Blog poświęcony Anime Durarara!! Znajdziesz tu opowiadania yaoi (mężczyzna x mężczyzna) Shizaya (Shizuo x Izaya), Izuo (Izaya x Shizuo) i IzaKida/Kizaya (Izaya x Kida). Jeśli nie tego szukałeś i treści tu przedstawiane ci nie odpowiadają prosimy o opuszczenie tego bloga. Pozostałych zapraszamy do czytania.

sobota, 16 listopada 2013

Shizaya: Dziś będzie inaczej

Hejo~! Kiasarin powraca, nie wiem co prawda na jak długo ale jestem, i tak to jest one-shot na tzw. rozpisanie się... możecie to potraktować jako prezent na 15 obserwatorów~!
Wyjaśnienie czemu mnie nie było: więc tak- brak weny, a jak ta już wróciła to w szkole miałam po 3 sprawdziany/kartkówki dziennie i po prostu strasznie mało czasu na cokolwiek. Tak to jest jak się chodzi do (ponoć!) najlepszego liceum w mieście -.-""
Co by tu jeszcze.... może ucieszy was wiadomość, że mam pół rozdziału God's Game i pół Zakazanej miłości... i pół kolejnego one-shota ( też na rozpisanie) i zaczęłam opowiadanie od czytelników, na razie tylko kilka punktów ale jest... a właśnie co do tego opowiadanka MA KTOŚ POMYSŁ NA NAZWĘ??? nie no ja poważnie pytam -.-"" chciałam to nazwać "Moda na Shizayę" ale jak ktoś ma lepszy pomysł to niech napisze w komentarzu, bo na serio nie wiem jak to nazwać XD

a co do tego... czegoś poniżej to jest to Shizaya w czasach gdy Shizuo i Izaya byli młodzi i głupi... (czytaj jak chodzili do liceum) zapraszam~!  

