łóżku, po czym wyciągnął ze swojej walizki pianki i otworzył paczkę. Nic tak nie pociesza jak kilka słodkich pianek... I pominięcie ścisłej diety. Dlatego pozwalał sobie na to tylko w najgorszych sytuacjach.
Daiki prychnął cicho w odpowiedzi.
- Rozmawiają z kierowcą. Chcą się z nim dogadać o coś tam bo coś tam, nie wiem, nie słuchałem. - Wzruszył ramionami zabierając mu paczkę słodyczy - Moje. - Wetknął sobie jeden przysmak do ust, szczerząc się wesoło.
- Jak to... - zaczął, ale właśnie w tej chwili stracił pianki, więc naburmuszył się i rzucił w stronę Daiki'ego. - A-o-mi-ne-cchi! Oddawaj! - zawołał, urażony. No nie, on tu się próbuje pocieszyć, a tu zero zrozumienia!
- Ani mi się śni, wisisz mi przysługę, a konkretnie to kawę, ale biorę odsetki z pianek! - Zaśmiał się, zjadając kolejną. Uwielbiał się z nim przekomarzać. Najlepsza rozrywka dostępna dwadzieścia cztery godziny na dobę, siedem dni w tygodniu, a do tego darmowa. Żyć nie umierać, ewentualnie wkurwiać ludzi.
- Co, za co kawę~? - jęknął, podskakując do pianek. Aomine uniósł paczkę w górę tak, że nie mógł do nich sięgnąć, więc blondyn zaczął skakać dookoła, próbując je złapać. Nie było łatwo, w dodatku cały czas obijał się o jego ciało, lądując na ziemi. - Aominecchi, daaj jee! - poprosił, sięgając ręką w górę i skacząc raz jeszcze.
- Za użyczenie ci mojego blasku zajebistości. Ej, spadaj! Rekwiruję je! - Chciał się przedostać na łóżko, ale potknął się o torbę lecąc na nie razem z Kise. - Kurwa! - Zaklął. Uderzył kolanem o kant. Bolało, cholernie bolało.
- Ej, nie, tak to nie... eee! - stracił równowagę. Upadli, przy czym Kise miał raczej ciężej, przygwożdżony przez ciało swojego przyjaciela. - Uhh... Aominecchi... - jęknął w jego klatkę piersiową, po czym dotarło do niego, kto na nim właściwie leży. Momentalnie zrobiło mu się gorąco. - A-ano... - wyjąkał, rumieniąc się. Nie bardzo mógł się wysłowić.
- Ja pierdolę. - Skomentował pod nosem. Podparł się, chcąc wstać, jednak widząc wyraz twarzy przyjaciela w parze z purpurowym rumieńcem zarechotał w duchu. Uniósł brew do góry w ponętny spojrzeniu. - Wyglądasz jak dziewica w dwuznacznej sytuacji. Może ja ci się podobam skoro tak reagujesz? - Zbliżył swoją twarz do jego z pewnym siebie uśmieszkiem.
- N-nie jestem dzie... Znaczy... Nie, wcale nie! - Zamknął oczy, żeby na niego nie patrzeć. Przecież nie jego wina, że się na nim położył! To było... To było... Ten rumieniec był upokarzający! - I nie rumienię się, jasne, Aominecchi? - jęknął z pretensją.
- Mhm, oczywiście. A ja jestem Miss Model i oh-ah. - Sarknął. Przechylił się w stronę jego odsłoniętej szyi. Dmuchnął w nią ciepłym oddechem obserwując jak ten momentalnie się spina. - Ryota~... Lubię cie, wiesz?
- Nn... Nie drocz się tak, Aominecchi! - jęknął z nutą rozpaczy. No jak on tak mógł...? A przecież miał się starać mu nie pokazywać, że on go w ogóle rusza! Zresztą, on się tylko nim bawił... - Nie baw się tak, nie lubię tego! - dodał już bardziej stanowczo.
- A jeśli nie żartuję? - Ściszył głos do półszeptu. Dotknął nosem lekko odsłoniętego barku, pozostawiając na nim gęsią skórkę. - Przyznaj, podobam ci się. - Mruknął.
- Ż-żartujesz, Aominecchi. - uparł się i spiął bardziej, zaciskając powieki. - Nic nie powiem, bo będziesz się śmiał... - burknął cicho. Chociaż chciałby mu powiedzieć, to nie chciał go do siebie zrazić... Przecież wiedział, że nie ma szans, nie był dziewczyną... A on lubił tylko dziewczyny z dużym biustem!
- Wiesz, jak jesteś krypto to w porządku. Midorima nie będzie samotny. - Zaśmiał się, schodząc z niego i siadając obok. Uwielbiał się znęcać nad blondynem. Tak zabawnie reagował... Potargał go po włosach w ramach przeprosin i wyciągnął się wygodnie. Najwyżej rozwali cały namiot opierając się, pies lał, nie on go będzie składał na nowo. - Powinienem ci zrobić teraz zdjęcie i sprzedać jakiemuś szmatławcowi. - Wyszczerzył się.
