Blog poświęcony Anime Durarara!! Znajdziesz tu opowiadania yaoi (mężczyzna x mężczyzna) Shizaya (Shizuo x Izaya), Izuo (Izaya x Shizuo) i IzaKida/Kizaya (Izaya x Kida). Jeśli nie tego szukałeś i treści tu przedstawiane ci nie odpowiadają prosimy o opuszczenie tego bloga. Pozostałych zapraszamy do czytania.

środa, 10 września 2014

Egzorcysta x Wampir - "Inny niż wszystkie" - rozdział 7

Tam-tararam~! *wyłania się z kolorowej mgły* Wiiitajcie~!
Okazało się, że całkiem nieświadomie skłamałam~! Miałam więcej zbetowanego, tylko nie było podzielone na rozdziały - i jeszcze jeden rozdział się dało z tego wygrzebać~! :3 Całe szczęście, bo nie miałybyśmy co dodać... A ostatnio jestem dość zarobionym szczeniakiem i nie mam komputera, by pracować~... :'33
No, więc~! Teraz ostatni ze zbetowanych rozdziałów naszego kochanego wampirka~... X3
Chcę wam także podziękować za ostatnie komentarze~!!! :33 Były tak, taaak~ kochane, że nie mogłam przestać się uśmiechać~... QwQ Aż mam ochotę dalej obrzucać was rozdziałami, także, ten~... Miłego czytania~! >w<
Hejo~...
tak w roli sprostowania co dodawać JEST choć zapasik topnieje ;-; ale jest! Tylko jest niezbetowane XDDD no więc, ten tego, wszyscy czekamy aż Inu będzie miała wolniejszą chwilę~... bo chyba nikt nie liczy na to, że Kiasarin nauczy się ortografii - nie wymagajcie niemożliwego X3
Enjoy~!!!
Enjoy~!!! ;33