- No i jest pięknie~! Hahaha jestem ciekaw jakie miny porobią jutro "fanki" mojego potworka~! Już się nie mogę doczekać, pewnie będą się zapierać, pewnie będą piszczeć, że to nie tak... Ciekawe co takiego powie brat Shizusia~! No bo z kim się paruje najczęściej yaoi~! Z największym wrogiem, albo z bratem, o wrogu nie pomyślą więc zostaje brat~! Co z tego, że pierwsza opcja ma o niebo więcej sensu~!
-IIIZZZZAAAAYYYYAAAA!!!!! - Coś huknęło, łupnęło, drzwi zostały wyrwane z zawiasów a za nimi pojawił się wkurzony blondyn, cały czerwony na twarzy, bynajmniej nie tylko ze złości. - Co ty wyrabiasz pchło!!! Co ci do łba strzeliło!!! - zaczął się awanturować ciskając drzwiami w drabinę na której siedział brunet. Ten szybko wstał i uskoczył przed nadlatującym pociskiem. Niestety wiaderko z klejem nie miało tego szczęścia i wylądowało razem z drabiną, plakatami i drzwiami na sąsiedniej ścianie.
- No proszę proszę, nie sadziłem, że w moim potworku drzemie dusza artysty~! - śmiał się, oglądając powstały bałagan. - Poszedłeś w ekspresję, co~? No nie powiem, nie powiem, sprawdzasz się tutaj, takie gwałtowne i nieprzemyślane wylewanie emocji, coś niezwykłego, spróbuj to kiedyś powtórzyć w farbkami Shizu-chan~! - Uśmiechnął się, podchodząc z gracją do blondyna i smarując szybko klejem czubek jego nosa. - Ale wiesz co, nie powinieneś robić tyle hałasu, w końcu jesteśmy tu "nielegalnie"~! - zaśmiał się wesoło robiąc piruet. Chwytając za jeden z zachowanych plakatów przykleił go do nosa blondyna nim jeszcze klej wysechł. A sam papier (rozerwany chwilę później przez wściekłego Shizuo) pokazywał bardzo wymownie, bo na różowym tle z całą masą wykrzykników i jeszcze wielką tęczą za podobizną blondyna, że Shizuo Heiwajma ma słabość do chłopców, delikatnie mówiąc.
- Przestań pieprzyć o sztuce i się tłumacz. - warknął. Jednak zachowywał się już trochę ciszej, bądź co bądź był piątek, piętnasta, a on siedział w "kozie" z tą pchłą. Sam, sam jeden z tym pasożytem, nikogo już nie było w szkole. Lekcje odwołane z powodu... tak banalnego jak brak sedesów i zalane łazienki. No, ale to przecież nie była jego wina, że Izaya postanowił go denerwować akurat wtedy, gdy poszedł za potrzebą, prawda? Nie, oczywiście, że nie, to wina tylko i wyłącznie tego pasożyta. A nauczyciel jeszcze zamiast ich pilnować, po niewielkich namowach Izayi udał się gdzie? Do pokoju nauczycielskiego, poczytać sobie pisemko, popić kawusi i jeszcze na dodatek nałożyć na uszy te je*ane słuchawki wygłuszające, przez co zupełnie odpłynął. A Izaya jakże produktywnie wykorzystał ten czas? A no tak to, że obkleił całą szkołę w różowe plakaty obnażające dość niewygodną dla blondyna prawdę. Bo zaprzeczać przecież nie było sensu, sam Izaya wskazałby kilkanaście dowodów, jak choćby to, że ma połączenia od blondyna z 1 nad ranem. Ale nawet nie musiałby się silić na wyjmowanie telefonu, wystarczy przecież, że odsłoni delikatnie mundurek, zdejmie koszulkę, czy spodnie. Shizuo doskonale zadawał sobie sprawę z tego, że zostawił na ciele Izayi mnóstwo śladów po ich "zabawach". Tak, robił to z tą pchłą, nie ważne jak bardzo on go denerwował i tak prędzej czy później lądowali w łóżku. Nie, nie z miłości, a przynajmniej nie z miłości Izayi, po prostu dla jednego to zabawa, dla drugiego wyładowanie na sobie nawzajem całego stresu. Choć może nie do końca z samej frustracji.
- Co się stało Shizuś, przecież mogłeś być pewien, że to kiedyś wyciągnę~! - zachichotał, podchodząc jeszcze trochę bliżej. - Czy to jakiś problem, sam mnie dopuściłeś do tej wiedzy~!
- Byłem pijany, nie wiedziałem...
- Nie tłumacz się~! - przerwał mu bezceremonialnie. - Pytasz dlaczego? Jutro cała szkoła to zobaczy. Ich emocje, załamanie dziewczyn, to wszystko, wszystko~! Ach, nie mogę się doczekać~!
- Ty mały... Ty podły... - warczał na niego, przestając się kontrolować. Nie dokończył, huknął z całej siły w ścianę. Na Izayę posypał się tynk, ale teraz to nie było ważne. Spojrzał jeszcze raz w jego oczy i odwrócił się, chcąc odejść. Nie był w stanie zrobić mu krzywdy. Od pewnego czasu coś było inaczej, nie potrafił już tak bezwzględnie nienawidzić pchły i choć bardzo tego nie chciał, chyba w końcu musiał to przyznać, polubił go bardziej niż powinien, o wiele bardziej.
     Izaya widząc oczy blondyna przestraszył się. Nigdy nie widział u niego czegoś takiego, zawsze była w nich dzikość, wściekłość, usta Shizuo wykrzywione w sadystycznym, ale i w jakiś sposób zadziornym uśmiechu. Dla niego to była zabawa, dla blondyna też. Ale dziś chyba przesadził. Oczy Shizuo były jakby puste, pełne wściekłości i żądzy mordu. To już nie były te same oczy które tak uwielbiał, nie było tej szczęśliwszej nutki, nie było w nich Shizuo, została sama bestia. Brunet przełknął ślinę.
- Czekaj... - szepnął cicho Izaya, chwytając go za rękaw mundurka. Głowę miał spuszczoną, ale mimo wszystko dalej mówił, po prostu nie chciał patrzeć. - Przyszedłem dziś do ciebie, żeby zaproponować ci wspólną noc, bo byłeś ostatnio spięty, więc pomyślałem, że może chcesz... Ale teraz chyba wkurzyłem cię bardziej, więc... - słychać było jak zagryza wargę - teraz na pewno jej potrzebujesz, nie~? - Podniósł głowę i uśmiechnął się z zamkniętymi oczyma. Wcześniej tak nie robił, wcześniej potrafił kłamać w żywe oczy i grać wręcz perfekcyjnie, ale teraz czuł, że inaczej by nie potrafił.
- W moim domu jest mama i brat. - odpowiedział odruchowo. Jakby zapominając o całej wściekłości, zbyt zaabsorbowała go dziwna sztuczność i wstrzymywanie przez bruneta emocji. Zwykle było to płynne, niemal naturalne, a teraz jakby... wymuszone.
- Nie szkodzi, zadzwoń, że zostajesz u kolegi. - mruknął, patrząc w bok. Puścił mundurek blondyna i sięgnął do kieszeni po komórkę. - Masz i chodź. - mruknął, idąc przodem. Włożył ręce do kieszeni. Musiał to przemyśleć, ale jeśli nie zatrzymałby teraz Shizuo pewnie wywiązałyby się z tego kolejne problemy. Wiedział to, po prostu był pewien, że gdyby wreszcie odważył się powiedzieć to głupie "lubię cię" byłoby już za późno. A tak... Ma jeszcze kilka godzin. Chciał mu to powiedzieć od dawna, wyznaczył sobie do tego dzisiejszy dzień, wszystko dokładnie zaplanował i jak zawsze Shizuo postąpił inaczej niż powinien, inaczej niż ktokolwiek.
- Czekaj Izaya, gdzie ty mnie ciągniesz? - spytał blondyn, zrównując się z nim krokiem.
- Do domu.
- Czyli, że gdzie... Do twojego? - spytał, nie dowierzając. Izaya zaprosił go do siebie, to będzie chyba pierwszy raz.
     W odpowiedzi Izaya tylko kiwnął głową i skręcił w stronę droższych dzielnic.
- No wiesz, chyba, że wolisz do hotelu~! - spróbował trochę rozluźnić atmosferę.
- N-nie... Mieszkasz sam?
- No, a co, wyglądam jakbym sobie nie radził~?
- Nie, tylko...
- Tylko co? Shizu-chan nie może uwierzyć, że ktoś taki jak ja jest już na swoim, a taka wielka i wspaniała bestyjka cały czas mieszka z mamusią~? - żartował, wiedział, że to raczej niezbyt miło, ale... to po prostu rozluźniało atmosferę. W grobowej ciszy było okropnie, a Izaya po raz pierwszy bał się wniosków do których mógłby dojść, gdyby został z myślami sam na sam. Wszedł do jednego z ładniejszych budynków, następnie skierował się do windy i wcisnął odpowiedni przycisk.
- No coś taki zdenerwowany~? - zapytał, dotykając jego ramienia. - Przecież nie przedstawiam cię rodzicom i nie oznajmiam, że wychodzę za ciebie, tylko idziemy do łóżka, rany. - fuknął, po czym rozszerzył oczy ze zdziwienia gdy zobaczył, że jego bestyjka się zarumieniła. - No co ty, wyobraziłeś to sobie~? - zachichotał i uderzył go lekko łokciem w przedramię.
- Czyli, że nie... - Shizuo podczas tego szybkiego marszu zdążył się trochę uspokoić, ochłonąć. Delikatny jesienny wiatr jakby wywiał z niego cała agresję, a przynajmniej jej część. Resztę wyciągnie z niego Izaya, który teraz mu tak bezczelnie przerwał!!!
- Jasne, nie ma szans żebym cię im przedstawił~! Matka mnie nienawidzi więc mieszka w innym mieście, a ojca do końca życia nie wypuszczą~! Mogę robić, co chcę~! - Śmiał się wesoło rozkładając szeroko ręce i robiąc coś w stylu piruetu. - Daj spokój, nie bądź takim smutasem i nie przejmuj się tak wszystkim~! - Winda zatrzymała się na odpowiednim pietrze, jednak gdy tylko wysiedli przed drzwiami mieszkania Izayi powitało ich 2 "goryli" i ubrany w garnitur facet.
- Raaaany~! - westchnął teatralnie Orihara. - Czego wy tu chcecie? Przecież sprzedałem wam wszystkie informacje o które prosiliście. Poza tym mnie się nie nachodzi bez uprzedzenia. - burknął, przechodząc między nimi i otwierając drzwi. - Sorry Shizuś, załatwię o szybko i przyjdzie kolej na ciebie~! - zapewnił go, również wpuszczając do środka.
- Co, kolejny klient? - Facet w garniturze zlustrował Shizuo pewnym spojrzeniem i prychnął. - Bez obstawy lepiej z nim nie robić interesów, to szuja jakich mało.
- I kto to mówi~! - zachichotał brunet. - Poza tym Shizu-chan nie jest tu po informacje... Powiedzmy, że świadczę dla niego usługi innego rodzaju~! - Oblizał się prowokacyjnie i przeszedł do salonu. - Więc~! Co się stało, że zaszczycasz mnie swoją obecnością, bez uprzedniego powiadomienia~?
- Dzwoniłem, ale odrzuciłeś połączenie. - Izaya cicho syknął przypominając sobie, że nie sprawdził czyje połączenie odrzucił, gdy przyklejał plakaty. - Nie mamy w zwyczaju, by ktoś nam odmawiał, więc uznaliśmy to za "omsknięcie się" palca. Dlatego też przyszliśmy. - powiedział spokojnie, rozsiadając się na fotelu.
- Jestem zwykłym licealistą, też mam lekcje, a praca dorywcza to inna sprawa. - odparł. - Gdybyście chcieli mnie "zdjąć" raczej dużo osób zajęłoby się tą sprawą. "Mafia wychodzi z podziemi, zabijają bezbronnego licealistę!" Już widzę te nagłówki~! - zaczął sobie żartować, wymachując rękoma. - Ale wracając do tematu, bo trochę mi się spieszy. - Tu spojrzał na opartego o ścianę blondyna. - Więc~?
- No to szybciej pójdzie. - Przybysz uśmiechnął się, złożył ręce jak do modlitwy i oparł je na skrzyżowanych kolanach. - Chcę informacji o tym nowym gangu.
- "Tym. Nowym. Gangu." Można konkretniej? Przypomnę ci, że to Tokio, tu co sekundę dochodzi do jakichś przemytów, kradzieży, werbowania członków, bójek, łączenia się gangów itp., więc mów troszkę dokładniej, który gang zasłużył na miano "tego" w twoich oczach~!
- O tych, którzy noszą niebieskie części garderoby. - warknął, zirytowany.
- A, o nich~! Dobrze, więc co chcesz wiedzieć, na kiedy i czy żądasz wyłączności, i teraz najważniejsze~! Ile jesteś gotów zapłacić~!
- Byłbym głupi, gdybym nie chciał wyłączności na te dane. - westchnął. - Wszystko, całą psychologię gangu, motywy, członków, liderów wszystko co się da.
- Hmm... Jeśli przyszedłbyś za 4 dni to...
- Nie Orihara, chyba się nie rozumiemy, ja chcę tych informacji TERAZ! - warknął, zły.
- To czemu nie mówisz tak od razu~? - zapytał, uśmiechnięty. - Wiesz, będzie cię to kosztować o wiele więcej~!
- I danych będziesz miał mniej, bo nie węszyłeś, tak wiem, ale to nieistotne, mów. - warknął.
- Ale jesteś zdesperowany~! Niech zgadnę... Poczekaj... Już wiem~! - Pstryknął palcami. - Podwędzili wam jakąś grubszą sprawę, a szefostwo wiesza psy na tobie i żąda natychmiastowych odpowiedzi~!
     Uśmiechnął się wesoło.  Był w swoim żywiole. Ludzie, manipulacje i ciemne interesy to był jego świat. - Spojrzał w kierunku dalej czekającego blondyna. - Choć... Nie cały.
- Wiedziałeś? - warknął, zirytowany. - To czemu nic nie powiedziałeś???
- Bo nie pytałeś~! Ale do rzeczy, jeśli chcesz tych danych - pokazał mu plik kartek zatytułowanych "niebiescy" - musisz mi słono zapłacić~!
- Ile?
- 80 000 jenów~!
- Nie ma mowy, za dużo, 50 000 co najwyżej.
- No cóż, jak wolisz, zawsze mogę sprzedać te informacje Tanace, on mi pewnie da z 85 000.
- O nie, nie ma mowy. - warknął mafiozo. - Stoi, 80 000 jenów.
- O nie, nie. - zacmokał Izaya. - Cena poszła w górę~!
- Więc ile?
-  90 000~!
- Zwariowałeś!
- Tyle, albo wypad.
- Nie, czekaj, ale masz komplet?
- Jasne, inaczej bym nie proponował~! - fuknął, urażony.
- Więc dobra, dobijemy targu.
- O, czyli jesteś skłonny zapłacić te 100 000~!
- Powiedziałem 90 tyś...ęcy... Co ty!!! - wrzasnął, widząc jak Izaya ustawia kartki nad niszczarką. - Co ty wyprawiasz!!!
- 100 000 albo pożegnasz się z informacjami i karierą. Tak, wiem, że zależy od tego, co zdobędziesz~! - westchnął, uśmiechając się. - Ostrzegam, 100 000 albo jedyna kopia skończy w niszczarce~!
- Nie żal ci pracy jaką w to włożyłeś? - zapytał błagalnie, chcąc go jeszcze przekonać.
- Hmm... Nie~!
- Ty mały... - warknął, ale zobaczył, że brunet jeździ palcem po włączniku urządzenia. - STOP!!! - krzyknął i rzucił nad stół przed Oriharą całą walizkę.
     Izaya uśmiechnął się drapieżnie i otworzył walizkę.
- Jeśli to fałszywki gwarantuję wam dożywocia. - zagroził.
- Są prawdziwe, a teraz dawaj te kartki!
- Proszę~! - Rzucił mu cały plik. - Masz wszystko, tak jak obiecałem~!
- Uwielbiam i jednocześnie nienawidzę interesów z tobą! - warknął klient, pobieżnie przeglądając to, co dostał. - Dobra, idziemy zanim zakosi mój portfel. - mruknął do strażników i wstał z fotela.
- Za późno~! - Izaya wyszczerzył zęby rozkładając się wygodniej na drugim z foteli i pomachał skórzanym portfelem.
- Jak ty go... Zresztą to niemożliwe, pewnie masz taki sam i po prostu się wygłupiasz. - westchnął.
- No daj spokój, jak nie wierzysz to sprawdź~! Poza tym pomyśl, jaka jest szansa, że mam identyczny portfel~? - Uśmiechnął się i rzucił właścicielowi jego "zgubę", na co ten tylko prychnął i szybko wyszedł z mieszkania.
- Wreszcie sami~! - Uśmiechnął się do blondyna i przywołał go ruchem dłoni. - Siadaj, chcesz herbatki Shizu-chan~?
- Izaya... Ty tak na serio?
- No tak, przecież co byłby ze mnie za gospodarz gdybym gościowi nie zaproponował herbatki~?
- Tamtej trójce nie proponowałeś. - odważył się "zażartować" i delikatnie się uśmiechnął.
- No bo oni i tak twierdziliby, że zatrułem wodę. Nie pytaj czemu, ja też nie wiem co bym na tym zyskał~! - Izaya wstał z fotela i podszedł do Shizusia. - Przez to wszystko zapomniałem, że w końcu przyszedłeś się tu rozluźnić~! - Uśmiechnął się przyjaźnie i uklęknął przed blondynem. Zaczął rozpinać mu spodnie. - Nie będziesz miał nic przeciwko jeśli zrobię to tak, prawda~?
-N-nie. - Mruknął, odwracając wzrok. Zaczynał się rumienić, Izaya jeszcze nigdy nie proponował mu czegoś takiego. Blondyn był pewien, że to poniżej dumy Orihary, ale jednak chyba się mylił.
     Brunet od razu wziął całego członka do ust. Wiedział, że Shizuo nie lubi subtelności, podobnie jak i on. Spojrzał raz jeszcze, na już rozluźnionego blondyna i zaczął poruszać głową. Najpierw powoli, potem szybciej, by na chwilę przestać zupełnie. Uwielbiał obserwować emocje blondyna w takich skrajnych stanach. Drgnięcie jednego mięśnia zupełnie wystarczyło, by blondyn zmienił kompletnie wyraz twarzy. A skoro twarzoczaszka Shizusia musi mieć przynajmniej 43 mięśnie (tyle jest potrzebne by pokazać smutek lub wściekłość) a porusza więcej niż jednym mięśniem chcąc zmienić nawet nieświadomie wyraz swojej twarzy, to opcji było bardzo wiele (no ku*de teraz to ja liczyć nie będę... - dop. Kias) więc Izayi nigdy się nie nudziło.
- Dziwny jesteś. - westchnął Shizuo, rozsiadając się wygodniej.
- A to czemu Shizu-chan~? - zapytał, odrywając się od wykonywanej czynności. - Znaczy wiesz - westchnął, siadając obok blondyna na kanapie - często mi to mówią, ale jestem ciekaw, dlaczego zauważyłeś to akurat w takim momencie~!
- Bo... - Shizuo znów się zarumienił, delikatnie i na chwilkę, ale bystre oko informatora bez problemu zauważyło tę subtelną zmianę, a kąciki ust zareagowały delikatnym uniesieniem się. - Bo... Patrzysz się na mnie robiąc takie rzeczy, bo powiedziałem... Wiesz, o mnie takie kompromitujące rzeczy, a mimo to jeszcze TO ze mną robisz, bo jako jedyny się mnie nie boisz, bo żartujesz sobie z ludzi którzy płacą ci grubą kasę, bo masz tyle forsy a i tak chcesz żeby to Kadota ci stawiał jedzenie, bo na przykład teraz uważnie mnie słuchasz zamiast wyśmiewać, w ogóle tego nie wyśmiewałeś, za to porozwieszałeś w całej szkole plakaty, bo...
- Dobra, dobra rozumiem. - zaśmiał się. - Ale czy to problem, skoro tylko ze mną sypiasz?
- No... Nie. - burknął, patrząc w dół.
     Orihara oblizał usta i odważył się zapytać o coś jeszcze.
- A czy byłby problem, gdybyśmy byli parą?
- Hmm... Tak, byłby problem. - stwierdził pewnie. - Na pewno nie powinieneś wtedy olewać, co do ciebie mówię. - westchnął. Czuł narastające podniecenie, jego członek denerwująco pulsował. A Izaya na tyle zajął się rozmową, by już o tym zapomnieć.
- Tylko to? - zachichotał. - Więc... Jeśli nadal prowadziłbym swoje interesy, zachowywał się tak jak teraz, z tę uwagą, że jak jesteśmy sami zaczynałbym cię słuchać, ty nadal byś mnie lubił?
- Izaya.... - westchnął, starając się opanować, bo w tej chwili najchętniej przycisnąłby bruneta do jakiejkolwiek powierzchni i... Nie, nie wolno mu nawet było o tym myśleć! (WŁAŚNIE, bo ja nie chcę tego pisać XD - dop. Kias) - Czy ja kiedykolwiek powiedziałem, że cię lubię?
- Raczej nie, ale to przecież oczywiste~! Mnie nie da się nie lubić~! Ne Shizu-chan, więc ustalmy to teraz~! Lubisz mnie~? - zapytał, siadając na biodrach blondyna. Jeszcze trochę i się złamie, i będzie prosił o jeszcze, a Izaya bardzo chciał zobaczyć bestię w potrzebie.
- Izaya, ty... - Shizuo zacisnął zęby, starając się nie jęknąć. Teraz nie mógł uznać tego za przypadek, ta pchła go perfidnie wykorzystywała.
- Szujo~? - zapytał wesoło, nadal siedząc na swoim blondynku. - Wiesz, gdybyś mnie rozebrał już dawno moglibyśmy kontynuować, ja nie mam nic przeciwko~!
- Wiesz że... To... Nie takie proste. - wydukał, nadal usilnie się powstrzymując.
- Jasne, że proste, chcesz zobaczyć~? - zaśmiał się, przyciągając blondyna do pocałunku. Gdy zatopił język pomiędzy jego wargami, poczekał aż Shizuo przejmie inicjatywę. Blondyn ochoczo przyjął taki rozwój sytuacji, popchnął Izayę na kanapę, a że brunet oplatał go ramionami chłopak również musiał się trochę pochylić. Przerwali pocałunek dopiero, gdy Izayi zaczął doskwierać brak tlenu. Blondyn zawisł nad nim, mierząc go drapieżnym wzrokiem.
- Widzisz, że proste~! Tylko powinieneś teraz... - Izaya chwycił jedną z dłoni blondyna i wsunął ją sobie pod koszulkę. - Jesteś jak zawsze cieplutki Shizu-chan~!
- Nie żartuj sobie teraz. - westchnął, przyciągając go do kolejnego pocałunku. W jego trakcie zdjął z Izayi kamizelkę mundurka i podwinął mocno jego koszulkę. Przerwał na chwilę, zdejmując czerwony kawałek materiału przez głowę Izayi. Rzucił nim gdzieś w kąt, nie przejmując się nawet tym, że koszulka zawisła na pobliskiej juce. Obcałował linię szczęki bruneta i zaczął schodzić z pocałunkami na już odsłonięty tors. Czuł zapach skóry Izayi, jej miękkość, lekkie drżenie w ktróe wprawiały ją jego pocałunki, przyspieszony oddech - to wszystko niesamowicie go nakręcało, chciał tylko więcej i więcej. Zatopić się w tym wspaniałym ciele i już nigdy nie wypuścić jego właściciela, mieć go tylko dla siebie, już na zawsze.
- Coś dzisiaj delikatniej. - zauważył cicho Izaya, zaraz znów zaciskając usta by nie jęknąć. To była bardzo miła odmiana po tych wszystkich ostrych numerkach, po których w-f był prawdziwą męczarnią. Niemniej było to co najmniej niecodzienne. - Czyżbym zasłużył na nagrodę~?
- Za to, co zrobiłeś w szkole należy ci się kara i to straszliwa. - warknął, wracając do obrysowywania językiem konturów mięśni brzucha Izayi. Płaski, wyćwiczony brzuch, jednak umięśniony, był dla Shizuo wręcz idealny i zawsze się na nim zatrzymywał. Inną sprawą było, że miło się podrażnić z informatorem nim wreszcie odepnie się jego spodnie i będą mogli przejść dalej. - Ale możesz mi to zrekompensować odsłaniając usta. - Uśmiechnął się złośliwie. Jakie było jego zdziwienie gdy Izaya faktycznie to zrobił. Oderwał się więc od brzucha by przejść na sutki. Zaczął lizać i ssać jeden z nich, drugi pobudzając ręką. Usłyszał cichutki, nieśmiały jęk, następny trochę głośniejszy, a po paru chwilach do jego uszu doleciała cała kakofonia podobnych dźwięków. Zainteresowany spojrzał w górę, by zobaczyć rumianego bruneta (rzecz sama w sobie już po prostu niezwykła). Izayao chwilę nieświadomie przysuwał rękę do ust, by chwilę potem ze złością ją odsunąć.
- Jeśli tak się zachowujesz przy sutkach to zobaczymy, co będzie dalej. - Uśmiechnął się, odpinając pasek od jego spodni. - Więc jak będzie, Izaya-kuuun? - wymruczał jego imię sprawiając, że przez cało bruneta przeszedł dreszcz. Zadowolony tym wynikiem zaczął go dotykać przez materiał bokserek. Taaak istny raj, dla oczu i uszu.
- O-okrut-ach-na ta k-kara... - wyjęczał Izaya.
- No co ty, mnie się podoba. - uśmiechnął się Shizuo, całując bruneta raz jeszcze. - Lubrykant masz w szafce, nie? - Poczekał, aż Izaya kiwnie głową i oblizał się, usatysfakcjonowany. Jedną ręką sięgnął do pobliskiej szafki, a druga wkradła się już pod materiał bokserek kochanka. Szybko wyciągnął niewielki flakonik.
     Izaya chciał się obrócić, w końcu najczęściej robili to w ten sposób, Shizuo było tak najwygodniej, ale tym razem powstrzymał go blondyn. Chwycił go za nogi, zakładając je sobie na ramiona.
- Dziś będzie inaczej. - Uśmiechnął się, nakładając sobie żelu na palce. - Tyle razy to robiliśmy, że chyba nie muszę cię uspokajać. - zażartował sobie, do razu wkładając dwa palce w odbyt Izayi. Po chwili dołączył i trzeci.
     Zaczęło się rozciąganie. Izaya nigdy nie przepadał za tym momentem, nie wiedział co robić, był podniecony, chciał już, żeby blondyn w niego wszedł, czekanie było tu po prostu uciążliwe. Dodatkowo to dziwne uczucie, którego nie potrafił zdefiniować, jakby czuł że ma coś w sobie, jednak pozostawała dziwna pustka. Na szczęście jego bestyjka nie była zbyt cierpliwa, więc zaraz to uczucie znikało, zastępowane przez o wiele przyjemniejsze. Co zaraz też nastąpiło. Blondyn nie wytrzymał i jednym sprawnym ruchem wszedł w bruneta, idealnie trafiając w jego prostatę. Izaya nie zdążywszy zasłonić ręką ust jęknął niezwykle głośno, co tylko dodatkowo podnieciło blondyna. Po (bardzo) niedługiej chwili zaczął się poruszać. Mocno, szybko, celnie, tak by im obu było przyjemnie. Izaya szybko się zsynchronizował z rytmem blondyna, jednocześnie starając się ułożyć w taki sposób, aby było jeszcze wygodniej. Nie czuł nic poza błogą przyjemnością rozlewającą się po jego ciele, przyjemny prąd przechodził mu wzdłuż kręgosłupa przy każdym uderzeniu.
Doszli w tym samym momencie, jak zwykle zresztą, po wyczerpujących 20 minutach.
     Izaya padł na kanapę, a Shizuo przycisnął go do niej swoim ciężarem. Chwilę później przeturlał się na bok i wciągnął bruneta na swoją klatkę piersiową. Obaj uspokajali szalejące tętno i oddech. Byli spoceni, zmęczeni i prawdopodobnie Izaya będzie musiał zamówić jakąś firmę do czyszczenia kanap... lub zmienić obicie.
     Przeleżeli jakiś czas po prostu milcząc, i delektując się sobą. Nie mieli pojęcia, kiedy znów uda im się spędzić tak przyjemnie kolejny dzień, w końcu Izaya miał wymagająca pracę, a Shizuo nadal wmawiał wszystkim z rodziny, że jest singlem z wyboru, że nikogo nie kocha, że interesują go dziewczyny. W tej materii na razie nic się nie zmieniło. Jak to mawiają, było miło, ale się skończyło, czas wracać do rzeczywistości. Tylko czy oni naprawdę chcieli wracać do takiej rzeczywistości?
     Izaya wstał z kanapy ze zbolałym jękiem i przeszedł kilka kroków w stronę wielkiego okna. Rozsunął ogromne żaluzje, do tej pory pogrążające salon w tajemniczym półmroku i uśmiechnął się widząc coś za szybą. Shizuo chcąc, nie chcąc wyłowił ten uśmiech informatora. Również wstał z mebla i podszedł do kochanka. Oparł się tuż za nim. Widział, jak ten z jakąś dziwną nostalgią, czy też może bardziej marząc dotyka szyby, prawdopodobnie "głaszcząc" coś za oknem.
- Na co patrzysz? - szepnął wprost do ucha bruneta. Izaya uśmiechnął się szczęśliwie, jednak nutka tego uśmiechu pozostała groźna, jakby zaczepna, pokazując, że Izaya nadal czuwa nad sytuacją, a chwilowe rozleniwienie nic nie zmieniło. Obrócił się wesoło w stronę blondyna.
- Ne, Shizu-chan widzisz tamten wieżowiec~? - Znów zwrócił się w kierunku okna i coś pokazał, poczekał, aż Shizuo przytaknie i kontynuował. - On kiedyś będzie mój, cały, i urządzę sobie wielkie mieszkanie na ostatnim piętrze, z całą masą okien, takich jak to, tak by widzieć całą okolicę, tych wszystkich ludzi, by czuć się jak bóg będący ponad chmurami, ponad wszystkimi, na krańcu świata~!
- Izaya... Wiesz, jesteś dzisiaj jakiś inny. - westchnął, wtulając głowę w chłopaka, przyciągnął go też bliżej siebie.
- Naprawdę~? No cóż, tak mi się jakoś zebrało. - Pokręcił głową z uśmiechem. - Zapomnij, to tylko takie wygłupy~!
- Nie, powiedziałeś coś ważnego, tylko jeszcze nie wiem, co. - westchnął, nie puszczając go. - Powiedz o tym coś jeszcze.
- Po co~! Co cię interesuje myślenie twojej dziwki, nie od tego ją masz żeby myślała, nie~?
- Przestań. - fuknął. - Wiesz co czuję, mówiłem ci... Zmieńmy temat... O zobacz, widać stąd Rairę. - Uśmiechnął się, mocniej go przytulając.
- Mhm~! - przytaknął chętnie. - Nie martw się~! Jutro nikt nie zobaczy tego, co zrobiłem~! Miałem cię tylko trochę wkurzyć i udało się~! - Izaya wyplątał się z uścisku blondyna i skierował się do łazienki.
Przystanął jeszcze raz na chwilę, by spojrzeć przez wielkie okno i uśmiechnął się do siebie. Czuł jak coś spływa mu po udach, więc chciał przyspieszyć kroku, jednak zatrzymał go głos blondyna.
 - Izaya, tak właściwie czemu mnie nienawidzisz, czemu mnie denerwowałeś od naszego pierwszego spotkania? - Od czasu wspomnienia o Rairze przypomniało mu się coś, co uderzyło go już trochę wcześniej. Izaya zawsze dokładnie wiedział co się dzieje z blondynem, i nie chodziło tu o stan fizyczny, tylko bardziej o... uczucia? Brunet zawsze utrzymywał, że nie rozumie takiej bestii jak on, ale to przecież wcale nie była prawda. Izaya zawsze był blisko i zawsze wiedział, zawsze się starał, więc czemu? - Przecież mogłeś się postarać jakoś no nie wiem... zaprzyjaźnić?
- Bo widzisz, Shizu-chan... - Izaya westchnął. Wiedział, że takie pytanie prędzej czy później padnie, jednak dziś był niezwykły dzień i wprost idealna okazja, żeby wszystko sobie wyjaśnić. - Łatwiej jest być wrogiem niż przyjacielem osoby, którą się kocha. - Uśmiechnął się smutno do drzwi i zaraz je otworzył, wchodząc do łazienki. Słyszał jeszcze, jak blondyn zaczyna iść w jego stronę, a tuż po trzaśnięciu drzwi jego podniesiony głos.
- Izaya, to znaczy że...! - Chwilę odczekał, ale nikt nie odpowiedział. - Jeśli nic nie odpowiesz, uznam to za potwierdzenie! - Nadal cisza. - Dobra, w takim razie otwórz drzwi, to jest coś ważnego!
- No czego? Shizu-chan chcę się wykąpać! - W drzwiach pojawił się Izaya. Włosy ociekały mu wodą, a wokół bioder miał przewiązany czerwony ręcznik.
- Słyszałeś, co mówiłem? - upewnił się.
- No jasne, darłeś się tak, że pewnie i pół bloku słyszało, więc co to za ważna sprawa?
- W sumie to dwie rzeczy. - Blondyn uśmiechnął się tajemniczo i chwycił Izayę za podbródek. Przyciągnął go do siebie i cmoknął lekko. - Zostaniesz moim chłopakiem?
------------------------ 