- Nie jestem! Aominecchi no baka! - Wstał i poszedł do swojej walizki, obracając się przy okazji tyłem do Daiki'ego. Miał tylko nadzieję, że ten nie spojrzy na niego w tej chwili... Bo po policzkach spłynęło mu parę niechcianych łez. Otarł je ukradkiem, starając się zachować spokojną minę, co w tej sytuacji graniczyło z cudem. Powoli przestawał się rumienić, za to był coraz bardziej wściekły. Nawet on sobie żartował! I za co on go tak lubi??? Przecież to głupek... Głupi Aominecchi...
- Przecież się tylko zgrywam. - Rzucił w niego poduszką. - Nie rycz jak ciota, tylko weź się w garść. - Dźwięk sms'a. Wziął telefon do ręki, odczytując wiadomość. Uśmiechnął się do ekranu, z podnieceniem zrywając z pryczy. - Akashi załatwił wycieczkę nad jezioro, szykuj gacie, jedziemy się kąpać!
- Nie ryczę... - mruczał pod nosem pod nosem, grzebiąc bez sensu w walizce. - Ja nigdy nie ryczę, nie rumienię się, nie... - Złapał za kąpielówki. - Tak, tak, idę. Są tu kajaki? - mruknął, wstając i zaczynając się przebierać, nadal stojąc tyłem. Jak w szatni. Tłumił zdenerwowanie i zajmował się sobą.
- Oh, przepraszam, przecież ty tylko męsko się wzruszasz, zapomniałem, wybacz mi to uchybienie. - Przewrócił oczami. - Powinny być, a co, chcesz iść? I się już tak nie dąsaj, złość piękności szkodzi, a nie chcemy przecież żeby cie z branży wywalili.
- Nie dąsam się! - zaprzeczył szybko i popatrzył na niego z fochem jasno wymalowanym na twarzy. - I tak, pójdę popływać na kajaku. A ty się nie zbliżaj~! - Wycelował w niego palcem. - Wkurzasz mnie dzisiaj - rzucił i odwrócił się znów tyłem, rozbierając się do końca. Zaczął naciągać na siebie kąpielówki, starając się nie myśleć o tym, że wypina się, kiedy się schyla
- Dobra, dobra, przepraszam, że żyję, już się nie odzywam. - Uniósł ręce w obronnym geście. Sięgnął do swojego plecaka i wyjął z niego czarne kąpielówki, również zaczynając się przebierać. Gdy ściągał bluzkę wokół jego nagiego torsu coś zaczęło dziwnie brzęczeć. Cienka brew podjechała do góry, gdy próbował zarejestrować co jest źródłem irytującego dźwięku. Omal nie zszedł na zawał, gdy na jego brzuchu usiadła osa. - Ja-pierdolę-zabierzcie-to-ze-mnie!!! - O nie, nie da się znowu ukąsić jak tego pamiętnego letniego wieczoru. Nie ma nawet takiej jebanej opcji! - KISE ZABIJ TO ZANIM MNIE DZIABNIE!
- Co ty...? Aominecchi! Stój spokojnie! - Z lekkim niezadowoleniem, prawie zaplątując się we właśnie założone na jedną nogę bokserki, podszedł do niego szybko. Nie bardzo miał coś pod ręką, więc już z braku innej broni odpędził owada dłonią. Po chwili osa odleciała, bzycząc z niezadowoleniem. Blondyn odetchnął cicho i popatrzył na swojego przyjaciela. - Aominecchi, boisz się os? - spytał, zdziwiony. Przy okazji jego wzrok co chwilę zjeżdżał na jego klatkę piersiową. Z tego wszystkiego zapomniał, że sam tych kąpielówek jeszcze na tyłek nie naciągnął...
- Nie. - Zaprzeczył stanowczo. - Nie jestem jakąś babą, żeby bać się małego owada. - Ściągnął bluzkę i rzucił gdzieś w kąt. Nie. On wcale się nie bał. Ani nawet ciut. Jest męskim mężczyzną, który nie lęka się tak potwornych bestii jakimi są osy.
- Wcaale~...? - Kise uśmiechnął się wrednie, po czym spoważniał, uświadomiwszy sobie, że stoi tak nago. Nałożył na siebie kąpielówki. - Aominecchi boi się os~! Zapamiętam~! - Wyszczerzył się i wrócił do swojej walizki po ręcznik. Teraz się zrelaksuje, odstresuje, ochłonie, odpocznie... Będzie dobrze.
- Cicho bądź. Może tylko trochę. -  Miał ochotę strzelić sobie w twarz, gdy poczuł, że jego policzki zaczynają nieco go piec. Chwalić ciemną karnację, może nic nie widać. - Postraszę cie dżdżownicami, mądralo.