     Wstał i poszedł do kuchni. Zabrał dzika, nabił go na ruszt i zaczął obracać. W przerwie poszedł jeszcze po sałatkę i spróbował trochę. Nawet nie była zła... Całkiem niezła... Ciekawe, gdzie on się uczył gotować, jak od tylu lat mieszkał sam i do tego pijać wyłącznie krew... A może gościł tu jeszcze kogoś? Może był tu ktoś jeszcze, kim się opiekował...? To by wiele wyjaśniało...‏
     Izaya znalazł Matyldę, przeprosił, że dziś z nią nie porozmawia, a gdy krowa pokiwała ze zrozumieniem głową i przyjęła wyjaśnienie o wyjeździe do wioski, poprosił o trochę mleka. Podziękował ładnie, gdy dostał pół wiaderka.
- Shizusiowi powinno wystarczyć~! - cieszył się, wracając do blondyna. Zatrzymał się... Tuż za rogiem pewnie był Shizuś... A co jeśli dalej rozmyśla i nie chce widzieć Izayi? Brunet postanowił po prostu postawić mu wiaderko i kubek i nie przeszkadzać. Tak też zrobił, gdy zobaczył zamyślonego blondyna. Uśmiechnął się do siebie lekko widząc, że jego Shizuś je jednak sałatkę. Uśmiechnął się smutno, stawiając swój kubek na stoliku i odszedł w kierunku schodów. Nie będzie go niepokoił... jeśli Shizuo ma mu za złe to poranne tulenie.‏
    Heiwajima zmarszczył brwi, w zamyśleniu przeżuwając soczystą sałatę. Kogoś już miał... Kimś się opiekował... A co, jak Izaya właśnie kogoś już miał i to dlatego? Czy go kochał czy nie, kogoś miał... Dziwnie mu z tym było. Jeśli tak było naprawdę, to... Jakoś dziwnie niszczyło mu to pogląd na tego wampira. A gdyby się okazało, że naprawdę był z kimś i że w sumie to dlatego wydaje się być tak... Jak to ująć... Niewyżyty, czy coś w ten deseń? Ale blondyn nie mógł potwierdzić jakoś swojej teorii... Musiał ją sprawdzić, żeby coś sobie udowodnić.
     Zerknął gdzieś w bok, odruchowo. Stało tam wiadro z mlekiem i kubek. Tego się nie spodziewał... Podszedł tam. Napił się nieco...
     Czyli, że on tu przed chwilą był...? Nawet go nie zauważył...‏
     Izaya usiadł sobie na ganku, wzdychając. Usłyszał to Psyche, a jako, że ten kotek zawsze niósł ze sobą radość, postanowił teraz przenieść ją na Izayę. Podszedł, zaczynając się przymilać. W końcu zmiękczył bruneta i teraz bawił się z Izayą długą trawką. Brunet nawet kilka razy się uśmiechnął, co kotek uznał za niemały sukces.‏
     Shizuo zostawił na chwilę ognisko razem ze swoją dziczyzną i postanowił się przejść, tak o przez kawałek podwórka. To mu pomagało myśleć... Zastanawiał się, jak właściwie chce to sobie udowodnić. W sensie udowodnić sobie, że Orihara kogoś miał. Że tak naprawdę jest tylko zastępstwem. Na pewno sposobów było wiele, musiał tylko wymyślić najlepszy... Dlatego chodził w kółko, od czasu do czasu obracając tylko ruszt.‏
- Dzięki Psy-chan~... Pocieszyłeś mnie. - Uśmiechnął się Izaya, gładząc kota po łepku. - Masz rację, muszę już się zbierać, w końcu chcę jeszcze trochę porozmawiać z ludźmi w wiosce... Um... Może... Sprawdzę jak Shizusiowi idzie z tym dzikiem~!!! - Uśmiechnął się uradowany. Mógł sobie do niego pójść, a Shizuo nie powinien się złościć.‏
     Usiadł na głazie, po czym wstał i znów zaczął chodzić. Nie mógł usiedzieć w miejscu. Najciężej było zacząć, potem miało być już tylko z górki...
     Widząc przybliżającego się wampira nic nie powiedział, tylko chodził dalej. Przesunął trochę ruszt i wrócił do chodzenia. Ot, tak, bo spacer... Oczywiście...‏
     Izaya zdziwiony zauważył, że blondyn chodzi w kółko. Zwolnił więc bieg i stanął koło blondyna.
- Shizu-chan, stało się coś~? - zmartwił się.‏
- Hmm? - Zerknął na niego, przystanął, przeszedł jeszcze parę kroków, zawrócił do rusztu i obrócił dziczyznę, żeby się nie spaliła. Dołożył do ognia. - Nic się nie stało. Dlaczego tak sądzisz? - spytał, jakby nigdy nic. Najtrudniej było zacząć, potem plan powinien iść z górki... Albo i niekoniecznie.‏
- Bo chodzisz w kółko i jesteś dziwnie milczący... Coś jest nie tak?- spytał. Zmartwił się porządnie. A może Shizuo tu nie odpowiada? A może nie wie jak to powiedzieć Izayi, ale jest to coś ważnego? - Wiesz, możesz się zapytać albo poprosić mnie o wszystko~! - zapewnił go.‏
- Nie, wszystko w porządku. - odparł po prostu. - Aha i dzięki za sałatkę. Jakoś zjadłem całą. - Wskazał puste naczynie. Oczywiście, że zmienił temat świadomie... - Izaya, ktoś cię tu w ogóle czasami odwiedza? No wiesz... Ktoś wie, jak trafić do tego dworku? Tak mnie zastanawiało, czy możemy spodziewać się gości.‏
- Cieszę się, że ci smakowało~! - rozweselił się. Pozostał uśmiechnięty, słysząc drugie pytanie. - Nie martw się, nikt nie wie jak tu trafić lub, że dworek jest nadal zamieszkiwany~! Nie musimy się obawiać wizyty zakonu~... - zapewnił go. Był pewien, że o to chodziło, w końcu nad czym innym Shizuo mógłby tak długo dumać jak nie nad swoim bezpieczeństwem~?‏
- Ale ktoś kiedyś musiał wiedzieć, jak tu dotrzeć, nie? To nie mógł być tak całkiem zapomniany teren. - Rozejrzał się. Oczywiście miał nadzieję, że Izaya nie domyśli się powodu, dla którego pyta... Tym bardziej, że powód był mało oczywisty.‏
- Oczywiście, że były~! Ale dwieście lat temu, nie martw się~! Wszyscy już dawno zabrali tę wiedzę do grobu~... No poza tobą. - Uśmiechnął się do blondyna.‏
- I ja zabiorę ją w to samo. - Wzruszył ramionami. W rzeczywistości zastanawiał się jednak nad czym innym. Jakieś dwieście lat... To dawno... Może sam Izaya nie pamiętał...? Bzdura, takich rzeczy się nie zapomina!‏
- No oczywiście kościół ma mapkę jak tu dojść z przed tych 250 lat ale... Nikt z nich nie wierzy, że można by tu mieszkać, więc jesteśmy bezpieczni~! - Pocieszał go dalej. - ...A w razie czego możemy polecieć do drugiego dworku... - dodał ciszej.‏
- Kościół...? - Dopiero po chwili załapał, że Izaya sądzi, że on się boi. No cóż, na razie nie musiał wyprowadzać go z błędu... Nie do końca. - Nie, tak się tylko zastanawiałem... Drugiego dworku? - podchwycił. Skoro nie do tego, to może... Może jednak... - Masz jeszcze jakiś dworek?‏
- Mhm~... Ale tam jest nudno... - jęknął niezadowolony. - W górach na północy... Tam jest zimno, nudno, wieje i wszystko co najgorsze... O wiele bardziej wolę "leśny pałacyk" od "górzystej fortecy"~...‏
- Tamtego miejsca też nikt nie znał? - spytał, lekko zaciekawiony.‏
- Nikt~! O tym drugim chyba nawet kościół nie wie... Jest bardzo odludne, wiesz~...‏
- Hmm... W sumie w górach to nawet nie dziwne. - podsumował. Wyglądało na to, że Izaya w ogóle nikogo nie wspominał, gdy o tym mówił... Albo faktycznie nie pamiętał, albo wyglądało na to, że faktycznie Shizuo tylko to sobie zmyślił... Ubzdurał... Jakby był zazdrosny. Co za głupota...‏
- Nom... Moglibyśmy tam kiedyś pojechać~! Mam takie przeczucie, że we dwójkę będzie tam fajniej~! - zaproponował. - A właśnie~... - Puknął się w głowę, przypominając coś sobie. - Przyszedłem tu powiedzieć ci, że gdy tylko dzik będzie gotowy powinniśmy wyjeżdżać do wioski~!‏
- Pewnie fajniej, niż w pojedynkę. - Zerknął na swoją pieczeń. - Na moje to już raczej gotowe. - Ściągnął ruszt znad ognia. - Ale i gorące. Mamy czym to przewieźć?‏
- Wozem? - zapytał zdziwiony... Shizuo nie pamiętał, co wczoraj robili tyle czasu? - Masz naprawdę słabą pamięć, jeśli nie pamiętasz dwóch godzin noszenia przetworów~!‏
- To pamiętam, ale czy to się tam jeszcze zmieści... - mruknął. - No dobra, zaniosę i sprawdzę. - zdecydował w końcu i ruszył do spiżarni wziąć drugiego dzika. Kawałek miał sobie zostawić, resztę mógł zawieźć...‏
- Dobrze~! Zabiorę Stefana i spotkamy się przy wozie~! - Uśmiechnął się, idąc w stronę pastwiska.‏
- Stefana. - Pokiwał głową. - Koń albo muł, prawda? - dodał ciszej i tak jak zamierzał, odciął sobie jeden udziec, a resztę wpakował do wozu. Pozostawało zaprząc jakieś zwierze pociągowe i dojechać...‏
- Koń~! - Odpowiedział mu, po czym nabrał powietrza do płuc i zagwizdał. Chwilę później obaj usłyszeli tętent kopyt.‏
- Szybki... Z nim mnie jeszcze nie poznawałeś. - Oparł się o obładowany wóz. Jak on niby chciał to zawieźć z jednym koniem... Ale może i mogło się udać... Najwyżej Shizuo będzie mu pomagał to wieźć, mówi się trudno. Ale to już był przykład awaryjny...‏
     Izaya nie wytrzymał się i zaśmiał widząc tak niecodzienną scenkę. Shizuo stojący obok wozu, wpatrzony w dal, a tuż za nim koń nie mogący się zdecydować, czy fuknąć na obcego czy też raczej patrzeć tam gdzie on.‏
- Co? - Blondyn odwrócił się i chyba poraz pierwszy w życiu tak go zaskoczył widok konia. - Boże, czy ty naprawdę musiałeś stanąć tak blisko...? - spytał konia, nie licząc na odpowiedź. Zbliżył się o krok i powoli uniósł rękę. Koń nie wydawał się spłoszony, więc spróbował poklepać go delikatnie po głowie. Cukru nie miał przy sobie, marchewki czy jabłka też nie... Zastanawiało go wciąż, jak to zwierzę to wszystko pociągnie, nie sapiąc przy tym jak biskup po maratonie wokół całego miasta. Nie żeby ten przykład był realny.‏
- No już... Spokojnie Stefan~!- Izaya podszedł beztrosko do przyjaciela i poklepał go po nosie. - Wiesz co trzeba zrobić, nie~? - zapytał, a gdy koń pokiwał głową, kontynuował. - Na pewno dasz radę? - upewniał się... Koń jednak tylko na niego prychnął, zatupał kopytami i ustawił się gotów do zapięcia. - Dobrze... Dzięki, jakby co to mów~... - Brunet uśmiechnął się i zaczął przypinać konikowi uprząż.‏
     Heiwajima nadal nie rozumiał, jak Izaya mógł gadać do konia czekając na odpowiedź, ale znał go choć na tyle, by nie pytać. Poczekał, aż ten zapnie zwierzę, lustrując wampira czujnym, ale i spokojnym spojrzeniem. Dopiero zauważył jego spokojne, pełne gracji ruchy, a przynajmniej dopiero zauważył je w pełni świadomie.
- To w którą stronę? - odezwał się, gdy Orihara skończył.‏
- Z górki, dlatego wystarczy tylko jeden taki siłacz jak Stefan. - połechtał ego konika i poklepał go po grzbiecie. - Żeby ten cały ogromny ładunek zwieźć do wioski~! - Uśmiechnął się jeszcze głaszcząc konia po grzywie. - Po powrocie dostaniesz pęczek marchewki... Albo nawet dwa za fatygę~...
- Rozumiem. To idziemy, nie? - spytał, czekając, aż Izaya z koniem się ruszą. Nadal nie znał drogi tak dokładnie, wiedział tylko ogólnie dokąd...‏
- Mhm~! - Izaya uśmiechnął się i wyciągnął dłoń w stronę Shizuo. - Chodź~...‏
- Hmm... - mruknął, zerkając ze zmarszczonymi brwiami na jego dłoń. Przyjąć, nie przyjąć? Walczyły w nim dwie sprzeczne natury. Nie mógł się zdecydować...‏
- No Shizu-chan~... - Izaya zniecierpliwiony delikatnie poruszał ręką, a gdy i to nie przyniosło skutku, postanowił wziąć sprawy we własne ręce (dosłownie) i sam złapał za dłoń blondyna. - Jak nie będzie chciał to ciebie potrzymam za kopytko~! - szepnął Stefanowi do ucha na tyle głośno, by blondyn zrozumiał.‏
- Ciekawe jak będziesz trzymał idącego konia za kopyto... - mruknął, chcąc zmienić temat. Patrzył na ich złączone dłonie, czuł, że sam lekko ścisnął jego dłoń, a jednak nie wierzył...‏
- Szczegóły Shizu-chan~! - zachichotał, bardziej ściskając dłoń blondyna. Miał ją tak blisko siebie... - Shizu-chan nie czuję skaleczeń... Już się zagoiły? - zmienił temat, gdy nie wyczuł wczorajszej rany... Nie chciał, by Shizuo wiedział, jak wielką czerpie przyjemność z takiej zwykłej drogi.‏
- Ta. Mówiłem, że to nie potrwa długo. - Wzruszył lekko ramionami. Zmiana tematu mu pasowała. Nie chciał myśleć, broń Boże, o tym, że ten dotyk jego pozornie kruchej i delikatnej dłoni, tak niepodobnej od dłoni dorosłego mężczyzny, a w rzeczywistości silniejszej niż niejednego rycerza, jest przyjemny. W ogóle nie chciał. Skąd. Ale myślał.‏
     I na tym rozmowa się urwała. Po pięciu minutach ciszy podczas których zdaje się Shizuo zamyślił się na jakiś ważny temat Izaya zaczął się już trochę nudzić.
- Ne Shizu-chan nudzę się... Pogadajmy o czymś~... - jęknął. - Droga we dwójkę... Przepraszam, trójkę - poprawił się, słysząc prychnięcie konika - po cichu jest naprawdę monotonna~...‏
- O czym? - mruknął, wyrwany z zamyślenia. Zastanawiał się... - Jak reagują tam ludzie na twój widok? Sami biorą jedzenia ile im potrzeba, czy ty to musisz wypakować? - spytał, zaciekawiony. W końcu był ciekaw, jak to będzie przebiegało...‏