i ja może jeszcze raz przypomnę, jak ktoś ma pomysł jaki dać tytuł do opowiadania zgodnego z planem wydarzeń napisanym przez czytelniku, to niech pisze, na serio przyda się pomoc :/

poniedziałek, 11 listopada 2013

Zabawa w wywoływanie duchów

Ooooohaaayoooooo minna~! X33
Piszę od Kiasarin-san, dlatego mam nadzieję się streścić~! X3
Po pierwsze - wybaczcie, że tak późno~! Q.Q Mam wrażenie, że po 3 dniach to już jak wieczność~... Co dopiero 6~! Dlatego dodaję wam tylko pierwszą część tego shot'a~... Na drugą poczekacie kilka dni~! X3 No, ale staram się streścić~!
Druga sprawa~! Kiasarin-san przedłuża urlop~! Proszę ją oszczędzić i jak już chcecie czymś rzucać, to tylko poduszkami~... *sama szykuje poduszkę, żeby rozpętać wojnę*
Aha i ona bardzo przeprasza~! :33 (Ale ja tu będę, cieszycie się~? X33)
Dobra, z ogłoszeń to już koniec~... *macha ogonkiem* Idę napaść moją panią (cicho, ona nic nie wie~! X33) więc koniec nudnawych tortur - znanych jako wstęp~!

Enjoy~! :33



     Shizuo, Shinra, Kadota i Izaya siedzieli w pokoju domku letniskowego, patrząc na siebie w większej części znudzonym wzrokiem. A może inaczej... Shizuo patrzył wrogo na Izayę, Izaya rozleniwiony, z nieschodzącym cwanym uśmieszkiem na ustach, udawał, że nie widzi jego spojrzenia, Kadota skakał spojrzeniem po wszystkich, choć w gruncie rzeczy jego mina wyrażała dobitnie, że się nudzi, z kolei Shinra siedział w ich towarzystwie, z zamyśleniem gapiąc się w podłogę.
- Wiem! - krzyknął w końcu samozwańczy doktor. Omiótł ich wszystkich zadowolonym wzrokiem zza szkieł w cienkiej oprawie. Nagle ustawił twarz tak, że jego okulary odbijały światło i całkowicie nie widać było oczu. - Wywoływanie duchów. - Szepnął głosem, od jakiego wszyscy, prócz Shizusia, dostali gęsiej skórki. Tak, Izaya też... Choć to nie ton Shinry wywołał u niego ten dreszcz.
- Duchów? - zapytał kpiąco, po czym udał, że ziewa. - Nudy~...
- Ale Izaya, sprawdzimy, czy kontakt z zaświatami to tylko mit, czy te wszystkie straszne historie zdarzają się naprawdę~! - Okularnik powoli się rozkręcał. - Duchy muszą istnieć pod jakąś postacią, a w ten sposób może jakiegoś wezwiemy, przepytamy czy coś i wtedy pozwolimy mu wrócić? Będzie fajnie, ciekawie i to lepsze niż wszelkie straszne historie! - zawołał, rozentuzjazmowany.
- Nie sądzę, żeby...
- Po prostu tchórzysz, nie, Izaya-kun? - Shizuo uśmiechnął się, jawnie z niego drwiąc. - Pękasz na myśl o duchach. Ciekawe, czy jak byłeś mały, biegałeś do mamusi z krzykiem, że pod twoim łóżkiem czają się potwory... - Udał, że się zastanawia.
- Takie jak ty, zapewne. - odpyskował brunet. W jego oczach pojawiła się iskierka determinacji. - Dobra Shinra, jak wolisz, ale robicie to na własną odpowiedzialność.
- "Robicie"? A ty?
- Ja się wykąpie jak normalny człowiek na wakacjach i pójdę spać. - prychnął, starając się ignorować wkurzający wzrok pewnego blondwłosego chłopaka. Jednak ten jak na złość przewiercał go swoim wnikliwym spojrzeniem. Potwór. Choć przynajmniej w ludzkiej skórze...
- Pękasz.
- Nie, jestem zmęczony, Shizuś. - prychnął, licząc, że zdenerwuje blondyna i ten da mu spokój. Chyba jednak Heiwajima zbyt dobrze się bawił, by się denerwować.
- Boisz się. Jak zawsze. Jesteś zwykłym, szarym tchórzem.
- Liczysz na to, że mnie sprowokujesz?
- Nie. Stwierdzam fakty.
- Twoje fakty są subiektywne i zakłamane.
- Tchórz.
- Dość tego. - Izaya odezwał się spokojnie, ale dosadnie. - Przezwiska nic ci nie dadzą, Shizu-chan. Nie mam ochoty na zabawę, szczególnie, jeśli ty bierzesz w niej udział.
- Ale Izaya, jesteś nam potrzebny, bez ciebie... - Jedno spojrzenie Izayi wystarczyło, by uciszyć okularnika. - Nee, Kadota, zrób coś, Izaya nie chce się z nami bawić, a jest potrzebny... - Shinra potrząsał Dotachin'em, robiąc proszące oczy.
- Izaya, posłuchaj, bez ciebie nie będzie koła, bez koła nie ma wywoływania duchów, więc musisz nam pomóc. - Wytrzymał ciężkie spojrzenie bruneta.
- A może jednak przerasta cię spotkanie ze strasznym duchem, co? - zakpił Shizuś. Nie mógł zabić Izayi, dopóki Shinra i Kadota mieli na nich oko, ale mógł mu przynajmniej podokuczać.
- Ja się niczego nie boję, Shizu-chan. - odparł Izaya poważnym, beznamiętnym tonem. Wyglądał dość dziwnie, żeby nie powiedzieć przerażająco. - Wiem, że gdybym tylko chciał, mógłbym zapanować nawet nad tym. - Uśmiechnął się kpiąco, tym razem już zupełnie po swojemu.
- Oczywiście, że się boisz. Jest coś, czego boisz się na pewno. - stwierdził pewnie blondyn.
- Tak? I co to niby takiego~?
- Chociażby ja. - Heiwajima uśmiechnął się złośliwie.
- Ty, Shizu-chan~? Nie rozśmieszaj mnie! - prychnął.
- Hej, Dotachin, mógłbyś przynieść mi te rzeczy z listy? - szepnął doktorek do ich znudzonego przyjaciela. Nie chciał im przerywać, w końcu lepiej, że rozładowywali się w ten sposób, niż próbując się nawzajem pozabijać. Z drugiej strony musiał mieć na nich cały czas oko, więc sam nie mógł iść.
- Nie mów na mnie Dotachin. - mruknął Kadota, wstając i zabierając kartkę od Kishitani'ego, żeby znaleźć potrzebne przedmioty. Jednak kłócąca się parka nawet tego nie zauważyła.
- Nie? Więc dlaczego niby zawsze uciekasz, gdy mnie widzisz, nawet gdy nic jeszcze nie zrobiłem?
- Może dlatego, że zawsze próbujesz mnie zabić? - sarknął brunet.
- Może dlatego, że sobie...
- WYSTARCZY! - przerwał im stanowczo Kadota. Usiadł po turecku, odłożył przedmioty z listy i założył ręce na piersi. - Zostawcie sobie te kłótnie na jakąś inną chwilę. Teraz zaczynamy wywoływanie duchów. - Odwrócił się do Shinry. - Co tak dokładnie mamy robić?
- Więc tak~... - Doktorek poprawił okulary, odsunął arkusz papieru z alfabetem i płaski kamyk, zostawiając talerzyk dokładnie między nimi.
- Wszyscy kładziemy palce na brzegu talerzyka - sam zrobił to o czym mówił - i ja zajmuję się przywoływaniem ducha~! - Popatrzył po wszystich zachęcająco. Dotachin po krótkiej chwili dołączył do doktorka. Shizuo patrzył na to krytycznie, z kolei Izaya tylko zmarszczył brwi.
- To wszystko? - mruknął Shizuś niedowierzająco.
- Tak, to wszystko. - przytaknął Shinra.
     Blondyn wciąż nieco wątpliwie przyłożył palce do talerzyka.
- Na co czekasz, Izaya-kun? - prychnął, patrząc kpiąco na bruneta.
- Na nic. - Izaya wyciągnął palce tuż nad powierzchnią talerza, jednak tak, żeby go nie dotykać. Nie miał zamiaru ryzykować. - Zaczynamy? - zapytał spokojnie Kishitani'ego.
- Tak. - Samozwańczy doktor uśmiechnął się szeroko, szczęśliwy, że wszyscy się przyłączyli. - Teraz zamknijcie oczy - rozejrzał się, czy wszyscy posłuchali polecenia i sam też zamknął oczy - i mocno się skupcie. - W tym momence Izaya zachichotał. - W ciszy.
     Zapadła cisza, a Shinra zaczął coś mamrotać pod nosem.
     Po kilku dłuższych chwilach, w których nic się nie działo, Shizuo zaczął się irytować. Wszyscy siedzieli jak skończeni idioci oczekując czegoś, co nawet nie istniało. Otworzył usta, żeby spytać Shinrę ile to jeszcze będzie trwało, lecz zamiast coś powiedzieć poczuł, jak coś chłodnego wpełza mu do ust i szybko zajmuje jego ciało, rozpełzając się po kończynach. Nie mógł się poruszyć. Przestał nad sobą panować. To "coś" całkowicie zawładnęło jego ciałem.
- Czego chcecie? - Shizuo poczuł, jak jego oczy się otwierają, a brwi marszczą. Widział dokładnie, jak wszyscy otwierają oczy i przypatrują mu się, zdziwieni.
- Shizuo? - odezwał się niepewnie Kishitani. - To ty?
- Nie do końca on. Jego ciało i mój duch. Na imię mam Takuma. Przyzwaliście mnie. Jaki macie powód, czy raczej - jak chcecie się usprawiedliwić? - "Coś" czy raczej "ten ktoś" przewrócił oczami Shizuo, a następnie przypatrzył się szatynowi.
- Em~... - Shinra niemal skamieniał, nie mogąc nic powiedzieć, jednak po chwili uśmiechnął się lekko i szybko zabrał głos. - Chcieliśmy porozmawiać z duchem i jakoś sprawdzić, czy taki byt istnieje.
- Jak widać istnieję. - odparł duch, przyglądając się teraz pozostałym uczestnikom "seansu". Shizuo wyłapywał każdą jego myśl, a dokładniej znał ją dokładnie, bo duch używał do myślenia części jego umysłu.
     Co za gaduła... Obeszłoby się bez tego. Wygląda niesamowicie młodo jak na tak poważną osobę. Ten z kolei wygląda staro. A zachowania chyba jeszcze jakiś czas nie zobaczę... Gapi się na mnie jakby ducha zobaczył. Hahahaha! O, co my tu mamy? - Przyglądał się uważnie Izayi, śledząc każdy jego ruch oczami Shizusia. - Ładny. Młody. W moim typie. - Myśli blondyna zalała fala wyobrażeń o Izayi, jakich nigdy by do siebie nie dopuścił, choćby mu za nie zapłacili. W ułamku sekundy ujawnił mu się cały plan ducha. On nie chciał później dać się odesłać. Już postanowił zostać. I miał zamiar korzystać z ciała Shizuo, a ten nie mógł szepnąć choćby słowa, był zupełnie pozbawiony władzy w kończynach. Oczywiście, czuł je, odczuwał wszystko, ale nie panował nad tym.
- ...A o tym możnaby całą książkę napisać~! - opowiadał rozentuzjazmowany Shinra. - Niesamowite, że siedzisz tak po prostu między nami~! Chociaż czy konieczne było wnikanie w ciało Shizuo?
- Inaczej nie da rady. Ale zostawię je po odejściu. - Jasne... Nabieraj się dalej. Nawet moje własne ciało nie było tak silne... Zbyt mi się podoba, by odejść.
- Hmmm~... Dobrze, skoro tak... Shizuo nie denerwuj się, dobrze~? Chcę jeszcze tylko trochę porozmawiać! - Uśmiechnął się.
      Shinra... Ty głupku! Idiota! Sądzisz, że jeśli Celty była przyjazna, to każde nadnaturalne stworzenie będzie?! Wyrzuć go z mojego ciała! No zrób coś!!! Już!!!
      Hej, hej, młody, nie tak prędko... Jeszcze trochę się zabawimy, nim odejdę...
- Masz jakieś konkretne pytania? Na przykład zapisane w jakimś notatniku? - zadrwił duch.
      Młody?! Nie waż się tak do mnie mówić! Nazywam się Heiwajima Shizuo! I nakazuję ci natychmias wyjść z mojego ciała! Nie będę pomagał w realizowaniu jakichkolwiek chorych planów!!!
     No już, już spokojnie... Ja tylko trochę zabawię się z twoim kolegą... Choć może raczej powinienem powiedzieć, że wrogiem. Nie mów, że ci się nie podoba. Nawet ty zauważyłeś jego wysportowaną sylwetkę i te cudowne czarne włosy. Szkoda byłoby nie skorzystać, czyż nie? Fakt, że potem będzie winił ciebie, ale na razie możesz o tym nie myśleć... Hahahahaha!
     Odwal się od Izayi!!! On dobrze wie, że duchom nie powinno się ufać. Rozgryzie cię jak każdego.
     Każdego prócz ciebie?
     Prócz mnie, a nie jakiegoś podrzędnego duszka, który straszył co najwyżej w domu publicznym.
     Nawiedzanie tych młodych, wystraszonych kociaków było zabawne, czego chcesz?
     Ty...! ZABIERZ TE OBRAZY Z MOJEJ GŁOWY!!!
     Uuu, pan wrażliwiec troszczy się o tanie kukiełki z domu publicznego?
     Jak śmiesz...
     A co, nie wolno? Taka jest prawda.
     Nie znasz ludzi!!! Wynoś się!!!
     Nie masz nade mną żadnej władzy.
     W trakcie tej wewnątrzumysłowej rozmowy, Takuma odpowiadał też słownie na pytania Kishitani'ego - o jego dawną pracę, przebyte choroby, jak umarł, ile miał lat, czy miał rodzinę, czy zostawił po sobie niezałatwione sprawy... Ciekawiło go wszystko i na wszystko przybysz z zaświatów odpowiadał, choć nie bez kpin czy ironii. W dodatku oczywiście nie mówił całej prawdy. O swoim życiu nie opowiadał ani grama prawdy. Tylko kłamstwa, kłamstwa, stek kłamstw.
     W końcu przesłuchanie dobiegło końca.
- Jeszcze coś?
- Nie~! Martwimy się o Shizuo, więc dobrze by było, gdyby do nas wrócił~... Przepraszam za wyganianie cię, ale ty już przeżyłeś swoje lata~! A Shizuo pewnie już i tak się wścieka~...
- Rozumiem. - Usta Shizusia rozciągnęły się w wyrozumiałym uśmiechu. - Już wychodzę. - Zamknął oczy i udał, że się odpręża.
     Nie ma tak łatwo. Najpierw dostanę to, czego chcę, potem porozmawiamy o moim ewentualnym odejściu z tąd.
- Shizuo?
- Shinra!!! Co to do jasnej miało być?! - Duch otworzył oczy, zmarszczył brwi i zacisnął pięści, zbliżając się do doktorka. Oczywiście nadal w ciele Shizusia. Znał wszystkie jego wspomnienia, więc wiedział, jak prawdziwy właściciel ciała zachowałby się w takiej sytuacji. I oczywiście skwapliwie wykorzystywał tę wiedzę.
     Choć wewnątrz się uśmiechał.
     Wynoś się.
     Powiedziałem, że nie ma tak łatwo.
- N-no, daj spokój, Shizuo~... - Shinra cofał się na czworaka, zakłopotany. - To ty jakoś go przyciągnąłeś~... No przecież nie mogłem go wygonić, jak już zdarzyła się okazja~... To przecieś była tylko chwilka, noo~...
- Byłeś bestio-duchem, Shizu-chan~! Ewoluowałeś~! A już myślałem, że taki pierwotniak jak ty nigdy nie ewoluuje~! - Izaya śmiał się złośliwie.
- Ty... - Takuma odwrócił głowę i spojrzał na bruneta tęczówkami Shizusia z jakimś drapieżnym błyskiem w oku. - Jeszcze ci się za to oberwie. - Rzucił tylko, wstając i przeciągając się.
     PRZESTAŃ TAK O NIM MYŚLEĆ!!! - Denerwował się Shizuo. Miał serdecznie dosyć wizji Izayi, jakie podkładał mu ten popaprany duch.
     Nie ma sprawy. Jeszcze trochę i przestanę tylko myśleć, zamiast tego zacznę działać.
     Nawet o tym nie myśl!!!
     Bo co mi zrobisz?
     Musi być jakiś sposób, żeby cię odesłać, skąd przyszedłeś.
     Nie ma takiej możliwości, że twoi koledzy znajdą na to sposób.
     Więc to oni muszą to zrobić? I niby ja nie mogę?
     Tch, daj spokój. Idziemy się umyć. Ach, jak ja dawno tego nie robiłem~...
- Shizuo... Dobrze się czujesz? - zapytał z troską Shinra. Kadota patrzył na niego, marszcząc brwi. Z kolei Izaya przyglądał mu się z ciekawskim uśmieszkiem.
- Potworek się zmęczył, mam rację~? - prychnął Izaya.
- Ty mendo! Daruję ci dzisiaj, a ty śmiesz jeszcze narażać moją cierpliwość?! - Syknął, podnosząc go za kołnierz jedną ręką i zbliżając go sobie do twarzy.
- Shizuo, postaw go! Mieliście się zachowywać, zapomniałeś??? - Kadota zareagował nawet szybciej, niż Shinra.
- To trzymajcie go ode mnie z daleka, dopóki się porządnie nie wykąpię. - Prychnął i rzucił go z powrotem na ziemię.
- Ale on wytraci całą ciepłą wodę~... - jęknął brunet. Jednak zdążył powiedzieć tylko tyle, bo ktoś zatkał mu usta.
- Ćśśś, już go bardziej nie wnerwiaj. - szepnął Shinra.
     Zadowolony z siebie Takuma ruszył do łazienki, zgarniając jeszcze po drodze wszelkie przybory toaletowe Shizusia.
     Prawdziwe ludzkie życie~... Czekałem na to ostatnich osiem lat, wiesz?
     Zamknij się i oddawaj moje ciało.
     O, wciąż walczysz? Daj spokój, brak ci nawet motywacji. Czuję, co próbujesz zrobić, ale to się nie uda, zrozum.
     Nie będziesz nadużywał mojego wizerunku. Nie pozwolę na to! To MOJE życie, więc z łaski swojej zajmij się swoim!
     Kiedy ja nie mam swojego... Ktoś mi je zabrał dawno temu.
     A ty zabierasz mi moje! To trochę niesprawiedliwe, nie uważasz?!
     Pffhahaha! Naprawdę sądzisz, że w zaświatach kogokolwiek obchodzi sprawiedliwość?! Zostałeś opętany, zrozum to wreszcie! Nie odejdę, dopóki mi się to nie znudzi! A póki co bawię się dobrze - z silnym ciałem, upatrzoną... hm, rozrywką... Nie sądzisz, że to będzie interesujące? Patrzeć, jak twój wróg całkowicie ulega twojemu ciału? To prawie tak, jakbyś brał w tym udział. To nie tylko dla mnie, dla ciebie to też będzie przyjemne~...
     Wal się. Nie dopuszczę do tego.
     Zobaczymy.
     Duch z przyjemnością ściągnął ze swojego tymczasowego pojemnika krępujące go ciuchy. Przejrzał się w lustrze, po czym, obejrzał się sam. Oblizał usta z lubością. Wyglądało na to, że miał się jak zabawić. To ciało było wprost wymarzone do jego celów. Silne, dobrze ukształtowane i miałoby powodzenie wszędzie, gdzie tylko nie bano się tego człowieka. Perfekcyjne.
      Nie schlebiaj sobie, póki jesteś we mnie.
      Takuma zignorował go i wszedł pod prysznic. Odetchnął głęboko, czując jakby się wręcz roztapiał w oblewającej go ciepłej wodzie. Tak dawno tego nie czuł...
     Namydlił się dokładnie, umył włosy, a na koniec po prostu stał w strugach wody, rozkoszując się tym jeszcze chwilę. Przejechał dłonią po klatce piersiowej Shizusia. Było przyjemnie. Zjechał niżej. Napraaawdę dobrze. Choć najbardziej zależało mu na tym brunecie, z którym jego "pojemnik" tak się nienawidził. Już sobie wyobrażał, jak to będzie wspaniale...
     WYNOŚ SIĘ RAZEM Z TYMI CHORYMI FANTAZJAMI!!!
     Oya, oya, ktoś znowu się zdenerwował...
     Jesteś chorym, podłym skurczybykiem! Jak wogóle można myśleć w ten sposób o tej mendzie?!
     Nie mów, że ci się nie podobało... Zobacz, podnieciłeś się, nie zaprzeczaj.
     To nie ja, idioto!!! To ty i te twoje popaprane fantazje!!!
     Wiesz co? Coś mi przyszło na myśl.
     Wiem co to, choć nadal mnie to nie obchodzi.
     A powinno~! W końcu to plan mający przekonać wszystkich, że JA nic wspólnego z tym nie mam. Nie martwi cię to?
     Jesteś jak ta podła wsza, tylko z innymi możliwościami i nienawidzę cię odrobinę mniej. Właściwie to mam gdzieś, jaki jest twój plan. Nawet Shinra nie jest takim idiotą, żeby uwierzyć, że ja byłbym w stanie przelecieć Izayę. Jeśli to zrobisz, będzie się dopatrywał przyczyn nawet w moim dzieciństwie, nie mówiąc o zeszłym tygodniu.
      No tak, bo pewnie ominie zeszły tydzień, znając życie. - Przyszło mu do głowy, a duch niestety i oczywiście musiał to usłyszeć.
      Hahaha! Po tym, jak dziś wierzył w każde moje słowo jakoś nie sądzę!
      Shinra, ty głupku. Naprawdę musiałeś mnie w to wciągnąć?! I dlaczego nie trafiło na Izayę???
      Ten brunet nawet nie położył palców na talerzyku. Nie miałem żadnych szans, żeby w niego wniknąć. - Wyjaśnił łaskawie duch.
      No to kurde pięknie. Ten tchórz... Jeszcze się z nim policzę!
      Pozwól, że ja to zrobię. - Takuma uśmiechnął się wrednie do odbicia w lustrze.
      Po moim trupie. Izaya jest tylko moim wrogiem. To JA mam mu wyrządzić największą krzywdę. Więc z łaski swojej się od niego odwal! - warknął w myślach.
     Ale on i tak będzie myślał, że to ty mu to zrobiłeś... W czym problem?
     Chcę to zrobić osobiście. I ma być fair, bez żadnych nieczystych zagrywek.
     A jeśli obiecam, że nie nabrudzę za bardzo? - zachichotał w myślach Takuma, wyobrażając sobie, jak można uchronić się przed zostawianiem plam. Dobrze wiedział, że nie o to chodziło Shizuo.
     Powiedziałem już, że masz go zostawić w spokoju i się wynieść.
     Chyba lubisz się powtarzać, młody. Więc i ja powtórzę. Nie pójdę sobie. Za kilka dni ten cały Izaya będzie mój. Koniec dyskusji.
     TY...
     Cholera, jestem zmęczony... To jedno nigdy mi nie odpowiadało... No nic, przymknij się, idę spać.
     W głębi świadomości Shizuo warczał i demolował wyimaginowane ulice, ale nie mógł już nic zrobić. Zapadł w sen razem z tą "kierującą" częścią jego umysłu.