- W wodzie nie postraszysz~! - Wytknął mu język jak małe dziecko, ubrał luźne ciuchy na bokserki i wyszedł z namiotu. Miał ochotę popatrzyć trochę dłużej, ale gdyby znów zrobił się czerwony miałby problem... - To do zobaczenia za parę godzin, Aominecchi~! - oznajmił wesoło i opuścił płachtę od namiotu, spiesząc się nad wodę. Już widział, gdzie wynajmuje się kajaki... Poszedł tam i wybrał sobie jeden, po czym zaczął szukać kamizelki ratunkowej dla siebie, bo była obowiązkowa. W końcu założył ją i wsiadł na kajak. Jednoosobowy... Zrobi sobie dłuugą wycieczkę w ciszy. Aż uśmiechnął się na tę myśl.
     Aomine po jakimś czasie również wybrał się gotowy nad wodę. Nie poszedł jednak do grupki przyjaciół, która już kąpała się obok jednego z domków. Udał się na ławkę, obok lasku. Cisza, spokój. Tego mu brakowało. Rozłożył ręcznik na piasku, stawiając torbę na odrapane drewno. Wyciągnął z niej odtwarzać muzyki i położył się wygodnie na boku, obserwując oczojebną, żółtą kamizelkę pływającą z równie pstrokatym kajaku.
     Kise kołysał się na boki. Dawno już nie pływał, nie było tak, jak w dzieciństwie... Wyobrażał sobie, że naprawdę będzie łatwiej. Tymczasem okręcał się dookoła, przepływał kawałek, kołysał się... Musiał próbować wszystkiego od nowa. W końcu jakoś złapał rytm i przestał się kręcić, a zaczął płynąć. Skierował kajak na drugi brzeg, stawiając sobie za cel dopłynąć tam. I faktycznie jakoś mu się udawało... Płynął, obserwując zieloną linię przed sobą, odległe drzewa i połyskującą w słońcu wodę.
     Z zaciekawieniem wpatrywał się w to co kombinuje jego przyjaciel. Przekrzywił z zainteresowaniem głowę, praktycznie nie odrywając od niego wzroku.
- Przyznaj się, jesteście parą, prawda? - Znikąd pojawił się Tetsu, głośno siorbiąc swojego waniliowego shake'a.
Aomine złapał się za rozszalałe serce. Mało brakowało by krzyknął w przerażeniu.
- Nie nachodzi się ludzi!
- Czyli jednak?
- Nie szczerz się tak! Nie jesteśmy parą!
- Oczywiście, Aomine-kun.
     Kise coraz energiczniej wiosłował do drugiego brzegu, oddalając się od reszty drużyny. Ze szczęśliwym uśmiechem wpatrywał się w rybki, pojawiające się gdzieś obok od czasu do czasu. W pewnym momencie obejrzał się za siebie. To był błąd. Nagle oba brzegi wydały mu się strasznie odległe. Ludzie byli jacyś tacy mali, dalecy... A on ... on sam miał pod sobą tony wody... I był sam...
Objął się ramionami, kolanami przytrzymując wiosło. A co, jak nie wróci...? Spróbował zawrócić, ale znów wszystko mu się pomieszało. Kręcił się, nie mógł skierować dzioba w odpowiednią stronę. Zaczynał się bać.
- I wtedy... Ej. Co on najlepszego wyrabia? - Aomine i Kuroko spojrzeli w kierunku żółtej plamki.
- Chyba pomylił brzegi. Kise-kun jest nierozsądny.
- Tsh. Blondynka. - Podszedł pod sam skraj plaży, aby być widocznym i przyłożył dłonie do ust, krzycząc. - W TE STRONEE! TAM JEST CO INNEGO! Ranyy... ale z niego dziecko. Nigdzie go samego puścić nie można.
- Śmiem twierdzić, że zgubi się gdy tylko wyjdzie z namiotu.
- To było wredne, Tetsu.
- Prawdziwe. - Wzruszył ramionami.
     Usłyszał Aominecchi'ego tylko dlatego, że po wodzie wszystko świetnie się niosło. Uśmiechnął się histerycznie przez łzy. W tę? Czy on w ogóle wiedział, gdzie jest "w tę"??? Nie wiedział... Nie wiedział już nawet, gdzie ma płynąć. A woda była wszędzie. Otaczała go... i już nie była taka piękna. Była straszna! Mógł się zachwiać i utopić! I nawet by go nie znaleźli!!!
- AOMINECCHIIII!!! - krzyknął histerycznie. Nie ruszy się... Nie ruszy się, bo wtedy kajak strasznie się chwiał...
     Daiki wziął jeden z postawionych przy brzegu kajaków i wsiadł do niego. Już nawet z tego go musi ratować? Podpłynięcie pod Kise zajęło mu kilka minut.
- Żyjesz? - Zapytał niepewnie widząc minę blondyna.