- Zobaczysz Shizu-chan~! - Uśmiechnął się tajemniczo. Lubił tę wioskę, bo ludzie go tam witali z otwartymi ramionami, nikt tam nawet nie domyślał się kim jest Izaya. Dla nich był dobroczyńcą pomagającym im w biedzie. Od... zawsze i nikt się nie zorientował~....
- Ej no, chciałeś pogadać to mi opowiedz... - burknął. W końcu on tylko zaspokajał ciekawość. - To powiedz chociaż, czy gdzieś będziemy nieśli te towary. - Wskazał na przetwory wiezione przez konia.‏
- Psujesz sobie niespodziankę~! - fuknął na niego. - Ale dobrze, opowiem~! No więc - Izayi zaświeciły się oczy - zawsze gdy przyjeżdżam wszyscy się cieszą, witają mnie, często urządzają jakieś tańce albo po prostu rozmawiamy przy obiedzie~... Są naprawdę bardzo mili. Musisz zobaczyć ich zespół tańca~! Dziewczyny są świetne, ślicznie się ruszają i... może nawet dla nas zatańczą~? Lubią się chwalić nowymi układami. - zachichotał. - A wszyscy w wiosce już je widzieli tylko ja jestem tak opóźniony w ich repertuarze~!‏
- Serio...? - mruknął. Więc aż do tego stopnia go lubili...? - To dlaczego nie odwiedzasz ich częściej?‏
- Nie mogę~... Nie chcę przychodzić z pustymi rękoma a wyhodowanie tego wszystkiego trochę trwa, poza tym... Mógłbym im coś zrobić. - powiedział prawie szeptem. - Po to ty mi jesteś~! - rozweselił się, ściskając dłoń blondyna. - Jeśli mi odbije w obecności tylu ludzi w wozie jest schowany twój miecz, więc wystarczy, że mnie zabijesz i po sprawie~! - Znów uśmiechał się radosny. - Dopilnuj, żebym nikogo nie skrzywdził, dobra~? - puścił Shizuo oczko.‏
- Chyba żartujesz. - Zabrał rękę z jego uścisku i popatrzył na niego karcąco. - Nie będę cię zabijał. Unieszkodliwić tak, ale zabicie cię nie wchodzi w rachubę, jasne??? Dotąd się opanowywałeś i teraz też powinieneś. Dlaczego miałoby być inaczej? - prychnął.‏
- Shizu-chan... - Popatrzył na niego smutno. - Wcześniej nawet gdy byłem tak głodny zawsze powstrzymywało mnie to, że nie chciałem pić ludzkiej krwi... Nigdy... Teraz już nic... mi nie przeszkadza. - Przełknął gulę w gardle. - Miecz jest pod siedzeniem woźnicy. - rzucił cicho, obejmując ramiona dłońmi. Shizuo pewnie teraz nie chce go znać.‏
- Czyli jednak trochę się zmieniłeś. - skwitował, jakby go to zupełnie nie ruszało. - W razie czego cię obezwładnię. - Nie bardzo wiedząc, co zrobić, poklepał go lekko po głowie. - Nie rób takiej miny, bo jeszcze pomyślą, że to ja ci coś zrobiłem... - mruknął pół żartem.‏
     Izaya spojrzał zdziwiony na blondyna. Naprawdę nie miał nic przeciwko? Brunet zatrzymał jego dłoń na swoich włosach i uśmiechnął się delikatnie. Shizuo głaszczący go, wampira, po głowie, tego jeszcze nie było.‏
     Heiwajima zabrał szybko rękę, odruchowo reagując tak na niespodziewany dotyk. Dobrze, że tylko tak, bo jeszcze wiedział, że to dotyk Izayi...
- Eeem... Daleko jeszcze? - zmienił temat, odwracając wzrok. No bo co miał zrobić, przeprosić? Mimo wszystko nie czułby się z tym do końca normalnie. Nic złego nie zrobił.‏
- Nie, to za tamtymi drzewami. - Izaya uśmiechnął się smutno czując, jak Shizuo zabiera rękę...‏
- To dobrze. - stwierdził, wpatrując się w drzewa. Nie chciał patrzeć na jakieś objawy niezadowolenia gdy zabrał rękę... To w końcu naprawdę nie było nic wielkiego.‏
     Może dla blondyna, Izaya niesamowicie cieszył się z każdej, nawet najkrótszej chwilki jaką spędzał przy Shizuo... Nawet, jeśli blondyn go zasmucał. - Stefan jak się trzymasz? - zapytał konia, nie chcąc bardziej denerwować blondyna. Czyżby ta ręka to znów była przesada?‏
     Koń lekko przyspieszył, co przyniosło małą ulgę Shizuo. Byli już blisko, tak...? Więc zaraz uwolni się od tych natrętnych rozmyślań. Był ciekaw, jak jego przyjmą, skoro przyszedł z Izayą... Chyba nie będą się go bali? Miał taką nadzieję. Jakoś obecność Izayi sprawiała, że zwierzęta się go nie bały, to może ludzie też nie będą.‏
- Dobra, ale nie przemęczaj się~... - poprosił przyjaciela. - Czujesz chyba, że dziś jest więcej niż zwykle, nie?‏
     Koń tylko parsknął, jakby się śmiał, po czym przeszedł przez dużą szparę między drzewami.
     Shizuo poszedł za nim, cofając się za wóz, żeby ten miał jak przejechać. Zresztą pasowało mu pójście z tyłu... Nie bał się, nie wstydził, ale też nie lubił psuć komuś, kto na niego zasłużył, radości, a prawdopodobnie wieśniacy będą się cieszyli na widok Izayi z tak dużym załadunkiem...‏
     I tak też się stało. Gdy przeszli przez krzaki Izaya przesłonił oczy od palącego słońca. Skończyły się drzewa, więc nic nie chroniło jego wrażliwych na światło oczu. Usłyszał jak ktoś dzwoni w dzwonek, a chwilę później odgłos kilkudziesięciu par biegnących butów. Uśmiechnął się do siebie i do ludzi, odsłaniając oczy. Jakaś dziewczyna od razu rzuciła mu się na szyję, witając go. Postanowił więc skorzystać z okazji i pokręcił nią w koło. Dopiero po chwili w jej śmiechu usłyszał małą dziewczynkę z którą bawił się w wiosce... 8 lat temu?‏
     Blondyn został przy drzewach. Nawet zawahał się, czy nie odsunąć się o krok... Jakoś... Dziwnie mu z tym było... Wiele razy czuł, że gdzieś nie pasuje, ale jeśli gdzieś nie pasował naprawdę, to właśnie tutaj.
Oparł się o szorstką korę, obserwując Izayę. Taka poufałość wobec wampira...? Czy oni wszyscy naprawdę nie zauważyli, że on się nie starzeje, że jest inny...? Że jest wampirem? Może i słońce go nie spalało, ale nim był. Powinni trzymać się trochę dalej... A przynajmniej on jakoś dziwnie wolał, żeby nie podchodzili tak blisko. Może to z natury egzorcysty? Chciał ich chronić i tyle.‏
- Ami-chan ale wyrosłaś~! - zaczął szczęśliwy Izaya, przytulając dziewczynę.‏
- Za to ty nie zmieniłeś się nic a nic Izaya-san! - Dziewczyna uśmiechnęła się, trochę różowa na policzkach.
- Ami... Ami... Ami przecież ustaliliśmy to kiedyś~... Jak się mówi? Izaya-kun, prawda~!
- T-Tak... I-Izaya-kun... - dodała niepewnie zarumieniona. Izaya zachichotał, uwielbiał tych wszystkich ludzi, a najzabawniej było jak dziewczyny się rumieniły, choć nie wiedział dlaczego.
- Ale po stroju widać, że spełniłaś swoje marzenie i dołączylaś do zespołu~... - zagadnął, chcąc ją trochę ośmielić.
- Hę... Tak... Niemożliwe, że to pamiętasz Izaya-sa... kun. - poprawiła się szybko.
- Więc może dla nas coś zatańczysz z przyjaciółkami?
- Dla NAS? - zdziwiła się.
- No tak... - Izaya obrócił się i nie zobaczył blondyna... Westchnął więc i wyciągnął go z za wozu, z pod drzewa pod którym stał. - Dla nas~! To mój k... - zawahał się... Jak im powie, że to jego kat, wyjdzie dziwnie, o słowo kochanek obraził by się Shizuo... - Kolega~!‏
     Przyglądał im się w milczeniu, marszcząc brwi. Nie podobał mu się ten rumieniec. Wyglądał, jakby była nim zauroczona, czy coś. Normalnie to już byłaby podstawa do zabicia ich obojga, ale chodziło o Izayę... Co nie zmieniało faktu, że wolałby, żeby się tak nie rumieniła... Izaya nie powinien jej się podobać.
- Witam. - odezwał się, niemal na siłę wyciągnięty przez Izayę. Nie chciał dołączać... - Nazywam się Heiwajima Shizuo. - przedstawił się i zerknął na Izayę. No i po co on go tu ciągnął...?‏
- Matko Shizuś ale ty jesteś formalny~... - westchnął Izaya. - To jest mój dobry stary przyjaciel, pomagał mi gdy byłem chory i to również dzięki niemu udało nam się to tu przywieść~! - Na wieść o tym Stefan prychnął. - A tak, największa jednak w tym jest zasługa Stefana. - Izaya z politowaniem pokręcił głową a koń uśmiechnął się dumny. W tym momencie chyba wszyscy na placu wybuchnęli radosnym śmiechem. Ktoś przyniósł koniu wody i natki marchewek, pietruszek z kuchni, kilku chłopaków rozsiodłało zadowolonego konika i zaczęli oglądać zapasy.
- A jeszcze jedno~! - Uśmiechnął się wesoło brunet i podbiegł do wozu i wyciągnął z niego wielki pęk róż. - Słyszałem, że miałyście występ w pobliskiej wiosce~! Przepraszam, że nie mogłem przyjechać, ale na pewno byłyście niesamowite. - Izaya skłonił się szarmancko po czym wręczył każdej dziewczynie z zespołu po jednym kwiatku.‏
     No to już była przesada... Shizuo w milczeniu obserwował wszystko. Wiedział, że spoczęły na nim ciekawskie spojrzenia, a nie lubił, kiedy ktoś za bardzo naruszał jakieś jego granice. Nie lubił też, kiedy gapiono się na niego jak na okaz w zoo... Do tego Izaya stanowczo przesadził z tymi kwiatami... Są jakieś granice pochlebstwa!
     Cicho wypuścił powietrze przez nos. Właściwie czemu on się denerwował... To były ich zwyczaje, może Izaya tak lubił i nic mu do tego.
- Mogę z tym pomóc. - zaoferował się widząc, że dzik jest najwidoczniej zbyt ciężki do przeniesienia. Gdy chłopak, który chciał go przenieść wraz z kolegą się zgodzili, zwyczajnie uniósł zwierzę jedną ręką i rozejrzał się. - To dokąd?
     Spora część ludzi osłupiała, patrząc na niego. No tak, momentami zapominał, że jego siła nie jest do końca ludzkim zjawiskiem... Jednak denerwowało go takie patrzenie na niego... Nie był małpą ani psem cyrkowym...‏
     Izaya postanowił jakoś ratować sytuację widząc, że w mniemaniu ludzi Shizuo jest bardziej nieludzki niż sam Izaya.
- Ja wiem, że lubisz się chwalić swoją siłą~... - westchnął kręcąc głową. - Ale przestań nią straszyć ludzi~! Nie wszyscy muszą być taką kupą mięśni jak ty~... Oni nie ćwiczą po 16 godzin dziennie tylko pracują....
- Izayaa... - warknął przez zaciśnięte zęby, czując, jak krucha jest jego kontrola. - Ja nie ćwiczę. Ja tak mam. Poza tym nikogo nie straszę, jasne? Chciałem tylko pomóc. - fuknął, jednak żyłka na jego stroni delikatnie zadrgała. Wytykanie mu, jak złym pomysłem była próba pomocy również nie była najlepszym pomysłem. - Więc, gdzie to zanieść? - zwrócił się do jednego z chłopaków, którym próbował pomóc.
- T-tam... - Ten wskazał mu jedną z chat i blondyn bez słowa już ruszył w tamtą stronę.‏
- Ech... - westchnął i pokręcił głową. - Chciałem pomóc~! - krzyknął za nim.‏
- Ja też chciałem. - prychnął cicho i doniósł wieprza do chaty. Położył go na wskazanym miejscu i zawrócił. Został jeszcze drugi, ale może sobie poradzą bez wzbudzania sensacji jego siłą...
- Mógłby pan zanieść też drugiego? - odezwał się błagalny głosik. To jakiś chłopczyk patrzył na niego z fascynacją... Gdzieś z poziomu jego kolan...
- Ta, mógłbym... Jak mi pozwolą... - mruknął bez przekonania.‏
     Izaya dalej był zajęty rozmową z mieszkańcami, żartowali sobie, śmiali i cieszyli w którymś momencie padła propozycja żeby urządzić tańce z okazji ich przyjazdu. W jakiś niezwykły sposób pięć minut po tym komunikacie wszyscy zostali już powiadomieni, instrumenty przyniesione a Izaya usadzony na honorowym miejscu.‏
     Po przeniesieniu kolejnego ciężaru, zadowolony, że miał cokolwiek do roboty, Shizuo wrócił do wozu. Jednak wszyscy już byli czymś zaaferowani i nikt nie raczył go poinformować, o co chodzi. Sam więc ruszył się od miejsca zamieszania i jedyne, co dostrzegł, to instrumenty i zadowolonego Izayę.
     Fajnie, że się bawi. - pomyślał z przekąsem, przystając sobie gdzieś z tyłu. Jedynie popatrzy, co tam się dzieje... Nie był zazdrosny, czy coś, jedynie trochę wkurzony, że nie dość, że tu nie pasował, to musiał czekać, aż wszyscy się nacieszą Izayą, nim wrócą do domu. Wyobrażał sobie raczej, że zostanie wciągnięty w wir jakiejś pracy, ale ludzie tutaj też najwidoczniej woleli rozrywkę... Nie dając mu nic więcej do roboty... Nudziło mu się, to wszystko.‏
     Podczas występu z niewiadomych przyczyn do Izayi przykleiło się kilka dziewczyn przytulając się do niego dyskretnie. Brunetowi to nie przeszkadzało, więc nie interweniował. Pozwalały mu przecież klaskać~! Po zakończonym występie jeszcze raz pogratuował dziewczętom i nawet został prez nie grupowo przytulony, choć nie wiedział, dlaczego.‏