     Obudził się wcześnie rano. Patrzył na świat tymi samymi oczyma. Widział wszystko wyraźnie, a zarazem niedoskonale. Niebieską poduszkę, białe prześcieradło...
- Ohayou Shizu-chan~! - Coś chlusnęło na niego zimną wodą, a jego ciało zareagowało instynktownie, wyplątując się z kołdry i o mały włos nie spadając na podłogę. - Hahaha, żebyś ty widział, jak idiotycznie wyglądasz~! To kara za zostawienie nam wczoraj wyłącznie zimnej wody~! Nie sądziłeś chyba, że ujdzie ci to płazem? - Brunet uśmiechał się kpiąco.
- Iiizaaayaaaa! - warknął, podnosząc się na nogi. Orihara z gracją kota odsunął się od niego. - Pożałujesz tego!
     Tak, świetnie mu szło. Ten blond głupek reagował zawsze tak samo, więc co tak naprawdę miałoby stanowić problem w udawaniu go? Chyba tylko kontrolowanie swoich odruchów, ale to nie było takie trudne. Wiedział, że zemści się za wszystko na swój sposób, gdy tylko nadejdzie odpowiedni czas.
- Naprawdę Shizu-chan, jesteś gorszy nawet od tych wszystkich głupich duchów. To nuudne~... - jęknął na pokaz.
      Oj, poczekaj... Jeszcze nie skończyłem. Zachowuję spokój tylko dlatego, że zemsta będzie dłuuga i bolesna...
- Czyli, że jednak boisz się duchów. - Nie pytał, tylko stwierdził.
- Nie~! Sądzę, że są nudne, Shizu-chan, to co innego~!
     Takuma czuł jego strach. Na wzmiankę o duchach uniósł się lekki swąd strachu, był tego pewien jak swojego imienia.
- Boisz się. - powtórzył, uśmiechając się szyderczo.
- Shizu-chan, ty musisz być na nie wściekły, co~? Taki jeden przyszedł i zabrał ci całą kontrolę nad tobą, to musiało być ciężkie, co~? - Uśmiechnął się, po czym jego uśmiech zmienił się na kpiący. - Nie, wcale mnie to nie interesuje. Dałeś się nabrać. Shizu-chan no baaaka~! - niemal zaśpiewał, po czym zaczął uciekać przed latającymi przedmiotami i samym Shizusiem.
     Jasne, że jestem wściekły, mendo. Problem w tym, że nie gadałeś ze mną, tylko właśnie z tym idiotycznym duchem!!! Mógłbyś się chociaż zorientować! "Jesteś jedyną taką bestią na świecie"? "Tylko ciebie nienawidzę tak bardzo"? "Poznałbym twój krok wszędzie, Shizu-chan"? Jasne, twoje słowa są gówno warte! Nie odróżniasz mnie nawet od głupiego umarlaka!!!
     Ooch, jakie to urocze, może się pobierzcie. A nie, przecież on ma cię znienawidzić po tym wszystkim. No cóż, nieważne, to już nie moja sprawa. ...Poważnie zawsze tak za nim latasz? Zmarnowało się tyle fajnych rzeczy, które mogłyby jeszcze służyć innym udziom... Żartowałem. Nic mnie to nie obchodzi.
     Zamknij się. Mam dość słyszenia cię w mojej głowie.
     Teraz już bardziej mojej niż twojej.
     Po prostu się zatkaj!!!
     No wiesz... Księźnićka się oblaziła? Pff, a chciałem podarować ci chwilę, żeby ci się nie nudziło.
     Zamknij się, zamknij się, zamknij się! Obejdę się bez twojej "dobrej woli"! Jakbyś ją w ogóle posiadał!
     Wątpisz we mnie?
     ...
     O, nowa technika?
     ...!
     No daj spokój mały...
     Nie jestem kurna mały!!! - Shizuo naparł swoją świadomością na świadomość ducha. Przez parę sekund miał wrażenie, że jego złość wypełnia cały jego umysł i nie ma nic poza tym. Miał wrażenie, że patrzy na pole do gry w koszykówkę, na którym właśnie stał, własnymi oczami. Jednak już po chwili to uczucie zniknęło. Udało mu się może na dwie sekundy. - Co się...?
     Ooo, co to było? Przebłyski? No proszę, masz urojenia~! Cudownie, może już zaczynasz wariować, co~? Szybko... Lepiej wytrzymaj, dopóki się dobrze nie zabawię. - W myślach Takumy czuć było kpinę, ale Shizuo czuł też coś jeszcze. Rozdrażnienie? Złość? Było zbyt przytłumione, by stwierdzić dokładnie.
     Boisz się mnie? - Tym razem ton myśli Shizusia był opanowany.
      JA ciebie??? Co za idiotyczne pytanie? - Takuma prychnął z ciężkim niedowierzaniem. - Bardziej zastanawia mnie, dlaczego ty się nie boisz. Zostałeś opętany, a gadasz ze mną jak z dawno nie widzianym wrogiem.
      Izaya jest moim wrogiem. Ciebie nienawidzę trochę mniej. Poza tym, dlaczego niby miałbym się ciebie bać? Co ja, dzieciak? Byłeś jakimś facetem, który zmarł i teraz myśli, że robi za pępek świata. Do tego posługuje się moim ciałem dla swojego chorego planu, zupełnie pozbawionego sensu. Nie boję się. Nie jestem zły. Jestem wkurzony, i to cholernie wkurzony.
      Ale i tak nic z tym nie zrobisz. - Skwitował złośliwie duch, zmierzając z powrotem w stronę ich domku letniskowego.
      Jeszcze zobaczymy.
      Do końca dnia Takuma dalej bawił się w człwieka. Udawał Shizusia, upodabniając się do zachowań z jego wspomnień, choć ciężko było pozbyć się starych nawyków. Zamiast jednej, niecałej paczki, spalił aż dwie. Zamiast rozmawiać z Sinrą na spokojnie, udawał rozdrażnionego, używając swoich złośliwości. Kadotą się w zasadzie nie przejmował. Czasem zamienili zdanie jak znajomi, ale poza tm żyli własnym życiem. Co do Izayi... Oczywiście udawał, że wścieka się na niego, ilekroć się widzą. Czasem go gonił, czasem rzucił jakimś przedmiotem. Mimo usilnych nalegań Shinry, tak jak Shizuo nigdy nie chciał stosować się do jego poleceń, tak i on miał je gdzieś i robił co chciał.
- Shizuo, teraz twoja kolej.
- Co? - mruknął, nie odrywając wzroku od żażącej się końcówki papierosa. Za każdym razem to było tylko przyjemniejsze.
- Dziś ty masz dyżur w kuchni. Kolacja. A jutro śniadanie i obiad. Pamiętasz?
- Hmmm... - Przeszukał wspomnieia Shizuo. A faktycznie, cośtam o tym gadali. Ale on wyleciał stamtąd w trakcie. Izaya włożył mu ślimaka pod koszulkę. - Tjaa... To co ja mam tak właściwie robić?
- No... Przygotować talerze, pałeczki... A potem zmywać i sprzątnąć salę.
- Nie chce mi się. - Westchnął. Cholera, że też musiał robić wszystko to, co narzucili temu blond-głupkowi. - Muszę, nie? - Spojrzał na Kadotę, który pokiwał głową a po chwili uśmiechnął się i poklepał go pokrzepiająco po ramieniu. - Dobra... Idę. - niemal warknął z niechęcią.
- Spokojnie, przecież już pracowałeś na zmywaku, nie? W zeszłoroczne wakacje.
- Ta. Aż pojawił się Izaya.
- On mówił, że dziś będzie zajęty. Może do ciebie nie wpadnie.
     A może jednak niech wpadnie? Byłoby ciekawie.
- Oby.
- Poza tym, masz dyżur z Fuyumi. Uśmiechnij się trochę. - Puścił mu oko.
      To ten idiota jeszcze się nie przyznał, że z dwojga przyjemności jednak bardziej woli chłopców? HAHAHAHA!!! Ej, Shizuo? Może mu powiem? Hahaha!
      ...Chyba cię pogrzało. Dotachin jest święcie przekonany że wolę dziewczyny i widział, że umawiam się z dziewczynami. Nie uwierzy ci.
      A dlaczego nie? Sprzeda mu się jakąś ckliwą historyjkę o tym jak "zrozumiałeś"... I wtedy w końcu dowie się prawdy. Genialne, nie~?
     Odwal się. Nic ci do mojego życia.
      Samo to, że masz jakieś doświadczenie mnie zadziwia. Jak ci się udało kogokolwiek wyrwać?
      Ludzie to nie marchewka, ich się nie wyrywa. Poza tym... Mówiłem już. Nic ci do mojego życia. Spadaj.
     Więc pogrzebiemy ci trochę w pamięci...
     Obaj to zobaczyli.
     SKOŃCZ!!!
     Ale... Wyglądałeś przezabawnie. Hahaha!
     Nie. To moje prywatne życie. Nie możesz-!
- Shizuo? - Kadota machał mu przed oczami dłonią. - Haalo?
- A, sorry. Zamyśliłem się. - Takuma uśiechnął się swobodnie. - Fuyumi... Zobaczymy, co z tego będzie. - Zgasił papierosa butem i wstał z werandy. - Dzięki, Kadota. - Machnął mu na pożegnanie.
- Nie ma za co. - Dotacin ułożył się wygodnie i zwrócił twarz w stronę słońca. W końcu do zachodu było już niedaleko, a ono było takie ciepłe.
     Szatyn zamyślił się. Z normalnego Shizuo, jakiego znał, dziś zrobił się wiecznie ukradkowo uśmiechający się pod nosem nałogowy palacz, który potrafił zamyślić się w trakcie rozmowy. Co się z nim działo?