- Nn... - Zatrząsł się i kajak przy tym się zachybotał. Z jego oczy poleciały łzy, więc schował twarz w dłoniach. - A-Aominecchiiii... B-boję się... - wyjąkał, przy czym ręce stłumiły i zniekształciły jego słowa. Zaczął ocierać oczy. - Za dużo tu wody.. Zabierz mnie stąd... - poprosił, wyciągając do niego ręce i starając się przy tym nie zachwiać równowagi. - Ja się utopię... - szepnął, patrząc ze strachem prosto w jego oczy. Ogarnęła go panika, więc już nie był sobą... Przez jego głowę przewijały się najróżniejsze wizje tego, jak mógłby teraz utonąć. Chciał tylko, żeby Aomine go stamtąd zabrał...
- Chodź. - Wyciągnął w jego kierunku rękę. Posłusznie wstał, a Daiki chwycił go pod boki pomagając wejść do swojego. Kise drżał przez łzy. Gdy ten usiadł na miejscu jednego z pasażerów objął go ramieniem, zaczynając uspokajać. - Już, nie becz. Jest w porządku. - Nienawidził gdy jego przyjaciel płakał. Nienawidził gdy ludzie płakali, chociaż sam często był powodem ich łez. Może i nie był dobry w pocieszaniu, ale chciał żeby ten wesoły uśmiech, który tak lubił wrócił.
- T-tylko dopłyń do brzegu... Dobrze, Aominecchi? - spytał, starając się otrzeć łzy wilgotnymi już dłońmi. - A po kajak ktoś wróci, prawda...? - Miał nadzieję, że nie będzie go trzeba ciągnąć za nimi, bo mogliby stracić równowagę, czy coś... A teraz ta wizja wcale go nie cieszyła. Nie chciał, żeby jeszcze przez niego zatonął jego przyjaciel. Naraził go na coś takiego... I jeszcze głupio się rozbeczał, bo się bał... I teraz Aominecchi musiał go uspokajać. - P-przepraszam, że płaczę... - dodał ciszej, patrząc na niego bezradnie zaczerwienionymi oczami. - Boję się... - Zadrżał lekko.
- Nie, nie dopłynę i zostaniemy tu na wieki wieków. Nie przepraszaj tylko łap za wiosło. - Powiedział odsuwając się od niego. - Po kajak wyślemy Muro. - Miał nadzieję, że Akashi ich za to nie zabije. Przeszły go dreszcze na samą myśl o spotkaniu z piekielnie czerwonymi nożyczkami.
- Nie mów tak, Aominecchi! - naburmuszył się. Mimo wszystko już mu
było lepiej... Kiedy Daiki był blisko jakoś czuł się bezpieczniej, dlatego przestał już płakać. Złapał za wiosło. - Ale nie jestem za dobry w sterowaniu. - mruknął, próbując zacząć wiosłować. Skupił się na tym na tyle, by prawie zapomnieć o wszechobecnej wodzie. Chciał dostać się jak najszybciej na ląd.
Po kilku minutach dotarli na brzeg. Aomine wciągnął kajak i usiadł na piasku.
- No i na co ci to było? - Spojrzał na niego z lekka dezaprobatą w granatowych oczach.
- Chciałem odpocząć... - Blondyn bardzo starannie unikał jego wzroku, rozglądając się dookoła. - Trzeba kogoś poprosić o złapanie tamtego kajaka... - mruknął, zmieniając temat. Nie chciał o tym mówić... Wyglądało na to, że jakkolwiek Daiki go denerwował, i tak ciągle potrzebował jego towarzystwa.
- Mówiłem, poprosisz grzecznie oto Muro. - Przeciągnął  się. - Jezu, moje kości. Idziemy coś zjeść? Głodny jestem, wysiłek mi nie służy. A w ogóle to mam pomysł! Zróbmy wieczorem ognisko! Mięso pieczone na ogniu... Jestem w raju. - Rozmarzył się na samą myśl o tym. O tak... To było właśnie to czego mu trzeba. Pyszne, soczyste, polane piwem mięcho z ogniska. Żyć nie umierać.
- Chyba grill, Aominecchi. - mruknął, rozglądając się za Atsushim.
- Mogę iść gdziekolwiek, ale... Widziałaś Murasakicchi'ego? - Sam nie był głodny, ale jeśli Daiki chciał, to mógł mu nawet coś upiec. Tak w nagrodę za uratowanie go, nie bo go lubił... Skądże...
- Nie, Kise. Mięso nadziane na patyk pieczone na ogniu to ognisko. Grill to na ruszcie. - Pouczył go. - Opierdala się obok Akashiego i całej reszty, a oni są przy barze. W takim razie kierunek: żarcie! - Wstał z rzadkim entuzjazmem, poganiając przy tym przyjaciela.
- Myślałem, że chodzi ci o steki, szaszłyki albo coś, Aominecchi.  - Uśmiechnął się lekko. - To idziemy do nich? - Stwarzał pozory szczęścia, chociaż wcale nie uśmiechało mu się pójście do nich po całej tej akcji w autobusie. Nie chciał słuchać ich komentarzy ani docinek... Mimo to ruszył w stronę, którą wskazał mu Daiki.