     Shizuo dostawał niemal białej gorączki, widząc, jak intensywnie dziewczyny wtulają się w Izayę. Prawie coś w nim pękło. Prawie. Chyba w ostatniej chwili, niezauważony przez nikogo, bo wszyscy wgapiali się w dziewczyny i Izayę, zawrócił do lasu. Zacisnął dłonie w pięści, w zdenerwowaniu prawie uderzając w najbliższe drzewo. Końcowo jednak przykucnął tylko, by walnąć parę razy w miękką ziemię. To tak nie wyciszało, ale troszkę go uspokoiło. Dlaczego tak bardzo nie mógł przeżyć tego, jak się w niego wtulały? Nie, nie mógł przeżyć było zbyt mocne, bo mógł, tylko... Tylko denerwowało go to. Nie mógł mówić, że to instynkt ochronny, bo jakoś wolałby teraz ukatrupić je razem z Izayą. Ale może to tylko... Tylko... Ciężko mu było powiedzieć, co. Denerwowało go to i tyle! Brunet w ogóle nie zainteresował się, gdzie on był przez ten cały czas. Tak naprawdę kazał mu obiecać, że w razie czego obroni mieszkańców, a nie pilnował nawet, czy Shizuo go kontroluje! Nie obchodziło go to? A może Shizuo teraz sam poszedł... Zrobić coś, czego Izaya by nie chciał? A może wykorzystał ten czas, żeby sobie odejść? To byłaby nawet ciekawa perspektywa. Wrócić do zamku, zabrać swoje rzeczy i odejść. Nie był mu potrzebny, bo w końcu Izaya w razie czego miał siłę, miał obrońców, kogoś po swojej stronie i ludzi, którzy go uszczęśliwiali.
     Prychnął tylko, przystając pod drzewem. Tak czy inaczej, odpocznie tu chwilę, aż tańce, muzyka i inne takie się skończą, bo go denerwowały. A potem pójdzie do wozu i wrócą. Chociaż nie wiedział, po co.
Końcowo jednak odetchnął głęboko parę razy i wrócił wmieszać się w tłum. Jeśli znajdzie pretekst, to zniknie do końca występów. Tak sobie obiecał.‏
     Izaya rozmawiał z dziewczynami dyskretnie rozglądając się wokoło. Nigdzie nie było Shizuo... Co za pierwotniak! A jakby coś się stało? Poza tym... Może on chciał teraz odejść? Pójść dobie gdzieś daleko i olać sprawę z mieszkaniem u Izayi... Nie, tego brunet nie mógłby przeżyć. Pośmiał się chwilę z zespołem cały czas nerwowo rozglądając. W końcu zauważył blond czuprynę. Odetchnął z ulgą i popatrzył prosto w oczy blondyna. Uśmiechnął się lekko chcąc go tu zawołać, ale właśnie w tym momencie jedna z dziewczyn pocałowała go w policzek. To nie było nic wielkiego, ot zwykłe cmoknięcie... Przecież to nic takiego. Chyba że... Shizuo złości się, że wampir jest tak blisko ludzi... Może się martwi że Izaya coś zrobi mieszkańcom? A przynajmniej wampir tak to sobie tłumaczył.‏
     Już prawie podszedł, gdy zobaczył to cmoknięcie w policzek. Nic niezwykłego... Zwykłe, ZWYKŁE cmoknięcie... A mimo to, rzucił im tylko obojętne spojrzenie i poszedł dalej. Nie był zbyt towarzyskim typem, więc nie mieszał się w rozmawiające grupki czy też nie podchodził do samotnych osób. Ot, tak przeszedł, idąc wgłąb wioski. No chyba mu nie zabronią... Chociaż miał przemożną ochotę tam wrócić, szedł przed siebie. W głowie układał scenariusz tego, jak Izaya zabija dziewczynę, a on potem zabija jego. Tak, scenariusz idealny. Przestałby się w końcu nim przejmować... W ogóle myśleć o nim.
     Zacisnął zęby, rozglądając się. Było tu dziwnie pusto, zawiał świeży wiaterek. Przysiadł sobie na ziemi, mając nadzieję, że chłód rozluźni jego mocno rozgrzane z nadmiaru agresji ciało. Załagodzi ogniste dreszcze przesuwające mu się po plecach. I go uspokoi.‏
     Izaya przeprosił uprzejmie dziewczyny i pobiegł za‏ Shizuo. Bał się, że blondyn idzie po miecz i zechce go zabić w środku wioski... Na szczęście blondyn kierował się jak najdalej od świętujących ludzi. Izaya odetchnął z ulgą. - Dobrze, przynajmniej nie będzie świadków. - tłumaczył sobie zachowanie blondyna. Jednak to co zobaczył, Shizuo skulonego na ziemi, nie potrafił wytłumaczyć. Podszedł do niego od tyłu i objął za szyję przytulając się do niego.
- Miecz jest w wozie Shizuś. - mruknął tylko. Był pewien, że blondyn go nie zabrał. Wampiry zawsze wyczuwały święconą wodę, a miecz blondyna był jakby codziennie w niej kąpany, tak bardzo intensywny był jego zapach.‏
     Wzdrygnął się odruchowo, czując jego dotyk. Nie żeby go wcześniej nie wyczuł, przecież Izayę czuł na kilometry. Ale mimo to się wzdrygnął i zabrał jego ręce z siebie, niezbyt brutalnie, ale stanowczo.
- Już mi to mówiłeś. - zauważył. Sam nie wierzył, że udaje mu się utrzymać tak bezbarwny głos. Czy to była prowokacja, żeby go zabił??? Nie. To tak nie wyglądało. - Wracaj, bo zaraz będą cię szukać.‏
- To nie chcesz mnie zabić? - Przekrzywił głowę. - Przecież widzę, że jesteś zły~... Jak nie o to, że spoufalam się z ludźmi to o co~? Poza tym... Przecież wiedziałeś, że będę z nimi rozmawiał, nie boją się mnie... Nic bym im nie zrobił. - obiecał. - Nie musisz się złościć... - mruknął, opierając czoło o ramię blondyna.‏
     Tym sposobem jego idealna wizja Izayi zabijającego dziewczynę z zespołu na oczach wszystkich się rozpadła. Chociaż, jak to mówią, nie porzucaj nadziei... Nie, o czym on w ogóle myślał...
- Ta, wiem, że nic byś im nie zrobił. Więc idź i się baw, bo to przecież na twoją cześć, bez ciebie to pewnie nie ma sensu. Jak już skończą grać spotkamy się przy wozie. - Fakt, że zdenerwowanie mu nie minęło, ale wolał je przemilczeć. Poczeka tu, byleby brunet trzymał się z daleka...‏
- Nie~... - jęknął Izaya, ciągnąc blondyna do ludzi. - Jesteś człowiekiem, masz tę frajdę, że możesz przebywać z ludźmi ile chcesz, a sam udajesz samotnika. To nie fair Shizu... Musisz się uspołeczniać. - Dalej go ciągnął, choć nie używał nadludzkiej siły więc to bardziej on szurał butami po ziemi, ciągnięty przez blondyna.‏
- Nie będę się uspołeczniał. - warknął w końcu. Rzucił mu wściekłe spojrzenie. - Nie udaję samotnika. Po prostu nie chcę tam przebywać. Jasne??? - Nie miał zamiaru patrzeć, jak znów ktoś go obściskuje. Nie miał zamiaru rozwalać imprezy i być potem branym za potwora. Chociażby dlatego, że nie. Był wkurzony i naprawdę był w stanie to zrobić, czy on tego nie widział?! - Idź już. - pospieszył go, zabierając rękę z jego uścisku.‏
- Ale dlaczego tak się złościsz? - krzyknął za odchodzącym blondynem. - Co ci tak nie pasuje, przecież wszyscy starają się być dla ciebie mili... Tylko ty tego nie zauważasz i na nich warczysz, nic dziwnego, że trochę się boją... W końcu jesteś tutaj nowy! Przestań się złościć, co oni ci zrobili?‏
- Nic! - warknął do niego, idąc dalej. Może i by starał się być miły, ale jak do cholery miał się skupić, kiedy Izaya... Zresztą nieważne!!! Nie zamierzał poświęcać temu więcej czasu... Nie zamierzał być... - No cholera! - zaklął, odwracając się. Miał ochotę udowodnić sobie raz na zawsze, że wcale nie jest zazdrosny, że ma całkiem inne powody. - Stój! - zawołał do Izayi, a sam zaczął się do niego szybko zbliżać. Sam nie wiedział, co on do diabła samego robi, ale chyba w ten sposób mógł to raz na zawsze zakończyć, prawda???‏
     Izaya nawet nie drgnął po komendzie Shizuo. Wpatrywał się zdziwiony w zbliżającego się blondyna. O co mogło chodzić?‏
- Nie sądzisz, że są trochę za mili? - warknął, zbliżając się tak bardzo, że aż oparł się czołem o jego czoło. Jednak tego, co chciał zrobić, nie mógł zrobić tak po prostu... Przeklinał za to sam siebie. Cholerny brak zdecydowania, od kiedy on tak w ogóle ma...? - Nie dla mnie! Dla ciebie! - zastrzegł, zanim Izaya zdążył otworzyć usta. - To przekracza jakieś normy! Jesteś wampirem do cholery, nie!?‏
     Izaya patrzył na niego ze zdziwieniem w oczach.
- Od zawsze tacy byli... Wszyscy tacy są~... - wykrztusił w końcu. Delikatnie podniósł ręce i objął blondyna za szyję. Nie wiedział, co innego mógłby zrobić, a mimo wszystko chciał, żeby tak zostali. Żeby Shizuo nie odchodził... Jeszcze tylko mógłby się nie złościć i byłoby wspaniale.‏
- Nie ma "wszyscy". - warknął. Zdziwił się zachowaniem bruneta. Co mu, do cholery... - Wszyscy się tak do ciebie przymilają??? Wszyscy wręcz cię napastują dotykiem??? Wszyscy okazują ci "przyjaźń" pocałunkami w policzek??? A może coś więcej też??? Więc ja ci nie robię żadnej różnicy, nie??? - sarknął, po czym nie dając mu odpowiedzieć pokonał jeszcze tych parę centymetrów, zaczynając go całować. Agresywnie, zaborczo, właściwie bardziej ze złością niż jakimkolwiek innym uczuciem. Objął go, nie dając mu uciec, tak na wszelki wypadek. W końcu mógł, nie? Mógł z nim zrobić wszystko. Najwidoczniej tak samo, jak wszyscy inni. Ale on wcale nie chciał być jednym z tłumu, w tym sęk. Denerwowało go to bardziej, niż cokolwiek innego. W końcu to tylko on miał dostęp do Izayi, czy wszyscy???‏
     Izaya otworzył usta chcąc odpowiedzieć i w tym momencie poczuł jak Shizuo zaczyna go całować. Zmiękły mu nogi, przytulił się bardziej do blondyna, starając się jakoś uspokoić. Cały się trząsł, tak bardzo chciał żeby Shizuo to zrobił a teraz nie mógł wytrzymać z podniecenia. Jego Shizu-chan naprawdę się z nim całuje, tak po prostu. Nie chciał żeby blondyn przestawał, chciał, żeby to trwało jak najdłużej.‏
     Skończył dopiero, gdy jemu samemu zabrakło powietrza. Nie czuł się wiele bardziej uspokojony, ale mętlik w głowie miał tak niepoukładany i wymieszany, że chwilowo nie czuł problemu. No, może poza tym, że mu się podobało, ale nawet o tym w tej chwili nie myślał jak o problemie. Warknął, słysząc czyjeś kroki. To raczej była tylko jedna osoba i nadal dość daleko, ale miał wrażenie, że zaraz przyjdzie i ich nakryje.
- Teraz możesz iść do tych swoich kochanych ludzi. - prychnął, rozluźniając uścisk na jego talii.‏
- Shizu-chan... - zaczął smutno, przytulając się do blondyna. - Powiedz mi tylko... Mam o tym zapomnieć prawda? - Uśmiechnął się gorzko, patrząc blondynowi w oczy. Ale co miał zrobić... Obiecał Shizuo, że wystarczy jedno słowo a będzie udawał, że nic się nie stało. Pewnie teraz Shizuo będzie chciał z tego skorzystać, ukarał go, a teraz sobie pójdzie. Choć Izaya nie wiedział, za co jest "karany" i może nawet było to lepszym wyjściem, bo gdyby się dowiedział postarałby się o częstsze kary... na pewno.‏
- Rób co chcesz. - prychnął dość nerwowo. Odwrócił wzrok. Co on właśnie zrobił...? Nie bardzo rozumiał własne zachowanie. Jednak był zazdrosny...? To, co teraz czuł, chyba można było poniekąd tak nazwać. - I tak nie stanowi różnicy, że to byłem ja, nie? - wyrwało mu się. Wypowiedział to pod wpływem impulsu, nic takiego nie planował... Cholera. - Więc idź i baw się dobrze z kimkolwiek. Poczekam przy wozie. - mruknął na zakończenie. To nie jego wina, że nie panował nad sobą, prawda? Po prostu coś go paliło, nie dając spokoju. Może i później miał żałować, jednak teraz jakoś nie mógł.‏
- A kto inny? - zdziwił się. - Zawsze chciałem, żeby zrobił to Shizu-chan~! Nawet nie wiesz jak bardzo się cieszę~... - Przytulił go szczęśliwy. - Naprawdę nie muszę udawać, że nic się nie stało? - upewnił się. - I zrobisz tak jeszcze kiedyś? - dodał ciszej.‏
- Więc czemu do cholery dajesz się obłapiać tym dziewczynom??? - warknął, odrobinę tylko ściszając głos, by nie krzyczeć. - Nie zrobię. Ale możesz sobie porównać z innymi. Pewnie i tak za dobrze nie całuję. - prychnął z ironicznym rozbawieniem. Naprawdę miał go dosyć. Tak samo jak całego tego dnia, a nawet tygodnia.‏
- Ale ja nikogo innego nie całuję~... - jęknął zdziwiony. - Po prostu ludzie mnie lubią... No Shizuś nie złość się, to nie tak, że użyłem mocy wampira żeby mnie lubili, nie zaczarowałem ich, po prostu są mili... Dobrze wiesz, że kocham ludzi~! - przyznał w końcu. - Ale ciebie kocham w inny sposób...
- Jasne. Przecież ja nic nie sugeruję. - prychnął oschle. - To, że one wręcz na ciebie włażą to też nic. Przecież mnie to nawet nie obchodzi. Możesz już iść. Mówię tylko, że cię nie trzymam. - skończył spokojnie. Już nad sobą względnie panował... A przynajmniej to stłumił.‏
- Jesteś pewien, że nie chcesz ze mną iść, że wolisz poczekać? - upewnił się jeszcze. Miał nadzieję, łudził się, że Shizuo zmieni zdanie i będą się razem dobrze bawić.‏
- Nie. Wolę poczekać w spokoju. - mruknął. Nie potrzebował więcej takich widoków. Już dostatecznie stracił nad sobą panowanie. Zepsuł cały ten cholerny dzień.‏
- Mhm... - Pokiwał głową i cmoknął blondyna w policzek. - Zaraz przyjdę. - obiecał, odbiegając w stronę przyjęcia. Chciał się szybko pożegnać z ludźmi i wmówić im, że mają coś ważnego do załatwienia... Jak mógł być tak głupi i sądzić, że Shizuo będzie chciał się bawić z innymi, nawet nie pomyślał, że blondyn może nie chcieć...‏
     Heiwajima popatrzył za nim, odetchnął i pokręcił głową. Co on narobił... Zepsuł mu całą zabawę, którą ten najwidoczniej mógł się cieszyć raz na bardzo długi czas, tylko dlatego, że coś mu odbiło... No po prostu świetnie...