     Takuma odbębnił swój dyżur w kuchni. Ta cała Fuyumi ignorowała go tak ostentacyjnie, że aż za bardzo. Może nie umarł ledwie dziś, ale też nie urodził się wczoraj. Shizuo miał ją na pstryknięcie palców. ...No cóż, tyle, że teraz ani on, ani duch, nie miał ochoty na zdobywanie dziewczyny. Shizuo chciał wydostać się z tej popapranej sytuacji i odzyskać swoje ciało. Z kolei ten przebrzydły duch chciał Izayi. No i ciała Shizuo na czas nieokreślony. Mieli więc mały konflikt interesów.
     Takuma olał dziewczynę, nawet nie udając Shizusia. Po co? Nie znali się dość dobrze, by czymś mu zagrażała. Następnie oboje udali się na salę, zastawili stoliki i rozsiedli się, każdy w swoim kącie. Po krótkim czasie wszyscy zeszli się na kolację. Kadota, Shinra i Izaya usiedli przy jego stoliku i jakby nigdy nic zaczęła się zwyczajna kolacja, pełna złośliwości Izayi, uspokajania Shinry, prób spokojnego zjadania posiłku przez Kadotę i warknięć Shizusia. Sielanka, można by powiedzieć.
- Ne, Shizu-chan~! Dałem wam trochę prywatności, zacząłeś z nią chodzić~? - zapytał Izaya na tyle głośno, by jego słowa dotarły nawet do niej.
- Zamknij się, kleszczu! - krzyknął Takuma, udający Shizusia. Wydawał się być wściekły.
- No ale Shizuś~! Tak ci zależało~!
- Odczep się.
- Eej, odkryj choć trochę tajemnicy Shizu-chan~! Masz dziewczynę~?
- Nic ci do moich spraw, mendo! - Walnął pięścią w stół, aż ten się załamał. Przynajmniej Shinra i Kadota okazali się na tyle przytomni, by zabrać swoje miseczki, zanim runęły na podłogę. Jedynie Izaya patrzył na niego znudzonym wzrokiem, kompletnie pozbawionym jego zwyczajowego uśmiechu. Wręcz możnaby powiedzieć, że nieco ponurym.
- To się zrobiło nudne. - oznajmił brunet, wstając. - Wracam do domku.
- I odszedł w stronę wyjścia, żegnany jedynie zdumionymi spojrzeniami.
     Shinra wpuścił swoją miseczkę z wrażenia.
     Kadota stwierdził w myślach, że świat już zupełnie zwariował.
     Takuma patrzył za wrogiem Shizusia zdziwiony, udając, że nie wie, co powiedzieć.
     Sam Shizuo zamilkł. Nie rozumiał Izayi. Nigdy go nie rozumiał. Wiedział tylko tyle, że teraz z całą pewnością coś knuje. Jednak to było przeczucie, a Takuma nie mógł zrozumieć znaczenia czegoś nie sformułowanego w pełne myśli. To była przewaga Shizusia.
- Co się stało? - Zewsząd dobiegały ich przyciszone szepty.
- Shinra... - szepnął Kadota.
- Mhm. - mruknął samozwańczy doktorek, zamykając w końcu rozdziawione usta.
- Shizuo?
- No?
- My już pójdziemy.
- Idę z wami.
- Nie możesz! Masz dyżur! - zwrócił mu uwagę Shinra.
- No to co z tego? - Wzruszył ramionami.
- Zostawisz Fuyumi samą? - Kadota uniósł brew w geście niedowierzania.
      Aa, no tak... Gentleman się znalazł. - prychnął kpiąco do Shizusia.
- No tak... - westchnął. - Opowiedzcie mi potem, o co mu chodziło.
      Obaj popatrzyli na niego, zdumieni.
- Shizuo? Od kiedy interesuje cię co i dlaczego robi Izaya?
- Chcę wiedzieć, co było w stanie tak go wkurzyć. - Wzruszył ramionami.
- Aha. - skwitował tylko Shinra. - Kadota chodź, bo potem go nie znajdziemy! - Pociągnął szatyna do wyjścia.
- Do zobaczenia, Shizuo. - Obaj pospiesznie opuścili salę.
     Wiesz, o co tu chodzi? Nie przypominam sobie, żeby ten twój słodziak miał takie humorki~...
     IZAYA SŁODZIAK?! ZWARIOWAŁEŚ?! ...Poza tym, wiem tyle, co ty. Ale ta menda zawsze ma jakieś odchyły, nie ważne gdzie i kiedy.
     No, słodziak. Chyba, że wolisz "twoja..."
     Nie kończ.
     Haha! Wiedziałem~!

     Tymczasem Shinra i Kadota podążali za Izayą. Ten, choć starał się uciekać, nie biegł ani nie mylił ich drogi. Zupełnie, jakby...
- Izaya, dokąd nas prowadzisz?
- Shinra, pozwolisz, że jak wrócimy poproszę Celty o przysługę?
- ...Co? Co masz na myśli?
- Czy mógłbym się z nią spotkać i omówić pewną sprawę? Ale bez ciebie?
- Izaya! O co ci chodzi~? - jęknął Kishitani, przedzierając się za nim między drzewami. - Przecież zawsze jak masz do niej sprawę ustalasz to z nią~... Niech ona decyduje, chy chce się z tobą spotkać... Chociaż będę trochę zazdrosny~! - zastrzegł. - ...Ale po co o to pytasz? Chcieliśmy z tobą porozmawiać o Shizuo...
- Skoro nie możesz na sto procent potwierdzić... Kadota, a ty użyczyłbyś mi Eriki? To znaczy, będziesz miał coś przeciwko, żeby wyświadczyła mi przysługę? - Izaya nawet się nie odwrócił, po prostu szedł przed siebie, przeciągając ich przez najróżniejsze gęste krzaki.
- Erikę? - powtórzył zaskoczony Kadota. - Jak Erika może zastąpić Celty? Wiem, że jest wygadana i wogóle, ale... A zresztą. Spytam, pewnie się zgodzi. Ale mów, o co chodzi dokładniej, albo chociaż daj nam zacząć temat Shizuo, bo to jednak ważne.
- Słuchajcie. - Izaya przystanął i odwrócił się do nich. Jego mina pozbawiona była jakichkolwiek emocji.
     Zapadła całkowita cisza.
- Izaya! Mów, o co chodzi! - zniecierpliwił się Shinra. - Dziwnie się zachowujesz. - Przestąpił z nogi na nogę.
- Sprawdzałem was. Chodzi o Shizuo.
- Zauważyłeś? - mruknął Kadota.
- Oczywiście. - prychnął Izaya. - Od wczoraj.
- A to na stołówce? - zapytał zaciekawiony ale i podenerwowany Shinra.
- Sprawdzałem go. Shizu-chan by się tak nie zachował.
- Tak też myślałem, że o to ci chodziło. - Shinra zmarszczył brwi. - Faktycznie, jak się skupić, to jego odpowiedzi nie były dokładnie takie, jak... No, jak jego. Chciał, żebyśmy mu potem opowiedzieli, o co ci chodziło. To nie było aż tak dziwne, tylko... Jak spytałem, po co chce to wiedzieć, powiedział, że "chce wiedzieć, co było w stanie tak cię wkurzyć". Odpowiedź Shizuo powinna brzmieć "żeby wiedzieć, co ta menda kombinuje", albo "żeby wiedzieć, co planuje". Czy coś w tym stylu. I nie byłby taki spokojny, na pewno byłby chociaż rozdrażniony...
- Innymi słowy, coś z nim teraz jest nie tak, jak powinno. - podsumował Kadota.
- Od wczoraj. - podpowiedział im Izaya, zagryzając wargę. Głupi nawyk, zazwyczaj nikomu go nie pokazywał.
- Sądzisz, że...? - spytał zdumiony Dotachin.
- Izaya, to niemożliwe, żeby...
- Celty też jest niemożliwa? - przerwał mu złośliwie Izaya. - Jeśli sądzisz, że każde nadnaturalne stworzenie jest takie jak ona... Zresztą, ona też nie jest taka, jaka ci się wydaje.
- Nic o niej nie wiesz! - zdenerwował się okularnik.
- Spokój! - zarządził szatyn, zaciskając pięści. - Jeszcze będziecie mieli czas, żeby się kłócić. Teraz skupmy się na Shizuo.
- Shizu-chan... - mruknął Izaya, przechodząc w tryb profesjonalisty. - On by się tak nie bawił. Nie udaje. Więc... jak wypędzić ducha?
- Egzorcystą? - zaproponował Shinra, poprawiając nerwowo okulary.
- Według religii chrześcijańskiej Shizuś jest opętany i wypadałoby przeprowadzić egzorcyzmy. - Izaya zaczął się zastanawiać na głos. - Według wierzeń dawnych Słowian duchy przychodziły bez nawiedzania kogokolwiek i trzeba je było ugościć... To odpada. Pomyślmy... Hinduiści wierzą w atmana, czyli duszę, jako całkiem oddzielną od ciała istotę, podlegającą reinkarnacji. Nie przypominam sobie, żeby pojawiało się tam coś o opętaniu. Buddyzm... Oni nie wierzą w istnienie duszy, tylko w reinkarnację. Tu też nie ma słowa o opętaniu...  Może coś kawałek dalej? Moment, dajcie sobie przypomnieć... - Rozmasował skronie. - W Chinach najczęściej uznawano dwie dusze - cielesną i tę bardziej "duchową". Jeśli źle pochowano zmarłego albo nie składano ofiar jego cielesna dusza mogła się odrodzić jako zły duch, a raczej demon... Ale atakował bez opętywania ciała i tylko w ciemnościach nocą. To jeśli mówimy o popularnych wierzeniach. Pomyślmy... Taoizm... W tym było... Nie, w tym potrzeba było jakiejś wiedzy, żeby wywołać ducha, Shinra nie dałby rady przez przypadek... - Zaczął mówić do siebie. - Jest jeszcze szamanizm, ale... No nie wmówicie mi, że Shizuś robił za szamana, poza tym nie wprowadzał się w żaden trans, który jest im niezbędny do opuszczenia swojego ciała, albo do użyczenia ciała jakiemuś duchowi. To też możemy wykluczyć. - Mruczał coś do siebie jeszcze przez chwilę, po czym oprzytomniał i popatrzył na swoich przyjaciół. - Wygląda na to, że musimy pokropić go wodą święconą i modlić się do chrześcijańskiego boga, w którego założę się, żaden z was nie wierzy. - Powiedział to tonem dającym jasno do zrozumienia, że "to nie ma najmniejszego sensu".
- A widzisz inną opcję? - mruknął Kadota.
- Być może... - Izaya uśmiechnął się tak lekko, że praktycznie niezauważalnie.
- A dokładniej?
- Dokładniej... Na razie możecie spróbować kontaktować się z jakimś egzorcystą, tak na wszelki wypadek.
- A ty?
- A ja spróbuję swoich metod. - odparł zagadkowo.
     Shinra i Kadota wymienili spojrzenia. Nie było sensu pytać dalej. Teraz musieli wymyślić coś, żeby duch nie zorientował się, że się o nim dowiedzieli.




wtorek, 5 listopada 2013

Poznajmy się.