środa, 1 października 2014

Shizaya- Chat 3

 Komban-wa, kochani~!
Jestem zmęczona i nie wiem, o czym pisać, więc będzie krótko~...
Bardzo krótko~... Obiecuję, że jak dorwę się do komputera wezmę się wkońcu za betę, pisanie,

odpisywanie czy w ogóle coś pożytecznego dla was. Póki co znów dodajemy wam Chat~... Mam nadzieję, że wasz entuzjazm co do tej krótkiej serii jeszcze nie osłabł i nie osłabnie.
X33
Tak więc miłego czytania~!

Hejo~ Padam na twarz z nadmiaru lekcji XD Ale mniejsza o to. Szczerze uśmiałam się z komentarzy pod Chatem 2 w stylu "Ja chcę zobaczyć ich cyberek *^*" jak przeczytacie notkę może uśmiechniecie się jak ja :3
Nadmienię tylko, że Chat był napisany już jakiś czas temu więc to co poniżej to nie jest reakcja na wasze prośby... choć może tak wyglądać~
Standardowo Banerek po prawej -> klikamy będę bardzo wdzięczna :3
Enjoy~. :3





_______________ rozochocony uke jest online___________

rozochocony uke: Shizu-chan~? Gdzie jesteś~? Mam dzisiaj na ciebie wieeeeelką ochotę~!!! Chodź i korzystaj póki możesz~!