niedziela, 7 września 2014

Egzorcysta x Wampir - "Inny niż wszystkie" - rozdział 6

Hejooo~! *przegląda rozdział*
Jestem wredna, kolejny jeszcze nie jest zbetowany~... Q.Q""" Wybaczcie mi to... *zasłania się stołem*
To ten~... Nie wiem, co wam powiedzieć, jest niedziela, miałam robić historię a mi się nie chce, miałam się uczyć a mi się nie chce, w ogóle nie  mam pojecia co mówić i o czym pisać, tak więc~... Po prostu to tyle~! X3""
No to są nas dwie~... cóż może tylko podziękuję za wszystkie "awww" pod moim małym tłumaczeniem~!
A no i pogonię szczeniaka do bety nie tylko wampirka ale i prezentu na 100.000 odwiedzin bo już 111.000 się dawno zrobiło a on się obija :C
Enjoy~! 
Enjoy~!


‏
     Heiwajima obudził się rano, całkiem wypoczęty. Chciał się przeciągnąć, ale czuł, że coś trzyma. Nie do końca przytomny postanowił trzymać to coś i przeciągnął się tak, że aż mu coś w kręgosłupie pyknęło. Uśmiechnął się i wtulił w to coś, co, z tego co czuł, przejęło jego ciepło... Miły, mięciutki przedmiot...‏
- Nie wiedziałem, że możesz być taki milusiński z rana~... - Uśmiechnął się Izaya, otwierając oczy i bardziej przytulając blondyna. - Trudno uwierzyć, że ta sama osoba, która nie chce mnie dotykać tak czule tuli mnie już drugą noc z rzędu~! - zagadnął wesoło.‏
- Co? - mruknął cicho, po czym otworzył oczy i odsunął się, puszczając Izayę. Popatrzył na niego, zszokowany. - CO...? Ale... Ja... Ciebie tu nie było, kiedy kładłem się spać. - Zmarszył brwi, próbując sobie przypomnieć czas zanim zasnął. Nie było go.
- Oczywiście, ale pozwoliłeś mi wejść do pokoju i do łóżka, złapałeś mnie i nie chciałeś puścić~! - Uśmiechnął się wesoło. - Jeszcze mnie tuliłeś przez sen~... Miło było. - zachichotał, widząc zszokowanego blondyna.
- Pozwoliłem przez sen! Poza tym, skoro pytałeś o zgodę położenia się ze mną do łóżka to jednak ty tu wlazłeś, ja nie miałem na to wpływu śpiąc. - prychnął. Tak bardzo chciał pozbyć się wszelkich podejrzeń na starcie, że już wolał być niemiłym. - Świetnie, że było ci miło, ale nie sądź, że to coś znaczy, jasne? - zastrzegł jeszcze na końcu.‏
- Oczy~wiście~! - zgodził się, uśmiechnięty. - To chyba oczywiste, nie~? Przecież ci mówiłem, cokolwiek mi zrobisz wystarczy słowo, a będę udawał, że to się nie zdarzyło~... - Nie mógł się powstrzymać i znów wtulił się w blondyna. - To też się nie zdarzyło~... - dorzucił, wtulając nos w szyję blondyna.‏
- Taaa... - mruknął, przeciągając sylabę niedowierzająco. Jednak już więcej nie skomentował. Nawet, gdyby Izaya miał udawać, że to się nie stało, to przecież wiedział, że to się stało... Sam sobie zadawał ból, czy on tego nie wiedział...‏
     Izaya słysząc przyzwolenie blondyna uśmiechnął się szerzej i wtulił policzek w pierś bondyna. Zamruczał z zadowoleniem.
- Mógłbyś mnie jeszcze objąć~... - westchnął leniwie. Cały czas cieszył się bliskością swojego baniaczka z krwią, ale o dziwo nie był wcale głodny... A raczej mógł w pełni zapanować nad swoim głodem.‏
- Serio? Wiesz, że jeśli to zrobię, to jak następnym razem odmówię będzie ci gorzej? - sarknął. - Sądzę, że dobrze o tym wiesz, więc nie proś mnie o takie rzeczy. - westchnął. Jak tak teraz myślał, to dziś przynajmniej mieli co robić... Nie musieli kisić się w domu w wyłącznie swoim towarzystwie... Dobrze. Był tym faktem zadowolony.‏
- Wiesz Shizu-chan, wszystko prędzej czy później się kończy~... Żyję już tyle lat, że nauczyłem się cieszyć z samych chwil i dlatego chcę, żeby każda była jak najprzyjemniejsza, nie ważne, że potem trochę zaboli, przytul mnie, co~? Mamy jeszcze trochę czasu zanim pojedziemy do wioski. Chyba pozwolisz mi w tym czasie się sobą nacieszyć, prawda~?‏
- Zobaczysz, że jeśli faktycznie coś do mnie czujesz, to zaboli. - burknął i go objął. No cóż, mógł to uznać za formę dawania brunetowi nauczki... Wolał, żeby ten się nauczył, że nie powinien prosić o takie rzeczy. Bo jeszcze by mu nie odmówił. I co wtedy? No właśnie... Co wtedy. On sam chciał dać mu trochę przyjemności, bo uważał, że Izayi też należy się coś od życia... Życia po życiu, ale zawsze... Ale mimo to nie chciał robić mu nadziei. Bo nic do niego nie czuł w takim sensie.‏
- Puki co jest wspaniale~... - zamruczał uszczęśliwiony. - Powiem ci, jak coś się zmieni w tej materii. - obiecał.‏
- Mhm. - mruknął cicho. Już wolał się nie odzywać. Da mu chwilę pożyć w takiej iluzji, skoro mu zależało... Przyciągnął go bliżej siebie, wtulając go w swój tors. I tak nie mógł teraz myśleć o niczym innym, jak o maskowanym smutku Izayi, kiedy następnym razem go odtrąci. Wkurzające... Jakoś nie mógł przejść obojętnie, gdy ten był smutny...‏
     Izaya leżał sobie, ciesząc się ciepłem blondyna, jego obecnością, zapachem, dotykiem. Cieszył się z tego, że Shizuo go objął, naprawdę on sobie nie wyobrażał nic lepszego na tym świecie. - Szkoda, że mnie nie kochasz~... Moglibyśmy tak wtedy leżeć codziennie~! - westchnął szczęśliwy. - I robić też inne fajne~ rzeczy.‏
- Bo cię puszczę. - zagroził. Orihara najwidoczniej odpłynął za daleko... - Mówiłem, że od razu będzisz wyobrażał sobie za dużo... - dodał. Nie chciał go zasmucać, ale to chyba faktycznie zaszło za daleko... Mógł go nie przytulać...‏
- Nie, nie to tylko takie moje gdybanie~... Tak jak jest jest cudownie Shizu-chan~! - Uśmiechnął się wesoło, mocniej przytulając blondyna. Musiał się nim nacieszyć, póki mógł.‏
- Jasne. - sarknął. To jego gdybanie oczywiście mogło przerodzić się w jakieś jego marzenia, na które będzie czekał... Wolałby jednak, żeby to nie doszło do skutku. Poluzował lekko uścisk. Może lepiej było, jak nie był tak blisko...‏
- Nie! - zaprotestował jak dzieciak, kurczowo łapiąc blondyna. - Jeszcze trochę~... - prosił jak dzieciak, ale jeśli miało to odnieść pożądany skutek, to mógł spróbować.‏
- Nie nudzi ci się...? - mruknął, jednak został tak, jak był. Mógł tak zostać... Choć nadal uważał, że to niezbyt dobry pomysł...‏
- Oi... Przepraszam Shizu-chan, nudzisz się~? - zapytał, niechętnie się od niego odrywając... Chociaż nadal pozostał blisko, żeby w razie odpowiedzi "nie" szybko wczepić się w blondyna.‏
- Nie, mogę tak siedzieć, nie robi mi to różnicy. Pytałem, czy tobie nie jest tak nudno. - westchnął. Tak, trochę mu się nudziło, ale niech się nacieszy, bo to i tak był ostatni raz...‏
- Yay~! - Uradowany Izaya szybko wtulił się w blondyna. - Nigdy mi się nie znudzi Shizu-chan~!‏
- Dziś idziemy do wioski zawieźć zapasy, więc może lepiej, jak jednak znudzi ci się jeszcze dziś. - parsknął. Dziwnie mu było tak go przytulać... Dziwne było, że w ogóle pozwala komuś być tak blisko... Naprawdę dziwne. Czuł się z tym nieswojo... Z drugim ciałem obok siebie. Nikogo nie przytulał od... nawet nie pamiętał, kiedy. Bo nikogo nie miał. I tyle...‏
- Przecież zawsze mogę cię przytulić wieczorem, prawda~? - Uśmiechnął się słodko, spoglądając na blondyna. Starał się złowić coś w jego oczach, nie wiedział jeszcze co to dokładnie ma być, ale chciał to zobaczyć.‏
- Wieczorem...? Nie mówiłem, że od teraz możesz się tak bezkarnie wtulać za każdym razem... - Starał się unikać jego wzroku, jednocześnie nie pokazując, że go unika. Nie mógł odmówić patrząc mu w oczy, jakoś po prostu nie chciał widzieć w nich smutku, więc odwracał wzrok tak na wszelki wypadek. - Mówiłem, że odmówię. - dodał ciszej. Tak jak myślał, jemu samemu na im więcej się zgadzał tym potem było ciężej spojrzeć w oczy... To ostatni raz. Więcej nie dojdzie do takiej trudnej sytuacji. Niech on o tym zapomni.‏
- Dobrze~... Mimo wszystko lubię się łudzić, że się jednak zgodzisz~! - zachichotał. - Co powiesz na śniadanie~?‏
- Łudzić. Dobre słowo. - westchnął. Łatwo poszło, ale wciąż nie chciał spojrzeć mu w oczy... Zamknął powieki i ułożył wygodniej głowę. - Ta, śniadanie. Potem coś zjem. Znajdę sobe, czy coś. A ty chyba powinieneś nakarmić koty... - dodał, słysząc miałczenie gdzieś w oddali.‏
- Nie musisz daleko szukać, zostało jeszcze sporo dzika~! - powiadomił blondyna. - Mogę dać co gorsze kawałki kotom~?‏
- Byłbym wredny i powiedział, że Hibiya nie dostanie... Ale weź je nakarm, żeby przynajmniej były cicho... - wymruczał. Puścił go, czekajac, aż sobie pójdzie do kotów. - Ja i tak upiekę drugiego, bo sam go przecież potem nie przejem.‏
- Dobrze~! Prześpij się jeszcze Shizuś, musisz solidnie wypocząć po takich ubytkach w krwi~... - Uśmiechnął się smutno i pogłaskał blondyna po głowie. Wstał z niego i przykrył szczelnie kołdrą.‏
- Nie potrzebuję, nie regeneruję się jak zwykli ludzie. Już jest ze mną wszystko w porządku. - Wzruszył ramionami. Jednak jeszcze nie wstawał. - Za dziesięć minut się podniosę. - Zdjął z siebie kołdrę, żeby nie zasnąć znowu. Pogłaskania po włosach nie skomentował, po prostu leżał dalej. Jeszcze chwilka przyjemnego wylegiwania się i weźmie się za tamtego dzika.‏
- Dobrze, w takim razie odpoczywaj w spokoju~! - Uśmiechnął się i wyszedł. Wesoło podskakując zbiegł po schodach, potarabanił pustymi miskami w kuchni i poszedł po tego wczorajszego dzika. Wybrał kotom śniadanie. - Shizuś nie zobaczy~... - Uśmiechnął się, dodając kotom lepszego mięska. Ze śniadaniem wyszedł na dwór i postawił przed czekającymi już na niego przyjaciółmi. Zachichotał wesoło i przykucnął, patrząc na szczęśliwie pałaszującego przysmaki Psyche. Hibiya na początku nie był tak ufny, ale ostatecznie przekonał sie do śniadania i również je zjadał.‏
     Heiwajima przeciągnął się na łóżku i rozejrzał leniwie. Takich początków dnia nienawidził... Szczerze nienawidził...
- Co za upierdliwy dzień. - mruknął pod nosem i zwlekł się z łóżka. Ubrał się dokładnie i podszedł do swojego tobołka. Jego spojrzenie padło na miecz leżący niedaleko. Taa, do czego on mu się teraz będzie przydawał...?
     Zabrał się, zszedł na dół, umył ręce i wyszedł na dwór. Pierwsze co, to chciał upiec drugiego dzika... Musiał więc ułożyć i podpalić stos.‏
- Hahaha... Nie, prze-przestańcie~! - Izaya śmiał się w najlepsze, łaskotany przez koty. - Nie, nie nie ma mowy, nie powiem wam, hahaha~! To tajemnica Shizu-chana!!! Nie mogę dać wam więcej mięska ni-hahahaha~!!!‏
     Zatrzymał się, patrząc na dziwne łaskotki w wykonaniu kotów. No cóż... Ciężko było nie zacząć się śmiać. Więc zaczął. Śmiał się tak głośno, aż rozbolał go brzuch. Czegoś takiego jeszcze nie widział... Aż zabrakło mu słów, żeby się odezwać.‏
- C-co się śmie... Hahaha śmiejesz? Pp-pomóż mi!!! Hahaha!!!‏
- Pfhahahaha, wiesz... jak to wygląda!? - roześmiał się znów i złapał za brzuch, jednak podszedł i zabrał Psyche, śmiejąc się. - Ooo, panicz Hibiya bawi sięw ten sposób? - zakpił, opanowywując śmiech. - Jak to wygląda... - Pokręcił głową z rozbawieniem.‏
     Oburzony Hibiya prychnął, odsuwając się od leżącego na zmieni bruneta.
- Dzie-dzięki Shizu-chan... - wysapał Izaya, uspokajając się.‏
- Nie ma sprawy... O co wy tak zawzięcie go szantarzujecie, co...? - spytał Psyche, zerkając na pyszczek kotka. Dotknął nosem jego noska. Niesamowite, żadne zwierzę przedtem mu na to nie pozwalało... Aż całkiem go to pochłonęło. Kot od niego nie uciekał...‏
- Zawzięcie bronię twojego dzika... - wyjaśnił, próbując wstać. - A ty i tak wolisz kota! - udał, że mu wypomina. Nie miał tego za złe Shizuo, cieszył się gdy blondyn się cieszył, ale lubił też czasem się z nim podrażnić.‏
- Kot mnie nie napastuje. - prychnął z rozbawieniem. - Kot pozwala napastować siebie. A dzik... No jak nawet Hibiya zniżył się do torturowania ciebie... A może nie powinienem nagradzać was za męczenie Izayi? - zwrócił się do białego kotka. - Raczej nie, co nie...? No to więc nie dostaniecie więcej... Trudno się mówi... - Uśmiechnął się lekko i odsunął poza zasięg kocich pazurków. A nóż postanowią się zemścić...‏
- Za to mnie napastuje! - fuknął. - A Hibiya bardzo lubi torturować innych, to nie jest zniżanie się~...‏
- Zniżył się do łaskotek, to nie tortury. - prychnął, nadal rozbawiony. - Dam wam więcej jedzenia, ale w zamian będę miał jedno życzenie w dowolnej chwili. - mruknął. Koniec gadania z kotami, to się robiło schizowe... Już rozumiał, czemu Izaya to robił. Wydawało się, że one faktycznie słuchają... - Idę po jeszcze kawałek mięsa, zaraz wrócę... - dodał, tym razem do bruneta, odkłądając zwierzaka na ziemię.‏
- Jakie życzenie Shizu-chan~? - Izaya z ciekawością ruszył za blondynem. Postanowił mu nie odpuszczać dopóki ten nie odpowie. - No jakie, jakie powiedz mi~...‏
- Takie na wszelki wypadek. - odpowiedział dość tajemniczo. - Jakbym czegoś nagle potrzeował, a one nie chciały słuchać, to im wypomnę, że mają u mnie dług. - Wzruszył ramionami i szedł dalej, aż do spiżarni. W końcu wyjął sztylet i odkroił kawałek dobrego mięsa. - Tyle im starczy, nie...?‏
- Pewnie~! A nie chciałbyś nakarmić też mnie~...? - zaproponował.‏
- Hmm? Ciebie? - Popatrzył na sztylet i na Izayę w zamyśleniu. Serio myślał, że po wczoraj mu starczy... W końcu to była jego krew i krew dwóch dzików... - Dobra... Może być... Ale dzisiaj niedużo. Jak się nie powstrzymasz, więcej nie dam ci się napić, jasne? - zastrzegł, zastanawiając się, skąd właściwie dać mu się napić.‏
- Naprawdę byś mi dał? - Spojrzał na niego zdziwiony... W końcu powinien być zły o wczoraj... - Chodź, damy kotom jeść i pogadamy, już słyszę jak miałczą~! - Usmiechnął się zmieniając temat i pociągnął blondyna do wyjścia.‏
- Zmieniłeś temat. - westchnął. Sądził, że jest tak głupi, że da się nabrać...? - To był taki test, tak? Serio, Izaya, nie proś o coś, jak nie chcesz naprawdę tego dostać... - pouczył go. Przystanął koło kotów i pokroił mięso na kawałki. - Smacznego.‏
- Shizu-chan ale ja zawsze jestem głodny~! Nie mam zamiaru na tobie żerować, najwyżej poproszę cię o krew jakiegoś zwierzaka jak już się będę słaniał na nogach, ale na razie mam sporo energii~! Co nie zmienia faktu, że jestem głodny~... - westchnął. - A sobie nie wziąłeś śniadania? - zagadnął.‏
- To powiedz, jak będziesz miał mało sił. - uciął. W końcu po co miał się kłócić... - Nie, nie wziąłem sobie, na razie nie muszę jeść. Nie chce mi się. Za to trzeba upiec tego drugiego zanim pójdziemy do tej twojej wioski, więc muszę rozpalić ognisko... - Schował sztylet z zamiarem późniejszego umycia go.‏
- Nie Shizu-chan, musisz regularnie jeść~... i zadbać o siebie. - zaprotestował, tupiąc nogą. - Proszę...? - dodał widząc, że pierwsza metoda nie skutkuje.‏
- Nie mam ochoty. - Zmarszczył nos. Przyzwyczaił się do stosunkowo nieregularnych posiłków i tak co parę dni odechciewało mu się jeść, albo chciało bardziej... - Dbam o siebie, więc nie ma powodu do narzekań. - zbył jego prośby. Zaczął układać stosik na miejscu na palenisko.‏
     Izaya za to westchnął i ruszył w stronę ogródka. Wmusi w Shizuo chociaż kilka marchewek, pomidora i sałatę, musi spróbować... chociaż tyle. Wrócił do blondyna.
- A co powiesz na sałatkę~? - spojrzał prosząco na Shzuo.‏
- Sałatkę? - Spojrzał na niego, zdziwiony. Od tak dawna nie jadł sałatki, że za dziwne uznał samą propozycję... - Możesz zrobić... Ewentualnie nie zjem, więc nie rób dużo...‏
- Dobrze~! - Izaya uśmiechnął się i wesoło podbiegł do kucajacego blondyna, nachylił się, cmoknął go lekko w policzek i uśmiechnął się szerzej. - Zaraz będzie~! - Po czym jak gdyby nigdy nic poszedł do kuchni. Planował pójść jeszcze po mleko Matyldy. - A może do sałatki dodać jeszcze białego sera? - Podrapał się po głowie. - Chociaż Shizuś woli mleko...‏
- Co to miało być... - mruknął do siebie, próbując podpalić ognisko. Brunet naprawdę na zbyt wiele sobie pozwalał... - Dobra, nie myślę o tym. - westchnął, próbując się uspokoić i w końcu rozniecić ogień. Prawie się udało. Przeszkadzał mu tylko biały futrzak łaszący się do jego nogi... - Psyche, to przeszkadza... Nie ma więcej mięsa i koniec.‏
     Izaya dumny ze swojego sałatkowego dzieła odstawił je na stolik i wziął wiaderko. Radośnie wybiegł z domu. Liczył, że znajdzie Matyldę gdy będzie przechodził z obory na pastwisko. Jego krowia przyjaciółka była tak nauczona, żeby codziennie o tej samej porze wychodzić się paść. Izaya wziął ze stołu sałatkę, dobrał talerz i widelec. Postanowił zahaczyć o altankę koło wędzarni i zaproponować blondynowi, żeby tam zjadł.‏
     Shizuo pilnował ognia i głaskał kota, wpatrując się w płomienie. Zamyślił się tak głęboko, że nie słyszał, co się dookoła dzieje...‏
- Shizuś~!!! - Izaya wrzasnął mu do ucha. Na wcześniejsze słowa nie reagował, może teraz wreszcie się ocknie.‏
- CO?! - Podskoczył w miejscu, z zaskoczenia szczypiąc Psyche w miękkie ciałko. Ten syknął i skończyło się na drapnięciu Heiwajimy do krwi. - Swędzi... - burknął niezadowolony, patrząc na swoją dłoń. - Czego? - zwrócił się nieuprzejmie do bruneta. - Nie trzeba było tak krzyczeć...‏
- Jak mówiłem normalnie to mnie nie słuchałeś. - Wydął usta w podkówkę. - Masz sałatkę na stole~... - powiadomił go, chwytając rękę blondyna, odruchowo chcąc wylizać zadrapane miejsce.‏
- Dzięki. Poza tym... - Odchrząknął i lekko acz zdecydowanie zabrał rękę. - Ja wiem, że ci posmakowało, ale już i tak mam mocno odrapaną rękę i wolałbym, żeby nic już jej nie dotykało. - Otarł ją niedbale o spodnie. - Koniec. Pójdę spróbować, jak już upewnię się, że nie zgaśnie. - Wskazał na ognisko.‏
- Ale... - Izaya chciał zaprotestować, ale jego mała przekąska została wytarta w spodnie. - Nie ugryzłbym... - zaczął smutno. - Tylko polizał~...‏
- Nie, bo jeszcze się przyzwyczaisz. - uciął stanowczo. - A teraz idź, gdzie tam chciałeś iść, mamy jeszcze dużo do zrobienia... - mruknął, powoli oczyszczając umysł ze zbędnych myśli. Na chwilę, tak żeby mieć jasność umysłu jak wróci do swoich rozmyślań...‏
- Dobrze~... - odpowiedział smutno i zabrawszy wiaderko ruszył na pastwisko. Chciał być tylko miły... Co Shizuo widział złego w tym, że by oblizał... Tak się zmarnowało... - Przerwałem mu jak myślał o czymś ważnym? - zastanawiał się, idąc w kierunku krasuli.‏
     No i znowu go zasmucił... Nie wiedział sam, jak on to robi...