Witajcie~! :33

Jak widać nasz urlop minął i wracamy do pracy z nowym zapałem~! *przyciąga wena do siebie i pokazuje czytelnikom* Mój kochany wen także wypoczął i ma się dobrze, jak widać~! ;3
Tak poza tym, chcę, żebyście wiedzieli, że~... Po prostu was uwielbiam~!!! <33 I wasze komentarze w cudowny sposób podnoszą na duchu~... Dziękuję, że tu jesteście~! <33 (Nie macie mi złe, że tak słodzę, nie~? Bo to szczera prawda~! :33)

No dobrze~! Więc ten shot miał się pojawić najpierw 29.10, a potem już 1.11, na 7 miesięcy bloga i moje pół roku na nim (wierzycie, że to już tyle~?! O.o), ale nie wyszło, więc dodaję teraz, świeżo skończony~! X3
Mam nadzieję, że się spodoba~... X3"

Z dedykacją dla wszystkich tych, którzy są tu ze mną od początku i dla tych, którzy są trochę krócej. Nie ważne, czy komentujecie, cieszę się, jeśli ktoś to po prostu czyta~! ;3

Więc teraz~... Enjoy~!!!

Uwagi~? Możecie się zawieść na końcówce~... X3 Ale tak miało być i tego nie zmienię~!




     Shizuo półleżał na całej długości kanapy, wpatrując się nieobecnym wzrokiem w okno. Stalowoszare chmury mieszały się z tymi granatowymi, tworząc różne odcienie tych samych kolorów. Słońca nie dało się dojrzeć zza tej gęstej pierzyny. W powietrzu dało się wyraźnie czuć elektryczność, a najlepiej chyba wyczuwały ją wyostrzone zmysły blondyna.
- Muszę wyłączyć prąd. - Mruknął do siebie, otrząsając się przy wtórze pierwszych huków i wyładowań w postaci ulotnych, lecz także potężnych piorunów.
     Zwlekł się z wygodnego siedziska i zaczął powoli obchodzić wszystkie pomieszczenia, wyłączając światło, odłączając wtyczki od kontaktów i pozostawiając jedynie niezbędne urządzenia włączone. Nie chciał ryzykować.
- Są jak ja. - Mruknął, patrząc na świat zza szyby drugiego pokoju. - Albo raczej jak agresja. Nagle zaczyna strzelać piorunami, grzmieć, a po chwili uspokaja się, zostawiając tylko zniszczenia. - Zapatrzył się znów w odległe pioruny. - Dlatego tak nienawidzę burzy. - Dodał po chwili, potrząsając głową. Zmarszczył
brwi, powracając do normalności. Rozejrzał się dookoła. - Co tu się dzieje?! - Warknął, oglądając bałagan, jaki go otaczał. - Jakbym nie miał dosyć tego idiotycznego nastroju, to jeszcze trzeba sprzątać?! -
Zirytował się. Żeby jakoś wymigać się od zbierania ciuchów, kartonu po pizzy i innych rzeczy z zupełnie innej bajki, znalazł sobie zajęcie - a dokładniej mówiąc, chwycił leżący niedaleko laptop. - Zajmę się tym
później. - Przekonał sam siebie i usiadł po turecku na łóżku, otwierając przed sobą laptopa. - Gadam do siebie... - Westchnął, gdy w końcu ta prawda do niego dotarła. Zagryzł wargę i, już się nie odzywając, włączył urządzenie.
     Chyba powinienem z kimś pogadać. Moje towarzystwo na wyłączność dla mnie to jednak trochę za mało. - Rozmyślał, obserwując kolejno ekran z powitaniem, ekran bez ikonek, pojawiające się ikonki, połączenie z internetem... - Dollarsi. - To było pierwsze, co przyszło mu do głowy. Wpisał więc odpowiednie IP i zalogował się.

  Pokoje:
"yaoi"
"yaoi RP - join~! OwO"
"yuri"
"Ikebukuro"
"hentai"
"Tokio"
"Shinjuku"
"nudy~..."
"ciekawa_rozmowa"
"wbijać!"
"^^"

     Przeglądał pobieżnie pokoje czatowe, a raczej ich nazwy, aż w końcu zawrócił i wbrew temu, jakie nazwy wybierał zazwyczaj (czyli raz na ponad miesiąc, jak już postanowił z kimś pogadać), tym razem kliknął na "nudy~..." gdzie siedziała tylko jedna osoba i wolne miejsce również było tylko dla jednej osoby. Właściwie zamierzał tylko wejść i wyjść, bo zazwyczaj osoby siedzące "same w pokoju" nie zwracały nawet uwagi na to, że ktoś wchodzi.

-wejdź-

/Kanra zalogowany/
/Tsu zalogowany/
Kanra: /Ohayo, Tsu!/ - Pojawiło się błyskawicznie, nim zdołał choćby odszukać przycisk "wyloguj". Głupio mu było nie odpowiadać... No i skoro już musiał coś pisać, to lepiej z jedną osobą niż na całym forum o dziwnym "byle czym".
Tsu: /Hej, Kanra-san./
K: /Co tak oficjalnie? Spokojnie, przecież cię nie znam, nie musisz przestrzegać zasad dobrego wychowania. ^^/
T: /Wiem, wybacz, nawyk./ - Irytowało go to. Rozmowa praktycznie o niczym, więc zaraz się zatrzymają i będzie niezręczna przerwa w pisaniu...
K: /Ne, Tsu-chan (Mogę tak? *^^*), z jakiego miasta jesteś~?/
T: /Tokio. A ty?/
K: /Tak samo! :3 A z jakiej dzielnicy? Może cię jednak znam~! ;3/
T: /Ikebukuro. A czy się znamy... Wiesz co, pewnie nie. ;)/
K: /Ooch, a dlaczego~? Znam tam parę osób, lubię przychodzić do Ikebukuro, tam zawsze jest ciekawie~! X3/
T: /Pozwól że spytam Kanra, właściwie... Nie bardzo mogę się zorientować po wypowiedziach... Jakiej jesteś płci?/
K: /Etto... Dziewczyna... A co, to źle? :c/
T: /Nie, skąd, tylko pytam, żeby przypadkiem nie zwrócić się do ciebie w nieodpowiedniej osobie. Ty nie pytałaś o moją płeć.../
K: /Jasne jak słońce, jesteś chłopakiem~! ^w^ A wracając do Ikebukuro, dlaczego miałabym cię nie znać?/
T: /Może dlatego, że nie za bardzo zaznajamiam się z ludźmi. ^^" A gdybyś była jedną z dziewczyn, które znam, rozpoznałbym cię bez trudu./
K: /Nie bądź taki pewien, ludzie potrafią się bardzo zmienić w internecie! ;3 A dlaczego nie zaznajamiasz się z ludźmi? Są bardzo ciekawi! Wiesz, samo to, jak bardzo przewidywalni bądź nieprzewidywalni potrafią być./
T: /Jak dla mnie każdy ma swój indywidualny charakter i stałe dla siebie nawyki. Poza tymi indywidualnymi cechami, ludzie są tacy sami. No, może nie licząc pewnych wyjątków, nie posiadających zachowań ogólnie przyjętych wcale./
/Tak poza tym, to każdy jest przewidywalny, wystarczy dobrze go znać. ;) Ale to może tylko mnie idzie jakoś łatwiej. *wzruszenie ramion*/
K: /Mnie też łatwiej idzie~! Wiesz, ludzie są prości w obsłudze: mówią prawdę, blefują, albo blefują, że blefują~! Jak ma się tylko trzy opcje, łatwiej ich rozgryźć. ^w^/
T: /Nie licząc opcji, w której zamiast mówić, uciekają. XD/
K: /To jest opcja "prawda"! X3 I to najprostsza z możliwych, bo oznacza, że ktoś się boi, Tsu-chan./
T: /Też racja. Ale strach to dziwne uczucie. Nie obraź się, ale myślę, że jest po prostu słabością. W końcu po co się bać, skoro to co ma nastąpić i tak nastąpi? Strach tylko pogarsza sprawę. A jakie jest
twoje zdanie?/
K: /Strach to naturalna reakcja obronna, instynkt, niezbędny u zwierząt, którymi przecież są także ludzie, mimo swojego intelektu. Ale racja, gdyby nie on byłoby mniej kłopotów z niektórymi sprawami. Jednak dla mnie racją jest też to, że strach jest potrzebnym, ciekawym uczuciem./
/Nie mów, że niczego się nie boisz? ;) Czy może wręcz przeciwnie, chcesz pozbyć się strachu, bo zbyt często utrudnia ci życie? Hmmm~? ;)/
T: /Nie, nie boję się, przynajmniej nie o siebie. O bliskie mi osoby się boję, dlatego staram się być blisko nich i ich ochraniać. Ale cała reszta jest mało ważna. Swoją drogą, mógłbym kłamać, kiedy piszesz pytanie tak dosłownie. Nie sądzisz? ;)/
K: /Może gdyby nie to, że jesteś szczerą osobą, a w necie nie masz po co się ukrywać. ^^ Możesz wyrzucić z siebie wszystko, a ja i tak nie mam jak rozgadać. ^^/
T: /Twoja kolej. Boisz się czegoś? Szczerze, skoro nie masz się po co ukrywać? :)/
K: /Tylko jednej osoby. Ale to dlatego, że to niesamowita osoba. Nie uwierzyłbyś, bo to aż nadczłowiek. Nawet nadzwierze, jak chodzi o pewne cechy. >///</
T: /Po tym rumieńcu aż nie wiem, czy powinienem pytać o te "pewne cechy". ;D Podzielisz się tą wiadomością? Czy nie naciskać?/
K: /Dzięki za troskliwość. ^^ Nie, to nic tajnego. Te "pewne cechy" to po prostu to, że... Jest trochę porywczy no i silny, a co najgorsze, że mnie do niego ciągnie. >//> To chyba niebezpieczne./
T: /Nie dowiesz się, póki go lepiej nie poznasz, nie? Może nie ma się czym martwić, coś wiem o tej porywistości. Przy ludziach to może osłabnąć. ;)/
K: /No niestety, przy ludziach jest tylko gorzej. X3 Ale dzięki za poradę~! Ty tak zawodowo, czy tylko dla hobby? ;3/
T: /Ani to ani to, to raczej odruchowe. ;)/

     Po niemal pustym pokoju rozniósł się wyjątkowo natrętny dźwięk dzwonka telefonu. Shizuo zerknął na wyświetlacz. "Kasuka".

K: /Więc nie pomyliłam się, jesteś szczerą i miłą osobą~! ^^ Widzisz, ja się nie mylę. ;3/
T: /Wygląda na to że nie, dotychczas nie mogłem zarzucić ci żadnego nieprawdziwego stwierdzenia. ;)/
/O, poczekaj, telefon mi dzwoni.../

     W końcu nacisnął zieloną słuchawkę i błyskawicznie przyłożył telefon do ucha.
- Coś się stało?! - zapytał na wstępie. Kasuka nie dzwonił ot, tak. Jak już to on dzwonił do swojego brata... Wyczuwał, kiedy ten chce pogadać i dzwonił zamiast niego.
- Shizuo... Musisz przyjechać, dobrze? - odezwał się pozornie bezbarwny głos młodszego Heiwajimy.

K: /Jasne, ja tu czekam, jakby co./

- Dokąd? - Wyczuł lekki niepokój w głosie bruneta i nie miał zamiaru zadawać zbędnych pytań. Jedną ręką trzymał telefon, drugą wstukiwał wiadomość w laptopie.

T: /Wygląda na to, że coś się stało mojemu bratu. Muszę lecieć./
K: /Trzymam kciuki, żeby to nie było nic poważnego. Wejdź tu jeszcze niedługo, ten sam pokój, opowiesz mi./

- Do domu Kimiko, dziesięć minut drogi od ciebie.
- Wiem. Już lecę. - Rozłączył się.

T: /Obiecuję./ - Napisał już niemal w amoku. Wylogował się, zatrzasnął klapkę komputera, chwycił jeansową kurtkę i wybiegł z mieszkania, nakładając ją w pośpiechu na zwykłą białą bluzkę na krótki rękaw. Żałował, że nie zabrał paska. Jeansy zlatywały z niego trochę podczas biegu. Jednak kompromitacją czy zniszczeniem spodni martwił się w tej chwili najmniej. I tak nikt nieznajomy nie rozpoznałby go w tych ciuchach.


-Kanra zalogowany-
-Tsu zalogowany-

K: /Tsu! Co u ciebie???/
/Martwiłam się, że jednak nie wejdziesz./
T: /U mnie jak zwykle. U brata wszystko w porządku. To jednak nie jemu zdarzył się wypadek. *wzdychnięcie*/
/Obiecałem, nie? Więc musiałem przyjść. ;)/
K: /Niektórzy obiecują, a nie wchodzą. :c A co to za wypadek? Stało się coś poważnego?/
T: /Szkoda, że niektórzy nie dotrzymują obietnic. A co do wypadku, to okazało się, że przyjaciółka mojego brata miała wypadek. Kierowca się zmył, a/
/a ona bała się ruszyć. Musiałem ją zanieść do znajomego lekarza. Jak to dobrze, że on o tej porze nie śpi. ;P/
K: /Niech zgadnę... Może się mylę, ale skoro jesteś z Ikebukuro... Ten lekarz to Kishitani Shinra?/
T: /Skąd wiesz?!/
K: /Pozwól mi zachować nutkę tajemniczości~... ;33 A wracając do tej dziewczyny, co jej było? Będzie zdrowa, nie?/
T: /Ta, zdrowa. To nic takiego. Znasz Shinrę osobiście???/
K: /Nie da się odwrócić twojej uwagi~? *kocie oczy*/
T: /Lubię koty, ale nie aż tak. XD No więc? Chciałbym wiedzieć... Bo wiem, kogo leczy, a gdybyś okazała się jego pacjentką, to by dużo zmieniało./
K: /*wzdycha* Więc jednak nie da się odwrócić twojej uwagi, co? Pacjentką... Nie do końca~! Ale on chyba każdego swojego znajomego składał p/
/przynajmniej raz, nie~? ;D/
T: /Racja. XD Szkoda tylko, że z tego powodu chodzą o nim takie dziwne plotki. T^T/
K: /Jak ta o pracowni pełnej ludzkich organów~? X3 Że też ludzie wierzą w takie dziwactwa~.../
T: /Ludzie wierzą w bardzo dużo rzeczy. Są z tym czasem naprawdę irytujący. >.>/
K: /Czyżby o tobie też rozsiewano plotki~? ^^ Nie martw się, spójrz na to optymistycznie - jesteś w centrum uwagi, a ludzie są tylko zabawnymi głupcami~! ;3/
T: /Wydawało mi się, że cenisz ludzi... Ale chyba jednak śmieszy cię głupota większości z nich, co?/
K: /Ummm~... Nie~! ;3/
T: /?/
K: /To nie tak, że mnie śmieszą, a dokładniej~... Wiesz, każdy jest inny, lecz równie przewidywalny~! Bywają niesamowicie głupi, ale to w nich jest takie fascynujące. Jak b/
/Jak by ci to dokładniej wyjaśnić.../
T: /Lubisz ich, ale nie podziwiasz?/
/Swoją drogą, twoja wypowiedź kogoś mi przypomina... Tylko nie wiem, kogo. :/ /
K: /Tak, są ciekawi. ^^/
/Mówiłam, może już się znamy~? ;3/
T: /Na pewno się nie znamy. ;D/
/Pozwól jeszcze, że nawiążę do wczorajszej rozmowy... Więc ten gość który ci się podoba... W takim bądź razie co dokładnie miałaś na myśli, pisząc "nadludzki"?/
K: /Jest ponad ludzi. *^^* Nieprzewidywalny, nie daje się nabierać na tanie sztuczki jak np. plotki... Nigdy się nie znudzi, bo nie sposób przewidzieć, co siedzi mu w głowie~! ;3/
T: /Aha, więc to takie klimaty ci się podobają. ;)/
K: /Oczywiście~! :33 Nie mów, że przewidywalny świat ci się podoba?/
T: /Właściwie monotonia nie jest taka zła, chociaż po pewnym czasie się nudzi... Tylko że ja n/
/nie muszę dbać o swoją rozrywkę, ludzie których znam robią to za mnie. ;)/
K: /Ne, Tsu-chan~... Mogę zadać ci niedyskretne pytanie?/
T: /Hmmm... No chyba? O.o/
K: /Nie bój się~! X3 Chciałam spytać, czy Tobie się ktoś podoba. ;3/
T: /Aha, tylko tyle? XD No cóż, chyba nie./
K: /Hmmm~.../
T: /Co jest?/

     Shizuo podrapał się po głowie. Był autentycznie skonfundowany. Rozmowa się nie ciągnęła... Czy teraz się rozłączy? Prędzej czy później ktoś zawsze kończył temat, mniej lub bardziej kulturalnie informując go, że jest nudny lub coś z nim nie tak. Mimo, że zaczynał myśleć, że Kanra by tego nie zrobiła, teraz znów zwątpił.