____________Zdumiony potwór jest online_____________

Zdumiony potwór: Izaya...?‏
rozochocony uke: Hai~!!! Wyspałem się jak nigdy :*
Zdumiony potwór: ...To na pewno nie Erika...? Bo tak się zapierałeś... Naprawdę masz ochotę, czy tylko coś kombinujesz...?‏
rozochocony uke: To podziękowanie za to, że ostatnio mnie obudziłeś i nie wymagałeś po tym dalszego siedzenia na chacie~! Ale jeśli nie wierzysz, że to ja... mogę powiedzieć ci coś co wiem tylko ja, chcesz~? *W* Możemy się też szybciej zabawić, jak wolisz~.....‏
Zdumiony potwór: No dobra, po sposobie pisania wiem, że to ty...
Zdumiony potwór: Skoro to podziękowanie, to ja bardzo chętnie. ^^‏
rozochocony uke: No a już myślałem że napiszę jakiś twój kompromitujący sekrecik i spalisz buraka~... Szkoda X3
rozochocony uke: No to jak wolisz... Zaczynaj... Bo pamiętaj, to mój pierwszy raz ;)
Zdumiony potwór: Nie byłbyś w stanie mnie zawstydzić. ^^
Zdumiony potwór: Pierwszy raz... Pomijając, jak to brzmi... XD Dobra, poczekaj moment...‏
rozochocony uke: Jestem pewien że coś by się znalazło ;] Zakład?
rozochocony uke: Oki czekam~!‏
Zdumiony potwór: ...Dobra. Najpierw spróbuj, jak chcesz.‏
rozochocony uke: Co spróbować? ^^?‏
Zdumiony potwór: Znaleźć coś, czym mnie zawstydzisz. Ale masz tylko dwie szanse. Zamierzam korzystać póki mogę i pisać z tobą co innego. ^^‏
rozochocony uke: Zawsze jęczysz słodko i głośno kiedy piszę 'tam' językiem, Shizu-chan. =w= Mam nawet nagranie~!‏
Zdumiony potwór: ...Jak. To. Nagranie...? Zresztą... Kłamiesz. Nie nagrałeś tego. I jęczysz częściej. Więc, twoja ostatnia szansa...?‏
rozochocony uke: Ale ty nie~... Wyobraź sobie siebie w takiej sytuacji~! *w* Chyba nie ma lepszego uczucia od tego jak Shizu-chan jęczy pode mną~... =w=‏
rozochocony uke: Zresztą twój nick mówi że jesteś zdumiony więc tai jesteś i już! >3<‏
Zdumiony potwór: Mój nick to reakcja na twój nick... I żadne pod tobą... A do cholery! Zacznijmy już ten rp lepiej, dobra??? ><"‏
rozochocony uke: A jednak się zarumieniłeś wiem to =w=
rozochocony uke: Dobra zaczynaj~... Mówiłem ci, to mój pierwszy raz musisz mnie wprowadzić~!‏
Zdumiony potwór: Wcale nie... Dobra, teraz serio poczekaj...‏
rozochocony uke: czeka‏
rozochocony uke: czeka na swojego seme ^^‏
Zdumiony potwór: *podchodzi i obejmuje* Stęskniłeś się?‏
rozochocony uke: Bardzo~... *przyznaje przytulając się do niego* - tak?‏
Zdumiony potwór: (Tak. ^^) Mógłbyś wrócić wcześniej... *cmoka w szyję, po czym zaczyna całować na poważnie*‏
rozochocony uke: Wesz, że nie mogłem przez pracę.... *mruczy* Ale już jestem do twojej dyspozycji więc.... *odchyla szyję dając do siebie dostęp* co zamierzasz ze mną zrobić, w ramach kary za spóźnienie? *puszcza mu oczko z zadziornym uśmiechem*‏
Zdumiony potwór: W ramach kary... *mruczy, wsuwając dłoń pod jego koszulkę* *zsuwa się z pocałunkami na obojczyki* Nie wypuszczę cię przez całą noc...‏
rozochocony uke: Taka kara mi się podoba *zamruczał usatysfakcjonowany* Mój tyłek miał już dość czekania~...‏