czwartek, 4 września 2014

Shizuo x Izaya- Słodkie przytulanki

Hejo~!!! Dzisiaj coś niezwykłego... mini-dj tłumaczony z.... japońskiego - przeze mnie (Kiasarin) co jest dość niezwykłe więc jestem ciekawa jak to przyjmiecie....
Organizacyjnie jeszcze powiem, że przez wakacje napisałyśmy kilka rzeczy "ekstra" i teraz w czasie szkoły staramy się o to by uzupełniać zapasy. Obie jeszcze nie do końca się ogarniamy szkołę po tej 2 miesięcznej przerwie, więc mamy dość mało czasu. Jednak staram się nas obu pilnować z terminem i notką co 3-4 dni. 
 Uwaga! Tłumaczenie bezpośrednio z języka japońskiego. Dodatkowo część z tego była pisana tzw. Slangiem internetowym + autorka pisała odręcznie, co również przysparzało problemów z odczytaniem niektórych znaków. Dlatego czytając tego słodziaka poniżej pamiętajcie, że jest to LUŹNE tłumaczenie, a nie takie "słowo w słowo" Dodatkowo trzecia kwestia od końca miała "san" czyli 3, niestety "3 znaki/sylaby" nie pasują po polsku, więc zmieniłam na "1 słowo".
Mam nadzieję, że spodoba wam się ten słodki mini komiks, bo mnie zauroczył =w=
Ekhm. - Daję rozmiar oryginalny, choć wychodzi troszkę poza obszar samej notki... ale tylko poduszka, więc nic nie ucina ważnego. Liczę, że wtedy wszyscy dadzą radę przeczytać bez problemów. Plik jest w ".png" tym razem, więc jeśli ktoś chciałby ściągnąć raczej nie powinno się bardzo rozmazywać.

Autor: Niestety nieznany, jeśli ktoś wie czyja to praca proszę o podanie imienia/pseudonimu etc.
Tłumaczenie: Kiasarin (nietypowo XD)
Korekta: Inu-chan
Edycja: Kiasarin

Pamiętajcie o zostawieniu swojej opinii ;3 Jestem szczególnie ciekawa, bo to pierwsza moja publikowana praca tego typu~! ;]

poniedziałek, 1 września 2014

Egzorcysta x Wampir - "Inny niż wszystkie" - rozdział 5

Ohayoooo~... *rozkłada się na biurku i ulatuje z niej duszek*
Witajcie pierwszego września~... Pierwszy dzień szkoły, pierwszy dzień miesiąca, któraśtam miesięcznica bloga i jeszcze kilka okazji się znajdzie~... No więc należy wam się notka~! *sama się cieszy na notkę, chociaż może tego nie widać*
Nie macie pojęcia jak uwielbiam to opowiadanie, więc cieszę się, że i wy je polubiliście i że komuś może umilić ten (jakby nie było troszkę żałobny) dzień~! (No chyba, że tylko dla mnie szkoła jest złem koniecznym~...)
*zwala postać Shizusia łażącą po ekranie* Co ja jeszcze miałam~... Ach, tak~!
Chciałam bardzo, bardzo podziękować ~Shade, ponieważ natchnęłaś mnie do pracy i przywróciłaś ostatecznie wiarę w PB, o którym prawie znów zapomniałam~! (Moje odrzucone dziecko... Q.Q *tuli porzucony szkic*) Mam zamiar bardzo się postarać i nakierować wena na myślenie nad tym~... Więc nie ma powodów, by wpadać w depresję~! >w< Nie wiem kiedy dokładnie będzie, ale będzie~!
Umm, a teraz już miłego czytania kochani~...
Nie tragizuj mi tak z tym dniem żałoby X.x może niektórzy się cieszą? Ja na przykład jakoś szczególnie smutna nie jestem~... Um co by tu jeszcze.... a tak miałam wam napisać "specjala" na 1 września... ale zgubiłam pewien bardzo ważny element (fragment książki ze wzmianką o rzeczy kluczowej w tym ficku) cóż... książka z biblioteki może jeszcze ją kiedyś dorwę~... a na razie cieszcie się (mam nadzieję) z "Inny niż wszystkie"
*scroll'uje myszką przez notkę* matko to 5 rozdział a my tak blisko poczatku X.x Widać faktycznie zapowiada się spore opowiadanie więc...
Enjoy~!
Enjoy~!