K: /Sądziłam, że ktoś taki jak ty jest strasznie rozchwytywany~!!! ^^/
/Wiesz, zmiana dziewczyny co co najwyżej kilka miesięcy i tak dalej~.../
T: /o.o ...Etto... Nie zmieniałbym dziewczyny tak często. XD I to nie tak, że wszystkie na mnie lecą... Heh, trudno to wyjaśnić.../
K: /Lubię długie wyjaśnienia. ;3 Śmiało, nie krępuj się. No, chyba, że naprawdę nie chcesz mówić. :c/
T: /Może i jakąś tam popularność miałem, ale większość mnie unika. Nie znasz mnie, ale gdybyś znała prawdopodobnie nie zamienilibyśmy ani słowa./

     Dlaczego rozmowa zeszła na te tory...? Właściwie to Shizuo nie chciał o tym rozmawiać. Mógł przerwać ten wątek, wyjść, albo zwyczajnie skłamać. Problem polegał na tym, że on nie lubił nieszczerości i nie miał zamiaru niczego udawać. Kanra musiała go takim zaakceptować, albo, co bardziej prawdopodobne, zdecydować, że nie chce mieć z nim nic wspólnego.

K: /Hmmm.../

     I znowu! Znów ktoś miał go olać tylko dlatego, że uznał "ta rozmowa jest dziwna". Tyle ludzi odeszło, tylu go zlekceważyło, gdy tylko okazywało się, że jest tylko człowiekiem i też ma problemy ze swoim
życiem, choć bardziej niezwykłe, niż reszta. Gdyby chodziło o "dostałem złą ocenę", ale nie, ludzie słysząc bądź czytając "ludzie mnie unikają", automatycznie twierdzą "pewnie też nie chciałbym/nie chciałabym go znać. Nagle zapominają o tym, jak to "fajnie im się rozmawiało", zostaje tylko "on musi być dziwny". To niesamowite, jak bardzo ludzie sugerują się zdaniem innych. To niesamowite, że właśnie przez to Shizuo przez większość życia był niemal sam. I za każdym razem zostawał sam.

K: /Nie sądzę~! Tacy ludzie są najciekawsi~!!! *^^*/
/Mówiłam już, że nienawidzę monotonii, nie? Dopóki ktoś mnie nie skrzywdzi, jest moim potencjalnym przyjacielem. ;33/
/Tsu-chan, jesteśmy przyjaciółmi, nie?/

     Shizuo zaniechał odpisywania. Przypatrzył się ostatniej wypowiedzi Kanry. "Jesteśmy przyjaciółmi, nie?" Czy to był żart? Luźna propozycja? Bo chyba nie poważne pytanie? W końcu rozmawiali ze sobą drugi raz... Nie mogli być przyjaciółmi, co najwyżej znajomymi... Choć Shizusiowi naprawdę fajnie się z nią rozmawiało i chętnie by ją poznał jeszcze lepiej. Póki co nie przerwała rozmowy, co samo w sobie było bardzo miłe i zaskakiwało go z chwili na chwilę coraz bardziej, Wydawała się tak inna od tej szarej masy, która otaczała go na codzień...

T: /Wrogami na pewno nie. ;) Chociaż nie wiem, co rozumiesz przez słowo "przyjaciele"... W końcu rozmawiamy dopiero drugi raz.../
K: /Oczywiście, że mam na myśli przyjaźń~! Taką szczerą i na dłuższy czas~! Przyjaciel, to osoba, której można się zwierzyć i szczerze z nią porozmawiać. Czy n/
/nie to właśnie robimy? No i nadajesz się na kogoś takiego... Naprawdę cię lubię Tsu-chan. Masz fajny charakter. :3/
T: /Mam rozumieć, że to dlatego, że mam fajny charakter...? Ale właściwie to mnie nie znasz... >.> A co gdybym był agresywnym nastolatkiem zadającym się z gangami?/
K: /Nie uwierzyłabym. Jesteś na to zbyt spokojny. Lubisz stabilizację i pewność, choć z pewnością zdarza ci się wybuchnąć./
/No i uważasz, że martwisz się o swoich bliskich, a to dobry powód, żeby nie zadawać się z gangami czy mafią./
T: /Skąd wiesz, że zdarza mi się wybuchnąć?/
K: /Spokojni ludzie nie odreagowują spokojnie. Tłumią wszystko, pozwalając temu w pewnym momencie wybuchnąć./
/To reguła. ^^/
T: /Hontou, skąd ty się wzięłaś... ^.~ Znasz mnie tak dobrze po drugiej rozmowie? To co będziesz wiedziała po miesiącu? ;D/
K: /Więc jednak planujesz rozmawiać ze mną dłużej~? :33/
/A więc, Tsu-chan, zaprzyjaźnimy się? *powaga*/
T: /Jesteś pewna, że któregoś dnia nie będziesz mnie miała dość? ;)/
K: /Tego nigdy nie można być pewnym./
/Żartowałam~! Jasne, że nie~! Chcę cię najpierw poznać, dopiero potem mogę się jakoś określić~! X3/
T: /Więc myślę, że możemy rozmawiać częściej. ;3/
K: /I się zaprzyjaźnić~! :3 Yay~!/
T: /Niech ci będzie, że zaprzyjaźnić. X3/
K: /Więc, Tsu-chan, pytanie pierwsze~!/
T: /?/
K: /Jaki jest twój ulubiony zespół? ;)/
T: /Właściwie, to dużo ich lubię... Ostatnio wpadli mi w ucho "Plastic tree", chociaż to nie moje klimaty./
/Odbijam! Twój ulubiony kolor? ;)/
K: /Gusta się zmieniają. ;3/
/O, szybko dołączyłeś do zabawy. Super! :33 Więc~... W sumie to uwielbiam czarny. Ale na gothick'a się nie nadaję. ;3/
T: /Czyli jaki jest twój styl?/
K: /Ejejej, moja kolej. ;) No ale dobrze, odpowiem. Mój styl... Hmmm, tak szczerze, to nie wiem. Noszę to, co mi pasuje, w wyraźnych kolorach i byleby było ciepłe i wygodne. ^^/
/Więc ile masz rodzeństwa? I starszego czy młodszego?/
T: /Młodszego brata. Wybacz, pospieszyłem się z pytaniami. XP/
K: /Nie szkodzi~! X3 Czyżbym była aż tak ciekawą osobą~? ;33/
T: /Pas. Następne pytanie. XD/
K: /Wredny~! ;PP/
/Ne, poważnie nie powiesz?/
T: / I owszem, ciekawą. Różnisz się od innych, ale pozytywnie./
K: /Yay~! Miło. *^^*/
/No to teraz ty zadawaj pytanie./
T: /Twoja wymarzona praca?/
K: /Hmmm... Bo ja wiem~? Psychologia jest ciekawa, ale na to bym nie poszła./
T: /Dlaczego?/
K: /Za dużo zadań domowych. ;P/
/A tak poważnie, to ciekawe, a jednocześnie zbyt monotonne. Nawet psycholog zostaje wciśnięty w ramkę - pomóż tak i tak, to taka i taka choroba, nie spoufalaj się bardziej, ni/
/niż to potrzebne. Lubię pracować z ludźmi... Ale na moich zasadach. ^^/
T: /Z tymi zadaniami domowymi to było niezłe. XD Więc nie lubisz monotonii aż do tego stopnia? Wolny duch z własnym światopoglądem, tak?/
K: /Wiesz co... To nawet dobre określenie. A ująłeś o tak prosto. Wow. ;33 A jak jest z tobą, Tsu-chan?/
T: /Ze mną, w sensie?/
K: /Jaką pracę byś wybrał, gdybyś mógł mieć każdą?/
T: /Gdybym mógł, huh?/
/Chyba najlepiej czułbym się jako ochroniarz./
K: /Ochroniarz? Poważnie?/

     Coś jej nie pasuje w mojej pracy? Czy to zbyt dziwny zawód? Ale w gruncie rzeczy... W tym czuję się najlepiej. A ona wydawała się tak fajną osobą... Czy byłaby w stanie mnie wyśmiać?

/Uważam, że to dobra praca. Tylko nie można być zbyt spokojnym. I trzeba wyglądać... No, groźnie./
/Jak wyglądasz, Tsu-chan~?/
/Pytam z ciekawości. ;3 Nie musisz tego pisać./

     Niesamowite. Kolejny raz go zaskoczyła i znów zyskała w jego oczach. Kim ona mogła być? I dlaczego nie spotkali się wcześniej?/

T: /Nie wyglądam jak jakiś gangster, jeśli tak mnie sobie wyobrażasz. ;D/
/Jasne, napiszę ci./
K: /Super~! :33/
T: /Jestem wysoki, mam krótkie blond włosy, dość groźny uśmiech i bardzo często towarzyszy mi mój przyjaciel papieros. ;)/
K: /Nie gangstersko, co? X3/
T: /Ubieram się w raczej eleganckie, ale też wygodne ciuchy./
/Jak już gangster, to przynajmniej nie uliczny, tylko w stylu yakuzy, nie? XD/
K: /Więc... Właściwie, to mi kogoś przypominasz./
T: /To znaczy w dobrym, czy złym sensie? O.o/
K: /Jasne, że dobrym, Tsu-chan~! ^^ Jesteście do siebie podobni, ale też w pewnym sensie różni./
T: /No cóż, nadal wątpię, żebyśmy znali się osobiście. XD/
K: /Możliwe~... ;3/
T: /Wybacz Kanra, ale czuję, że zaraz się przewrócę, a już i tak leżę. XD/
/Będziesz tu jutro?/
K: /Jeśli ty będziesz, to na pewno~! ;3/
T: /Spotkajmy się. :) Około 20?/
K: /Jeszcze mnie nie będzie. :cc Umm~... 21?/
T: /Jasne./
K: /Dobranoc, Tsu-chan. :3/
T: /Dobranoc, Kanra-san. ;)/

-Tsu wylogowany-
-Kanra wylogowany-

     Izaya obrócił się o 180 stopni na swoim krześle obrotowym. Rozciągnął się, ziewnął, zerknął przez ogromne okno na rozświetlone tysiącami neonów ulice Tokio i uśmiechnął się.
- Tsu-chan~... Czyżby takie zbiegi okoliczności były możliwe~?


     Następnego dnia Shizuo wprost nie mógł się doczekać wieczora. W pracy zdawał się być lekko rozkojarzony, bo myślami wciąż odlatywał do czatowego pokoju.
     Kim była ta osoba? Nie sądził, by ją znał, ale był pewien, że jest niesamowicie inteligentną, zabawną i rozsądną istotą. Zaintrygowała go, co niewiele osób spośród całego globu byłoby w stanie zrobić.
     Uśmiechnął się pod nosem, widząc dłużniczkę tłumaczącą, że "on nagle okazał się diabłem i zabrał jej wszystko to, co miała dziś oddać".
     Cóż za zbieg okoliczności, huh? Czy coś tak oczywistego ma prawo się zdarzyć? Czy to jedynie słaba wymówka?
     Cóż, osąd już nie należał do niego. On miał tylko otworzyć drzwi i zabrać, co Tom każe.
     Zadzwonił telefon. Widząc przerażone spojrzenie kobiety, odebrał za nią i dał na głośnomówiący.
- Gdzie się do kurwy nędzy podziewa reszta?! Miałaś oddać tym debilom dwadzieścia tysięcy jenów, dlaczego tu jest tylko piętnaście?! Nawet okradać się ciebie nie opłaca, ty zdziro!!!
     A jednak każdy zbieg okoliczności, nawet taki najbardziej nieprawdopodobny, może być prawdziwy.
- Ładnie to tak, wpędzać kobietę w kłopoty? - warknął do słuchawki. - Wezmę sobie twoje zdjęcie na pamiątkę. Oddasz te pieniądze za nią, łącznie z zaginionymi pięcioma tysiącami, rozumiemy się?! A jeśli postanowisz się zemścić, zgniotę jak śmiecia. - Rozłączył się, nie czekając na odpowiedź.
     Kobieta patrzyła na niego szeroko otwartymi oczami, nie mogąc wykrztusić ani słowa.
- Wygląda na to, że nie mamy już do pani żadnej sprawy. - Odezwał się spokojnie, choć z lekkim zmęczeniem Tanaka. - Poproszę jeszcze tylko o jakieś jego zdjęcie, albo namiary.
     Gdy wyszli, rzucił znaczące spojrzenie Heiwajimie.
- Gentleman jak zawsze, co?


     W końcu nadszedł długo oczekiwany wieczór. Shizuś postawił sobie koło łóżka butelkę coli i lekko niepewnie zalogował się na chat Dollar'ów.

Pokoje:
"Yo~! <^.^>"
"Gomennasai, Yui-chan! Q.Q"
"Hentai"
"Yaoi RP"
"Yaoi"
"BL games"
"Tokio"
"Ikebukuro"
"wbijać! >3<"
"nudy~..."

     Więc jednak była.

-Kanra zalogowany-

K: /Ohayo, Tsu-chan~! ;3/

-Tsu zalogowany-

T: /Hej. ^^/
K: /O, jesteś~! I to dokładnie... 2 sekundy po czasie, jak mogłeś!? D: /
T: /Siedziałaś z zegarkiem w ręku? XD/
K: /Nie, podpuszczam cię. ;3/
T: /Porabiałaś dziś coś ciekawego? :)/
K: /No~! :3 Znajomi zaprosili mnie na miasto... Chociaż w sumie nie widziałam się z osobą, którą chciałam spotkać, więc nie było aż tak ciekawie~.../
/A tobie przydarzyło się coś ciekawego~?/
T: /Tak trochę. Ale to żadna przygoda, więc nie ma o czym opowiadać. ;)/
K: /Powiedz~! :33/
T: /Nie, tak tylko rozmyślałem. ^^" To nic ważnego./
/Zmieniając temat, widziałaś może "Ostatni pokaz Yamaguch'iego"?/
K: /Buu, nie bawię się w takie zmiany tematu. Q.Q Chcę wiedzieć, o czym myślisz. ^^/
T: /Więc napiszę ci, jak moje przemyślenia będą coś warte. ^.~/
K: /Każde przemyślenia są coś warte. :33 Ale jak już koniecznie chcesz zmieniać temat, miałam iść na "Ostatni pokaz Yamaguchi'ego" w ten czwartek. Na razie nie spoileruj, ok~? X3/
T: /Jasne, jasne./
K: /Tsu-chan, już wiem,o co zapomniałam cię wczoraj zapytać~! :33/
/Powiesz mi, powiesz~???/

     Blondyn zerknął na monitor i skasował wiadomość, którą właśnie pisał.
     Fakt, rozmowa na tak błahe tematy chyba jej nie pasowała. No tak... Była monotonna. Powinien był o tym pomyśleć.

T: /Zależy. O co chodzi?/
K: /Ile masz lat~?/
T: /Nie boisz się zboczeńca, który cię okłamie, zaprosi gdzieś i wykorzysta? >.>/
K: /Nie, bo wiem, że to ty, Tsu-chan. :3/
T: /Ale bez względu na wiek... Fajnie się gadało./

     Pociągnął porządny łyk coli. Wygląda na to, że ona ze swoją dziecinnością jest może najwyżej w liceum. No cóż. Teraz okaże się, że wiek to przeszkoda nawet w wirtualnym świecie.