Zdumiony potwór: Uhmmm... Strasznie mnie to cieszy... *podsunął jego koszulkę do góry, przysysając się lekko do jego sutka*‏
rozochocony uke: Pośpieszysz się dzisiaj? *otarł się nabrzmiałym już przyrodzeniem o swojego kochanka* Naprawdę nie mogłem się doczekać~!‏
Zdumiony potwór: Jesteś pewien, że chcesz już...? *Potarł ręką wybrzuszenie i po chwili rozpiął jego rozporek, kładąc sugestywnie jego rękę na swoim rozporku*‏
rozochocony uke: *pokiwał głową ze zrozumieniem i uklęknął przed blondynem* nie komentuj >.> *rozpiął jego spodnie i zsunął je wraz z bokserkami* (już fapiesz Shizu-chan~? X3)‏
Zdumiony potwór: (Cicho... Wcale nie. ><") *Pogłaskał go po głowie* Poczekaj... *wzdycha* Najpierw z tobą...‏
rozochocony uke: (akurat -.-"" przy tym tempie koncentrujesz się jeszcze na tyle by trafiać w klawisze~?)
Hm? *wyjął wcześniej włożoną końcówkę przyrodzenia jego kochanka z ust i spojrzał na niego zdziwiony*‏
Zdumiony potwór: (Wiem lepiej, co robię! ><"") Chcę, żebyś ty też coś z tego miał... *mruczy i popycha go lekko, by się położył, po czym zsuwa z niego spodnie, całując go*‏
rozochocony uke: (a ja wiem że kłamiesz~....) *jęknął cicho spinając się* Jesteś niemożliwy~...‏
Zdumiony potwór: (Wcale nie...) I chyba dlatego ze mną jesteś, nie? *parsknął cicho i dołożył palec, starając się go jak najdokładniej i jak najszybciej rozciągnąć*‏
rozochocny uke: Oww... *spiął się lekko* Dawno tego nie robiliśmy *sapnął*
------ Uwaga użytkownicy serwer zostanie zresetowany za 60 sekund-----‏
Zdumiony potwór: Trzeba to nadrobić. *przytaknął zdecydowanie, zagłębiając w nim mocniej palce*
Zdumiony potwór: ...Ej, co się dzieje...? JAKIE 60 SEKUND...?
rozochocony uke: Prace na serwerze pewnie......
rozochocony uke: Dobrz-rze myślisz... *wysapał uśmiechając się*
------ Uwaga użytkownicy serwer zostanie zresetowany za 30 sekund-------‏
Zdumiony potwór: NIE TERAZ...
Zdumiony potwór: Izaya, dokończmy to gdzieś indziej...!!!‏
------ Uwaga użytkownicy serwer zostanie zresetowany za 20 sekund-------
rozochocony uke: ale gdzie? O.o‏
------ Uwaga użytkownicy serwer zostanie zresetowany za 10 sekund-------
Zdumiony potwór: Gdziekolwiek! Inny chat???
------ Uwaga użytkownicy serwer zostanie zresetowany za 5 sekund-------‏

------ Uwaga użytkownicy serwer zostanie zresetowany za 4 sekund-------‏
------ Uwaga użytkownicy serwer zostanie zresetowany za 3 sekund-------‏

------ Uwaga użytkownicy serwer zostanie zresetowany za 2 sekund-------‏

------ Uwaga użytkownicy serwer zostanie zresetowany za 1 sekund-------‏

Przerwanie z serwerem przerwane przepraszamy ^^ Trwają prace modernizacyjne Serwis będzie niedostępny przez tydzień‏
Zdumiony potwór: Napisz sms!‏ 
Przerwanie z serwerem przerwane przepraszamy ^^ Trwają prace modernizacyjne Serwis będzie niedostępny przez tydzień‏

     Shizuo walnął w biurko tak mocno, że odłamał się kawałek drewna z rogu. Niewzruszony tym wypadkiem wpatrywał się w napis "tydzień". KIEDY, KURWA, BYŁO TAK BLISKO!!!