‏
    Heiwajima ze złością walnął w ogromny pień drzewa przed sobą, a ono zachwiało się pod wpływem uderzenia. W pniu zostało ogromne wgniecenie. Walnął jeszcze raz, uderzał tak długo, aż pień wielowiekowego drzewa cały dookoła był powgniatany, a jego knykcie już mocno krwawiły. Oparł się czołem o jedno z wgnieceń i prychnął. Dyszał ciężko z wysiłku, ale przynajmniej nie miał siły na więcej tak spektakularnych ciosów.
     Za sobą usłyszał wściekłe kwiknięcie, czy coś w te gusta. Odwrócił się akurat w porę, by zobaczyć wściekłego dzika biegnącego w jego stronę. Za wiele nie myśląc wyjął sztylet i zranił zwierzę, a gdy to zatrzymało się, dobił je jak najszybciej. Nie miał jakoś szczególnych wyrzutów sumienia. Miał za to kolację.
     Uniósł zwierzę i zawrócił do dworku. Już był spokojny. A przynajmniej dużo spokojniejszy. Nie rozmyślał na tematy, o których nie chciał myśleć, zajął się mechanicznymi czynnościami.‏
     Izaya poczuł krew... Dużo krwi zwierzęcia, chyba dzika i o wiele słodszy aromat... Shizuo? Szybko wybiegł z pokoju pozostawiając poduszkę na łóżku,
- Shizuo! - Nie wierzył, nikt przecież nie mógł zabrać jego Shizuo, blondynowi nigdy nie powinno się nic stać obiecał to sobie!‏
- No co? - spytał spokojnie z kuchni. Miał nadzieję, że brunet nie obrazi się, że położył dzika na stole. Szukał czegoś do oprawienia go ze skóry, czy coś w ten deseń... Choć może powinien najpierw odczekać, aż krew spłynie... Ale po co, w końcu krew było lepiej oddać Izayi, nie? - Przyniosłem kolację, ale chyba masz pierwszeństwo. - stwierdził, wyjmując jakiś duży nóż. Może faktycznie lepiej, jak użyje swojego sztyletu...‏
- Jak dobrze~... - westchnął Izaya, wbiegając do kuchni i chcąc zobaczyć blondyna. Zatrzymał się gwałtownie, gdy zobaczył dzika z którego wyciekała krew... Ale nie, to na pewno nie zwierzak tak pięknie pachniał. Izaya zaczął obwąchiwać całe pomieszczenie, a w końcu samego blondyna. - Shizuś przyznaj, zraniłeś się... Gdzie? - Wiedział, że w jego oczach szalała rządza ale... To było od niego niezależne... Niedawno pił i to sporo, miał nawet siłę, ale ta krew pachniała nieziemsko.‏
- Ręce. Ale ty masz dzika na kolację. - zastrzegł na wszelki wypadek. - Ja też zresztą. Pij lepiej, zanim się za niego zabiorę. - Wyjął zakrwawiony sztylet i porównał go do noża. Sztylet był ostrzejszy... - Ta, jednak sztylet. - mruknął do siebie, odkładając nóż.‏
     Izaya kiwnął głową na znak, że zrozumiał i szybko wypił krew z martwego zwierzaka... Nie była nawet w jednej setnej tak dobra jak ta Shizuo, ale co miał zrobić? Zostawił dzikowi tyle krwi, żeby Shizuo mógł zjeść mięso a nie wióry z dzika i popatrzył na niego prosząco. - Shizu-chan pokaż ręce...‏
- Mam obie, nic nie straciłem. - Pomachał od niego obiema i trzymając sztylet, podszedł do dzika, unosząc go. - Lepiej jak oporządzę go na podwórku, jak sądzisz?‏
- A...- Izaya spuścił wzrok patrząc się w podłogę i bawiąc swoimi palcami. - A może... Nie miałbyś... Nic przeciwko... Gdybym... - Spuścił głowę jeszcze niżej. - Opatrzył ci te ręce...?‏
- Bandarze utrudniają poruszanie dłońmi, poza tym nie mógłbym pracować tak, żeby ich nie zabrudzić. Nie ma takiej potrzeby. - Wzruszył ramionami. - Za góra tydzień powinny sie już normalnie goić. Chyba faktycznie pójdę z nim na podwórko. - Odpowiedział sam sobie, wynosząc swoją zdobycz na zewnątrz.‏
- A chociaż wylizać... - mruknął jeszcze, zanim Shizuo opuścił progi kuchni.‏
- Nie, to są brudne rany. - odparł jeszcze zanim drzwi same się domknęły. Znalazł sobie jakiś w miarę wygodny kamień i położył przed sobą zwierzę. Zabrał się za jego oporządzanie. To była długa i satysfakcjonująca praca, więc mu się podobało. Przydałoby się jeszcze zrobić ognisko, ale nie miał pojęcia, czy Izaya jakoś mu pomoże, więc na wszelki wypadek zaplanował już sobie, że rozpali je później. Wiedział, gdzie leży dużo suchych gałęzi, więc to nie był problem.‏
- Tym bardziej trzeba odkazić. - stwierdził Izaya i zabrał z kuchni bandaż i wodę. W razie czego... ponoć ślina wampirów dobrze odkaża rany. - W końcu się przydasz do czegoś moja wampirza formo~! - stwierdził, wychodząc z domu.‏
- Przyszedłeś pomóc? - mruknął, zanim zdążył to przemyśleć. Nie, żeby to mu się nie podobało. Mówienie bez namysłu było przyjemne. Nie podnosił oczu znad swojej pracy. Chciał zjeść go jeszcze na kolację, a potem najwyżej resztę odda wieśniakom, bo sam tyle by tego nie zjadł...‏
- Mniej więcej... - westchnął widząc, że Shizuo nic sobie nie robi ze swoich ran. - Zdajesz sobie sprawę, że może się wdać zakażenie? Musisz umyć ręce. - stwierdził.‏
- Taa, zrobię to, ale najpierw daj mi je porządnie wybrudzić. Jak chcesz pomóc, możesz rozpalić ognisko, co ty na to? Nie musisz, tak tylko pytam. - dodał. W końcu zawsze mógł zrobić to sam.‏
- Dobrze, ale potem masz mi pozwolić dokładnie odkazić ci ręce~! - stwierdził pewnie i ruszył w stronę altanki z drewnem. - Wiesz gdzie jest wędzarnia, prawda? - upewnił się tylko.‏
- Wędzarnia? O niczym takim nie wiem. - To by mu oszczędziło konieczności stawiania rusztu, tak w sumie, więc był odrobinę zaciekawiony... A odkażania nie skomentował. To było nadopiekuńcze... Radził sobie tyle razy, dlaczego teraz miałby nie dać sobie rady?‏
- Nom.... zaraz ci pokarzę~! - Uśmiechnął się wesoło. W sumie wędzarnia była niedaleko, ale... Shizuo mógł poczekać i pójść tam z nim, jeszcze by się zgubił... Brunet szybko zabrał drewno i ułożył je na palenisku. Stał chwilę i przyglądał się wojemu dziełu ze skonsternowaną miną, po czym, najwidoczniej uzna,ł że wszystko jest w porządku, bo podpalił stos.‏
- Zaraz ci zgaśnie. Popilnuj go przez chwilę... - mruknął, widząc, że Izaya już jakby się zbierał do zaprowadzenia go. Jaki on był niecierpliwy... Najważniejsze przecież teraz było wykonać pracę...‏
- Przecież pilnuję~! Ogień ładnie się pali drewno trzaska a ruszt jest czyściutki jak łza~! Możesz nabijać tego wieprzka~...- Uśmiechnął się, uspokajając blondyna.‏
- Chwilę. - Skórę już zdjął, teraz tylko... - Możesz wsadzić ruszt w ogień na chwilę? - Wbił sztylet w brzuch dzika i rozpruł go, wyciągając środek. Tego nie potrzebował... Jeszcze tylko to i będzie mógł go piec.‏
- Do~brze~! - Izaya naprawdę cieszył się, że Shizuo nie jest już zły... Jednak mimo wszystko postanowił, że nie będzie więcej insynuował, że blondyn ma chcicę... Może bo był dla niego jakiś drażliwy temat? Albo usilnie starał się zachować czystość jako ksiądz... Mimo, że celibat nie był przestrzegany przez większość klechów.‏
- Fu. - Spróbował strząsnąć z dłoni resztki tego, czym się ubabrał, choć nie do końca wyszło. Zmarszczył nos i westchnął. Trudno... Wziął ruszt od Izayi i nabił dzika porządnie, po czym ustawił go nad ogniem na widełkach i usiadł obok, żeby powoli nim obracać. Miał zamiar umyć ręce, tylko na razie nie chciało mu się wstawać...‏
- Teraz pozwolisz mi się opatrzyć? - spytał, przynosząc kubełek z czystą wodą i ścierkę. Miał też bandaże.‏
- Jak bardzo ci zależy. - westchnął. - Ale mydło też przyniosłeś, prawda...? Mam tłuste ręce. - Zerknął na dosłownie uświnione dłonie.‏
- Jasne Shizu-chan. Proszę~... - Uśmiechnął się wesoło podając blondynowi to o co poprosił. - A potem masz mi pozwolić opatrzyć sobie ręce! - zażądał. - Nie wytrzymam w jednym domu z kimś, kto tak smakowicie krwawi... - westchnął.‏
- Tak, tak, rozumiem. - Umył ręce i porządnie je wytarł. No cóz, nadal wyglądało, jakby krwawiły, ale też powoli zasklepiały się rany, jak na jego punkt widzenia...‏
- Coś ty robił?- westchnął Izaya patrząc na rany. - Boksowałeś się z drzewem?‏
- Nie. - uciął krótko. Nie miał zamiaru mu o tym opowiadać. To chyba oczywiste, że się rozładowywał, prawda? W końcu był wściekły...‏
- Dobrze... A jak jutro spotkam jakieś powalone drzewko to mam rozumieć, że to robota tego oto dzika~? - Wskazał na piekące się mięsko. - A ty jako dobry człowiek postanowiłeś uratować ten okaz natury przed stratowaniem go przez zwierza~? - Zachichotał i złapał Shizuo za ręce, znów umieszczając je w wiadrze.‏
- Tsh, bardzo możliwe. - Uśmiechnął się lekko. Taka zmiana tematu w żart nawet mu się podobała... - Jak sądzisz, mieszkańcy wioski się ucieszą jak im zaniosę tego wieprza, nie? - zmienił temat.‏
- Jasne‏ Shizu-chan~! Ale najpierw ty się najedz do syta, dobrze~? - zaproponował wesoło.
- Nie przejem przecież wszystkiego. Zresztą, o mnie się nie martw. - Wzruszył ramionami. W sumie to dzik był dość duży... Ale może by złapał jeszcze jednego...? - Może by pójść na polowanie... - mruknął pod nosem, zamyślony. W ten sposób więcej osób by się najadło, a on miałby co robić...‏
- Shizu-chan przestań snuć swoje wielkie plany, zajmij się czymś bardziej przyziemnym~! Na przykład mną, co ty na to~? - Uśmiechnął się zaczepnie wskazując na siebie palcem. - Pomóż mi opatrywać siebie i przestań zaciskać rekę w pięść~! - Zachichotał, widząc skołowaną minę blondyna.‏
- Tsh, ja nie... Dobra, ale nie widzę problemu... Samo przemycie wystarczyło, mówiłem, że bandaże przeszkadzają w pracy. - Zmarszczył brwi. - Niby jak mam ci pomóc? - zainteresował się. Mógłby sam się opatrzyć, ale widocznie Izaya wyobrażał sobie opatrywanie inaczej, niż on...‏
- Po prostu rozprostuj palce~! - zachichotał, łapiąc zaciśniętą dłoń blondyna w swoje łapki i starając się ją otworzyć. - Coś tam urywasz czy co~?‏
- Nie... - mruknął niechętnie, prostując swobodnie palce. - Coś jeszcze?
- Nie bój się i nie wyrywaj, to wystarczy~! - mruknął i podniósł rekę do swoich ust. Przejechał językiem po kłykciach blondyna, spijając lekko rozwodnioną, ale pyszną krew. - No co, trzeba odkazić~! - Uśmiechnął się niewinnie.‏
- Ja się nie boję. - prychnął i spokojnie czekał, aż odkazi ranę. - Nie smakuje ci tym wieprzem...? - Skrzywił się.‏
- Nie ważne. - mruknął, dalej uparcie liżąc ranę. Było mu z tym źle, znów wykorzystuje blondyna i pewnie jeszcze Shizuo złości się, że znalazł sobie pijawkę żerującą na jego krwi... - Przepraszam Shizuo, obiecałem sobie cię nie gryźć, ale... Po prostu żal mi marnować coś tak pysznego, rozumiesz, prawda~?‏
- Nie ma sprawy. Mówiłem, że mogę cię karmić, o ile nie będę na to za słaby. I o ile nie przesadzisz. A skoro to ma odkazić ranę, to czemu nie. - westchnął. Niewygodnie mu już było tak siedzieć... Przeszedłby się... Ale jeszcze trochę tu sobie posiedzi. Drugą ręką obrócił wieprza.‏
- Dobrze... - I tak nie miał zamiaru wykorzystywać tak blondyna. - Daj drugą rękę... - polecił, ssąc jeszcze przez chwilę tę pierwszą. Wszystko powinno być ładnie odkażone i wylizane do czysta...‏
- Mhm. - mruknął, zabierając pierwszą rękę i nią obracając ruszt. Drugą mu podał.‏
- Coś taki zamyślony Shizuś~?- zagadnął i zaczął z zapałem oblizywać rękę. Krew mimo, że było jej tam dość mało, naprawdę przyjemnie pachniała i dobrze smakowała.‏
- Nadal myślę nad tym polowaniem. Ale pieczenie już nie jest tak ciekawe... - westchnął. Chyba to wyładowywanie się znów go zmęczyło... Poza tym robiło się powoli późno...‏
- Jak obiecasz nie przychodzić cały zakrwawiony to ja mogę ci upiec te dziki... Chociaż nie powinieneś przesadzać z ilością jaka chcesz zabić...‏
- Jeszcze tylko jednego. Wbrew pozorom nie lubię polować. - parsknął. - Za dużo szukania.‏
- Mogę ci pomóc wytropić~! - zaoferował się. - Wiesz, mój nos dość dobrze wyczuwa tak wielką kupę krwi~... - Zlizał już całą krew i teraz zabrał się za zakładanie opatrunku.‏
- Wystarczy jeden wieprz. I ktoś musi pilnować tego. Jesteś w stanie po prostu powiedzieć mi, w którą stronę i jak mniej więcej daleko mam iść...? - zainteresował się.‏
- Jasne~! Wiesz, wampirze zmysły, dam radę bez problemu~! - Uśmiechnął się. - Ale najpierw i tak musisz coś zjeść. - mruknął, kończąc bandażować dłoń blondyna. - I jak~? - zapytał, z czystej złośliwości zawiązując bandaż na kokardkę.‏
- Jak zmienisz tę kokardkę na coś normalnego to będzie ok. - mruknął. - A zjeść mogę potem. Na razie wolę polować, póki mam siłę. - uparł się. - Więc, gdzie to?‏