/24./
K: /To super~! Ja mam 23~! ^o^/
T: /...Poważnie? o.o/
K: /Nom~! :3/
T: /Więc zbiegi okoliczności naprawdę się zdarzają.../
K: /Nawet nie wiesz, jak często. ^.~/


     Rozmawiali, jak zwykle, do późna. I praktycznie większość dni wyglądała podobnie. Shizuo coraz bardziej zaczynał ufać Kanrze. Rozmawiali o sobie, o tym, jak minął dzień i oczywiście na mnóstwo innych tematów, jak zwykli znajomi. Właściwie, to zyskał przyjaciółkę.

(...)
K: /Tsu-chan, wybacz, ale w brzuchu już mi burczy, jakby tam orkiestra żab dawała koncert~... Spotkamy się znowu~? :3/
T: /W sumie muszę przejść się do przyjaciela, kazał mi obiecać, że się do niego wybiorę.../
/Spotkajmy się tu jutro. Będę około 14 po południu. Co ty na to? ^^/
K: /Jasne~! Do napisania, Tsu-chan~!/

-Kanra wylogowany-
-Tsu zostaje administratorem pokoju-

T: /Do napisania.../

-Tsu wylogowany-

     Shizuo zamknął stronę i z cichym trzaskiem zamknął również klapkę od laptopa. Zerknął na zegarek. 17:42. Przeciągnął się i zszedł z łóżka, po drodze kopiąc opakowanie z resztką chipsów i o mały włos nie wywracając się o własne spodnie.
- Trzeba by was sprzątnąć... - Westchnął, na dłuższą metę już zaczynając zapominać o bałaganie, jaki zrobił. Zastanawiał się nad Kanrą. Była niezwykła, to była oczywista oczywistość. Akceptowała go mimo uprzedzeń i ostrzeżeń. Interesowała się nim. Była przyjazna, miła i szczera. Lubił takie osoby. Co więcej, w każdej, stosunkowo niedługiej rozmowie (tylko jakieś 3-4 godziny X3 - dop.Inu) zdążyła wypytać go o miliard rzeczy, opowiedzieć dużo o sobie i jeszcze nie stracić żadnego wątku. Do tego w wielu sprawach się zgadzali. Była niesamowita, naprawdę fascynująca...
     Blondyn podszedł do szafy i bez zastanowienia wyciągnął swój strój barmana. W końcu teraz szedł do Simona, musiał być rozpoznawalny.

     Zamyślony Heiwajima powolnym krokiem szedł w stronę Russia sushi. Przechodnie ustępowali mu miejsca, zatem nie irytowały go już zatłoczone ulice. Chociaż tyle. Ale, że życie nie może być wiecznie idealnie spokojne...
- Shizu-chan~! No proszę, czyżbyś wybierał się na późny obiad~? Tak się składa, że ja też idę do Simona, więc może zjemy razem~?
     Blondyn uniósł głowę i zmierzył nieprzychylnym, a dokładniej morderczym, spojrzeniem swojego największego wroga.
- Iizaaayaaa-kuun... Co ty do jasnej cholery robisz w mojej dzielnicy?! - Warknął, jeszcze spokojnie. Jak to na niemal samym początku ujęła Kanra, był spokojnym człowiekiem i kumulował w sobie wszystko do momentu, aż wybuchał. Tyle, że przy Izayi kumulowało się w nim wszystko po sam brzeg o sto procent szybciej.
- Przecież mówiłem Shizu-chan, jestem głodny~! - Stał tam dalej z tym swoim irytującym uśmiechem. O tyle irytującym, że wesołym, więc z pewnością ta menda znów coś knuła, z zewnątrz udając szczęśliwego bahora.
    No cóż, dał mu dość czasu na zwianie. Miał szansę. Nie chciał skorzystać - jego problem.
- Iizayaaa! Won mi z Ikebukuro!!! - Krzyknął, chwytając za znak, który był pod ręką.
- Ale, Shizu-chan, czy ty nie byłeś z kimś umówiony? - Mruknął, zmieniając uśmiech na jeden z tych perfidnych. Dalej stał w miejscu.
- Ty cholerna mendo, przestań grzebać w moim życiu!!! - Rzucił się w pogoń za nim.
- Hahaha, wiedziałem że to ty, Shizu-chan~! - Krzyknął z euforią informator i zaczął uciekać. - I kto tu komu grzebie w życiu~?
     Shizuo nie zrozumiał ani trochę z słów Izayi, ale nie musiał - teraz chciał go zabić i tylko to się liczyło.

- Shi-zu-o! I-za-ya! Przemoc zła! - Pouczał ich jeszcze Rosjanin, mimo, że przytrzymywał blondyna od dobrych dwóch minut. Orihara stał obok, przyglądając się Heiwajimie to z zadowoleniem, to ze szczęściem.
- Zabiję go, zabiję go, zabiję... - Powtarzał Shizuo, nie zwracając większej uwagi na trzymającego go przyjaciela. Choć już się tak nie szarpał.
- Shi-zu-o! Przemoc zła! - Powtórzył z westchnięciem czarnoskóry.
- Właśnie Shizu-chan, powinieneś się pilnować~! Na mój widok zawsze wybuchasz złością~!
- Zabiję go, zabiję go, zabiję...
- Izaya, może ty już idź. Nie będę go trzymał aż się napatrzysz. - Odezwał się Simon po rosyjsku.
- Szkoda. Może zainstaluję mu jakąś kamerkę... Nie, i tak ją rozwali. - Odparł również po rosyjsku, po czym przerzucił się znów na japoński.
- No cóż, gia na, Simon. Pa pa, Shizu-chan~! - Pomachał im jeszcze i odszedł w stronę Shinjuku. Gdy był już daleko dodał do siebie. - Koniec pierwszej misji. Tsu-chan, znalazłem cię~... - Skręcił do innego baru z sushi.


-Kanra zalogowany-
-Tsu zalogowany-

K: /Ohayo, Tsu-chan~!/
T: /Hej./
K: /Coś się stało?/
T: /Nie, nic. ^^ Dzień jak codzień. Jestem świeżo po pracy./
K: /Współczuję~... Ja jestem w trakcie. ^.~/
T: /Serio? Nikt cię jeszcze nie wyrzucił? ;D/
K: /Wredny~! XD Za co~?/
T: /Bo ja wiem? Za pisanie ze mną w trakcie? ;)/
K: /Nie, nikt mnie nie wyrzuci~... Jestem za dobra w swoim zawodzie, żeby ktoś mógł to zrobić. ;33/
T: /A co to za zawód?/
/W sumie to jeszcze nie pytałem. o.o/
K: /Punkt informacyjny~! XD/
T: /Poważnie?/
K: /Aha. Więcej nie powiem. X3/
T: /Więcej nie trzeba. X3/
K: /Posądzasz mnie o podrzędną pracę~? X3/
/Pracuję na własnych zasadach, jak już mówiłam, więc mi to nie przeszkadza~! ^^/
T: /W punkcie informacyjnym na własnych zasadach? A co z "klient nasz pan"? ;)/
K: /Oczywiście, że "nasz pan", ale wykorzystuję do tego pewne chwyty psychologiczne~... Właściwie, to wyciągam z nich kasę. Heh, wiem, niechlubna robota... Ale z czegoś trzeba żyć~!/
T: /No w sumie to tak. Jest tyle bogatych szumowin, które całą forsę pakują w brudne interesy. Wyciąganie kasy z nich to przysługa... >.>/
/Ale jak ktoś potrzebuje tej forsy, to co wtedy?/
K: /Tacy się do mnie nie zgłaszają. ^^/
/Chyba nie bardzo jest sens zabierać dobytek biednym obywatelom, nie sądzisz~?/
T: /Tak, też tak sądzę. ^^/
K: /Tsu-chan, twoi znajomi w realu to muszą mieć dobrze~! ;33/
T: /Dlaczego?/
K: /Mogą w każdej chwili zadzwonić albo się z tobą spotkać. Ja jestem tylko wtedy, jak tu wpadasz. >3</
T: /Ale... Wiesz, poznanie się w realu to całkiem inna sprawa. Kto wie, czy w prawdziwym świecie wydawałbym ci się równie "fajny". ;)/


     Shizuś przekrzywił lekko głowę, czekając na odpowiedź. Uśmiechnął się nieświadomie, a jego twarz okrył lekki rumieniec. Nie zdawał sobie z tego nawet sprawy. Ta cała Kanra... Była otwartą osobą, a jednocześnie było w niej coś tajemniczego. Była miła, a jednocześnie potrafiła się odgryźć. Inteligentna, ale nie zadzierała nosa, nie wylewna, ale wesoła i wyluzowana. Czy przyznałby się, że ją polubił? Że naprawdę mu się spodobała? Jej charakter był jakoś... w sam raz. Zgadzali się w wielu kwestiach. Gdyby poznał ją dawno temu, w realnym świecie... Tymczasem gadają ze sobą od dwóch miesięcy, a on nawet nie wie, jak ona wygląda. Nie słyszał jej głosu, nie czuł zapachu. Więc czy można powiedzieć, że ją znał? Czy trzeba kogoś znać, by go pokochać? Czy wystarczy poznać jego duszę i umysł, czy lepiej znać jego zachowania?
     Jak by to było ją poznać?
     ...Czy on właśnie przyznał, że chyba się w niej zakochał?

K: /Jeśli w realu naprawdę jesteś taki jak tutaj, to dlaczego nie? :33 Wiem o tym, że gdy spotyka się kogoś twarzą w twarz, zawsze ukrywa się emocje i nawet nieświadomie stara się w jakimś stopniu manipulować ludźmi. To nie t/
/To nie to samo, co internet, gdzie można się uzewnętrzniać. ;3/
/Ale nie ważne kim jesteś, jeśli to, o czym pisaliśmy, to prawda (a musi być prawda, bo już dawno pogubiłbyś się w kłamstwach), to dlaczego miałabym zmieniać zdanie o tobie~?/
/Wygląd nie zmienia charakteru, nie?/

     Blondyn patrzył na ekran, lekko uchylając przy tym usta.
     Racja. Ale ilu ludzi wierzy w to naprawdę?
     Czy będzie trzymała się tej zasady, nawet, jeśli zobaczy, że ma do czynienia z "Bestią z Ikebukuro", mężczyzną, który rok w rok demoluje miasto? Czy będzie się tego trzymać, nawet jeśli wpadnie Izaya, żeby zepsuć być może jedno z ważniejszych spotkań jego życia?

T: /Wierzysz w to?/
K: /A ty, Tsu-chan~?/
T: /Sądzę, że jesteś tak niesamowitą osobą, że nie ważne, jak wyglądasz, i tak już cię lubię. Nie zmieniam zdania tak łatwo./
K: /Też bardzo cię lubię, Tsu-chan. :3/

     Izaya uśmiechnął się lekko, jednym ze swoich nielicznych prawdziwych uśmiechów.
     Gdyby tylko Shizu-chan wiedział, że to on. Że nie ma żadnej Kanry, jest za to jego największy wróg. Trudno zmienić czyjąś opinię o sobie. I nie ważne, ile przegadali, od tego spotkania zależeć będzie wszystko.
     A przecież on naprawdę go lubił. Zwierzył mu się z tego jeszcze zanim wiedział, że Tsu to on.
     Każdy miewa chwile słabości. I każdy ma osobę, do której czuje słabość. Tego się nie wybiera.

T: /Poważnie?/

     Shizuo nie dowierzał.
     Krew wesoło pulsowała mu w uszach.
     Mogli się spotkać.
     Nie ważne, kim by była, jest wspaniałą osobą.

K: /Poważnie~! Spotkajmy się~! Co ty na to~? :33/
T: /Jasne./

     Coś do niego dotarło.

/A co z tym kimś, do kogo czułaś słabość? On nie będzie się martwił? Czy nie będzie jakoś zazdrosny?/
K: /Nim się nie martw. ;3 Ale to rozmowa na inną porę./
T: /Jak wolisz./
/Więc kiedy się spotkamy? ^^/
K: /Jutro pod restauracją "Red rose". Około 20. Pasuje? :3/
T: /Jasne. Będę po pracy. ^^/
K: /Super~! Zatem do zobaczenia, Tsu-chan~!/
/Aha. Poznasz mnie po czerwonej róży w rękach, będę pod zachodnią ścianą, dobrze~?/
T: /Nie mogę się doczekać./
K: /Dobranoc, Tsu-chan. Miłych snów. ^^/
T: /Nawzajem. ^.~/

-Kanra wylogowany-
-Tsu zostaje administratorem pokoju-
-Tsu wylogowany-

     Shizuo odłożył laptopa i wstał z łóżka. Czuł się naprawdę mieszanie. Z jednej strony cieszył się, a z drugiej stresował. W końcu wszystko mogło pójść nie tak. Jednak niezależnie od okoliczności obiecał sobie, że nie zdenerwuje się, nikomu nie zrobi krzywdy i wypadnie jak najlepiej. I tej obietnicy zamierzał dotrzymać, choćby zjawiła się ta menda we własnej osobie.
     Przed snem poszedł jeszcze przyszykować sobie ciuchy na następny dzień. W końcu pojawienie się w wymiętoszonej czy brudnej koszuli przy pierwszym spotkaniu byłoby niesamowicie głupim zachowaniem.


     Następnego dnia po popołudniowej pracy, wyjątkowo mało stresującej, bo wszyscy dłużnicy jakby starali się go nie prowokować, Heiwajima udał się spacerkiem przez park w stronę miejsca spotkania.
     Odetchnął głęboko, wchodząc na jeden z nielicznych zielonych terenów w tym betonowo-szklanym królestwie. Zapalił papierosa, zwalniając kroku. Myślami był daleko już od rana. Opanowało go dziwne uczucie, którego nie był w stanie nawet dokładnie nazwać. Chciał jak najszybciej ją zobaczyć. Poznać, porozmawiać, słuchając jej głosu. Wydawała mu się energiczną, wesołą, towarzyską osobą. Zawsze mówiła o sobie prosto z mostu, ani razu nie czuł od niej kłamstwa, gdy o czymś opowiadała. Czy tak samo będzie, gdy spotkają się twarzą w twarz? Czy jedna z nielicznych akceptujących go osób ucieknie z krzykiem widząc, z kim ma do czynienia? Właściwie, to ufał jej. Więc czy jeśli by uciekła, czułby się zdradzony, oszukany? Czy miałby jej to za złe?
     Nie, nie gniewałby się. Zbyt ją lubił. To chyba źle... Jeśli ta menda odkryje, że się z nią zaprzyjaźnił i coś jej zrobi, zabije go własnoręcznie. Choć brzydzi się przemocą.
     Dotarł w końcu do "Red Rose". Zerknął na zegarek. Była dokładnie 19:59.
     Skierował się pod północną ścianę, starając się wypatrzyć postać z czerwoną różą, mimo że akurat w tym miejscu nie było świateł, a słońce zaszło chwilę temu.  Nagle poczuł na swoim policzku muśnięcie płatków róży.
- To wszystko o czym rozmawialiśmy to prawda. - Dobiegł go szept Izayi. Shizuo spiął się, zaskoczony i niemal gotów, by zabić go własnoręcznie, jeśli to konieczne. - A osobą, w której się zakochałem, jesteś ty. Powiedziałem to zanim dowiedziałem się, z kim piszę. Jedyne w czym skłamałem, to Kanra. ...Przemyśl to jeszcze, proszę.
     Nim zdążył się otrząsnąć, poczuł delikatne muśnięcie czyichś ust na swoim policzku. I zanim jakkolwiek zareagował, szybkie kroki informatora oddaliły się stamtąd biegiem.



***
Mieliście okazję przeczytać pierwsze shounen-ai, jakie udało mi się dokończyć~! Wiem, że nie wyszło tak, jak powinno~... I ogółem to jest raczej dziwne~... Ale już nic nie zmienię~! X3 Kto nigdy nie zrobił nic dziwnego, łapka w górę~! ;3
Właściwie chciałam dodać zupełnie coś innego na swoją półrocznicę~... Niestety odkąd parę miesięcy temu usunęło się przy samej końcówce, nadal nie mogę się za to zabrać. To nic~... Może za pół roku~... (Mam nadzieję, że jednak szybciej~! X3"") Tymczasem idę wziąć się w końcu za obiecane notki. Do napisania~! ;3
-Inu-chan wylogowany-