- Już już~! - zachichotał, rozwiązując bandaż i zawiązując go normalnie. - Na zachód jakieś 600 metrów. Jeśli dobrze pamiętam powinna tam być polanka na której dziki lubią szukać żołędzi. I masz szczęście to około półtora-roczny dzik. Powinien mieć dobre mięso~! - Uśmiechnął się.‏
- Skąd wiesz w jakim jest wieku...? Z tak daleka? - zdziwił się. Ale inforamcje były przydatne, musiał przyznać...‏
- Po prstu czuję, że młody. Ma sporo krwi, która krąży mu bardzo szybko po organizmie, żadnych zatorów czy nawet obrażeń wewnętrznych więc na pewno jest młody~! Ale nie jest też dzieciakiem, za dużo tej krwi. Stąd wiem~! - Uśmiechnął się. - Chociaż wróć szybko, bo ci się mięsko spali... - poprosił.
- Aha, rozumiem... Dobra, nie ma problemu, skoro już wiem, gdzie jest. - prychnął i wstał. - Idę. - oznajmił i ruszył w stronę tej polany.‏
- Dobrze, dobrze~! Tylko uważaj, żeby nie wpaść na żadne drzewko po drodze~! - zachichotał, obracając mięsko nad ogniem.‏
- Aż tak niezorientowany w terenie nie jestem! - zawołał jeszcze, idąc dalej. Parsknął cichym śmiechem. Teraz było mu lepiej. Nie musiał się zastanawiać nad zagmatwanymi rzeczami, mogli po prostu żyć ze sobą, obok i sobie pomagać, a dokładniej on mógł pracować i wszystko było w porządku. To mu się podobało...‏
     Izaya też zachichotał i radośnie się uśmiechnął. Wreszcie Shizuo był szczęśliwy. Odetchnął głęboko i spojrzał w niebo. Słońce już zachodziło... Niedługo zrobi się naprawdę ciemno. Jego rozmyslania o pogodzie przerwało wyniosłe miałknięcie. Izaya szybko zorientował się, że koło jego nogi siedzi Hibyia czekając na mięso. - Wybacz kotku to jest kolacja Shizusia~! - zachichotał widząc, jak kotek stara się robić słodkie oczka, a przy tym zachować swoja książęcą postawę.‏
     Heiwajima przyspieszył, starając się dotrzeć na polankę nim się ściemni. W końcu tam doszedł. Tak jak myślał, zaatakowało go kilka zwierząt, ale on polował na tego najlepszego...
     Jakoś udało mu sięgo ogłuszyć i nie zabić. Szybko przeniósł go do domu. Przystanął koło Izayi.
- Może lepiej jak zostawię go do jutra? Teraz nie dam rady zdążyć go oprawić...‏
- Chcesz trzymać zywego dzika? A mogę wiedzieć gdzie~? Bo w łóżku, wybacz ale się nie zmieści~! - zachichotał. - A właśnie, Hibiya chciałby cię bardzo o coś prosić, nie, kotek?‏
- Nie wiem... - westchnął. - Dobra, dobiję go. Zmieścisz jeszcze trochę jego krwi, czy mam go powiesić, żeby odciekła...? - Zerknął na Hibiyę. - Kot? O co chodzi, pchlarzu? - Uśmiechnął się lekko. Nie, nie lubił go. Nadal nie miał zamiaru sie godzić z tym jednym.‏
- Chyba żartujesz? Chcesz ją zmarnować? - Popatrzył na blondyna z wyrzutem. - Jasne, że zmieszczę, jestem tak głodny że zjadłbym i 10 takich~! - W tym czasie Hibiya na koci sposób próbował przekazać blondynowi, że jest głodny i chce trochę pieczonego mięska. Gdy żadna z jego prób się nie powiodła a blondyn tylko patrzył na niego dziwnie, małe kociątko westchnęło po swojemu i wskoczyło na głowę Izayi, pukając go w nią, po czym urażonym miałknięciem przekazał brunetowi, by ten przetłumaczył jego mowę na taką zrozumiałą dla Shizuo. - Dobrze już, dobrze~... - westchnął Izaya, czując uderzenie. - On prosi cię o kolację~! - Wskazał ręką na prawie upieczoną już dziczyznę.‏
- Aaa... A gdzie "przepraszam za drapnięcie cię dzisiaj"? - Uśmiechnął się lekko i uniósł brew. - Jak przeprosisz to z chęcią się podzielę. Byle szybko, bo dzik mi się obudzi i będzie bardziej cierpiał... - zastrzegł.‏
     Kot prychnął ostentacyjnie unosząc ogon i odwracając się od blondyna... jednak dzik okazał się zbyt łakomym kąskiem, więc Hibiya poraz kolejny trzepnął Izayę.
- No... Mówi, że przeprasza. - Brunet podrapał się po głowie. - Chyba.‏
- Nieładnie tak zmuszać Izayę, żeby mówił za ciebie... Grzecznie sam przeproś. Nie wymagam wiele. Zwykłe "przepraszam". A jak znów każesz mówić Izayi za siebie, to ci go zabiorę. - zagroził. - Więc? "Przepraszam" i dzik, czy brak Izayi i głód? - spytał poważnie. Taka metoda perswazji chyba nie posiadała niedomówień.‏
      Hibiya miałknął tylko coś pod nosem, urażony.
- Hej! Nie nazywaj mnie tak, niedobry kot, jak można nazywać swojego pana plebsem co~? - Udał, że jest obrażony na kota i podszedł do Shizuo. - Widać moje zwierzątko mnie nie chce, więc musisz się zaopiekować biednym, zagubionym wampirkiem z połamanym serduszkiem~... - Zrobił smutną minkę.‏
- No jak tak... - westchnął teatralnie, starając się dobrze grać i nie zaśmiać. - Idziemy do domu, jak tylko zabiorę z sobą moje mięso... - Wsadził ogłuszonego dzika pod pachę, drugą ręką zdjął ruszt. - Idziemy. - nakazał, zaczynając powoli zmierzać w stronę dworku.‏
- Tak tak... - westchnął Izaya, kierując się za blondynem. - Co z ciebie za człowiek, przytuli dzika a nie osobę ze złamanym sercem~... - wytknął mu, nadal starając się nie wybuchnąć śmiechem. Zdruzgotany Hibiya nadal stał na ścieżce i patrzył, jak jego mięso i jego drapaczka odchodzą.‏
- Może i bym przytulił, ale wtedy kot zabrałby sobie mięso, albo drugi dzik by mi zwiał... - mruknął. - Musisz się obyć bez tego. - Wzruszył ramionami. Przystanął przed drzwiami. - Mógłbym je wyważyć... Chyba, że ktoś je otworzy...‏
- Jak je potem wstawisz w zawiasy to je sobie wywarzaj~! - Izaya stanął udając, że naprawdę nie ma zamiaru ich otworzyć.‏
- Ej no... Otwórz, bo niewygodnie mi to tak trzymać... - niemal poprosił. Serio nie było mu wygodnie, zwłaszcza trzymać ten ruszt.‏
- No nie wiem, nie wiem~! - Izaya tanecznym krokiem podszedł i stanął na przeciw blondyna. - Musisz uiścić opłatę za wejście~! - zakomunikował mu i nadstawił policzek.‏
- Co... Serio? - mruknął, niezadowolony. - To może ja lepiej wejdę oknem? - zakpił. Nie miał zamiaru łamać swoich zasad, myślał, że z tą dyskusją już skończyli...‏
- Oi no przecież tylko żartuję~! - Przewrócił oczyma, uśmiechając się. - Byłem ciekaw, czy to zrobisz~! - dodał wesoło, otwierając drzwi. Uśmiechnął się jeszcze raz do blondyna, ale ten uśmiech nie objął oczu. Izayę w rzeczywistości bolało to, że blondyn wolał wejść przez okno niż go cmoknąć... Aż tak go obrzydzał...‏
- Nie tak to wyglądało. - skomentował tylko, przechodząc obok. Z ciężkim westchnieniem położył upieczonego dzika na stole a drugiego położył na podłodze. Jakoś źle mu było z tym, że znów go zasmucił... Nie chciał, ale też nie chciał łamać swoich zasad...‏
     Izaya podszedł do blondyna i pogłaskał upolowanego zwierza.
- Może go najpierw delikatnie zabij... Nie chcę sprawiać mu bólu... - poprosił.‏
- Nigdy nie sprawiam więcej bólu niż to potrzebne, mówiłem ci przecież... - westchnął. - To potrwa chwilę. Wyjdę, żebyś tego nie widział. - zaproponował, kierując się do wyjścia.‏
- Nie szkodzi, możesz to zrobić tutaj~! Z resztą przy kolejnym wejściu będę żądał nowej zapłaty jesteś na to gotów~? - zażartował sobie. - I tym razem nie przekonasz mnie tak łatwo~...‏
- Potem trzeba by to sprzątać. - zauważył. - Zobaczymy. Zaraz wrócę. - Wyszedł i  wyjął sztylet będąc już w lesie. Szybko załatwił swoją sprawę i wrócił do dworku.‏
- Zapłata~!- Izaya ze śmiechem otworzył mu drzwi. - I jak się teraz wymigasz Shizu-chan~?‏
- Świnią? - spytał głupio. - Może zakrwawionym bandarzem, jeśli cię to przekonuje... A Hibiya nadal nie przeprosił. - napomknął. No co miał mu powiedzieć...?‏
     Izaya zaśmiał się na wieść o Hibiyi.
- Wiesz, on jest z gatunku ludzi nie przepraszajacych~! - westchnął, wspominając różne fochy kociego księcia. - Jeśli chcesz mnie przekupić krwią dzika, to... - Izaya udał, że się zastanawia. - Wymyśl coś innego~! - Pokazał mu język.‏
- Ludzi? - parsknął. - Jak to cię nie przekonuje... Wolisz moją? - Uśmiechnął się wrednie.‏
- Jasne, że ludzi~! Hibi-chan jest zaklętym księciem, zmieniono go w kota bo był zły dla swego ludu, rozkapryszony i niemiły~! Jak widać proces resocjalizacji nie idzie po myśli tego kto go zmienił~! - zachichotał brunet. - Krew? Jasne, że wolę twoją~! - Przewrócił oczyma. - To chyba oczywiste, jest o wiele smaczniejsza~!‏
- Tak, tak, uwierzę... - prychnął. - No, to skoro jest taka dobra, to wolisz ją za przejście, nie? - spytał, już wyciągając sztylet. No, może to była poniekąd podpucha, ale jakby to było konieczne, to wolał już ją mu dać...‏
- Nie! - przerażony Izaya natychmiast otworzył drzwi na oścież. - Wchodź~! Tylko się więcej nie rań, krew dzika też mi odpowiada~! - zapewnił szybko.‏
- Jak wolisz. - skwitował tylko i odłożył dzika, po czym znalazł jakiś sznur i go związał za tylne nogi. - No to pij, ja się zajmę tym... - westchnął i zabrał go do spiżarni. Już wiedział, gdzie ona jest... Musiał zrobić coś, żeby przeleżał do rana i tyle. Odkroił sobie kawałek tylko na tyle, by się teraz najeść.‏
     Izaya za ten czas szybko wypił krew zwierzaka.
- Tyle powinno być dobrze... - stwierdził, chowając kiełki i wycierając usta.‏
- Dziwnie tak, jak jest cicho... - mruknął blondyn, gdy po plecach przeszedł mu nieprzyjemny dreszcz. Jakby był obserwowany, choć wiedział, że nie jest... Wrócił po niedawno zabitego zwierzaka i też go odniósł na właściwe miejsce. - Dobra, dosyć... Umyję ręce, zdejmę te bandaże, bo są całe zakrwawione i idziemy spać, dobra? - mruknął zmęczonym głosem. Tak dużo wrażeń jak na jeden dzień...‏
- Coś się stało? Zachowujesz się... inaczej. - zwrócił mu uwagę Izaya. Martwił się o blondyna.‏
- Zmęczyłem się... - Ziewnął, zakrywając usta dłonią. - O fu. - Zrzucił bandarz. Zaraz potem drugi. - Wybacz, śmierdziały...‏
- Założyłem je jakieś 3 godziny temu... Jak bardzo krwawią ci ręce? - zapytał zdziwiony, podchodząc do blondyna.‏
- To nie moje, to tego dzika. - mruknął. - Dlatego tak śmierdzi... Trzeba sprzątnąć tę krew, potem się umyć, znaczy umyć ręce i ja chcę się już położyć...‏
- Dobrze, posprzątam~... Umyj się, dobrze~? - zapytał, zbierając stare bandaże. Głupio mu było się przyznać, ale dla niego pachniały nawet dobrze... - Zresztą po umyciu się idź spać jak jesteś taki zmęczony, już wiesz gdzie masz pokój, nie~?‏
- Na pewno...? Dobra, jutro ci się jakoś odwdzięczę... Dzięki. - wymruczał i odwrócił się. W misce z wodą umył ręce i twarz, a potem poszedł do "swojego" pokoju. Rozebrał się i padł na łóżko. Nie chciało mu się nic... Szybko zaczął zasypiać.‏
     Izaya szybko sprzątnął bandaże i opłukał ręce. Miał już dość wąchania krwi, był tak bardzo głodny... Zjadł dwa dziki, wypił krew Shizuo i to w pokaźniej ilości, a mimo to wciąż było mu mało... Westchnął głośno i poszedł do pokoju. Chwilę się wahał, przestępując z nogi na nogę przed drzwiami sypialni rodziców, po czym uchylił delikatnie drzwi i wsadził głowę w powstałą szczelinę.
- Shizu śpisz~? - szepnął dość głośno. - Bo nie wiem, czy mogę z tobą spać czy nie~...‏
- Mhmmm... - mruknął przez sen. Nie miał sił na więcej, zwyczajnie odpłynął całkowicie.‏
- Uznam to za tak~! - Uśmiechnął się wrednie Izaya, wpakowując blondynowi pod kołdrę. - Ciep~ło~... - Uśmiechnął się do siebie, wtulając bardziej w blondyna. Mógłby tak spać całą wieczność.‏
     Shizuo wzdrygnął się przez sen i objął bruneta, przyciągając go do siebie. Mruknął coś jeszcze przez sen i spał dalej.‏
     Izaya zdziwił się nagłym ruchem blondyna, a jeszcze bardziej tym, że został objęty i przeciągnięty na klatkę piersiową Shizuo. Nie protestował jednak, ciesząc się, że przynajmniej we śnie Shizuo chce go przytulić.
- I nie mógłbyś być taki też w dzień~? - westchnął, wplątując palce we włosy blondyna.‏
- Nnn... - mruknął, obejmując go jak przytulankę obiema rękami. To akurat było powiązane z jego snem... Wtulił się policzkiem w jego włosy i odetchnął głęboko. Jak duże dziecko...‏
     Izaya zachichotał gdy włosy blondyna załaskotały go w nos.
- Jesteś czasem jak dzieciak. - stwierdził, głaskając Shizuo po głowie. - A to mnie nim nazywasz~! - zaśmiał się cichutko.‏
     Blondyn spokojnie oddychał przez sen. Nie wychwytywał słów bruneta, po prostu spał głęboko, jednak go nie puszczając.
     Izaya postanowił się nacieszyć bliskością blondyna i i wtulał się w niego jak najintensywniej. Zaplanował sobie, że rano będzie udawał, że śpi i poczeka aż blondyn odkryje kogo trzyma w ramionach. Tak też zrobił.